Miłosć a pieniądze - trudny temat... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Miłosć a pieniądze - trudny temat...

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 160 ]

66

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Ela210 napisał/a:

Napisałam: przez różnych Guru- np. często ludzie korzystają z różnych kursów parodniowych np nie uwzzględniających osobistych ich uwarunkowań czy wręcz problemów.
Gdy ktoś pracuje nad soba systematycznie, np z psychoterapeutą, to inna sprawa.

Ela, szczerze, to ja nie widze miedzy tym jakiejs sprzecznosci.

Zobacz podobne tematy :

67

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Benita72 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Napisałam: przez różnych Guru- np. często ludzie korzystają z różnych kursów parodniowych np nie uwzzględniających osobistych ich uwarunkowań czy wręcz problemów.
Gdy ktoś pracuje nad soba systematycznie, np z psychoterapeutą, to inna sprawa.

Ela, szczerze, to ja nie widze miedzy tym jakiejs sprzecznosci.

Ja widzę niebezpieczeństwo. Nie każdy jest profesjonalnie przygotowany, by pomagać innym- czasem otworzy puszkę Pandory.
ale to inny temat.

68 Ostatnio edytowany przez Gary (2017-08-31 14:07:43)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Tokepit napisał/a:

Byłem przez 15 lat w małżeństwie i jedyną formą osobnych wakacji jakie dopuszczałem to wyjazd mojej ex zony z synem do sanatorium.

Ja też bez żony nie spędzam wakacji, zawsze razem i się z tego cieszę. Ale ona ma takie poglądy jak Ty i odmawia swojej koleżance wspólnego wyjazdu. Cóż.. jej sprawa, że się tak poświęca, ale na pewno nie jest to jakiś sukces miłości czy związku, ale zwykła egoistyczna zazdrość.


Dla mnie związek to też układ, w którym wakacje spędza się razem.

No tak... a jak pojedzie sama to jest forma zdrady.


Szczególne świąteczne.

Bo się wtedy przeżywa najbardziej?


Nie mówimy tu o sytuacji "zamykania w złotej klatce" o czym wspominał Gary.

W złotym układzie, w ktorym cytuję "wakcje spędza się razem".

Wniosek? Jeśli dziewczyna chce z Tobą być, to powinna podpisać cyrograf, że wakacje zawsze będą razem. Tobie nie chodzi o to aby z nią żyć. Nie kochasz jej. Nie zależy Ci na niej, na wspólnym czasie, przeżywaniu razem radości czy smutków. Chcesz załatwić sobie kontrakt, który zapewni Ci spokój.



Jeśli moja Partnerka miałaby np. jakieś hobby niezgodne z moim i wyjeżdżałaby np. z ekipą grotołazów na 2-3 dni poszwendać się po jaskiniach to nie ma sprawy. Ale już wyjechanie na 2 tygodnie z rodziną beze mnie to nie jest coś z czego byłbym zadowolony. Najważniejsze jest, ze ona to wie i nie dopuszcza takiej sytuacji bo jak sama mówi "tęsknota by ją zjadła".

Ona miała mamę zanim Cię poznała... miała córkę zanim Cię poznała. Teraz pojawiasz się Ty i psujesz te relacje, zagarniasz dla siebie. Nie dziwię się niepokojom córki nawet jeśli ona jest niekulturalna i wulgarna.

69

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Gary napisał/a:
Tokepit napisał/a:

Byłem przez 15 lat w małżeństwie i jedyną formą osobnych wakacji jakie dopuszczałem to wyjazd mojej ex zony z synem do sanatorium.

Ja też bez żony nie spędzam wakacji, zawsze razem i się z tego cieszę. Ale ona ma takie poglądy jak Ty i odmawia swojej koleżance wspólnego wyjazdu. Cóż.. jej sprawa, że się tak poświęca, ale na pewno nie jest to jakiś sukces miłości czy związku, ale zwykła egoistyczna zazdrość.


Dla mnie związek to też układ, w którym wakacje spędza się razem.

No tak... a jak pojedzie sama to jest forma zdrady.


Szczególne świąteczne.

Bo się wtedy przeżywa najbardziej?


Nie mówimy tu o sytuacji "zamykania w złotej klatce" o czym wspominał Gary.

W złotym układzie, w ktorym cytuję "wakcje spędza się razem".

Wniosek? Jeśli dziewczyna chce z Tobą być, to powinna podpisać cyrograf, że wakacje zawsze będą razem. Tobie nie chodzi o to aby z nią żyć. Nie kochasz jej. Nie zależy Ci na niej, na wspólnym czasie, przeżywaniu razem radości czy smutków. Chcesz załatwić sobie kontrakt, który zapewni Ci spokój.



Jeśli moja Partnerka miałaby np. jakieś hobby niezgodne z moim i wyjeżdżałaby np. z ekipą grotołazów na 2-3 dni poszwendać się po jaskiniach to nie ma sprawy. Ale już wyjechanie na 2 tygodnie z rodziną beze mnie to nie jest coś z czego byłbym zadowolony. Najważniejsze jest, ze ona to wie i nie dopuszcza takiej sytuacji bo jak sama mówi "tęsknota by ją zjadła".

Ona miała mamę zanim Cię poznała... miała córkę zanim Cię poznała. Teraz pojawiasz się Ty i psujesz te relacje, zagarniasz dla siebie. Nie dziwię się niepokojom córki nawet jeśli ona jest niekulturalna i wulgarna.

Gary, powiem krótko - jesteś chory na głowę.
Pan Ci już nie pomoże....

70

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Tokepit napisał/a:

Gary, powiem krótko - jesteś chory na głowę.
Pan Ci już nie pomoże....

Czas pokaże kto jest chory...

71

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

Tokepit, Ty masz większy problem, niż pieniądze - Twoja nadmierna zazdrość - zastanawiałeś się skąd ona się bierze się u Ciebie?

Może jesteś osobą o bardzo niskiej samoocenie, w głębi duszy uważasz, że nie zasługujesz na taką kobietę jak ona, nieustannie boisz się więc, że ją stracisz? Albo odwrotnie - jesteś bardzo pewnym siebie perfekcjonistą i despotą, który ma obsesyjną potrzebę kontrolowania każdego aspektu rzeczywistości.

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
ósemka napisał/a:

Tokepit, Ty masz większy problem, niż pieniądze - Twoja nadmierna zazdrość - zastanawiałeś się skąd ona się bierze się u Ciebie?

Może jesteś osobą o bardzo niskiej samoocenie, w głębi duszy uważasz, że nie zasługujesz na taką kobietę jak ona, nieustannie boisz się więc, że ją stracisz? Albo odwrotnie - jesteś bardzo pewnym siebie perfekcjonistą i despotą, który ma obsesyjną potrzebę kontrolowania każdego aspektu rzeczywistości.

W punkt.

73 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-08-31 15:49:02)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
ósemka napisał/a:

Tokepit, Ty masz większy problem, niż pieniądze - Twoja nadmierna zazdrość - zastanawiałeś się skąd ona się bierze się u Ciebie?

Może jesteś osobą o bardzo niskiej samoocenie, w głębi duszy uważasz, że nie zasługujesz na taką kobietę jak ona, nieustannie boisz się więc, że ją stracisz? Albo odwrotnie - jesteś bardzo pewnym siebie perfekcjonistą i despotą, który ma obsesyjną potrzebę kontrolowania każdego aspektu rzeczywistości.

A może jest normalny po prostu?
W tamtym wątku przyznał, że nie mial powodów do zazdrosci - taka refleksja końcowa.
Więc bez przesady..
Co do potrzeby kontroli to jestem skłonna się przychylić odrobinę smile
Ale obsesyjna potrzeba jest lata świetlne od tego..
Życzę Wam tak "niskiej samooceny" jak u niego big_smile

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Ela210 napisał/a:

A może jest normalny po prostu?

I dlatego dzieli się z nami swoimi hipotetycznymi problemami? Bo w pierwszym wątku rozkminialiśmy przez kilkanaście stron problem, którego chyba jednak nie było....

Ela210 napisał/a:

W tamtym wątku przyznał, że nie mial powodów do zazdrosci - taka refleksja końcowa.

Nie, skąd. Pewnie już mu nie przeszkadzają jej samotne wypady na basen z kolegą wink

Szczerze? Gdyby nic się nie działo, nie miałby problemów, nie siedziałby na forum i nie zadawał pytań w stylu "co sądzicie".
Czuje jakiś niepokój, tylko nie wie dlaczego. Albo wie i szuka rozwiązań.
Zamiast cieszyć się związkiem, szuka dziury w całym i wymyśla nowe rzeczy, ale nie "szuka rad"... normalne to?

75

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Tokepit napisał/a:

Kjim - reprezentujesz dokładnie zachowanie córki mojej partnerki. Tez masz 22 lata? .

Nie. Mam 36 lat i doświadczenie w związku z Panem o podobnych do Twoich poglądach.


Tokepit napisał/a:

A może po 5 latach razem stracę pracę bo firma postanowi zamknąć dział w którym pracuje?
I co wtedy? Kierując się logiką Kjim - moja Partnerka powinna mnie wypierd...z domu??

Napisałam w swoich postach, że w sytuacjach kryzysowych/losowych partnerzy powinni się wspierać a nie odtrącać lub eliminować. Jednak w Waszym konkretnym przypadku..... masz pracę, nie jesteś w sytuacji kryzysowej, wyjazd na 2 tygodnie do 5 gwiazdkowego hotelu nie jest sytuacją krytyczną, więc.... zarób na siebie.

76

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Pokręcona Owieczka napisał/a:
ósemka napisał/a:

Tokepit, Ty masz większy problem, niż pieniądze - Twoja nadmierna zazdrość - zastanawiałeś się skąd ona się bierze się u Ciebie?

Może jesteś osobą o bardzo niskiej samoocenie, w głębi duszy uważasz, że nie zasługujesz na taką kobietę jak ona, nieustannie boisz się więc, że ją stracisz? Albo odwrotnie - jesteś bardzo pewnym siebie perfekcjonistą i despotą, który ma obsesyjną potrzebę kontrolowania każdego aspektu rzeczywistości.

W punkt.

w punkt

77 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-08-31 16:28:21)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
kjim napisał/a:
Tokepit napisał/a:

Kjim - reprezentujesz dokładnie zachowanie córki mojej partnerki. Tez masz 22 lata? .

Nie. Mam 36 lat i doświadczenie w związku z Panem o podobnych do Twoich poglądach.


Tokepit napisał/a:

A może po 5 latach razem stracę pracę bo firma postanowi zamknąć dział w którym pracuje?
I co wtedy? Kierując się logiką Kjim - moja Partnerka powinna mnie wypierd...z domu??

Napisałam w swoich postach, że w sytuacjach kryzysowych/losowych partnerzy powinni się wspierać a nie odtrącać lub eliminować. Jednak w Waszym konkretnym przypadku..... masz pracę, nie jesteś w sytuacji kryzysowej, wyjazd na 2 tygodnie do 5 gwiazdkowego hotelu nie jest sytuacją krytyczną, więc.... zarób na siebie.

Skąd pomysł, że ktos kto nie wspiera Cie na co dzień, zrobi to jak bedziesz mieć raka? Obstawiam odwrotnie. w codziennym zyciu wszystko wylicza, a w kryzysowym momencie zamienia sie w matke Teresę? Bzdura..

78

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Ela210 napisał/a:

Skąd pomysł, że ktos kto nie wspiera Cie na co dzień, zrobi to jak bedziesz mieć raka? Obstawiam odwrotnie. w codziennym zyciu wszystko wylicza, a w kryzysowym momencie zamienia sie w matke Teresę? Bzdura..

