Mam 18 lat. Ostatnio znowu zaczął do mnie pisać mój kolega z jasnymi przekazami ze chciałby ze mną być. Jest jednak pewien problem. Pochodzę z tak zwanego "dobrego domu", a on tak niekoniecznie. Jesteśmy sąsiadami, moi rodzice go znają i nie za bardzo go lubią. Ogółem historia jak z jakiegoś amerykańskiego filmu dla młodzieży.
Jestem osobą dosyć nieśmiałą, ale otwartą. Uważam że jestem zdominowana przez moją matkę, która mnie wychowywała w przekonaniu że nie mam wlasnego zdania i tylko ona ma rację. Moje życie zawsze się ograniczało do nauki, zajęć dodatkowych i siedzenia w domu
podczas gdy moi rówieśnicy chodzili na imprezy. Ja też chciałam przynajmniej raz pójść, ale nawet nie mam z kim pójść (moje najbliższe koleżanki nie za bardzo gustują w takich wydarzeniach). Czuje sie przez to nudna, żyje w przekonaniu że marnuję najlepsze lata mojego życia. Bo przecież kiedy się wyszaleję. Owszem byłam na paru osuemnastkach, ale to nie były jakieś "mocne" imprezy. W tym roku zdaję maturę i chcę wyjechać na studia. Najlepiej za granicę. Mam wrażenie ze da mi to przynajmniej odrobinę wolności. I skończą sie pytania typu: gdzie idziesz? z kim idziesz? kiedy wrócisz? Ja się czuję zobowiązana wobec moich rodziców zeby sprawiać wrażenie że mnie dobrze wychowali.
Nigdy nie miałam chłopaka. Może boję się że ktoś mnie wykorzysta i zostawi, albo ograniczy resztki mojej wolności lub nie zostanie zaakceptowany przez moich znajomych. Ostatnio mój sąsiad, który jest w moim wieku zaczął mnie podrywac. Zaprosił mnie na randkę. Gdy wychodziłam z domu matka zapytała sie z kim wychodzę. Musiałam odpowiedzieć bo by mnie nie póściła. Gdy powiedziałam, powiedziała mi ze to nie jest towarzystwo dla mnie, ale pozwoliła mi wyjść. Wszystko fajnie, kino, potem długo rozmawialismy przed domem. Nastepnego dnia masa pytań ze stony matki (ojciec ma mnie w nosie) i przestroga że to nie jest dobry człowiek. Smutno mi takie rzeczy słyszeć o kimś z kim mam dobry kontakt, wspólne zainteresowania, o kimś kto mnie lubi taką jaka jestem i nie widzi we mnie tylko nudnego kujona, tylko dziewczynę, która ma w głowie poukładane. Owszem widzę w nim masę wad i wiem dlaczego moja matka może go nie lubić, ale czy to jest powód żeby nazywać kogoś złym czlowiekiem? Teraz sama już zaczynam myśleć czy on jest dla mnie odpowoedni. W mojej glowie jest wiele sprzeczności. Nie mam z kim o tym pogadać bo boję sie ze nikt mi nie pomoże. Nie wiem ci robić, muszę się wygadać, bo zwariuję.
Witaj annanatalia, po pierwsze jestes mloda osoba i naprawde teraz Twoim najwiekszym problemem powinna byc matura. To okropne co wyprawia z Toba mama, bardzo Cie krzywdzi choc mysli, ze wlasnie tak Cie broni przed zlym swiatem. Jedynym ratunkiem naprawde sa dla Ciebie studia, staraj sie dostac sie na dobra uczelnie, zeby rodzice poczuli ze spelnili swoj "obowiazek". Z tym sasiadem spotykaj sie dalej, ale mow ze to kolega po prostu i szczerze piszac nie przywiazuj sie do niego zbytnio skoro planujesz studia za granica. Poza tym nie znasz go dokladnie, moze okaze sie ze wcale nie jest taki super jak sie wydaje, a Tobie chodzi glownie o to zeby nie byc uwazana za kujonke. W klasie maturalnej lepiej nia pozostan...studia to masa nowych znajomosci i tam mozesz w koncu zaczac byc soba i robic to co Ci sie podoba, choc czasem to nielatwe zadanie, powodzenia ![]()