Witajcie!
Muszę o tym napisać, bo się uduszę...Jestem, szósty rok w relacji. Oboje 50+, nie mieszkamy razem, widujemy się w miarę możliwości. Ponieważ dzieli nas kilkaset km, bardzo aktywnie rozmawiamy i kontaktujemy się na komunikatorach. To są dziesiątki, ba...setki przegadanych przez te lata godzin.
Mama partnera poważnie chorowała od jakiegoś czasu. Zawsze dopytywałam, co u niej, jak się czuje. Zawsze też dostawałam odpowiedź o leczeniu, jej kondycji itd.
Trzy dni temu, jak grom z jasnego nieba partner powiedział mi, że prawda jest taka, że mama zmarła ponad miesiąc temu, ale on nie czuł się na siłach mi o tym od razu powiedzieć, bo poczuł, że nie jesteśmy sobie na tyle bliscy, aby się ze mną tym dzielć...
Słuchałam tego...i nie wierzyłam! Uczucie przywalenia młotem w głowę. A ja głupia martwiłam się i wysłuchiwałam zmyślonych historyjek o mamie przez cały ten czas.Do tego pan był przez ten miesiąc w całkiem dobrym nastroju, jakby nie było śmierci i pogrzebu. Nawet w dzień pogrzebu zwyczajnie ze mną wieczorem pisał.
Nie był blisko z matką, ale dla mnie to zgroza. Mam do niego ogromny żal, że tak ze mną postąpił.
Wiecie co? Albo ten człowiek jest poważnie zaburzony, albo ja zgłupiałam...Mało tego - od tej ostatniej rozmowy ani słowa skruchy, zwykłego przeproszenia za nielojalność.
Nie wiem nawet, czy kogoś zapytać, co mam teraz zrobić, bo jestem jak ogłuszona...
Żal mi bardzo tych straconych lat
.
Nie wierzę w takie związki na odległość i Twój właśnie pokazuje, jak one wyglądają. Nie ma bliskości, bo jak ją budować, przez komunikatory i okazjonalne spotkania? Bez sensu.
Nie wierzę w takie związki na odległość i Twój właśnie pokazuje, jak one wyglądają. Nie ma bliskości, bo jak ją budować, przez komunikatory i okazjonalne spotkania? Bez sensu.
Pominąwszy już nawet brak bliskości...Jak można nie podzielić się z osobą, z którą od lat dzieli się najskrytszymi problemami i codziennym życiem o tak istotnej w życiu każdego człowieka sprawie, jak śmierć matki?
I ukrywać ten fakt przez parę tygodni? Naprawdę można to logicznie wytłumaczyć?
4 2025-12-08 01:28:20 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-12-08 01:32:41)
A masz pewność, że dzielił się z Tobą najskrytszymi problemami i codziennym życiem? Jak widać nie do końca się dzielił:)
Ile jeszcze Ci nie powiedział? Kto wie... Takie internetowe związki czasem są pełne niespodzianek...
A masz pewność, że dzielił się z Tobą najskrytszymi problemami i codziennym życiem? Jak widać nie do końca się dzielił:)
Ile jeszcze Ci nie powiedział? Kto wie... Takie internetowe związki czasem są pełne niespodzianek...
Tego nie wiem...i pewnie już się nie dowiem.
Ale powiedzieć komuś przy okazji śmierci mamy, że "nie jesteśmy sobie bliscy", to jest okrutne. Po jakiego grzyba było te prawie 6 lat?
Mógł sobie ze znajomymi przy piwie je przegadać, a nie zabierać mi czasu, energii, a teraz i zdrowia...bo się przez to pochorowałam.
6 2025-12-08 01:48:33 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-12-08 01:49:52)
Solaris napisał/a:A masz pewność, że dzielił się z Tobą najskrytszymi problemami i codziennym życiem? Jak widać nie do końca się dzielił:)
Ile jeszcze Ci nie powiedział? Kto wie... Takie internetowe związki czasem są pełne niespodzianek...Tego nie wiem...i pewnie już się nie dowiem.
Ale powiedzieć komuś przy okazji śmierci mamy, że "nie jesteśmy sobie bliscy", to jest okrutne. Po jakiego grzyba było te prawie 6 lat?
Mógł sobie ze znajomymi przy piwie je przegadać, a nie zabierać mi czasu, energii, a teraz i zdrowia...bo się przez to pochorowałam.
Jakby nie patrzeć, to był też Twój wybór, chciałaś być w takim "związku". Chyba, ze obiecywał Ci coś więcej i zwodził latami? Ale wtedy też się mówi - sluchaj Franek, Zdzisiek, Edek..co robimy w końcu, bo tak dalej żyć nie chcę?
Smuteczek25 napisał/a:Solaris napisał/a:A masz pewność, że dzielił się z Tobą najskrytszymi problemami i codziennym życiem? Jak widać nie do końca się dzielił:)
Ile jeszcze Ci nie powiedział? Kto wie... Takie internetowe związki czasem są pełne niespodzianek...Tego nie wiem...i pewnie już się nie dowiem.
Ale powiedzieć komuś przy okazji śmierci mamy, że "nie jesteśmy sobie bliscy", to jest okrutne. Po jakiego grzyba było te prawie 6 lat?
Mógł sobie ze znajomymi przy piwie je przegadać, a nie zabierać mi czasu, energii, a teraz i zdrowia...bo się przez to pochorowałam.Jakby nie patrzeć, to był też Twój wybór, chciałaś być w takim "związku". Chyba, ze obiecywał Ci coś więcej i zwodził latami? Ale wtedy też się mówi - sluchaj Franek, Zdzisiek, Edek..co robimy w końcu, bo tak dalej żyć nie chcę?
Owszem, to był nasz wspólny wybór i z różnych powodów niczego więcej nie było nam potrzeba. Miałam poczucie o wiele większej zażyłości naszego związku, niż niejedna para żyjąca pod wspólnym dachem. On to była moja bratnia dusza. Był mi bliski, jak nikt wcześniej. Pomimo, że niczego sobie nie obiecywaliśmy, to byliśmy zawsze dla siebie.
