Hej,
Piszę tutaj, ponieważ prawdę mówiąc już nie mam się do kogo wygadać. Może pomoże mi ktoś z forum, bo na prawdę nie wiem co robić.
Jestem z chłopakiem od 1,5 roku i nie powiem, jest 'dobrym' chłopakiem, szanuje mnie, ma duuużo cierpliwości do mnie, a ja przyznaję się ze mam swoje humory, chociaż już raz przez nie prawie się rozstaliśmy. On jest już po studiach (25lat), ja nie, po technikum poszłam od razu do pracy, maturę zdałam oczywiście, ale postanowiłam że zrobię sobie rok przerwy. W między czasie poznałam jego, ale na studia papiery złożyłam, dostałam sie na wybrany kierunek na jeden z najlepszych Uniwersytetów w Polsce, ale... zrezygnowałam, z obawy o nasz początkujący związek, dodam że jestem z małego miasteczka a na studia miałam się przeprowadzić do oddalonego o ok 300 km miasta, ale też ze strachu przed rozłąką z rodzicami z którymi jestem bardzo zżyta, zawsze bałam się być z dala od domu ale na studia chciałam iść, no ale stało się jak stało. Dodam jeszcze że wtedy bardzo pokomplikowała się nasza, tzn moich rodziców, sytuacja finansowa i bałam się ich obciążać kosztami związanymi ze studiami, a swoich oszczędności niestety nie miałam. Chciałam się stąd wyrwać bo czułam i nadal czuje że tu nie mogę robić tego co lubię, pracować tam gdzie chce, ale nie potrafię przełożyć myśli na czyny. Odnośnie mojego chłopaka, on NIGDY mi nie powiedział, żebym nie szła na te studia. Ja sama tak postąpiłam, ze STRACHU. I zostałam, poszłam ponownie do pracy i czuję się w niej źle, na studia dostałam się teraz do małego miasta niedaleko mojego miejsca zamieszkania,do nikomu nie znanej uczelni. I dobra, już to jakoś przełknęłam, do momentu kiedy dowiedziałam się że mój chłopak, dostał pracę za granicą... Bardzo dobrze płatną i że będzie musiał wyjeżdżać na tydzień i zjeżdżać na weekendy (mieszkamy w miarę blisko granicy z tym państwem). Ja zostałam tu dla niego, a on postanawia wyjechać ? Po tym jak mi to powiedział ja zaczęłam planować pójście na studia do jeszcze bardziej oddalonego miasta, prawie na drugim końcu Polski, mam tam rodzinę i myślę że mogli by mi jakoś pomóc, znalazła bym pracę, skoro i tak jego nie będzie, tylko czy dam radę ? On, zaczął przekonywać mnie, żebym nie szła, bo boi się że stracę kolejny rok, że on do tej pracy poszedł dla nas, a w dodatku to praca jego marzeń i będzie zarabiał tyle, że może w przyszłości nie będę musiała pracować, że kupi mi samochód i mieszkanie, które planujemy już od pół roku i ta prace jest ogromną szansą na to, aby je nie wynająć ale kupić. mieszkanie tak czy tak mieliśmy mieć, jak nie kupione to wynajęte, ale ja się tu źle czuje, zwłaszcza jak jego nie będzie, tu jedyną moją pracą może być praca kelnerki albo sprzedawczyni.
I co ja mam zrobić ? Przez ostatnie dwa lata robiłam wszystko ze STRACHU, a to przed rozłąką z nim, z rodzicami, strachu przed zderzeniem się z ogromnym miastem, nowymi ludźmi i przez ten starach ciągle czuje się nieszczęśliwa, bo nie robię tego co chce, ale boje się to robić, ja się wszystkiego boje i już mam tego dość, chcę to zmienić, bo ciągle będę nieszczęśliwa.
Wczoraj się pokłóciliśmy. Nie wiem jak będzie. Proszę pomóżcie mi.
1 2016-08-03 09:06:06 Ostatnio edytowany przez ollesska (2016-08-03 09:29:17)
2 2016-08-03 09:56:37 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-08-03 10:01:01)
jeśli sama sobie nie pomożesz, nikt Ci nie pomoże, a każde "poklepywanie po plecach" da Ci chwilową ulgę, która do niczego nie prowadzi
dużo powodów zewnętrznych znajdujesz, do podtrzymywania się w przekonaniu żeby czegoś nie robić
z drugiej strony to co robisz Cię "męczy, boli"
tak naprawdę ta cała "jazda" jest w Tobie, sama pod sobą kopiesz dołki,
dużo piszesz o strachu, może warto poczytać co to strach a co to lęk, na początek ![]()
jeśli Ci to pomoże, pomyśl ile osób rozpoczyna życie właśnie w ten sposób, "idąc w nieznane"
słyszałaś żeby im się coś przytrafiało złego?? kończą studia, poznają ludzi, miejsca, dowartościowują się sami, realizują swoje plany cele
są szczęśliwi, tacy jacy są, a idealni, piękni, bogaci przecież nie są, przynajmniej nie większość
rób to co Ci podpowiada serce, olej to co Ci podpowiada głowa, bo tu jest problem
Odwagi i Konsekwentnego działania!!! być może lepszym rozwiązaniem jest zmiana kolejności na jakiś czas najpierw DZIAŁAJ potem MYŚL
bo jak sama już częściowo piszesz, myślisz "STRACH" i potem brak działania, w konsekwencji "ból"
tak, tylko mimo wszystko boje się o ten związek, tyle dla niego poświęciłam...