To ma niewiele do sprawy. Tu nie chodzi o ratowanie zdrowia, a o sponsorowanie ekskluzywnych wakacji. To nie jest sprawa życia i śmierci. Czymś innym jest pomoc w chorobie, czy nawet codzienne wsparcie np w przypadku nagłej utraty pracy, a czymś innym fundowanie drogich wycieczek.

Ja bym się czuła niezręcznie, nawet jako kobieta, gdyby ktoś miał za mnie płacić takie sumy, a autor ma postawę roszczeniową. Zaczyna od wypominania, ile ona wydaje na córkę i ile córka pracuje, a ile jego zdaniem powinna, a kończy na tym, że osobno by jej nie puścił, bo by się obraził, że związek zobowiązuje... Do czego zobowiązuje? Do sponsorowania? Nie powinno się wydawać pieniędzy, których się nie ma. Jak to mówią: jak się nie ma miedzi, to się na d**ie siedzi big_smile Można jechać na tańsze wakacje - jedną gwiazdkę mniej, albo 5* ale gdzieś bliżej, na takie, na które ich oboje stać, tak by nikt nikomu nie był winien. A tak, to jest trochę życie ponad stan.

79

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Tokepit napisał/a:

I oczywiście moje rozważania o córce to tylko tutaj - do Partnerki nie odważyłbym się pisnąć słowa ani o córce ani o matce. To jak wchodzenie między młot a kowadło.

Tokepit napisał/a:

Córka nawet według samej mojej Partnerki, jest zazdrosna bo zawsze była "oczkiem w głowie" a teraz nie jest. Niby chce by mama kogoś miała ale tak na przyczepkę, na wyjście do kina albo restauracji. A już fakt, że mieszkamy razem kilka miesięcy zaczyna ją wnerwiać bo nie jest już najważniejsza. To i kopie dołki pod nami. Widzę to ja, widzi to moja partnerka, która prosi mnie o cierpliwość.

A ja to widzę troszkę jakby inaczej. Jesteś nieszczery, a córka Twojej partnerki na tyle dorosła, że to doskonale widzi, partnerka nie widzi, bo jest zakochana, więc ma klapki na oczach. Córka za Tobą nie przepada - z wzajemnością zresztą - i z tego, co piszesz, to ma poważne podstawy ku temu...

Generalnie zgadzam się z wypowiedziami, że nie masz prawa oczekiwać, że partnerka dofinansuje Ci wakacje. Chcesz z nią jechać - to stań na głowie, żeby skombinować kasę skądinąd. Lub odpuść, jeśli po prostu Cię nie stać. Za krótko jesteście w związku, żeby miała "obowiązek" rezygnować z wyjazdu dla Ciebie lub Ci go fundować.
Z kolei wypowiedzi, że dofinansowanie ekskluzywnego wyjazdu jest wspieraniem partnera w ciężkiej sytuacji i jego brak oznacza brak ewentualnego wsparcia w przyszłości, nawet nie chce mi się komentować. Wspieranie to np. dołożenie do kosztów koniecznej operacji. Ale nie finansowanie rozrywek.

80

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
santapietruszka napisał/a:

Z kolei wypowiedzi, że dofinansowanie ekskluzywnego wyjazdu jest wspieraniem partnera w ciężkiej sytuacji

Gratuluję czytania ze zrozumieniem...

81

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Ela210 napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

Z kolei wypowiedzi, że dofinansowanie ekskluzywnego wyjazdu jest wspieraniem partnera w ciężkiej sytuacji

Gratuluję czytania ze zrozumieniem...

Uderz w stół, a nożyce się odezwą smile

82

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
santapietruszka napisał/a:
Ela210 napisał/a:
santapietruszka napisał/a:

Z kolei wypowiedzi, że dofinansowanie ekskluzywnego wyjazdu jest wspieraniem partnera w ciężkiej sytuacji

Gratuluję czytania ze zrozumieniem...

Uderz w stół, a nożyce się odezwą smile

Jakie nozyce? celowo zmanipulowałaś moja wypowiedź, jak Ci za to nie wstyd, trudno..

83

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Ela210 napisał/a:
kjim napisał/a:
Tokepit napisał/a:

Kjim - reprezentujesz dokładnie zachowanie córki mojej partnerki. Tez masz 22 lata? .

Nie. Mam 36 lat i doświadczenie w związku z Panem o podobnych do Twoich poglądach.


Tokepit napisał/a:

A może po 5 latach razem stracę pracę bo firma postanowi zamknąć dział w którym pracuje?
I co wtedy? Kierując się logiką Kjim - moja Partnerka powinna mnie wypierd...z domu??

Napisałam w swoich postach, że w sytuacjach kryzysowych/losowych partnerzy powinni się wspierać a nie odtrącać lub eliminować. Jednak w Waszym konkretnym przypadku..... masz pracę, nie jesteś w sytuacji kryzysowej, wyjazd na 2 tygodnie do 5 gwiazdkowego hotelu nie jest sytuacją krytyczną, więc.... zarób na siebie.

Skąd pomysł, że ktos kto nie wspiera Cie na co dzień, zrobi to jak bedziesz mieć raka? Obstawiam odwrotnie. w codziennym zyciu wszystko wylicza, a w kryzysowym momencie zamienia sie w matke Teresę? Bzdura..

A skad pomysl I pewnosc, ze obiecanki autora, że za rok sie odkuje I wtedy bedzie zabieral swoja partnerke gdziekolwiek, sa prawdą? Na razie, z tego co sam pisze, to ze swojego malzenstwa wyszedl tylko z butami I dlugami. Skoro, jak mowi , miesiecznie zarabia 5cyfrową kwotę, to  nie stac go, zeby w 8 miesiecy odlozyc 7 -10 tysi na wyjazd swiateczny? W przyszlym roku , jak twierdzi, zejdzie mu z karku pewne zobowiazanie, jak sie domyslam alimenty na syna I dopiero mu bedzie zal posladki ściskal, jak partnerka dalej bedzie finansowo wspierac corke. Ciągle go będzie ściskalo, bo jest świadomy , że partnerka jest bardziej zaradną osobą. Stad tez zazdrość, lękiem podszyta.

84 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2017-08-31 18:13:47)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Ela210 napisał/a:
santapietruszka napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Gratuluję czytania ze zrozumieniem...

Uderz w stół, a nożyce się odezwą smile

Jakie nozyce? celowo zmanipulowałaś moja wypowiedź, jak Ci za to nie wstyd, trudno..

Przysłowiowe nożyce. Nie wiem, dlaczego uważasz, że odniosłam się wyłącznie do Twojej wypowiedzi. Żadnej manipulacji w tym nie było. Gdybym chciała odnieść się wyłącznie do Twojego zdania, to bym zacytowała konkretnie, tak już mam smile
Nie wspominając o tym, że powyżej jest wypowiedź odnosząca się konkretnie do Twojej, a Ty się uczepiłaś akurat mnie - podejrzewam nawet, że wiem, dlaczego big_smile Ale nie, Elu, po prostu wypowiadam swoje zdanie, to jest forum i mam do tego prawo smile

I koniec offtopa tongue

85

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Tokepit napisał/a:

Witam,
Mam do Was pytanie a właściwie to chciałbym zapytać o opinie.
Otóż od paru miesięcy jestem w związku z Partnerką, która prowadząc własną działalność gospodarczą ma dochody 2-3 krotnie wyższe ode mnie, mimo że moje dochody są naprawdę spore.

Niestety ze względu na niedawny rozwód i koszty z nim związane obecnie niewiele mi zostaje z mojej pensji i tak będzie jeszcze przez ok. rok zanim się nie pospłacam.

Na propozycję Partnerki zamieszkałem z nią razem. Z moją partnerką mieszka jeszcze jej 22 letnia studiująca zaocznie córka, która pracuje na pół etatu oraz w osobnej, wyodrębnionej części domu mieszka mama mojej Partnerki, która jest na emeryturze.

Ponieważ materialnie moja partnerka ma wszystko co jej potrzebne to od lat jej hobby to podróże w dalekie egzotyczne kraje.
Wybiera zawsze hotele 5cio gwiazdkowe z opcją all inclusive. Na takie wycieczki, które na ogół ma 2 razy w roku zabiera mamę i córkę, którym to oczywiście funduje te wycieczki.
Nie są to małe kwoty – za trzy osoby jest to zwykle 30 tyś i więcej.

Najbliższy taki wyjazd przypada na przerwę świąteczno-noworoczną gdyż taki ma właśnie zwyczaj – Święta Bożego Narodzenia czy Wielkanoc spędza poza krajem.
I tu jest mały zgryz ponieważ w chwili obecnej nie stać mnie na taki wyjazd. Oczywiście generalnie rzecz ujmując – lepiej bym pospłacał należności niż wydawał na wycieczki.

Partnerka, proszą mnie bym się do niej przeniósł, również miała na uwadze fakt, że i tak od paru miesięcy mieszkam u niej a niepotrzebnie opłacałem wynajęte mieszkanie.
Partnerka podczas rozmowy stwierdziła, że chciałaby bym kwotę, którą opłacałem mieszkanie odkładał na bok by mieć na ten wyjazd świąteczny, zaś jeśli mi zabraknie (a pewno zabraknie mi ok. 2 tyś) to ona mi dołoży „a ja później najwyżej ją gdzieś zaproszę na inny wyjazd jak już stanę na nogi”.

Ten pomysł nie podoba się córce mojej Partnerki, która stwierdziła ostatnio „Powinno się jechać na tyle na ile człowieka stać. Dziś jesteś partnerem mojej mamy ale co będzie za pół roku czy rok to tego nie wiesz”.

Nie ukrywam, że mam mieszane uczucia. Z jednej strony ma rację – powinienem jechać na tyle na ile mnie stać. Z drugiej strony tyle się nasłuchałem o tym w jakich to luksusowych hotelach były, że trochę czuje się jak „poor man” który nie godzien jest jechać w lepsze warunki, skoro go na to nie stać.

Generalnie po cichu zastanawiam się jak to jest z „miłością a pieniędzmi”.
Z jednej strony nie uznaje bycia utrzymankiem/utrzymanką. Oczywiście jeśli w grę wchodzą sytuacje tymczasowe (utrata pracy) lub losowe (utrata zdrowia) to inna sprawa.

Zastanawiam się jakie to powinny być relacje pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy się kochają i którzy naprawdę chcą być ze sobą.
Nie jestem córką mojej Partnerki (która nota bene mogłaby pracować na cały etat ale nie chce) ani nie jestem mamą mojej partnerki ale tak się zastanawiam czy już zawsze one będą „dostawać” od mojej Partnerki takie prezenty, ja zaś jedynie będę mógł otrzymywać „pożyczki” jeśli mi zabraknie (ale w zamian za to, ze kiedyś odwdzięczę się podobnym zafundowaniem wyjazdu).

Jak generalnie na to spojrzeć? Sam nie mam najmniejszego problemu by fundować mojej Partnerce takie wyjazdy gdy tylko wyjdę na prostą – to tylko pieniądze a większą wartość będzie dla mnie miała możliwość przebywania z moją ukochaną w super miejscu.
Jednak zastanawia mnie czy partnera, z którym chce się iść razem przez życie i to wtedy gdy już mamy nie będzie a córka opuści dom – należy kochać tak samo bezinteresowną miłością czy też jednak „ostrożnie” bo to nie mama i nie córka a poza tym "nie wiadomo czy za pół roku będziemy razem (uwaga - to słowa jej córki a nie mojej Partnerki).

Co o tym sądzicie?