Okazało się, że tylko ja czułam tę bliskość. On nie. I to boli najbardziej.
Bardzo przykre jest usłyszeć/przeczytać coś takiego od kogoś, kogo traktujesz jak bliską osobę, bratnią duszę. Tak naprawdę nie znałaś go dobrze. Myślałaś, że odwzajemnia Twoje uczucia a chyba niekoniecznie, skoro przez 6 lat nie "poczuł bliskości". Smutne. Trzymaj się. Ciężko coś na to poradzić.
9 2025-12-08 02:30:18 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-12-08 02:34:51)
nie śpię, to się zalogowałam.. Przeczytałam i jestem w szoku..niestety z innego powodu niz Ty.
On stracił Mamę, jest mu cięzko, ale Ty skupiasz się na sobie i dalej uważasz że jesteście blisko? Dlaczego przez tyle lat nie zorganizowaliscie tego, by być razem?
nie śpię, to się zalogowałam.. Przeczytałam i jestem w szoku..niestety z innego powodu niz Ty.
On stracił Mamę, jest mu cięzko, ale Ty skupiasz się na sobie i dalej uważasz że jesteście blisko? Dlaczego przez tyle lat nie zorganizowaliscie tego, by być razem?
Naprawdę Elu uważasz, że człowiek, który przez parę tygodni skrzętnie ukrywa śmierć mamy, rozmawia ze mną w dobrym nastroju, śmieje się, żartuje, jeździ na basen, do kina, opowiada mi kłamstwa, jak to personel szpitala wspaniale opiekuje się mamą zasługuje po czymś takim na współczucie?
Dla mnie, to co zrobił jest ohydne...i nie chodzi tu o mnie, tylko o szacunek dla zmarłej mamy.
Czemu się dziwisz, że mnie boli, że byłam okłamywana przez ten czas? Martwiłam się o jego mamę, dopytywałam, a on robił ze mnie idiotkę.
Współczuję mu, ale po tym wszystkim nie potrafię się przemóc.
Naprawdę Elu uważasz, że człowiek, który przez parę tygodni skrzętnie ukrywa śmierć mamy, rozmawia ze mną w dobrym nastroju, śmieje się, żartuje, jeździ na basen, do kina, opowiada mi kłamstwa, jak to personel szpitala wspaniale opiekuje się mamą zasługuje po czymś takim na współczucie?
Dla mnie, to co zrobił jest ohydne...i nie chodzi tu o mnie, tylko o szacunek dla zmarłej mamy.
Wiesz, że są osoby, które właśnie w taki sposób radzą sobie ze stratą? Dla mnie to jest kompletnie niezrozumiałe, ale miałam okazję obserwować tego typu zachowanie. To coś na zasadzie: "im będzie bardziej normalnie, tym będzie mi łatwiej".
Wspomniałaś też, że nie był z mamą emocjonalnie związany - być może on istotnie nie przeżył tej śmierci w jakiś szczególny sposób.
Nie potrafię jednak w żaden sensowny sposób usprawiedliwić tego, że tak długo Cię okłamywał, a kiedy w końcu prawda ujrzała światło dzienne, to przy okazji Ci dowalił, że nie jesteście ze sobą wystarczająco blisko. Przecież to jest cios poniżej pasa, zwłaszcza, że do rozmów o chorobie mamy byłaś "wystarczająca".
Przykro mi to pisać, ale uważałabym na tego człowieka, bo nie wiesz, jakie jeszcze ma dla Ciebie niespodzianki.
Bardzo przykre jest usłyszeć/przeczytać coś takiego od kogoś, kogo traktujesz jak bliską osobę, bratnią duszę. Tak naprawdę nie znałaś go dobrze. Myślałaś, że odwzajemnia Twoje uczucia a chyba niekoniecznie, skoro przez 6 lat nie "poczuł bliskości". Smutne. Trzymaj się. Ciężko coś na to poradzić.
Dziękuję.
Smuteczek25 napisał/a:Naprawdę Elu uważasz, że człowiek, który przez parę tygodni skrzętnie ukrywa śmierć mamy, rozmawia ze mną w dobrym nastroju, śmieje się, żartuje, jeździ na basen, do kina, opowiada mi kłamstwa, jak to personel szpitala wspaniale opiekuje się mamą zasługuje po czymś takim na współczucie?
Dla mnie, to co zrobił jest ohydne...i nie chodzi tu o mnie, tylko o szacunek dla zmarłej mamy.Wiesz, że są osoby, które właśnie w taki sposób radzą sobie ze stratą? Dla mnie to jest kompletnie niezrozumiałe, ale miałam okazję obserwować tego typu zachowanie. To coś na zasadzie: "im będzie bardziej normalnie, tym będzie mi łatwiej".
Wspomniałaś też, że nie był z mamą emocjonalnie związany - być może on istotnie nie przeżył tej śmierci w jakiś szczególny sposób.
Nie potrafię jednak w żaden sensowny sposób usprawiedliwić tego, że tak długo Cię okłamywał, a kiedy w końcu prawda ujrzała światło dzienne, to przy okazji Ci dowalił, że nie jesteście ze sobą wystarczająco blisko. Przecież to jest cios poniżej pasa, zwłaszcza, że do rozmów o chorobie mamy byłaś "wystarczająca".
Przykro mi to pisać, ale uważałabym na tego człowieka, bo nie wiesz, jakie jeszcze ma dla Ciebie niespodzianki.
Dziękuję za wsparcie. Wiem, że żałobę każdy inaczej przeżywa, rozumiem. Ale dokładnie tak, jak napisałaś, do rozmów o mamie byłam przydatna, do prawdy już nie.
Aż boję się pomyśleć, czym jeszcze mógłby mnie uraczyć ten mój "przyjaciel".
Priscilla napisał/a:Smuteczek25 napisał/a:Naprawdę Elu uważasz, że człowiek, który przez parę tygodni skrzętnie ukrywa śmierć mamy, rozmawia ze mną w dobrym nastroju, śmieje się, żartuje, jeździ na basen, do kina, opowiada mi kłamstwa, jak to personel szpitala wspaniale opiekuje się mamą zasługuje po czymś takim na współczucie?
