Cześć,
Nigdy nie chciałem prosić o pomoc na tego typu forach, lecz mój problem przerósł mnie samego i potrzebuję waszej pomocy. Rozmawiałem z przyjacielem wyżalałem mu się, ale to za mało. Czytając to nie miejcie mnie za głupka czy idiotę bo jestem w pełni świadomy swojego popełnionego czynu za który jest mi wstyd. No więc do rzeczy!
Żyję trochę już na tym świecie było parę zauroczeń, ale nigdy nie trafiła mnie strzała amora. Idąc do nowej szkoły poznałem koleżankę, która z dnia na dzień była mi coraz bliższa, ale nigdy nie traktowałem jej jako kandydatki na dziewczynę, a na dodatek ma chłopaka więc poniekąd nici.
Rok szkolny zleciał niczym z bicza strzelił, a z koleżanki stała się przyjaciółką. Rozumieliśmy się bez słów i było mi z tym dobrze. Nadszedł kolejny rok
wpadła mi w oko jedna dziewczyna z innej klasy. Poprosiłem moją przyjaciółkę o to czy by mi pomogła zagadać do niej w końcu przyjaciel przyjacielowi pomaga. Pomogła mi się do niej zbliżyć ale po pewnym czasie zrozumiałem, że zauroczenie było mniejsze i mijało tak szybko z każdym dniem, lecz moja przyjaciółka widziała to trochę inaczej. Była zazdrosna, lecz ukrywała to mocno w sobie. Parę dni później na luzackiej przyjacielskiej przechadzce wygadała się, że jest zazdrosna o mnie i chętnie by jej wydrapała oczy. Zdziwiłem się, ma chłopaka jest zazdrosna? Pewnie bajeruje mnie, lecz się myliłem. Pewnego razu wyciągała mnie na randkę, oczywiście człowiek nie brał na serio i kobietę zlał myśląc, że robi sobie żarty, oczywiście w zabawny sposób odmówiłem. Zbliżały się wydarzenie i zmuszony byłem iść sam na sam z nią na zakupy. Usiedliśmy zmęczeni, po 1h chodzeniu. Dziwnym trafem poczułem jej głowę na swoim ramieniu. Pomyślałem zmęczona chce odpocząć, ale byłem w błędzie. To był jeden z jednych punktów jej planu do uwodzenia mnie. Następnie odprowadzałem ją do domu. Zaproponowała, abyśmy usiedli na ławce. Nie miałem nic przeciwko, bo w sumie też byłem zmęczony. Chwila odpoczynku zawsze się przyda. Naglę poczułem znowu głowę na ramieniu, patrzę i myślę co ona robi (podobała mi się, ale chciałem być tylko przyjacielem nic więcej szanowałem ja a ona to wykorzystała). Przytuliła się do mnie i zaczęła się tulić przytulać. Powiecie głupcze było trzeba ją kopnąć w tyłek i zostawić ja. Niestety coś we mnie pękło, no i poszło przytulaliśmy się. I tak romans się zaczął. Przytulanki, randki, wspólne zakupy, sama proponowała wyjście, czasami ja też. Romans się pogłębiał (zakochałem się w niej), zaryzykowałem i powiedziałem, że ją kocham. Bałem się tego słowa, ale chciałem to powiedzieć, moje obawy rozwiała odpowiedź "ja Ciebie też". Byłem wniebowzięty, spędziłem ładne chwile i niczego nie żałuję. W końcu nadszedł moment, który każdy z was wie. Dowiedział się jej chłopak, oczywiście się mnie wyparła powiedziała, że to nie ona zarywała tylko ja. Byłem zły, było mi smutno, że tak mnie potraktowała. Powiecie olej laskę. Najchętniej bym to zrobił, ale jest jeden powód nie mogę, codziennie się spotykamy w szkole w klasie. Po mimo, że mnie tak wykorzystała wybaczyłem jej i byłem zły na sb. Chciałem być dalej jej przyjacielem i nic więcej. Jej chłopak zagroził, że ma zerwać ze mną kontakt oczywiście powiedziała mu, że tego nie zrobi. Kolega powiedział mi, że mam ją olać. Zrobiłem tak, ale co się doczekałem powtórki z rozrywki. Dałem jej ultimatum masz 2 tygodnie albo zrywasz z nim i przychodzisz do mnie, albo nigdy już do mnie nie zarywaj. Oczywiście moją dziewczyna nie została wybrała go (są już od 4 lat). Spodziewałem się tego, lecz wybrała go ale w planach nie miała przestać zarywać. Nastały po tych 2tyg wakacje. Próbowała, mnie olewać. Nie pisała do mnie, albo była zimna wobec mnie. Nie miałem żadnych planów, alby ja podrywać po raz kolejny. Chciałem zachować stosunki przyjacielskie. Wiedziałem co zrobiłem. Przez te 2 miesiące nie widzieliśmy się ani razu. Wysyłała mi zdjęcia miejsc, w których spotykaliśmy się. Specjalnie, żebym do niej przyszedł. Oczywiście nie zrobiłem tego, lecz zostało mi to wypomniane w dniu rozpoczęcia szkoły. Że nie spotkałem się z nią ani razu, a ona tęskniła za mną bla bla. Zapytałem się jej prosto w twarz, "o co ci chodzi, kochasz mnie chcesz, czy zostaniemy przyjaciółmi." Myślicie jaką dostałem odpowiedź? "Nie wiem co do Ciebie czuję nie widzieliśmy się 2 miesiące dużo się zmieniło w nas samych." Zapytałem specjalnie "mam jakieś szanse u Ciebie" odp. "Nie wiem" i wzrusza ramionami. Teraz możecie być w szoku itd, ale naprostuję, bo to co napisałem to jest w bardzo bardzo ogólnym skrócie. Wiem, że ona mnie kocha, ja ja też, ale gotów jestem ja odpuścić, ma chłopaka i to niech nim się zajmie jak na dziewczynę przystało. Tylko najgorsze jest to, że jestem gotów ją odpuścić, ale nie mogę, bo uczuciami jestem cały czas przy niej. I w sumie już nie wiem co mam robić, bo już wszystko się powaliło: przyjaciel/kochanek/chłopak/olać ale nie da się? Mam wewnętrzną rozterkę, która strasznie boli, bo bawi się moimi uczuciami strasznie. Nawet przy mnie pisze z chłopakiem.
Jestem w pełen świadom swojego błędu wiem, że popełniłem wiele błędów i pewnie wiele jeszcze popełnię w swoim, życiu. Napisałem jej, że lubię ją za wszystkie błędy nie gniewam się na nią niech żyje w spokoju i w szczęściu, ale uczucie smutku, wykorzystania, złamanego serca jest tak duży, że już nie daję rady.