Jakieś dwa tygodnie temu byłam na ślubie i przyjaciółki. Dokładałam wszelkich starań aby wyglądać jak "kobieta z klasą".Niestety moje wszelkie nadzieje, przygotowania spełzły na niczym. Już jadąc samochodem do kościoła dostałam wysypki na twarzy i karku, ponieważ przed wyjściem nałożyłam sobie nawilżającą maseczkę. Tak wiec pierwsze miejsce do którego sie udałam zaraz gdy dojechaliśmy na miejsce była toaleta. Tam starałam sie załagodzić podrażnienie przy pomocy kompresów z ziemnej wody:)
Po dwóch minutach przebywania w kościele złamałam obcas gdy chciałam wejść do ławy. Przez cała msze chwiałam sie na prawo i lewo i myślałam ze ludzie wezmą mnie za osoba która musiała sie już znieczulic.:(
Po tym jak wytrwałam w kościele pojechaliśmy na sale. I tutaj znowu po pewnym czasie, a dokładnie po trzech godzinach, siedząc przy stole usłyszałam taki dziwne "prych". Po zmacaniu całego mojego ciała co sie okazało?? Ze szczelił mi zamek w spódnicy!!!!!!!! I najgorsze ze nie wiem dlaczego, chyba za dobrze gotowali:). Tak czy inaczej mama Magdy wzięła biała nitkę i pięknie zaszyła zamek w srebrnej spódnicy:)
Potem w miarę się uspokoiło, tanczyłam ze wszystkimi i świetnie sie bawiłam. Bez butów gdyż nie umiałam dłużej wystać na tych szpilkach. Ostatni skutek zabawy jaki poczułam w niedziele kiedy mama wyciągała mi drzazgi ze stop. Naliczyła ich sześć:)
Morał z tej przygody...im bardziej sie staram tym gorzej mi wychodzi:)
Nieźle się ubawiłam czytając tą historię,hmm powinnaś się chyba cieszyć,że to nie było Twoje własne weselisko;)Pozdrawiam
Ja też sie cieszę.. tylko było mi przykro że mimo moich wysiłków i tak dałam kapy??? Może znacie jakieś sposoby aby w takich sytuacjach być jak gwiazda?? Nie mieć żadnych wpadek??:)
Rzeczywiście......pecha to Ty miałaś dziewczyno!! Ja myślę,że w takim dniu-żadne scenariusze tak naprawdę nie działają.Nigdy nie da się przewidzieć sytuacji,które będą miały miejsce.W czasie ślubu mojego syna- a siedziałam w pierwszej ławce - w pewnym momencie zaczęła się nerwówka- młodzi spoglądali na świadków,świadkowie na siebie- za chwilę jeden ze świadków podszedł do siostry młodej- poszeptali - i zdjęła z palca obrączkę i dała Mu ją.No....... pomyślałam...... gdzieś zgubili obrączkę.Reszta gości siedzących z tyłu -wogóle nie zauważyła,że coś się działo.Okazało się,że to kościelnemu,który szedł z obrączkami do ołtarza-upadła gdzieś - i nie mógł jej znależć.Ksiądz opóźniał moment zaślubin- ale nie dało się tego przeciągać w nieskończoność -obrączki nie było dalej.Stąd ceremonia musiała być w pożyczonej. Kościelny w końcu znalazł zgubę- i synowa szybko podmieniła ją-tę drugą -oddając synowi do kieszeni.Po wyjściu z kościoła wiadomo- życzenia,ryż,pieniążki........ i tak pojechali na salę weselną.Tam siostra synowej podeszła do młodych prosząc o zwrot swojej obrączki.Syn nerwowo zaczął szukać po kieszeniach........ obrączki niestety nie było.Co sie okazało? Obrączka leżała pod stołem- bo syn wyciągnął ją razem z chusteczką do nosa - zupełnie nieświadomie.Historia ta jest komiczna ale widzisz aleX ...... i takie się zdarzają na ślubach
5 2008-10-08 12:50:40 Ostatnio edytowany przez Balladyna (2009-10-16 11:37:24)
O kurcze, Danusiu ! Ta historia z obrączkami jest trochę mroczna .... Gdybym była bardziej przesądna.. kto wie - powiedziałabym; fatum ?!
