Pytanie do dziewczyn w parach, czy to mieszkających razem czy nie. Jak dużo z facetem swoim rozmawiacie? Np. jak mieszkacie razem, po pracy?
Ja dziś przeprowadziłam ciekawą rozmowę z facetem. Otóż nie pamiętam jak u nas na początku było, bo wiecie, zakochanie, zafascynowanie, wszystko razem było takie super i nowe. Teraz jesteśmy razem ponad 3 lata. Nie powiem, że nie rozmawiamy ze sobą, bo rozmawiamy, nie ma u nas tematów tabu, nie ma krępującej ciszy. Jak pojedziemy gdzieś na wakacje to nie wpatrujemy się w sufit, ale też niekoniecznie rozmawiamy 100% czasu. Po pracy rozmawiamy co słychać, jak minął dzień, rozmawiamy o bieżących sprawach. Rozmawiamy też oczywiście o przyszłości, przeszłości, marzeniach, planach itp. Jednak zauważyłam, że nie ma tak, byśmy przesiedzieli cały wieczór czy pół nocy przy herbacie / piwku / czymkolwiek i przegadali. No i dziś coś wspomniałam do faceta w stylu "dawno nie piliśmy tego drinka, pamiętasz jak kiedyś wieczorami piliśmy i gadaliśmy?" (tak mi się kojarzyło, że tak było). A on na to "nieee, raczej zazwyczaj piliśmy go i oglądaliśmy film". No i tak zaczęliśmy o tym dyskutować, i wyszło, że wcale jakoś zatrważająco dużo ze sobą nie rozmawiamy.
Mój facet powiedział "dużo to pojęcie względne, według mnie rozmawiamy normalnie, a kto w ogóle powiedział, że w związku trzeba rozmawiać dużo?" no i w sumie nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Tłumaczę mu, że chyba powinno się dużo rozmawiać, poznawać się, móc przegadać ze sobą godziny. Ten mi odpowiedział, że skoro dogadujemy się i mamy o czym ze sobą rozmawiać to jest najważniejsze, a wyznacznikiem chyba nie jest to, czy spędzamy wieczory na rozmowach, czy nie. I dodał jeszcze, że chyba by padł, jakby miał rozmawiać parę godzin pod rząd ![]()
Wygląda to na przykład tak: w pracy wymienimy parę smsów, jak trzeba to dzwonimy do siebie. Po pracy kładziemy się razem i rozmawiamy co słychać, jakąś godzinkę czy dwie, czasem krócej jak nie ma czasu albo siły. Potem np. ogarniamy mieszkanie czy coś gotujemy i w trakcie też o czymś rozmawiamy, i na wieczór puszczamy film. Oczywiście wychodzimy też z domu, ale nie jesteśmy parą, która 100% czasu wtedy rozmawia. Często podróżujemy i nie nudzimy się ze sobą, ale też po powrocie z tej podróży nie rozprawiamy o niej tygodniami.
No i tak się zastanawiam. Czy to normalne? Kto tu ma rację? Bo to mi się takie oczywiste zdawało zawsze, że powinno się duuużo ze sobą rozmawiać, ale nie umiałam mojemu odpowiedzieć na jego pytania. Wiem, że każdy jest inny i każdy ma inne potrzeby, no ale... sama już nie wiem. Powiedzcie mi, co sądzicie o tym :>
Faceci to pragmatycy i w odróżnieniu od kobiet nie lubią dzielić włosa na 4
o czym więcej chciałabyś z nim rozmawiać?
Faceci to pragmatycy i w odróżnieniu od kobiet nie lubią dzielić włosa na 4
o czym więcej chciałabyś z nim rozmawiać?
