Nie mam siły pisać jakiegoś długiego wstępu, bardzo źle się czuję psychicznie a terapia dopiero we środę.
Poznałam faceta 3 miesiące temu. Szybko się w sobie zauroczyliśmy i zamieszkał u mnie. Ma on 40 lat i nieprzepracowane mentalnie problemy z rodziną i przeszłością. Wrócił z zagranicy, covid. Szybko znalazł pracę fizyczną, równie szybko zaczął na nią narzekać. Właściwie całe utrzymanie nas i mojego psa, spadło na mnie. Po wypłacie pieniądze miał dwa dni, resztę wpłacił na alimenty i nieduże długi w ZUSie po zamknięciu firmy za granicą. Myślałam, że przy następnej wypłacie będzie lepiej i znów dwa dni miał na jedzenie i papierosy, resztę miesiąca spędził na moim utrzymaniu. Mam mnóstwo rachunków - terapia, mieszkanie, lekarze moje i psa, ZUSy (prowadzę działalność gospodarczą) do tego jesienią dostałam nawrotu choroby (CHAD) i ledwo żyję (depresja). Staram się nie obarczać go moją chorobą. Nie mówię o tym jak mi ciężko. Po prostu gdy przychodzę z pracy, kładę się spać. On wraca 3 h później i widzi, że spałam. Mówił, że rozumie i wspiera. Szybko stałam się dla niego "terapeutką". Codziennie wylewał na mnie emocje, wspominając jak skrzywdzili go rodzice (rozwód ich, kochankowie i kochanki), jak ciężko fizycznie codziennie pracuje, nie ma siły i nienawidzi tej pracy. Wspierałam jak mogłam. Gotowałam codziennie obiady, dałam dach nad głową, wysłuchiwałam ale w końcu popadłam w frustrację. Prosiłam by więcej nie obciążał mnie swoimi problemami, od tego są specjaliści, by rozsądnie dysponował budżetem bo codziennie się martwię czy będzie mnie stać na jedzenie dla wszystkich, na rachunki i własną terapię i innych lekarzy, i w końcu by zaczął również dbać o dom - chciał mnie zdominować i postawić w roli praczki, sprzątaczki i kucharki. Usłyszałam, że nim steruję bo karzę mu wyjść z psem! wynieść śmieci itp. on sobie nie da wejść na głowę! Że burdel jest bo śpię po pracy zamiast ogarniać - wie, że miałam nawrót choroby - bardzo mnie to zabolało. Do związku zaczęła wkradać się pogarda. Nie wiem, nie wiem... to jest docieranie się? Matka radzi mi bym dała spokój - ludzie się kłócą a on ciężko pracuje. Proszę nie oceniać mnie surowo - mam problemy relacyjne - nigdy nie byłam w poważnym związku i nie zawsze wiem gdzie stoją granice.
1 2021-01-08 15:48:00 Ostatnio edytowany przez Senshi (2021-01-08 15:52:04)
2 2021-01-08 16:02:11 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-01-08 16:04:15)
Tak, daj sobie z nim spokój!! Argumentów za tym jest aż nadto! Bardzo brakuje w tym związku równowagi. Zbyt wiele zrzuca na Ciebie a niewiele (jeśli coś w ogóle) wnosi. Nawet nie wykazuje dobrej woli, współodpowiedzialności za wspólny dom. Wykorzystuje Ciebie
On pracuje od poniedziałku do piątku 10 godzin dziennie fizycznie - jest monterem, dźwiga też płyty. Gdy sama podźwignę się z łóżka gdy przychodzi o 19.00 szybko robię mu obiad i podaję, on w tym czasie moczy się w wannie i marudzi jak mu ciężko. Gdy miałam wyrzuty, że nie pomaga mi przy psie, odpowiedział sycząc, że to mój pies. Mówił także, że w takiej norze w jaką ja wynajmuję, jeszcze nie mieszkał (rzeczywiście 2 pomieszczenia są do remontu ale przykre te słowa). Generalnie on chce wrócić do bycia analitykiem biznesowym, musi zapłacić za kursy i się uczyć a nie ma kiedy, bo ja mu w weekendy karze sprzątać... tak wygląda życie par? Powiedziałam mu to co mówisz aniuu1 - żeby był udany związek, dwie osobą muszą dawać po równo. Odpowiedział coś w rodzaju, że jedna zawsze jest na górze a druga niżej. Zaczął więcej udzielać się w domu ale atmosfera jest tragiczna, tak jakbym miała za to karę, że on musi, a ja sama zapadam się we frustracji.
4 2021-01-08 16:17:43 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-01-08 16:19:08)
Nie mam siły pisać jakiegoś długiego wstępu, bardzo źle się czuję psychicznie a terapia dopiero we środę.
Poznałam faceta 3 miesiące temu. Szybko się w sobie zauroczyliśmy i zamieszkał u mnie. Ma on 40 lat i nieprzepracowane mentalnie problemy z rodziną i przeszłością. Wrócił z zagranicy, covid. Szybko znalazł pracę fizyczną, równie szybko zaczął na nią narzekać. Właściwie całe utrzymanie nas i mojego psa, spadło na mnie. Po wypłacie pieniądze miał dwa dni, resztę wpłacił na alimenty i nieduże długi w ZUSie po zamknięciu firmy za granicą. Myślałam, że przy następnej wypłacie będzie lepiej i znów dwa dni miał na jedzenie i papierosy, resztę miesiąca spędził na moim utrzymaniu. Mam mnóstwo rachunków - terapia, mieszkanie, lekarze moje i psa, ZUSy (prowadzę działalność gospodarczą) do tego jesienią dostałam nawrotu choroby (CHAD) i ledwo żyję (depresja). Staram się nie obarczać go moją chorobą. Nie mówię o tym jak mi ciężko. Po prostu gdy przychodzę z pracy, kładę się spać. On wraca 3 h później i widzi, że spałam. Mówił, że rozumie i wspiera. Szybko stałam się dla niego "terapeutką". Codziennie wylewał na mnie emocje, wspominając jak skrzywdzili go rodzice (rozwód ich, kochankowie i kochanki), jak ciężko fizycznie codziennie pracuje, nie ma siły i nienawidzi tej pracy. Wspierałam jak mogłam. Gotowałam codziennie obiady, dałam dach nad głową, wysłuchiwałam ale w końcu popadłam w frustrację. Prosiłam by więcej nie obciążał mnie swoimi problemami, od tego są specjaliści, by rozsądnie dysponował budżetem bo codziennie się martwię czy będzie mnie stać na jedzenie dla wszystkich, na rachunki i własną terapię i innych lekarzy, i w końcu by zaczął również dbać o dom - chciał mnie zdominować i postawić w roli praczki, sprzątaczki i kucharki. Usłyszałam, że nim steruję bo karzę mu wyjść z psem! wynieść śmieci itp. on sobie nie da wejść na głowę! Że burdel jest bo śpię po pracy zamiast ogarniać - wie, że miałam nawrót choroby - bardzo mnie to zabolało. Do związku zaczęła wkradać się pogarda. Nie wiem, nie wiem... to jest docieranie się? Matka radzi mi bym dała spokój - ludzie się kłócą a on ciężko pracuje. Proszę nie oceniać mnie surowo - mam problemy relacyjne - nigdy nie byłam w poważnym związku i nie zawsze wiem gdzie stoją granice.
Senshi, z jakiegoś powodu wybierasz mężczyzn niedostępnych, takich o których musisz bardzo zabiegać, których musisz ratować, wspomagać, albo za których miłość musisz płacić tak jak robisz to teraz ![]()
Przykro mi, ale Twoja mama nie ma racji.
Dodatkowo z jakiegoś powodu zupełnie nie zauważyła, że Ty też pracujesz. No, chyba, że pracujesz lekko, na przykład przez 8 godzin siedzisz, pijesz kawę, machasz stopą w bucie i nie wiesz co ze sobą zrobić przez resztę czasu pracy. Ale intuicja podpowiada mi, że wcale tak nie jest.
To nie jest docieranie się. To jest wykorzystywanie i pasożytnictwo. Ty jesteś w takim układzie żywicielem, a on jest pasożytem. To dzięki Tobie on spłaca swoje zobowiązania, tak naprawdę śmiało można napisać, że to Ty je właściwie spłacasz, jego alimenty i jego długi.
Nie widzę tu żadnej miłości, a jedynie wyrachowanie, żerowanie na Tobie i buractwo.
Znacie się raptem kilka tygodni, a gość już u Ciebie mieszka, utrzymujesz go i jeszcze zaczyna Ci robić awantury o to, co i jak i kiedy powinnaś robić w swoim własnym domu?!
Chciałabym Ci napisać coś innego, ale napiszę tak - ufaj sobie Senshi. Jeśli masz wątpliwości, jeśli nie czujesz się komfortowo - to znaczy, że coś jest nie w porządku. Możesz sobie ufać.
O przepraszam! Ten facet to kompletne dno.
Jak mu nie pasuje darmowa nora, z wiktem, utrzymaniem i opierunkiem, to niech sobie Hiltona wynajmie.
