kjim napisał/a:Autorze wciąż powołujesz się na argument, że Twoja sytuacja jest chwilowo gorsza i Partnerka ma święty obowiązek wspomóc Cię w tej niedoli (za co notabene jesteś Jej wdzięczny). Tak jak jest teraz jest super!
Jednak czy podobną ofiarnością wykazałbyś się, gdyby to w tej chwili Twoja partnerka znalazła się w tarapatach finansowych? Czy byłbyś gotowy wspomóc Ją finansowo, utrzymać JEJ dom i pamiętaj , że nie tylko Ją, ale i Jej studiującą jeszcze córkę i matkę , która z nimi mieszka. Bo coś mi się wydaje, że dopiero wtedy poczułbyś się Panem sytuacji i dopiero wtedy zacząłbyś urządzać jazdy Jej córce: wyliczając ile prądu i wody zużywa, że nie dokłada się do jedzenia i że ma pójść do pracy na pełen etat, bo Ty na obiboka łożył nie będziesz. Nie wiem jak jest sytuacja z mieszkającą tam matką, ale jeśli nigdzie nie pracuje, bądź ma niską emeryturę to pewnie jeszcze Jej byś wytknął , że siedzi w domu i nic nie robi. Myślę , że wtedy skończyłyby się Twoje argumenty o konieczności wspierania się Partnerów :-) Taki obraz Ciebie wyświetla mi się z postów , które tu smarujesz.
Cóż, przykro mi, że taki obraz się wykreował z moich postów. Powiem tak - w poprzednim małżeństwie przez 15 lat kupowałem, utrzymywałem, dawałem, zabierałem na wakacje i cały czas prosiłem by moja ex żona, osoba wykształcona, zdolna, świetnie obsługująca komputer itp zaczęła pracować (bo ona uznała, że skoro ja dobrze zarabiam to ona nie musi - a to była jej decyzja nie nasza).
I nie miałem z tym najmniejszych problemów do czasu aż zdałem sobie sprawę, że nie ma między nami uczucia tylko układ wymiany usług (ty mnie utrzymujesz, ja ci gotuję i sprzątam itp) zaś moja ex najwidoczniej uznała taki układ jako "na zawsze" mimo, że od początku małżeństwa stawiałem sprawę jasno.
Tutaj trzeba rozróżnić 2 sprawy - ciągłego żerowania jednej osoby na drugiej (co jest niedopuszczalne, sam to przerabiałem) a pomoc w chwilowej sytuacji (nie istotne dlaczego zaistniała, ważne, że nie z powodów lenistwa, hazardu czy tego typu zachowań).
Nawet bym mój post podsumował inaczej - skoro ja potrafiłem przez lata finansować (i to od początku a nie po paru latach małżeństwa "bo teraz to już mam pewność bycia razem") to czy podobna sytuacja byłaby możliwa z drugiej strony - czy podobnie mogłaby się zachować kobieta w stosunku do mnie (i to rozważanie bardziej teoretyczne - nie oczekuję tego, nie chcę być jak moja ex). Mamy 2017 rok - wiele kobiet walczy o te same prawa co faceci, wiele zajmuje równorzędne stanowiska i ma podobne wynagrodzenie. Zatem czy potrafiłyby również przyjąć "zamianę" pozycji? Czy partnera można traktować na równi z córką czy matką? Oczywiście, może nie od razu ale czy to możliwe? W końcu wchodząc w związek z drugim człowiekiem zakładamy, że chcemy być z nim na zawsze, zakładanie związku "na razie" jest bez sensu. Bo niby kiedy ma człowiek nabrać takiej pewności by wiedzieć, że to "na zawsze"? No nigdy...Tylko śmierć i podatki są pewne, reszta nie.
Ani nie jest prawdą, że "przyszedłem z niczym" (mam własne, niemal pewne wyposażenie mieszkania (sprzęt RTV/AGD), z którym nie wiadomo co teraz zrobić bo przecież moja Partnerka też je ma - nie ma 20 lat...), ani, że żeruje, czy siedzę "z piwem w ręku".
Mieszkamy razem, żyjemy razem - ja robię zakupy "techniczne" ona spożywczo-chemiczne itp.
Moja siostra (lat 55) mówi "Tam gdzie jest PRAWDZIWA miłość nie ma dwóch rzeczy - żerowania na jednym z partnerów i "pożyczek". Należy uważać, by nie być wykorzystywanym "w imię miłości" ALE nie należy rozliczać się "jak żydzi" bo to nie świadczy o uczuciu.
Nie wiem dlaczego tak wielu poddaje w wątpliwość "czasowość" moich kłopotów? Pracę mam stabilną on 18 lat, zarobki dobre. Jedyne co to przy rozwodzie musiałem narobić sobie kosztów (rada prawnika, podobno często tak radzą), zatem wziąłem kredyt na samochód jak i częściowo na wyposażenie mieszkania. Jeden kończy się w lutym, drugi w sierpniu i finito.
Stety- niestety zwyczajem Partnerki są wyjazdy w czasie świąt i nowego roku a mnie aż na tak kosztowną imprezę w 100% TERAZ nie stać. Ale jak już podkreślałem - ten temat został z Partnerką rozwiązany i jest to rozwiązanie zaakceptowane przez obie strony.
Co do córki mojej partnerki.
Powiem tak, według słów mojej Partnerki - jestem jej trzecim partnerem w przeciągu ostatnich 3 lat, czyli od kiedy ona zdecydowała, że czas sobie kogoś znaleźć.
I z KAŻDYM moim poprzednikiem było tak samo - na początku córka była miła i grzeczna do czasu gdy związek stawał się poważniejszy. Wtedy zaczynały się podkopy.
Pech chce (chyba pech dla córki), że tak do siebie przypasowaliśmy, że jestem pierwszym facetem, któremu moja Partnerka zaproponowała wspólne zamieszkanie.
I tutaj córka wykorzystuje swoją wiedzę na temat mojej sytuacji by zachwiać nasze relacje.
Jest to młoda dziewczyna, która jak wielu jej podobnych w dzisiejszych czasach, nie chce "zerwania pępowiny". Podobno nawet jak moja Partnerka wyjeżdżała z nią na wakacje to musiała ją wypychać do rówieśników bo ona "tylko przy mamusi".
Zatem jak widzicie nie jest to prosty układ i zapewne wiele razy będą miał z nią pod górkę a to cholernie delikatna sprawa bo nie wolno mieszać w uczuciach córki i matki.
Co do Matki mojej partnerki - ja nie mam najmniejszych uwag. Wiem, że moja partnerka dokłada jej do emerytury ale to dla mnie normalne i słowa bym nie powiedział.
Ciężko się pisze na forum o takich sprawach - Wy nie widzicie pełnego obrazu, nie znacie mnie ani mojej Partnerki itp - osądy są na podstawie "słowa pisanego" a to może każdy odebrać jak mu się widzi.