O milionie rzeczy można rozmawiać, o wszystkim. Jak czytam nieraz wypowiedzi par na różnych forach to widzę, że potrafią parę wieczorów czy jeden chociaż w tygodniu np. przesiedzieć razem i po prostu rozmawiać. O pierdołach, albo przyszłości, przeszłości, marzeniach, czy też polityce, zainteresowaniach, albo po prostu o jakichś głupotach. I jak kiedyś się wypowiedziałam, że tak nie mamy, to wszyscy się dziwili, jak tak można.
No dobra. .. ale w czym problem? Przeszkadza Ci to?
No dobra. .. ale w czym problem? Przeszkadza Ci to?
Nie tak bardzo, żeby kończyć z tego powodu związek. Ale tak, ja lubię rozmawiać i mogłabym rozmawiać o wiele więcej.
Ok. A jeśli zaczynasz rozmowę to jak się to rozwija?
Ok. A jeśli zaczynasz rozmowę to jak się to rozwija?
To zależy, czy on jest zmęczony, czy nie. Często po pracy jest zmęczony, bo w pracy też dużo rozmawia i go to męczy. Wtedy coś odpowie, krótko i na temat i tyle. Ale czasem rozmowa się rozwija bardziej.
No to chyba jest ok, co? Nie wymagaj cudów od człowieka, który pada na przysłowiowy pysk ![]()
No to chyba jest ok, co? Nie wymagaj cudów od człowieka, który pada na przysłowiowy pysk
Nie wymagam cudów, bo nie chcę tego ciągle. Ale np. na weekend można by, nie? ![]()
Chcesz powiedzieć, że robię problem z niczego? Ty też tak masz w swoim związku (o ile jesteś w związku)?
Mój mąż nie należy do bardzo gadatliwych i wylewnych osób
Nie przejmuj się tym jak jest u innych. Wam musi być dobrze.
Pytanie do dziewczyn w parach, czy to mieszkających razem czy nie. Jak dużo z facetem swoim rozmawiacie? Np. jak mieszkacie razem, po pracy?
Ja dziś przeprowadziłam ciekawą rozmowę z facetem. Otóż nie pamiętam jak u nas na początku było, bo wiecie, zakochanie, zafascynowanie, wszystko razem było takie super i nowe. Teraz jesteśmy razem ponad 3 lata. Nie powiem, że nie rozmawiamy ze sobą, bo rozmawiamy, nie ma u nas tematów tabu, nie ma krępującej ciszy. Jak pojedziemy gdzieś na wakacje to nie wpatrujemy się w sufit, ale też niekoniecznie rozmawiamy 100% czasu. Po pracy rozmawiamy co słychać, jak minął dzień, rozmawiamy o bieżących sprawach. Rozmawiamy też oczywiście o przyszłości, przeszłości, marzeniach, planach itp. Jednak zauważyłam, że nie ma tak, byśmy przesiedzieli cały wieczór czy pół nocy przy herbacie / piwku / czymkolwiek i przegadali. No i dziś coś wspomniałam do faceta w stylu "dawno nie piliśmy tego drinka, pamiętasz jak kiedyś wieczorami piliśmy i gadaliśmy?" (tak mi się kojarzyło, że tak było). A on na to "nieee, raczej zazwyczaj piliśmy go i oglądaliśmy film". No i tak zaczęliśmy o tym dyskutować, i wyszło, że wcale jakoś zatrważająco dużo ze sobą nie rozmawiamy.
Mój facet powiedział "dużo to pojęcie względne, według mnie rozmawiamy normalnie, a kto w ogóle powiedział, że w związku trzeba rozmawiać dużo?" no i w sumie nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Tłumaczę mu, że chyba powinno się dużo rozmawiać, poznawać się, móc przegadać ze sobą godziny. Ten mi odpowiedział, że skoro dogadujemy się i mamy o czym ze sobą rozmawiać to jest najważniejsze, a wyznacznikiem chyba nie jest to, czy spędzamy wieczory na rozmowach, czy nie. I dodał jeszcze, że chyba by padł, jakby miał rozmawiać parę godzin pod rząd
Wygląda to na przykład tak: w pracy wymienimy parę smsów, jak trzeba to dzwonimy do siebie. Po pracy kładziemy się razem i rozmawiamy co słychać, jakąś godzinkę czy dwie, czasem krócej jak nie ma czasu albo siły. Potem np. ogarniamy mieszkanie czy coś gotujemy i w trakcie też o czymś rozmawiamy, i na wieczór puszczamy film. Oczywiście wychodzimy też z domu, ale nie jesteśmy parą, która 100% czasu wtedy rozmawia. Często podróżujemy i nie nudzimy się ze sobą, ale też po powrocie z tej podróży nie rozprawiamy o niej tygodniami.