Droga wolna ![]()
5 2021-01-08 16:30:46 Ostatnio edytowany przez Senshi (2021-01-08 16:35:17)
IsaBella77 dziękuję za wyczerpujący komentarz. Na początku było mnóstwo szacunku i ciepła. Mówiłam terapeutce, że nie poznałam mężyzny takiego jak on, który potrafi tak otwarcie mówić i okazywać mi uczucia. Mówił jaka jestem wspaniała, dzielna itp. Teraz wygląda to tak jakby gadał z kumplem z pracy a nie ze swoją kobietą - dziwne teksty, tępy żart, głupkowate rżenie. On skończył dwa kierunki studiów, w tym jeden na bardzo drogiej uczelni w Wawie. Ma 40 lat i nie ma nic, jak sam mówi - zaczyna jakby od początku.
Chciałam być opiekuńcza w taki sposób, że mu gotuję (bo lubię), szanuję, wysłucham ale chciałabym też otrzymywać - kwiaty, pomoc w domu, przy piesku itp.
Co ciekawe nie bardzo widzę, by się wstydził, gdy raz po raz kupuję mu jedzenie, papierosy. Ja bym za to pomagała w domu ile sił, choćby w weekendy.
Dziś rano obudziłam się i pierwszy raz poczułam, że chciałabym by go nie było.
Prawda to, że wciąż wybieram mężczyzn "niedostępnych, takich o których musisz bardzo zabiegać, których musisz ratować, wspomagać, albo za których miłość musisz płacić tak jak robisz to teraz". Przeszłam również terapię grupową (3 miesiące trwała) kobiet kochających za bardzo w Fundacji Kobiece Serca. 5 lat terapii indywidualnej. Już mi wstyd, że nie umiem żyć jak inni ludzie w normalnym związku, ale czuję, że tu są przekraczane mocno moje granice i że popełniłam sama dużo błędów - dałam ile miałam a teraz mam pretensję. To moja wina również.
Prawda jest po Twojej stronie. Zresztą sama spójrz - czy na tym etapie czujesz się w tej relacji lepiej niż było Ci przed nią? Nie sądzę. Ten człowiek zwyczajnie Cię wykorzystuje, a na domiar złego ma bardzo roszczeniowe podejście do tych kwestii, co do których powinien milczeć, bo gdyby nie Ty, to nie miałby ani dachu nad głową, ani nawet co jeść. Nie ma też w sobie nawet elementarnej przyzwoitości, aby skoro Ty go utrzymujesz, zrekompensować Ci to w inny sposób, na przykład wyręczając w obowiązkach. Dodatkowo niepokoi, że coraz mniej w tym troski, zrozumienia, nie widzę też szacunku, zatem na czym masz ten związek budować? Sama sobie odpowiedz na pytanie czy będąc z nim cokolwiek zyskujesz, bo ja tu widzę, że on ciągnie Cię w dół zamiast pchać do góry, co znaczy, że nie jest to zdrowa relacja.
Przypuszczam, że jego początkowe zachowanie w stosunku do Ciebie wynikało ze zwykłego wyrachowania - musiał przecież czymś Cię do siebie przekonać, abyś go wpuściła do swojego życia, a potem się nim zaopiekowała.
Ma 40 lat i nie ma nic, jak sam mówi - zaczyna jakby od początku.
To niech zaczyna.
Ale dlaczego Ty masz to sponsorować???
Jeśli już koniecznie chcesz żeby u Ciebie mieszkał, to przynajmniej żądaj połowy kosztów.
Powtarzam: żądaj.
Jeśli nie ma, to jest JEGO problem, nie Twój.
Proponuję jeszcze dziś spisać na kartce koszty miesięcznego utrzymania, podzielić na pół i mu tę kartkę pokazać.
Nie z pretensjami, nie z nerwami, tylko spokojną informacją, że to są koszty WASZEGO życia, i spodziewasz się że przy wypłacie otrzymasz w/w kwotę.
Jeśli facet jest choć minimalnie w porządku, zrozumie i przyjmie do wiadomości. Jeśli będzie próbował robić dramy - nieważne czy wszczynać kłótnię, czy zgrywać ofiarę, to masz jednoznaczny przekaz, że jesteś dla niego TYLKO robotem sprzątająco-dupodającym.
Też sądzę, że początkowo grał, bo wie jak podejść kobietę, był pod ścianą. Teraz widać, że nie ceni tego co ma od Ciebie mimo, że on sam tylko bierze. Trochę mnie dziwi, że tak szybko go przygarnęłaś, ale skoro widzisz, że nie jest dobrze, to poproś by się wyniósł.
9 2021-01-08 17:15:28 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-01-08 17:37:04)
" Dodatkowo niepokoi, że coraz mniej w tym troski, zrozumienia, nie widzę też szacunku, zatem na czym masz ten związek budować? "
Gdy tydzień temu, przyszedł z kilkoma zakupami (moje pieniądze) i stwierdził olaboga jakie to wszystko drogie (serio?), obiecał że od kolejnej wypłaty on będzie zasilał lodówkę i papierosy. Tylko co z tego, skoro... pokazał już, że troski, opiekuńczości to nie potrafi dać. Zrujnował moje zaufanie.
"Przypuszczam, że jego początkowe zachowanie w stosunku do Ciebie wynikało ze zwykłego wyrachowania - musiał przecież czymś Cię do siebie przekonać, abyś go wpuściła do swojego życia, a potem się nim zaopiekowała" - to intuicyjnie poczułam już kilka tygodni temu - że jestem pionkiem, kimś kim coś rozgrywa a nie osobą ukochaną. Nie zatrzymywałam się przy tej myśli długo (choć powracała), bo przykroby mi było, dopuścić do siebie, że ktoś nie kocha mnie tylko wykorzystuje.
"Jeśli nie ma, to jest JEGO problem, nie Twój.
Proponuję jeszcze dziś spisać na kartce koszty miesięcznego utrzymania, podzielić na pół i mu tę kartkę pokazać.
Nie z pretensjami, nie z nerwami, tylko spokojną informacją, że to są koszty WASZEGO życia, i spodziewasz się że przy wypłacie otrzymasz w/w kwotę.?" To samo poradziła mi terapeutka, jednak ja odważyłam się tylko spisać na kartkach, kto jakie ma obowiązki w domu i że niszczy mnie zamartwianie się o pieniądze i utrzymywanie go. Nie pamiętam co odpowiedział, ale skupił się na tym, że ja mu coś każe i dryguję nim. Przy czym walną pięścią w stół i rzekł, że nikt go tak nie wulgaryzm jak ja. Wsadził też twarz w moją twarz a obok niej miał rękę w pięść i syczał w strasznej nienawiści.
"Też sądzę, że początkowo grał, bo wie jak podejść kobietę, był pod ścianą. Teraz widać, że nie ceni tego co ma od Ciebie mimo, że on sam tylko bierze." Niestety muszę dopuścić do myśli i pogodzić się z tym, że nie podobam mu się jako kobieta (tak się czuję pry nim - nieatrakcyjna, chociaż seks ze mną uwielbia - tak pisał kumplowi) ale jako bankomat sprzątająco - dupodający.
Poobserwuję jeszcze i na spokojnie podejmę decyzję.
Zamierzam sama w spokoju go spakować gdy będzie w pracy, i wręczyć mu rzeczy w drzwiach.
"Szybko się w sobie zauroczyliśmy"
Autorko życzę aby to chwilowe zauroczenia jak najszybciej ci przeszło.
Ten facet to psychiczna toksyna, która na dodatek pasożytuje na tobie.
Myślę, że więcej pożytku i cieplejszych uczuć miałabyś od pierwszego lepszego bezdomnego gdybyś zaprosiła do wspólnego zamieszkania.
Pogoń go jak najszybciej, nie miej wyrzutów, że on nie ma gdzie iść. Są noclegownie, nie zginie.
On cię ciągnie w dół psychiczny i finansowy.
Zamierzam sama w spokoju go spakować gdy będzie w pracy, i wręczyć mu rzeczy w drzwiach.
A to nie będzie przegięcie w drugą stronę..?
Jednak kilka dni ''wypowiedzenia'' - o ile nie odwali jakiejś karczemnej akcji, chyba by wypadało dać.
" odważyłam się tylko spisać na kartkach, kto jakie ma obowiązki w domu i że niszczy mnie zamartwianie się o pieniądze i utrzymywanie go. Nie pamiętam co odpowiedział, ale skupił się na tym, że ja mu coś każe i dryguję nim. Przy czym walną pięścią w stół i rzekł, że nikt go tak nie wulgaryzm jak ja. Wsadził też twarz w moją twarz a obok niej miał rękę w pięść i syczał w strasznej nienawiści.
No mnie na coś takiego to już się włącza syrena alarmowa.
13 2021-01-08 17:27:49 Ostatnio edytowany przez Senshi (2021-01-08 17:29:03)
"Myślę, że więcej pożytku i cieplejszych uczuć miałabyś od pierwszego lepszego bezdomnego gdybyś zaprosiła do wspólnego zamieszkania."
Boże, jakie to prawdziwe.
Ja na początku długo nie mówiłam, że czuję się wykorzystywana, bo stwierdziłam, że w związku trzeba się wspierać, że może kiedyś ja będę w podobnej sytuacji i też będę potrzebowała wsparcia. Ale to szantażowanie, odmawianie wspólnego prowadzenia domu przelało czarę goryczy.
