25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 120 ]

Temat: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Piszę tutaj, bo już naprawdę nie mam siły. Nie wiem, czy to jeszcze jest małżeństwo, czy już tylko ciągła walka o przetrwanie.

Jesteśmy razem od 2001 roku. Poznaliśmy się, zakochaliśmy, zbudowaliśmy relację od podstaw. Było między nami wszystko – rozmowy do rana, bliskość, zaufanie. Naprawdę byliśmy sobie bliscy. To nie był przypadek, to było coś mocnego.

W 2007 roku wzięliśmy ślub. Pojawiły się dzieci. Życie, jak u wielu – praca, obowiązki, ale też uczucie i wzajemne wsparcie. Ja dawałem z siebie wszystko. Dbałem o nią, o dom, o dzieci. Chciałem, żeby była szczęśliwa, szczególnie że wiedziałem, jakie piekło przeszła w dzieciństwie.

Nie jestem święty. Kilkanaście lat temu napisałem do obcej dziewczyny na Facebooku. Głupota. Jedna wiadomość. Do dziś tego żałuję. Ale dla mojej żony to był początek końca zaufania.

Prawdziwy dramat zaczął się kilka lat temu, kiedy zachorowała na nowotwór. Chorobę wygrała, ale coś w niej wtedy pękło. I od tamtej pory żyjemy w czymś, co trudno nazwać normalnym życiem.

Zostałem w jej oczach kimś, komu nie można ufać.

Zaczęło się od zazdrości. Potem przyszła kontrola. Potem oskarżenia o rzeczy, których nigdy nie zrobiłem. Każda kobieta na ulicy, w internecie, w telewizji – to był dla niej problem. Każde moje spojrzenie było podejrzane. Każda sytuacja kończyła się awanturą.

Doszło do absurdu.

Nie mogłem normalnie korzystać z internetu. Nie mogłem oglądać filmów. Nawet reklamy w telewizji były problemem. Zacząłem zmieniać wszystko – ustawienia, aplikacje, treści. Ograniczałem siebie krok po kroku, żeby tylko nie prowokować kolejnych kłótni.

To nic nie dało.

Z czasem przestałem być jej partnerem, a stałem się kimś, kto musi się tłumaczyć z każdej sekundy swojego życia.

Byliśmy u psychologów. Nic to nie zmieniło. Bo jeśli ktoś jest przekonany o swojej racji, to żadne argumenty do niego nie trafiają. Fakty nie mają znaczenia.

Zacząłem się w tym wszystkim dusić.

Stałem się nerwowy, wybuchowy. Zacząłem uciekać z domu, wychodzić, żeby tylko nie słuchać kolejnych oskarżeń. Każda rozmowa zamieniała się w monolog, w którym ja byłem winny wszystkiego.

Najgorsze jest to, że cokolwiek zrobię – jest źle.

Jak zostaję i próbuję rozmawiać – słyszę, że kłamię.
Jak wychodzę – słyszę, że uciekam.
Jak mówię, że potrzebuję przerwy – słyszę, że chcę odejść.
Jak mówię o rozwodzie – słyszę, że nigdy mi nie zależało.

Nie da się wygrać w tej sytuacji.

A ja jestem już wykończony.

Z jednej strony ją kocham i wiem, że ona cierpi. Wiem, skąd się to bierze – trauma, choroba, lęk. Ja to wszystko rozumiem.

Ale z drugiej strony – ja też jestem człowiekiem. I nie da się żyć w ciągłym napięciu, w ciągłym byciu podejrzanym, w ciągłym tłumaczeniu się z rzeczy, których się nie zrobiło.

Próbowałem jeszcze raz. Zaproponowałem wyjazd na rekolekcje dla małżeństw w kryzysie. Ostatnia próba. Odmówiła.

I teraz stoję pod ścianą.

Nie wiem, czy mam jeszcze walczyć, czy w końcu powiedzieć „dość” i odejść.

Bo prawda jest taka, że ja już prawie nie mam siły.

I chyba najbardziej przeraża mnie to, że zaczynam się zastanawiać, czy zostanie w tym wszystkim nie zniszczy mnie bardziej niż odejście.

Piszę tutaj, bo może ktoś z Was był w podobnym miejscu. Może ktoś powie coś, co pozwoli mi podjąć decyzję.

I proszę – nie jedźcie po mojej żonie. Ona naprawdę dużo przeszła i to ją ukształtowało. Ja też mam swoje błędy.

Ale to, w czym teraz jesteśmy, przestaje być życiem. To jest przetrwanie.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-04-18 12:51:35)

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Decyzję musisz podejmować sam, nie ma dwóch takich samych sytuacji i tylko ty wiesz co czujesz.
Można powiedzieć, dajesz się niszczyć, więc tak masz, czyli wszystko wynika z waszych osobowości i charakterów. Uczucie też zniszczyliście, co dotyczy nie jednego małżeństwa. Ale jak chcecie być razem, to obydwoje powinniście się starać, sam nie pociągniesz tego wózka.
Czasem realna groźba rozwodu otwiera oczy co jest ważne, ale ty nie jesteś na to gotowy.

Ile macie lat i w jakim wieku są dzieci?

3

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Skoro twierdzisz, że przestałeś być partnerem, to już po wszystkim.

4 Ostatnio edytowany przez madoja (2026-04-18 12:55:46)

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Nie czuj się aż tak winny tego, że milion lat temu komuś wysłałeś jedną wiadomość. To nie jest powód, by tak długo Cię dręczyć.

Przyszła mi do głowy głupia myśl: czy rak na pewno całkowicie ustąpił? czy ona nie ma przerzutów do mózgu? Bo znam jeden podobny przypadek, całkowita zmiana osobowości: agresja, podejrzliwość - a to były przerzuty do mózgu.

Natomiast jeśli masz pewność że nie - moim zdaniem powinieneś ewakuować się z tego małżeństwa, tym bardziej że Twoja żona nie wykazuje żadnej chęci pracy nad naprawą.

5

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Po pierwsze zatraciłes siebie. Uchylenie nieba ma swoje granice które Ty grubo przekroczyłeś. Konflikt nie jest czymś czego trzeba na siłę unikac. Czasem sie pojawi nie ma na to siły. Chyba ze ktos zacznie dla świętego spokoju zamiatać pod dywan - jak Ty. Dałeś sobie nadmuchać w kasze ze hoho. Z powodu maila do jakiejś laski. Toż to tylko pretekst dla dalszych jej zachowan a nie przyczyną. Po pierwsze badz sobą a nie wiecznym umilaczem. Ty też masz swoje wymagania i potrzeby.

Skoro próbowaliście terapii, rozmów itp to co wiecej Ci zostalo? Niewiele. Jedyne to mozesz jeszcze wycofać sie z zaglaskiwania na siłę i zobaczyć co bedzie.

A gemeralnie jak jedna strona chce a druga nie to za duzo sie nie zdziała.

I jeszcze jedno. Jej traumy to jej problemy. To ona powinna chcieć cos z tym zrobic dla waszego dobra. Jak ona z tym nie chce nic robic to jej nie zmusisz. Walka z wiatrakami

6

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Zaproponowałeś rekolekcje dla małżeństw w kryzysie i ona odmówiła.
Ja ją rozumiem, bo co niby miały dać te rekolekcje?
Przecież rekolekcjonista nie  rozważa każdego przypadku oddzielnie tylko mówi ogólnie.
A jeśli to miały być rekolekcje gdzie trzeba publicznie opowiedzieć o swoim małżeństwie to tym bardziej normalne, że nie chciała skorzystać.
Zaproponuj może coś innego.
Poza tym jeśli jesteś wierzący/skoro te rekolekcje zaproponowałeś/ to niestety, ale musisz trwać w małżeństwie jakie by ono nie było.
Idź do psychologa sam ze sobą.
Może Cię jakoś pokieruje abyś dał radę wytrzymać.

7

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:

...........I proszę – nie jedźcie po mojej żonie. Ona naprawdę dużo przeszła i to ją ukształtowało. Ja też mam swoje błędy.

Ale to, w czym teraz jesteśmy, przestaje być życiem. To jest przetrwanie.

To nawet nie jest przetrwanie, to jakiś "ersatz, cholera nie życie".

Męczycie się oboje i ty i żona, dlatego naprawdę czas najwyższy z tym skończyć. Jak? Rozwód, niestety. Możliwe że tak na poważnie, gdy żonie ten twój radykalny krok nie da do myślenia, więc bądż przygotowany na rozstanie. Nie strasz, nie obiecuj, nie rzucaj slów na wiatr, ale po prostu wystąp o rozwód. W uzasadnieniu, zwłaszcza żonie podaj to wszystko co tutaj napisałeś. Nawet nie musisz wiele zmieniać w tym tekście, wystarczy wydrukować i go jej podać do przeczytania.

Jest jeszcze jedna szansa, że to nią wstrząśnie i zacznie się leczyć psychiatrycznie (tak tak!), aby uratować wasze małżeństwo, ale jeśli nie... To człowieku, kochaj tę swoją żonę, pomagaj jej jak czujesz taką potrzebę, ale pomyśl w końcu o sobie. Jeśli nic z tym stanem na dziś nie zrobisz, to masz zawał albo wylew murowany, prędzej niż myślisz.

8

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Gloria, zgadzam się, być partnerem osoby chorej na raka jest ciężko. Dobrze byłoby, żeby autor wiedział w jaki sposób ma rozmawiać z żoną, jeśli nie chce rzeczywiście odejść.

9

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
wieka napisał/a:

Decyzję musisz podejmować sam, nie ma dwóch takich samych sytuacji i tylko ty wiesz co czujesz.
Można powiedzieć, dajesz się niszczyć, więc tak masz, czyli wszystko wynika z waszych osobowości i charakterów. Uczucie też zniszczyliście, co dotyczy nie jednego małżeństwa. Ale jak chcecie być razem, to obydwoje powinniście się starać, sam nie pociągniesz tego wózka.
Czasem realna groźba rozwodu otwiera oczy co jest ważne, ale ty nie jesteś na to gotowy.




Ja mam 44
Żona 40
Dzieci 12 I 16
Razem od 2001

Ile macie lat i w jakim wieku są dzieci?

10

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
GloriaSoul napisał/a:

Zaproponowałeś rekolekcje dla małżeństw w kryzysie i ona odmówiła.
Ja ją rozumiem, bo co niby miały dać te rekolekcje?
Przecież rekolekcjonista nie  rozważa każdego przypadku oddzielnie tylko mówi ogólnie.
A jeśli to miały być rekolekcje gdzie trzeba publicznie opowiedzieć o swoim małżeństwie to tym bardziej normalne, że nie chciała skorzystać.
Zaproponuj może coś innego.
Poza tym jeśli jesteś wierzący/skoro te rekolekcje zaproponowałeś/ to niestety, ale musisz trwać w małżeństwie jakie by ono nie było.
Idź do psychologa sam ze sobą.
Może Cię jakoś pokieruje abyś dał radę wytrzymać.



Jestem wierzący. Ale Wiara nie polega na tym. Aby pozwolić drugiemu człowiekowi by nas niszczył.
Nie muszę trwać w małżeństwie.
Zaś jeżeli chce chodzić do komunii do spowiedzi? To nie mogę wiązać się z inną kobietą. A takiego zamiaru nie mam



Ja po prostu nie potrafię sobie na dzień dzisiejszy tego wszystkiego poukładać.


O poradził psychologia też myślałem. I na pewno to zrobię wtedy kiedy sam w środku się uspokoję.
Ja tu nie chodzi o to, że to będzie jutro pojutrze za tydzień, za dwa za miesiąc za rok. Roku na pewno nie będę czekał i miesięcy na pewno też nie będę czekał. Wiem że muszę iść.

Tutaj ktoś napisał, że może dobrym pomysłem jest to, aby przestać głaskać

11

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze. Są dla mnie naprawdę pomocne i skłaniają do refleksji.

Problem polega na tym, że we mnie cały czas jest ogromny konflikt. Moja żona doświadczyła w życiu trzech bardzo ciężkich ciosów. W dzieciństwie była molestowana przez bliskich, co – jak można się domyślić – ma ogromny wpływ na jej obecne funkcjonowanie: lęki, zazdrość, brak poczucia bezpieczeństwa.