- no nie, żartuję.
Ale mój mąż, który jeśli chodzi o obrączki jest odrobinę ostrożny, zabraniał mi wkładać moją obraczkę przed ślubem.
aleX-to historia jak u Bridget Jones !!! ale się uśmiałam (no przepraszam - ale to bardziej śmieszne niż godne wspólczucia!)
Mnie przytrafiła się kiedyś podobna historia z maseczką na twarz, po niej na całe życie zapamiętałam sobie lekcję, by nowych kosmetyków nie stosować przed ważnymi wydarzeniami/wyjściami.
Pozdrawiam. ![]()
6 2008-10-08 13:29:56 Ostatnio edytowany przez Danusia (2008-10-08 13:30:58)
oxyewa- wystarczy,że moja teściowa jest przesądna......co Ona nie nagadała mojemu mężowi przed ślubem-a to ,że ma mi koniecznie nadepnąć na suknię-/szczęście,że była długa,bo jakby depnął trzewikiem na krótką????? aż strach pomyśleć!!/ żeby okręcił mną przed ołtarzem,żeby nie puszczał ani na chwilę jak będziemy odchodzić z klęczników.......... och!!!!!!!!! naiwna..........haaaaaaa i tak dominowałam w naszym związku ....... i na nic zdały się napomnienia przedślubne. Wiesz........ a tak poważnie - troszkę "trząsnęły" mną te perypetie z obrączką.Jednak wychodzę z założenia,że żadne fatum nie decyduje o szczęściu czy nieszczęściu- i jeśli młodzi będą pielęgnować swoje uczucia,rozumieć się,wspierać wzajemnie- to żadne gusła w tym nie przeszkodzą- by byli szczęśliwi.
przypomniało mi się że jak moi rodzice odchodzili od ołtarza(a byli bardzo młodzi moja mama 16lat,tata 19)to babcia też nagadała mamie a druga tacie że mają się nie puszczać po odejściu z klęcznika,i koniecznie to "TY"(do rodziców) masz przeciągnąć drugie na swoją stronę.
Moja mama tak się skupiła na tym przekręcaniu po ceremonii że po pierwsze nic z przysięgi i ceremonii nie pamiętała,a po drugie jak tylko wstali,goście się patrzą co jest a ci stoją przy tym ołtarzu i jedno w tą a drugie w tamtą dobre pare minut to trwało aż się wreszcie puścili i jedno w prawo a drugie w lewo.Po półtora roku się rozwiedli.Coś w tych przesądach jest.
8 2008-10-09 09:39:40 Ostatnio edytowany przez Ansja (2008-10-09 09:40:30)
Woow.. niezłe historie
brysia- u mnie w rodzinie też był podobny przypadek- moja ciotka rozwiodła się z wujkiem po jakimś roku, a przytrafiła im się podobna sytuacja w kościele jak u Twoich rodziców.
Ja, rok temu, świadkowałam u mojej siostry na ślubie. Najpierw, przed mszą, usiadłam na czymś tłustym moją śliczną, pomarańczową sukienką
Plama była widoczna z 200 m ...
- niektórzy pytali czy nie dostałam okresu.. (o matko!!!) Później, już na sali, w wyniku dość ekspresyjnego tańca, mój brat oderwał mi guzik od już i tak nieszczęsnej sukienki, który potem- w sposób niezwykle zgrabny, czarną (!!) nitką przyszyła mi moja siostra... No a potem nie zdziwił mnie fakt, kiedy od moich butów odleciały wszystkie koraliki i cekinki, jakie tam były przyszyte..