Mam też nauczkę, że nie należy tak szybko wchodzić w związek, a już na pewno nie mieszkać ze sobą po kilku tyg. znajomości.
Dziękuję Wam za wsparcie i wyrażenie opinii. Terapeutka nie może mi radzić co mam zrobić, choć nie wygląda na zachwyconą. Dobrze zaciągnąć rady od ludzi zupełnie obiektywnych.
Senshi napisał/a:" odważyłam się tylko spisać na kartkach, kto jakie ma obowiązki w domu i że niszczy mnie zamartwianie się o pieniądze i utrzymywanie go. Nie pamiętam co odpowiedział, ale skupił się na tym, że ja mu coś każe i dryguję nim. Przy czym walną pięścią w stół i rzekł, że nikt go tak nie wkurwia jak ja. Wsadził też twarz w moją twarz a obok niej miał rękę w pięść i syczał w strasznej nienawiści.
No mnie na coś takiego to już się włącza syrena alarmowa.
Tak, wystraszyłam się bardzo i to jest z najważniejszych argumentów by pozbyć się go z mojego życia
IsaBella77 dziękuję za wyczerpujący komentarz. Na początku było mnóstwo szacunku i ciepła.
Senshi, początek związku, to jakieś pierwsze dwa lata. W tym czasie ludzie się poznają, zaczynają tworzyć plany na przyszłość, zaczyna się wspólne mieszkanie itp.
A Ty masz związek który trwa ledwo ponad 10 tygodni
i mężczyzna, z którym powinnaś dzielić teraz czystą radość z początków związku, już zaczął traktować Cię bardzo źle.
Mówiłam terapeutce, że nie poznałam mężyzny takiego jak on, który potrafi tak otwarcie mówić i okazywać mi uczucia. Mówił jaka jestem wspaniała, dzielna itp. Teraz wygląda to tak jakby gadał z kumplem z pracy a nie ze swoją kobietą - dziwne teksty, tępy żart, głupkowate rżenie. On skończył dwa kierunki studiów, w tym jeden na bardzo drogiej uczelni w Wawie. Ma 40 lat i nie ma nic, jak sam mówi - zaczyna jakby od początku.
Skończył 2 kierunki, ma 40 lat, kupę długów i pracuje fizycznie?? Za pensję, z której sam by się NIGDY nie utrzymał?? A cóż stoi na przeszkodzie, aby znalazł sobie pracę godną swojego wykształcenia, i zapewne doświadczenia, bo przecież ma już 40 lat, musiał coś zawodowo osiągnąć? Nie ma ambicji? Potrzeb?
To, że on zaczyna od początku nie oznacza, że Ty też musisz. Ty już coś osiągnęłaś. Coś sobie zapewniłaś.
Chciałam być opiekuńcza w taki sposób, że mu gotuję (bo lubię), szanuję, wysłucham ale chciałabym też otrzymywać - kwiaty, pomoc w domu, przy piesku itp.
Nie ma w tym nic złego, że chciałabyś być tak traktowana. To jest jak najbardziej normalne, że chciałabyś być traktowana z wzajemnością.
Co ciekawe nie bardzo widzę, by się wstydził, gdy raz po raz kupuję mu jedzenie, papierosy. Ja bym za to pomagała w domu ile sił, choćby w weekendy.
Tak zrobiłby każdy człowiek będący w podobnej sytuacji. W końcu jak można najlepiej wyrazić swoje podziękowanie komuś, kto nas dobrowolnie utrzymuje i dba o nasz komfort?
Dziś rano obudziłam się i pierwszy raz poczułam, że chciałabym by go nie było.
Masz do tego prawo. Masz prawo do tego, aby nakazać mu wyprowadzkę. Masz prawo nie chcieć już wspólnego mieszkania. Masz prawo do tego, aby nie chcieć go już dalej utrzymywać.
Prawda to, że wciąż wybieram mężczyzn "niedostępnych, takich o których musisz bardzo zabiegać, których musisz ratować, wspomagać, albo za których miłość musisz płacić tak jak robisz to teraz". Przeszłam również terapię grupową (3 miesiące trwała) kobiet kochających za bardzo w Fundacji Kobiece Serca. 5 lat terapii indywidualnej. Już mi wstyd, że nie umiem żyć jak inni ludzie w normalnym związku, ale czuję, że tu są przekraczane mocno moje granice i że popełniłam sama dużo błędów - dałam ile miałam a teraz mam pretensję. To moja wina również.
Nie musisz się wstydzić NICZEGO. Nie zrobiłaś niczego złego, a jedyną osobą jaką skrzywdziłaś, jesteś Ty sama. Tak, masz rację, dałaś tyle ile miałaś. Ale nie trafiłaś na człowieka który by to docenił i był za to wdzięczny.
Niebezpieczny psychopata znalazł ofiarę.
Wywal go jak najprędzej, zmień zamki o ile ma klucze i uważaj na siebie, bo może się mścić.
Jesteś w niebezpieczeństwie, powiedz o tym komuś z rodziny, znajomych, nie chodź sama wieczorami w mało uczęszczane miejsca.
IsaBella77
bardzo mnie wsparły, dodały otuchy Twoje słowa. Będę je czytała jeśli pojawią się wątpliwości by to zakończyć. Brakuje mi jeszcze więcej pewności siebie, a może to kwestia tej nadmiernie dużej empatii, którą mam - tak stwierdziła terapeutka. Taka jakby mocno rozwinięta ta empatia. Muszę się bardziej pilnować i nabierać charakteru.
On podobno długów jakiś wielkich nie miał. Jego rodzice dali mu na prawdę dużo - na pewno ogrom kasy na studia. Prawnicze i ekonomiczne skończył, prywatnie. Miał być także pilotem - skończył szkołę w tym zakresie w Stanach. Nie rozumiem nadal, czemu jest w takim miejscu jakim jest. Bredzi coś, że chciał coś sobie udowodnić, że jego ojciec pilot, nie potrafił wbić gwoździa w ścianę a on nie che taki być. Opowiadał, że gdy w Stanach pracował jako analityk polityczny dla ważnych ludzi, szedł do drugiej pracy do Mc Donalda, by tam pobyć ze "zwykłymi" ludzmi, bo szukał w ludziach dobra. Nie czaje, grubymi nićmi jest to szyte.
17 2021-01-08 17:46:58 Ostatnio edytowany przez Senshi (2021-01-08 17:47:51)
Niebezpieczny psychopata znalazł ofiarę.
Wywal go jak najprędzej, zmień zamki o ile ma klucze i uważaj na siebie, bo może się mścić.
Jesteś w niebezpieczeństwie, powiedz o tym komuś z rodziny, znajomych, nie chodź sama wieczorami w mało uczęszczane miejsca.
Powiem szczerze, że byłam "w związku
" z psychopatą 5 lat temu i wyszłam z tego poturbowana, a skutki odczuwam do dziś. Przyznam też, że widzę podobieństwa. Przede wszystkim chyba brak empatii... tak to jest to. Boże...
Niczego się nie nauczyłam ![]()
On na prawdę pięknie mówił i pokazywał tyle czułości. Przecież wiem, że oni potrafią grać. Teraz rozumiem, dlaczego ostatnio oglądam programy i dokumenty o psychopatach.
Głowa mnie do tego przymusza ale nie wiedziałam dlaczego.
Opowiadał, że gdy w Stanach pracował jako analityk polityczny dla ważnych ludzi,
Co by o nim złego nie powiedzieć, to wyobraźnię ma:D
On powinien książki pisać. Jest specjalny gatunek literatury, w którym by się odnalazł.
To albo fantasy, albo bajki dla dzieci.
Senshi, ani jego studia prawnicze, ani ekonomiczne, ani licencja pilota (na jakie samoloty konkretnie?) ani praca w Stanach nie są prawdą, przykro mi.
Jestem pilotem PPL(A), LAPL(A) i mam też uprawnienia VRF noc i licencję pilota szybowcowego.
To są SETKI godzin samego latania w ramach kursu. Nie przesadzam, setki. Do tego skoki, do tego setki godzin z części teoretycznej, przyrządy, glass cockpit, do tego egzaminy państwowe w Urzędzie Lotnictwa Państwowego przed Lotniczą Komisją Egzaminacyjną. Plus, jak chce się latać poza obszar kraju, wymagane jest zdanie egzaminu z języka angielskiego ICAO/ EASA na poziomie minimum 4.
Tyle o wstępie do bycia pilotem ![]()
Poproś go, żeby Ci pokazał licencję.
Albo najlepiej nie proś go już o nic, tylko spakuj i poproś, aby opuścił Twoje mieszkanie.
Pilot, ekonomista i prawnik, który płyty na budowie przerzuca?
Przydałby się na puentę do tej bajki świstak i sreberka.
Dokładnie, z tymi jego kawalifikacjami to jest jakaś wielka ściema. Najwyżej może być jedną z tych osób co zaczynają rożne kierunki, ale nic im nie wychodzi.
Pilot, ekonomista i prawnik, który płyty na budowie przerzuca?
Czy aby na pewno przerzuca..?
