Adelo, dlatego ja codziennie daję sobie nową szansę. Gdzieś kiedyś przeczytałam "nie możesz napisać nowego zakończenia, ale zawsze możesz napisać nowy początek". Wydaje mi się, że i tak jestem bardzo poukładana w stosunku do przeszłości, ale z drugiej strony tyle lat minęło, że mam już dorosłe dziecko, a było zupełnie malutkie, kiedy to wszystko się działo. Nawet jeśli wieczorem się potknę, następnego dnia rano mogę przynajmniej próbować zaczynać od nowa.
Ajko, tak masz rację, ja czuję dokładnie tak samo. Wiem na pewno, że wszystkie relacje, w których byłam, dały mi doświadczenia i perspektywy na życie, teraz wiem, co mogę dać i co chcę dostać. Jak zachorowałam i znalazłam się w klinice, powiedziałam lekarce, że czuje się tak, jakby mi wszystkie przeczytane przez całe życie książki stanęły naraz przed oczami i takie teraz mam doświadczenia.
Adelo, nie ma wyjścia, samemu trzeba być dla siebie siłą, nawet jeśli się wiele razy upada. Tobie pomogło bicie poduszki, ja wybierałam sen, ale też mało czułam złości, więcej smutku i żalu za utraconym szczęściem. Jednak jak napisała Pawlikowska "da się żyć bez powietrza". Terapeutka też poradziła mi, bym w chwilach płaczu zaopiekowała się sobą - samemu się objąć, przytulić, powiedzieć sobie np. "kochanie, jestem z Tobą, cicho maleńka, już dobrze". Ja nie byłam totalnie tego nauczona z domu.
Po latach zrozumiałam, że skoro go kochałam, to chcę jego szczęścia. A jego definicja szczęścia jest zupełnie inna niż moja, więc pragnę dla niego nie "mojego" szczęścia, ale szczęścia według "jego" wyobrażenia.