Więc ja także znam smak porażki po wielkiej batalii starań ![]()
Ansja-no to troszkę wstydu było szczególnie z tą plamą jakby od okresu.Właśnie bywa i tak ale cóż trzeba robić uśmiech na 5+ i udawać że tak właśnie miało być.Wtedy to dopiero wszyscy są zdziwieni
Fakt, nadrabiałam miną
Ale z tą plamą nie było tak źle, w sumie to spodziewałam się zgryźliwych uwag pod moim adresem od niektórych osób no i się doczekałam
Ale to mnie nie zbiło z tropu i bawiłam się na ile mi sił wystarczyło ![]()
i tak powinno być!grunt to poczucie humoru nie zawsze przez innych zrozumiane ale.......co tam
Z weselnych historii przypomniała mi się jedna - bo akurat gotuję buraczki-a z nimi też w jakiś sposób się ona łączy.Trzy lata temu w soboty dodatkowo pracowałam w jednej małej firmie.Pojechałam do pracy - i dwaj koledzy przyszli do mnie- z zapytaniem- czy bym nie pojechała z nimi w delegację na wesele do kolegi z pracy.Zapytałam kiedy- a oni...... dzisiaj. Dzisiaj- to niemożliwe odpowiedziałam- mam do gotowania buraczki w słoikach.Eeeee oni na to - jak o 14 zawieziemy Cie do domu to na 16 zdążysz i ugotować buraki i uszykować się.Rzeczywiście- sprawnie się urychtowałam- buraki na piec,ja do wanny- a że mam naturalnie kręcone włosy- nawet z fryzurą nie było kłopotu.Sukienka taka elegancka tez jakaś w szafie była- buty na obcasie -oczywiście - i w drogę.Gdy Pan Młody zobaczył mnie w kościele- ze zdumienia-aż oczy wytrzeszczył- bo na pewno się mnie nie spodziewał.I wyobraźcie sobie- to był trzeci taniec na tym weselu- ja trzeźwiutka jak niemowlę .Goście zrobili koło- a młodzi wybierali sobie patrnerów do tańca.Młody przyszedł i poprosił mnie.To był dość energiczny taniec,ja w sukience do pół łydki,na wysokich obcasach- jak mną zaczął wywijać- zahaczyłam obcasem o listwę sukni- i walnęliśmy oboje - na glebę.Upadłam na nadgarstek lewej ręki a On- padając walnął mnie w kostkę od prawej nogi.Bolało jak diabli ale dzielnie bawiłam się dalej.Jednak po pewnym czasie i ręka i noga zaczęły puchnąć- i nie widząc innego wyjścia -zawieziono mnie do szpitala.Tam prześwietlenie- okazało się,że ręka jest złamana a kostka na szczęscie tylko wybita. Oczywiście założyli mi elegancki gips -i z tym gipsem "wparadowałm" na salę weselną.Wszyscy osłupieli - bo mało Kto zauważył ten incydent z "wywrotką".Ja niestety-tylko zabrałam swoje rzeczy i pojechałam do domu.
dziewczyny mysle że nasze historie nadaj się na jakis dobry scenariusz:) ubawilam sie po pachy... smialam sie a w biurze patrzyli mina mnie jak na wariatke:) ale co tam.., dzieki wam przynajmniej wiem ze nie mam zadnego zlego fatum. Nie jestem sama:)
miałaś pecha nie da sie ukryc ale zawsze moglo byc gorzej
miałaś pecha nie da sie ukryc ale zawsze moglo byc gorzej
Juzia..........ale 5 tygodni nosiłam gips na lewej ręce i jako,że jestem leworęczna- nie umiałam sobie radzić z podstawowymi czynnościami.Jedynie z jednym nie było kłopotów- moi koledzy z pracy- na zerwanie chcieli bym chodziła do wc- bo trzeba mi było rozpinać spodnie a oni jakoś bardzo byli do tego chętni.
Dziewczynki......... jutro jadę na czwarte w tym roku wesele.Trzy odbyły się bez ekscesów...... ufam,że to ostatnie w tym roku- też będzie w porządku.
trzymam mocno kciuki!!! napisz koniecznie czy ktos inny nie mial (cholernego) weselnego szczescia:)
pozdrawiam
No Danusia, Ty to masz przygody ! Czekamy na sprawozdanie z jutrzejszego wesela. Baw się dobrze i uważaj na siebie ! ![]()
oxywa- dzięki za życzenia.Wszystko odbyło się bez komplikacji- a do tego trzeba mnie było widzieć jak po poprawinach -w rytm muzyki dochodzącej do kuchni- wycierałam naczynia.