Związek tworzą dwie osoby, które na pewne prozaiczne tematy i rzeczy się umawiają. Finanse są ważnym elementem tej umowy. Wydaje się, że ty ze swoją partnerką też się na coś umówiliście w kwestii finansów i nie stało się nic, co miałoby tą umową zachwiać.
Chyba że uznamy słowa córki partnerki za coś, co zmienia dotychczasowe uzgodnienia. Ale nie wydaje mi się. Wtrąciła się młoda po prostu do spraw, które jej nie powinny interesować. A ty zamiast puścić jej słowa mimo uszu, zdając sobie sprawę, że nic jej do tego, jakie są uzgodnienia finansowe między tobą i jej matką, sam zastanawiasz się teraz, czy i jak mógłbyś się wtrącić w uzgodnienia finansowe między twoją partnerką i jej córką.
Moim zdaniem najlepiej jest jak sprawy między tobą i twoja partnerką pozostają między wami, tak samo jak sprawy między twoją partnerką i jej córką (i matką) pozostaną między nimi. Tak jest zdrowo.

86

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
summerka88 napisał/a:

A ty zamiast puścić jej słowa mimo uszu, zdając sobie sprawę, że nic jej do tego, jakie są uzgodnienia finansowe między tobą i jej matką, sam zastanawiasz się teraz, czy i jak mógłbyś się wtrącić w uzgodnienia finansowe między twoją partnerką i jej córką.
Moim zdaniem najlepiej jest jak sprawy między tobą i twoja partnerką pozostają między wami, tak samo jak sprawy między twoją partnerką i jej córką (i matką) pozostaną między nimi. Tak jest zdrowo.

Ależ ja nie wchodzę pomiędzy nie smile
Część rozważań to tylko tutaj. Ja na uwagi córki odpowiedziałem jej wprost "To jest sprawa między mną a Twoją mamą".

87

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

Tokepit, moim zdaniem caly czas stosujesz zaprzeczenie - nie mam problemow, nie mam rozkmin, nie mam problemow z partnerką  i nie wchodze niedzy nią a corkę, jednym slowem wszystko gra i buczy, natomiast Twoje posty raczej "mowia" o Tobie cos innego.

Coz, mozna i tak przyjac, ze nie ma zadnego problemu tylko tak sie zastanawiasz..okej smile. Zastanawiaj sie dalej..

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
summerka88 napisał/a:

. Wydaje się, że ty ze swoją partnerką też się na coś umówiliście w kwestii finansów i nie stało się nic, co miałoby tą umową zachwiać.

Nie wydaje mi się skoro, autor pisze:

Tokepit napisał/a:

Zastanawiam się jakie to powinny być relacje pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy się kochają i którzy naprawdę chcą być ze sobą....
zastanawiam czy już zawsze one będą „dostawać” od mojej Partnerki takie prezenty, ja zaś jedynie będę mógł otrzymywać „pożyczki” jeśli mi zabraknie (ale w zamian za to, ze kiedyś odwdzięczę się podobnym zafundowaniem wyjazdu).

Można wnioskować, że ma żal, że jemu się nie należy, bo on też chciałby DOSTAWAĆ, a nie POŻYCZAĆ. To jest postawa roszczeniowa i tyle.

89 Ostatnio edytowany przez kjim (2017-09-01 10:10:51)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

Autorze wciąż powołujesz się na argument, że Twoja sytuacja jest chwilowo gorsza i Partnerka ma święty obowiązek wspomóc Cię w tej niedoli (za co notabene jesteś Jej wdzięczny). Tak jak jest teraz jest super!
Jednak czy podobną ofiarnością wykazałbyś się, gdyby to w tej chwili Twoja partnerka znalazła się w tarapatach finansowych? Czy byłbyś gotowy wspomóc Ją finansowo, utrzymać JEJ dom i pamiętaj , że nie tylko Ją, ale i Jej studiującą jeszcze córkę i matkę , która z nimi mieszka. Bo coś mi się wydaje, że dopiero wtedy poczułbyś się Panem sytuacji i dopiero wtedy zacząłbyś urządzać jazdy Jej córce: wyliczając ile prądu i wody zużywa, że nie dokłada się do jedzenia i że ma pójść do pracy na pełen etat, bo Ty na obiboka łożył nie będziesz. Nie wiem jak jest sytuacja z mieszkającą tam matką, ale jeśli nigdzie nie pracuje, bądź ma niską emeryturę to pewnie jeszcze Jej byś wytknął , że siedzi w domu i nic nie robi. Myślę , że wtedy skończyłyby się Twoje argumenty o konieczności wspierania się Partnerów :-) Taki obraz Ciebie wyświetla mi się z postów , które tu smarujesz.

90 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2017-09-01 11:21:17)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Tokepit napisał/a:

Na propozycję Partnerki zamieszkałem z nią razem. Z moją partnerką mieszka jeszcze jej 22 letnia studiująca zaocznie córka, która pracuje na pół etatu oraz w osobnej, wyodrębnionej części domu mieszka mama mojej Partnerki, która jest na emeryturze.

Ponieważ materialnie moja partnerka ma wszystko co jej potrzebne to od lat jej hobby to podróże w dalekie egzotyczne kraje.
Wybiera zawsze hotele 5cio gwiazdkowe z opcją all inclusive. Na takie wycieczki, które na ogół ma 2 razy w roku zabiera mamę i córkę, którym to oczywiście funduje te wycieczki.
Nie są to małe kwoty – za trzy osoby jest to zwykle 30 tyś i więcej.

Najbliższy taki wyjazd przypada na przerwę świąteczno-noworoczną gdyż taki ma właśnie zwyczaj – Święta Bożego Narodzenia czy Wielkanoc spędza poza krajem.
I tu jest mały zgryz ponieważ w chwili obecnej nie stać mnie na taki wyjazd. Oczywiście generalnie rzecz ujmując – lepiej bym pospłacał należności niż wydawał na wycieczki.

to stać Cię ???? czy wolisz pospłacać SWOJE długi ???

Tokepit napisał/a:

Partnerka, proszą mnie bym się do niej przeniósł, również miała na uwadze fakt, że i tak od paru miesięcy mieszkam u niej a niepotrzebnie opłacałem wynajęte mieszkanie.
Partnerka podczas rozmowy stwierdziła, że chciałaby bym kwotę, którą opłacałem mieszkanie odkładał na bok by mieć na ten wyjazd świąteczny, zaś jeśli mi zabraknie (a pewno zabraknie mi ok. 2 tyś) to ona mi dołoży „a ja później najwyżej ją gdzieś zaproszę na inny wyjazd jak już stanę na nogi”.

płacisz cokolwiek za mieszkanie w domu parterki ??? czy tak sobie mieszkasz za darmoszkę ??? ?

Tokepit napisał/a:

Ten pomysł nie podoba się córce mojej Partnerki, która stwierdziła ostatnio „Powinno się jechać na tyle na ile człowieka stać. Dziś jesteś partnerem mojej mamy ale co będzie za pół roku czy rok to tego nie wiesz”.

Nie ukrywam, że mam mieszane uczucia. Z jednej strony ma rację – powinienem jechać na tyle na ile mnie stać. Z drugiej strony tyle się nasłuchałem o tym w jakich to luksusowych hotelach były, że trochę czuje się jak „poor man” który nie godzien jest jechać w lepsze warunki, skoro go na to nie stać.?

A to chyba normalne .... ja nie uważam że jestem "niegodna nowego merca" ...ot po prostu nie stać mnie na niego... ewentualnie wolę spłać raty domu niż samochodu.... #wyborywżyciu#i luz.

Tokepit napisał/a:

Generalnie po cichu zastanawiam się jak to jest z „miłością a pieniędzmi”.
Z jednej strony nie uznaje bycia utrzymankiem/utrzymanką. Oczywiście jeśli w grę wchodzą sytuacje tymczasowe (utrata pracy) lub losowe (utrata zdrowia) to inna sprawa.?

To płacisz czy nie ?? za mieszkanie parterki i życie w jej domu ??? z pewnością na bardzo wysokim poziomie ??? :P

Tokepit napisał/a:

Zastanawiam się jakie to powinny być relacje pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy się kochają i którzy naprawdę chcą być ze sobą.
Nie jestem córką mojej Partnerki (która nota bene mogłaby pracować na cały etat ale nie chce) ani nie jestem mamą mojej partnerki ale tak się zastanawiam czy już zawsze one będą „dostawać” od mojej Partnerki takie prezenty, ja zaś jedynie będę mógł otrzymywać „pożyczki” jeśli mi zabraknie (ale w zamian za to, ze kiedyś odwdzięczę się podobnym zafundowaniem wyjazdu)..

relacje powinny być szczere .. oparte na uczuciu szacunku .....a Ty je opierasz na ??????? w tym wpisie jak dla mnie na kasie
Boli Cię co ona daje swojej rodzinie.... a nie boli że odkładasz kasę na wyjazd dzięki temu że mieszkasz za darmo w jej mieszkaniu i nie musisz płacić za wynajem ???? czyli tak de facto ona płaci za Twój wyjazd .......
mówisz żeby młoda studiując pracowała na cały etat...no widzisz jest rozwiązanie Twojego deficytu kasy- weź drugi etat !!! ona może Ty też -:)

Tokepit napisał/a:

Jak generalnie na to spojrzeć? Sam nie mam najmniejszego problemu by fundować mojej Partnerce takie wyjazdy gdy tylko wyjdę na prostą – to tylko pieniądze a większą wartość będzie dla mnie miała możliwość przebywania z moją ukochaną w super miejscu.
Jednak zastanawia mnie czy partnera, z którym chce się iść razem przez życie i to wtedy gdy już mamy nie będzie a córka opuści dom – należy kochać tak samo bezinteresowną miłością czy też jednak „ostrożnie” bo to nie mama i nie córka a poza tym "nie wiadomo czy za pół roku będziemy razem (uwaga - to słowa jej córki a nie mojej Partnerki).

Co o tym sądzicie?

co doczekać się nie możesz ????? aż partnerka i jej kasa będzie tylko dla Ciebie ?????
A jak brałeś ślub to miałeś wpisany z góry termin rozwodu ???? i wiedziałeś że związek był tymczasowy .*)

i teraz piszesz umowę na dożywocie ??? hehheeee

i nie nazywaj swojej "miłości" bezinteresowną ....

91

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

Autor, jedź i baw się dobrze, spędź te wczasy z kobietą, na której Ci zależy. Myślę, że gdyby nie to, że Święta są tak blisko, to spokojnie byś odłożył na ten wyjazd- gdyby np były to wakacje dwa-trzy miesiące później. Więc w sumie to nie ma znaczenia, że ona Ci dołoży, skoro masz szczery zamiar jej to zaraz zwrócić.

Dla mnie osobiście to nie problem przeznaczyć jakąś tam ilość pieniędzy na bliskich, jeśli zachowam stabilność w moim gospodarstwie domowym. Inaczej by było, gdyby dołożenie do wyjazdu poważnie chwiało budżetem i groziło byciem "pod kreską", ale jeśli tak nie jest, to ja problemu nie widzę. Tym bardziej, że nie jest to stały sponsoring, tylko jednorazowa akcja.  I to w wyjątkowym czasie, w Święta-
czyli takim okresie, który większość ludzi spędza wśród bliskich.

92

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
chceuciekacstad napisał/a:
Tokepit napisał/a:

Na propozycję Partnerki zamieszkałem z nią razem. Z moją partnerką mieszka jeszcze jej 22 letnia studiująca zaocznie córka, która pracuje na pół etatu oraz w osobnej, wyodrębnionej części domu mieszka mama mojej Partnerki, która jest na emeryturze.