Drugą trudną sytuacją było to, że napisałem kiedyś do innej kobiety. Nawet jeśli nie było to nic poważnego ani złośliwego, to jednak było – i w połączeniu z jej traumą z przeszłości bardzo to wszystko komplikuje.

Trzeci cios to choroba – nowotwór. To coś, co samo w sobie jest ogromnym obciążeniem psychicznym. Kiedy zestawi się te trzy rzeczy razem, robi się naprawdę bardzo ciężko.

Z jednej strony ją rozumiem i dlatego często ją bronię. To jest ogromny ciężar do niesienia przez całe życie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że krzywdzili ją najbliżsi, a jej matka nie zareagowała. To zostawia człowieka w bardzo trudnym miejscu – między poczuciem krzywdy a brakiem wsparcia.

Z drugiej strony widzę też, że to wszystko ma ogromny wpływ na naszą relację i że jej traumy powinny zostać przepracowane. Problem w tym, że ona tego nie dostrzega albo nie chce dostrzec.

Ja sam czuję się jak między młotem a kowadłem. Patrzę na siebie, ale też na nią. Jeśli złożę pozew o rozwód, to będzie dla niej kolejny – czwarty – cios od życia.

Nie wyobrażam sobie, jak miałoby wyglądać późniejsze funkcjonowanie – mamy dzieci, będziemy się widywać, spotykać przy różnych okazjach. Jak mam patrzeć na jej cierpienie i sam tego nie przeżywać?

To nie jest zwykłe rozstanie z powodu nieporozumień. To nie jest nawet sytuacja zdrady. To jest odejście od osoby, którą naprawdę się kocha – szczerze, głęboko i bezwarunkowo. I świadomość, że ta osoba będzie cierpieć.

Dlatego ta sytuacja jest tak trudna i złożona. Gdyby była prosta, dawno byłoby już po wszystkim.

12 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-04-18 16:21:46)

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Z empatią też nie można przeginać, jeśli ona ma traumy to musi sama przepracować, ty nie możesz być jej terapeutą.
Razem czy osobno, powinniście korzystać z terapii, jak nie pomoże to nie zaszkodzi.
Jesteście można powiedzieć w kwiecie wieku, Dzieci odchowane, nic tylko powinniście się cieszyć swoją rodziną. Tylko to nigdy nie jest proste, tym bardziej jak ludzie się nie dobiorą, sama miłość nie wystarczy do końca życia.
Jeśli przez cały wasz związek byłeś tym ustępującym, to tego nie zmienisz, bo żona wie, że może po tobie jechać, czym psychicznie cię niszczy. Jesteś bardzo wrażliwy, jak wychodzisz i ona mówi, że uciekasz, to cię tylko boli, zamiast powiedzieć tak uciekam, bo ja nie mogę z tobą wytrzymać.
Zacznij nosić spodnie w tym związku, a w tym może pomóc ci psycholog, bo podejrzewam, że sam nie dasz rady.
Nawet nie potrafisz ripostować i wyraźnie wyprowadzać ją z błędu.
Pozostaje się na tyle odsunąć, żeby poczuła, że cię traci.
A jeśli kochasz żonę bezwarunkowo, to już jest błąd, bo tak kochać trzeba dzieci, związek musi mieć warunki.
Wcale się nie dziwię, że ona to wykorzystuje, ma ciebie w tyle, a ty w niej cały czas zakochany, tak też bywa.
Bardziej traktujesz się jak ojciec, nie jak mąż.

13

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

No nie wiem czy można powiedzieć, że dzieci w wieku 12 i 16 lat to są już te odchowane.
Nie wiadomo jak zareagują gdy się dowiedzą, że tata opuszcza je i chora mamę.
Trudno też powiedzieć czy żona zgodzi się na rozwód, czy sąd orzeknie rozwód.
Może też to się wiązać nie tylko z alimentami na dzieci, ale i na żonę.
A w kwestii religijnej to chyba nie można przystępować do spowiedzi i komunii gdy się zainicjowało rozwód.
Opuszczona żona może o ile nie jest w nowym związku.

14

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
GloriaSoul napisał/a:

No nie wiem czy można powiedzieć, że dzieci w wieku 12 i 16 lat to są już te odchowane.
Nie wiadomo jak zareagują gdy się dowiedzą, że tata opuszcza je i chora mamę.
Trudno też powiedzieć czy żona zgodzi się na rozwód, czy sąd orzeknie rozwód.
Może też to się wiązać nie tylko z alimentami na dzieci, ale i na żonę.
A w kwestii religijnej to chyba nie można przystępować do spowiedzi i komunii gdy się zainicjowało rozwód.
Opuszczona żona może o ile nie jest w nowym związku.

Pisałam o odchowaniu, ale nie w kontekście rozwodu, wręcz odwrotnie.
Rozwód nawet nie wchodzi w grę, z tego co pisze Jacek.
Pisał, że potrzebuje przerwy, więc zamiast mówić trzeba to zrobić, być może wtedy żona zrozumie, że mąż jest u kresu wytrzymałości, musi to wyraźnie artykułować. Czasem potrzebny jest wstrząs, żeby coś
zrozumieć. Bo jak narazie, daje do zrozumienia, że mąż jej niepotrzebny.

15

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
GloriaSoul napisał/a:

No nie wiem czy można powiedzieć, że dzieci w wieku 12 i 16 lat to są już te odchowane.
Nie wiadomo jak zareagują gdy się dowiedzą, że tata opuszcza je i chora mamę.
Trudno też powiedzieć czy żona zgodzi się na rozwód, czy sąd orzeknie rozwód.
Może też to się wiązać nie tylko z alimentami na dzieci, ale i na żonę.
A w kwestii religijnej to chyba nie można przystępować do spowiedzi i komunii gdy się zainicjowało rozwód.
Opuszczona żona może o ile nie jest w nowym związku.

No to szach i mat. Pozostaje tylko utulanie sie w smutku

16 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2026-04-18 17:24:14)

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
GloriaSoul napisał/a:

No nie wiem czy można powiedzieć, że dzieci w wieku 12 i 16 lat to są już te odchowane.
Nie wiadomo jak zareagują gdy się dowiedzą, że tata opuszcza je i chora mamę.
Trudno też powiedzieć czy żona zgodzi się na rozwód, czy sąd orzeknie rozwód.
Może też to się wiązać nie tylko z alimentami na dzieci, ale i na żonę.
A w kwestii religijnej to chyba nie można przystępować do spowiedzi i komunii gdy się zainicjowało rozwód.
Opuszczona żona może o ile nie jest w nowym związku.

Gloria, czasem dla dzieci rozwód rodziców jest wybawieniem, bo piekło które im stwarzają żyjąc razem nierzadko jest dużo gorsze, niż spokój dla wszystkich gdy się rodzice rozstaną.


Jacek004400 napisał/a:

....Prawdziwy dramat zaczął się kilka lat temu, kiedy zachorowała na nowotwór. Chorobę wygrała, ale coś w niej wtedy pękło. I od tamtej pory żyjemy w czymś, co trudno nazwać normalnym życiem.

.....

Choroba minęła, ale jej zachowanie nie. Jedzie po prostu na tej wersji siebie, tej schorowanej której wolno wszystko, bo choroba ją usprawiedliwia. Nie wierzę, że ona nie widzi jak wykańcza swojego mężą, bo przecież niewidoma i głucha nie jest. Widzi, jak mąż cierpi i chce sprawiać mu ból, po prostu. Choroba małżonka może być przeszkodą w uzyskaniu rozwodu, jednak każda taka sytuacja jest przez sąd rozpatrywana indywidualnie. Brane są pod uwagę wszelkie powody, także te powodujące tak poważne skutki, że dalsze trwanie w małżeństwie byłoby dla drugiego małżonka wyjątkowo trudne i nieuzasadnione. Jak widać, druga strona też ma w takiej sytuacji jakieś prawa, nie tylko obowiązki.
Jednak tutaj autor nie chce się rozwodzić, choć zwyczajnie żyje w przemocowym związku. Jego żona ma niezaleczone traumy z przeszlości, co w powiązaniu z chorobą na którą zapadła, "wywaliło" jak drzemiący wulkan w postaci zaburzeń lękowych, czegoś co kojarzy mi się z nieleczonym PTSD, które w końcu dają objawy podobne do Bonderline. Pewnie, że należy jej wspólczuć i pomagać, ale nie kosztem utraty własnego zdrowia.Tutaj na forum nikt jej nie wyleczy i nikt skutecznie nie pom oże autorowi, jeśli on sam daje przyzwolenie swojej żonie na takie traktowanie siebie.  Jaką ona ma motywację, żeby coś w sobie zmienić? Po co ma cokolwiek robić, jeśli metoda którą stosuje wobec niego daje jej to, czego ona potrzebuje: Satysfakcję z gnojenia go.
Jedynie coś co nią wstrząsnie może w ogóle dać jakiś skutek, coś jej się w głowie prześwietli i zacznie się leczyć i to psychiatrycznie, bo moim zdaniem psychologia wobec tego co ona manifestuje, może okazać się bezradna.
Inne metody, jak opisal autor wcześniej, przynoszą efektu "0", słownie: ZERO.

17

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Wasze komentarze dają mi dużo do myślenia. I dzięki nim otwieram pomału oczy. Prawda, nie mogę być jej ojcem. Muszę być konsekwentny. Nie mogę być jak chorągiewka. Może to ją zmusi? Do zastanowienia się. A jeżeli nie, to znaczy, że to nic nie było warte.
Porada upsychologia jak najbardziej. Cenna uwaga.
Dzięki wizytom u psychologa będę wiedział. Jak reagować?
Jak rozmawiać z takim człowiekiem? By samemu sobie życie nie zatruwać

18 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-04-18 18:07:11)

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:

Wasze komentarze dają mi dużo do myślenia. I dzięki nim otwieram pomału oczy. Prawda, nie mogę być jej ojcem. Muszę być konsekwentny. Nie mogę być jak chorągiewka. Może to ją zmusi? Do zastanowienia się. A jeżeli nie, to znaczy, że to nic nie było warte.
Porada upsychologia jak najbardziej. Cenna uwaga.
Dzięki wizytom u psychologa będę wiedział. Jak reagować?
Jak rozmawiać z takim człowiekiem? By samemu sobie życie nie zatruwać

Ja nie wiem na ile ci pomoże terapia, bo nawet specjalnie się na tym nie znam, ale na pewno powinna dać do myślenia, bo psycholog ciebie nie zmieni, twojej osobowości ani wrażliwości, sam będziesz musiał poprzestawiać sobie w głowie, bardziej może uświadomi ci problem.
Co do rozmawiania, to musisz mówić to co myślisz, co cię boli, jasno i wyraźnie bez obawy, że się obrazi. Nie wysłuchiwać jej monologów, przerywać i mówić swoje.

19

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Podsumuję: Masz żonę i dzieci i żonie się po prostu po latach odkleiło.
Przez to żyjesz w toksycznym związku, gdzie jesteś kontrolowany.

Jakiej odpowiedzi oczekujesz?
Jej odklejka to jej problem. Nie leczy się, nie ma poprawy to uciekasz (z dziećmi lub bez).
Byłeś wsparciem w chorobie z rakiem, a teraz zostałeś zdegradowany.

Kiedyś to jednak faceci nosili spodnie w związku.

Zawsze możesz jej założyć sprawę z art. 207 kk.

20

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Chciałbym podzielić się pewną refleksją i jednocześnie zadać Wam kilka ważnych pytań.

Ilu z nas naprawdę potrafi kochać swojego partnera czy partnerkę za nic — bez oczekiwań, bez warunków, bez „jeśli ty, to ja”? Ilu z nas może szczerze powiedzieć: jestem w prawdziwym związku?

Każdy z nas ma za sobą błędy, trudne momenty i własne słabości. Ale ilu z nas żyje w miłości, która nie jest transakcją, tylko uczuciem dawanym po prostu — za nic?

Ja kocham swoją żonę właśnie tak — za nic. Nie oczekuję nic w zamian. Chcę dawać, a nie tylko brać. Chcę żyć tak, by móc spojrzeć sobie w lustro i wiedzieć, że zrobiłem wszystko, co mogłem. Nie byłem z nią dla korzyści — tylko po to, by budować coś prawdziwego.