Jednak Wam coś opowiem.Trochę się bałam - bo to choć czwarte wesele w tym roku - to pierwsze nie w rodzinie.A wiadomo - rodzinka nie pozwoli samotnej babeczce,której aż nóżki rwią się do tańca "grzać" krzesła- tu nie bardzo wiedziałam- czego się spodziewać.Jedna z pań- opowiedziała mi,jak to dała ogłoszenie do gazety,że poszukuje osoby towarzyszącej na wesele.Zgłosiło się 20 panów .... i wybrała sobie jednego i z Nim przyjechała. Facet zamiast trzymać się kobitki,której zdecydował się towarzyszyć-/ a ta była po 70-ce- ale niezmiernie zadbana i pięknie odpicowana/ -zaczął "latać " za pewną... pięćdziesiątką- w tańcach oczywiście.Ja jestem dość energiczna- i starałam się mykać jak najdalej od "epicentrum" zainteresowania.Ktoś kto patrzył z boku musiał mieć niezły ubaw widząc jak z prędkością wiatru .....przemierzam salę balangową.Ale nie było innego wyjścia- bo już znałam całą historię tej pani i uważam,że było by nietaktem "wcinanie się" między wódkę a zakąskę.Pani jednak wnerwiła się ,bo wczoraj już na poprawiny przyjechała sama- ubolewając,że może i tańczyć umiał- ale pożytku z Niego innego nie miała.Uśmiałam się do łez.
heheh najwazniejsze ,ze nie Ucierpialas az tak bardzo...los bywa zlosliwy i plata niezle figle jak widac
...dobrze sobie jednak Poradzilas i nie Poddalas mu sie siedzac ,ze zwieszona mina czy smutkiem
....zamek zaszyty...Potancowalas
...Obcas sie naprawi ,a jak nie buty zawsze nowe mozna kupic
...najgorsze te drzazki,ale Mamuska skutecznie je wyplemila
....Na ludzi nie ma co patrzec niech mysla sobie co Chca
....w koncu latwo kogos ocenic...a nie zawsze musi byc tak jak wyglada
....gratuluje pogody ducha w walce z wrednym losem....to chyba najwazniejsze ,zeby sie nie poddac i stawic losu czola....pozdrawiam
oxywa- Jedna z pań- opowiedziała mi,jak to dała ogłoszenie do gazety,że poszukuje osoby towarzyszącej na wesele.Zgłosiło się 20 panów .... i wybrała sobie jednego i z Nim przyjechała. Facet zamiast trzymać się kobitki,której zdecydował się towarzyszyć-a ta była po 70-ce- ale niezmiernie zadbana i pięknie odpicowana/ -zaczął "latać " za pewną... pięćdziesiątką ?/ Pani jednak wnerwiła się ,bo wczoraj już na poprawiny przyjechała sama
Dziwaczny pomysł... kasting na "towarzysza weselnego" ... Dobrze chociaż, że nie ufundowała mu poprawin, skoro całe wesele latał za Tobą.. hihihi
Masz cierpliwość Danusiu, że nie przypomniałaś delikwentowi o miejscu przewidzianym dla niego ... ![]()
22 2008-10-15 10:26:08 Ostatnio edytowany przez Danusia (2008-10-15 10:28:15)
Haaaaaaaaa......... oxyewa. ..... ja nawet starałam się zrozumieć tę kobietę-tymbardziej,że pewnie widząc potencjalne "zagrożenie" opowiedziała mi swoją historię.Nie zna mnie- więc nie wie,że ja już z natury nie zaginam parolu na cudzych mężczyzn. Wiesz jakie wysnułam wnioski? Nie daj mi Boże takiej ostateczności- bym drogą ogłoszenia szukała Kogoś,kto mi potowarzyszy.Powiedziałam Jej jedno- jestem na czwartym weselu sama- i powiem,ze jest to lepsze wyjscie niż towarzysz.... na okoliczność. Jednak kazdy robi jak uważa i jak Mu pasuje. Patrz - mam 50 lat- ta pani -ponad 70 - czyli 20 lat różnicy .Jak latam po portalu Netkobiety- większość bywających tu - jest w wieku moich dzieci - jednak cieszę się,że nie ma we mnie ani zazdrości,że są młodsi - ani zawiści- bo przecież ja mam coś... co osiąga się z wiekiem........ doświadczenie życiowe.Jednak jak każdemu z nas - niezaleznie od wieku -zdarza mi się i błądzić i mieć wątpliwości.Dlatego tu jestem.Czasem czytając różne historie- uświadamiam sobie,że nie jest ze mną tak źle,że inni mają gorzej.Mała to może pociecha........... ale....... Ja ignorowałam tego gościa- to nie moja "brocha",że zamiast "przyspawać się" do osoby-dzięki której się znalazł na tym weselichu.....latał jak kot z pęcherzem
Witam was, ja też się ubawiłam waszymi historiami, choć zdaje sobie sprawę, że ich bohaterkom musiało być nie do śmiechu:) Nie wiem czy jest coś gorszego od wysypki w dniu ważnego wyjścia, albo jakichś rumiaków na centralnych częściach twarzy, które normalnie nigdy nie wyskakują. Wydaje mi się, że jak człowiek jest wyluzowany to jest mniejsze prawdopodobieństwo jakichś takich wpadkowych przeżyć.