Ponieważ materialnie moja partnerka ma wszystko co jej potrzebne to od lat jej hobby to podróże w dalekie egzotyczne kraje.
Wybiera zawsze hotele 5cio gwiazdkowe z opcją all inclusive. Na takie wycieczki, które na ogół ma 2 razy w roku zabiera mamę i córkę, którym to oczywiście funduje te wycieczki.
Nie są to małe kwoty – za trzy osoby jest to zwykle 30 tyś i więcej.

Najbliższy taki wyjazd przypada na przerwę świąteczno-noworoczną gdyż taki ma właśnie zwyczaj – Święta Bożego Narodzenia czy Wielkanoc spędza poza krajem.
I tu jest mały zgryz ponieważ w chwili obecnej nie stać mnie na taki wyjazd. Oczywiście generalnie rzecz ujmując – lepiej bym pospłacał należności niż wydawał na wycieczki.

to stać Cię ???? czy wolisz pospłacać SWOJE długi ???

Tokepit napisał/a:

Partnerka, proszą mnie bym się do niej przeniósł, również miała na uwadze fakt, że i tak od paru miesięcy mieszkam u niej a niepotrzebnie opłacałem wynajęte mieszkanie.
Partnerka podczas rozmowy stwierdziła, że chciałaby bym kwotę, którą opłacałem mieszkanie odkładał na bok by mieć na ten wyjazd świąteczny, zaś jeśli mi zabraknie (a pewno zabraknie mi ok. 2 tyś) to ona mi dołoży „a ja później najwyżej ją gdzieś zaproszę na inny wyjazd jak już stanę na nogi”.

płacisz cokolwiek za mieszkanie w domu parterki ??? czy tak sobie mieszkasz za darmoszkę ??? ?

Tokepit napisał/a:

Ten pomysł nie podoba się córce mojej Partnerki, która stwierdziła ostatnio „Powinno się jechać na tyle na ile człowieka stać. Dziś jesteś partnerem mojej mamy ale co będzie za pół roku czy rok to tego nie wiesz”.

Nie ukrywam, że mam mieszane uczucia. Z jednej strony ma rację – powinienem jechać na tyle na ile mnie stać. Z drugiej strony tyle się nasłuchałem o tym w jakich to luksusowych hotelach były, że trochę czuje się jak „poor man” który nie godzien jest jechać w lepsze warunki, skoro go na to nie stać.?

A to chyba normalne .... ja nie uważam że jestem "niegodna nowego merca" ...ot po prostu nie stać mnie na niego... ewentualnie wolę spłać raty domu niż samochodu.... #wyborywżyciu#i luz.

Tokepit napisał/a:

Generalnie po cichu zastanawiam się jak to jest z „miłością a pieniędzmi”.
Z jednej strony nie uznaje bycia utrzymankiem/utrzymanką. Oczywiście jeśli w grę wchodzą sytuacje tymczasowe (utrata pracy) lub losowe (utrata zdrowia) to inna sprawa.?

To płacisz czy nie ?? za mieszkanie parterki i życie w jej domu ??? z pewnością na bardzo wysokim poziomie ??? tongue

Tokepit napisał/a:

Zastanawiam się jakie to powinny być relacje pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy się kochają i którzy naprawdę chcą być ze sobą.
Nie jestem córką mojej Partnerki (która nota bene mogłaby pracować na cały etat ale nie chce) ani nie jestem mamą mojej partnerki ale tak się zastanawiam czy już zawsze one będą „dostawać” od mojej Partnerki takie prezenty, ja zaś jedynie będę mógł otrzymywać „pożyczki” jeśli mi zabraknie (ale w zamian za to, ze kiedyś odwdzięczę się podobnym zafundowaniem wyjazdu)..

relacje powinny być szczere .. oparte na uczuciu szacunku .....a Ty je opierasz na ??????? w tym wpisie jak dla mnie na kasie
Boli Cię co ona daje swojej rodzinie.... a nie boli że odkładasz kasę na wyjazd dzięki temu że mieszkasz za darmo w jej mieszkaniu i nie musisz płacić za wynajem ???? czyli tak de facto ona płaci za Twój wyjazd .......
mówisz żeby młoda studiując pracowała na cały etat...no widzisz jest rozwiązanie Twojego deficytu kasy- weź drugi etat !!! ona może Ty też -:)

Tokepit napisał/a:

Jak generalnie na to spojrzeć? Sam nie mam najmniejszego problemu by fundować mojej Partnerce takie wyjazdy gdy tylko wyjdę na prostą – to tylko pieniądze a większą wartość będzie dla mnie miała możliwość przebywania z moją ukochaną w super miejscu.
Jednak zastanawia mnie czy partnera, z którym chce się iść razem przez życie i to wtedy gdy już mamy nie będzie a córka opuści dom – należy kochać tak samo bezinteresowną miłością czy też jednak „ostrożnie” bo to nie mama i nie córka a poza tym "nie wiadomo czy za pół roku będziemy razem (uwaga - to słowa jej córki a nie mojej Partnerki).

Co o tym sądzicie?

co doczekać się nie możesz ????? aż partnerka i jej kasa będzie tylko dla Ciebie ?????

i nie nazywaj swojej "miłości" bezinteresowną ....

świetne podsumowanie smile
w sumie ciekawe, czy autor płaci za możliwość mieszkania big_smile

93 Ostatnio edytowany przez kjim (2017-09-01 11:32:28)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

Każda silna i nizależna kobieta potrzebuje romantycznego faceta :-)

PunBB bbcode test

94

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
kjim napisał/a:

Każda silna i nizależna kobieta potrzebuje romantycznego faceta :-)

PunBB bbcode test

No widać, ze na romantyczny wyjazd pod namiot jadą smile

To Twój facet- KJIM ?

95

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Benita72 napisał/a:

Tokepit, moim zdaniem caly czas stosujesz zaprzeczenie - nie mam problemow, nie mam rozkmin, nie mam problemow z partnerką  i nie wchodze niedzy nią a corkę, jednym slowem wszystko gra i buczy, natomiast Twoje posty raczej "mowia" o Tobie cos innego.

Też zwróciłam na to uwagę, tym bardziej, że już pierwszy post sugeruje coś odmiennego. 

Dodatkowo wyraźnie zwraca moją uwagę, że ten związek, choć tak krótkotrwały, Autor stawia na równi ze związkami z długim stażem, gdzie i oczekiwania, i przyzwyczajenia, i ogólnie wiele innych kwestii wygląda już zupełnie inaczej niż po kilku czy nawet kilkunastu miesiącach bycia ze sobą. Tu padają wielkie słowa, a przy tym wyraźna potrzeba bycia tym wyróżnionym, najważniejszym. Rozumiem, że każdy z nas wchodząc w nową relację, która staje się dla niego ważna, ma silną potrzebę potwierdzenia, że to działa w obydwie strony, niemniej odnoszę wrażenie, że tutaj wykracza to poza standardowe ramy.

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
_v_ napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:
Tokepit napisał/a:

Na propozycję Partnerki zamieszkałem z nią razem. Z moją partnerką mieszka jeszcze jej 22 letnia studiująca zaocznie córka, która pracuje na pół etatu oraz w osobnej, wyodrębnionej części domu mieszka mama mojej Partnerki, która jest na emeryturze.

Ponieważ materialnie moja partnerka ma wszystko co jej potrzebne to od lat jej hobby to podróże w dalekie egzotyczne kraje.
Wybiera zawsze hotele 5cio gwiazdkowe z opcją all inclusive. Na takie wycieczki, które na ogół ma 2 razy w roku zabiera mamę i córkę, którym to oczywiście funduje te wycieczki.
Nie są to małe kwoty – za trzy osoby jest to zwykle 30 tyś i więcej.

Najbliższy taki wyjazd przypada na przerwę świąteczno-noworoczną gdyż taki ma właśnie zwyczaj – Święta Bożego Narodzenia czy Wielkanoc spędza poza krajem.
I tu jest mały zgryz ponieważ w chwili obecnej nie stać mnie na taki wyjazd. Oczywiście generalnie rzecz ujmując – lepiej bym pospłacał należności niż wydawał na wycieczki.

to stać Cię ???? czy wolisz pospłacać SWOJE długi ???

Tokepit napisał/a:

Partnerka, proszą mnie bym się do niej przeniósł, również miała na uwadze fakt, że i tak od paru miesięcy mieszkam u niej a niepotrzebnie opłacałem wynajęte mieszkanie.
Partnerka podczas rozmowy stwierdziła, że chciałaby bym kwotę, którą opłacałem mieszkanie odkładał na bok by mieć na ten wyjazd świąteczny, zaś jeśli mi zabraknie (a pewno zabraknie mi ok. 2 tyś) to ona mi dołoży „a ja później najwyżej ją gdzieś zaproszę na inny wyjazd jak już stanę na nogi”.

płacisz cokolwiek za mieszkanie w domu parterki ??? czy tak sobie mieszkasz za darmoszkę ??? ?

Tokepit napisał/a:

Ten pomysł nie podoba się córce mojej Partnerki, która stwierdziła ostatnio „Powinno się jechać na tyle na ile człowieka stać. Dziś jesteś partnerem mojej mamy ale co będzie za pół roku czy rok to tego nie wiesz”.

Nie ukrywam, że mam mieszane uczucia. Z jednej strony ma rację – powinienem jechać na tyle na ile mnie stać. Z drugiej strony tyle się nasłuchałem o tym w jakich to luksusowych hotelach były, że trochę czuje się jak „poor man” który nie godzien jest jechać w lepsze warunki, skoro go na to nie stać.?

A to chyba normalne .... ja nie uważam że jestem "niegodna nowego merca" ...ot po prostu nie stać mnie na niego... ewentualnie wolę spłać raty domu niż samochodu.... #wyborywżyciu#i luz.

Tokepit napisał/a:

Generalnie po cichu zastanawiam się jak to jest z „miłością a pieniędzmi”.
Z jednej strony nie uznaje bycia utrzymankiem/utrzymanką. Oczywiście jeśli w grę wchodzą sytuacje tymczasowe (utrata pracy) lub losowe (utrata zdrowia) to inna sprawa.?

To płacisz czy nie ?? za mieszkanie parterki i życie w jej domu ??? z pewnością na bardzo wysokim poziomie ??? tongue

Tokepit napisał/a:

Zastanawiam się jakie to powinny być relacje pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy się kochają i którzy naprawdę chcą być ze sobą.
Nie jestem córką mojej Partnerki (która nota bene mogłaby pracować na cały etat ale nie chce) ani nie jestem mamą mojej partnerki ale tak się zastanawiam czy już zawsze one będą „dostawać” od mojej Partnerki takie prezenty, ja zaś jedynie będę mógł otrzymywać „pożyczki” jeśli mi zabraknie (ale w zamian za to, ze kiedyś odwdzięczę się podobnym zafundowaniem wyjazdu)..

relacje powinny być szczere .. oparte na uczuciu szacunku .....a Ty je opierasz na ??????? w tym wpisie jak dla mnie na kasie
Boli Cię co ona daje swojej rodzinie.... a nie boli że odkładasz kasę na wyjazd dzięki temu że mieszkasz za darmo w jej mieszkaniu i nie musisz płacić za wynajem ???? czyli tak de facto ona płaci za Twój wyjazd .......
mówisz żeby młoda studiując pracowała na cały etat...no widzisz jest rozwiązanie Twojego deficytu kasy- weź drugi etat !!! ona może Ty też -:)

Tokepit napisał/a:

Jak generalnie na to spojrzeć? Sam nie mam najmniejszego problemu by fundować mojej Partnerce takie wyjazdy gdy tylko wyjdę na prostą – to tylko pieniądze a większą wartość będzie dla mnie miała możliwość przebywania z moją ukochaną w super miejscu.
Jednak zastanawia mnie czy partnera, z którym chce się iść razem przez życie i to wtedy gdy już mamy nie będzie a córka opuści dom – należy kochać tak samo bezinteresowną miłością czy też jednak „ostrożnie” bo to nie mama i nie córka a poza tym "nie wiadomo czy za pół roku będziemy razem (uwaga - to słowa jej córki a nie mojej Partnerki).