teraz nie odzywamy się do siebie z chłopakiem, nie wiem jak to się skończy dla naszego związku. Od paru dni była napięta atmosfera a sprawa ze studiami jeszcze ją pogorszyła, na tyle że ja wariuje, czuję się rozdarta. On twierdzi że nasz związek może tego nie przetrwać, gdy będziemy się widywać dwa razy w miesiącu i w święta, a ja sama się boje tego i tego że mogę tam kogoś poznać...
tak, tylko mimo wszystko boje się o ten związek, tyle dla niego poświęciłam...
teraz nie odzywamy się do siebie z chłopakiem, nie wiem jak to się skończy dla naszego związku. Od paru dni była napięta atmosfera a sprawa ze studiami jeszcze ją pogorszyła, na tyle że ja wariuje, czuję się rozdarta. On twierdzi że nasz związek może tego nie przetrwać, gdy będziemy się widywać dwa razy w miesiącu i w święta, a ja sama się boje tego i tego że mogę tam kogoś poznać...
to jak się czujesz rozdarta, to po co z tym walczysz, puść to ![]()
jeszcze tam nie pojechałaś a już wiesz że kogoś tam możesz poznać, a mówią że miłość wszystko pokona ![]()
i jeszcze jest jedna sprawa której nie opisałam. chodzi o jego siostrę, której nie cierpię. ona ma wszystko 'od tak', ma ciekawą pracę, właściwie jest to praca łącząca się z jej zainteresowaniami. gdy jestem u niego w domu, ona ciągle się przechwala jak to fajnie ma w pracy, jak ma jej dużo, co sobie kupiła. no i przyznaje szczerze jestem ZAZDROSNA o nią i o to tez się z nim pokłóciłam, ponadto zabiera ją ze sobą na wakacje - zamiast mnie, mi zaproponował że mnie zabierze zamiast niej niedawno, kiedy byłam nastawiona że ją bierze i nie mam pieniędzy na po pierwsze załatwienie dokumentów, mam wrażenie że zrobił to żeby było że 'chciał mnie zabrać'. i ja jak widzę to, jak ona sobie radzi, a ja nie, to ogarnia mnie złość, że ja też tak chcę, chcę się cieszyć życiem i robić to co kocham, ona ma mnóstwo szczęścia (choćby z pracą) i pomocy rodziców, ja mniej, dlatego też pomyślałam o przeprowadzce.
6 2016-08-03 16:41:49 Ostatnio edytowany przez Summertime (2016-08-03 16:48:10)
Oto młoda Kobietko dostałaś pierwszą lekcję od życia.Otóż NIGDY nie rezygnuj z siebie na rzecz faceta .Ponieważ mężczyzna i tak tego nie doceni.Pamiętaj jeśli facetowi zależy zawsze umiejętnie się wpasuje w życie swojej kobiety.Czasem jednak życie wymaga wyborów ,a potem ponosi się tego konsekwencje i tak jest właśnie u Ciebie.Zrezygnowałaś z nauki w imię miłoścì (?)...Najwyższa pora ollesska Zacząć działać z dobrem dla siebie .I nie zazdrość!!! buduj życie według wlasnych celów niech Cię inni nie interesują ,skup się na sobie.Widzisz jeśli będziesz tkwiła w nierealizacji założonych celów coraz bardziej będziesz przesiąknięta frustracją a ona prowadzi właśnie do ujemnych emocji .Nie daj się temu .Wyrzuć zazdrość z siebie.
i ja jak widzę to, jak ona sobie radzi, a ja nie, to ogarnia mnie złość, że ja też tak chcę, chcę się cieszyć życiem i robić to co kocham, ona ma mnóstwo szczęścia (choćby z pracą) i pomocy rodziców, ja mniej, dlatego też pomyślałam o przeprowadzce.
Ogarnia Cię złość, że inni sobie radzą, a jednocześnie robisz wszystko, żeby nie cieszyć się życiem i nie robić tego, co kochasz. Sama napisałaś, że pewne decyzje odłożyłaś na bok ze strachu, zatem to strach przed rozłąką z rodzicami, potem z chłopakiem był głównym motywem rezygnacji ze studiów. Teraz wspominasz o poświęceniu się, ale tak naprawdę chyba szukasz winnego sytuacji, w której na własne życzenie się znalazłaś. Przecież nikt tego do tej pory od Ciebie nie oczekiwał, to były Twoje własne wybory.
Ciężko ci przyznać ze ci się nie chce wyjeżdżać, studiować i wolisz szukać obiekcji - a to rodzice, a to chłopak, zarz kupisz kota i powiesz ze go nie możesz zostawić. Ty i tylko Ty decydujesz o swoim życiu.
Przyznaj się przed sobą że ci się nie chce i wolisz żeby to chłopak się rozwijał ![]()
Pierwszym krokiem koniecznym do uzyskania tego, czego chcesz od życia, jest decyzja – czego właściwie chcesz.
Masz do wyboru dwie drogi:
1. zdecydować, by strach rządził Twym życiem i Twymi wyborami
2. realizować marzenia mimo strachu.