Jeśli chodzi o te wszystkie przesądy przed, w trakcie i poślubne to się od tego całym sercem odcinam i w ogóle nie praktykuje, ale zawsze napawa mnie zdumieniem ich ogromna liczba. Myślałam, że już znam wszystkie związane zze ślubem, ale nie, gdzież tam..hehe Pamiętam jak byłam świadkiem na slubie u znajomej i cały czas molestowała mnie jej babcia i mama pana młodego: "nie witaj się przez próg, nie rób tego tamtego" Współczuje parze młodej. Na swoim weselu jak mi ktoś wyskoczy z jakimś przesądem to będzie źle:> pozdrawiam:)
Jak tak czytam o weselach to znów mi się przypomniało... ![]()
Zawsze będzie mi wstyd z powodu nagrania na mojej kasecie weselnej.
Więc tak...kilka osób mówiło że bimber jest nie bardzo(za słaby),więc jak koledzy zaproponowali byśmy się napili na wiejskim stole,a było już pózno więc każdy z nas coś wypił już wcześniej.W kilka osób wraz z moim nowo poślubionym poszliśmy.Dla mnie niestety nie starczyło szklaneczki na popitkę,pijemy każdy popija a ja co???Wzruszam ramionami i mówię DOBRE -bo okazało się że nie jest mocne tak jak mówili goście...A jak się okazało kamerzysta wszystko sfilmował,wyobrażacie sobie???Zawsze jak oglądamy nagranie to tak mi głupio,wychodzę zanim ktoś zdąży skomentować.
A dodam że ja barzo rzadko piję coś oprócz piwa ,tylko na weselach,ale powiem Wam organizm mam po ojcu i czasem to bez popicia mogłabym wódkę wypić,dziwne nie bo mało osób tak może...
Jeszcze coś mi się przypomniało.Byłam na weselu u rodziny prawie 200km.od domu a że znałam tam jednego faceta to poprosiłam by przyszedł na to wesele jako moja osoba towarzysząca,bo ja nie miałam chłopaka.Ten spytał mnie czy może zatańczyć z inną bo znał ją, ja się zgodziłam,potem tańczył jeszcze z moją siostrą cioteczną,a podczas tego tańca tak wywijał pupą że mu spodnie na szwie poszły...
Ale na szczęście na tym weselu bawiła się też jego koleżanka z klasy a mieszkała na przeciwko sali,tak więć poszliśmy wszyscy do niej i zszyła mu te spodnie i bawiliśmy się dalej... ![]()
To witanie .....przez próg ..... wg przesądów jest niedozwolone nie tylko na ślubach ale wogóle.Ja w pracy swoją torebkę zawsze odruchowo kładę na podłogę- i też wiele osób powiedziało mi- że przez to nie będę miała pieniędzy,że szybko będą uciekały - a one uciekaja i to nie ze względu na torebke........ haaaaaa W ilości przesądów wszelkiego kalibru bryluje moja teściowa- na każdą okolicznośc ma ich conajmniej kilka- a może dlatego - ja sie tylko z nich śmieję.Miranda....... oczyma wyobraźni widze tego chłopaka .....z pękniętymi portkami- ale musiał wywijać !!!!!!!! Czyli tancerza trafiłaś w dychę.