przyjaciołka...romans....pomocy... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » przyjaciołka...romans....pomocy...

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 352 ]

66

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Bosze, jaki desperat big_smile

67 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-05-14 17:04:41)

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
EeeTam napisał/a:

Bosze, jaki desperat big_smile

I do tego mega niedojrzały jak na swój wiek, ale ok zwalmy to na to, że się zakochał.
Jako wierny fan w końcu po nastu latach doczekał atencji księżniczki i dostąpił zaszczytu spędzenia z nią nocy.
Ośmielony jej łaskawością i wdziękami zamierza teraz ją uwolnić od złego męża i uwić przytulne gniazdko dla niej, jej dzieci, by mógł do starych lat upajać się jej pięknem, oddaniem i szczęściem. Taki z niego rycerz wink
Wprawdzie jeden śmiałek już był, ale oboje nie byli wystarczająco przezorni, i misterny plan się nie powiódł. Zły mąż się dowiedział i księżniczka została uwięziona w wysokiej wieży....

Ale wróćmy na ziemię. wink
Zapewne korespondencja i codzienne rozmowy rozbudziły wyobraźnię o wspólnej przyszłości, happy endu historii "jak z filmu", jak to autor określił, ale do rzeczy.
Jesteś aż tak zaślepiony, że bez mrugnięcia okiem wziąłbyś współodpowiedzialność za jej rozwód i jej dzieci? Myślisz, że ojciec z nimi zżyty zgodziłby się by wyjechały z nią 800 km stąd albo ona z nich zrezygnowała gdyby mąż domagał się by zostały z nim? Co innego jakby była wolna, to czemu nie, moglibyście zaryzykować. Wiele związków zaczyna się w wirtualnym świecie.
Także jak tu inni radzili, uspokój emocje, rusz wyobraźnią. Mi się wydaje, że po prostu nakręciłeś się na laskę i chciałbyś ja mieć dla siebie. Jak przyznałeś stać Cię na jej i jej dzieci utrzymanie wiec dla Ciebie w tym momencie problem się kończy. Ale on jest dużo szerszy i bardziej złożony. A ona? Ano pewnie jak też tu pisano, szuka odskoczni, uwagi i adoracji poza małżeństwem. Już raz ciągnęła romans pół roku. Może widząc twoje zaangażowanie chciała to uciąć, z obawy, że mąż znów się dowie. Wtedy zapewne kopnie królewnę, a ona nie mając innego wyjścia łaskawie do Ciebie wróci albo i nie. Bo sama na pewno nie odejdzie. Chciałbyś ją wtedy? W ogóle dalej chcesz????

68

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Nie jestem desperatem...nie uwazam siebie za taką osobe...Kazdy ma prawo do szczęścia. Nie mialem złych intencji,dziewczyna raczej tez nie...Fakt jestem zakochany taka kolej rzeczy,widocznie w  niewłaściwej osobie
Wiem ze ojciec nie zgodził by sie na wyjazd dzieci za granice...Ja pewnie bym wrocil do PL bo i tak mam taki zamiar. Moje zaangażowanie bylo takie samo jak jej,bo oboje poświecalismy sobie bardzo duzo czasu kazdego dnia
od poranka do poznego wieczora. Byc może to prawda ze szukała adoracji bo w małzenstwie źle.
Pytanie czy chcialbym Ja teraz?  Z każdą chwila coraz mniej,bo dociera do mnie fakt ze byłem głupi,naiwny inaczej tego nie umiem nazwać
nie chce sie żalić nie po to tutaj przyszedlem zeby zostać zdeptany do konca,tylko o pomoc porade
Wydaje mi sie ze jesli jej zalezy na kontakcie ze mna to sie odezwie jesli faktycznie jest prawdziwa przyjaciolka i nie sa to puste słowa
póki co oboje milczymy...wiem ze oboje czekamy na to kto zrobi pierwszy krok...
zawsze twierdziła ze jestem dla niej bardzo wazna osoba w zyciu tak samo jak ona dla mnie,uwazam ze zrywanie kontaktu,milczenie za wiele nie wniesie...przynajmniej przyjaciele sie tak nie zachowuja wobec siebie,tylko rozmawiaja
bo rozmowa duzo zmienia...Ja nie chce z jej strony litości nie licze na takie rzeczy i nie chce takiego układu...tylko chodzi o zwykła rozmowe,a nie zachowanie sie jak świnia...

Nie wiem czy dojdzie do tego spotkania w sobote...wiem ze w czwartek sie odezwe i zapytam poprostu jak czlowiek czy sie widzimy czy nie...i tyle krótka piłka...jesli nie to ok..temat zamkniety moge znikac wiem ze nic nie znaczylem tak naprawde i wszystko to bujda...jesli sie spotka i pogada normlanie to ok mozemy miec kontakt

Jeśli jej odpowiada bycie w takim małzenstwie a nie chce sprobowac czegos nowego jej wybor i ok szanuje go

69

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Wlasnie sie odezwała... sama... "Hej ,co tam ? "

70 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-05-14 20:02:58)

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

hmmm.. przykro mi to pisać. ale jeśli ten mąż taki zły, a Ty masz wystąpić w roli rycerza pod którego skrzydłą przejdzie ta Pani, to mąż może spać spokojnie.. nie chcę Cię obrazić , wybacz, ani zdołować, ale w związku z księżniczką to nie dość, że trzeba być twardym i zorganizowanym facetem to jeszcze przy takiej akcji odbicia Pani swego serca mieć więcej argumentow niż mąż. przepraszam, jeśli uraziłam, ale tak to wygląda bo partnerstwa tu nie ma.
Troja mi się przypomina i akcja Parysa..

71

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Wróciłbyś i co nadal miałbyś te same zarobki, albo praca tu by zapewniła byt Tobie, jej i jej dzieciom? Chyba, że masz tyle oszczędności... Czy to nie jest dla Ciebie pretekst by wracać?
Sorry, że tak mówię, ale to znam z autopsji. Mój ex z czasów wczesnych studiów wyjechał do USA.. po latach wielka miłość chce wracać, żałuje... Może coś tam sobie przemyślał i chce wracać ok, ale nie do mnie. Strasznie chaotyczny jesteś. Ktoś kto ma fajną dobrze płatną pracę za granicą nie przeniesie się dla kobiety z dziećmi, nie pracującej do Polski w nicość, i to mężatki z dziećmi... Wrócisz i co myślisz, że też będziesz tyle zarabiać by utrzymać ją i dzieci..
Naprawdę mój 19l siostrzeniec ma więcej oleju w głowie...

72

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

Wlasnie sie odezwała... sama... "Hej ,co tam ? "

Wow, jak super ... sorry za ironię...

73

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

Wlasnie sie odezwała... sama... "Hej ,co tam ? "



Masz szanse napisać teraz to wszystko co tutaj napisałeś i usłyszałeś . Jesteś dorosły facet to do dzieła .

74

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
Roxann napisał/a:
ogryzek01 napisał/a:

Wlasnie sie odezwała... sama... "Hej ,co tam ? "

Wow, jak super ... sorry za ironię...


Znalazła chwilkę  big_smile

75

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
Szary80 napisał/a:
ogryzek01 napisał/a:

Wlasnie sie odezwała... sama... "Hej ,co tam ? "



Masz szanse napisać teraz to wszystko co tutaj napisałeś i usłyszałeś . Jesteś dorosły facet to do dzieła .

Napisze, że tęskni, spotkają się i dalej będzie wzdychał jak Alsoski... choć tam syt inna...

76

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
Roxann napisał/a:
Szary80 napisał/a:
ogryzek01 napisał/a:

Wlasnie sie odezwała... sama... "Hej ,co tam ? "



Masz szanse napisać teraz to wszystko co tutaj napisałeś i usłyszałeś . Jesteś dorosły facet to do dzieła .

Napisze, że tęskni, spotkają się i dalej będzie wzdychał jak Alsoski... choć tam syt inna...



Tez tak myśle .

77

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

zaskoczne was...juz po rozmowie...
nie wysypałem sie z uczuciami...nie padły słowa o tęsknocie...
normalna rozmowa...podziekowała że szanuje jej decyzje ...powiedzialem ze rozumiem ma dobro dzieci na uwadze i zrobiła co uwazała najlepsze dla nich,a dla siebie srednio trudno
mamy sie spotkać w sobote jak bylo ustalone i dokonczyc butelke wina ktora nam została...tak wiem brzmi to smiesznie...
chcemy miec ze soba kontakt oboje,nikt nie chce zrywać kontaktu...zostajemy przyjaciołmi jak było wczesniej...choc pewnie relacja troche sie zmieni wiadomo...

zaraz posypią sie słowa krytyki pewno...walcie smiało...