Twierdzisz, że boisz się podjąć decyzję o swym przyszłym życiu, jednak nie zauważyłaś, że cały czas podejmujesz decyzje o swym życiu: również wtedy, gdy zrezygnowałaś ze studiów zasłaniając się sytuacją finansową rodziców i związkiem. Teraz chłopak, nie patrząc na Twoje chęci, na Twoje marzenia, na to, co jest dobre dla Ciebie, szantażuje Cię, twierdząc, że rozpoczęcie przez Ciebie studiów jest równoznaczne z zakończeniem związku. Ty z kolei twierdzisz, że studiując na pewno zakochasz się w nowo poznanym. Kiepska jest ta wasza wzajemna miłość: ani szacunku, ani zaufania.
Zazdrościsz innym tego, jak żyją. Zazdrościsz, nie zauważając, że możesz żyć podobnie. Możesz jednak bać się dalej, rezygnować ze swych marzeń, na innych przerzucać odpowiedzialność za swe wybory i mieć wszystkim za złe. Tylko... to prosta i szybka droga do zgorzknienia, do zniechęcenia, do narzekactwa, do apatii i coraz lepsze pole do dalszego rozwoju zazdrości i zawiści.
Jak chcesz żyć?
Teraz chłopak, nie patrząc na Twoje chęci, na Twoje marzenia, na to, co jest dobre dla Ciebie, szantażuje Cię, twierdząc, że rozpoczęcie przez Ciebie studiów jest równoznaczne z zakończeniem związku. Ty z kolei twierdzisz, że studiując na pewno zakochasz się w nowo poznanym. Kiepska jest ta wasza wzajemna miłość: ani szacunku, ani zaufania
Jak chcesz żyć?
Nie, on powiedział że się boi że tak będzie, kiedy praktycznie każde z nas bedzie miało swoje życie i będziemy tak daleko od siebie. I ja nie powiedziałam ze na pewno sie w kimś zakocham, tylko że rożnie jest, co nie znaczy że będę tylko czekać na jakiegoś chłopaka.
Chce być szczęśliwa.
Można żyć i mieszkać daleko od siebie i można związek pielęgnować. Można żyć w tej samej miejscowości i pokochać inną osobę. Można. Nie trzeba.
Chcesz być szczęśliwą. Świetnie. Co zrobisz, by owo marzenie ziścić?
Uczeń zapytał Mistrza:
- Czy długo trzeba oczekiwać zmiany na lepsze?
Mistrz odpowiedział:
- Jeśli chcesz oczekiwać - to długo.
12 2016-08-03 21:38:52 Ostatnio edytowany przez ollesska (2016-08-03 21:39:40)
On trochę przekonuje mnie żebym nie szła, bo jak sam powiedział 'boi sie ze stracę kolejny rok i znowu wrócę do punktu wyjścia.' Mieliśmy swoje plany, ze kupimy/wynajmiemy mieszkanie i zamieszkamy razem, a ja tymi moimi planami to zburzyłam, tylko ze dla niego to żaden problem ze ja będę pracować jako np kelnerka i znając sobie wiem ze będę narzekać bo ja może mam zbyt duże oczekiwania od życia...
Idealnym dla mnie rozwiązaniem byłoby jakbyśmy mieszkali razem w tym mieście gdzie ja chce studiować ale tak sie nie stanie, mój chłopak powiedział ze jemu tu jest dobrze, a poza tym ta praca...
Idąc na studia stracisz kolejny rok? Dlaczego? On już wie, że rzucisz studia? W pierszym poscie napisałaś, że chłopak
(...) NIGDY mi nie powiedział, żebym nie szła na te studia. (...)
Szybko zmienił zdanie.
On planuje, że dzięki jego zarobkom nie będziesz musiała pracować zawodowo. Tak chcesz żyć? Zajmować się domem i czekać na jego powrót z pracy? Taką przyszłość dla siebie wymarzyłaś?
Wyraźnie widać, że on wie jak chce żyć i nie ma w jego planach realizacji Twoich marzeń. Powtarzam, albo podporządkujesz się jemu, albo 'do widzenia'.
14 2016-08-03 21:57:25 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-08-03 21:58:07)
No to trzeba kompromis wypracować na spokojnie,
Jak to jest to BIG, dacie radę, jak nie bedzie męka i wyrzucanie sobie w przyszłości, tak zwanych "pierdół" chodz pierdołami marzen chyba nazwać nie można ![]()
Poza tym, studia nie sa wygórowanych chceniem, jeśli sa możliwości, masz świadomość ile nowych drzwi otwierasz w przyszłości?, sobie samej
Rozsądnych decyzji ![]()
Chcesz sie poczuć dorosła. Odpowiedzialna za swoje życie. Chcesz mieć te same możliwości co siostra faceta. Możesz to zrobić. Idź na te studia. Dokończ je. Wtedy będziesz kimś. Zrobisz to dla samej siebie. Powiem ci jedno. Jeśli teraz już czujesz się gorsza od kogoś tam to jedyne wyjście jest zainwestowanie w siebie nie tylko tu o studia chodzi ale też intelekt, przebojowość, zero strachu okazywanego na zewnątrz. Musisz bardzo pracować nad swoją psychiką. Naucz się bycia pdzebiegłą ale za to mądrą i uczciwą wobec siebie. Powodzenia.