Co o tym sądzicie?

co doczekać się nie możesz ????? aż partnerka i jej kasa będzie tylko dla Ciebie ?????

i nie nazywaj swojej "miłości" bezinteresowną ....

świetne podsumowanie smile
w sumie ciekawe, czy autor płaci za możliwość mieszkania big_smile

Kolejna wypowiedź, pod którą się podpisuję. Czekam również na odpowiedź.

Kjim dokładnie! big_smile

97

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
kjim napisał/a:

Autorze wciąż powołujesz się na argument, że Twoja sytuacja jest chwilowo gorsza i Partnerka ma święty obowiązek wspomóc Cię w tej niedoli (za co notabene jesteś Jej wdzięczny). Tak jak jest teraz jest super!
Jednak czy podobną ofiarnością wykazałbyś się, gdyby to w tej chwili Twoja partnerka znalazła się w tarapatach finansowych? Czy byłbyś gotowy wspomóc Ją finansowo, utrzymać JEJ dom i pamiętaj , że nie tylko Ją, ale i Jej studiującą jeszcze córkę i matkę , która z nimi mieszka. Bo coś mi się wydaje, że dopiero wtedy poczułbyś się Panem sytuacji i dopiero wtedy zacząłbyś urządzać jazdy Jej córce: wyliczając ile prądu i wody zużywa, że nie dokłada się do jedzenia i że ma pójść do pracy na pełen etat, bo Ty na obiboka łożył nie będziesz. Nie wiem jak jest sytuacja z mieszkającą tam matką, ale jeśli nigdzie nie pracuje, bądź ma niską emeryturę to pewnie jeszcze Jej byś wytknął , że siedzi w domu i nic nie robi. Myślę , że wtedy skończyłyby się Twoje argumenty o konieczności wspierania się Partnerów :-) Taki obraz Ciebie wyświetla mi się z postów , które tu smarujesz.

Cóż, przykro mi, że taki obraz się wykreował z moich postów. Powiem tak - w poprzednim małżeństwie przez 15 lat kupowałem, utrzymywałem, dawałem, zabierałem na wakacje i cały czas prosiłem by moja ex żona, osoba wykształcona, zdolna, świetnie obsługująca komputer itp zaczęła pracować (bo ona uznała, że skoro ja dobrze zarabiam to ona nie musi - a to była jej decyzja nie nasza).

I nie miałem z tym najmniejszych problemów do czasu aż zdałem sobie sprawę, że nie ma między nami uczucia tylko układ wymiany usług (ty mnie utrzymujesz, ja ci gotuję i sprzątam itp) zaś moja ex najwidoczniej uznała taki układ jako "na zawsze" mimo, że od początku małżeństwa stawiałem sprawę jasno.

Tutaj trzeba rozróżnić 2 sprawy - ciągłego żerowania jednej osoby na drugiej (co jest niedopuszczalne, sam to przerabiałem) a pomoc w chwilowej sytuacji (nie istotne dlaczego zaistniała, ważne, że nie z powodów lenistwa, hazardu czy tego typu zachowań).

Nawet bym mój post podsumował inaczej - skoro ja potrafiłem przez lata finansować (i to od początku a nie po paru latach małżeństwa "bo teraz to już mam pewność bycia razem") to czy podobna sytuacja byłaby możliwa z drugiej strony - czy podobnie mogłaby się zachować kobieta w stosunku do mnie (i to rozważanie bardziej teoretyczne - nie oczekuję tego, nie chcę być jak moja ex). Mamy 2017 rok  - wiele kobiet walczy o te same prawa co faceci, wiele zajmuje równorzędne stanowiska i ma podobne wynagrodzenie. Zatem czy potrafiłyby również przyjąć "zamianę" pozycji? Czy partnera można traktować na równi z córką czy matką? Oczywiście, może nie od razu ale czy to możliwe? W końcu wchodząc w związek z drugim człowiekiem zakładamy, że chcemy być z nim na zawsze, zakładanie związku "na razie" jest bez sensu. Bo niby kiedy ma człowiek nabrać takiej pewności by wiedzieć, że to "na zawsze"? No nigdy...Tylko śmierć i podatki są pewne, reszta nie.

Ani nie jest prawdą, że "przyszedłem z niczym" (mam własne, niemal pewne wyposażenie mieszkania (sprzęt RTV/AGD), z którym nie wiadomo co teraz zrobić bo przecież moja Partnerka też je ma - nie ma 20 lat...), ani, że żeruje, czy siedzę "z piwem w ręku".

Mieszkamy razem, żyjemy razem - ja robię zakupy "techniczne" ona spożywczo-chemiczne itp.

Moja siostra (lat 55) mówi "Tam gdzie jest PRAWDZIWA miłość nie ma dwóch rzeczy - żerowania na jednym z partnerów i "pożyczek". Należy uważać, by nie być wykorzystywanym "w imię miłości" ALE nie należy rozliczać się "jak żydzi" bo to nie świadczy o uczuciu.

Nie wiem dlaczego tak wielu poddaje w wątpliwość "czasowość" moich kłopotów? Pracę mam stabilną on 18 lat, zarobki dobre. Jedyne co to przy rozwodzie musiałem narobić sobie kosztów (rada prawnika, podobno często tak radzą), zatem wziąłem kredyt na samochód jak i częściowo na wyposażenie mieszkania. Jeden kończy się w lutym, drugi w sierpniu i finito.

Stety- niestety zwyczajem Partnerki są wyjazdy w czasie świąt i nowego roku a mnie aż na tak kosztowną imprezę w 100% TERAZ nie stać. Ale jak już podkreślałem - ten temat został z Partnerką rozwiązany i jest to rozwiązanie zaakceptowane przez obie strony.

Co do córki mojej partnerki.
Powiem tak, według słów mojej Partnerki - jestem jej trzecim partnerem w przeciągu ostatnich 3 lat, czyli od kiedy ona zdecydowała, że czas sobie kogoś znaleźć.
I z KAŻDYM moim poprzednikiem było tak samo - na początku córka była miła i grzeczna do czasu gdy związek stawał się poważniejszy. Wtedy zaczynały się podkopy.

Pech chce (chyba pech dla córki), że tak do siebie przypasowaliśmy, że jestem pierwszym facetem, któremu moja Partnerka zaproponowała wspólne zamieszkanie.
I tutaj córka wykorzystuje swoją wiedzę na temat mojej sytuacji by zachwiać nasze relacje.

Jest to młoda dziewczyna, która jak wielu jej podobnych w dzisiejszych czasach, nie chce "zerwania pępowiny". Podobno nawet jak moja Partnerka wyjeżdżała z nią na wakacje to musiała ją wypychać do rówieśników bo ona "tylko przy mamusi".

Zatem jak widzicie nie jest to prosty układ i zapewne wiele razy będą miał z nią pod górkę a to cholernie delikatna sprawa bo nie wolno mieszać w uczuciach córki i matki.

Co do Matki mojej partnerki - ja nie mam najmniejszych uwag. Wiem, że moja partnerka dokłada jej do emerytury ale to dla mnie normalne i słowa bym nie powiedział.

Ciężko się pisze na forum o takich sprawach - Wy nie widzicie pełnego obrazu, nie znacie mnie ani mojej Partnerki itp - osądy są na podstawie "słowa pisanego" a to może każdy odebrać jak mu się widzi.

98

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
McMiodek napisał/a:

Autor, jedź i baw się dobrze, spędź te wczasy z kobietą, na której Ci zależy. Myślę, że gdyby nie to, że Święta są tak blisko, to spokojnie byś odłożył na ten wyjazd- gdyby np były to wakacje dwa-trzy miesiące później. Więc w sumie to nie ma znaczenia, że ona Ci dołoży, skoro masz szczery zamiar jej to zaraz zwrócić.

Dla mnie osobiście to nie problem przeznaczyć jakąś tam ilość pieniędzy na bliskich, jeśli zachowam stabilność w moim gospodarstwie domowym. Inaczej by było, gdyby dołożenie do wyjazdu poważnie chwiało budżetem i groziło byciem "pod kreską", ale jeśli tak nie jest, to ja problemu nie widzę. Tym bardziej, że nie jest to stały sponsoring, tylko jednorazowa akcja.  I to w wyjątkowym czasie, w Święta-
czyli takim okresie, który większość ludzi spędza wśród bliskich.


Kurcze, jak to jest, że jedni to widzą normalnie a inni nie...
Dzięki smile

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Tokepit napisał/a:

Mieszkamy razem, żyjemy razem - ja robię zakupy "techniczne" ona spożywczo-chemiczne itp.

No to macie podzielone...Ile mikserów i odkurzaczy kupujesz miesięcznie, bo rozumiem że pod słowem "techniczne" rozumiemy sprzęty agd, rtv itp.

Może się czepiam, ale ta ostatnia wypowiedź, utwierdza mnie w przekonaniu, że jesteś roszczeniowym materialistą.

Ile lat ma córka Twojej Partnerki?

100 Ostatnio edytowany przez LolekBolek (2017-09-01 12:05:48)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

Twoje ego cierpi. Koniec tematu. I do tego boisz się, że to miłość na 1 rok. Inaczej nie zakładał byś tego tematu.

I z Twojego posta wynika, że przestałeś kochać swoją poprzednią żonę, bo czułeś, że na Tobie "żeruje". Co za ironia, że teraz to Ty musisz żerować na innej kobiecie.

101

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Tokepit napisał/a:

Kurcze, jak to jest, że jedni to widzą normalnie a inni nie...

Co w tym kontekście rozumiesz pod pojęciem "normalnie"? wink Zgodnie z Twoim widzeniem tematu?

102 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-09-01 12:15:57)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

Po prostu widzą to inaczej. Bardziej indywidualistyczne widzenie związku- wiele literatury i badań psychologów było na ten temat.
I nie ma szans na wspólne widzenie sprawy przez wszystkich. Może warto przyjać takie widzenie świata, że jeżeli w związku OBOJGU coś odpowiada to nie ma problemu. Czas weryfikuje wszystkie związki pod tym względem.
"normalny" to słowo które źle brzmi w dyskusji..
"absurdalny"- lepiej? wink

103

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

no własnie - co to za zakupy techniczne?
nowa pralka? talerze? uszczelki do okna?

104

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
chceuciekacstad napisał/a:

co doczekać się nie możesz ????? aż partnerka i jej kasa będzie tylko dla Ciebie ?????
A jak brałeś ślub to miałeś wpisany z góry termin rozwodu ???? i wiedziałeś że związek był tymczasowy .*)

i teraz piszesz umowę na dożywocie ??? hehheeee

i nie nazywaj swojej "miłości" bezinteresowną ....

Autor napisał, że nie godzi się na utrzymywanie drugiej osoby na dłuższą metę. Z tego opisu, partnerka nie ma z tym żadnego problemu, bo dla niej pieniądze się nie liczą - tym bardziej jeśli ma ich pod dostatkiem.

Z drugiej strony, to dziwne, że facet zadaje się z bogatszą od siebie. I tu racja. Nie znamy tych osób, ale istnieje możliwość, że zadaje się z nią tylko dla kasy, bo jest w trudnej sytuacji finansowej. Czasem nawet kobiety tak robią.