78

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Nikt tutaj nie będzie po Tobie jechał . To twój wybor i obys mądrze się kierował w swoim życiu .

79

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

Nie jestem desperatem...nie uwazam siebie za taką osobe...

A ja Cię uważam za desperata i z tego co widać, nie tylko ja. Jest takie powiedzenie:
Jeśli jeden nazwie cię koniem - wyśmiej go.
Jeśli dwóch nazwie cię koniem - przemyśl to.
Jeśli trzech nazwie cię koniem - przymierzaj siodło big_smile

80

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

jest to dla mnie wazna osoba w zyciu...wiem ze Ja dla niej tez...trudno nie mozemy byc razem...ale nikt nie chce wymazywać tego co było...przyjazn musi przejsc chyba przez kazdy etap
pewnie sie spotkamy nie raz,pewnie w sobote sie przytulimy jak zwykle i popłynie troche łez...wiemy to oboje ,ale nie mam do niej urazy ani żalu bo sie odezwała sama...
choć przyznała ze nie wiedziala jak sie odezwac co napisac...ale martwila sie czy wszystko dobrze u mnie
Mam nadzieje ze postepuje słusznie....czas pokaze...
napewno zdam relacje po spotkaniu sobotnim...ale pierw wczesniejsza wizyta w salonie tatoo juz umowiona w Wrocławiu....

81 Ostatnio edytowany przez ogryzek01 (2018-05-14 21:50:07)

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
EeeTam napisał/a:
ogryzek01 napisał/a:

Nie jestem desperatem...nie uwazam siebie za taką osobe...

A ja Cię uważam za desperata i z tego co widać, nie tylko ja. Jest takie powiedzenie:
Jeśli jeden nazwie cię koniem - wyśmiej go.
Jeśli dwóch nazwie cię koniem - przemyśl to.
Jeśli trzech nazwie cię koniem - przymierzaj siodło big_smile

zgrywasz cwaniaka bo nie jestes nie byles w takiej sytuacji widze i karmisz sie czyms takim ze komus w zyciu nie wychodzi...
srednio mnie interesuje Twoje zdanie przyjacielu :-)

82

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

jest to dla mnie wazna osoba w zyciu...wiem ze Ja dla niej tez...trudno nie mozemy byc razem...ale nikt nie chce wymazywać tego co było...przyjazn musi przejsc chyba przez kazdy etap
pewnie sie spotkamy nie raz,pewnie w sobote sie przytulimy jak zwykle i popłynie troche łez...wiemy to oboje ,ale nie mam do niej urazy ani żalu bo sie odezwała sama...
choć przyznała ze nie wiedziala jak sie odezwac co napisac...ale martwila sie czy wszystko dobrze u mnie
Mam nadzieje ze postepuje słusznie....czas pokaze...
napewno zdam relacje po spotkaniu sobotnim...ale pierw wczesniejsza wizyta w salonie tatoo juz umowiona w Wrocławiu....



Boje się kolezko ze poplyniesz ale dostałeś pare wskazówek tutaj i obyś myślał głowa a nie nadzieja której tam wszyscy nie widzimy .

83

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

nie popłyne...nie mam zamiaru...dotarło do mnie ze skonczył sie pewien etap miedzy nami...nie mam nadzieji bez obaw
chce byc z mezem niech bedzie...to srednia decyzja na dluzsza mete,Ja nie mam zamiaru jej przekonywac o tym,czas to zrobi za mnie

84

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

nie popłyne...nie mam zamiaru...dotarło do mnie ze skonczył sie pewien etap miedzy nami...nie mam nadzieji bez obaw
chce byc z mezem niech bedzie...to srednia decyzja na dluzsza mete,Ja nie mam zamiaru jej przekonywac o tym,czas to zrobi za mnie


Pamiętaj ze masz swoje lata i myśl tylko o sobie .

85

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

wiem pamietam o tym...dziekuje Szary80 za pomoc...chyba najbardziej mi pomogłes z całej grupy osob bo przerabiałes temat sam...i masz wieksze doswiadczenie w tym temacie jak wiekszosc komentujacych ktora potrafi wbić szpilke

86

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

wiem pamietam o tym...dziekuje Szary80 za pomoc...chyba najbardziej mi pomogłes z całej grupy osob bo przerabiałes temat sam...i masz wieksze doswiadczenie w tym temacie jak wiekszosc komentujacych ktora potrafi wbić szpilke



Próbuje ratować ci zdrowie przede wszystkim a inni tutaj tez się do pomocy Tobie przyczynili . Romans to nie zabawka uwierz mi i jak dojdzie do waszego rozstania Ona odejdzie do męża i jakoś robię poradzi a ty zostaniesz sam i uwierz mi ze ból jaki mógłby Cię czekać jest niedoopisania . Trzymaj się mocno i nie daj się   wink

87

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Autorze, taka "przyjaźń" się nie uda, będziesz cierpiał. A wiesz dlaczego? Bo Ty ją kochasz, a ona Ciebie NIE. I może się takie coś ciągnąć wieki, aż któregoś dnia obudzisz się z ręką w nocniku.
I jeszcze dużo bym tu mogła napisać, ale nie ma to sensu, bo ludzie wyżej już to wszystko Ci napisali.

88 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2018-05-14 23:28:54)

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

zgrywasz cwaniaka bo nie jestes nie byles w takiej sytuacji widze i karmisz sie czyms takim ze komus w zyciu nie wychodzi...
srednio mnie interesuje Twoje zdanie przyjacielu :-)

Nie, nie byłem. I nie będę. A wiesz dlaczego? Bo mam tyle godności i rozumu, żeby nie zbierać ogryzek po innym (czyt. nie robić za tzw. zapasowego bolca - nie wtryniać się w cudze związki) i nie żebrać o uczucie u pani niezrównoważonej emocjonalnie.

89

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

nie popłyne...nie mam zamiaru...dotarło do mnie ze skonczył sie pewien etap miedzy nami...nie mam nadzieji bez obaw
chce byc z mezem niech bedzie...to srednia decyzja na dluzsza mete,Ja nie mam zamiaru jej przekonywac o tym,czas to zrobi za mnie

Aha, czas to zrobi za Ciebie a Ty w tym czasie będziesz czekał jak wierny pies na tę cudowną chwilę....
Nic nie wyciągnąłeś z naszych podpowiedzi... może poza tym, że już nie będziesz jej naciskał, ale dalej jak na szpilkach czekałeś na jej wiadomość, bałeś się, że możesz ją stracić więc potulnie przystałeś na powrót do friendzone, bo "jesteście dla siebie bardzo ważni". Gratuluje!
Jednak frajerzy istnieją na tym świecie hmm

90

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

A czy Ty na pewno jesteś zdecydowany wychowywać jej dzieci, zaopiekować się nimi, utrzymywać i zapewnić im bezpieczeństwo finansowe? Powiedziałeś jej to ? Zaproponowałeś jakiś plan działania na wypadek gdyby chciała odejść od męża?  Przecież pisałeś że ona nie ma kasy więc jak ma odejść od męża ktory utrzymuje ją i dzieci. Jak na razie to tylko matka ją zapewniła że jej pomoże, o Twojej roli nic nie piszesz. Jedyne co cię interesuje to czy wchodzi i kiedy na Fb. Czy Ty zdajesz sobie sprawę że bycie z nią to założenie rodziny i to od razu czteroosobowej? Czy jesteś na to gotowy? Z twojego postu wynika że kompletnie nie. A jeśli nie, to daj sobie spokój . Chyba że odpowiada Ci rola skomlącego psa pod cudzymi drzwiami i ochłapy. Szkoda życia i własnej godności.

91

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

to zabawne że na forum kobiet widzę dyskutujacych ze sobą  facetów,   to i ja dorzucę swoje 3 grosze jako że przerabiałem temat osobiście:

1. to że się nie rozwiedzie dla dobra dzieci nie znaczy że się nigdy nie rozwiedzie, bardzo prawdopodobne że się rozwiedzie i zrobi to "dla dobra dzieci"
2. bardzo możliwe że męża nie kocha i prędzej czy później się rozwiedzie jak dzieci podrosną a ona będzie miała jakieś  źródła utrzymania
3. to że się rozwiedzie nie znaczy że zechce być z tobą, może mieć doscyć zarówno ciebie jak i ex-męża
4. zarówno ciebie jak i ex-mężą będzie starała się urobić na tzw "przyjaciół"  ale nie liczcie na nic więcej bo będzie korzystać z odzyskanej wolności
wikłając się w kolejne romanse..

ale to są tylko moje doświadczenia, równie dobrze może się związać z tobą i możecie żyć długo i szczęśliwie (oby) ale zastanów się czy chcesz wychowywać cudze dzieci (a one potrafią być paskudnie zlośliwe)

reasumując:  posluchaj większości, zerwij kontakt z tą mężatką  i zacznij żyć swoim własnym życiem, jesteś młody i czekają na ciebie setki tysięcy równie fajnych kobiet ale nie uwikłanych w malżeństwo/dzieci  glupotą jest z maniackim  uporem dobiajać się do zamknętych drzwi  (ktore tylko co trochę się uchylają żebyś nie przestal się do nich dobijać ;-)

92

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Hehehe smile). Wlasne dzieci tez potrafią byc padkudnie zlosliwe jak są nastolatkami zwlaszcza.:)

Mysle ze Ogryzek wcale nie bral pod uwage na powaznie zycia z nią.Romans to inna bajka.
Bo zadnego planu nie mial co dalej. Wiec czemu ona mialaby odejsc od meza? No way.