Dla mnie, to co zrobił jest ohydne...i nie chodzi tu o mnie, tylko o szacunek dla zmarłej mamy.Wiesz, że są osoby, które właśnie w taki sposób radzą sobie ze stratą? Dla mnie to jest kompletnie niezrozumiałe, ale miałam okazję obserwować tego typu zachowanie. To coś na zasadzie: "im będzie bardziej normalnie, tym będzie mi łatwiej".
Wspomniałaś też, że nie był z mamą emocjonalnie związany - być może on istotnie nie przeżył tej śmierci w jakiś szczególny sposób.
Nie potrafię jednak w żaden sensowny sposób usprawiedliwić tego, że tak długo Cię okłamywał, a kiedy w końcu prawda ujrzała światło dzienne, to przy okazji Ci dowalił, że nie jesteście ze sobą wystarczająco blisko. Przecież to jest cios poniżej pasa, zwłaszcza, że do rozmów o chorobie mamy byłaś "wystarczająca".
Przykro mi to pisać, ale uważałabym na tego człowieka, bo nie wiesz, jakie jeszcze ma dla Ciebie niespodzianki.
Dziękuję za wsparcie. Wiem, że żałobę każdy inaczej przeżywa, rozumiem. Ale dokładnie tak, jak napisałaś, do rozmów o mamie byłam przydatna, do prawdy już nie.
Aż boję się pomyśleć, czym jeszcze mógłby mnie uraczyć ten mój "przyjaciel".
Swiete słowa kazdy inaczej żałobę przeżywa
Owszem, to był nasz wspólny wybór i z różnych powodów niczego więcej nie było nam potrzeba. Miałam poczucie o wiele większej zażyłości naszego związku, niż niejedna para żyjąca pod wspólnym dachem. On to była moja bratnia dusza. Był mi bliski, jak nikt wcześniej. Pomimo, że niczego sobie nie obiecywaliśmy, to byliśmy zawsze dla siebie.
Okazało się, że tylko ja czułam tę bliskość. On nie. I to boli najbardziej.
Żyłaś mrzonkami o idealnym partnerze kilka lat, dobrze, że to wszystko wyszło na jaw, w ogóle i dobrze, że nie trafiłaś na przestępcę.
Trzy dni temu, jak grom z jasnego nieba partner powiedział mi, że prawda jest taka, że mama zmarła ponad miesiąc temu, ale on nie czuł się na siłach mi o tym od razu powiedzieć, bo poczuł, że nie jesteśmy sobie na tyle bliscy, aby się ze mną tym dzielć...
Słuchałam tego...i nie wierzyłam!
Czy to był pierwszy raz kiedy nie wierzyłaś w to co on mówi?
Bo mi to wygląda na zwykłe wbicie szpili i skoro wbija ją teraz, to pewnie wbijał jakieś pomniejsze także wcześniej.
A w ogóle kiedykolwiek poznałaś jego mamę?
Jeśli nie jest szczery, to równie dobrze ta mama mogła dawno umrzeć tylko wymyślił tę jej chorobę i śmierć, być może też jest żonaty, a ty byłaś tylko jego czasoumilaczem?
Jak często się spotykaliście, byłaś u niego?
A w ogóle kiedykolwiek poznałaś jego mamę?
Jeśli nie jest szczery, to równie dobrze ta mama mogła dawno umrzeć tylko wymyślił tę jej chorobę i śmierć, być może też jest żonaty, a ty byłaś tylko jego czasoumilaczem?
Jak często się spotykaliście, byłaś u niego?
Dziękuję za zaintersowanie. Tak, bywaliśmy u siebie nawzajem. Oboje jesteśmy po rozwodach. Mamę poznałam już jako chorą osobę, byłam nawet u niej w szpitalu.
Oboje mamy dorosłe dzieci i szczerze mówiąc, po trudnych małżeńskich historiach nie uśmiechało nam się pakować w dojrzałym wieku w patchworkową rodzinę. Było nam dobrze tak, jak było. Trudno mi pojąć, zrozumieć to odrzucenie. I to w taki ohydny sposób. Ot, nagle nie jesteśmy już sobie bliscy.
Gdybym tylko wiedziała, że Ona odeszła, serce bym oddała, żeby go wspierać. Ale nie raczył mnie powiadomić. Ot, drobnostka...co tam taka śmierć
19 2025-12-08 17:25:00 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-12-08 17:26:10)
wieka napisał/a:A w ogóle kiedykolwiek poznałaś jego mamę?
Jeśli nie jest szczery, to równie dobrze ta mama mogła dawno umrzeć tylko wymyślił tę jej chorobę i śmierć, być może też jest żonaty, a ty byłaś tylko jego czasoumilaczem?
Jak często się spotykaliście, byłaś u niego?Dziękuję za zaintersowanie. Tak, bywaliśmy u siebie nawzajem. Oboje jesteśmy po rozwodach. Mamę poznałam już jako chorą osobę, byłam nawet u niej w szpitalu.
Oboje mamy dorosłe dzieci i szczerze mówiąc, po trudnych małżeńskich historiach nie uśmiechało nam się pakować w dojrzałym wieku w patchworkową rodzinę. Było nam dobrze tak, jak było. Trudno mi pojąć, zrozumieć to odrzucenie. I to w taki ohydny sposób. Ot, nagle nie jesteśmy już sobie bliscy.
Gdybym tylko wiedziała, że Ona odeszła, serce bym oddała, żeby go wspierać. Ale nie raczył mnie powiadomić. Ot, drobnostka...co tam taka śmierć
Ciężko to racjonalnie wytłumaczyć.
Może jeszcze przy okazji porozmawiaj z nim, że bardzo źle się z tym czujesz i czy faktycznie nie jesteś mu bliska czy tylko mu się tak powiedziało.