Na budowie ciężko nie zarobić 3000, a to- jakby nie patrzeć- sporo do przepuszczenia w dwa dni.
Na moje, to on albo w ogóle nie pracuje, albo nie w takim zakresie jak twierdzi.
"Jestem pilotem PPL(A), LAPL(A) i mam też uprawnienia VRF noc i licencję pilota szybowcowego.
To są SETKI godzin samego latania w ramach kursu. Nie przesadzam, setki. Do tego skoki, do tego setki godzin z części teoretycznej, przyrządy, glass cockpit, do tego egzaminy państwowe w Urzędzie Lotnictwa Państwowego przed Lotniczą Komisją Egzaminacyjną. Plus, jak chce się latać poza obszar kraju, wymagane jest zdanie egzaminu z języka angielskiego ICAO/ EASA na poziomie minimum 4.
Tyle o wstępie do bycia pilotem "
WOW imponujące! Chylę czoła.To kupa pracy! Tym bardziej nie wierzę w tę jego licencje. Ostatnio coś wspomniał, że pozbył się wszystkich papierów związanych z lataniem, że spełnił marzenie o lataniu i tyle mu wystarczy.
On spędził parę lat za granicą więc ten angielski ma świetny - tak mówi. Ja mam kiepski i nie mam jak zweryfikować. Twierdzi, że problemy w małżeństwie (miał wtedy 27 lat) oderwały go od kariery pilota. Potem rzekomo miał problemy z mdleniem. Raz się przy mnie wyłożył, póżniej wyznał, że to również jest powód dlaczego nie lata. To było takie teatralne...
No cyrk tu się dzieje jak teraz widzę.
Jeśli chodzi o pracę fizyczną, wielokrotnie dziwiłam się, że człowiek po dwóch fakultetach mówi słowa - poszłem, wziołem itp. Pokazał mi Indeks ze studiów doktoranckich, które przerwał po roku. Było tylko zdjęci, bez żadnych semestralnych wpisów.
Mam niezły (choć krótki) kontakt z jego matką. Mam ochotę zadzwonić do niej i podpytać ją o jego karierę zawodową i zaraz to zrobię.
23 2021-01-08 18:19:31 Ostatnio edytowany przez zwyczajny gość (2021-01-08 18:25:32)
Weź duży zamach i kopnij gościa w d....
Lepszy cwaniak. Omotał dziewczynę, głupot naopowiadał i zajął wygodne miejsce....żerując na Twojej dobroci.
Czas go postawić do pionu. Koniec ze sponsorowaniem.....wspólne życie, wspólne wydatki, wspólny wkład pracy.
Na co ci taka pijawka?
Ostatnio coś wspomniał, że pozbył się wszystkich papierów związanych z lataniem........
Pokazał mi Indeks ze studiów doktoranckich, które przerwał.
Jak sprzątam, to w pierwszej kolejności wywalam ważne dyplomy i uprawnienia zawodowe, a zostawiam sobie na wszelki wypadek kartę rowerową z podstawówki.
Też tak macie?
25 2021-01-08 18:31:15 Ostatnio edytowany przez szeptem (2021-01-08 18:37:12)
Dziewczyno, w coś Ty wdepnęła!? masz już podobne doświadczenie związkowe - z psychopatą, i właśnie zaczęłaś kolejne?... ratuj się natychmiast, i kontynuuj terapię bo niestety niewiele się przez ostatnie lata nauczyłaś. Wybacz, że tak brutalnie piszę ale tylko takie słowa do Ciebie dotrą. Masz rację, spakuj go po kryjomu (bo sam na pewno się nie wyniesie!), i wystaw mu rzeczy dosłownie za drzwi w porze jego powrotu z pracy. Dobrze, jakby w tym czasie był ktoś zaufany z Tobą, najlepiej mężczyzna - ktoś z rodziny, kolega. Jeśli będzie się awanturował, groził (a będzie) - nagraj go na telefon. I wezwij policję. To czarny scenariusz ale na 95% prawdopodobny w przypadku takiego człowieka, jak ten facet.
Mam nadzieję, że napiszesz nam jak Ci poszło i zatroszczysz się poważnie o siebie. I jak mówiła Kleoma - uważaj na siebie. Jesteś w potencjalnym niebezpieczeństwie.
Senshi napisał/a:Ostatnio coś wspomniał, że pozbył się wszystkich papierów związanych z lataniem........
Pokazał mi Indeks ze studiów doktoranckich, które przerwał.
Jak sprzątam, to w pierwszej kolejności wywalam ważne dyplomy i uprawnienia zawodowe, a zostawiam sobie na wszelki wypadek kartę rowerową z podstawówki.
Też tak macie?
Podobnie.
Ukończyłam szkołę baletową ale po odbiór dyplomu nie poszłam bo byłam akurat na tournee zagranicznym jak dyplomy rozdawali a potem też nie miałam czasu...
IsaBella77 napisał/a:Pilot, ekonomista i prawnik, który płyty na budowie przerzuca?
Czy aby na pewno przerzuca..?
Na budowie ciężko nie zarobić 3000, a to- jakby nie patrzeć- sporo do przepuszczenia w dwa dni.Na moje, to on albo w ogóle nie pracuje, albo nie w takim zakresie jak twierdzi.
No przecież on płaci alimenty, spłaca długi i oszczędza na kolejne studia, to skąd ma mieć na jedzenie? ;-P
Miałam kiedyś znajomego, który był na wojnie w Afganistanie, po której miał traumę - na jego oczach zginął najbliższy przyjaciel, rozerwany na strzępy samolotową bombą. Miał też syna z poprzedniego związku, z którym nie widział się aż do ukończenia przez niego 18 lat, kiedy to chłopak postanowił poznać ojca - kiedy o tym opowiadał miał łzy w oczach. Pewnego dnia okazało się, że leży w szpitalu, bo ma guza w mózgu.
Facetem poważnie zainteresowana była moja bliska koleżanka, chciała go w tym szpitalu odwiedzić, ale napotkała na opór, podobno było mu tak ciężko, że nie chciał się z nikim widzieć. Przyciśnięty wreszcie pękł, że to wszystko zmyślił, bo... potrzebował atencji. Radziłam dziewczynie, by trzymała się od niego jak najdalej, wtedy zaczął mi grozić, a że wiedział, gdzie mieszkam, to poważnie zaczęłam się go obawiać.
Jaki jest powód, że Twój partner-nie partner stał się bajkopisarzem, to już tylko on wie. W każdym razie nie wierzyłabym w nic, co opowiada, bo to się zwyczajnie nie trzyma kupy.
Ratuj się, Senshi, z czasem będzie Ci coraz trudniej się od niego uwolnić. Jeśli go spakujesz i każesz wyprowadzić się z Twojej "nory", proponuję, aby oprócz Ciebie ktoś był w domu obecny - dla Twojego bezpieczeństwa i jako świadek.
29 2021-01-08 19:02:05 Ostatnio edytowany przez Senshi (2021-01-08 19:05:43)
Ok, pogadałam z jego mamą, otóż:
- mieszka z nią od czasów rozwodu, czyli jakieś... 11 lat. Utrzymywał, że był większość czasu za granicą - w Stanach był rzekomo analitykiem. Owszem był w Stanach, robił licencję pilota ale nie ukończył (miał wtedy 27 lat). Dorywczo wyjeżdżał za granicę, pracował tam jako handlowiec. Owszem pracował też przy robotyce (firmie zajmującą się nią) ale jako kto to ona nie wie.
- matka przyznała, że przyzwyczaiła go do tego, że on w domu nic nie robi, mieszkając u niej do momentu jak mnie poznał, cały czas wokół niego latała. Generalnie stary kawaler o lat u matki na kwadracie i garnku.
- pracuje jako robotnik fizyczny od dwóch lub więcej lat(nie sprecyzowała), choć on sam mówi, że od około roku - chciał odpocząć od analityki, polityki itp. bo mu psycha wysiadała więc wziął się za robotę fizyczną - tak twierdzi XDDD Teraz rozumiem skąd te wyrażenia rodem z rynsztoka - wiecie, nie wskazujące, że ktoś latami pracował intelektualnie.
- matka jego była i jest zachwycona, że spotkał mnie i nie ukrywa, że już miała dość, że powinien mieć kobietę i swoje życie. Przyznała, że go rozpieściła robiąc wszystko koło jego dupy.
Z tych emocji zapomniałam co jeszcze mówiła, ale najważniejsze rzeczy zarysowałam.
- a, i że musi jeszcze dwie zaległe składki ZUS zapłacić.
Senshi, masz trochę swojego własnego Johna Meehana... To chyba była dość głośna sprawa w Stanach. "Lekarz anestezjolog z lekarzy bez granic, służący w Iraku, też biedak bez pieniędzy przez kobiety i alimenty zaczynający od nowa"... Oczywiście wszystko kłamstwa. Manipulant z wyrokami i zakazami zbliżania do kobiet w kilku stanach, wyłudzeń i ataków na ludzi i zakazem wykonywania zawodu... pielęgniarki. Na Netflixie masz dokument Dirty John: John Meehan. Na faktach, ale w formie serialu. Też wisiał na kobiecie... która wyszła za niego po dwóch miesiącach! Taki był dobry. Żył za jej i się poczuwał jak do swojego. W necie masz też dokumenty z prawdziwymi ofiarami. To jest taka wersja hard... ale uważaj na siebie i uciekaj.