93

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

Witam prosze o szybką porade...mam przyjaciolke znamy sie od 15 lat...zawsze mielismy kontakt..raz wiekszy raz mniejszy...mielismy sie ku sobie chyba zawsze...wyszła za maż kilka lat temu...dzieci dzis dwoje...
pod koniec zeszłego roku zaiskrzyło miedzy nami...bo porozmawialismy powaznie...wyszla rozmowa o uczuciach itd. i zaczelismy sie spotykac...wiadomo kwiaty itd. bardzo fajna atmosfera...
dzis stwierdziła ze duzo myslala ze nie moze tak dalej...bo ma dzieci ktore sa dla niej najwaznijesze....meza nie kocha...powiedziala ze jak by nie dzieci..to nie bylo by problemu bo zalezy jej itd.
ale widzi jak dzieci sa za mezem....i nie mogla by zrobic krzywdy dzieciom..odbierajac im ojca...rozwodząc sie z nim...
chce miec dalej ze mna konakt...mowi ze czuje sie wyjaktowo przy mnie...itd.
powiedzialem ze ok rozumiem...nic na siłe... oboje wiedzielismy ze moze przyjsc taki moment zwatpienia w sens wspolnej przyszlosci...i obiecywalismy sobie wtedy wspierac siebie...nie dawac zwatpic...
nie wiem czy pozwolic jej odejsc...czy walczyc...
wiadomo ze poki co milcze...bo glupota bylo by odezwanie sie teraz...
co robic ??????????
oboje jestesmy po 30 stce....
prosze o porade...


O poradę? Moja jest taka - ona ma męża i.... dzieci,które kochają swojego tatę,nie możesz rozbijać rodziny,bo jak zapewne wiesz, nie buduje się własnego szczęścia na nieszczęściu innych. To sobie zapamiętaj .Zapomnij o niej,przynajmniej jak na razie,a kiedy ją spotkasz (przypadkiem) wytłumacz,że razem nie możecie nigdy być właśnie dla dobra jej dzieci.
Wspomniałeś też, że kiedyś mieliście się ku sobie - no gdyby tak było ona nie wyszłaby za innego. A teraz nie mąć jej w głowie i daj żyć normalnie z mężem i dziećmi.

94

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Ogryzek przeczytalam wlasnie Twoj post i chcę podzielic sie dla Ciebie rowniez swoim doswiadczeniem. Poznalam cudownego czlowieka, ktory szaleje za mną, kocha mnie i codziennie daje mi to odczuc, ale widzisz nie zostawi rodziny, bo dzieci i inne zobowiązania staja się straszną przeszkodą. Ja mimio wszystko jestem z nim, bo sie zakochalam, daje mi szczescie, ktorego tak dawno nie miałam. Ale te szczescie jest nieproporcjonalnie do smutku i lez, ktore mam przez ta sytuacje. Czasami mam wrazenie, ze peknie mi serce i co z tego, ze ta zona nie wiele dla niego znaczy, ale nie mam go tak jak bym chciala i nigdy miec nie bede, a przez to sama nie moge zrobic porzadku w swoim zyciu. To jest naprawde straszne uczucie. A prawda jest taka, ze jak bedziesz przy niej to sie od tego nie uwolnisz. Tej przyjaźni już nie ma, miedzy wami jest uczucie, ktorego nie odlozycie sobie na boczny tor. Duzo madrych rzeczy tutaj pisza ludzie, wiem, ze masz teraz w glowie swoje racje, ale zaufaj tym, ktorzy poszli ta droga i bardzo duzo stracili ...

95

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

jestem jestem ludziska...w pracy bylem...wiec powiem tak
oczywiscie ze była rozmowa o dzieciach i ich akceptacji,zabierała jedno z nich na spotkania i nie widze problemu zdaje sobie sprawe doskonale z załozenia rodziny i calej reszty
Ogolnie to macie duzo racji w tym co piszecie,bo sie pogubiłem w pewnym momencie w tym wszystkim przyznaje sie bez bicia...
Wydaje mi sie ze ona faktycznie ma jakis problem,niska samoocena to na pewno wiem to...tak myśle ze w sumie ona nie powinna chcieć spotkania ze mna wiecej bo tak naprawde to nic raczej nie zmieni nie wniesie do tego
bo decyzje podjeła rzekomo.
Ja wczesniej tez mialem zwiazki sa soba rozne i jesli od kogos odchodziłem to na dobre ucinałem kontakt itd. 
a z jej strony tego niema i czuje ze do konca nie jest zdecydwoana co robi tez ma sieczke w głowie ,bo wysyła sprzeczne sygnały...mowi jedno a robi drugie
dzis tez bedac w pracy odezwala sie jak mialem przerwe zeby pogadac...luzna rozmowa bez wyznan co kto mysli itd.
Ja nie mam zamiaru budowac swojego szczescia na cudzym nieszczesciu...spokojnie mam jeszcze olej w głowie,resztki bo resztki ale sa :-)
Mysle ze kiedys odejdzie od meza bo jej siotra tez mi to powiedziala ze nie chce z nim byc,tylko czeka rzekomo az dzieci beda wieksze ona znajdzie prace i chce byc niezalezna od nikogo i sama decydowac o sobie
Jej siostra chce zeby byla szczesliwa,na poczatku byla wzburzona lekko tym co ona robi...ale widziala za kazdym razem ze jest ok bedac przy mnie i chetnie pomagala w tym zebysmy sie spotykali....tak wiem smiejecie sie czytajac to
bo to wszystko nie trzyma sie kupy i nie jest prosto zrozumiec wszystko dla was smile nikt nie mowil ze bedzie latwo...
wiem ze czekac nie bede niema na co bo mysle ze tutaj na dzis nic sie nie zmieni...martwy punkt i tyle patowa sytuacja
mysle ewentualnie spotkac sie jesli dojdzie do tego i poprostu sie pozegnac bo jest to toksyczne dla mnie
mało jem,źle spie budze sie w nocy,jestem zmeczony tak szczerze juz tym....wykancza mnie to poprostu

96

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
Helena36 napisał/a:

Ogryzek przeczytalam wlasnie Twoj post i chcę podzielic sie dla Ciebie rowniez swoim doswiadczeniem. Poznalam cudownego czlowieka, ktory szaleje za mną, kocha mnie i codziennie daje mi to odczuc, ale widzisz nie zostawi rodziny, bo dzieci i inne zobowiązania staja się straszną przeszkodą. Ja mimio wszystko jestem z nim, bo sie zakochalam, daje mi szczescie, ktorego tak dawno nie miałam. Ale te szczescie jest nieproporcjonalnie do smutku i lez, ktore mam przez ta sytuacje. Czasami mam wrazenie, ze peknie mi serce i co z tego, ze ta zona nie wiele dla niego znaczy, ale nie mam go tak jak bym chciala i nigdy miec nie bede, a przez to sama nie moge zrobic porzadku w swoim zyciu. To jest naprawde straszne uczucie. A prawda jest taka, ze jak bedziesz przy niej to sie od tego nie uwolnisz. Tej przyjaźni już nie ma, miedzy wami jest uczucie, ktorego nie odlozycie sobie na boczny tor. Duzo madrych rzeczy tutaj pisza ludzie, wiem, ze masz teraz w glowie swoje racje, ale zaufaj tym, ktorzy poszli ta droga i bardzo duzo stracili ...

to czujesz sie podobnie jak my...znasz temat..
Ja tak samo okazałem jej duzo...wiele niespodzianek i usmiechu miala dzieki mnie...kwiaty na urodziny ,dzien kobiet,walentynki...maż o niczym sie nie domyslał bo jej siostra wiele pomogła organizowac niespodzianek i brala na siebie prezenty ze niby od siostry... zgadza przyjazni niema jest juz uczucie ,ale łatwiej nazywac to przyjaznia