Wierzę w związek oparty na jedności — gdzie 1+1 daje 1, a nie 2 oddzielne życia obok siebie. Wzajemność i prawdziwa miłość to dla mnie fundament szczęścia.

Wiem, że ona mnie bardzo kocha. Widzę też, że nasza relacja jest dziś w bardzo trudnym miejscu — pełna kłótni i konfliktów, z którymi nie potrafimy sobie poradzić ani dojść do porozumienia.

Wasze spojrzenie jest dla mnie bardzo cenne, bo widzicie to z innej perspektywy niż ja.

Dziękuję za każdą szczerą odpowiedź. Wierzę, że nadzieja zawsze jest ostatnia, która gaśnie.

21

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:

Chciałbym podzielić się pewną refleksją i jednocześnie zadać Wam kilka ważnych pytań.

Ilu z nas naprawdę potrafi kochać swojego partnera czy partnerkę za nic — bez oczekiwań, bez warunków, bez „jeśli ty, to ja”? Ilu z nas może szczerze powiedzieć: jestem w prawdziwym związku?

Każdy z nas ma za sobą błędy, trudne momenty i własne słabości. Ale ilu z nas żyje w miłości, która nie jest transakcją, tylko uczuciem dawanym po prostu — za nic?

Ja kocham swoją żonę właśnie tak — za nic. Nie oczekuję nic w zamian. Chcę dawać, a nie tylko brać. Chcę żyć tak, by móc spojrzeć sobie w lustro i wiedzieć, że zrobiłem wszystko, co mogłem. Nie byłem z nią dla korzyści — tylko po to, by budować coś prawdziwego.

Wierzę w związek oparty na jedności — gdzie 1+1 daje 1, a nie 2 oddzielne życia obok siebie. Wzajemność i prawdziwa miłość to dla mnie fundament szczęścia.

Wiem, że ona mnie bardzo kocha. Widzę też, że nasza relacja jest dziś w bardzo trudnym miejscu — pełna kłótni i konfliktów, z którymi nie potrafimy sobie poradzić ani dojść do porozumienia.

Wasze spojrzenie jest dla mnie bardzo cenne, bo widzicie to z innej perspektywy niż ja.

Dziękuję za każdą szczerą odpowiedź. Wierzę, że nadzieja zawsze jest ostatnia, która gaśnie.

Za duzo romantyzmu w to wrzucasz. Bezinteresownie to mozesz dziecko kochać. Zwiazek, czy Ci się podoba czy nie, jest swogo rodzaju transakcja. Obie strony musza brać i dawać. Obie nawzajem musza o siebie dbać. Inaczej jedna strona (w tym przypadku Ty) cierpi. Na dłuższą metę Twoja romantyczna miłość bedzie umierać. Juz sie to dzieje.

22 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-04-19 14:11:36)

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:

Chciałbym podzielić się pewną refleksją i jednocześnie zadać Wam kilka ważnych pytań.

Ilu z nas naprawdę potrafi kochać swojego partnera czy partnerkę za nic — bez oczekiwań, bez warunków, bez „jeśli ty, to ja”? Ilu z nas może szczerze powiedzieć: jestem w prawdziwym związku?

Każdy z nas ma za sobą błędy, trudne momenty i własne słabości. Ale ilu z nas żyje w miłości, która nie jest transakcją, tylko uczuciem dawanym po prostu — za nic?

Ja kocham swoją żonę właśnie tak — za nic. Nie oczekuję nic w zamian. Chcę dawać, a nie tylko brać. Chcę żyć tak, by móc spojrzeć sobie w lustro i wiedzieć, że zrobiłem wszystko, co mogłem. Nie byłem z nią dla korzyści — tylko po to, by budować coś prawdziwego.

Wierzę w związek oparty na jedności — gdzie 1+1 daje 1, a nie 2 oddzielne życia obok siebie. Wzajemność i prawdziwa miłość to dla mnie fundament szczęścia.

Wiem, że ona mnie bardzo kocha. Widzę też, że nasza relacja jest dziś w bardzo trudnym miejscu — pełna kłótni i konfliktów, z którymi nie potrafimy sobie poradzić ani dojść do porozumienia.

Wasze spojrzenie jest dla mnie bardzo cenne, bo widzicie to z innej perspektywy niż ja.

Dziękuję za każdą szczerą odpowiedź. Wierzę, że nadzieja zawsze jest ostatnia, która gaśnie.

Z tym, że związek to nie tylko kwestia miłości, a miłość może stać się toksyczna tak jak w Waszym przypadku. Inaczej, sama miłość nie wystarczy do szczęśliwego związku.
Miłość nie jest warunkowa, ale związek już tak.
Inaczej jedna osoba może się zatracać w takiej chorej miłości, tym samym się niszczyć, coś jak ty.

Pytanie, dlaczego nie możecie się dogadać, bo tak wygląda jakby co najmniej jednemu nie zależało na tym związku, albo wykorzystuje swoją pozycję i musi być tak jak ta osoba chce, bo wie, że ta druga to zniesie i nie odejdzie, więc nic nie robi ze zrozumieniem drugiej strony.

Takim przykładem jest np. problem z seksem, żona absolutnie nie ma na niego ochoty, nic z tym nie robi bo ma w tyle potrzeby męża i właściwie nie ma się co dziwić jeżeli widzi jako taką akceptację z jego strony. Ale jakby postawił sprawę na ostrzu noża, to by się zastanowiła i właściwie coś zrobiła z tym tematem, dla męża, dla dzieci czyli dla harmonii rodziny.
Trzeba tu dodać, że sprawdza się też powiedzenie Polak mądry po szkodzie, dopiero jak małżeństwo się rozpada bo jedno idzie w romans, otwierają się oczy.

Wy nie macie takiego problemu, żeby go nie rozwiązać, tym bardziej jak twierdzisz, że jest miłość z obydwu stron, co ja nie wierzę. Bo jakby żona cię kochała to by dbała o twój dobrostan. A jeśli ma problemy natury psychicznej, tak jak np. chora zazdrość, to też powinna coś z tym zrobić, bo takie osoby potrafią wykończyć partnera.

Musisz też wiedzieć, że jakby zawsze można było się dogadać to by nie było rozwodów.
Musi być dobra wola z obydwu stron.

23

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Dbanie o siebie nawzajem. To jest jedna sprawa. I ona jest ważna .
Zaś kochać kogoś za nic.
Bezinteresownie bez handlu to jest druga sprawa.
Chyba wiem, co chcesz przekazać. I na pewno w wielu kwestiach z tobą bym się zgodził.
W moich wiadomościach nie chodzi o żaden romantyzm.

24

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
wieka napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:

Chciałbym podzielić się pewną refleksją i jednocześnie zadać Wam kilka ważnych pytań.

Ilu z nas naprawdę potrafi kochać swojego partnera czy partnerkę za nic — bez oczekiwań, bez warunków, bez „jeśli ty, to ja”? Ilu z nas może szczerze powiedzieć: jestem w prawdziwym związku?

Każdy z nas ma za sobą błędy, trudne momenty i własne słabości. Ale ilu z nas żyje w miłości, która nie jest transakcją, tylko uczuciem dawanym po prostu — za nic?

Ja kocham swoją żonę właśnie tak — za nic. Nie oczekuję nic w zamian. Chcę dawać, a nie tylko brać. Chcę żyć tak, by móc spojrzeć sobie w lustro i wiedzieć, że zrobiłem wszystko, co mogłem. Nie byłem z nią dla korzyści — tylko po to, by budować coś prawdziwego.

Wierzę w związek oparty na jedności — gdzie 1+1 daje 1, a nie 2 oddzielne życia obok siebie. Wzajemność i prawdziwa miłość to dla mnie fundament szczęścia.

Wiem, że ona mnie bardzo kocha. Widzę też, że nasza relacja jest dziś w bardzo trudnym miejscu — pełna kłótni i konfliktów, z którymi nie potrafimy sobie poradzić ani dojść do porozumienia.

Wasze spojrzenie jest dla mnie bardzo cenne, bo widzicie to z innej perspektywy niż ja.

Dziękuję za każdą szczerą odpowiedź. Wierzę, że nadzieja zawsze jest ostatnia, która gaśnie.

Z tym, że związek to nie tylko kwestia miłości, a miłość może stać się toksyczna tak jak Waszym przypadku. Inaczej, sama miłość nie wystarczy do szczęśliwego związku.
Miłość nie jest warunkowa, ale związek już tak.
Inaczej jedna osoba może się zatracać w takiej chorej miłości, tym samym się niszczyć, coś jak ty.

Pytanie, dlaczego nie możecie się dogadać, bo tak wygląda jakby co najmniej jednemu nie zależało na tym związku, albo wykorzystuje swoją pozycję i musi być tak jak ta osoba chce, bo wie, że ta druga to zniesie i nie odejdzie, więc nic nie robi ze zrozumieniem drugiej strony.

Takim przykładem jest np. problem z seksem, żona absolutnie nie ma na niego ochoty, nic z tym nie robi bo ma w tyle potrzeby męża i właściwie nie ma się co dziwić jeżeli widzi jako taką akceptację z jego strony. Ale jakby postawił sprawę na ostrzu noża, to by się zastanowiła i właściwie coś zrobiła z tym tematem, dla męża, dla dzieci czyli dla harmonii rodziny.
Trzeba tu dodać, że sprawdza się też powiedzenie Polak mądry po szkodzie, dopiero jak małżeństwo się rozpada bo jedno idzie w romans, otwierają się oczy.

Wy nie macie takiego problemu, żeby go nie rozwiązać, tym bardziej jak twierdzisz, że jest miłość z obydwu stron, co ja nie wierzę. Bo jakby żona cię kochała to by dbała o twój dobrostan. A jeśli ma problemy natury psychicznej, tak jak np. chora zazdrość, to też powinna coś z tym zrobić, bo takie osoby potrafią wykończyć partnera.

Musisz też wiedzieć, że jakby zawsze można było się dogadać to by nie było rozwodów.
Musi być dobra wola z obydwu stron.





Mądrze napisane. A tym bardziej końcowy tekst owoli z obydwóch stron.


Dlatego dążę do tego. Aby ona ujrzała swoje błędy. Dlatego zawsze do niej mówię, żeby każde z nas zaczęło od siebie. Ja na dzień dzisiejszy wobec niej też nie jestem w porządku.
Mam w sobie wielką agresję. Nie radzę sobie z tym wszystkim. Wygaduje głupoty, których później żałuję. Mogę się zasłaniać tym.
I oczach to ona mnie doprowadza do takich stanów. Ale odpowiedzialność za to. Muszę ponieść ja. Bo to ja jako człowiek funkcjonuje w takiej a nie w inny sposób.
Biorę pod uwagę rozwód.
Jako ostateczność jeżeli się nie zmieni w najbliższym czasie to na pewno o niego wystąpię. Sposób realny, tylko.
W sposób słowny. Próbując w ten sposób ją w jaki sposób szantażować.
I zmuszać do refleksji.

25

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:

Dbanie o siebie nawzajem. To jest jedna sprawa. I ona jest ważna .
Zaś kochać kogoś za nic.
Bezinteresownie bez handlu to jest druga sprawa.
Chyba wiem, co chcesz przekazać. I na pewno w wielu kwestiach z tobą bym się zgodził.
W moich wiadomościach nie chodzi o żaden romantyzm.

Dobrze kochaj dalej ale co z Twoimi potrzebami? Np. potrzeba świętego spokoju smile Ty starasz sie zaspokoić wszystkie jej potrzeby a ona ma Twoje gdzies. I co z tym zrobisz? Będziesz ślepa miłością kochał kogos kto ma Ciebie gdzies? Możesz próbować ale Ci sie nie uda

26

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:

Chciałbym podzielić się pewną refleksją i jednocześnie zadać Wam kilka ważnych pytań.

Ilu z nas naprawdę potrafi kochać swojego partnera czy partnerkę za nic — bez oczekiwań, bez warunków, bez „jeśli ty, to ja”? Ilu z nas może szczerze powiedzieć: jestem w prawdziwym związku?