Mogło tak być, że nie chciał ciebie na pogrzebie, ze względu na rodzinę która jest z tych świętych, co to bez ślubu nie powinno się żyć, a potem głupio mu było i wyszło jak wyszło. Twojego sparcia to on akurat nie potrzebował i to można zrozumieć.
Smuteczek25 napisał/a:wieka napisał/a:A w ogóle kiedykolwiek poznałaś jego mamę?
Jeśli nie jest szczery, to równie dobrze ta mama mogła dawno umrzeć tylko wymyślił tę jej chorobę i śmierć, być może też jest żonaty, a ty byłaś tylko jego czasoumilaczem?
Jak często się spotykaliście, byłaś u niego?Dziękuję za zaintersowanie. Tak, bywaliśmy u siebie nawzajem. Oboje jesteśmy po rozwodach. Mamę poznałam już jako chorą osobę, byłam nawet u niej w szpitalu.
Oboje mamy dorosłe dzieci i szczerze mówiąc, po trudnych małżeńskich historiach nie uśmiechało nam się pakować w dojrzałym wieku w patchworkową rodzinę. Było nam dobrze tak, jak było. Trudno mi pojąć, zrozumieć to odrzucenie. I to w taki ohydny sposób. Ot, nagle nie jesteśmy już sobie bliscy.
Gdybym tylko wiedziała, że Ona odeszła, serce bym oddała, żeby go wspierać. Ale nie raczył mnie powiadomić. Ot, drobnostka...co tam taka śmierćCiężko to racjonalnie wytłumaczyć.
Może jeszcze przy okazji porozmawiaj z nim, że bardzo źle się z tym czujesz i czy faktycznie nie jesteś mu bliska czy tylko mu się tak powiedziało.
Mogło tak być, że nie chciał ciebie na pogrzebie, ze względu na rodzinę która jest z tych świętych, co to bez ślubu nie powinno się żyć, a potem głupio mu było i wyszło jak wyszło. Twojego sparcia to on akurat nie potrzebował i to można zrozumieć.
Dziękuję Ci za sugestię, ale szczerze mówiąc nie chce mi się z nim gadać. Dostałam po głowie i tym razem to ja poczułam niechęć do rozmów z nim. A już po oświadczeniu o braku bliskości.... o czym tu jeszcze mówić?
wieka napisał/a:Smuteczek25 napisał/a:Dziękuję za zaintersowanie. Tak, bywaliśmy u siebie nawzajem. Oboje jesteśmy po rozwodach. Mamę poznałam już jako chorą osobę, byłam nawet u niej w szpitalu.
Oboje mamy dorosłe dzieci i szczerze mówiąc, po trudnych małżeńskich historiach nie uśmiechało nam się pakować w dojrzałym wieku w patchworkową rodzinę. Było nam dobrze tak, jak było. Trudno mi pojąć, zrozumieć to odrzucenie. I to w taki ohydny sposób. Ot, nagle nie jesteśmy już sobie bliscy.
Gdybym tylko wiedziała, że Ona odeszła, serce bym oddała, żeby go wspierać. Ale nie raczył mnie powiadomić. Ot, drobnostka...co tam taka śmierćCiężko to racjonalnie wytłumaczyć.
Może jeszcze przy okazji porozmawiaj z nim, że bardzo źle się z tym czujesz i czy faktycznie nie jesteś mu bliska czy tylko mu się tak powiedziało.
Mogło tak być, że nie chciał ciebie na pogrzebie, ze względu na rodzinę która jest z tych świętych, co to bez ślubu nie powinno się żyć, a potem głupio mu było i wyszło jak wyszło. Twojego sparcia to on akurat nie potrzebował i to można zrozumieć.Dziękuję Ci za sugestię, ale szczerze mówiąc nie chce mi się z nim gadać. Dostałam po głowie i tym razem to ja poczułam niechęć do rozmów z nim. A już po oświadczeniu o braku bliskości.... o czym tu jeszcze mówić?
Ja bym na twoim miejscu jeszcze nie przekreśla tej relacji, skoro tak fajnie się dogadywaliście. Bardzo niefortunna była ta wypowiedź, ale myślę, że on ci właśnie prawdy nie mówił dlaczego nie powiedział o śmierci matki.
Ideałów nie ma, dlatego ja bym tylko oczekiwała odpowiedzi na pytanie czy faktycznie nie jesteś mu bliska, czy to był wykręt z jego strony. Powinien sam się odezwać i wytłumaczyć jak chce utrzymać tę relację.
Ja bym na twoim miejscu jeszcze nie przekreśla tej relacji, skoro tak fajnie się dogadywaliście. Bardzo niefortunna była ta wypowiedź, ale myślę, że on ci właśnie prawdy nie mówił dlaczego nie powiedział o śmierci matki.
Ideałów nie ma, dlatego ja bym tylko oczekiwała odpowiedzi na pytanie czy faktycznie nie jesteś mu bliska, czy to był wykręt z jego strony. Powinien sam się odezwać i wytłumaczyć jak chce utrzymać tę relację.
Tak się fajnie dogadywali, że mało o sobie wiedzą. Na pogrzeb matki przychodzi rodzina, wychodzą różne animozje, sympatie, ale autorka nic nie wie, bo mieszka kilkaset km dalej.
Smuteczek25 napisał/a:wieka napisał/a:A w ogóle kiedykolwiek poznałaś jego mamę?
Jeśli nie jest szczery, to równie dobrze ta mama mogła dawno umrzeć tylko wymyślił tę jej chorobę i śmierć, być może też jest żonaty, a ty byłaś tylko jego czasoumilaczem?
Jak często się spotykaliście, byłaś u niego?Dziękuję za zaintersowanie. Tak, bywaliśmy u siebie nawzajem. Oboje jesteśmy po rozwodach. Mamę poznałam już jako chorą osobę, byłam nawet u niej w szpitalu.
Oboje mamy dorosłe dzieci i szczerze mówiąc, po trudnych małżeńskich historiach nie uśmiechało nam się pakować w dojrzałym wieku w patchworkową rodzinę. Było nam dobrze tak, jak było. Trudno mi pojąć, zrozumieć to odrzucenie. I to w taki ohydny sposób. Ot, nagle nie jesteśmy już sobie bliscy.
