Mam pytanie głównie do kobiet, które mają naturalnie kręcone albo mocno falowane włosy i zdecydowały się na keratynowe prostowanie. Nie chodzi mi o delikatne fale, tylko o włosy, z których każdy kłak żyje własnym życiem, kręci się w inną stronę i przy odrobinie wilgoci robi się z nich jeden wielki puch.
Od dziecka mam właśnie takie włosy i szczerze mówiąc, nigdy szczególnie ich nie polubiłam. Wiem, że wiele osób uważa loki za coś pięknego, ale u mnie nie wyglądają one jak ładne, regularne sprężynki. Bardziej przypomina to niekontrolowany bałagan, który bardzo trudno ułożyć. Prostownica pomaga tylko na chwilę, dodatkowo wysusza i niszczy włosy, a wystarczy prysznic, deszcz albo większa wilgotność powietrza i cała praca idzie na marne.
Zaczęłam więc zastanawiać się nad keratynowym prostowaniem. Wiem, że nie zmieni ono struktury włosów na zawsze i że odrosty nadal będą rosły kręcone, ale zależy mi chociaż na kilku miesiącach spokoju i możliwości normalnego układania włosów bez codziennej walki.
Czy któraś z Was wykonywała taki zabieg na naprawdę kręconych i puszących się włosach? Czy włosy po zabiegu były całkowicie proste, czy tylko gładsze i mniej napuszone? Jak długo utrzymał się efekt i co działo się później, kiedy keratyna zaczęła się wypłukiwać?
Najbardziej interesuje mnie też, czy zabieg mocno zniszczył albo osłabił włosy. Czy zaczęły się łamać, wypadać albo wyglądać gorzej po kilku miesiącach? Jak wyglądała pielęgnacja po zabiegu i czy trzeba było używać specjalnych szamponów oraz odżywek?
Chętnie dowiem się również, jakie macie doświadczenia z konkretnymi rodzajami keratyny i na co zwrócić uwagę przy wyborze salonu. Czy zrobiłybyście ten zabieg ponownie, czy jednak żałujecie i bardziej polecacie inne rozwiązanie?