Każdy z nas ma za sobą błędy, trudne momenty i własne słabości. Ale ilu z nas żyje w miłości, która nie jest transakcją, tylko uczuciem dawanym po prostu — za nic?

Ja kocham swoją żonę właśnie tak — za nic. Nie oczekuję nic w zamian. Chcę dawać, a nie tylko brać. Chcę żyć tak, by móc spojrzeć sobie w lustro i wiedzieć, że zrobiłem wszystko, co mogłem. Nie byłem z nią dla korzyści — tylko po to, by budować coś prawdziwego.

Wierzę w związek oparty na jedności — gdzie 1+1 daje 1, a nie 2 oddzielne życia obok siebie. Wzajemność i prawdziwa miłość to dla mnie fundament szczęścia.

Wiem, że ona mnie bardzo kocha. Widzę też, że nasza relacja jest dziś w bardzo trudnym miejscu — pełna kłótni i konfliktów, z którymi nie potrafimy sobie poradzić ani dojść do porozumienia.

Wasze spojrzenie jest dla mnie bardzo cenne, bo widzicie to z innej perspektywy niż ja.

Dziękuję za każdą szczerą odpowiedź. Wierzę, że nadzieja zawsze jest ostatnia, która gaśnie.

Można kochać bezwarunkowo i to jest najwyższa forma miłości jaka jest, ale ona nie oznacza obowiązku bycia w relacji, która w jakiś sposób Cię wyniszcza i unieszczęśliwia. Bo relacja nie powinna być bezwarunkowa. Trwanie w takiej relacji  i cierpienie w imię miłości brzmi romantycznie, ale przecież nie o to w tym chodzi. Z Twoich postów wybrzmiewa trochę idea poświęcania się. To bardzo szlachetne, ale nie na tym polega związek. To gra zespołowa do jednej bramki. 
Możesz sobie patrzeć w lustro i spać z czystym sumieniem, jaki jesteś szlachetny, ale co z tego, jeśli jesteś nieszczęśliwy?

27 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-04-19 14:17:20)

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Czy chodzi tylko i aż o jej chorą zazdrość? Tego nie jesteś w stanie zmienić ani ona sama i kto wie czy pomoc terapeuty by przyniosła efekt. Sam też powinieneś w tym temacie pogłębić wiedzę.
Niepotrzebnie od początku ustępowałeś i to przyniosło odwrotny skutek.

Prawdą jest, że  zmiany trzeba zaczynać od siebie, ale nie zawsze się da.
Dlatego uważam, że terapia powinna dużo wam uświadomić, zacznij najpierw od siebie, żeby bardziej zrozumieć ten problem.

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Solaris napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:

Chciałbym podzielić się pewną refleksją i jednocześnie zadać Wam kilka ważnych pytań.

Ilu z nas naprawdę potrafi kochać swojego partnera czy partnerkę za nic — bez oczekiwań, bez warunków, bez „jeśli ty, to ja”? Ilu z nas może szczerze powiedzieć: jestem w prawdziwym związku?

Każdy z nas ma za sobą błędy, trudne momenty i własne słabości. Ale ilu z nas żyje w miłości, która nie jest transakcją, tylko uczuciem dawanym po prostu — za nic?

Ja kocham swoją żonę właśnie tak — za nic. Nie oczekuję nic w zamian. Chcę dawać, a nie tylko brać. Chcę żyć tak, by móc spojrzeć sobie w lustro i wiedzieć, że zrobiłem wszystko, co mogłem. Nie byłem z nią dla korzyści — tylko po to, by budować coś prawdziwego.

Wierzę w związek oparty na jedności — gdzie 1+1 daje 1, a nie 2 oddzielne życia obok siebie. Wzajemność i prawdziwa miłość to dla mnie fundament szczęścia.

Wiem, że ona mnie bardzo kocha. Widzę też, że nasza relacja jest dziś w bardzo trudnym miejscu — pełna kłótni i konfliktów, z którymi nie potrafimy sobie poradzić ani dojść do porozumienia.

Wasze spojrzenie jest dla mnie bardzo cenne, bo widzicie to z innej perspektywy niż ja.

Dziękuję za każdą szczerą odpowiedź. Wierzę, że nadzieja zawsze jest ostatnia, która gaśnie.

Można kochać bezwarunkowo i to jest najwyższa forma miłości jaka jest, ale ona nie oznacza obowiązku bycia w relacji, która w jakiś sposób Cię wyniszcza i unieszczęśliwia. Bo relacja nie powinna być bezwarunkowa. Trwanie w takiej relacji  i cierpienie w imię miłości brzmi romantycznie, ale przecież nie o to w tym chodzi. Z Twoich postów wybrzmiewa trochę idea poświęcania się. To bardzo szlachetne, ale nie na tym polega związek. To gra zespołowa do jednej bramki. 
Możesz sobie patrzeć w lustro i spać z czystym sumieniem, jaki jesteś szlachetny, ale co z tego, jeśli jesteś nieszczęśliwy?

Dokładnie święta prawda

29

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

„Nieleczona, patologiczna zazdrość prowadzi do kontroli, agresji i rozpadu relacji. Jeśli zazdrość paraliżuje życie, konieczna jest pomoc psychologa lub psychiatry”

30

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Puki co udało mi się ją namówić na rekolekcje w koniaków z ks.MAREK DZIEWIECKI..
Liczę że to becie odbijanie się od dna .

Oglądałem i słuchałem go na YT .
miedzy innymi "miłość w kryzysie czy kryzysie w miłości"

Jest to duchowny psycholog który się nie szczypie .

31

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:

Chciałbym podzielić się pewną refleksją i jednocześnie zadać Wam kilka ważnych pytań.

Ilu z nas naprawdę potrafi kochać swojego partnera czy partnerkę za nic — bez oczekiwań, bez warunków, bez „jeśli ty, to ja”? Ilu z nas może szczerze powiedzieć: jestem w prawdziwym związku?

Każdy z nas ma za sobą błędy, trudne momenty i własne słabości. Ale ilu z nas żyje w miłości, która nie jest transakcją, tylko uczuciem dawanym po prostu — za nic?

Ja kocham swoją żonę właśnie tak — za nic. Nie oczekuję nic w zamian. Chcę dawać, a nie tylko brać. Chcę żyć tak, by móc spojrzeć sobie w lustro i wiedzieć, że zrobiłem wszystko, co mogłem. Nie byłem z nią dla korzyści — tylko po to, by budować coś prawdziwego.


Jacek, Ty nie kochasz swojej żony, Ty kochasz swoje wyobrażenie o żonie.
I przy okazji okłamujesz sam siebie - bo oczekujesz. Choćby i wspólnego budowania. Tego, żeby żona Cię szanowała też oczekujesz, i słusznie. I jeszcze paru rzeczy oczekujesz. Też słusznie.

Wiesz, jest czas rozmawiania i czas działania. Z Twoją żoną rozmowy nie ma. Od dawna usiłujesz i efekty żadne, to nie są rozmowy tylko emocjonalne monologi, Twoje i jej. Pat.
Skoro jesteś wierzący, jak się domyślam jesteś katolikiem, rozważ separacje formalną, ona w przeciwieństwie do rozwodu nie jest grzechem, a od strony prawa cywilnego jest rozwiązaniem mniej radykalnym i być może w Twojej sytuacji łatwiejszym do przeprowadzenia w sądzie.
Przy okazji - wedle katolickiego nauczania miłość w sakramentalnym małżeństwie wprawdzie jest bezwarunkowa w pewnych aspektach, ale jednocześnie nie jest to równoznaczne z akceptowaniem/tolerowaniem zła, krzywdy, niewłaściwego postępowania współmałżonka itd. Miłość małżeńska w katolickim nauczaniu nie jest równoznaczna z przyzwoleniem na wszystkie zachowania współmałżonka, powinna być agape czyli miłowaniem. Miłowanie nie jest tożsame z głaskaniem i byciem uległym.

Nie usiłuj "szantażować" żony rozwodem - to ślepa uliczka, stracisz wiarygodność, a do niej nie dotrze.

32

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:

Puki co udało mi się ją namówić na rekolekcje w koniaków z ks.MAREK DZIEWIECKI..
Liczę że to becie odbijanie się od dna .

Oglądałem i słuchałem go na YT .
miedzy innymi "miłość w kryzysie czy kryzysie w miłości"

Jest to duchowny psycholog który się nie szczypie .

Skupiliśmy się na miłości, zamiast na chorobliwej zazdrości żony, to jest bardzo trudny orzech do zgryzienia, oby wam się udało.
Napisz czy będzie efekt tych rekolekcji, może to będzie preludium do leczenia jej zazdrości.

33

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
wieka napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:

Puki co udało mi się ją namówić na rekolekcje w koniaków z ks.MAREK DZIEWIECKI..
Liczę że to becie odbijanie się od dna .

Oglądałem i słuchałem go na YT .
miedzy innymi "miłość w kryzysie czy kryzysie w miłości"

Jest to duchowny psycholog który się nie szczypie .

Skupiliśmy się na miłości, zamiast na chorobliwej zazdrości żony, to jest bardzo trudny orzech do zgryzienia, oby wam się udało.
Napisz czy będzie efekt tych rekolekcji, może to będzie preludium do leczenia jej zazdrości.

Nie twierdzę, że się nie mylę, ale mam wrażenie, że wątek ma na celu promocję tych podanych wyżej rekolekcji.
Nie mam nic przeciwko temu, nie  jest to złe, może komuś pomoże

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
GloriaSoul napisał/a:
wieka napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:

Puki co udało mi się ją namówić na rekolekcje w koniaków z ks.MAREK DZIEWIECKI..
Liczę że to becie odbijanie się od dna .

Oglądałem i słuchałem go na YT .
miedzy innymi "miłość w kryzysie czy kryzysie w miłości"

Jest to duchowny psycholog który się nie szczypie .

Skupiliśmy się na miłości, zamiast na chorobliwej zazdrości żony, to jest bardzo trudny orzech do zgryzienia, oby wam się udało.
Napisz czy będzie efekt tych rekolekcji, może to będzie preludium do leczenia jej zazdrości.

Nie twierdzę, że się nie mylę, ale mam wrażenie, że wątek ma na celu promocję tych podanych wyżej rekolekcji.
Nie mam nic przeciwko temu, nie  jest to złe, może komuś pomoże

Rekolekcje tego nie wylecza,ale moga pomoc jezeli oboje sa wierzacymi.  Na taka chrobliwa zazdrosc to potrzebny jest psycholog,a nie ksiadz  big_smile

35

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Ks.Marek Dziewiecki to jest tzw. nazwisko, on reklamy nie potrzebuje. I ma doktorat z psychologii.
Tak na marginesie tematu.
Na razie Jacek tkwi w błędnym kole, może od tej strony coś ruszy, skoro oboje są wierzący. smile

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Muqin napisał/a:

Ks.Marek Dziewiecki to jest tzw. nazwisko, on reklamy nie potrzebuje. I ma doktorat z psychologii.
Tak na marginesie tematu.
Na razie Jacek tkwi w błędnym kole, może od tej strony coś ruszy, skoro oboje są wierzący. smile

No skoro ma doktorat,to może też pomoc i od strony duchowej i tej psychologicznej

37

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Już w piątek tam ruszamy wiec na pewno dam wam znać.

Mam swój plan i to jest ostatnia deska ratunku.
Zaczniemy od rekolekcji, jeżeli coś drgnie. To terapia par
Dla mnie psycholog.
Naprawił.
Bo jest we mnie pełno napięcia złości i agresji.
Dla żony będę proponował terapie traum.

Innego rozwiązania nie widzę, i tylko to może nas naprawić

38

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Jacek004400, na twoim miejscu brałabym rozwód, by zadbać o siebie ale też aby nie trzymać żony w wiecznym poniżeniu.

39

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:

Już w piątek tam ruszamy wiec na pewno dam wam znać.

Mam swój plan i to jest ostatnia deska ratunku.
Zaczniemy od rekolekcji, jeżeli coś drgnie. To terapia par
Dla mnie psycholog.
Naprawił.
Bo jest we mnie pełno napięcia złości i agresji.
Dla żony będę proponował terapie traum.