97

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Ogryzek doskonale wiem o czym piszesz. Wiem tez jak sie czujesz, nieprzespane noce, brak apetytu, rozdraznienie, wszystko to przerabialam i nadal w tym tkwie juz ponad rok. Powiem Ci, ze dziwie sie jej bardzo, bo skoro jest nieszczesliwa w zwiazku, a ma kolo siebie faceta, ktory moze byc z nia i dziecmi to naprawde ma ogromna szanse zawalczyc o swoje szczescie

98 Ostatnio edytowany przez ogryzek01 (2018-05-15 18:57:08)

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
Helena36 napisał/a:

Ogryzek doskonale wiem o czym piszesz. Wiem tez jak sie czujesz, nieprzespane noce, brak apetytu, rozdraznienie, wszystko to przerabialam i nadal w tym tkwie juz ponad rok. Powiem Ci, ze dziwie sie jej bardzo, bo skoro jest nieszczesliwa w zwiazku, a ma kolo siebie faceta, ktory moze byc z nia i dziecmi to naprawde ma ogromna szanse zawalczyc o swoje szczescie

tez tak mii sie wydaje ze moze chce zawalczyc nie wiem bo mam taki syf w głowie i burdel ze szkoda gadac...tydzien temu mowila ze nie odpusci mnie łatwo i nie da odejsc...stad moze chce sie rowniez spotkac...odzywa sie do mnie...
niby sie zakonczyc to ale jej to nie wychodzi za bardzo tak patrzac z boku na to wszystko...ciezki orzech do zgryzienia...moze myśli ze podejme walke nie mam pojecia o co chodzi w tej "grze"

Wiesz kiedy jestem w pracy jest ok...mam zajecie nie mysle za duzo...ale po przekroczeniu progu mieszkania...wieczory...wtedy wlacza sie cala machina mysli...
jedna czesc mnie mowi zebyt to olac bo to nie warte swieczki jest... druga znow co innego....
Ona jest osoba pesymistyczna wszystko widzi w ciemnych kolorach,Ja znow inaczej postrzegam zycie..tutaj sie roznimy stad moze jej niezdecydowanie wynika po czesci

99

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
Helena36 napisał/a:

Ogryzek przeczytalam wlasnie Twoj post i chcę podzielic sie dla Ciebie rowniez swoim doswiadczeniem. Poznalam cudownego czlowieka, ktory szaleje za mną, kocha mnie i codziennie daje mi to odczuc, ale widzisz nie zostawi rodziny, bo dzieci i inne zobowiązania staja się straszną przeszkodą. Ja mimio wszystko jestem z nim, bo sie zakochalam, daje mi szczescie, ktorego tak dawno nie miałam. Ale te szczescie jest nieproporcjonalnie do smutku i lez, ktore mam przez ta sytuacje. Czasami mam wrazenie, ze peknie mi serce i co z tego, ze ta zona nie wiele dla niego znaczy, ale nie mam go tak jak bym chciala i nigdy miec nie bede, a przez to sama nie moge zrobic porzadku w swoim zyciu. To jest naprawde straszne uczucie. A prawda jest taka, ze jak bedziesz przy niej to sie od tego nie uwolnisz. Tej przyjaźni już nie ma, miedzy wami jest uczucie, ktorego nie odlozycie sobie na boczny tor. Duzo madrych rzeczy tutaj pisza ludzie, wiem, ze masz teraz w glowie swoje racje, ale zaufaj tym, ktorzy poszli ta droga i bardzo duzo stracili ...

No, faktycznie szaleje za Tobą. Cudowny gość. Tylko pozazdrościć takiej miłości.

100

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Ogryzek jezeli kobieta chce odejsc od meza to lepszy kandydat nie moze sie jej trafic, a to z dwóch powodow, po pierwsze znacie się od 15 lat, a po drugie chcesz wziąć na swoje barki utrzymanie jej i dzieci, bo na obecna chwile przeciez nie pracuję i to świadczy o ogromnym uczuciu z Twojej strony. Jezeli ona zrezygnuje bedzie tego za jakis czas bardzo żałować, a Ty wolny z dobra praca, no prosze Cię wszystko przed Toba !!!

101 Ostatnio edytowany przez ogryzek01 (2018-05-15 19:05:43)

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
Helena36 napisał/a:

Ogryzek jezeli kobieta chce odejsc od meza to lepszy kandydat nie moze sie jej trafic, a to z dwóch powodow, po pierwsze znacie się od 15 lat, a po drugie chcesz wziąć na swoje barki utrzymanie jej i dzieci, bo na obecna chwile przeciez nie pracuję i to świadczy o ogromnym uczuciu z Twojej strony. Jezeli ona zrezygnuje bedzie tego za jakis czas bardzo żałować, a Ty wolny z dobra praca, no prosze Cię wszystko przed Toba !!!

dziekuje Helena36... mysle ze ona to wie ze bedzie zalowala bo powiedziala to na wstepie i ze juz zaluje decyzji...stad moze teraz poniekad jest jakis kontakt bo odezwała sie sama po upływie zaledwie doby...zapytac jak sobie radze rzekomo i czy wszystko ok...mysle ze teskni ale sie nie przyzna bo jest bardzo zamknieta osoba i nie wiele mowi w sprawie uczuc...zwsze mowila ze woli to pokazywac czynami niz mowic

102

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Ogryzek a z czym Ty masz problem? Wóz albo przewóz. Jak jesteś zdecydowany to bierz ją z całym dobytkiem. Jak ją przygarniesz to na pewno podejmie dezyzje o rozwodzie. Inaczej nie ma szans bo nie ma kasy. Chyba że liczysz na to że wygoni męża, zostanie z dziećmi sama bez środków do życia i będziecie sobie dalej romansować aż ci się nie znudzi.
Tak właściwie to nie wiadomo o co Ci chodzi. Ela Ci dobrze napisała że romans to inna bajka niż poważny związek. Więc czego Ty chcesz?

103

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
Helena36 napisał/a:

Ogryzek jezeli kobieta chce odejsc od meza to lepszy kandydat nie moze sie jej trafic, a to z dwóch powodow, po pierwsze znacie się od 15 lat, a po drugie chcesz wziąć na swoje barki utrzymanie jej i dzieci, bo na obecna chwile przeciez nie pracuję i to świadczy o ogromnym uczuciu z Twojej strony. Jezeli ona zrezygnuje bedzie tego za jakis czas bardzo żałować, a Ty wolny z dobra praca, no prosze Cię wszystko przed Toba !!!

ciekawe jaki jest zjazd po takim odlocie...  Twój kochanek jest starszy doświadczony  pewnie widzi co się z Tobą dzieje- a utrzymuje cię w przekonaniu, że żona nic dla niego nie znaczy i że dzieci, pewne dorosłe są problemem.. to nieuczciwe. zacznij się budzić. cierpisz przez ten romans, nie możesz spać.. To jest straszne, co piszesz...

104

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
justa_pl napisał/a:

Ogryzek a z czym Ty masz problem? Wóz albo przewóz. Jak jesteś zdecydowany to bierz ją z całym dobytkiem. Jak ją przygarniesz to na pewno podejmie dezyzje o rozwodzie. Inaczej nie ma szans bo nie ma kasy. Chyba że liczysz na to że wygoni męża, zostanie z dziećmi sama bez środków do życia i będziecie sobie dalej romansować aż ci się nie znudzi.
Tak właściwie to nie wiadomo o co Ci chodzi. Ela Ci dobrze napisała że romans to inna bajka niż poważny związek. Więc czego Ty chcesz?

wiadomo ze wole byc z nia niz sam...załozenie bylo takie ze maz wyprowadzi sie do rodzicow bo jej mieszkanie jest na jej rodzicow...Ja mialem po pewnym czasie sie rzekomo wprowadzic...po rozwodzie jakis czas...
wiadomo zeby nie wyszlo przed rozwodem ze kogos ma i nie bylo to uzyte w sprawie

wiem ze sie ona wacha tak do konca...mowi to co wygodne...i lepsze...ale kontaktu nie urywa...slowa i czyny inne....

105

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

No to już są jakieś konkrety.

106

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:
justa_pl napisał/a:

Ogryzek a z czym Ty masz problem? Wóz albo przewóz. Jak jesteś zdecydowany to bierz ją z całym dobytkiem. Jak ją przygarniesz to na pewno podejmie dezyzje o rozwodzie. Inaczej nie ma szans bo nie ma kasy. Chyba że liczysz na to że wygoni męża, zostanie z dziećmi sama bez środków do życia i będziecie sobie dalej romansować aż ci się nie znudzi.
Tak właściwie to nie wiadomo o co Ci chodzi. Ela Ci dobrze napisała że romans to inna bajka niż poważny związek. Więc czego Ty chcesz?

wiadomo ze wole byc z nia niz sam...załozenie bylo takie ze maz wyprowadzi sie do rodzicow bo jej mieszkanie jest na jej rodzicow...Ja mialem po pewnym czasie sie rzekomo wprowadzic...po rozwodzie jakis czas...
wiadomo zeby nie wyszlo przed rozwodem ze kogos ma i nie bylo to uzyte w sprawie

wiem ze sie ona wacha tak do konca...mowi to co wygodne...i lepsze...ale kontaktu nie urywa...slowa i czyny inne....