105 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2017-09-01 12:39:41)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Tokepit napisał/a:
McMiodek napisał/a:

Autor, jedź i baw się dobrze, spędź te wczasy z kobietą, na której Ci zależy. Myślę, że gdyby nie to, że Święta są tak blisko, to spokojnie byś odłożył na ten wyjazd- gdyby np były to wakacje dwa-trzy miesiące później. Więc w sumie to nie ma znaczenia, że ona Ci dołoży, skoro masz szczery zamiar jej to zaraz zwrócić.

Dla mnie osobiście to nie problem przeznaczyć jakąś tam ilość pieniędzy na bliskich, jeśli zachowam stabilność w moim gospodarstwie domowym. Inaczej by było, gdyby dołożenie do wyjazdu poważnie chwiało budżetem i groziło byciem "pod kreską", ale jeśli tak nie jest, to ja problemu nie widzę. Tym bardziej, że nie jest to stały sponsoring, tylko jednorazowa akcja.  I to w wyjątkowym czasie, w Święta-
czyli takim okresie, który większość ludzi spędza wśród bliskich.


Kurcze, jak to jest, że jedni to widzą normalnie a inni nie...
Dzięki smile

a ja stawiam tezę
jest to stały sponsoring- za mieszkanie nie płaci, nie robi zakupów poza "technicznymi".. jak dla mnie to gwoździe i śrubki...
Mikserem i innego agd - nie finansuje bo partnerka ma raczej porządny sprzęt (jacuzii, basen w domu... więc i pewnie kuchnia wypas ) Jak się psuje to gwarancja albo nowy....a na to raczej Tokepit nie wyda:) .
Czytałam inny temat Tokepit... tam wspomniał że kupił wycieczkę dla singli- i przecież wynajmował mieszkanie, jadł za swoje ..płacił opłaty......... czyli minimum 2000 powinien  z tej swojej 5 cyfrowej (=>10 000 !) pensji odłożyć miesięcznie .... czyli akurat na wycieczkę !
Ale on nie szuka sposobów maksymalizacji swoich pieniędzy ... tylko metod wyciagnięcia od partnerki - bo on wyznaje filozofię dziel się i dawaj.....

Tokepit napisał/a:

Ani nie jest prawdą, że "przyszedłem z niczym" (mam własne, niemal pewne wyposażenie mieszkania (sprzęt RTV/AGD), z którym nie wiadomo co teraz zrobić bo przecież moja Partnerka też je ma - nie ma 20 lat...), ani, że żeruje, czy siedzę "z piwem w ręku
smile

no..jakby jej się cos popsuło to by swoje oddał tongue

Tokepit napisał/a:

Nie wiem dlaczego tak wielu poddaje w wątpliwość "czasowość" moich kłopotów? Pracę mam stabilną on 18 lat, zarobki dobre. Jedyne co to przy rozwodzie musiałem narobić sobie kosztów (rada prawnika, podobno często tak radzą), zatem wziąłem kredyt na samochód jak i częściowo na wyposażenie mieszkania. Jeden kończy się w lutym, drugi w sierpniu i finito.

no więc masz własne czy banku to wyposażenie ???? 
nie czytałam czy masz dzieci....ale "narobić kosztów" po to by normalnych alimentów nie płacić ???? no bohater i rzeczywiście zgodne z  filozofią ...dzielenia się i odpowiedzialnością .....

jak masz takie stabilne i wysokie zarobki..to  brakujące 2 tysiące bez problemu dostaniesz  w banku .
Ale.. zapomniałam że tu chodzi żeby się wyślizgać ze swoich problemów finansowych, może odłożyć.... na barkach kobiety .
fakt- równouprawnienie tongue..
Ciebie żona .. Ty tą Panią smile.

106

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
LolekBolek napisał/a:
chceuciekacstad napisał/a:

co doczekać się nie możesz ????? aż partnerka i jej kasa będzie tylko dla Ciebie ?????
A jak brałeś ślub to miałeś wpisany z góry termin rozwodu ???? i wiedziałeś że związek był tymczasowy .*)

i teraz piszesz umowę na dożywocie ??? hehheeee

i nie nazywaj swojej "miłości" bezinteresowną ....

Autor napisał, że nie godzi się na utrzymywanie drugiej osoby na dłuższą metę. Z tego opisu, partnerka nie ma z tym żadnego problemu, bo dla niej pieniądze się nie liczą - tym bardziej jeśli ma ich pod dostatkiem.

Z drugiej strony, to dziwne, że facet zadaje się z bogatszą od siebie. I tu racja. Nie znamy tych osób, ale istnieje możliwość, że zadaje się z nią tylko dla kasy, bo jest w trudnej sytuacji finansowej. Czasem nawet kobiety tak robią.

No nie godzi się ..ale korzysta smile i jeszcze ma roszczenia że tych korzyści jest za mało tongue i że wspaniałomyślna Pani bezczelnie wspomaga córkę i matkę ...a ma przecież teraz PARTNERA
Ja tu widzę podwójną moralność  - jest oki że pomaga jemu .. ale nie ok ze córce i matce...
Jemu powinna zapłacić bo on nie ma ...a córka powinna iść do pracy i zarobić...

107

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

Myślę, że najlepiej zostawić ten wątek.
Internet to miejsce gdzie wyroki zapadają bez procesu a widząc zajadłość niektórych to żadne wyjaśnienia i tak już nic nie dadzą.

W sumie to dobrze - zamiast rozkminiać w necie problemy, których nie mam, lepiej skupić się na mojej Partnerce i naszymi wspólnymi relacjami.

Dziękuję wszystkim za wyrażenie swoich opinii, do których oczywiście macie prawo.
Miłego dnia i szczęśliwego życia ze swoimi partnerami/partnerkami.

108

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

moze przegapiłam, nie mam za bardzo czasu w pracy, zeby czytać wszystko - autor powiedział, czy płaci za mieszkanie u partnerki?
albo co to są zakupy techniczne?

109

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Tokepit napisał/a:

Myślę, że najlepiej zostawić ten wątek.
Internet to miejsce gdzie wyroki zapadają bez procesu a widząc zajadłość niektórych to żadne wyjaśnienia i tak już nic nie dadzą.

W sumie to dobrze - zamiast rozkminiać w necie problemy, których nie mam, lepiej skupić się na mojej Partnerce i naszymi wspólnymi relacjami.

Dziękuję wszystkim za wyrażenie swoich opinii, do których oczywiście macie prawo.
Miłego dnia i szczęśliwego życia ze swoimi partnerami/partnerkami.

Zajadłość ?? wyroki??? to tylko analiza informacji od Pana ...na "rzeczywistych  faktach" tongue

Tak nas piszą jak nas widzą... a Tu się Pan sam pokazał.. opisał smile

Również szczęśliwego życia życzę Pana Partnerce... może już nie długo kobieta dojrzy grzyb w swoim ogrodzie:) i zatrudni ogrodnika .
I jeszcze  wypada podziękować - dawno się tak nie uśmiałam z nieudolnych prób niemęskich.

110

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

No cóż . Autor woli zamknąć wątek, niż dyskutować na temat tego , że lwia część forumowiczek (których zdanie chciał poznać!!!), niestety nie podziela Jego poglądów na temat sponsorowania Mu wyjazdu przez kobietę.
Trąci tchórzem i brakiem honoru.
Ale, czego się spodziewać po kimś, kto w czasie sprawy rozwodowej "musi narobić sobie kosztów" żeby dotychczasową żonę i syna puścić kantem....

111 Ostatnio edytowany przez LolekBolek (2017-09-01 13:03:32)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
chceuciekacstad napisał/a:

a ja stawiam tezę
jest to stały sponsoring- za mieszkanie nie płaci, nie robi zakupów poza "technicznymi".. jak dla mnie to gwoździe i śrubki...

Takiej retoryki nie powinno sie stosować, tym bardziej, że to się tyczy milionów kobiet w Polsce czy na świecie. I każdy głupi może ją stosować w tysiącach różnych sytuacjach życiowych kobiet i mężczyzn.

112

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Ela210 napisał/a:

Po prostu widzą to inaczej. Bardziej indywidualistyczne widzenie związku- wiele literatury i badań psychologów było na ten temat.
I nie ma szans na wspólne widzenie sprawy przez wszystkich. Może warto przyjać takie widzenie świata, że jeżeli w związku OBOJGU coś odpowiada to nie ma problemu. Czas weryfikuje wszystkie związki pod tym względem.

Elu, ja naprawdę nie potrzebuję tłumacza wink, tym bardziej, że pewne kwestie wydają się dosyć oczywiste. Zależało mi na odpowiedzi Tokapit i nie przez przypadek do niego właśnie skierowałam pytanie, bo to by wiele w kontekście tej dyskusji wyjaśniało.

113 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-09-01 13:20:23)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Tokepit napisał/a:
summerka88 napisał/a:

A ty zamiast puścić jej słowa mimo uszu, zdając sobie sprawę, że nic jej do tego, jakie są uzgodnienia finansowe między tobą i jej matką, sam zastanawiasz się teraz, czy i jak mógłbyś się wtrącić w uzgodnienia finansowe między twoją partnerką i jej córką.
Moim zdaniem najlepiej jest jak sprawy między tobą i twoja partnerką pozostają między wami, tak samo jak sprawy między twoją partnerką i jej córką (i matką) pozostaną między nimi. Tak jest zdrowo.

Ależ ja nie wchodzę pomiędzy nie smile
Część rozważań to tylko tutaj. Ja na uwagi córki odpowiedziałem jej wprost "To jest sprawa między mną a Twoją mamą".

Bardzo dobrze. Też bym tak odpowiedziała, bo trudno byłoby mi milczeć smile

Nie napisałam, że wchodzisz pomiędzy matkę i córkę, ale że rozważasz czy i jak możesz mieć coś do powiedzenia w tym temacie. Nieważne. Nie sądzę, że prawdziwym problemem jest kasa, jak i jakaś twoja chęć wejścia pomiędzy te dwie panie.

Odniosłam wrażenie, że dotknęła cię uwaga córki twojej partnerki, Jakby na to nie patrzeć, to była to z jej strony próba pokazania ci miejsce w szeregu (ona sama zresztą przed ten szereg wyskoczyła). Jakby ta sytuacja spowodowała, że poczułeś się gorszym "członkiem rodziny", w której teraz jesteś. Zburzyło to twój spokój  i skłoniło cię do poszukiwania rozwiązania, które pozwoliłoby tobie na zajęcie hmmm...bardziej znaczącego miejsca. Takiego, które nie znajdowałoby się na dole drabiny hierarchii ważności poszczególnych osób w życiu twojej partnerki, a przynajmniej zrównywało ciebie w prawach i obowiązkach z innymi ważnymi dla niej osobami. Pomyśl o tym, bo to pokazuje, że gdzieś w głębi siebie czujesz się gorszy. Fajne jest w twojej postawie to, że stawiasz pytania, poszukujesz dróg smile

Z własnego doświadczenia dodam, że razem z moim mężem mam finansową sytuację podobną do ciebie i twojej partnerki, tj. ja zarabiam więcej. Znam też wyniki badań mówiące, że nawet jeśli oboje partnerzy zarabiają na tyle dużo, że pieniądze nie są problemem, to sytuacja, w której mężczyzna zarabia mniej od kobiety, jest silnym predyktorem rozpadu związku, dlatego staram się, aby mój mąż w żaden sposób nie odczuł tej różnicy. Zdarza się, że zawoalowuję różne nasze wydatki, które pokrywam. Dokładnie to samo zrobiła twoja partnerka, proponując ci mieszkanie u siebie, a zaoszczędzone środki przeznaczając na wspólny wyjazd. Z jednej strony jej zależy na wspólnym wyjeździe a z drugiej, znając twoją sytuację, chciała być delikatna i zapewne chciała ci oszczędzić poczucia się jak jej utrzymanek, gdyby zaproponowała ci wyjazd bez twojego udziału finansowego w pokryciu kosztów wyjazdu. Bądź co bądź nie jesteście z sobą zbyt długo.