Plus jest taki, że możesz go wywalić bez wyrzutów, że zamarznie na chodniku.
Po prostu wróci do mamy i niech już ona się tam napawa owocami swych wysiłków wychowawczych.
32 2021-01-08 19:12:31 Ostatnio edytowany przez Senshi (2021-01-08 19:26:52)
Senshi, masz trochę swojego własnego Johna Meehana... To chyba była dość głośna sprawa w Stanach. "Lekarz anestezjolog z lekarzy bez granic, służący w Iraku, też biedak bez pieniędzy przez kobiety i alimenty zaczynający od nowa"... Oczywiście wszystko kłamstwa. Manipulant z wyrokami i zakazami zbliżania do kobiet w kilku stanach, wyłudzeń i ataków na ludzi i zakazem wykonywania zawodu... pielęgniarki. Na Netflixie masz dokument Dirty John: John Meehan. Na faktach, ale w formie serialu. Też wisiał na kobiecie... która wyszła za niego po dwóch miesiącach! Taki był dobry. Żył za jej i się poczuwał jak do swojego. W necie masz też dokumenty z prawdziwymi ofiarami. To jest taka wersja hard... ale uważaj na siebie i uciekaj.
Dziękuję, na pewno zerknę, poszukam tych dokumentów. Straszny wstyd mi jest, że dałam się tak wodzić za nos. Miałam nadzieję, że wróci do analityki, jak sam twierdził, robił w tym niezłą karierę i miał wpływ na wiele ważnych spraw w zagranicznej polityce. No debilizm z mojej strony totalny. Dałam się nabrać na to, że to zniszczony człowiek przez toksyczne, wyższe sfery, szukający w fizycznej pracy wytchnienia. Ja pier*ole...
Miałam nadzieję, że wróci do "robienia kariery" i będzie nam wszystkim lżej a nawet może fajnie.
Szkoda mi jego matki, przez telefon mówiła, że chciała mieć dziewczynkę, ale pomyślała, że w przyszłości będzie miała synową, taką jej "córkę".
Bosze, jaka ta kobieta jest zdesperowana by się jego pozbyć.
Powiedzcie mi tylko jedno - bo ja nadal nie mogę się ogarnąć i otrząsnąć - to jest nienormalne prawda? To nie jest tak, że powinnam wybaczyć bo facet cierpi, nie udało mu się życie, ma traumę za dzieciaka i trzeba zrozumieć? A raczej, że to jest posrana sytuacja i należy z niej spier...
Za 10 minut wraca z roboty, odezwę się pewnie jutro. Muszę uważać, bo jak widać, jest cwańszy niż myślałam.
Przyszedł. Patrzę na niego i zastanawiam się jak można żyć w takim zakłamaniu, jak można spojrzeć na swoją gębę w lustrze. Czy to jest po prostu bardzo zagubiony mężczyzna, którego porył rozwód lata temu czy wyrachowany gnój.
Powiedzcie mi tylko jedno - bo ja nadal nie mogę się ogarnąć i otrząsnąć - to jest nienormalne prawda? To nie jest tak, że powinnam wybaczyć bo facet cierpi, nie udało mu się życie, ma traumę za dzieciaka i trzeba zrozumieć? A raczej, że to jest posrana sytuacja i należy z niej spier...
Tak, to JEST nienormalne. Nie masz powodu, by sobie robić jakiekolwiek wyrzuty. Za to masz prawo we własnym domu czuć się komfortowo, swoje ciężko zarobione pieniądze wydawać na to, co uważasz za słuszne, a przy tym oczekiwać dla siebie szacunku od osoby, która podobno chce tworzyć z Tobą związek. Rób jak czujesz i słuchaj intuicji, bo ta naprawdę rzadko się myli.
34 2021-01-08 19:36:50 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-01-08 19:39:39)
Kochana, myśl tu przede wszystkim o sobie! A już takiego przypadku na pewno nie tłumacz, bo się nieźle wkopiesz, gwarantuję Ci! Przepracuj dobrze tą sytuację na terapii. Twoje podejście by go usprawiedliwiać, realizować jego potrzeby kosztem swoich, pozwalać się nie szanować skądś się bierze. Empatia jest dobra, ale tutaj działa bardzo na twoją niekorzyść, pozwala Ciebie wykorzystywać.
On jest dorosłym facetem, który powinien umieć o siebie zadbać. Tu nie ma co go usprawiedliwiać. Nikłe są też szanse, że się zmieni. Matka wobec niego była/ jest nadopiekuńcza i niestety to ma skutki. Ponosi po prostu konsekwencje.
Piszę Ci to, bo znam takie zachowania, podobne schematy ze swojej rodziny pochodzenia. Ewakuuj się z tego szybko i nie przejmuj się nim więcej.
35 2021-01-08 19:39:50 Ostatnio edytowany przez Senshi (2021-01-08 19:45:26)
Senshi napisał/a:Powiedzcie mi tylko jedno - bo ja nadal nie mogę się ogarnąć i otrząsnąć - to jest nienormalne prawda? To nie jest tak, że powinnam wybaczyć bo facet cierpi, nie udało mu się życie, ma traumę za dzieciaka i trzeba zrozumieć? A raczej, że to jest posrana sytuacja i należy z niej spier...
Tak, to JEST nienormalne. Nie masz powodu, by sobie robić jakiekolwiek wyrzuty. Za to masz prawo we własnym domu czuć się komfortowo, swoje ciężko zarobione pieniądze wydawać na to, co uważasz za słuszne, a przy tym oczekiwać dla siebie szacunku od osoby, która podobno chce tworzyć z Tobą związek. Rób jak czujesz i słuchaj intuicji, bo ta naprawdę rzadko się myli.
Dziękuję.
Kiedyś gdy byłam młodsza i bardziej narwana już bym mu garnek wody na głowę wylała i wyrzuciła za drzwi. Teraz powiedziałam by odgrzał sobie pyszną zupę od mojej mamy - wiedziała, że będę cały wekeend malować na zlecenie, nie będę miała czasu i podzieliła się ugotowanym jedzeniem. Zachowuję pozory. Obserwuję, podpytuję. Zapytałam, czy jeszcze ZUS musi opłacić, zaległe składki mówi, że już nie - kłamie. Zapytałam kiedy wypłata, odpowiedział, że jutro lub w poniedziałek, powiedziałam, że musi mi dać połowę na rachunki i czynsz - 800 zł. Zgodził się. Poczekam na pieniądze a potem będę go pakować. Muszę wytrwać jeszcze troszkę. Przyznam też szczerze, że miałam do niego wiele dobrych uczuć, ciężko mi ale dam radę. Wiem, że to tylko człowiek, nieidealny jak ja czy Wy, ale nie może to dalej trwać. Teraz rozumiem dlaczego rozpada się to od miesiąca, nie tylko z mojej strony. Widać kłamstwa też mu dają po psyche.
"Przepracuj dobrze tą sytuację na terapii. Twoje podejście by go usprawiedliwiać, realizować jego potrzeby kosztem swoich, pozwalać się nie szanować skądś się bierze. Empatia jest dobra, ale tutaj działa bardzo na twoją niekorzyść, pozwala Ciebie wykorzystywać"
Tak, to z pewnością będę przepracowywać na terapii, pewnie miesiące. On moją terapeutkę też "uwiódł" ale nie znała wszystkich faktów, bo wydawały mi się nieistotne. Ciężko mi zadbać o siebie, tak jak umiem dbać o ludzi czy zwierzęta. Muszę nad tym ciężko popracować.
Kochałam jego szczerość otwartość, okazały się grą, nie są prawdziwe.
Senshi dobrze myślisz, ale szczerze wątpię, że da Ci pieniądze. Bądź na to w każdym razie przygotowana. No i tak czy siak, szykuj się do jego ewakuacji. Jak się wyniesie, zadzwoniłabym też z tą informacją - że między Wami koniec - do jego matki, żeby po prostu wiedziała jak jest, bo on jej na pewno naściemnia.
A tak poza tematem, z ciekawości: co malujesz i w jakiej technice?
Mnie tylko ciekawi, co by szanowne użytkowniczki pisały, gdyby sprawa dotyczyła kobiety. Znaczy gdyby z kobiety robiono nieudacznika, kogoś komu pomoc się nie należy i trzeba ją czym prędzej wykopać z mieszkania.
Facet płaci alimenty. Kogo to obchodzi, że przecież płaci na swoje dziecko (dzieci). Podobno kobiety kochają dzieci. Tutaj ważniejszy jest pies.
To forum jest super, dużo prawdy, czasem smutnej prawdy w nim wychodzi.
Mnie tylko ciekawi, co by szanowne użytkowniczki pisały, gdyby sprawa dotyczyła kobiety. Znaczy gdyby z kobiety robiono nieudacznika, kogoś komu pomoc się nie należy i trzeba ją czym prędzej wykopać z mieszkania.
Nie mogę wypowiadać się za innych, ale jeśli o mnie chodzi, to napisałabym dokładnie to samo. Pasożytnictwo, roszczeniowość, przemoc i kłamstwa mają tę samą wagę niezależnie od płci.