No i tak się zastanawiam. Czy to normalne? Kto tu ma rację? Bo to mi się takie oczywiste zdawało zawsze, że powinno się duuużo ze sobą rozmawiać, ale nie umiałam mojemu odpowiedzieć na jego pytania. Wiem, że każdy jest inny i każdy ma inne potrzeby, no ale... sama już nie wiem. Powiedzcie mi, co sądzicie o tym :>
Myślę, że zaczynasz szukać dziury w całym i brakuje ci emocji
. Uważaj, bo zaraz będziesz je mieć, na własne życzenie...
. Może lepiej dziś po pracy przygotuj wam dobrego drinka, napijcie się i po prostu się do siebie uśmiechnijcie
.
Myślę, że zaczynasz szukać dziury w całym i brakuje ci emocji
. Uważaj, bo zaraz będziesz je mieć, na własne życzenie...
. Może lepiej dziś po pracy przygotuj wam dobrego drinka, napijcie się i po prostu się do siebie uśmiechnijcie
.
haha dzięki ![]()
A u nas to zależy czasami mamy dzień, że oglądamy film, śpimy po pracy, umilamy sobie nieco inaczej czas(:P), a czasami idziemy na piwko do knajpki i rozmawiamy:) Nie dyskutujemy cały czas. Nie sztuką jest ciągle gadać, ale też potrafić milczeć w swoim towarzystwie. Generalnie raczej chyba gadanie jest domeną kobiet, aniżeli mężczyzn.
No i tak się zastanawiam. Czy to normalne? Kto tu ma rację? Bo to mi się takie oczywiste zdawało zawsze, że powinno się duuużo ze sobą rozmawiać, ale nie umiałam mojemu odpowiedzieć na jego pytania.
Więcej wcale nie znaczy lepiej. Są rozmowy i rozmowy, jedne coś dobrego do związku (i ogólnie relacji) wnoszą, ale są i takie, które wydają się absolutnie zbędne, a wręcz niepożądane.
Nie sztuką jest ciągle gadać, ale też potrafić milczeć w swoim towarzystwie. Generalnie raczej chyba gadanie jest domeną kobiet, aniżeli mężczyzn.
Otóż to. Osobiście zupełnie nie rozumiem potrzeby rozmawiania dla samego rozmawiania. Przecież równie dobrze można po prostu pobyć w swoim towarzystwie, pomilczeć, posłuchać muzyki. Możliwości jest mnóstwo, a takie bezproduktywne używanie aparartu mowy na dobrą sprawę wcale ludzi do siebie nie zbliża, za to może zmęczyć. Mnie by zmęczyło.
Jak pojedziemy gdzieś na wakacje to nie wpatrujemy się w sufit, ale też niekoniecznie rozmawiamy 100% czasu.
Rozumiem, że Ty wolałabyś te 100% czasu rozmawiać?
Osobiście wyznaję zasadę, że jeśli w czyimś towarzystwie czuję się dobrze i naprawdę swobodnie, to nawet wspólne milczenie jest wartościowe. Mało tego, ja kocham taką ciszę.
Olinka coś się chyba poprzestawiało bo jestem autorką większości cytatów, których nie napisałam:D
Lilianno, najmocniej Cię przepraszam, rzeczywiście pojawił się błąd, którego nie zauważyłam. Poprawione
.