16 2016-08-03 22:16:55 Ostatnio edytowany przez koni (2016-08-03 22:21:51)
Z tego, co piszesz, Twój chłopak ma konkretny plan na najbliższą przyszłość. Wielokropek ma rację. Gdzie jest miejsce dla Ciebie i na Twoje marzenia? Nawet nie usiłuje z Tobą rozmawiać. On nie chce zmieniać miejsca zamieszkania, bo jemu jest dobrze. A Ty masz zapomnieć o sobie i poświęcać się dla niego? Czy takiego życia chcesz dla siebie? Powiem Ci jedno: kobieta nie powinna być zależna od faceta! Trzeba mieć swoją pracę i nawet małe zarobki, ale zawsze coś co jest Twoje i tylko Twoje. Dzięki temu facet szanuje swoją kobietę, bo jest niezależna i w każdym momencie będziesz mogła wziąć walizkę i wyjść. Teraz żyjesz pod jego dyktando. On się boi o związek? Przez Twój wyjazd na studia związek się rozpadnie... Ale jego wyjazd do pracy do innego kraju nie będzie miał złego wpływu? Nie widzisz, że on Tobą manipuluje? Usiłuje Ci wmówić, że ewentualny rozpad związku będzie przez Ciebie. Bzdura... Urabia sobie Ciebie i zawsze będziesz czuła się gorsza i poniżona. Przemyśl to jeszcze i nie daj sobie wmówić, że jego marzenia są ważniejsze od Twoich! W związku powinno się rozmawiać i podejmować wspólne decyzje. Słyszał facet o czymś takim jak kompromis? Wydaje mi się, że nie
. I jeszcze zakłada, że jesteś słabą jednostką i po roku zrezygnujesz ze studiów i wrócisz... Nie uważasz, że to świadczy o tym, jak on Cię postrzega? Jesteś dla niego słaba i nieporadna i najlepiej żebyś siedziała w tej kawiarence i była wdzięczna jemu za to,że Cię żywi i ubiera... Żadnych perspektyw! Walcz o swoje szczęście,bo coś kiepsko widzę ten Wasz związek jeśli nie potrafisz powalczyć o siebie. Jeśli związek nie przetrwa, to chyba lepiej teraz niż po ślubie. Będziesz wiedziała, że nie był wart poświęceń. I tak jak ktoś napisał: można kogoś poznać w tej samej miejscowości, a on będzie pracował z daleka od Ciebie. Jak dla mnie, to jakiś egoista i despota, który nie potrafi Cię odpowiednio zmotywować. Jeśli się kogoś kocha, chce się dla niego najlepiej... Ty tak postępujesz, on już niekoniecznie....
Idąc na studia stracisz kolejny rok? Dlaczego? On już wie, że rzucisz studia?
To skomplikowane. Ale ogólnie, to ja byłam na studiach zaocznych, rezygnując z dziennych, tylko że ten kierunek na zaocznych nie był moim kierunkiem, dlatego po 1,5 miesiąca zrezygnowałam, stwierdziłam że szkoda kasy, moich nerwów na coś co było mi bardzo odległe, a te zaoczne były w tym samym mieście do którego dostałam się na dzienne, więc jeszcze musiałam dojeżdżać, miałam problemy z noclegiem na te 3 dni, tak na prawdę poszłam na te studia tylko po to żeby iść, bo myślałam że zaoczne będą złotym środkiem, mój facet też tak sądził. Niestety. Poddałam się. Dlatego on tak mówi.
On planuje, że dzięki jego zarobkom nie będziesz musiała pracować zawodowo. Tak chcesz żyć? Zajmować się domem i czekać na jego powrót z pracy? Taką przyszłość dla siebie wymarzyłaś?
Ja nie wyobrażam sobie nie pracować. Moja mama zawsze mi powtarza że muszę sama zarabiać na siebie. Od mojego faceta nigdy nie chciałam pieniędzy, nawet pożyczyć, oczywiście, on zabiera mnie do restauracji różnych, czasem mi coś kupi, czy płaci za nocleg gdy gdzieś jedziemy np na weekend, ale myślę że to nie jest wykorzystywanie. Myślę że tak jest w związku... (?) Ja pracuję i mam na swoje potrzeby, wydatki. I nie chcę w przyszłości tylko siedzieć w domu, czekając na niego z obiadem. Nawet jakbym miała siedzieć w tej mieścinie to wole pójść do beznadziejnej pracy, ale mieć swoje pieniądze a nie prosić o każdą złotówkę.
18 2016-08-04 08:43:09 Ostatnio edytowany przez ollesska (2016-08-04 08:44:15)
No to trzeba kompromis wypracować na spokojnie,
Jak to jest to BIG, dacie radę, jak nie bedzie męka i wyrzucanie sobie w przyszłości, tak zwanych "pierdół" chodz pierdołami marzen chyba nazwać nie można
Poza tym, studia nie sa wygórowanych chceniem, jeśli sa możliwości, masz świadomość ile nowych drzwi otwierasz w przyszłości?, sobie samej
Rozsądnych decyzji
Chciałabym coś zmienić w swoim życiu, poczuć że żyję. Póki co, to nawet nie chce mi się z łóżka wstać do tej 'pracy', w której się po prostu męczę. Cieszę się że ją mam, bo pieniądze są mi potrzebne, ale jej nie lubię. W ogóle nie wiem co się ze mną dzieje, mam jakieś stany depresyjne, kiedyś cieszyłam się z byle czego, dbałam o siebie, a teraz nie chce mi się nawet pomalować, idę do tej pracy jak na ścięcie. ile tak można ? nie czuję się szczęśliwa, ale czy w innym mieście będę... ?
może czuje się nieszczęśliwa, bo nie spełniam swoich marzeń...
