Kochane dziewczyny!
Mój mąż, z którym jestem w małżeństwie od dwóch lat powiedział wczoraj, że jego uczucia w stosunku do mnie bardzo osłabły, że on od dłuższego czasu bardzo mało do nie czuje ( rozumiem przez to, że przez ostatnie dni udawał jakieś uczucia do mnie, bo bał się powiedzieć? ). Przeszliśmy już jeden taki kryzys. On wtedy też nie za bardzo wiedział co z nim jest, był rozchwiany. Pokonaliśmy to wtedy ( tak mi się wydawało, prawda jednak jest taka, że chyba się nie udało... ) Po co to wszystko piszę? Z prośbą o radę... Dziewczyny, czy ja mam próbować to ratować, rozmawiać z nim, prosić, żeby się jakoś ogarnąć czy otrzepać się, wstać i z głową podniesioną iść dalej?
Staram się nie płakać, nie panikować. Wychodzę z założenia, że jeśli on ma wątpliwości w związku z uczuciami do mnie to w jaki sposób ja mam płakać i lamentować? Albo jestem od wczoraj w tak wielkim szoku... Między nami od dłuższego czasu było średnio, ale uznałam, że to normalnie w związku. Raz jest tak, a raz siak... Cóż. Wiele razy już przez niego cierpiałam i płakałam. Jakiś czas temu bez mojej zgody założył bardzo ryzykowny biznes za wielkie pieniądze. Biznes się nie powiódł... Ja w tym czasie dostałam tików nerwowych, codziennie płakałam.. jego bardzo dużo nie było w domu. I teraz jeszcze to...
Co mam zrobić ze swoim życiem? Dziecka nie mamy, mieszkanie jest moje. Nie mam pojęcia, co powinnam zrobić...