Wiesz czego się boje ?
Masz identyczna sytuacje jaka i ja miałem na tym etapie a wiesz jaki jest następny ?
Daliśmy sobie z mężem szanse by spróbować jeszcze raz czego Ci nie życzę ale bądź przygotowany na wszystko . Zaczynasz stawiać ultimatum i Ona wie ze już się nie bawisz .

107

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Ogryzek czyli byly calkiem logiczne plany. Wiesz co.mi sie wydaje, ze bedzie Cie zwodzic, dzis tak, a jutro bedzie sie juz wahac. A Ty bedziesz tylko cierpial. Moim zdaniem przedstaw jej jeszcze raz jak chcesz, aby to wyladalo i daj jej czas tydzien, dwa na decyzję, jezeli chce zostac z mezem zerwij kontakt, zadna przyjaźń.

108 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-05-15 19:40:33)

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

zaraz... przecież po tym co piszesz sprawa wygląda zupełnie inaczej. Nie chodzi o odejście od męża- ale o rozwód, bo wtedy mąż by się ewentualnie wyprowadził... a ona złożyla papiery w ogóle? czy tak po prostu chciała męża wyrzucić???  no to może trzeba było się skonsultować- bez rozwodu nie może..interesowałeś się tym? zakład, że nie..

109

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Ela 210 wiem wszystko i wiem jak to wygląda. W zyciu nie myslalam, ze bede tak postepowac. Tyle w zyciu wycierpialam, a teraz daje sie krzywdzic na wlasne zyczenie. Wstydzilabym sie komus o tym opowiedziec, tu jestem anonimowa

110 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-05-15 19:47:57)

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Dawkujesz informacje, stąd ciężko coś doradzić. Najpierw wielka przyjaźń, która okazała się głównie wirtualna, teraz siostra, która robi przykrywkę... Ano może dlatego, że widzi, że jelenia znalazła i może wyrwać z małżeństwa z 2 dzieci.
Jeszcze raz powtórzę, Wy się nie znacie tak naprawdę, nie znasz jej w codziennym życiu. Ale pomyśl, skoro już raz zdradziła... bo było jej źle to skąd to drugie dziecko? Na ratowanie małżeństwa?
Skąd wiesz, że z Tobą będzie związkiem usatysfakcjonowana jeśli tylko 'ucieka'? Znaliście się przed jej małżeństwem.. nie zdecydowała na Ciebie...
Dla mnie to akt desperacji z 2 stron i jej i Twojej. Ona źle się czuje w małżeństwie, Ty dajesz jej uwagę, Ty wolisz być z nią a nie sam, bo wciąż jakieś sygnały Ci daje... To jest toksyczna relacja... po Twoich ostatnich postach widać, że to zauważasz...
Otrzeźwiej chłopie!

111

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
Helena36 napisał/a:

Ela 210 wiem wszystko i wiem jak to wygląda. W zyciu nie myslalam, ze bede tak postepowac. Tyle w zyciu wycierpialam, a teraz daje sie krzywdzic na wlasne zyczenie. Wstydzilabym sie komus o tym opowiedziec, tu jestem anonimowa

to może na poczatek przestań wierzyć że chcialby z Tobą dzielić życie, czy że żona nieważna. trzeźwo popatrz czy dobrze Ci z tym romansem, czy źle.
Gdyby Ci było dobrze, słowa bym nie rzekła smile ale Ty cierpisz, piszesz  o skrzywdzeniu-to nie jest miłość żadna..

112

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
Helena36 napisał/a:

Ogryzek przeczytalam wlasnie Twoj post i chcę podzielic sie dla Ciebie rowniez swoim doswiadczeniem. Poznalam cudownego czlowieka, ktory szaleje za mną, kocha mnie i codziennie daje mi to odczuc, ale widzisz nie zostawi rodziny, bo dzieci i inne zobowiązania staja się straszną przeszkodą. Ja mimio wszystko jestem z nim, bo sie zakochalam, daje mi szczescie, ktorego tak dawno nie miałam. Ale te szczescie jest nieproporcjonalnie do smutku i lez, ktore mam przez ta sytuacje. Czasami mam wrazenie, ze peknie mi serce i co z tego, ze ta zona nie wiele dla niego znaczy, ale nie mam go tak jak bym chciala i nigdy miec nie bede, a przez to sama nie moge zrobic porzadku w swoim zyciu. To jest naprawde straszne uczucie. A prawda jest taka, ze jak bedziesz przy niej to sie od tego nie uwolnisz. Tej przyjaźni już nie ma, miedzy wami jest uczucie, ktorego nie odlozycie sobie na boczny tor. Duzo madrych rzeczy tutaj pisza ludzie, wiem, ze masz teraz w glowie swoje racje, ale zaufaj tym, ktorzy poszli ta droga i bardzo duzo stracili ...

Helena, serio pytam, wierzysz w tą jego miłość, przy tym całym upokorzeniu bycia ta drugą?

113 Ostatnio edytowany przez ogryzek01 (2018-05-15 20:42:51)

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

wiesz  Roxann czasem nie trzeba znać człowieka nie wiadomo ile czasu i wiedziec o nim wszystkiego...moim zdaniem nie ma reguły jedni wychodza za maz po roku znajomosci i sa szczesliwi jedni po kilku latach i wychodzą na tym gorzej...wiec termin poznawanie to pojecie względne...
Tak widze ze jest to toksyczne zapala mi sie lampka w głowie bez obaw az tak slepy nie jestem dlatego rozmawiam o tym z wami tutaj

Na pytanie czy ma ona kryzys pewnie tak bo od dawna kilku lat jest byle jak w jej malzanestwie i chciala to zmienic probowala ale nie wychodzi...
meza nie kocha na 100% bo jak maz pyta "kochasz mnie?"  ona odpowiada pytaniem i zakłopotaniem..."co to za pytanie wogole...?" i zmienia temat
wiem bo mowila mi nie raz
byc moze jestem pocieszeniem odskocznia od problemow zwiazanych z jej malzenstwem bo przy mnie czuje sie dobrze wiem to
Ja nie uwazam siebie za jelenia...trudno niektorym zycie sie tak uklada...

znalismy sie przed malenstwem fakt ale ona byla jeszcze zakochana w swoim facecie wiadomo ,Ja mialem dziewczyne...
dojrzelismy po latach widocznie do tego z czasem...oboje załujemy ze nie sprobowalismy wtedy dlatego probowalismy teraz cos zmienic...
zeby nie obudzic sie w fotelu bedac starym ze cos nas omineło...
moim zdaniem czasem lepiej sprobowac i załowac ze sie sprobowało...niz załowac ze sie nie sprobowało...

114

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

wiesz  Roxann czasem nie trzeba znać człowieka nie wiadomo ile czasu i wiedziec o nim wszystkiego...moim zdaniem nie ma reguły jedni wychodza za maz po roku znajomosci i sa szczesliwi jedni po kilku latach i wychodzą na tym gorzej...wiec termin poznawanie to pojecie względne...
Tak widze ze jest to toksyczne zapala mi sie lampka w głowie bez obaw az tak slepy nie jestem dlatego rozmawiam o tym z wami tutaj

Na pytanie czy ma ona kryzys pewnie tak bo od dawna kilku lat jest byle jak w jej malzanestwie i chciala to zmienic probowala ale nie wychodzi...
meza nie kocha na 100% bo jak maz pyta "kochasz mnie?"  ona odpowiada pytaniem i zakłopotaniem..."co to za pytanie wogole...?" i zmienia temat
wiem bo mowila mi nie raz
byc moze jestem pocieszeniem odskocznia od problemow zwiazanych z jej malzenstwem bo przy mnie czuje sie dobrze wiem to
Ja nie uwazam siebie za jelenia...trudno niektorym zycie sie tak uklada...

znalismy sie przed malenstwem fakt ale ona byla jeszcze zakochana w swoim facecie wiadomo ,Ja mialem dziewczyne...
dojrzelismy po latach widocznie do tego z czasem...oboje załujemy ze nie sprobowalismy wtedy dlatego probowalismy teraz cos zmienic...
zeby nie obudzic sie w fotelu bedac starym ze cos nas omineło...
moim zdaniem czasem lepiej sprobowac i załowac ze sie sprobowało...niz załowac ze sie nie sprobowało...