19 2016-08-04 08:43:33 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-08-04 08:46:46)
(...) po 1,5 miesiąca zrezygnowałam, stwierdziłam że szkoda kasy, moich nerwów na coś co było mi bardzo odległe, a te zaoczne były w tym samym mieście do którego dostałam się na dzienne, więc jeszcze musiałam dojeżdżać, miałam problemy z noclegiem na te 3 dni, tak na prawdę poszłam na te studia tylko po to żeby iść, bo myślałam że zaoczne będą złotym środkiem, (...)
jak inaczej brzmi to wyjaśnienie wobec tego, gdzie tłumaczyłaś się sytuacja finansową rodziców oraz chłopakiem.
(...) Ja nie wyobrażam sobie nie pracować. (...)
Ale wyobraża sobie to Twój chłopak. Wobec tak sprzecznych stanowisk, radziłabym rozmowę z chłopakiem zanim jego zdanie będzie decydującym.
(...) o zabiera mnie do restauracji różnych, czasem mi coś kupi, czy płaci za nocleg gdy gdzieś jedziemy np na weekend, ale myślę że to nie jest wykorzystywanie. Myślę że tak jest w związku... (?)
Zabiera Cię? A Ty jakąś rzeczą jesteś? To sformułowanie dobitnie pokazuje waszą relację.
Są różne związki. W partnerskim nie ma tak, że ktoś za kogoś płaci i ktoś kogoś gdziekolwiek zabiera.
(...) nie czuję się szczęśliwa, ale czy w innym mieście będę... ?
Gdybym robiła to, o czym nie marzę, w czym się nie spełniam, to też byłabym nieszczęśliwą. Bo tu nie o miejsce życia chodzi, tylko o życie w zgodzie ze sobą.
Edycja:
Ot, i dopisałaś kluczowe zdanie, o braku realizacji marzeń.
ollesska napisał/a:(...) po 1,5 miesiąca zrezygnowałam, stwierdziłam że szkoda kasy, moich nerwów na coś co było mi bardzo odległe, a te zaoczne były w tym samym mieście do którego dostałam się na dzienne, więc jeszcze musiałam dojeżdżać, miałam problemy z noclegiem na te 3 dni, tak na prawdę poszłam na te studia tylko po to żeby iść, bo myślałam że zaoczne będą złotym środkiem, (...)
jak inaczej brzmi to wyjaśnienie wobec tego, gdzie tłumaczyłaś się sytuacja finansową rodziców oraz chłopakiem.
wtedy nie pracowałam ale szukałam pracy i wydatki na jeden miesiąc studiów zaocznych wynosiły tyle co na miesiąc dziennych, moja mama musiała od babci pożyczać pieniądze na zapłacenie tego jednego miesiąca, więc sytuacja finansowa też grała tu rolę. przepraszam, zapomniałam o tym napisać. a zaoczne były co 2 weekendy w miesiącu, przez resztę byłam w domu, więc z chłopakiem się praktycznie nie rozstawałam.
ollesska, mam coraz silniejsze wrażenie, że jesteś największym swym wrogiem.
22 2016-08-04 08:55:24 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-08-04 08:56:02)
Chciałabym coś zmienić w swoim życiu, poczuć że żyję. Póki co, to nawet nie chce mi się z łóżka wstać do tej 'pracy', w której się po prostu męczę. Cieszę się że ją mam, bo pieniądze są mi potrzebne, ale jej nie lubię. W ogóle nie wiem co się ze mną dzieje, mam jakieś stany depresyjne, kiedyś cieszyłam się z byle czego, dbałam o siebie, a teraz nie chce mi się nawet pomalować, idę do tej pracy jak na ścięcie. ile tak można ? nie czuję się szczęśliwa, ale czy w innym mieście będę... ?
może czuje się nieszczęśliwa, bo nie spełniam swoich marzeń...
"coś"
czym dla Ciebie jest to coś
znasz zagadkę o 3 żabach??, które siedziały na poręczy na moście, i 2 postanowiły skoczyć, ile tych żab zostało?? ![]()
ja miałem tak przez kilka ostatnich lat, robota mnie męczyła, małżeństwo, miejsce w którym mieszkam, w głowie setki wizji, planów, w stylu wszędzie lepiej gdzie mnie nie ma
stąd słomiany zapał, stąd planowanie i brak realizacji, brak konsekwencji, itd itp
dziś pracuję gdzie pracowałem, żyje w związku w którym żyłem, wiele męczących spraw gdzieś wyparowało
zauważ co stoi, tak naprawdę na przeszkodzie, Twój chłopak?? nie, Jego praca?? Nie, Twoja aktualna praca?? też nie
sądzę że trochę "zwiędłaś" przy tym że chłopakowi "idzie", a z drugiej strony podświadomie i świadomie, chcesz czegoś więcej
więc, co stoi na przeszkodzie??
dzięki tej "złej" robocie masz finanse, masz jakąś organizację dnia, masz możliwość się spełniania, poznawania, masz podstawę do "skoku" dalej
chcesz to zmienić, poszerzyć, działaj!!!
ollesska, mam coraz silniejsze wrażenie, że jesteś największym swym wrogiem.
popieram!! konkret to konret
ollesska napisał/a:(...) o zabiera mnie do restauracji różnych, czasem mi coś kupi, czy płaci za nocleg gdy gdzieś jedziemy np na weekend, ale myślę że to nie jest wykorzystywanie. Myślę że tak jest w związku... (?)