Gdybym tylko wiedziała, że Ona odeszła, serce bym oddała, żeby go wspierać. Ale nie raczył mnie powiadomić. Ot, drobnostka...co tam taka śmierćCiężko to racjonalnie wytłumaczyć.
To wcale nie jest ciężkie do wytłumaczenia.Motywacje typa są pokręcone i dziwaczne .
Facet znalazł sobie sposób na zakończenie tego związku i tyle , właśnie w taki sposób ,
żeby rozstanie było nieodwracalne i wygadało podle , zimno
z emocjami , jakie chciał ze znanych sobie powodów wywołać .
Krótko - facet to popapraniec.
ja nadal nie rozumiem jak można ciagnąć coś przez 6 lat na odległość. I po co przy dorosłych dzieciach zasłaniać się rodziną paczworkową?? Przeciez to bzdura, gdy dzieci dorosłe.
Blisko chyba tylko w Twojej głowie byliście autorko, On ma żałobę po Matce- trzeba chyba nigdy nie zetknać sie ze śmiercią, by nie wiedzieć że w żałobie jest faza i szoku i zaprzeczenia.
ale po co to pisać, skoro autorka przyszła tu po współczucie.
Gość pewnie nie usłyszał nawet kondolencji.. sorry ale jesteś egocentryczką i jak na egocentryczkę przystało, widzisz tylko swoje odczucia.
wieka napisał/a:Ja bym na twoim miejscu jeszcze nie przekreśla tej relacji, skoro tak fajnie się dogadywaliście. Bardzo niefortunna była ta wypowiedź, ale myślę, że on ci właśnie prawdy nie mówił dlaczego nie powiedział o śmierci matki.
Ideałów nie ma, dlatego ja bym tylko oczekiwała odpowiedzi na pytanie czy faktycznie nie jesteś mu bliska, czy to był wykręt z jego strony. Powinien sam się odezwać i wytłumaczyć jak chce utrzymać tę relację.Tak się fajnie dogadywali, że mało o sobie wiedzą. Na pogrzeb matki przychodzi rodzina, wychodzą różne animozje, sympatie, ale autorka nic nie wie, bo mieszka kilkaset km dalej.
Ale chyba trudno mieć o to do mnie pretensje. Fakt, mieszkam daleko i na pogrzeb bym się nie wpraszała. Tu zresztą nie o pogrzeb i trumienną otoczkę chodzi.
wieka napisał/a:Smuteczek25 napisał/a:Dziękuję za zaintersowanie. Tak, bywaliśmy u siebie nawzajem. Oboje jesteśmy po rozwodach. Mamę poznałam już jako chorą osobę, byłam nawet u niej w szpitalu.
Oboje mamy dorosłe dzieci i szczerze mówiąc, po trudnych małżeńskich historiach nie uśmiechało nam się pakować w dojrzałym wieku w patchworkową rodzinę. Było nam dobrze tak, jak było. Trudno mi pojąć, zrozumieć to odrzucenie. I to w taki ohydny sposób. Ot, nagle nie jesteśmy już sobie bliscy.
Gdybym tylko wiedziała, że Ona odeszła, serce bym oddała, żeby go wspierać. Ale nie raczył mnie powiadomić. Ot, drobnostka...co tam taka śmierćCiężko to racjonalnie wytłumaczyć.
To wcale nie jest ciężkie do wytłumaczenia.Motywacje typa są pokręcone i dziwaczne .
Facet znalazł sobie sposób na zakończenie tego związku i tyle , właśnie w taki sposób ,
żeby rozstanie było nieodwracalne i wygadało podle , zimno
z emocjami , jakie chciał ze znanych sobie powodów wywołać .
Krótko - facet to popapraniec.
Domyślam się, że napisał to facet i wie, co mówi. Brzmi wiarygodnie.
Czy jest o czym mówić to zależy też od Ciebie.
Smuteczek, śmierć to sytuacja ekstremalna, ostateczna. Potrafi spowodować, że ktoś sobie coś uświadomi, nie że coś ukrywał, nie że zakłamane bydlę z niego ale zwyczajnie świadom nie był , w sytuacjach ekstremalnych czasem tak bywa, widzi się inaczej, dostrzega coś, co było niejasne, niewyraźne. Miałam okazję poznać osobę, która dopiero w momencie nagłego zgonu własnego ojca uświadomiła sobie, że się tego własnego ojca całe życie bała... hardcore.
Ten Twój partner dal ci komunikat "przez ja" czyli "uświadomiłem sobie". To może zwyczajnie być prawda i coś sobie uświadomił odnośnie waszej relacji. To jest być może punkt wyjścia do jakiegoś sensownego ciągu dalszego, następnego kroku w relacji.
Bliskość ma różne aspekty. Jest ta codzienna, związana z bieżącym życiem i przyszłością. Jest też ta związana z przeszłością, czasem trudną, czasem ewidentnie zamkniętą, do której wcale się nie chce wracać i do której w bieżącym życiu wracać nie ma potrzeby, bo jest przeszłością.
Pisałaś, ze on nie był w bliskiej relacji z matką. Z jakiegoś powodu nie był. Możliwe, ze nie czuł potrzeby, żeby w to wnikać, żeby Ci o tym opowiadać. Co innego rozmawiać o sprawach bieżących, co innego odbyć wyprawę we własną przeszłość. Może on w ogóle żałoby po matce w zwykłym rozumieniu nie przeżywa i nie czuje się na siłach tłumaczyć Ci, dlaczego tak jest? Mężczyźni, tak statystycznie, z gadaniem o własnych emocjach miewają problem. Ludzie z rozmawianiem w własnym na przykład trudnym dzieciństwie też. Może ta jego matka była jakaś okropna, a on zwyczajnie nie chce Ci o zmarłej opowiedzieć licznych rzeczy jak najbardziej prawdziwych, ale niepochlebnych, łagodnie rzecz określając? Dla Ciebie to była jakaś starsza, chora pani i może wolałby, żeby tak zostało? Może ta starsza pani z pewnego punktu widzenia na jego szacunek nie za bardzo zasłużyła albo i wcale nie zasłużyła?