Kolezko po czasie to można o wszystkim gdybać ze się nie zrobiło tego czy tamtego to skoro teraz jest okazja by to nadrobić to w czym problem ? To po pierwsze .
Po drugie coś mnie te jej bajki nie przekonują skoro nadal z nim siedzi wiesz .
Po trzecie niczego nie można żałować byle by się w porę obudzić czego Ci życzę . Jesteś zagubiony ale życzę Ci jak najlepiej no i niech ona chociaz jeden z tych pionków na planszy przesunie do przodu ale w twoim kierunku .

115

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Wiem Szary80 dziękuję dużo wnosisz do tematu..ogólnie wszystkim dziękuję za pomoc i udział w dyskusji smile dużo zrozumiałem dzięki wam....
Też średnio wierzę w powód dzieci...
Bo to dobra karta przetargowa ze tak powiem w tym momencie... wiem ze to średnio brzmi...Ale być może jest drugie dno o którym nie wiem czemu nie odeszła od męża...może czegoś mi nie mówi...też nie kumam...
Jedno jest pewne po sobotnim wieczorze będę miał raczej jasną sytuację... W lewo albo w prawo...
CoraZ mniej mnie interesuję kontakt z nią...niech żyje w swoim świecie i małżeństwie...Ja się raczej wypisuje bo tu syf się robi...taka prawda
Jej wybór

116

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

Wiem Szary80 dziękuję dużo wnosisz do tematu..ogólnie wszystkim dziękuję za pomoc i udział w dyskusji smile dużo zrozumiałem dzięki wam....
Też średnio wierzę w powód dzieci...
Bo to dobra karta przetargowa ze tak powiem w tym momencie... wiem ze to średnio brzmi...Ale być może jest drugie dno o którym nie wiem czemu nie odeszła od męża...może czegoś mi nie mówi...też nie kumam...
Jedno jest pewne po sobotnim wieczorze będę miał raczej jasną sytuację... W lewo albo w prawo...
CoraZ mniej mnie interesuję kontakt z nią...niech żyje w swoim świecie i małżeństwie...Ja się raczej wypisuje bo tu syf się robi...taka prawda
Jej wybór


Nie patrz tylko na to co my tutaj wypisujemy bo to są tylko domysły . Nikt nie wie co jej w głowie siedzi i czy jest szczera czy ściemnia . Tego nie wiesz ani ja ani nikt tutaj . Postaw sobie w sobotę ultimatum o być albo nie być i lepiej się ołowiu najedz bo będzie ciężko . Kontakt wzrokowy już cię osłabi a potem trzeba wydusić z siebie to co czujesz . Pamiętaj masz jedno życie i chcesz je spędzić z kobieta z która masz kontakt od 15 lat a to pikus . Ja nie teraz to kiedy , za następne 15 lat . Nie jesteś żółw z Galapagos ze 150 czy 200 dożyjesz . Masz warunki i głowę by zapewnić jej i jej dzieciom byt a reszta należy do niej .

117

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Tak też zrobię chcę się rozmówić..A nie bajerować i udawać że nic się nie dzieję...nabieram siły dzięki wam...
Raczej nie zmięknie i nawet jej spojrzenie tu nic nie pomoże...ważne żeby utrzymywać kontakt wzrokowy w rozmowie...kiedy odwróci głowę lub spusci wzrok tzn.że nie jest szczera... nie jestem głupi aż tak jak niektórym się może wydawać

118

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

Tak też zrobię chcę się rozmówić..A nie bajerować i udawać że nic się nie dzieję...nabieram siły dzięki wam...
Raczej nie zmięknie i nawet jej spojrzenie tu nic nie pomoże...ważne żeby utrzymywać kontakt wzrokowy w rozmowie...kiedy odwróci głowę lub spusci wzrok tzn.że nie jest szczera... nie jestem głupi aż tak jak niektórym się może wydawać

I to Ciebie najbardziej nurtuje.? czy spuści wzrok? Ogryzek- wy się chyba w ogóle nie znacie...

119

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

Tak też zrobię chcę się rozmówić..A nie bajerować i udawać że nic się nie dzieję...nabieram siły dzięki wam...
Raczej nie zmięknie i nawet jej spojrzenie tu nic nie pomoże...ważne żeby utrzymywać kontakt wzrokowy w rozmowie...kiedy odwróci głowę lub spusci wzrok tzn.że nie jest szczera... nie jestem głupi aż tak jak niektórym się może wydawać



Karty na stół ale nic na sile

120

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Ela to była przenosnia...znamy się bardzo dobrze na tyle żeby wiedzieć które z nas kłamie...
Szary80 wiem tak zrobię bez spinania się...

121

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Póki co mam zamiar dozowac kontakt do spotkania...żeby odczula trochę brak mojej osoby i zainteresowania nią... niemam zamiaru się narzucać

122

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
Roxann napisał/a:

Dawkujesz informacje, stąd ciężko coś doradzić. Najpierw wielka przyjaźń, która okazała się głównie wirtualna, teraz siostra, która robi przykrywkę... Ano może dlatego, że widzi, że jelenia znalazła i może wyrwać z małżeństwa z 2 dzieci.
Jeszcze raz powtórzę, Wy się nie znacie tak naprawdę, nie znasz jej w codziennym życiu. Ale pomyśl, skoro już raz zdradziła... bo było jej źle to skąd to drugie dziecko? Na ratowanie małżeństwa?
Skąd wiesz, że z Tobą będzie związkiem usatysfakcjonowana jeśli tylko 'ucieka'? Znaliście się przed jej małżeństwem.. nie zdecydowała na Ciebie...
Dla mnie to akt desperacji z 2 stron i jej i Twojej. Ona źle się czuje w małżeństwie, Ty dajesz jej uwagę, Ty wolisz być z nią a nie sam, bo wciąż jakieś sygnały Ci daje... To jest toksyczna relacja... po Twoich ostatnich postach widać, że to zauważasz...
Otrzeźwiej chłopie!

Roxann, ale gdyby sie udalo, to by nie byla toksyczna relacja

Raz zdradzila, nadal zdradza - bo jest jej zle, a nie ma mocy zeby odejsc I tylko pociesza sie jak jej sie uda.

Jesli teraz sie nie zdecyduje, to daj sobie spokoj ogryzek01, bo juz na zawsze ogryzkiem pozostaniesz...

123

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Musisz iść swoją drogą, choć wiem, że to niełatwe. Trzymam kciuki za Waszą rozmowę. Mam nadzieję, że wyprostuje nareszcie tę trudną sytuację. Jeśli ona postawi na to, co ma teraz, nie na Ciebie, to zacisnij pięści i żyj dalej. Uwierz w to, że jedynie wolność da Ci szczęście. Doskonale rozumiem Twoje uczucia, bo sama tkwie w podobnej relacji. On jest moim kolegą, którego poznałam 4 lata temu przez Internet. Jesteśmy w tym samym wieku. Na początku spotykaliśmy się niemal codziennie. Byłam nawet gotowa na samodzielne życie w stolicy i porzucenie wszystkiego. Byłam zakochana. Po wspólnych walentynkach pocalowalam go, a kilka dni potem wyznałam, że zaczynam czuć do niego coś więcej niż sympatię. On powiedział, że to za szybko i zaproponował przyjaźń z szansą na coś więcej. Zgodziłam się, ale od tamtego czasu nasze spotkania były czysto kumpelskie. Postanowiłam się odciąć. Nie odpisywalam mu nawet kilka miesięcy, olewalam go, unikalam spotkań. Każde z nas zajęło się sobą. On ma swoje studia, pracę i ambicje. Ja... bywało, że nie miałam nawet pracy. Dopingowal moje studia, trochę na złość jemu zrobiłam tylko licencjat. Teraz pracuje w call center i chcę spełnić swoje marzenie ze szkoły. Uczę się języków i daze do celu. Świadomie założyłam sobie klapki na oczy. Oszukuje się, że nie mam uczuć i że nie boli mnie to, co on robi. Dla niego trzymałam dziewictwo, chciałam zrobić to z nim. Miesiąc temu oddałam je przypadkowo poznanemu facetowi. Chce mi się czasem płakać, bo chcę być kochaną, a żaden z facetów, z którymi się spotykałam ani odrobinę go nie przypominal sad Obiecałam sobie, że nie będę za nim latała. On pisze do mnie, planujemy spotkania, ale nie wychodzi. Nie widzieliśmy się rok czasu a dzieli nas tylko 50 km. Tęsknię, ale udaję obojętność jak mogę.
Tak jak Ty jestem pogubiona. Nie potrafię dac Ci nawet rozsądnej rady. Znajdź cel i idź za nim. Zrób coś dla siebie, pomyśl o swojej przyszłości. Jesteś młody i nie marnuj życia dla osoby, która nie chce go z Tobą spędzić.
Daj znać co u Ciebie. I przepraszam za własne wynurzenia. Tutaj nie wstydzę się i tym mówić. Powodzenia

124

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

znalismy sie przed malzenstwem fakt ale ona byla jeszcze zakochana w swoim facecie wiadomo ,Ja mialem dziewczyne...
dojrzelismy po latach widocznie do tego z czasem...oboje załujemy ze nie sprobowalismy wtedy dlatego probowalismy teraz cos zmienic...
zeby nie obudzic sie w fotelu bedac starym ze cos nas omineło...
moim zdaniem czasem lepiej sprobowac i załowac ze sie sprobowało...niz załowac ze sie nie sprobowało...

