Cześć, jestem tu nową osobą. W sumie to nie wiem jak zacząć bo zawsze trudno mi było mówić o swoich problemach publicznie. Nigdy wokół mnie nie było zaufanej osoby, z którą mogłabym porozmawiać na dany temat. Mówi się, że czasami warto zwierzyć się obcym osobom, więc dzisiaj właśnie tego spróbuję ![]()
Zacznę od tego, że jestem prawie z chłopakiem rok czasu. Wiadomo, początki - fantastycznie. Miłe sms-y, czułe słówka, długie spotkania, rozmowy o wszystkim i o niczym. Aż chciało się wtedy żyć! No ale jak to zawsze bywa "wszystko co dobre, zawsze się kiedyś kończy". Wdarła się tu rutyna, codzienność. Kłótnie, awantury - zawsze spowodowane przeze mnie bo on to spokojny człowiek, nie lubiący się kłócić. Ale gdy ja wiem, że o coś mi chodzi, to rzeczywiście mnie coś nurtuję. Głównie chodziło o to, że przestałam być zauważana, doceniona, dopieszczona słowem i nieatrakcyjna dla niego. Gdy tylko próbowałam mówić o tym co czuję i czego oczekuje od niego zazwyczaj czytałam i słyszałam to: "nie przesadzaj", "daj mi spokój", "powtarzasz się, a to się robi już nudne", "skończ", "nie zawracaj mi dupy"... Może zbyt dużo go tym męczyłam, więc przestałam o tym mówić, czasami się zdarzy, ale przymykam buzię i nie drążę tematu. Z drugiej strony wydaję mi się, że próbowałam go trochę owinąć wokół palca, ale to jak najbardziej szybko już nie wchodziło w grę bo ten o to osobnik wycwanił się na tyle, że się nie dał - odpuściłam. I żyjemy tak dzień za dniem... nic ciekawego się nie dzieje, aż tu nagle obrót wszystkiego o 180 stopni. Znalazł pracę, a zaocznie zaczął studia. Musiałam się pogodzić z tym, że ja idę w odstawkę i poszłam. Spotykamy się rzadko, a nasze rozmowy i wiadomości właśnie wyglądają tak. Wierzcie mi mój mózg paruje od nadmiaru informacji i ciągłego narzekania. Od rana do wieczora są dwa tematy: praca i szkoła... Gdy ostatnio próbowałam zmienić temat by chociaż trochę rozluźnić atmosferę, napisałam: "dziś mija 11 miesięcy odkąd jesteśmy razem", zatem on napisał: "fiufiu :*" i zaczął swój monolog dotyczący pracy. Staram się zrozumieć, że mu ciężko ale ja też tu jestem. Istnieję, oddycham, czuję. Potrzebuje zauważenia, potrzebuję w końcu popisać, porozmawiać o czym konkretnym np.: o nas, o życiu, przyszłości, a nie żyć jego ciągłym narzekaniem. Jestem kobietą, a każda kobieta chcę czuć, że jest kochana... Chciałabym poczuć, że jestem kimś dla niego ważnym, wartościowym, kimś z kim może być szczęśliwy i uśmiechnięty. No ale niestety trudnych charakterów nie zmienimy, a ja chciałabym dowiedzieć się jak można znów wzbudzić tą iskierkę by znów było to pożądanie i uczucie, które we mnie nadal trwa, a w nim gaśnie?
Mam nadzieję, że ktoś opowie swoją historię lub powie jakąś radę. Każda będzie cenna. Pozdrawiam ![]()