Innego rozwiązania nie widzę, i tylko to może nas naprawić

Wieszczę, że skoro podana nazwa ośrodka, nazwisko rekolekcjonisty to wpis jaki się pojawi będzie informował o pozytywnym zakończeniu problemów małżeńskich.
Taka kryptoreklama smile

40

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Dziewiecki to od lat jest doskonale ustawiony w tym biznesie, nie sądzę, żeby reklamy potrzebował. smile

41

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Muqin napisał/a:

Dziewiecki to od lat jest doskonale ustawiony w tym biznesie, nie sądzę, żeby reklamy potrzebował. smile

Może ksiądz nie potrzebuje, chociaż ja o nim nie słyszałam do tej pory.
Ale dla ośrodka rekolekcyjnego bezpłatna reklama się przyda.
Koszt pobytu weekendowego niski nie jest.
A skoro autor tak błyskawicznie miejsca zamówił to tłoku widać nie ma.

42

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Kryptoreklama katolickiego domu rekolekcyjnego? W sumie czemu nie, biznes jest biznes, chociaż na forum takim jak to target słaby. Ks. Dziewiecki jako taki to tam gościnnie występuje, sprawdziłam z czystej ciekawości.
Ale z drugiej strony w Polsce katolików sporo, są wśród nich także ci uczciwie wierzący, opcja skorzystania z pomocy psychologiczno- duchowej czyli dwa w jednym ma sens.

43

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Myślę, że dobrym rozwiązaniem będzie wyprowadzka na jakiś czas.
Nie żeby żonie zrobić na złość czy coś, tylko po prostu powiedz jej wprost co czujesz, że to tak bardzo Cię boli i już z przychodzenia do domu się nie cieszysz, tylko spinasz do takiego stopnia, że psychicznie jesteś po prostu rozwalony przez jej ciągłe podejrzenia.
Nie mów z nią nic, nie rozmawiaj, weź najpotrzebniejsze rzeczy, i pogadaj przede wszystkim z dziećmi, ale bez niej. Są już duże, wytłumacz im sytuacje że z mamą potrzebujecie przerwy, by przemyśleć pewne sprawy. To będzie lepsze, niż ciągłe patrzenie jak wy się kłócicie, chodzicie smutni, źli i te problemy wnosicie do ich życia. To się na nich odbije. Dlatego musisz coś z tym zrobić i dać żonie możliwość przemyślenia swojego życia. Ty też się uspokoisz, to Ci pomoże. Widywaj się z dziećmi, ale nie zabierając żony ze sobą. Musisz jej niestety pokazać, że w taki sposób w jakim obecnie żyjecie już dłużej nie możecie.
Naprawdę takie rozstanie na jakiś czasu dużo daje. Sama jak przez pracę swojego partnera, który musiał jeszcze jakiś czas temu wyjeżdżać za granicę na parę tygodni, to budowało tą tęsknotę i na wiele rzeczy też mogliśmy spojrzeć inaczej, przemyśleć.
Zastanów się nad tym, czy chcesz walczyć z domu, albo dać sobie czas lub też ostatecznie odpuścić zupełnie. To twoje życie, ty wiesz najlepiej co zrobić.

44

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Farmer napisał/a:

Podsumuję: Masz żonę i dzieci i żonie się po prostu po latach odkleiło.
Przez to żyjesz w toksycznym związku, gdzie jesteś kontrolowany.

Jakiej odpowiedzi oczekujesz?
Jej odklejka to jej problem. Nie leczy się, nie ma poprawy to uciekasz (z dziećmi lub bez).
Byłeś wsparciem w chorobie z rakiem, a teraz zostałeś zdegradowany.
.

Autor jest wierzący, więc w tym wypadku, jak rozumiem, rozwód nie wchodzi w grę?
Poza tym, Autorze, mam wrażenie, ze nie piszesz wszystkiego, czy było cos jeszcze?

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
złoto napisał/a:
Farmer napisał/a:

Podsumuję: Masz żonę i dzieci i żonie się po prostu po latach odkleiło.
Przez to żyjesz w toksycznym związku, gdzie jesteś kontrolowany.

Jakiej odpowiedzi oczekujesz?
Jej odklejka to jej problem. Nie leczy się, nie ma poprawy to uciekasz (z dziećmi lub bez).
Byłeś wsparciem w chorobie z rakiem, a teraz zostałeś zdegradowany.
.

Autor jest wierzący, więc w tym wypadku, jak rozumiem, rozwód nie wchodzi w grę?
Poza tym, Autorze, mam wrażenie, ze nie piszesz wszystkiego, czy było cos jeszcze?

Nawet wierzacy mogą wziąć rozwód

46

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Julia life in UK napisał/a:
złoto napisał/a:
Farmer napisał/a:

Podsumuję: Masz żonę i dzieci i żonie się po prostu po latach odkleiło.
Przez to żyjesz w toksycznym związku, gdzie jesteś kontrolowany.

Jakiej odpowiedzi oczekujesz?
Jej odklejka to jej problem. Nie leczy się, nie ma poprawy to uciekasz (z dziećmi lub bez).
Byłeś wsparciem w chorobie z rakiem, a teraz zostałeś zdegradowany.
.

Autor jest wierzący, więc w tym wypadku, jak rozumiem, rozwód nie wchodzi w grę?
Poza tym, Autorze, mam wrażenie, ze nie piszesz wszystkiego, czy było cos jeszcze?

Nawet wierzacy mogą wziąć rozwód

Może, ale nie może się potem związać z inną osobą, ani żyć bez ślubu, albo ze ślubem cywilnym, bo nie dostanie Komunii.

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
złoto napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
złoto napisał/a:

Autor jest wierzący, więc w tym wypadku, jak rozumiem, rozwód nie wchodzi w grę?
Poza tym, Autorze, mam wrażenie, ze nie piszesz wszystkiego, czy było cos jeszcze?

Nawet wierzacy mogą wziąć rozwód

Może, ale nie może się potem związać z inną osobą, ani żyć bez ślubu, albo ze ślubem cywilnym, bo nie dostanie Komunii.

Może przyjmować komunie duchową działa ponoć tak samo co prawdziwa,tak czytalam

48

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Julia life in UK napisał/a:
złoto napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Nawet wierzacy mogą wziąć rozwód

Może, ale nie może się potem związać z inną osobą, ani żyć bez ślubu, albo ze ślubem cywilnym, bo nie dostanie Komunii.

Może przyjmować komunie duchową działa ponoć tak samo co prawdziwa,tak czytalam






Złoto. Uwierz, że gdybym miał napisać wszystko. Ciężko by było to wszystko posklejać, wam .

Ale może gdybyś zadała pytanie bardziej jaśniej. Co masz na myśli, czy było coś więcej? To może będę w stanie odpowiedzieć ci.
Przez 25 lat nazbierało się tego wszystkiego.
W tej całej zazdrości jej lęka przekonania czuję przede wszystkim niesprawiedliwość.
Nie ma rzeczy, której bym dla niej nie zrobił.
Oczywiście, że ona zawsze mi też oddawała całe swoje serce. Na pewno popełniłem wiele błędów. Dzisiaj gdybym wiedział, że tak będzie, wiele bym zmienił..
Ale napisz konkretnie. Pytanie a ja postaram ci się na nie odpowiedzieć

49

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Melanie93 napisał/a:

Myślę, że dobrym rozwiązaniem będzie wyprowadzka na jakiś czas.
Nie żeby żonie zrobić na złość czy coś, tylko po prostu powiedz jej wprost co czujesz, że to tak bardzo Cię boli i już z przychodzenia do domu się nie cieszysz, tylko spinasz do takiego stopnia, że psychicznie jesteś po prostu rozwalony przez jej ciągłe podejrzenia.
Nie mów z nią nic, nie rozmawiaj, weź najpotrzebniejsze rzeczy, i pogadaj przede wszystkim z dziećmi, ale bez niej. Są już duże, wytłumacz im sytuacje że z mamą potrzebujecie przerwy, by przemyśleć pewne sprawy. To będzie lepsze, niż ciągłe patrzenie jak wy się kłócicie, chodzicie smutni, źli i te problemy wnosicie do ich życia. To się na nich odbije. Dlatego musisz coś z tym zrobić i dać żonie możliwość przemyślenia swojego życia. Ty też się uspokoisz, to Ci pomoże. Widywaj się z dziećmi, ale nie zabierając żony ze sobą. Musisz jej niestety pokazać, że w taki sposób w jakim obecnie żyjecie już dłużej nie możecie.
Naprawdę takie rozstanie na jakiś czasu dużo daje. Sama jak przez pracę swojego partnera, który musiał jeszcze jakiś czas temu wyjeżdżać za granicę na parę tygodni, to budowało tą tęsknotę i na wiele rzeczy też mogliśmy spojrzeć inaczej, przemyśleć.
Zastanów się nad tym, czy chcesz walczyć z domu, albo dać sobie czas lub też ostatecznie odpuścić zupełnie. To twoje życie, ty wiesz najlepiej co zrobić.


Próbowałam już tego.
Proponowałam, abyśmy dali sobie przestrzeń przemyślenia.
Usłyszałem w ten czas od żony. Że uciekam, jak chłopiec. Że muszę się zdecydować. Albo rozwód albo rodzina.
Nie wyrażała zgody na to, abym się wyprowadzał. Wybierają do niej żadne argumenty. Żadne tłumaczenia nawet sytuacji, aby się wyprowadzić i dać sobie czas.
O tym, jak się czuje, mówiłem do niej nie raz

Usłyszałem od niej. Że to jak jest między nami, to jest moja wina.
Ponieważ wszędzie mam panienki
Na YouTube mam panienki. Jaka moja wina jest w tym, że kobiety występują w teledyskach i tańczą. Są kobiety seksowne po odsłania..
Ale czy to moja wina? Że świat tak wygląda dziś. Czy ważne jest to, co widzę, czy ważne jest to, co czuje.
Dla niej ważne jest to, co widzę. Bo oczywiście tego, co czuję, nie zobaczę, bo jest to w środku to jest myśl.
Gdy wychodzimy na miasto. To jest to samo. Bo zawsze jakaś kobieta przejdzie obok, która moim zdaniem jej się nie spodoba. W dziwnie jakieś zagrożenie. I czuje jak mnie obserwuje.
Reklamy w telewizji
Sport.
Wszędzie są kobiety. I za każdym razem żyje ona swoim przekonaniem, że mię te inne kobiety się podobają. Że ja widzę na nich nie wiadomo, co myślę, nie wiadomo, co.
Gdyby można było jeszcze to wytłumaczyć i powiedzieć, to by było OK.
Gdyby sobie dała, wytłumaczyć. Ale że żyje w swoich przekonaniach. To gdy zadaję pytanie, ona już ma odpowiedź

50

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

A jak żona wygląda fizycznie?
Czy jest atrakcyjna tak jak te kobiety, które oglądasz?
Czy za nią na ulicy mężczyźni się oglądają?
Bo może tu jest problem, że ona ma kompleks swojego wyglądu, porównuje się do tych młodych, zgrabnych, wymakijażowanych dziewczyn i niestety wie, że z nimi nie ma szans.

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
GloriaSoul napisał/a:

A jak żona wygląda fizycznie?
Czy jest atrakcyjna tak jak te kobiety, które oglądasz?
Czy za nią na ulicy mężczyźni się oglądają?
Bo może tu jest problem, że ona ma kompleks swojego wyglądu, porównuje się do tych młodych, zgrabnych, wymakijażowanych dziewczyn i niestety wie, że z nimi nie ma szans.

Jego żona chora na raka już sama choroba mogła zmienić jej wygląd i chemioterapia,tylko,że akurat jak ktoś się źle czuje fizycznie to priorytetem jest zdrowie,a nie wygląd.

52

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
GloriaSoul napisał/a:

A jak żona wygląda fizycznie?
Czy jest atrakcyjna tak jak te kobiety, które oglądasz?
Czy za nią na ulicy mężczyźni się oglądają?
Bo może tu jest problem, że ona ma kompleks swojego wyglądu, porównuje się do tych młodych, zgrabnych, wymakijażowanych dziewczyn i niestety wie, że z nimi nie ma szans.