Ależ oczywiście, próbujcie gołąbeczki, żeby na starość nie żałować, tylko niech ona najpierw ROZWIEDZIE SIĘ Z MĘŻEM!!!! a nie ZDRADZA GO!!! Tylko pamiętaj marzysz o kobiecie, której łatwo przychodzi zdradzanie własnego faceta, czy nie zrobiłaby ci tego samego gdyby i u was wkradła się rutyna i pierwsze kryzysy? Miałaby opory? Czy nie?

125 Ostatnio edytowany przez Summertime (2018-05-16 13:41:50)

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

sluchaj naiwnosc Twoja nie zna granic.Ta kobieta nie ma do Ciebie uczuc milosci.Dzieci sa tylko zaslona dymna, przed przycisnieciem jej do muru,wybrala bardzo delikatny punkcik manewru_ DZIECI .Kobieta w milosci.Zostawia obecnego faceta i biegnie do niego, jak na skrzydlach.Jestes rozrywka, przedmiotem,  z ktorego krzysta dla potrzeb sexualnych . i do tego nie posiada wartosci, gdyz wali wrogi swega meza.Twoj czas jest czasem zmarnowanym, jesli masz jakies oczekiwania wobec niej wieksze niz cielesnosc.Nie przeraz sie tylko, jak w pewnej chwili odstawi cie dla innego kochasia. Zastanawia mnie czasem, gdzie faceci maja mozgi?Czy doprawdy ci...pka zaslania im autentycznosc sytuacyjna?

126

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

wiecie...nie chce ochłapów wiadomo
na samym poczatku kiedy zaczelismy sie spotykac powiedzialem jej ze wszystko albo nic,ze wchodzimy w to na 100% albo wcale... zgodziła sie razem ze mna wiedzac jakie moga byc konsekwencje miedzy innymi ze relacja miedzy nami
jesli nie wyjdzie ulegnie zmianie lub nawet nie bedzie niczego...czego ona by nie chciala bo znaznaczyla to ze nie chce mnie tracic  i czy w razie czego bedziemy miec kontakt...
powiedzialem ze nie wiem nie obiecuje...zgodzila sie rowniez...ale wydaje mi sie ze nie bardzo byla swiadoma
nie powiem dzis znowu napisala rano..ze corka dzis ma wycieczke i szykuje Ja wlasnie itp. zyczac miłego dnia buziaki...
nie wiem nie pojmuje..czy ona mysli ze wszystko jest OK ? ze nic sie nie stało ? Jesli tak to jest w błędzie i wyprowadze Ja z tego za 3 dni mam nadzieje...
zastanawiam sie jak ma przebiegac spotkanie bo nie jest mi do smiechu,humor z dupy...mam załozyc maske? żarotwac jak to bywało zwykle ?
Nie chce grobowej atmosfery na poczatku bo to tez głupota przyjechac ze spuszczona głowa...
myslalem jakos sie ogarnac do tego czasu i starac usmiechac...a pozniej zapytac gdzie tkwi problem ? Bo im bardziej sie anagażowalismy wiedzielismy ze bedzie cieżej...i ze najgorsze przed nami...chwile zwatpienia jak ta teraz...
miała walczyc o nas...a Ja widze ze tak nie jest chyba do konca....
wiem ze powiem ze nie przyjechalem prosic ani błagac bo to bez sensu tylko wyciagnac reke i zapytac czy idziemy w to dalej razem i ma sie nie poddawac,albo odchodze sam...a jej nie pozostawie złudzen ze to koniec...
bo tak jak ktos wspomnial wyzej tu juz niema przyjazni gdzie jest uczucie...
i skoro Ja mam wziasc na klate jej decyzje o rozstaniu...to niech ona przyjmie rozwniez moja decyzje na klate...ze wszystko albo nic tak jak mowilem na poczatku i zrywamy kontakt

127

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

wiecie...nie chce ochłapów wiadomo
na samym poczatku kiedy zaczelismy sie spotykac powiedzialem jej ze wszystko albo nic,ze wchodzimy w to na 100% albo wcale... zgodziła sie razem ze mna wiedzac jakie moga byc konsekwencje miedzy innymi ze relacja miedzy nami
jesli nie wyjdzie ulegnie zmianie lub nawet nie bedzie niczego...czego ona by nie chciala bo znaznaczyla to ze nie chce mnie tracic  i czy w razie czego bedziemy miec kontakt...
powiedzialem ze nie wiem nie obiecuje...zgodzila sie rowniez...ale wydaje mi sie ze nie bardzo byla swiadoma
nie powiem dzis znowu napisala rano..ze corka dzis ma wycieczke i szykuje Ja wlasnie itp. zyczac miłego dnia buziaki...
nie wiem nie pojmuje..czy ona mysli ze wszystko jest OK ? ze nic sie nie stało ? Jesli tak to jest w błędzie i wyprowadze Ja z tego za 3 dni mam nadzieje...
zastanawiam sie jak ma przebiegac spotkanie bo nie jest mi do smiechu,humor z dupy...mam załozyc maske? żarotwac jak to bywało zwykle ?
Nie chce grobowej atmosfery na poczatku bo to tez głupota przyjechac ze spuszczona głowa...
myslalem jakos sie ogarnac do tego czasu i starac usmiechac...a pozniej zapytac gdzie tkwi problem ? Bo im bardziej sie anagażowalismy wiedzielismy ze bedzie cieżej...i ze najgorsze przed nami...chwile zwatpienia jak ta teraz...
miała walczyc o nas...a Ja widze ze tak nie jest chyba do konca....
wiem ze powiem ze nie przyjechalem prosic ani błagac bo to bez sensu tylko wyciagnac reke i zapytac czy idziemy w to dalej razem i ma sie nie poddawac,albo odchodze sam...a jej nie pozostawie złudzen ze to koniec...
bo tak jak ktos wspomnial wyzej tu juz niema przyjazni gdzie jest uczucie...
i skoro Ja mam wziasc na klate jej decyzje o rozstaniu...to niech ona przyjmie rozwniez moja decyzje na klate...ze wszystko albo nic tak jak mowilem na poczatku i zrywamy kontakt



Powiem Ci tak . Każdy etap romansu jest taki sam jak inny i ty tez to przechodzisz . Dopóki jest bajka jest ok ale jak zaczyna się ultimatum to już są schody . Mam nadzieje ze jej tez miło odpisałeś i niech wie ze wciąż jesteś z nią bo przy niej to raczej nie . W sobotę masz swój dzień i to wykorzystaj . Wiem ze cierpisz bo nie wiesz na czym stoisz bo jesteś sam . Ona ma rodzine i na niej się tylko skupia a ty jestes z doskoku kiedy Ona ma czas i możliwość . Luzik musisz to przyjąć na klatę ale musisz wytrzymać do soboty i poważnie z nią pogadać . Szczególnie to czego oczekujesz od tej relacji . Będzie ciężko ale musisz coś z tym zrobić bo się zagubisz .

128

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

wiecie...nie chce ochłapów wiadomo
na samym poczatku kiedy zaczelismy sie spotykac powiedzialem jej ze wszystko albo nic,ze wchodzimy w to na 100% albo wcale... zgodziła sie razem ze mna wiedzac jakie moga byc konsekwencje miedzy innymi ze relacja miedzy nami
jesli nie wyjdzie ulegnie zmianie lub nawet nie bedzie niczego...czego ona by nie chciala bo znaznaczyla to ze nie chce mnie tracic  i czy w razie czego bedziemy miec kontakt...
powiedzialem ze nie wiem nie obiecuje...zgodzila sie rowniez...ale wydaje mi sie ze nie bardzo byla swiadoma
nie powiem dzis znowu napisala rano..ze corka dzis ma wycieczke i szykuje Ja wlasnie itp. zyczac miłego dnia buziaki...
nie wiem nie pojmuje..czy ona mysli ze wszystko jest OK ? ze nic sie nie stało ? Jesli tak to jest w błędzie i wyprowadze Ja z tego za 3 dni mam nadzieje...
zastanawiam sie jak ma przebiegac spotkanie bo nie jest mi do smiechu,humor z dupy...mam załozyc maske? żarotwac jak to bywało zwykle ?
Nie chce grobowej atmosfery na poczatku bo to tez głupota przyjechac ze spuszczona głowa...
myslalem jakos sie ogarnac do tego czasu i starac usmiechac...a pozniej zapytac gdzie tkwi problem ? Bo im bardziej sie anagażowalismy wiedzielismy ze bedzie cieżej...i ze najgorsze przed nami...chwile zwatpienia jak ta teraz...
miała walczyc o nas...a Ja widze ze tak nie jest chyba do konca....
wiem ze powiem ze nie przyjechalem prosic ani błagac bo to bez sensu tylko wyciagnac reke i zapytac czy idziemy w to dalej razem i ma sie nie poddawac,albo odchodze sam...a jej nie pozostawie złudzen ze to koniec...
bo tak jak ktos wspomnial wyzej tu juz niema przyjazni gdzie jest uczucie...
i skoro Ja mam wziasc na klate jej decyzje o rozstaniu...to niech ona przyjmie rozwniez moja decyzje na klate...ze wszystko albo nic tak jak mowilem na poczatku i zrywamy kontakt

Niestety jesli slaba jednostka, to i tak jest juz pozamiatane, gdyz ona zwyczajnie 'nie da rady'...