Zabiera Cię? A Ty jakąś rzeczą jesteś? To sformułowanie dobitnie pokazuje waszą relację.
Są różne związki. W partnerskim nie ma tak, że ktoś za kogoś płaci i ktoś kogoś gdziekolwiek zabiera.
Przepraszam Cię, ale nie za bardzo rozumiem. mogłabyś bardziej rozwinąć tą wypowiedź odnośnie naszej 'relacji' ?
Napisałam, że 'zabieram mnie', miałam na myśli, że spotykamy się, jeździmy w różne miejsca razem.
Przepraszam Cię, ale nie za bardzo rozumiem. mogłabyś bardziej rozwinąć tą wypowiedź odnośnie naszej 'relacji' ?
Napisałam, że 'zabieram mnie', miałam na myśli, że spotykamy się, jeździmy w różne miejsca razem.
Bardzo się różnimy.
Oczywiście, że jedziecie razem, skoro on Cię zabiera.
Zwrot 'zabiera mnie' zakłada jedną osobę aktywną, drugą - bierną. W związku, gdzie relacja jest równa, partnerzy wspólnie planują, wspólnie decydują, proponują, ustalają, robią sobie niespodzianki, it.p..
Z tego, co piszesz, Twój chłopak ma konkretny plan na najbliższą przyszłość. Wielokropek ma rację. Gdzie jest miejsce dla Ciebie i na Twoje marzenia? Nawet nie usiłuje z Tobą rozmawiać. On nie chce zmieniać miejsca zamieszkania, bo jemu jest dobrze. A Ty masz zapomnieć o sobie i poświęcać się dla niego? Czy takiego życia chcesz dla siebie? Powiem Ci jedno: kobieta nie powinna być zależna od faceta! Trzeba mieć swoją pracę i nawet małe zarobki, ale zawsze coś co jest Twoje i tylko Twoje. Dzięki temu facet szanuje swoją kobietę, bo jest niezależna i w każdym momencie będziesz mogła wziąć walizkę i wyjść. Teraz żyjesz pod jego dyktando. On się boi o związek? Przez Twój wyjazd na studia związek się rozpadnie... Ale jego wyjazd do pracy do innego kraju nie będzie miał złego wpływu? Nie widzisz, że on Tobą manipuluje? Usiłuje Ci wmówić, że ewentualny rozpad związku będzie przez Ciebie. Bzdura... Urabia sobie Ciebie i zawsze będziesz czuła się gorsza i poniżona. Przemyśl to jeszcze i nie daj sobie wmówić, że jego marzenia są ważniejsze od Twoich! W związku powinno się rozmawiać i podejmować wspólne decyzje. Słyszał facet o czymś takim jak kompromis? Wydaje mi się, że nie
. I jeszcze zakłada, że jesteś słabą jednostką i po roku zrezygnujesz ze studiów i wrócisz... Nie uważasz, że to świadczy o tym, jak on Cię postrzega? Jesteś dla niego słaba i nieporadna i najlepiej żebyś siedziała w tej kawiarence i była wdzięczna jemu za to,że Cię żywi i ubiera... Żadnych perspektyw! Walcz o swoje szczęście,bo coś kiepsko widzę ten Wasz związek jeśli nie potrafisz powalczyć o siebie. Jeśli związek nie przetrwa, to chyba lepiej teraz niż po ślubie. Będziesz wiedziała, że nie był wart poświęceń. I tak jak ktoś napisał: można kogoś poznać w tej samej miejscowości, a on będzie pracował z daleka od Ciebie. Jak dla mnie, to jakiś egoista i despota, który nie potrafi Cię odpowiednio zmotywować. Jeśli się kogoś kocha, chce się dla niego najlepiej... Ty tak postępujesz, on już niekoniecznie....
Nie, nie chcę takiego życia. Przez Wasze posty, zaczynam inaczej postrzegać mojego chłopaka... a wiem, że najlepiej sytuacje widzą ludzie patrzący na wszystko z boku. Czy naprawdę on jest aż taki zły... ?
Chcę walczyć o siebie, ale... no właśnie zawsze znajdę jakieś ALE.
Dziękuje Ci za Twoją wypowiedź ![]()
26 2016-08-04 09:13:26 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-08-04 09:13:52)
A może inaczej spojrzysz na... siebie? Bo to Ty decydujesz o swoim życiu, Ty decydujesz o swych wyborach, Ty zgadzasz się na takie, nie inne traktowanie.
Czytając Twe posty przypomniałam sobie stary, żydowski, dowcip:
Icek modli się:
„Panie Boże, daj mi wygrać na loterii”. I nic... .
Icek znowu modli się:
„Panie Boże, daj mi wygrać na loterii”. I nic... .
Icek modli się po raz kolejny:
„Panie Boże, daj mi wygrać na loterii”.
Na to z góry Pan Bóg odpowiada:
„Icek, daj mi szansę. Kup los.”