To nie ma znaczenia, chorobliwa zazdrość to jest po prostu choroba którą trzeba leczyć, pewnie z różnym skutkiem.
Irracjonalności nie da się niczym wytłumaczyć.

53

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
GloriaSoul napisał/a:

A jak żona wygląda fizycznie?
Czy jest atrakcyjna tak jak te kobiety, które oglądasz?
Czy za nią na ulicy mężczyźni się oglądają?
Bo może tu jest problem, że ona ma kompleks swojego wyglądu, porównuje się do tych młodych, zgrabnych, wymakijażowanych dziewczyn i niestety wie, że z nimi nie ma szans.

Moja żona ma 40 lat, a wygląda na 28. Jest piękną, zadbaną i bardzo atrakcyjną kobietą. Zawsze jej powtarzałem, że mężczyźni się za nią oglądają – że inni ją widzą. Ale najważniejsze było dla mnie to, żeby wiedziała, że to ja ją widzę. Właśnie taką, jaka jest naprawdę: piękną, seksowną, wyjątkową kobietę. Niestety przez długi czas zmagała się z niską samooceną. Robiłem wszystko, co mogłem, żeby jej pomóc w to uwierzyć i zobaczyć siebie tak, jak widzą ją inni – i jak ja ją widzę. Może nie wszystkie moje pomysły były idealne, ale zawsze miałem jeden cel – pokazać jej, jak bardzo się myli, nie dostrzegając swojego piękna.

Chcę też jasno powiedzieć: nie oglądam innych kobiet. To, że pojawiają się w telewizji czy teledyskach, nie znaczy, że ja je oglądam. Nawet wykupiłem YouTube Premium i korzystam z YouTube Music, żeby słuchać muzyki bez teledysków – właśnie po to, by ograniczyć rzeczy, które mogłyby potęgować jej lęki.

Niestety jej zazdrość i przekonania są tak silne, że niezależnie od tego, co zrobię, gdzie spojrzę i jak bardzo się staram, zawsze znajdzie powód do niepokoju czy oskarżeń. Dla mnie to trudne, bo funkcjonuję normalnie – tak jak każdy człowiek. Kobiety istnieją na świecie, widzę je, bo są ludźmi, ale to nie znaczy, że się nimi interesuję. Gdy ktoś zaczyna ograniczać nawet zwykłą życzliwość wobec innych ludzi, naprawdę ręce opadają.

Przez 20 lat naszego związku zawsze wszystko omawialiśmy. Nigdy nie zostawiałem jej samej z żadnym problemem. Rozmawialiśmy o wszystkim – nawet o takich rzeczach jak włosy, paznokcie czy pielęgnacja skóry. Zawsze byłem zaangażowany.

Dbałem o nią na wiele sposobów. Kupowałem jej kosmetyki, bo znałem jej potrzeby i preferencje. Gdy jej ulubione perfumy zaczęły znikać z rynku, znalazłem je w internecie i zamówiłem aż 20 flakonów, żeby mogła jak najdłużej cieszyć się swoim zapachem.

W pełni angażuję się też w obowiązki domowe – pranie, prasowanie, sprzątanie, gotowanie, zakupy, opieka nad dziećmi – to dla mnie żadna przeszkoda. Kiedyś, robiąc zakupy dla siebie, zawsze dodawałem coś dla niej, bo znałem jej rozmiary i gust. Gdy byłem w galerii i widziałem coś, co mogłoby jej się spodobać, potrafiłem wrócić z kilkoma torbami dla niej.

Kupowanie bielizny – także tej bardziej seksownej – również nie było problemem, bo dobrze znałem jej rozmiary i upodobania. Organizowałem wspólne wyjazdy, często na wysokim poziomie, żebyśmy mogli spędzać czas tylko we dwoje. Przygotowywałem dla niej śniadania, gdy jeszcze spała, romantyczne kolacje przy świecach, z dobrą muzyką i rozmową przy winie. Robiłem to wszystko nie z obowiązku, ale dlatego, że ją kocham i lubię o nią dbać.

Nigdy nie zostawiłem jej samej z żadnym problemem. Zawsze byłem szczery i otwarty.

I właśnie dlatego tak bardzo boli mnie to, co dzieje się teraz. Bo dziś ona obraca to wszystko przeciwko mnie. Twierdzi, że moje gesty – kwiaty, prezenty, biżuteria, które dawałem bez okazji i bezinteresownie – były próbą rekompensowania jakichś win, żeby samemu poczuć się lepiej.

Dzisiaj widzę też, że zaczęła myśleć o sobie zupełnie inaczej. W pewnym sensie osiągnęła to, o co przez lata walczyłem – czuje się atrakcyjna, pewna siebie. I to jest w porządku. Ale jednocześnie jest w tym coś, co mnie smuci.

Bo kiedy słyszę, jak mówi, że mogę sobie patrzeć na inne kobiety ile chcę, bo inni patrzą na nią, inni jej pragną, inni ją pożądają – to jest dla mnie trudne. Gdy mówi, że dla innego będzie się stroić, zakładać rajstopy, spódniczki, koronki wtedy, kiedy mnie nie będzie, bo pracuję za granicą – to rani. Gdy podkreśla, że inni na nią patrzą i że to oni nie kłamią na temat jej wyglądu – czuję, jakby to wszystko, co przez lata jej dawałem i mówiłem, przestawało mieć znaczenie.

Cieszę się, że czuje się atrakcyjna. Ale sposób, w jaki o tym mówi – jak dużą wagę nadaje temu, że inni ją widzą i pożądają – sprawia, że czuję się pominięty. A przecież przez tyle lat to ja byłem tym, który ją widział, doceniał, podkreślał jej piękno i wspierał ją, żeby uwierzyła w siebie.

Dlatego jest mi z tym po prostu smutno. I uważam, że to nie jest w porządku.

54

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Julia life in UK napisał/a:
GloriaSoul napisał/a:

A jak żona wygląda fizycznie?
Czy jest atrakcyjna tak jak te kobiety, które oglądasz?
Czy za nią na ulicy mężczyźni się oglądają?
Bo może tu jest problem, że ona ma kompleks swojego wyglądu, porównuje się do tych młodych, zgrabnych, wymakijażowanych dziewczyn i niestety wie, że z nimi nie ma szans.

Jego żona chora na raka już sama choroba mogła zmienić jej wygląd i chemioterapia,tylko,że akurat jak ktoś się źle czuje fizycznie to priorytetem jest zdrowie,a nie wygląd.


Moja żona nie miała chemioterapii
Nowotwór był wykryty w kolanie. To spowodowało? Że nie mogła funkcjonować normalnie i sama wykonywać wszystkich czynności podstawowych.
Mięśnie opadły. I trzeba było na nowo je uzyskać. Do skierował ból.

55

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:
GloriaSoul napisał/a:

A jak żona wygląda fizycznie?
Czy jest atrakcyjna tak jak te kobiety, które oglądasz?
Czy za nią na ulicy mężczyźni się oglądają?
Bo może tu jest problem, że ona ma kompleks swojego wyglądu, porównuje się do tych młodych, zgrabnych, wymakijażowanych dziewczyn i niestety wie, że z nimi nie ma szans.

Moja żona ma 40 lat, a wygląda na 28. Jest piękną, zadbaną i bardzo atrakcyjną kobietą. Zawsze jej powtarzałem, że mężczyźni się za nią oglądają – że inni ją widzą. Ale najważniejsze było dla mnie to, żeby wiedziała, że to ja ją widzę. Właśnie taką, jaka jest naprawdę: piękną, seksowną, wyjątkową kobietę. Niestety przez długi czas zmagała się z niską samooceną. Robiłem wszystko, co mogłem, żeby jej pomóc w to uwierzyć i zobaczyć siebie tak, jak widzą ją inni – i jak ja ją widzę. Może nie wszystkie moje pomysły były idealne, ale zawsze miałem jeden cel – pokazać jej, jak bardzo się myli, nie dostrzegając swojego piękna.

Chcę też jasno powiedzieć: nie oglądam innych kobiet. To, że pojawiają się w telewizji czy teledyskach, nie znaczy, że ja je oglądam. Nawet wykupiłem YouTube Premium i korzystam z YouTube Music, żeby słuchać muzyki bez teledysków – właśnie po to, by ograniczyć rzeczy, które mogłyby potęgować jej lęki.

Niestety jej zazdrość i przekonania są tak silne, że niezależnie od tego, co zrobię, gdzie spojrzę i jak bardzo się staram, zawsze znajdzie powód do niepokoju czy oskarżeń. Dla mnie to trudne, bo funkcjonuję normalnie – tak jak każdy człowiek. Kobiety istnieją na świecie, widzę je, bo są ludźmi, ale to nie znaczy, że się nimi interesuję. Gdy ktoś zaczyna ograniczać nawet zwykłą życzliwość wobec innych ludzi, naprawdę ręce opadają.

Przez 20 lat naszego związku zawsze wszystko omawialiśmy. Nigdy nie zostawiałem jej samej z żadnym problemem. Rozmawialiśmy o wszystkim – nawet o takich rzeczach jak włosy, paznokcie czy pielęgnacja skóry. Zawsze byłem zaangażowany.

Dbałem o nią na wiele sposobów. Kupowałem jej kosmetyki, bo znałem jej potrzeby i preferencje. Gdy jej ulubione perfumy zaczęły znikać z rynku, znalazłem je w internecie i zamówiłem aż 20 flakonów, żeby mogła jak najdłużej cieszyć się swoim zapachem.

W pełni angażuję się też w obowiązki domowe – pranie, prasowanie, sprzątanie, gotowanie, zakupy, opieka nad dziećmi – to dla mnie żadna przeszkoda. Kiedyś, robiąc zakupy dla siebie, zawsze dodawałem coś dla niej, bo znałem jej rozmiary i gust. Gdy byłem w galerii i widziałem coś, co mogłoby jej się spodobać, potrafiłem wrócić z kilkoma torbami dla niej.

Kupowanie bielizny – także tej bardziej seksownej – również nie było problemem, bo dobrze znałem jej rozmiary i upodobania. Organizowałem wspólne wyjazdy, często na wysokim poziomie, żebyśmy mogli spędzać czas tylko we dwoje. Przygotowywałem dla niej śniadania, gdy jeszcze spała, romantyczne kolacje przy świecach, z dobrą muzyką i rozmową przy winie. Robiłem to wszystko nie z obowiązku, ale dlatego, że ją kocham i lubię o nią dbać.

Nigdy nie zostawiłem jej samej z żadnym problemem. Zawsze byłem szczery i otwarty.

I właśnie dlatego tak bardzo boli mnie to, co dzieje się teraz. Bo dziś ona obraca to wszystko przeciwko mnie. Twierdzi, że moje gesty – kwiaty, prezenty, biżuteria, które dawałem bez okazji i bezinteresownie – były próbą rekompensowania jakichś win, żeby samemu poczuć się lepiej.

Dzisiaj widzę też, że zaczęła myśleć o sobie zupełnie inaczej. W pewnym sensie osiągnęła to, o co przez lata walczyłem – czuje się atrakcyjna, pewna siebie. I to jest w porządku. Ale jednocześnie jest w tym coś, co mnie smuci.

Bo kiedy słyszę, jak mówi, że mogę sobie patrzeć na inne kobiety ile chcę, bo inni patrzą na nią, inni jej pragną, inni ją pożądają – to jest dla mnie trudne. Gdy mówi, że dla innego będzie się stroić, zakładać rajstopy, spódniczki, koronki wtedy, kiedy mnie nie będzie, bo pracuję za granicą – to rani. Gdy podkreśla, że inni na nią patrzą i że to oni nie kłamią na temat jej wyglądu – czuję, jakby to wszystko, co przez lata jej dawałem i mówiłem, przestawało mieć znaczenie.

Cieszę się, że czuje się atrakcyjna. Ale sposób, w jaki o tym mówi – jak dużą wagę nadaje temu, że inni ją widzą i pożądają – sprawia, że czuję się pominięty. A przecież przez tyle lat to ja byłem tym, który ją widział, doceniał, podkreślał jej piękno i wspierał ją, żeby uwierzyła w siebie.

Dlatego jest mi z tym po prostu smutno. I uważam, że to nie jest w porządku.