40 2021-01-08 20:27:27 Ostatnio edytowany przez Senshi (2021-01-08 20:30:16)
Podpytuję delikatnie
- był zamach stanu (ostatnio) on zna osobę, która do tego nie dopuściła.
- on nie był handlowcem, to przykrywka dla matki. Pracował dla Stanów na odległość z Anglii.
- czasami wracał do matki, najdłużej 4 miesiące. Odwiedziny czy sprawa rozwodowa.
Patrzę na niego, smutno mi, że pękła bańka mydlana. Będę tęsknić za pewnymi rzeczami - jego uśmiech, oczy, to że zawsze wracał.
Łzy stanęły mi w oczach. Do czasu była to iluzja piękna.
A tak poza tematem, z ciekawości: co malujesz i w jakiej technice?
Chętnie napiszę jutro jak nieco ochłonę.
Mnie tylko ciekawi, co by szanowne użytkowniczki pisały, gdyby sprawa dotyczyła kobiety. Znaczy gdyby z kobiety robiono nieudacznika, kogoś komu pomoc się nie należy i trzeba ją czym prędzej wykopać z mieszkania.
My nie robimy z niego nieudacznika. Z resztą wcale nieudacznikiem nie jest. Jest cwany, przebiegły i wyrachowany.
Facet płaci alimenty. Kogo to obchodzi, że przecież płaci na swoje dziecko (dzieci). Podobno kobiety kochają dzieci. Tutaj ważniejszy jest pies.
To forum jest super, dużo prawdy, czasem smutnej prawdy w nim wychodzi.
To niech płaci, nikt mu tego nie broni. Autorka wątku przecież ani razu nie stanęła na stanowisku, że on ma nie płacić alimentów na swoje dzieci, a zamiast tego ma te środki dać jej.
Co więcej, mocno go w tym płaceniu wspiera, utrzymując go w całości i żywiąc.
Twój wpis odbieram jako mocno prowokacyjny, a przy tym z jakiegoś powodu wygodnie omijający sedno problemów opisanych przez Autorkę.
42 2021-01-08 20:52:12 Ostatnio edytowany przez Senshi (2021-01-08 20:53:15)
Zawsze podkreślałam, również przy jego mamie, przy wigilijnym stole, że alimenty to priorytet. Jeśli będzie chciał ze mną założyć rodzinę - ciągnęłam dalej, musi zmienić pracę, być może wrócić do analityki i wziąć się w garść. Powiedziałam też, że nie trzeba żyć skromnie, że należy się rozwijać - co tyczy też mnie - bo pieniądze są potrzebne do dobrego życia. Jego matka się ze mną zgodziła i przyklasnęła.
Pies jest priorytetem o tyle, o ile on pomaga mi w wychowywaniu go - spacery, zabawa. Ja nie mam szans by poznać jego syna bo ten mieszka w Rzymie i sam tatuś widzi go raz w roku, i jak sam mówi, syn nie wie kim on jest. Wiem, tu czerwona lampka razy 1000, twierdził, że to wina ex żony i teściowej. Orypałam go, że powinien z każdych sił zabiegać o kontakt z dzieckiem.
43 2021-01-08 20:54:59 Ostatnio edytowany przez prego (2021-01-08 20:55:47)
Nie mogę wypowiadać się za innych, ale jeśli o mnie chodzi, to napisałabym dokładnie to samo. Pasożytnictwo, roszczeniowość, przemoc i kłamstwa mają tę samą wagę niezależnie od płci.
Niestety nie jestem w stanie uwierzyć. Dlaczego.
- Znajomość jest bardzo króciutka 3 miesiące
- Nikt z użytkowniczek nawet nie pomyślał o tym, że jemu jest najzwyczajniej w świecie ciężko. Stracił pracę za granicą, ma tam jeszcze zobowiązania, nie wiadomo, czy nie stracił tam przyjaciół, ma problemy z rodzina, pewnie z matką dziecka. Chwycił się jakieś tam roboty, która pewnie mu nie odpowiada, bo cisną go alimenty, które płaci.
- Jego zachowania nikt nie tłumaczy zwykłym zdenerwowaniem, panikowaniem, krótkim stażem w związku z Autorką.
Ale już jest w pełni zrozumienie dla postawy Autorki. Dlaczego? Bo jest kobietą. Jest pełna z nią solidarność. Tak jakby sprawa już trwała nie 3 miesiące, ale 3 lata, wszystkiemu winien jest on. On ma wspierać, on ma pomagać, psa wyprowadzać, szybko poszukać dobrze płatną pracę itd. On nie ma prawa do słabości, do swoich problemów, nikt tego nie chce słuchać. Ale jest ocenianie jak napisałaś.
44 2021-01-08 21:17:29 Ostatnio edytowany przez aniuu1 (2021-01-08 21:22:50)
Ale przecież on sam jest odpowiedzialny za swoje życie. Czemu autorka ma brać faceta by mu pomagać, żywić, wykonywać za niego prace domowe, zapewnić schronienie, znosić jego narzekania, dać się oszukiwać i zastraszać (dla mnie jego reakcja na próbę rozmowy o podziale obowiązków jest próbą dominacji i zastraszenia)? Nie widzę, żadnego powodu. To zupełnie nie rokuje i tak samo bym powiedziała gdyby to była kobietą.
Krótka znajomość, a później będzie "widziały gały co brały".
Niestety nie jestem w stanie uwierzyć. Dlaczego.
- Znajomość jest bardzo króciutka 3 miesiące
- Nikt z użytkowniczek nawet nie pomyślał o tym, że jemu jest najzwyczajniej w świecie ciężko. Stracił pracę za granicą, ma tam jeszcze zobowiązania, nie wiadomo, czy nie stracił tam przyjaciół, ma problemy z rodzina, pewnie z matką dziecka. Chwycił się jakieś tam roboty, która pewnie mu nie odpowiada, bo cisną go alimenty, które płaci.
Nawet nie przeczytałeś wątku, w którym się wypowiadasz.
Prawnik, pilot, analityk i ekonomista, który uchronił nieznane nam państwo przed zamachem stanu "chwycił się jakiejś tam roboty"? Przecież nie przyjęliby go nawet do obsługi betoniarki, albo do jeżdżenia taczką, bo zwyczajnie nie umiałby tego robić. Człowiek z takich poziomów zawodowych nie potrafiłby ot tak chwycić się każdej roboty.
- Jego zachowania nikt nie tłumaczy zwykłym zdenerwowaniem, panikowaniem, krótkim stażem w związku z Autorką.
Chamstwo, okrucieństwo i pasożytowanie nazywasz zdenerwowaniem? Panikowaniem?
Ale już jest w pełni zrozumienie dla postawy Autorki. Dlaczego? Bo jest kobietą.
Bzdura. Zrozumienie postawy Autorki wynika z szacunku dla człowieka, który bez mrugnięcia okiem zgodził się na utrzymywanie i ponoszenie całości kosztów życia swojego partnera po to, aby ten mógł w spokoju regulować swoje zobowiązania. Jak nie być pełnym podziwu dla takiej empatii?
Jest pełna z nią solidarność. Tak jakby sprawa już trwała nie 3 miesiące, ale 3 lata, wszystkiemu winien jest on.
A któż inny winien jest sytuacji w której on się znalazł, jeśli nie on sam? Kto go zadłużył w ZUS? Kto go zadłużył alimentacyjnie? Kto w jego imieniu podjął się pracy, która ledwo wystarcza mu na pokrycie tych zobowiązań?
On ma wspierać, on ma pomagać, psa wyprowadzać, szybko poszukać dobrze płatną pracę itd. On nie ma prawa do słabości, do swoich problemów, nikt tego nie chce słuchać. Ale jest ocenianie jak napisałaś.
Nikt od niego nie oczekuje wsparcia i gór złota. Ale jeśli chce być partnerem, to ma się zachowywać jak partner. Czyli? Brać WSPÓŁUDZIAŁ we wspólnym życiu, na jakie się z Autorką sam, dobrowolnie zdecydował.
Ma brać WSPÓŁUDZIAŁ we wszystkich codziennych obowiązkach, które wynikają ze wspólnego życia, nawet jeśli należy do nich wyprowadzanie psa Autorki, istnienia którego nikt przed nim z pewnością nie zataił. I ma brać WSPÓŁUDZIAŁ również w utrzymaniu domu w którym mieszka i w zapełnieniu talerza z którego je.
Nie ma w tym żadnej oceny.
Ale przecież on sam jest odpowiedzialny za swoje życie. Czemu autorka ma brać faceta by mu pomagać
Nie ma brać. Wzięła sobie na chatę faceta z problemami, po 3 miesiącach znajomości. Bardzo dobre pytanie. ![]()
wszystkiemu winien jest on..
Jaja se robisz?
Gość nie stracił żadnej pracy za granicą, bo jej nie miał. Cała jego historia to ściema.
Autorka wątku go utrzymuje i nie dostaje za to NAWET słowa ''dziękuję''.
Więc tak- wszystkiemu jest winny on.
Tu nie ma żadnej słabości; jest żałosny, leniwy gnój i megaloman programowo żyjący na cudzy koszt.