129

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...

Wydaje mi się że będzie pozamiatane... I na to się nastawiam tak szczerz... powiem jej ze niech ratuje małżeństwo które jest fikcja bo chyba śpi spokojnie...I życzę jej szczęścia bla bla bla...Ale ona też będzie musiała się pogodzić że mnie już nie będzie, wiem ze też jej zadam cios którego się nie spodziewa...oko za oko
Szary nie dawałem jej ultimatum żadnego nie naciskałem na nic bo ona chciała się bliżej poznać zanim będzie jakas poważna decyzja...I mówię wporzadku niema co się spieszyć...poczekamy zobaczymy będzie na luzie jak chcesz... tylko wydaje mi się ze może coś więcej poczuła i strach ją sparaliżował...bo ona jest bardzo bojaca życia osobą...niestety hmm
Boi się ryzykować...
Staram sobie ułożyć jakiś schemat rozmowy w głowie,ale podejrzewam że będzie to na nic jak staniemy twarzą w twarz...tzn odrazu będę widział reakcję na początku czy będzie się cieszyć ze mnie widzi i odrazu przytuli na przywitanie czy podejdzie do tego bardziej formalnie na zasadzie  " część co tam... ?"

130 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-05-16 18:01:25)

Odp: przyjaciołka...romans....pomocy...
ogryzek01 napisał/a:

wiecie...nie chce ochłapów wiadomo
na samym poczatku kiedy zaczelismy sie spotykac powiedzialem jej ze wszystko albo nic,ze wchodzimy w to na 100% albo wcale... zgodziła sie razem ze mna wiedzac jakie moga byc konsekwencje miedzy innymi ze relacja miedzy nami jesli nie wyjdzie ulegnie zmianie lub nawet nie bedzie niczego...czego ona by nie chciala bo znaznaczyla to ze nie chce mnie tracic  i czy w razie czego bedziemy miec kontakt...powiedzialem ze nie wiem nie obiecuje...zgodzila sie rowniez...ale wydaje mi sie ze nie bardzo byla swiadoma

A co innego miała powiedzieć? Zauważ, że sytuacja nie jest taka sama po obu stronach, Ty jak powiedziałeś, chcesz spróbować, by potem nie żałować, że nie spróbowałeś. Ale u Ciebie to się nie wiąże z jakąś rewolucją w życiu, związaną z bliskimi, dziećmi. Ty na obecnym etapie prócz emocjonalnego sparzenia się, nic nie stracisz.
Odwróć sytuację i pomyśl, że gdyby ona postawiła Ci ultimatum, że uzależnia Waszą dalszą przyszłość od tego, że już w sobotę zdecydujesz się wrócić do Polski na stałe, bo ona przecież nie zaryzykuje w ciemno utraty dzieci i ew wyjechania do Ciebie. Też to byś zrobił bez zastanowienia? Czy zaczął kalkulować, jak sobie tu życie w nowej rzeczywistości ułożysz, czy znajdziesz pracę, czy będziesz dalej w stanie utrzymać 4-osobową rodzinę?
Moim zdaniem wtedy by było fair o tyle, że oboje podejmujecie ryzyko zmiany trochę w ciemno, na słowo. Ja wiem, że pewnie Tobie by bardziej pasowało, że ona odchodzi do matki a Ty powoli się sprowadzasz, najlepiej już po rozwodzie.  Kobieta, która jest odpowiedzialna również za dzieci musi myśleć i być odpowiedzialna też za nie. Ona więcej traci, tym bardziej teraz, kiedy nie pracuje.
Odpowiedz sobie nawet czysto teoretycznie, czy gdybyś dostał takie ultimatum, przeprowadziłbyś się teraz? Oboje byście zobaczyli jak to jest być blisko, nie tylko wirtualnie, zobaczyłbyś jak wygląda jej codzienność...nawet jako przyjaciele na czas aż  ona na spokojnie by się rozwiodła bez podejrzeń o zdradę. Ona by miała pewność i Ty... o ile ktoś by się nie wycofał oczywiście.
Wybacz, ale w sytuacji kiedy mieszkasz 800 km od niej, taka decyzja rewolucji w jej życiu i dzieci na słowo honoru w nieznane to karkołomna i nieodpowedzialna decyzja w sytuacji, kiedy ma dzieci. Gdyby miała tylko faceta czy nawet męża, ok.  Wydaje mi się, że Ty nie zdajesz sobie do końca sprawy z powagi sytaucaji bo patrzysz tylko ze swojej perspektywy – wolisz być z nią niz sam i byś mógł wrócić do Polski.
A co jeśli Wam nie wyjdzie? I za kilka msc się rozstaniecie? Ty się otrzepiesz i pójdziesz dalej, ona zostanie z niczym. Ile będzie warte to co teraz pod wpływem emocji mówisz, że stać Cię na ich utrzymanie? Jak  odejdzie od męża i Wam nie wyjdzie, też będziesz ją utrzymywał?

ogryzek01 napisał/a:

zastanawiam sie jak ma przebiegac spotkanie bo nie jest mi do smiechu,humor z dupy...mam załozyc maske? żarotwac jak to bywało zwykle ?
Nie chce grobowej atmosfery na poczatku bo to tez głupota przyjechac ze spuszczona głowa...
myslalem jakos sie ogarnac do tego czasu i starac usmiechac...a pozniej zapytac gdzie tkwi problem ?

A wiesz, czemu się nad tym w ogóle zastanawiasz, bo co do znudzenia powtarzam, nie znacie się w normalnym życiu, przy smsach, rozmowach telefonicznych nie da się siebie poznać, swoich prawdziwych emocji wypisanych na twarzy, zachowań fizycznych i werbalnych.  Rozmowa nawet długa to ułamek rzeczywistości, emotikony też. Nawet te waszych kilka spotkań, gdzie były emocje bo w tajemnicy, kwiaty, pierwszy wspólny seks itd.
Żadna maska, żadna spuszczona głowa. Podobno według Ciebie dobrze się znacie i jesteście przycjaciółmi... więc tylko bycie sobą i szczerość. W końcu niby planowaliście być razem? Twierdzisz, że macie solidne fundamenty, a zastanawiasz jak zachować? Czy przybrać maskę? Wiesz, w tym momencie nawet nie wiem kogo mi bardziej żal czy Ciebie czy jej. Pomińmy wirtualną znajomość, ale jeśli nawet w realu grasz czy chcesz grać, to kobieta się mega wkopie jeśli na tej podstawie odejdzie od męża. Chociaż w sumie nigdy nic nie wiadmo, skoro tak źle jej w tym małżeństwie, ale w to nie chce się wierzyć, skoro mają malutkie i to drugie dziecko. Raczej obstawiam, że kobiecie brak atencji, nicska samoocena po 2 ciąży i póki co brak pracy, to chce sobie jakoś życie ubarwić przy Tobie.
Niemniej jednak biorąc pod uwagę poziom ryzyka i odpowiedzialności, zakładając, że rzeczywiście chcecie być razem, decyzja powinna być obopólna – Ty wracasz, ona składa wniosek o rozwód. Kto pierwszy podejmie ten krok, to jest pytanie. Drugie, czy macie do siebie tyle zaufania, że któreś się nie wycofa. Żądanie, że ona najpierw uporządkuje swoje życie, w sensie rozwiedzie, jest według mnie nie fair. Podkreślę, że w sytuacji kiedy mieszkasz za granicą, 800 km od niej. I choć sytuacje podobne jak innych, w tym Szarego, to jednak, przynajmniej dla mnie, ten jeden czynnik robi ogromną różnicę.

Posty [ 66 do 130 z 352 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » przyjaciołka...romans....pomocy...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024