Pomieszanie z pomyleniem tongue
To w końcu kto tu jest zazdrosny big_smile

56

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
wieka napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:
GloriaSoul napisał/a:

A jak żona wygląda fizycznie?
Czy jest atrakcyjna tak jak te kobiety, które oglądasz?
Czy za nią na ulicy mężczyźni się oglądają?
Bo może tu jest problem, że ona ma kompleks swojego wyglądu, porównuje się do tych młodych, zgrabnych, wymakijażowanych dziewczyn i niestety wie, że z nimi nie ma szans.

Moja żona ma 40 lat, a wygląda na 28. Jest piękną, zadbaną i bardzo atrakcyjną kobietą. Zawsze jej powtarzałem, że mężczyźni się za nią oglądają – że inni ją widzą. Ale najważniejsze było dla mnie to, żeby wiedziała, że to ja ją widzę. Właśnie taką, jaka jest naprawdę: piękną, seksowną, wyjątkową kobietę. Niestety przez długi czas zmagała się z niską samooceną. Robiłem wszystko, co mogłem, żeby jej pomóc w to uwierzyć i zobaczyć siebie tak, jak widzą ją inni – i jak ja ją widzę. Może nie wszystkie moje pomysły były idealne, ale zawsze miałem jeden cel – pokazać jej, jak bardzo się myli, nie dostrzegając swojego piękna.

Chcę też jasno powiedzieć: nie oglądam innych kobiet. To, że pojawiają się w telewizji czy teledyskach, nie znaczy, że ja je oglądam. Nawet wykupiłem YouTube Premium i korzystam z YouTube Music, żeby słuchać muzyki bez teledysków – właśnie po to, by ograniczyć rzeczy, które mogłyby potęgować jej lęki.

Niestety jej zazdrość i przekonania są tak silne, że niezależnie od tego, co zrobię, gdzie spojrzę i jak bardzo się staram, zawsze znajdzie powód do niepokoju czy oskarżeń. Dla mnie to trudne, bo funkcjonuję normalnie – tak jak każdy człowiek. Kobiety istnieją na świecie, widzę je, bo są ludźmi, ale to nie znaczy, że się nimi interesuję. Gdy ktoś zaczyna ograniczać nawet zwykłą życzliwość wobec innych ludzi, naprawdę ręce opadają.

Przez 20 lat naszego związku zawsze wszystko omawialiśmy. Nigdy nie zostawiałem jej samej z żadnym problemem. Rozmawialiśmy o wszystkim – nawet o takich rzeczach jak włosy, paznokcie czy pielęgnacja skóry. Zawsze byłem zaangażowany.

Dbałem o nią na wiele sposobów. Kupowałem jej kosmetyki, bo znałem jej potrzeby i preferencje. Gdy jej ulubione perfumy zaczęły znikać z rynku, znalazłem je w internecie i zamówiłem aż 20 flakonów, żeby mogła jak najdłużej cieszyć się swoim zapachem.

W pełni angażuję się też w obowiązki domowe – pranie, prasowanie, sprzątanie, gotowanie, zakupy, opieka nad dziećmi – to dla mnie żadna przeszkoda. Kiedyś, robiąc zakupy dla siebie, zawsze dodawałem coś dla niej, bo znałem jej rozmiary i gust. Gdy byłem w galerii i widziałem coś, co mogłoby jej się spodobać, potrafiłem wrócić z kilkoma torbami dla niej.

Kupowanie bielizny – także tej bardziej seksownej – również nie było problemem, bo dobrze znałem jej rozmiary i upodobania. Organizowałem wspólne wyjazdy, często na wysokim poziomie, żebyśmy mogli spędzać czas tylko we dwoje. Przygotowywałem dla niej śniadania, gdy jeszcze spała, romantyczne kolacje przy świecach, z dobrą muzyką i rozmową przy winie. Robiłem to wszystko nie z obowiązku, ale dlatego, że ją kocham i lubię o nią dbać.

Nigdy nie zostawiłem jej samej z żadnym problemem. Zawsze byłem szczery i otwarty.

I właśnie dlatego tak bardzo boli mnie to, co dzieje się teraz. Bo dziś ona obraca to wszystko przeciwko mnie. Twierdzi, że moje gesty – kwiaty, prezenty, biżuteria, które dawałem bez okazji i bezinteresownie – były próbą rekompensowania jakichś win, żeby samemu poczuć się lepiej.

Dzisiaj widzę też, że zaczęła myśleć o sobie zupełnie inaczej. W pewnym sensie osiągnęła to, o co przez lata walczyłem – czuje się atrakcyjna, pewna siebie. I to jest w porządku. Ale jednocześnie jest w tym coś, co mnie smuci.

Bo kiedy słyszę, jak mówi, że mogę sobie patrzeć na inne kobiety ile chcę, bo inni patrzą na nią, inni jej pragną, inni ją pożądają – to jest dla mnie trudne. Gdy mówi, że dla innego będzie się stroić, zakładać rajstopy, spódniczki, koronki wtedy, kiedy mnie nie będzie, bo pracuję za granicą – to rani. Gdy podkreśla, że inni na nią patrzą i że to oni nie kłamią na temat jej wyglądu – czuję, jakby to wszystko, co przez lata jej dawałem i mówiłem, przestawało mieć znaczenie.

Cieszę się, że czuje się atrakcyjna. Ale sposób, w jaki o tym mówi – jak dużą wagę nadaje temu, że inni ją widzą i pożądają – sprawia, że czuję się pominięty. A przecież przez tyle lat to ja byłem tym, który ją widział, doceniał, podkreślał jej piękno i wspierał ją, żeby uwierzyła w siebie.

Dlatego jest mi z tym po prostu smutno. I uważam, że to nie jest w porządku.

Pomieszanie z pomyleniem tongue
To w końcu kto tu jest zazdrosny big_smile




Ja nie jestem zazdrosny.
Chodzi o to, że obcy mężczyzna na dzień dzisiejszy dla niej ma większe znaczenie niż mąż.
Jakbyś się czuła, gdyby po dwudziestu pięciu latach twój partner bądź mąż nie był w stanie powiedzieć dobrego słowa o tobie. A ty tak wiele z siebie być dawała przez całe swoje życie, aby on się czuł doceniony. Ważny. A twoje słowa i czyny nie miałyby już najmniejszego znaczenia
Ja w jej oczach kłamię, oszukuję.

To nie Zazdrość z mojej strony, tylko żal.

57 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-04-21 11:23:44)

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Przede wszystkim, nie powinno się więcej dawać niż się bierze.
Nikt ci nie kazał być takim nadgorliwcem i uszczęśliwiać żonę na siłę, więc nie miej do nikogo pretensji.
Zachowujecie  się trochę jak dzieci, ja bym radziła nie brać tych słów co żona mówi do siebie, bo to jest to jest tylko gadanie, żeby wywołać w tobie zazdrość, bo sama jest zazdrosna.
Tylko po co sobie uprzykrzać życie, za dobrze chyba macie i za mało innych problemów.

Skoro pracujesz za granicą, to kiedy masz czas na te wszystkie roboty które wykonujesz w domu? Taki związek na odległość też wam nie służy.
Dziwne, że żona nie jest zazdrosna o ten czas kiedy ciebie nie ma w domu i nie wie co robisz, tylko o to co ona widzi jak jesteście razem.

58

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
wieka napisał/a:

Przede wszystkim, nie powinno się więcej dawać niż się bierze.
Nikt ci nie kazał być takim nadgorliwcem i uszczęśliwiać żonę na siłę, więc nie miej do nikogo pretensji.
Zachowujecie  się trochę jak dzieci, ja bym radziła nie brać tych słów co żona mówi do siebie, bo to jest to jest tylko gadanie, żeby wywołać w tobie zazdrość, bo sama jest zazdrosna.
Tylko po co sobie uprzykrzać życie, za dobrze chyba macie i za mało innych problemów.

Skoro pracujesz za granicą, to kiedy masz czas na te wszystkie roboty które wykonujesz w domu? Taki związek na odległość też wam nie służy.
Dziwne, że żona nie jest zazdrosna o ten czas kiedy ciebie nie ma w domu i nie wie co robisz, tylko o to co ona widzi jak jesteście razem.




Zazwyczaj nie mamy cztery tygodnie. I wtedy na trzy tygodnie przejeżdżam do domu

59

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:
wieka napisał/a:

Przede wszystkim, nie powinno się więcej dawać niż się bierze.
Nikt ci nie kazał być takim nadgorliwcem i uszczęśliwiać żonę na siłę, więc nie miej do nikogo pretensji.
Zachowujecie  się trochę jak dzieci, ja bym radziła nie brać tych słów co żona mówi do siebie, bo to jest to jest tylko gadanie, żeby wywołać w tobie zazdrość, bo sama jest zazdrosna.
Tylko po co sobie uprzykrzać życie, za dobrze chyba macie i za mało innych

Skoro pracujesz za granicą, to kiedy masz czas na te wszystkie roboty które wykonujesz w domu? Taki związek na odległość też wam nie służy.
Dziwne, że żona nie jest zazdrosna o ten czas kiedy ciebie nie ma w domu i nie wie co robisz, tylko o to co ona widzi jak jesteście razem.




Zazwyczaj nie mamy cztery tygodnie. I wtedy na trzy tygodnie przejeżdżam do domu




Prawda jest taka, że co za dużo to niezdrowo. I niepotrzebnie tyle dawałem.
Na pewno rzeczy się za późno, a teraz po prostu chcę to wszystko naprawić, by dalej być razem ze sobą i cieszy się wspólną obecnością .
Mam nadzieję, że jakoś uda ci się to wszystko posklejać

60

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:
wieka napisał/a:

Przede wszystkim, nie powinno się więcej dawać niż się bierze.
Nikt ci nie kazał być takim nadgorliwcem i uszczęśliwiać żonę na siłę, więc nie miej do nikogo pretensji.
Zachowujecie  się trochę jak dzieci, ja bym radziła nie brać tych słów co żona mówi do siebie, bo to jest to jest tylko gadanie, żeby wywołać w tobie zazdrość, bo sama jest zazdrosna.
Tylko po co sobie uprzykrzać życie, za dobrze chyba macie i za mało innych

Skoro pracujesz za granicą, to kiedy masz czas na te wszystkie roboty które wykonujesz w domu? Taki związek na odległość też wam nie służy.
Dziwne, że żona nie jest zazdrosna o ten czas kiedy ciebie nie ma w domu i nie wie co robisz, tylko o to co ona widzi jak jesteście razem.




Zazwyczaj nie mamy cztery tygodnie. I wtedy na trzy tygodnie przejeżdżam do domu




Prawda jest taka, że co za dużo to niezdrowo. I niepotrzebnie tyle dawałem.
Na pewno rzeczy się za późno, a teraz po prostu chcę to wszystko naprawić, by dalej być razem ze sobą i cieszy się wspólną obecnością .
Mam nadzieję, że jakoś uda ci się to wszystko posklejać


A o czas po za domem też jest zazdrosna.

Bo jej zdaniem siedzę i oglądam sex kamerki  pornosa i całe reszta podejrzeń

61

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:



Zazwyczaj nie mamy cztery tygodnie. I wtedy na trzy tygodnie przejeżdżam do domu




Prawda jest taka, że co za dużo to niezdrowo. I niepotrzebnie tyle dawałem.
Na pewno rzeczy się za późno, a teraz po prostu chcę to wszystko naprawić, by dalej być razem ze sobą i cieszy się wspólną obecnością .
Mam nadzieję, że jakoś uda ci się to wszystko posklejać


A o czas po za domem też jest zazdrosna.

Bo jej zdaniem siedzę i oglądam sex kamerki  pornosa i całe reszta podejrzeń

A co ci pozostaje big_smile

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:
GloriaSoul napisał/a:

A jak żona wygląda fizycznie?
Czy jest atrakcyjna tak jak te kobiety, które oglądasz?
Czy za nią na ulicy mężczyźni się oglądają?
Bo może tu jest problem, że ona ma kompleks swojego wyglądu, porównuje się do tych młodych, zgrabnych, wymakijażowanych dziewczyn i niestety wie, że z nimi nie ma szans.