A do tego idiota, bo nawet sensownie kłamać nie umie.
48 2021-01-08 21:25:57 Ostatnio edytowany przez Senshi (2021-01-08 21:28:36)
prego napisał/a:Niestety nie jestem w stanie uwierzyć. Dlaczego.
- Znajomość jest bardzo króciutka 3 miesiące
- Nikt z użytkowniczek nawet nie pomyślał o tym, że jemu jest najzwyczajniej w świecie ciężko. Stracił pracę za granicą, ma tam jeszcze zobowiązania, nie wiadomo, czy nie stracił tam przyjaciół, ma problemy z rodzina, pewnie z matką dziecka. Chwycił się jakieś tam roboty, która pewnie mu nie odpowiada, bo cisną go alimenty, które płaci.Nawet nie przeczytałeś wątku, w którym się wypowiadasz.
Prawnik, pilot, analityk i ekonomista, który uchronił nieznane nam państwo przed zamachem stanu "chwycił się jakiejś tam roboty"? Przecież nie przyjęliby go nawet do obsługi betoniarki, albo do jeżdżenia taczką, bo zwyczajnie nie umiałby tego robić. Człowiek z takich poziomów zawodowych nie potrafiłby ot tak chwycić się każdej roboty.prego napisał/a:- Jego zachowania nikt nie tłumaczy zwykłym zdenerwowaniem, panikowaniem, krótkim stażem w związku z Autorką.
Chamstwo, okrucieństwo i pasożytowanie nazywasz zdenerwowaniem? Panikowaniem?
prego napisał/a:Ale już jest w pełni zrozumienie dla postawy Autorki. Dlaczego? Bo jest kobietą.
Bzdura. Zrozumienie postawy Autorki wynika z szacunku dla człowieka, który bez mrugnięcia okiem zgodził się na utrzymywanie i ponoszenie całości kosztów życia swojego partnera po to, aby ten mógł w spokoju regulować swoje zobowiązania. Jak nie być pełnym podziwu dla takiej empatii?
prego napisał/a:Jest pełna z nią solidarność. Tak jakby sprawa już trwała nie 3 miesiące, ale 3 lata, wszystkiemu winien jest on.
A któż inny winien jest sytuacji w której on się znalazł, jeśli nie on sam? Kto go zadłużył w ZUS? Kto go zadłużył alimentacyjnie? Kto w jego imieniu podjął się pracy, która ledwo wystarcza mu na pokrycie tych zobowiązań?
prego napisał/a:On ma wspierać, on ma pomagać, psa wyprowadzać, szybko poszukać dobrze płatną pracę itd. On nie ma prawa do słabości, do swoich problemów, nikt tego nie chce słuchać. Ale jest ocenianie jak napisałaś.
Nikt od niego nie oczekuje wsparcia i gór złota. Ale jeśli chce być partnerem, to ma się zachowywać jak partner. Czyli? Brać WSPÓŁUDZIAŁ we wspólnym życiu, na jakie się z Autorką sam, dobrowolnie zdecydował.
Ma brać WSPÓŁUDZIAŁ we wszystkich codziennych obowiązkach, które wynikają ze wspólnego życia, nawet jeśli należy do nich wyprowadzanie psa Autorki, istnienia którego nikt przed nim z pewnością nie zataił. I ma brać WSPÓŁUDZIAŁ również w utrzymaniu domu w którym mieszka i w zapełnieniu talerza z którego je.
Nie ma w tym żadnej oceny.
Dziękuję za te słowa. Tak właśnie jest co do joty, tylko moja być może krzywa empatia nie pozwoliła by doszło to do mojej głowy w pełnej krasie. Jutro przeczytam Twoje słowa IsaBello jeszcze raz, w moim odczuciu podsumowują doskonale całą sytuację. Jestem strasznie zmęczona i pewnie zaraz położę się spać. Muszę znieść ten sen w jednym łóżku z nim.
Jaja se robisz?
Nie. Po prostu nie odczuwam kobiecej solidarności. Tak jak Autorka ma prawo do słabości i fatalnych decyzji, tak samo ma tez takie prawo ten facet.
aniuu1 napisał/a:Ale przecież on sam jest odpowiedzialny za swoje życie. Czemu autorka ma brać faceta by mu pomagać
Nie ma brać. Wzięła sobie na chatę faceta z problemami, po 3 miesiącach znajomości. Bardzo dobre pytanie.
Dostała próbkę tego, czego się może po nim spodziewać. Pokazał jak wygląda życie z nim.
Przede wszystkim czuje się z nim źle co bardzo jasno widać z wypowiedzi i ma prawo to zakończyć.
Nie. Po prostu nie odczuwam kobiecej solidarności. Tak jak Autorka ma prawo do słabości i fatalnych decyzji, tak samo ma tez takie prawo ten facet.
Tak, jednak różnica jest zasadnicza i elementarna.
Autorka robi to wszystko swoim kosztem. A jej chwilowy partner nie.
Chodzę po kątach i popłakuję by nie widział. Widzi coś, próbuje być miły lub jest. Zdobył się na gest by pozmywać gary. Powiedział, że chce bym rano wypiła w uporządkowanym otoczeniu kawkę - to miłe. Na co dzień brakowało tej opiekuńczości. Był tyle godzin w pracy a ma siłę...
Robię z siebie ofiarę, widzę. Blisko mi do tego i mam tego świadomość. Dam znać na dniach co się dzieje. Dzięki za wszytkie komentarze a zwłaszcza za wsparcie.
53 2021-01-08 22:44:36 Ostatnio edytowany przez prego (2021-01-08 22:48:46)
Tak, jednak różnica jest zasadnicza i elementarna.
Autorka robi to wszystko swoim kosztem. A jej chwilowy partner nie.
Aż 2 miesiące, to straszne rzeczywiście.
Chodzę po kątach i popłakuję by nie widział. Widzi coś, próbuje być miły lub jest.
Ech
A tak szczerze - czy jesteś pewna, że mowi prawdę? Skąd wiesz, że na pewno traci wypłatę na jakieś zobowiązania, a nie wydaje na głupoty albo po prostu oszczędza, a żeruje na Tobie? Zresztą nawet jakby wydawał na zobowiązania, to w sumie czemu masz go utrzymywać? Ledwo się poznaliście. Oj, słabiutko to wygląda. Już przekracza granice wspierania faceta, którego się zna 3 miechy...
IsaBella77 napisał/a:Tak, jednak różnica jest zasadnicza i elementarna.
Autorka robi to wszystko swoim kosztem. A jej chwilowy partner nie.Aż 2 miesiące, to straszne rzeczywiście.
Nawet 2 dni pasożytowania są straszne.
A co dopiero 3 miesiące, łącznie z pretensjami, straszeniem i agresją.
Gdyby Twoja córka znalazła się w takiej sytuacji, też byś jej powiedział, że to tylko 3 miesiące przecież? Niech się weźmie w garść i pracuje na niego dalej?
56 2021-01-08 23:16:39 Ostatnio edytowany przez Senshi (2021-01-08 23:18:46)
Powiedziałabym jej, że jest zdesperowana i rozumiem ją - 34 lata, choroba, terapie i wielkie pragnienie stałej, dobrej relacji. Rozumiem ale czy to jest powód by się męczyć i być sfrustrowaną? Sam seks zaczyna być w mojej głowie mechaniczny - gasnące uczucie. Moja matka powiedziała, takie jest życie, ideałów nie ma, ludzie się kłócą, on ciężko pracuje. Moja matka od 20go roku życia w przemocowym związku z ojcem. Ja byłam dzieckiem, które było w sytuacji takiej, że nie wiadomo czy ojciec zabije matkę. Nie chcę robić z siebie ofiary, po prostu tak było, w takim napięciu się wychowałam.
Kilka dni temu pomyślałam, że może znalazłby się ktoś kto dałby mi więcej wsparcia, kto by mnie prawdziwie pragnął mimo wad, a pragnęłabym go za to jeszcze bardziej mimo jego wad. Za chwilę zrugałam się, że życie takie jest, niełatwe a Ty kobieto księcia nie szukasz bo takich nie ma. Weź co masz i ciesz się tym, doceń. Jednocześnie jest pragnienie czegoś innego, ale nadal nie idealnego.
Pełna zgoda, ale akurat teraz masz coś, czym naprawdę nie można się cieszyć ![]()
Oszusta, kłamczucha, agresora i pasożyta.
Niestety nie jestem w stanie uwierzyć. Dlaczego.
- Znajomość jest bardzo króciutka 3 miesiące
- Nikt z użytkowniczek nawet nie pomyślał o tym, że jemu jest najzwyczajniej w świecie ciężko. Stracił pracę za granicą, ma tam jeszcze zobowiązania, nie wiadomo, czy nie stracił tam przyjaciół, ma problemy z rodzina, pewnie z matką dziecka. Chwycił się jakieś tam roboty, która pewnie mu nie odpowiada, bo cisną go alimenty, które płaci.