To, co opisałaś, to jego zachowanie jest na pewno nietypowe. Ale czy on się zachował akurat ohydnie względem Ciebie? Tak bym tego nie opisała. Zachował się dziwnie, nietypowo i nie bardzo wiesz, dlaczego, ok. Takie coś zapewne w swoim czasie znajdzie wyjaśnienie albo i nie, ale jeśli z tego powodu zerwiesz relację, nie dowiesz się. I być może rozwalisz coś, co wcale nie zasługuje na zniszczenie.
28 2025-12-08 19:11:56 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-12-08 19:18:56)
ja nadal nie rozumiem jak można ciagnąć coś przez 6 lat na odległość. I po co przy dorosłych dzieciach zasłaniać się rodziną paczworkową?? Przeciez to bzdura, gdy dzieci dorosłe.
Blisko chyba tylko w Twojej głowie byliście autorko, On ma żałobę po Matce- trzeba chyba nigdy nie zetknać sie ze śmiercią, by nie wiedzieć że w żałobie jest faza i szoku i zaprzeczenia.
ale po co to pisać, skoro autorka przyszła tu po współczucie.
Gość pewnie nie usłyszał nawet kondolencji.. sorry ale jesteś egocentryczką i jak na egocentryczkę przystało, widzisz tylko swoje odczucia.
Tylko tutaj umarła starsza chora osoba, w tym przypadku raczej nie ma fazy szoku i zaprzeczania. Każdy kto sam ma już swoje lata i wiekowych schorowanych rodziców, raczej nie spodziewa się cudów tylko liczy się z tym, że odejdą, bo taka jest kolej rzeczy. Co innego, gdy nagle odchodzi ktoś młody i w pełni sił...
Facet zachował się jak burak i tyle. Co innego przemilczeć temat a co innego łgać jak z nut i opowiadać historyjki jak to mama żyje, jak się czuje itp. itd. Zwłaszcza, ze ponoć nie był blisko z matką. Może on z nikim nie porafi być blisko i to jest problem?
Ela210 napisał/a:ja nadal nie rozumiem jak można ciagnąć coś przez 6 lat na odległość. I po co przy dorosłych dzieciach zasłaniać się rodziną paczworkową?? Przeciez to bzdura, gdy dzieci dorosłe.
Blisko chyba tylko w Twojej głowie byliście autorko, On ma żałobę po Matce- trzeba chyba nigdy nie zetknać sie ze śmiercią, by nie wiedzieć że w żałobie jest faza i szoku i zaprzeczenia.
ale po co to pisać, skoro autorka przyszła tu po współczucie.
Gość pewnie nie usłyszał nawet kondolencji.. sorry ale jesteś egocentryczką i jak na egocentryczkę przystało, widzisz tylko swoje odczucia.Tylko tutaj umarła starsza chora osoba, w tym przypadku raczej nie ma fazy szoku i zaprzeczania. Każdy kto sam ma już swoje lata i wiekowych schorowanych rodziców, raczej nie spodziewa się cudów tylko liczy się z tym, że odejdą, bo taka jest kolej rzeczy.
To prawda jest
Czy jest o czym mówić to zależy też od Ciebie.
Smuteczek, śmierć to sytuacja ekstremalna, ostateczna. Potrafi spowodować, że ktoś sobie coś uświadomi, nie że coś ukrywał, nie że zakłamane bydlę z niego ale zwyczajnie świadom nie był , w sytuacjach ekstremalnych czasem tak bywa, widzi się inaczej, dostrzega coś, co było niejasne, niewyraźne. Miałam okazję poznać osobę, która dopiero w momencie nagłego zgonu własnego ojca uświadomiła sobie, że się tego własnego ojca całe życie bała... hardcore.
Ten Twój partner dal ci komunikat "przez ja" czyli "uświadomiłem sobie". To może zwyczajnie być prawda i coś sobie uświadomił odnośnie waszej relacji. To jest być może punkt wyjścia do jakiegoś sensownego ciągu dalszego, następnego kroku w relacji.Bliskość ma różne aspekty. Jest ta codzienna, związana z bieżącym życiem i przyszłością. Jest też ta związana z przeszłością, czasem trudną, czasem ewidentnie zamkniętą, do której wcale się nie chce wracać i do której w bieżącym życiu wracać nie ma potrzeby, bo jest przeszłością.
Pisałaś, ze on nie był w bliskiej relacji z matką. Z jakiegoś powodu nie był. Możliwe, ze nie czuł potrzeby, żeby w to wnikać, żeby Ci o tym opowiadać. Co innego rozmawiać o sprawach bieżących, co innego odbyć wyprawę we własną przeszłość. Może on w ogóle żałoby po matce w zwykłym rozumieniu nie przeżywa i nie czuje się na siłach tłumaczyć Ci, dlaczego tak jest? Mężczyźni, tak statystycznie, z gadaniem o własnych emocjach miewają problem. Ludzie z rozmawianiem w własnym na przykład trudnym dzieciństwie też. Może ta jego matka była jakaś okropna, a on zwyczajnie nie chce Ci o zmarłej opowiedzieć licznych rzeczy jak najbardziej prawdziwych, ale niepochlebnych, łagodnie rzecz określając? Dla Ciebie to była jakaś starsza, chora pani i może wolałby, żeby tak zostało? Może ta starsza pani z pewnego punktu widzenia na jego szacunek nie za bardzo zasłużyła albo i wcale nie zasłużyła?
To, co opisałaś, to jego zachowanie jest na pewno nietypowe. Ale czy on się zachował akurat ohydnie względem Ciebie? Tak bym tego nie opisała. Zachował się dziwnie, nietypowo i nie bardzo wiesz, dlaczego, ok. Takie coś zapewne w swoim czasie znajdzie wyjaśnienie albo i nie, ale jeśli z tego powodu zerwiesz relację, nie dowiesz się. I być może rozwalisz coś, co wcale nie zasługuje na zniszczenie.