114

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Tokepit napisał/a:
McMiodek napisał/a:

Autor, jedź i baw się dobrze, spędź te wczasy z kobietą, na której Ci zależy. Myślę, że gdyby nie to, że Święta są tak blisko, to spokojnie byś odłożył na ten wyjazd- gdyby np były to wakacje dwa-trzy miesiące później. Więc w sumie to nie ma znaczenia, że ona Ci dołoży, skoro masz szczery zamiar jej to zaraz zwrócić.

Dla mnie osobiście to nie problem przeznaczyć jakąś tam ilość pieniędzy na bliskich, jeśli zachowam stabilność w moim gospodarstwie domowym. Inaczej by było, gdyby dołożenie do wyjazdu poważnie chwiało budżetem i groziło byciem "pod kreską", ale jeśli tak nie jest, to ja problemu nie widzę. Tym bardziej, że nie jest to stały sponsoring, tylko jednorazowa akcja.  I to w wyjątkowym czasie, w Święta-
czyli takim okresie, który większość ludzi spędza wśród bliskich.


Kurcze, jak to jest, że jedni to widzą normalnie a inni nie...
Dzięki smile

Ale ja mowilam Ci to samo, Tokepit, i jeszcze zaofiarowalam Ci znizke pracownicza na hotele na calym swiecie....

115

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

długo ten związek nie pociągnie:

"To jest również coś co może nie podobać się jej córce, bo skro mamusia czasami zabierała 4 razy do roku na Bali, Malediwy, Do Brazylii czy na Mauritius to jakże to teraz nie będzie to możliwe przez jej partnera???

Ale dla mnie najważniejsze są słowa mojej Partnerki, że dla niej teraz ważniejsze jest zadbanie o siebie a nie wchodzenie w tyłek córeczce, która nota bene nie za wiele pomaga mojej Partnerce w domu mimo pracy na 1/2 etatu."

Nie znosisz jej córki, czyli osoby, która BYŁA, JEST I BĘDZIE dla niej NAJWAŻNIEJSZA.

Poza tym córka ma rację, wstyd, że musiała ci to uświadomić (dosadnie i na głos).

116 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-09-02 09:46:20)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
mallwusia napisał/a:

długo ten związek nie pociągnie:

"To jest również coś co może nie podobać się jej córce, bo skro mamusia czasami zabierała 4 razy do roku na Bali, Malediwy, Do Brazylii czy na Mauritius to jakże to teraz nie będzie to możliwe przez jej partnera???

Ale dla mnie najważniejsze są słowa mojej Partnerki, że dla niej teraz ważniejsze jest zadbanie o siebie a nie wchodzenie w tyłek córeczce, która nota bene nie za wiele pomaga mojej Partnerce w domu mimo pracy na 1/2 etatu."

Nie znosisz jej córki, czyli osoby, która BYŁA, JEST I BĘDZIE dla niej NAJWAŻNIEJSZA.

Poza tym córka ma rację, wstyd, że musiała ci to uświadomić (dosadnie i na głos).

Czy w przypadku gdyby to bogaty facet związał się z świetnie zarabiającą specjalistką na etacie- też napisałabyś, że długo ten związek nie pociagnie, bo on ma zwyczaj wyjężdżać na drogie wakacje?
Czy też powinien np. wyjeżdżać sam z dorosłym synem, skoro jej nie stać?
Wyobraź też sobie, ze ten dorosły syn mówi do partnerki ojca że skoro jej nie stać, nie powinna jechać na święta..
Pytam z ciekawosci czy dla Ciebie i podobnie myslących osób jest to sytuacja zwiazana ze stereotypami płci, czy też nie.

117 Ostatnio edytowany przez mallwusia (2017-09-02 10:40:51)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Tokepit napisał/a:
kjim napisał/a:

Autorze wciąż powołujesz się na argument, że Twoja sytuacja jest chwilowo gorsza i Partnerka ma święty obowiązek wspomóc Cię w tej niedoli (za co notabene jesteś Jej wdzięczny). Tak jak jest teraz jest super!
Jednak czy podobną ofiarnością wykazałbyś się, gdyby to w tej chwili Twoja partnerka znalazła się w tarapatach finansowych? Czy byłbyś gotowy wspomóc Ją finansowo, utrzymać JEJ dom i pamiętaj , że nie tylko Ją, ale i Jej studiującą jeszcze córkę i matkę , która z nimi mieszka. Bo coś mi się wydaje, że dopiero wtedy poczułbyś się Panem sytuacji i dopiero wtedy zacząłbyś urządzać jazdy Jej córce: wyliczając ile prądu i wody zużywa, że nie dokłada się do jedzenia i że ma pójść do pracy na pełen etat, bo Ty na obiboka łożył nie będziesz. Nie wiem jak jest sytuacja z mieszkającą tam matką, ale jeśli nigdzie nie pracuje, bądź ma niską emeryturę to pewnie jeszcze Jej byś wytknął , że siedzi w domu i nic nie robi. Myślę , że wtedy skończyłyby się Twoje argumenty o konieczności wspierania się Partnerów :-) Taki obraz Ciebie wyświetla mi się z postów , które tu smarujesz.

Cóż, przykro mi, że taki obraz się wykreował z moich postów. Powiem tak - w poprzednim małżeństwie przez 15 lat kupowałem, utrzymywałem, dawałem, zabierałem na wakacje i cały czas prosiłem by moja ex żona, osoba wykształcona, zdolna, świetnie obsługująca komputer itp zaczęła pracować (bo ona uznała, że skoro ja dobrze zarabiam to ona nie musi - a to była jej decyzja nie nasza).

I nie miałem z tym najmniejszych problemów do czasu aż zdałem sobie sprawę, że nie ma między nami uczucia tylko układ wymiany usług (ty mnie utrzymujesz, ja ci gotuję i sprzątam itp) zaś moja ex najwidoczniej uznała taki układ jako "na zawsze" mimo, że od początku małżeństwa stawiałem sprawę jasno.

Tutaj trzeba rozróżnić 2 sprawy - ciągłego żerowania jednej osoby na drugiej (co jest niedopuszczalne, sam to przerabiałem) a pomoc w chwilowej sytuacji (nie istotne dlaczego zaistniała, ważne, że nie z powodów lenistwa, hazardu czy tego typu zachowań).

Nawet bym mój post podsumował inaczej - skoro ja potrafiłem przez lata finansować (i to od początku a nie po paru latach małżeństwa "bo teraz to już mam pewność bycia razem") to czy podobna sytuacja byłaby możliwa z drugiej strony - czy podobnie mogłaby się zachować kobieta w stosunku do mnie (i to rozważanie bardziej teoretyczne - nie oczekuję tego, nie chcę być jak moja ex). Mamy 2017 rok  - wiele kobiet walczy o te same prawa co faceci, wiele zajmuje równorzędne stanowiska i ma podobne wynagrodzenie. Zatem czy potrafiłyby również przyjąć "zamianę" pozycji? Czy partnera można traktować na równi z córką czy matką? Oczywiście, może nie od razu ale czy to możliwe? W końcu wchodząc w związek z drugim człowiekiem zakładamy, że chcemy być z nim na zawsze, zakładanie związku "na razie" jest bez sensu. Bo niby kiedy ma człowiek nabrać takiej pewności by wiedzieć, że to "na zawsze"? No nigdy...Tylko śmierć i podatki są pewne, reszta nie.

Ani nie jest prawdą, że "przyszedłem z niczym" (mam własne, niemal pewne wyposażenie mieszkania (sprzęt RTV/AGD), z którym nie wiadomo co teraz zrobić bo przecież moja Partnerka też je ma - nie ma 20 lat...), ani, że żeruje, czy siedzę "z piwem w ręku".

Mieszkamy razem, żyjemy razem - ja robię zakupy "techniczne" ona spożywczo-chemiczne itp.

Moja siostra (lat 55) mówi "Tam gdzie jest PRAWDZIWA miłość nie ma dwóch rzeczy - żerowania na jednym z partnerów i "pożyczek". Należy uważać, by nie być wykorzystywanym "w imię miłości" ALE nie należy rozliczać się "jak żydzi" bo to nie świadczy o uczuciu.

Nie wiem dlaczego tak wielu poddaje w wątpliwość "czasowość" moich kłopotów? Pracę mam stabilną on 18 lat, zarobki dobre. Jedyne co to przy rozwodzie musiałem narobić sobie kosztów (rada prawnika, podobno często tak radzą), zatem wziąłem kredyt na samochód jak i częściowo na wyposażenie mieszkania. Jeden kończy się w lutym, drugi w sierpniu i finito.

Stety- niestety zwyczajem Partnerki są wyjazdy w czasie świąt i nowego roku a mnie aż na tak kosztowną imprezę w 100% TERAZ nie stać. Ale jak już podkreślałem - ten temat został z Partnerką rozwiązany i jest to rozwiązanie zaakceptowane przez obie strony.

Co do córki mojej partnerki.
Powiem tak, według słów mojej Partnerki - jestem jej trzecim partnerem w przeciągu ostatnich 3 lat, czyli od kiedy ona zdecydowała, że czas sobie kogoś znaleźć.
I z KAŻDYM moim poprzednikiem było tak samo - na początku córka była miła i grzeczna do czasu gdy związek stawał się poważniejszy. Wtedy zaczynały się podkopy.

Pech chce (chyba pech dla córki), że tak do siebie przypasowaliśmy, że jestem pierwszym facetem, któremu moja Partnerka zaproponowała wspólne zamieszkanie.
I tutaj córka wykorzystuje swoją wiedzę na temat mojej sytuacji by zachwiać nasze relacje.

Jest to młoda dziewczyna, która jak wielu jej podobnych w dzisiejszych czasach, nie chce "zerwania pępowiny". Podobno nawet jak moja Partnerka wyjeżdżała z nią na wakacje to musiała ją wypychać do rówieśników bo ona "tylko przy mamusi".

Zatem jak widzicie nie jest to prosty układ i zapewne wiele razy będą miał z nią pod górkę a to cholernie delikatna sprawa bo nie wolno mieszać w uczuciach córki i matki.

Co do Matki mojej partnerki - ja nie mam najmniejszych uwag. Wiem, że moja partnerka dokłada jej do emerytury ale to dla mnie normalne i słowa bym nie powiedział.

Ciężko się pisze na forum o takich sprawach - Wy nie widzicie pełnego obrazu, nie znacie mnie ani mojej Partnerki itp - osądy są na podstawie "słowa pisanego" a to może każdy odebrać jak mu się widzi.

Masakra, jeden z najgorszych typów facetów. Najpierw utrzymywał żonę i dziecko przez 15 lat (nie miała więc stażu pracy!), by potem przed rozwodem zrobić wszystko, aby zostawić własne dziecko z jak najniższymi alimentami.
Żona jeździła do sanatorium, więc chyba ktoś był chory (dziecko?).