- Jego zachowania nikt nie tłumaczy zwykłym zdenerwowaniem, panikowaniem, krótkim stażem w związku z Autorką.Ale już jest w pełni zrozumienie dla postawy Autorki. Dlaczego? Bo jest kobietą. Jest pełna z nią solidarność. Tak jakby sprawa już trwała nie 3 miesiące, ale 3 lata, wszystkiemu winien jest on. On ma wspierać, on ma pomagać, psa wyprowadzać, szybko poszukać dobrze płatną pracę itd. On nie ma prawa do słabości, do swoich problemów, nikt tego nie chce słuchać. Ale jest ocenianie jak napisałaś.
Ale Ty tak serio???
Kompletnie nie rozumiem dlaczego miałabym zachowanie kogoś, kto potrafi warknąć, jest śmierdzącym leniem, oszustem i manipulantem tłumaczyć w jakikolwiek sposób, a tym bardziej zdenerwowaniem czy krótkim stażem w związku? To jest dorosły człowiek, powinien umieć nad sobą panować, a lenistwa, kłamstwa i pasożytnictwa nie da się w żaden sposób tłumaczyć poza byciem kimś niedojrzałym, toksycznym i od kogo najlepiej jak najszybciej się odciąć.
A że jest mu ciężko, to jeszcze nie jest powód, aby dawać sobie przyzwolenie, by się na kimś uwiesić, zwykła przyzwoitość powinna mu na to nie pozwolić. Owszem, gdyby już na starcie postawił sprawę jasno, przedstawił jakiś plan działania, potem starał się, a Autorka świadomie w to weszła, to nie pisnęłabym słowa, ale najpierw był milusi i czarujący, a ledwo osiągnął swoje, to jest znalazł dach nad głową, wikt i opierunek, to szybciuko zrzucił swoją maskę opiekuńczego dżentelmena. Mało tego, on wykazuje postawę, że to co otrzymuje po prostu mu się należy i jeszcze ma czelność krytykować w jakich warunkach mieszka.
Ja tu naprawdę nie znajduję ŻADNEGO usprawiedliwienia dla tego, co on robi ze swoim życiem, a teraz również z życiem Autorki. Ba, wydaje mi się, że na nas projektujesz to, co właśnie sam robisz, czyli solidaryzujesz się i usprawiedliwiasz bohatera wątku tylko dlatego, że jest, jak Ty, facetem.
Pełna zgoda, ale akurat teraz masz coś, czym naprawdę nie można się cieszyć
Oszusta, kłamczucha, agresora i pasożyta.
To prawda, nawet nie umiem znaleźć argumentów na jego obronę. Bo co z tego, że powiem, że ma piękne oczy i usta? Na obronę powiem, że na początku traktował mnie mentalnie wyjątkowo. Doceniona, kochana.
Płaczę ale jednocześnie cieszę się, że niedługo go nie będzie i skończą się moje... już sama nie wiem co.
Masz odpowiedzialność przede wszystkim wobec SIEBIE. Twoim najważniejszym zadaniem na ten moment jest zadbać o siebie, o swoje zdrowie psychiczne i samopoczucie, o swoje zdrowie i spokój.
Dbanie o kolejną osobę dodaj do tych obowiązków wtedy, gdy staniesz na nogi.
Współzależności w związku można oczekiwać, gdy już ludzie się poznają. Dla swojego dobrostanu i przyszłości, rozpisz sobie rzeczy, które nastęnym razem warto zrobić wolniej, inaczej. Na co zwrócić uwagę, czego nie przegapić, jakie swoje uczucia bacznie obserwować.
Chęć zaopiekowania się kimś jest bardzo szlachetna. Pytanie, czy to jest coś, na czym chcesz bazować swoje związki. Chęć "ratowania" kogoś po to, żeby ta osoba ratowała mnie, była mi wdzięczna i dzięki temu ze mną została... nie brzmi zbyt zdrowo. Swoje zapędy by pomagać innym możesz realizować na różne inne sposoby, nie narażając się na to, że ktoś wykorzysta Twoje dobre serce i wejdzie z Tobą w układ, w którym nie wszystkie zasady są jasne.
To jest wspaniałe, że jesteś w terapii i super, że tutaj piszesz. Polecam rzucić na ten moment wyrzuty sumienia w kąt, przynajmniej do dnia terapii, z wyrozumiałością poklepać się po pleacach: taka jestem, to mój charakter, i nad tym pracuję, uczę się na błędach. Życzę Ci cierpliwości i łagodności wobec siebie, zobacz też, że już teraz widzisz co jest nie tak, nie poświęciłaś na ten związek cennych lat życia.
61 2021-01-09 09:11:11 Ostatnio edytowany przez prego (2021-01-09 09:24:57)
To co napisała Monoceros w ramki oprawić i czytać kilka razy dziennie.
Płaczę ale jednocześnie cieszę się, że niedługo go nie będzie i skończą się moje... już sama nie wiem co.
Sama od siebie nie odejdziesz. Twoje problemy dalej pozostaną z Tobą.
Co do tego faceta radziłbym spokojną rozmowę, w której wyjaśnisz, że wspólne zamieszkanie, to była pomyłka, a ta decyzja była podjęta zbyt szybko. Gdy kompletnie się nie znaliście. Nie potrafisz mu pomóc w jego problemach, bo masz swoje. Nie chodzić nie płakać przy nim. To może być różnie odbierane i dawać zbędną nadzieję. Najlepiej jeszcze dziś tą rozmowę przeprowadzić.
Autorko, co postanowiłaś?
Witajcie po przerwie. Postanowiłam nie zrywać związku. Jesteśmy razem rok. Pojawiły się kolejne problemy. Od początku naszej znajomości zmieniał pracę 3 razy. za każdym razem była to kiepska praca - zbyt mało dochodowa, zbyt ciężka - fizyczna, teraz pracuje za granicą również fizycznie. Rzadko się widujemy co mnie smuci, a jeszcze bardziej smucą mnie jego problemy z pracą. Teraz zbiera pieniądze na szkolenie w kierunku analityk. Narzeka bardzo na teraźniejszą pracę - nie dziwie się, pracuje fizycznie po 10 - 12 h dziennie. W grudniu chce zjechać na stałe do polski i porzucić tę pracę. Chce pójść na zasiłek i uczyć się kursu. Dobijają mnie jego problemy z pracą, to że przez całe życie miał jakieś marne prace, teraz ma 41 lat i na nas, na mnie się to wszystko odbija. Od roku nie ma dnia żebym się o to nie martwiła. Po prostu jeśli będzie zarabiał marnie - ma również alimenty, miał jakieś podłe fizyczne prace, których on nienawidzi, to nie widzę szansy na założenie z nim rodziny bo to niepewna przyszłość.
Senshi - co to znaczy marnie zarabiać?
Bo teraz na byle budowie zarabia się całkiem znośnie.....
co to za kurs analityka - jakiś autentyczny dodatek do wykształcenia, czy nie przypadkiem to kilkumiesięczne coś, że niby potem się aplikacje testuje?
65 2021-09-14 19:30:05 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2021-09-14 19:32:45)
Witajcie po przerwie. Postanowiłam nie zrywać związku. Jesteśmy razem rok. Pojawiły się kolejne problemy. Od początku naszej znajomości zmieniał pracę 3 razy. za każdym razem była to kiepska praca - zbyt mało dochodowa, zbyt ciężka - fizyczna, teraz pracuje za granicą również fizycznie. Rzadko się widujemy co mnie smuci, a jeszcze bardziej smucą mnie jego problemy z pracą. Teraz zbiera pieniądze na szkolenie w kierunku analityk. Narzeka bardzo na teraźniejszą pracę - nie dziwie się, pracuje fizycznie po 10 - 12 h dziennie. W grudniu chce zjechać na stałe do polski i porzucić tę pracę. Chce pójść na zasiłek i uczyć się kursu. Dobijają mnie jego problemy z pracą, to że przez całe życie miał jakieś marne prace, teraz ma 41 lat i na nas, na mnie się to wszystko odbija. Od roku nie ma dnia żebym się o to nie martwiła. Po prostu jeśli będzie zarabiał marnie - ma również alimenty, miał jakieś podłe fizyczne prace, których on nienawidzi, to nie widzę szansy na założenie z nim rodziny bo to niepewna przyszłość.
Widzę że CHAD wiąże się z zanikami pamięci..inaczej bowiem nie umiem sobie wytłumaczyć tego ze zostałaś z gościem który jest leniem, wyzyskiwaczem wampirem energetycznym, utrzymankiem i kłamcą! Nagle piszesz sobie jakby nigdy nic że wciąż jesteście razem i jedynym problemem jaki zdajesz się widzieć (a w styczniu widziałaś ich jednak dużo wiecej) jest to ze ma słabą pracę i słabe zarobki. Czyli rozumiem że partycypuje we wspólnych kosztach, zweryfikowałas jego słowa o byciu pilotem i tajnym agentem na plus i ogólnie jest spoko między Wami jesli chodzi o uczucia i wsparcie tylko ta praca niehalo? Tak? Bo jeśli nie to nie mam nic więcej do dodania poza tym, że życzę miłego czekania aż on "zbierze" pieniądze na kurs analityka. Przy okazji radzę juz brac dodatkowe pracę bo będziesz miała za chwilę ( no jakoś od grudnia) na wielomiesięcznym/ letnim utrzymaniu "przyszłego analityka" a może i kosmonautę...