27 2016-08-04 09:15:01 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-08-04 09:16:27)
Nie, nie chcę takiego życia. Przez Wasze posty, zaczynam inaczej postrzegać mojego chłopaka... a wiem, że najlepiej sytuacje widzą ludzie patrzący na wszystko z boku. Czy naprawdę on jest aż taki zły... ?
Chcę walczyć o siebie, ale... no właśnie zawsze znajdę jakieś ALE.
nie sądzę że jest "aż taki zły", jest w miarę konkretny, ma plan, trzyma się go, w pewnym sensie Ty trzymasz się jego
zajęcie się sobą, nie wyklucza związku z tą osobą, związek może rozkwitnąć, jeśli zajmiesz się sobą
Ale ktoś musi być winnym jej niezadowolenia z życia.
ollesska napisał/a:Przepraszam Cię, ale nie za bardzo rozumiem. mogłabyś bardziej rozwinąć tą wypowiedź odnośnie naszej 'relacji' ?
Napisałam, że 'zabieram mnie', miałam na myśli, że spotykamy się, jeździmy w różne miejsca razem.Bardzo się różnimy.
Oczywiście, że jedziecie razem, skoro on Cię zabiera.
Zwrot 'zabiera mnie' zakłada jedną osobę aktywną, drugą - bierną. W związku, gdzie relacja jest równa, partnerzy wspólnie planują, wspólnie decydują, proponują, ustalają, robią sobie niespodzianki, it.p..
Może źle się wypowiedziałam, ale u nas w związku jest tak jak piszesz, WSPÓLNIE planujemy, decydujemy, ustalamy. On mieszka dalej ode mnie, przyjeżdża po mnie, myślałam, że to normalne, że chłopak przyjeżdża po swoją dziewczynę, tym bardziej że ja nie mam auta. Uważasz ze tym go wykorzystuje i jestem tylko stroną bierną ?
Nie zrozum mnie źle, ja nie piszę niczego złośliwie czy z sarkazmem, jestem Ci bardzo wdzięczna za to że poświęcasz mi swój czas
tylko chciałam poznać Twoje zdanie.
Ale ktoś musi być winnym jej niezadowolenia z życia.
te biedne
"Ale" to chyba nie wychodzą z konwulsji czkawki ![]()
31 2016-08-04 09:35:14 Ostatnio edytowany przez ollesska (2016-08-04 09:35:51)
Oto młoda Kobietko dostałaś pierwszą lekcję od życia.Otóż NIGDY nie rezygnuj z siebie na rzecz faceta .Ponieważ mężczyzna i tak tego nie doceni.Pamiętaj jeśli facetowi zależy zawsze umiejętnie się wpasuje w życie swojej kobiety.Czasem jednak życie wymaga wyborów ,a potem ponosi się tego konsekwencje i tak jest właśnie u Ciebie.Zrezygnowałaś z nauki w imię miłoścì (?)...Najwyższa pora ollesska Zacząć działać z dobrem dla siebie .I nie zazdrość!!! buduj życie według wlasnych celów niech Cię inni nie interesują ,skup się na sobie.Widzisz jeśli będziesz tkwiła w nierealizacji założonych celów coraz bardziej będziesz przesiąknięta frustracją a ona prowadzi właśnie do ujemnych emocji .Nie daj się temu .Wyrzuć zazdrość z siebie.
Masz rację. Cały czas robię coś dla kogoś, przez kogoś, tylko nie dla siebie. Już od dawna szargają mną te negatywne emocje. i z tą zazdrością ciężko... oj bardzo ciężko. zaczęłam się porównywać z tą siostrą i oczywiście wychodzę w tym zestawieniu gorzej.
nie lubię samej siebie, próbuje z tym walczyć, ale ciężko jest, wmawiam sobie że jestem wartościowa, fajna, ładna, zgrabna itp, ale i tak ledwo wstaje rano i dalej jest to samo, strasznie się z tym męczę.
32 2016-08-04 09:55:12 Ostatnio edytowany przez Amethis (2016-08-04 09:57:17)
Masz rację. Cały czas robię coś dla kogoś, przez kogoś, tylko nie dla siebie. Już od dawna szargają mną te negatywne emocje. i z tą zazdrością ciężko... oj bardzo ciężko. zaczęłam się porównywać z tą siostrą i oczywiście wychodzę w tym zestawieniu gorzej.
nie lubię samej siebie, próbuje z tym walczyć, ale ciężko jest, wmawiam sobie że jestem wartościowa, fajna, ładna, zgrabna itp, ale i tak ledwo wstaje rano i dalej jest to samo, strasznie się z tym męczę.
porównywanie według mnie jest dobre, do trzymania "pionu", do budowania własnej wartości niestety już nie
a już zdecydowanie więcej energii kosztuje "wmawianie" niż realne działanie, chodź z pozoru łatwiejsza opcja
szukasz przyczyn swojego samopoczucia/ sytuacji na około, bo ciężko jest przyglądnąć się sobie, rozumiem Cię, jest jednak konieczne by iść dalej
masz dwa wyjścia, tak naprawdę do szczęścia
znaleźć kogoś kto będzie Ci podsyłał komunikaty, które utwierdzą Cię, czytaj wmówią Ci, że jesteś "wartościowa, fajna, ładna, zgrabna" - nie polecam tej drogi, Ona jest dobra tylko do wystartowania z miejsca
inaczej zostaniesz w miejscu, gdzie żyć bez takich zabiegów nie będziesz mogła, czytaj będziesz uzależniona od osoby która to będzie robić, i zdecydowanie będzie to substytut "szczęścia"
drugie wyjście, zacząć działać, przełamywać lęk, opór, małymi kroczkami, bo nie zmienisz tego na raz, i żyć spełniając się, niektórzy nazywają to "oddychać pełną piersią"
Summertime
skąd ta pewność że mężczyzna tego nie do ceni, nie do ceni tego chłopczyk, mężczyzna sądzę że jak najbardziej ![]()
(...) chciałam poznać Twoje zdanie.
