Ostatnio dużo myślę o religiach, wierze, sensie życia itd. i przyszła mi do głowy jedna myśl.
Czy to możliwe, że mózg człowieka potrzebuje jakiejś formy wiary żeby normalnie funkcjonować?
Bo zauważyłam coś u siebie.
Kiedy przestaję wierzyć w jedną rzecz, mój mózg zaczyna szukać czegoś innego. Najpierw było chrześcijaństwo, potem zaczęłam rozważać judaizm, a teraz doszłam do wniosku, że wszystkie religie mają podobne korzenie i zaczęłam tworzyć swoją własną wiarę Vitaria.
I zaczęłam się zastanawiać… dlaczego mój mózg tak bardzo potrzebuje jakiegoś systemu wierzeń?
Bo przecież teoretycznie mogłabym powiedzieć: „nie wiem jak powstał świat i tyle”.
Ale jakoś nie potrafię na tym poprzestać.
Ciągle chcę znaleźć sens.
W Torze jest taki fragment:
„Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz wszystkim, co pochodzi z ust Pana.”
(Księga Powtórzonego Prawa 8,3)
I czasami się zastanawiam czy to nie znaczy właśnie tego, że człowiek potrzebuje czegoś więcej niż tylko jedzenia i biologicznego życia.
Potrzebuje sensu.
Jest też znana myśl rabiniczna z Pirke Awot:
„Nie na tobie spoczywa obowiązek dokończenia dzieła, ale nie jesteś też wolny, by się od niego uchylić.”
Czasami myślę, że to poszukiwanie prawdy może być właśnie takim „dziełem”, którego człowiek nigdy do końca nie rozwiąże.
Zauważyłam też jedną rzecz.
Ludzie którzy przestają wierzyć w jedną religię często zaczynają wierzyć w coś innego. Nawet jeżeli nie jest to religia.
Jedni zaczynają bardzo mocno wierzyć w naukę.
Inni w różne ideologie.
Jeszcze inni w astrologię, energię kosmosu itd.
Jakby mózg nie lubił pustki.
W judaizmie jest też taka myśl, że człowiek został stworzony jako istota, która szuka Boga i sensu.
W Księdze Rodzaju jest napisane:
„Na obraz Boga stworzył go.”
(Rdz 1,27)
I czasami się zastanawiam czy właśnie dlatego człowiek tak bardzo szuka czegoś większego niż on sam.
Bo życie samo w sobie jest trochę dziwne.
Rodzimy się, żyjemy kilkadziesiąt lat i umieramy. A wszechświat jest ogromny i tajemniczy.
Może dlatego ludzie od tysięcy lat tworzą religie.
Nie tylko dlatego, że ktoś chce kogoś kontrolować, ale dlatego, że psychika człowieka potrzebuje sensu.
U mnie to poszukiwanie sensu jest chyba jeszcze mocniejsze odkąd mam CFS i dużo czasu spędzam na myśleniu. Kiedy człowiek jest zmęczony i ma mniej energii na normalne życie, to głowa zaczyna więcej analizować różne rzeczy.
Czasami się zastanawiam czy moje szukanie nowej wiary to nie jest właśnie próba uporządkowania świata w mojej głowie.
Może dlatego wymyśliłam Vitaria – coś prostszego, bardziej pierwotnego, bez tysięcy lat sporów religijnych.
Nie wiem czy dobrze to tłumaczę.
Ciekawa jestem jak wy to widzicie.
Czy człowiek potrafi żyć całkowicie bez jakiejkolwiek wiary w coś większego?
Czy nasz mózg jednak potrzebuje jakiegoś sensu, żeby się w tym wszystkim nie pogubić?