Moja żona ma 40 lat, a wygląda na 28. Jest piękną, zadbaną i bardzo atrakcyjną kobietą. Zawsze jej powtarzałem, że mężczyźni się za nią oglądają – że inni ją widzą. Ale najważniejsze było dla mnie to, żeby wiedziała, że to ja ją widzę. Właśnie taką, jaka jest naprawdę: piękną, seksowną, wyjątkową kobietę. Niestety przez długi czas zmagała się z niską samooceną. Robiłem wszystko, co mogłem, żeby jej pomóc w to uwierzyć i zobaczyć siebie tak, jak widzą ją inni – i jak ja ją widzę. Może nie wszystkie moje pomysły były idealne, ale zawsze miałem jeden cel – pokazać jej, jak bardzo się myli, nie dostrzegając swojego piękna.

Chcę też jasno powiedzieć: nie oglądam innych kobiet. To, że pojawiają się w telewizji czy teledyskach, nie znaczy, że ja je oglądam. Nawet wykupiłem YouTube Premium i korzystam z YouTube Music, żeby słuchać muzyki bez teledysków – właśnie po to, by ograniczyć rzeczy, które mogłyby potęgować jej lęki.

Niestety jej zazdrość i przekonania są tak silne, że niezależnie od tego, co zrobię, gdzie spojrzę i jak bardzo się staram, zawsze znajdzie powód do niepokoju czy oskarżeń. Dla mnie to trudne, bo funkcjonuję normalnie – tak jak każdy człowiek. Kobiety istnieją na świecie, widzę je, bo są ludźmi, ale to nie znaczy, że się nimi interesuję. Gdy ktoś zaczyna ograniczać nawet zwykłą życzliwość wobec innych ludzi, naprawdę ręce opadają.

Przez 20 lat naszego związku zawsze wszystko omawialiśmy. Nigdy nie zostawiałem jej samej z żadnym problemem. Rozmawialiśmy o wszystkim – nawet o takich rzeczach jak włosy, paznokcie czy pielęgnacja skóry. Zawsze byłem zaangażowany.

Dbałem o nią na wiele sposobów. Kupowałem jej kosmetyki, bo znałem jej potrzeby i preferencje. Gdy jej ulubione perfumy zaczęły znikać z rynku, znalazłem je w internecie i zamówiłem aż 20 flakonów, żeby mogła jak najdłużej cieszyć się swoim zapachem.

W pełni angażuję się też w obowiązki domowe – pranie, prasowanie, sprzątanie, gotowanie, zakupy, opieka nad dziećmi – to dla mnie żadna przeszkoda. Kiedyś, robiąc zakupy dla siebie, zawsze dodawałem coś dla niej, bo znałem jej rozmiary i gust. Gdy byłem w galerii i widziałem coś, co mogłoby jej się spodobać, potrafiłem wrócić z kilkoma torbami dla niej.

Kupowanie bielizny – także tej bardziej seksownej – również nie było problemem, bo dobrze znałem jej rozmiary i upodobania. Organizowałem wspólne wyjazdy, często na wysokim poziomie, żebyśmy mogli spędzać czas tylko we dwoje. Przygotowywałem dla niej śniadania, gdy jeszcze spała, romantyczne kolacje przy świecach, z dobrą muzyką i rozmową przy winie. Robiłem to wszystko nie z obowiązku, ale dlatego, że ją kocham i lubię o nią dbać.

Nigdy nie zostawiłem jej samej z żadnym problemem. Zawsze byłem szczery i otwarty.

I właśnie dlatego tak bardzo boli mnie to, co dzieje się teraz. Bo dziś ona obraca to wszystko przeciwko mnie. Twierdzi, że moje gesty – kwiaty, prezenty, biżuteria, które dawałem bez okazji i bezinteresownie – były próbą rekompensowania jakichś win, żeby samemu poczuć się lepiej.

Dzisiaj widzę też, że zaczęła myśleć o sobie zupełnie inaczej. W pewnym sensie osiągnęła to, o co przez lata walczyłem – czuje się atrakcyjna, pewna siebie. I to jest w porządku. Ale jednocześnie jest w tym coś, co mnie smuci.

Bo kiedy słyszę, jak mówi, że mogę sobie patrzeć na inne kobiety ile chcę, bo inni patrzą na nią, inni jej pragną, inni ją pożądają – to jest dla mnie trudne. Gdy mówi, że dla innego będzie się stroić, zakładać rajstopy, spódniczki, koronki wtedy, kiedy mnie nie będzie, bo pracuję za granicą – to rani. Gdy podkreśla, że inni na nią patrzą i że to oni nie kłamią na temat jej wyglądu – czuję, jakby to wszystko, co przez lata jej dawałem i mówiłem, przestawało mieć znaczenie.

Cieszę się, że czuje się atrakcyjna. Ale sposób, w jaki o tym mówi – jak dużą wagę nadaje temu, że inni ją widzą i pożądają – sprawia, że czuję się pominięty. A przecież przez tyle lat to ja byłem tym, który ją widział, doceniał, podkreślał jej piękno i wspierał ją, żeby uwierzyła w siebie.

Dlatego jest mi z tym po prostu smutno. I uważam, że to nie jest w porządku.

Czy tylko ja tu widzę początek cuckoldu lub czegos na kształt?

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
wieka napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:



Prawda jest taka, że co za dużo to niezdrowo. I niepotrzebnie tyle dawałem.
Na pewno rzeczy się za późno, a teraz po prostu chcę to wszystko naprawić, by dalej być razem ze sobą i cieszy się wspólną obecnością .
Mam nadzieję, że jakoś uda ci się to wszystko posklejać


A o czas po za domem też jest zazdrosna.

Bo jej zdaniem siedzę i oglądam sex kamerki  pornosa i całe reszta podejrzeń

A co ci pozostaje big_smile

Facet przestał byc dla żony atrakcyjny. On dziala na nią aseksualnie

64 Ostatnio edytowany przez Solaris (2026-04-21 14:29:34)

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:
GloriaSoul napisał/a:

A jak żona wygląda fizycznie?
Czy jest atrakcyjna tak jak te kobiety, które oglądasz?
Czy za nią na ulicy mężczyźni się oglądają?
Bo może tu jest problem, że ona ma kompleks swojego wyglądu, porównuje się do tych młodych, zgrabnych, wymakijażowanych dziewczyn i niestety wie, że z nimi nie ma szans.

Moja żona ma 40 lat, a wygląda na 28. Jest piękną, zadbaną i bardzo atrakcyjną kobietą. Zawsze jej powtarzałem, że mężczyźni się za nią oglądają – że inni ją widzą. Ale najważniejsze było dla mnie to, żeby wiedziała, że to ja ją widzę. Właśnie taką, jaka jest naprawdę: piękną, seksowną, wyjątkową kobietę. Niestety przez długi czas zmagała się z niską samooceną. Robiłem wszystko, co mogłem, żeby jej pomóc w to uwierzyć i zobaczyć siebie tak, jak widzą ją inni – i jak ja ją widzę. Może nie wszystkie moje pomysły były idealne, ale zawsze miałem jeden cel – pokazać jej, jak bardzo się myli, nie dostrzegając swojego piękna.

Chcę też jasno powiedzieć: nie oglądam innych kobiet. To, że pojawiają się w telewizji czy teledyskach, nie znaczy, że ja je oglądam. Nawet wykupiłem YouTube Premium i korzystam z YouTube Music, żeby słuchać muzyki bez teledysków – właśnie po to, by ograniczyć rzeczy, które mogłyby potęgować jej lęki.

Niestety jej zazdrość i przekonania są tak silne, że niezależnie od tego, co zrobię, gdzie spojrzę i jak bardzo się staram, zawsze znajdzie powód do niepokoju czy oskarżeń. Dla mnie to trudne, bo funkcjonuję normalnie – tak jak każdy człowiek. Kobiety istnieją na świecie, widzę je, bo są ludźmi, ale to nie znaczy, że się nimi interesuję. Gdy ktoś zaczyna ograniczać nawet zwykłą życzliwość wobec innych ludzi, naprawdę ręce opadają.

Przez 20 lat naszego związku zawsze wszystko omawialiśmy. Nigdy nie zostawiałem jej samej z żadnym problemem. Rozmawialiśmy o wszystkim – nawet o takich rzeczach jak włosy, paznokcie czy pielęgnacja skóry. Zawsze byłem zaangażowany.

Dbałem o nią na wiele sposobów. Kupowałem jej kosmetyki, bo znałem jej potrzeby i preferencje. Gdy jej ulubione perfumy zaczęły znikać z rynku, znalazłem je w internecie i zamówiłem aż 20 flakonów, żeby mogła jak najdłużej cieszyć się swoim zapachem.

W pełni angażuję się też w obowiązki domowe – pranie, prasowanie, sprzątanie, gotowanie, zakupy, opieka nad dziećmi – to dla mnie żadna przeszkoda. Kiedyś, robiąc zakupy dla siebie, zawsze dodawałem coś dla niej, bo znałem jej rozmiary i gust. Gdy byłem w galerii i widziałem coś, co mogłoby jej się spodobać, potrafiłem wrócić z kilkoma torbami dla niej.

Kupowanie bielizny – także tej bardziej seksownej – również nie było problemem, bo dobrze znałem jej rozmiary i upodobania. Organizowałem wspólne wyjazdy, często na wysokim poziomie, żebyśmy mogli spędzać czas tylko we dwoje. Przygotowywałem dla niej śniadania, gdy jeszcze spała, romantyczne kolacje przy świecach, z dobrą muzyką i rozmową przy winie. Robiłem to wszystko nie z obowiązku, ale dlatego, że ją kocham i lubię o nią dbać.

Nigdy nie zostawiłem jej samej z żadnym problemem. Zawsze byłem szczery i otwarty.

I właśnie dlatego tak bardzo boli mnie to, co dzieje się teraz. Bo dziś ona obraca to wszystko przeciwko mnie. Twierdzi, że moje gesty – kwiaty, prezenty, biżuteria, które dawałem bez okazji i bezinteresownie – były próbą rekompensowania jakichś win, żeby samemu poczuć się lepiej.

Dzisiaj widzę też, że zaczęła myśleć o sobie zupełnie inaczej. W pewnym sensie osiągnęła to, o co przez lata walczyłem – czuje się atrakcyjna, pewna siebie. I to jest w porządku. Ale jednocześnie jest w tym coś, co mnie smuci.

Bo kiedy słyszę, jak mówi, że mogę sobie patrzeć na inne kobiety ile chcę, bo inni patrzą na nią, inni jej pragną, inni ją pożądają – to jest dla mnie trudne. Gdy mówi, że dla innego będzie się stroić, zakładać rajstopy, spódniczki, koronki wtedy, kiedy mnie nie będzie, bo pracuję za granicą – to rani. Gdy podkreśla, że inni na nią patrzą i że to oni nie kłamią na temat jej wyglądu – czuję, jakby to wszystko, co przez lata jej dawałem i mówiłem, przestawało mieć znaczenie.

Cieszę się, że czuje się atrakcyjna. Ale sposób, w jaki o tym mówi – jak dużą wagę nadaje temu, że inni ją widzą i pożądają – sprawia, że czuję się pominięty. A przecież przez tyle lat to ja byłem tym, który ją widział, doceniał, podkreślał jej piękno i wspierał ją, żeby uwierzyła w siebie.

Dlatego jest mi z tym po prostu smutno. I uważam, że to nie jest w porządku.

Jeszcze mi w tym opisie zabrakło sypania płatków róż pod jej stopy, gdy chodzi;))
Cukierkowy książę;)) No i widzisz jaką zapłatę dostałeś.
A tak w ogole to mi się nie spina całe to opowiadanie:)))
Wymyślać bajki też trzeba umieć wink

65

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Albo autor sobie jaja robi albo dał się wdeptać pantoflem w glebę tak mocno, że kompletnie stracił jakikolwiek szacunek do samego siebie. Co to ma znaczyć, że ona się ubiera dla innych ? No jak, kobieta coś takiego mówi mężczyźnie, a ten stoi jak ta pipa i się głupkowato patrzy bo jest mu przykro ?? Może jeszcze sie popłakał na sam koniec ?

To są jaja jakieś.

Posty [ 1 do 65 z 120 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024