Bardzo dziękuję za tak wnikliwą wypowiedź. Muszę dać sobie czas na rozważenie tego, co się wydarzyło. Pewnie jest w tym drugie dno.
Pozdrawiam.
Tamiraa napisał/a:wieka napisał/a:Ja bym na twoim miejscu jeszcze nie przekreśla tej relacji, skoro tak fajnie się dogadywaliście. Bardzo niefortunna była ta wypowiedź, ale myślę, że on ci właśnie prawdy nie mówił dlaczego nie powiedział o śmierci matki.
Ideałów nie ma, dlatego ja bym tylko oczekiwała odpowiedzi na pytanie czy faktycznie nie jesteś mu bliska, czy to był wykręt z jego strony. Powinien sam się odezwać i wytłumaczyć jak chce utrzymać tę relację.Tak się fajnie dogadywali, że mało o sobie wiedzą. Na pogrzeb matki przychodzi rodzina, wychodzą różne animozje, sympatie, ale autorka nic nie wie, bo mieszka kilkaset km dalej.
Ale chyba trudno mieć o to do mnie pretensje. Fakt, mieszkam daleko i na pogrzeb bym się nie wpraszała. Tu zresztą nie o pogrzeb i trumienną otoczkę chodzi.
Do Ciebie nie, tylko, że pomimo tylu lat niewiele o sobie wiecie. Może on tak, skoro opowiadałaś? Chodzi, że on nie zawiadomił cię o śmierci matki, bo uznał, że na to nie jesteście dość blisko.
Smuteczek25 napisał/a:Tamiraa napisał/a:Tak się fajnie dogadywali, że mało o sobie wiedzą. Na pogrzeb matki przychodzi rodzina, wychodzą różne animozje, sympatie, ale autorka nic nie wie, bo mieszka kilkaset km dalej.
Ale chyba trudno mieć o to do mnie pretensje. Fakt, mieszkam daleko i na pogrzeb bym się nie wpraszała. Tu zresztą nie o pogrzeb i trumienną otoczkę chodzi.
Do Ciebie nie, tylko, że pomimo tylu lat niewiele o sobie wiecie. Może on tak, skoro opowiadałaś? Chodzi, że on nie zawiadomił cię o śmierci matki, bo uznał, że na to nie jesteście dość blisko.
Ano tak właśnie uznał.
33 2025-12-08 19:23:19 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2025-12-08 19:23:56)
Tamiraa napisał/a:Smuteczek25 napisał/a:Ale chyba trudno mieć o to do mnie pretensje. Fakt, mieszkam daleko i na pogrzeb bym się nie wpraszała. Tu zresztą nie o pogrzeb i trumienną otoczkę chodzi.
Do Ciebie nie, tylko, że pomimo tylu lat niewiele o sobie wiecie. Może on tak, skoro opowiadałaś? Chodzi, że on nie zawiadomił cię o śmierci matki, bo uznał, że na to nie jesteście dość blisko.
Ano tak właśnie uznał.
A to mogłoby znaczyć, że jesteś jedną z wielu albo kimś nie tak ważnym w jego życiu.
34 2025-12-08 19:29:33 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-12-08 19:30:05)
Smuteczek25 napisał/a:Tamiraa napisał/a:Do Ciebie nie, tylko, że pomimo tylu lat niewiele o sobie wiecie. Może on tak, skoro opowiadałaś? Chodzi, że on nie zawiadomił cię o śmierci matki, bo uznał, że na to nie jesteście dość blisko.
Ano tak właśnie uznał.
A to mogłoby znaczyć, że jesteś jedną z wielu albo kimś nie tak ważnym w jego życiu.
Ona traktowała go jak "bratnią duszę" on ją potraktował jak pannę nikt. Matka umarla a gość wymyślal historyjki za każdym razem, gdy pytała o nią, bajkopisarz. Aż w końcu stwierdził, że nie czuje bliskości i dlatego jej nie powiedział. Czyli tak sobie klepał z nią w klawiaturę przez 6 lat z nudów i okazjonalnie się spotykał?;)
Ani szok ani zaprzeczenie nie są obowiązkowe choć są typowe. Jak na przykład umiera schorowany i stary człowiek z demencją po iluś latach stopniowego odchodzenia to szok raczej jest umiarkowany, podobnie jak zaprzeczenie, bo takie odchodzenie jest rozłożone w czasie, a dzieci tej osoby miewają problem, bo "nie czują co powinni" gdy ta śmierć wreszcie nastąpi. To tak na marginesie, z reakcją na czyjąś śmierć bywa przedziwnie.
Ale trochę się z Elą zgodzę z tym egocentryzmem, reakcja "on mnie potraktował ohydnie", takie "ja" ewidentnie na pierwszym miejscu, we mnie za bardzo współczucia nie budzi. Jednak to jego matka umarła, nie jej.
Solaris napisał/a:Nie wierzę w takie związki na odległość i Twój właśnie pokazuje, jak one wyglądają. Nie ma bliskości, bo jak ją budować, przez komunikatory i okazjonalne spotkania? Bez sensu.
Pominąwszy już nawet brak bliskości...Jak można nie podzielić się z osobą, z którą od lat dzieli się najskrytszymi problemami i codziennym życiem o tak istotnej w życiu każdego człowieka sprawie, jak śmierć matki?
I ukrywać ten fakt przez parę tygodni? Naprawdę można to logicznie wytłumaczyć?
Może traktował cię niewiele ponad koleżankę z pracy.
Albo dążył wcześniej do zbliżenia, np. wspólnego mieszkania, a teraz poczynił jakby wyrzut. Dziwna ta jego aberracja - od kilku lat jest dobrze i nagle bęc... Nie wierzę w to, ze było tak dobrze między wami, albo po prostu byliście przez ten cały czas tylko kolegami.
Smuteczek25 napisał/a:Solaris napisał/a:Nie wierzę w takie związki na odległość i Twój właśnie pokazuje, jak one wyglądają. Nie ma bliskości, bo jak ją budować, przez komunikatory i okazjonalne spotkania? Bez sensu.