Wiem o Tobie, Twych decyzjach i Twym związku tylko tyle, ile sama napisałaś i na tej podstawie tworzę opinię. Z Twych postów wylania się obraz osoby biernej, siedzącej na czterech literach i mającej 'zazłe' całemu światu. Wiem jednak, że zmiana myślenia o sobie i innych jest możliwa, możliwa lecz niekonieczna. Możesz do końca życia 'próbować' zmienić, możesz też zmienić. Jaka różnica między jednym a drugim? Odpowiem na swoim przykładzie. Kiedyś próbowałam wyprasować ubrania, tyle tylko, że nie brałam żelazka do ręki. Liczyło się wówczas dla mnie jednak to, że próbowałam. To było świetne wytłumaczenie.
Przeczytaj, ze zrozumieniem, zdania z mej sygnatury.
34 2016-08-04 10:14:13 Ostatnio edytowany przez ollesska (2016-08-04 10:21:18)
Wiecie co, ja się chyba z od niego uzależniłam. Bo, znowu BOJE SIĘ, że bez niego tam sobie nie poradzę i ogólnie, bo nikt mnie nie podwiezie, nie będę miała z kim pojechać na wakacje, z kim wyjść na spacer czy na zakupy. Zawsze chciałam mieć KOGOŚ przy sobie, na dobre i złe, żeby mnie wspierał i wysłuchiwał moich żali, on taki jest. co prawda coraz mniej cierpliwy, ale jest, póki co, bo nie odzywamy się do siebie od 2 dni, ja nawet wyłączyłam telefon i czekam aż się zorientuje, zmartwi, odezwie do mnie, włączam go tylko wieczorem by sprawdzić czy dzwonił, nie dzwoni.
A może wreszcie zauważysz, ile masz lat i będziesz zachowywać się adekwatnie do metryki?
A może zauważysz, że bycie bluszczem niszczy?
ja tu widzę próbę uzależnienia jego od Ciebie, przy okazji nakręcanie się tym wszystkim
nie chcesz z nim rozmawiać, to zmień numer, próba przyciągania poprzez limitowanie kontaktu, tresujesz gościa zdrowo
nie "nie odzywacie się" Ty się nie odzywasz od dwóch dni, taki drobny detal
a gość czeka spokojnie
37 2016-08-04 12:01:29 Ostatnio edytowany przez ollesska (2016-08-04 12:05:34)
no dobra ja się nie odzywam, a on się odzywa ?
ja też czekam.
jeszcze coś mi się przypomniało. od zawsze, w moim otoczeniu, żyłam w przekonaniu że mam 'zbyt wysokie wymagania wobec życia'. tylko teraz się zastanawiam, czy pójścia na studia do innego, dużego miasta, gdzie rynek pracy nawet dla studentów jest szerszy to są wysokie wymagania ? gdy powiedziałam chłopakowi że nie chce pracować jako kelnerka, on oburzony powiedział: 'a co to zła praca ? a to cię aż tak bardzo upokorzy ?' on będzie pracował w renomowanej, dużej firmie (nie, nie na budowie, bo pisząc że to praca za granicą można tak pomyśleć) a ja mam się zadowolić pracą kelnerki ? nie chcę tak, oczywiście, jak nie będę mieć wyjścia to wezmę każdą pracę, tylko samo to, że on nie rozumie, że ja chcę coś więcej, a z drugiej strony mówi, że ON chce coś więcej od życia, stąd podjęcie tej pracy, aby zapewnić nam życie na poziomie...
Strzyżono, golono. Rezygnuję.
to jest tak jakbyś w mieście w którym jesteś pierwszy raz, pytała o drogę
ktoś mówi skręć na tych światłach w lewo, potem na kolejnych w prawo, itd
na pierwszych skręcasz z lewo, potem już jedziesz na swojej nawigacji, i efekt taki że wracasz do tego samego punktu
moja rada jest jedna, zrób cokolwiek, jak nie wiesz jak i co zrobić, przypatrz się temu co byś zrobiła, realnie
i zrób dokładnie odwrotnie, i to będzie ta właściwa droga ![]()
cała reszta pójdzie sama dobrze ![]()
Wielokropku, ale ja podjęłam pewne kroki, zadzwoniłam do rodziny i jutro mają mi dać odpowiedź czy mnie przygarną, jeśli powiedzą TAK, składam zgłoszenie na studia, na szczęście jest drugi nabór, tak więc wasze rady są dla mnie ważne i nie jest tak że je olewam. Przynajmniej trochę ruszyłam z miejsca.
Po prostu w swoim ostatni poście chciałam zwrócić uwagę na zachowanie mojego faceta.