I teraz, zamiast wspierać nadal własne dziecko, żałuje nie swoich pieniędzy dziecku partnerki ("mogłaby pracować na cały etat" itp. bzdury) i chce jechać za POŻYCZONE PIENIĄDZE na wczasy w cenie połowy rocznej pensji przeciętnego Polaka.
Około 40 letni facet, zarabiający pięciocyfrową pensję (czyli min 10000) nie ma kompletnie nic, poza długami lol.
I ktoś taki zastanawia się, czy bogata partnerka może całe życie sponsorować wczasy własnej matce i córce i mu żal dupę ściska, że sam musi od niej pożyczyć, a nie dostać. Totalna żenada.
Mało tego - nie wyobraża sobie zostać w tym czasie w domu i jeśli partnerka wyjechałaby bez niego, to on się obrazi. Bo święta i nowy rok to przecież taki szczególny czas.
Szkoda, że nie pomyślał, że dla jego dziecka to też jest szczególny czas i że własne dziecko też ma potrzeby (domyślam się, że jest w podstawówce albo gimnazjum, natomiast ex żona nie zarabia pewno wiele, skoro wróciła do pracy po 15 letniej przerwie i nie ma żadnego stażu ani doświadczenia).

118 Ostatnio edytowany przez mallwusia (2017-09-02 10:07:55)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
Ela210 napisał/a:
mallwusia napisał/a:

długo ten związek nie pociągnie:

"To jest również coś co może nie podobać się jej córce, bo skro mamusia czasami zabierała 4 razy do roku na Bali, Malediwy, Do Brazylii czy na Mauritius to jakże to teraz nie będzie to możliwe przez jej partnera???

Ale dla mnie najważniejsze są słowa mojej Partnerki, że dla niej teraz ważniejsze jest zadbanie o siebie a nie wchodzenie w tyłek córeczce, która nota bene nie za wiele pomaga mojej Partnerce w domu mimo pracy na 1/2 etatu."

Nie znosisz jej córki, czyli osoby, która BYŁA, JEST I BĘDZIE dla niej NAJWAŻNIEJSZA.

Poza tym córka ma rację, wstyd, że musiała ci to uświadomić (dosadnie i na głos).

Czy w przypadku gdyby to bogaty facet związał się z świetnie zarabiającą specjalistką na etacie- też napisałabyś, że długo ten związek nie pociagnie, bo on ma zwyczaj wyjężdżać na drogie wakacje?
Czy też powinien np. wyjeżdżać sam z dorosłym synem, skoro jej nie stać?
Wyobraź też sobie, ze ten dorosły syn mówi do partnerki ojca że skoro jej nie stać, nie powinna jechać na święta..
Pytam z ciekawosci czy dla Ciebie i podobnie myslących osób jest to sytuacja zwiazana ze stereotypami płci, czy też nie.

Elu, mój następny post to wyjaśnia. Tutaj problem jest wiele szerszy. Z postów autora aż bije po oczach niechęć do córki partnerki (nie chce mi się cytować pogardliwych fragmentów postów) i ROSZCZENIOWOŚĆ autora, który sam chciałby jak najwięcej brać, natomiast wobec własnego dziecka zachował się jak *****

119 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2017-09-02 10:10:31)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

Moja aplikacja netkobiet ma chyba wirusa.. Bo nic nie widzę o dziecku autora ani o najniższych alimentach. Podzielili chyba majątek i z tego co widzę to chyba ona dostała dom i samochód..
Albo sobie coś dopowiadasz...
A i tak nie o to pytałam, tylko o to czy w przypadku kobiety napisałabyś identycznie.

120 Ostatnio edytowany przez mallwusia (2017-09-02 10:29:45)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

Elu
nie napisałam, że daje dziecku najniższe alimenty, ale że zrobił wszystko, aby płacić jak najmniej, co sam przecież nieopatrznie przyznał.

Córka partnerki autora to nie mała dziewczynka, ale 22 letnia kobieta, która widzi wiele więcej niż nam tu pokazał Tokepit wink 
Płeć  - jest tylko jednym z elementów tej układanki, nie najważniejszym moim zdaniem.

121

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
mallwusia napisał/a:

Elu
nie napisałam, że daje dziecku najniższe alimenty, ale że zrobił wszystko, aby płacić jak najmniej, co sam przecież nieopatrznie przyznał.

Córka autora to nie mała dziewczynka, ale 22 letnia kobieta, która widzi wiele więcej niż nam tu pokazał Tokepit wink 
Płeć  - jest tylko jednym z elementów tej układanki, nie najważniejszym moim zdaniem.

To nie jest jego córka..

122 Ostatnio edytowany przez mallwusia (2017-09-02 10:36:47)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

już poprawiłam, piszę na szybko.
A autor ma syna:

"Byłem przez 15 lat w małżeństwie i jedyną formą osobnych wakacji jakie dopuszczałem to wyjazd mojej ex zony z synem do sanatorium". Którego potraktował tak:

"Pracę mam stabilną on 18 lat, zarobki dobre. Jedyne co to przy rozwodzie musiałem narobić sobie kosztów (rada prawnika, podobno często tak radzą), zatem wziąłem kredyt na samochód jak i częściowo na wyposażenie mieszkania."

I zal mu dupę ściska, że partnerka finansuje własną córkę.

123

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

niczego już się nie dowiemy,bo autor sie zmyl wink
tchorzliwe to, zwłaszcza ze sporo pytań pozostalo bez odpowiedzi

ale na pewno podczytuje to co piszemy wink

124

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

a co miał robić, tłumaczyć się jak w sądzie? Niektorzy mają już taką przypadlość i sprawia im to przyjemność, że szukają dziury w całym, więc nieważne co napiszesz, oni i tak wiedza lepiej, co myślisz i jakie masz intencje, czyli nic dobrego. Każdy normalny by się zmył. Szkoda czasu na udowadnianie że nie jest się wielbłądem.

125

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

no nie wiem,ja tam zadalam zwyczajne pytania
w koncu to forum publiczne i nie sluzy dawaniu poklasku autorowi tematu.

autor ewidentnie ma jakies problemy,przy czym nie maja one nic wspólnego z jego partnerka

126 Ostatnio edytowany przez Gary (2017-09-02 11:51:53)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

Szukał potwierdzenia, ludzie inaczej go ocenili, nie pasowało do jego teorii, więc się zmył. Ale aby nie być posądzonym może jeszcze napisze.

Wg mnie jest zazdrośnikiem, z małym poczuciem własnej wartości, wymagającym ciągłej atencji, z tradycyjna moralnością, bardzo łasy na pochwały.

127 Ostatnio edytowany przez adiafora (2017-09-02 12:34:53)

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...

a Ty Gary wg wielu jesteś zwykłym egoistą i dziwkarzem, seksoholikiem, zdradzającym swoją żonę, ktory łajdaczy się na prawo i lewo bo jest w środku pusty jak bęben Rolling Stonesów i musi sobie podnieść ego maczajac fiuta gdzie popadnie... i tym podobne opinie, ktore można tu o Tobie przeczytać. Tak Cię ocenili inni po tym, co tu ostatnio napisałeś.  Tylko po co się tlumaczyłeś?

V, Ty być może, nie notuję, kto, co napisał. Ale ogolnie trend jest mało zachęcający. Łatwiej innym napadać na człowieka niż podejsć bez emocji do tematu. Dlatego nie dziwi mnie, że wielu autorek/autorów zmywa się ze swojego tematu. Bo zamiast dyskusji jest odpieranie ataków.
Chciałoby Ci się? Mnie nie.

128

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
adiaphora napisał/a:

a Ty Gary wg wielu jesteś zwykłym egoistą i dziwkarzem, seksoholikiem, zdradzającym swoją żonę, ktory łajdaczy się na prawo i lewo bo jest w środku pusty jak bęben Rolling Stonesów i musi sobie podnieść ego maczajac fiuta gdzie popadnie... i tym podobne opinie, ktore można tu o Tobie przeczytać. Tak Cię ocenili inni po tym, co tu ostatnio napisałeś.  Tylko po co się tlumaczyłeś?

V, Ty być może, nie notuję, kto, co napisał. Ale ogolnie trend jest mało zachęcający. Łatwiej innym napadać na człowieka niż podejsć bez emocji do tematu. Dlatego nie dziwi mnie, że wielu autorek/autorów zmywa się ze swojego tematu. Bo zamiast dyskusji jest odpieranie ataków.
Chciałoby Ci się? Mnie nie.


A co ma piernik do wiatraka (to odnośnie Garego)?

Gdyby autor nie miał problemu, to by nie zakładał wątku, proste.

129

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
adiaphora napisał/a:

a Ty Gary wg wielu jesteś zwykłym egoistą i dziwkarzem, seksoholikiem, zdradzającym swoją żonę, ktory łajdaczy się na prawo i lewo bo jest w środku pusty jak bęben Rolling Stonesów i musi sobie podnieść ego maczajac fiuta gdzie popadnie... i tym podobne opinie, ktore można tu o Tobie przeczytać. Tak Cię ocenili inni po tym, co tu ostatnio napisałeś.  Tylko po co się tlumaczyłeś?

V, Ty być może, nie notuję, kto, co napisał. Ale ogolnie trend jest mało zachęcający. Łatwiej innym napadać na człowieka niż podejsć bez emocji do tematu. Dlatego nie dziwi mnie, że wielu autorek/autorów zmywa się ze swojego tematu. Bo zamiast dyskusji jest odpieranie ataków.
Chciałoby Ci się? Mnie nie.

Ja to widzę tak.. ludzie nawet anonimowo na forum nie potrafią spojrzeć uczciwie na siebie i swoje reakcje . Nie chcą porad .. tylko przyklasku .

Autor ze względu na te emocje napisał...ale innym ich odmawia. Sam ocenił  negatywnie swoje otoczenie -  od ex po rodzinę partnerki.... jako osoby wykorzystujące finansowo innych .
A sam - mieszka u kobiety nie płacąc za nic (zakupy techniczne , heheee)
- odkłada to co płacił za wynajem żeby mieć na wyjazd- za radą partnerki smile
- 2 tysiące mu zabraknie .... i ma problem że musi ewentualnie oddać .
Ja uważam że ona mu zasugerowała takie rozwiązanie...bo ciągle słyszała że on bez kasy ... i widać kobieta ma takt....ale raczej też się źle czuje że temat kasy przewija się ciągle... brak kasy u niuniusia.
Zastanawiające jest co on robi z wypłatą ... bo raczej alimentów i kredytów na 8 tysi nie ma .
Więc ...............

130

Odp: Miłosć a pieniądze - trudny temat...
chceuciekacstad napisał/a:

Autor ze względu na te emocje napisał...ale innym ich odmawia. Sam ocenił  negatywnie swoje otoczenie -  od ex po rodzinę partnerki.... jako osoby wykorzystujące finansowo innych .
A sam - mieszka u kobiety nie płacąc za nic (zakupy techniczne , heheee)
- odkłada to co płacił za wynajem żeby mieć na wyjazd- za radą partnerki smile
- 2 tysiące mu zabraknie .... i ma problem że musi ewentualnie oddać .
Ja uważam że ona mu zasugerowała takie rozwiązanie...bo ciągle słyszała że on bez kasy ... i widać kobieta ma takt....ale raczej też się źle czuje że temat kasy przewija się ciągle... brak kasy u niuniusia.
Zastanawiające jest co on robi z wypłatą ... bo raczej alimentów i kredytów na 8 tysi nie ma .
Więc ...............

Nic dodać, nic ująć. Mam podobne odczucia. A jak dołożyć do tego poprzedni wątek Autora o zazdrości, to... - szkoda mi jego obecnej partnerki. Tyle.
To nie jest napisane złośliwie ani w celu dogryzienia komukolwiek. Po prostu tak to widzę.

Posty [ 66 do 130 z 160 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Miłosć a pieniądze - trudny temat...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024