Pominąwszy już nawet brak bliskości...Jak można nie podzielić się z osobą, z którą od lat dzieli się najskrytszymi problemami i codziennym życiem o tak istotnej w życiu każdego człowieka sprawie, jak śmierć matki?
I ukrywać ten fakt przez parę tygodni? Naprawdę można to logicznie wytłumaczyć?Ja też już w nic nie wierzę. Dziękuję za wpis.
Może traktował cię niewiele ponad koleżankę z pracy.
Albo dążył wcześniej do zbliżenia, np. wspólnego mieszkania, a teraz poczynił jakby wyrzut. Dziwna ta jego aberracja - od kilku lat jest dobrze i nagle bęc... Nie wierzę w to, ze było tak dobrze między wami, albo po prostu byliście przez ten cały czas tylko kolegami.
Jakby nie traktował no ludzie, 6 lat znajomości...Każdy normalny człowiek gdy znajomy zapyta co u mamy, gdy wcześniej temu znajomemu opowiadał o chorobie matki, powie prawdę zamiast wymyślać bajki, ze żyje i jakoś u niej leci czy coś tam w tym stylu. Tu ponad miesiąc codziennie prawie jej kity wciskał. Może jeszcze opowiadał, że własnie był w szpitalu w odwiedzinach:) Jakiś dziwak to mało powiedziane.
39 2025-12-09 00:55:46 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-12-09 00:56:05)
Nie da się ukryć, sytuacja z tych przedziwnych. Takie zwykle mają jakieś drugie dno.
Tym niemniej jakoś "ohydne potraktowanie" i "nielojalność" mi tu nie pasują.
pewnie było tak, ze ktoś tu się nie czuł zadowolony z długiego zwiazku niezwiązku, ale nic nie mówił. Jak umierała matka, to sobie uświadomił, że jest sam tak naprawdę i w głowie się odciął. A potem opowiadał bajeczki bo nie miał siły na perypetie zrywania znajomości akurat w tym czasie.
jak mi zmarła Mama, a parę miesięcy póżniej Tata, a byłam w związku na odległość, to mimo że mam cudownego partnera, nawet nie chciało mi się z nim gadać i był moment ze mi wszystko zobojętniało. praca, znajomi wszystko. Wtedy ma znaczenie jak się taki partner zachowa. autorka wyjechała z pretensjami, nie kondolencjami- game over
41 2025-12-09 01:20:54 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-12-09 01:21:24)
Jedna z możliwości. Początek żałoby niektórych osłabia i wyautowuje, totalne zobojętnienie.
Inna możliwość (radykalna) - śmierć matki przyjął z ulgą, wersja hardcore czyli "wreszcie mam z nią spokój", ale takie podejście może być trudno wyjaśnić komuś, kto nie jest naprawdę bliski i bezpieczny czyli stwierdził, że "aż tak blisko nie jesteśmy, żebym mógł być z tobą aż tak szczery".
Inne możliwości też istnieją, jak najbardziej.
Tak czy tak w okolicach śmierci rodzica czy kogoś bliskiego moim zdaniem nie pora na pretensje, że się ktoś "nie tak" zachował.
Ona traktowała go jak "bratnią duszę" on ją potraktował jak pannę nikt. Matka umarla a gość wymyślal historyjki za każdym razem, gdy pytała o nią, bajkopisarz. Aż w końcu stwierdził, że nie czuje bliskości i dlatego jej nie powiedział. Czyli tak sobie klepał z nią w klawiaturę przez 6 lat z nudów i okazjonalnie się spotykał?;)
Prawda? Zaleciało niezłym toksykiem i poruszając się w moich ramach nie jestem w stanie znaleźć usprawiedliwienia na takie potraktowanie drugiej osoby. Ja naprawdę wszystko w tej historii mogę zrozumieć, ale nie tak perfidne i długotrwałe brnięcie w kłamstwo, w dodatku zakończone takim "strzałem" w czyjeś uczucia.
Na dobrą sprawę to przekreśla relację, przynajmniej w moim odczuciu, bo radykalnie podkopuje zaufanie, a podkopuje, bo po takiej "akcji" można się już spodziewać dokładnie wszystkiego.
Tak czy tak w okolicach śmierci rodzica czy kogoś bliskiego moim zdaniem nie pora na pretensje, że się ktoś "nie tak" zachował.
Z pretensjami rzeczywiście można się chwilę wstrzymać, ale żadne okoliczności, nawet śmierć bliskiej osoby, nie zwalniają z odpowiedzialności ani nie usprawiedliwiają pewnych zachowań.
43 2025-12-09 07:46:48 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2025-12-09 07:47:22)
pewnie było tak, ze ktoś tu się nie czuł zadowolony z długiego zwiazku niezwiązku, ale nic nie mówił. Jak umierała matka, to sobie uświadomił, że jest sam tak naprawdę i w głowie się odciął. A potem opowiadał bajeczki bo nie miał siły na perypetie zrywania znajomości akurat w tym czasie.
jak mi zmarła Mama, a parę miesięcy póżniej Tata, a byłam w związku na odległość, to mimo że mam cudownego partnera, nawet nie chciało mi się z nim gadać i był moment ze mi wszystko zobojętniało. praca, znajomi wszystko. Wtedy ma znaczenie jak się taki partner zachowa. autorka wyjechała z pretensjami, nie kondolencjami- game over
Śmierć bliskich przewartościowuje, ale zwróć uwagę, że nawet jak coś się działo w życiu tego partnera, autorka żyła w nieświadomości, dla niej miało być wszystko u niego w porządku czyli od początku nie był z nią szczery. Mógł mieć jakieś inne problemy, a nawet nie dawał o tym znaku.
Ona z nim nie rozmawia - tak wynika z wypowiedzi autorki - nie wyjeżdża z pretensjami.
44 2025-12-09 11:52:47 Ostatnio edytowany przez Meralda (2025-12-09 12:03:05)
Autorko, zapytalabym, jak on to rozumie, ze nie byliscie/jestescie wystarczajaco blisko. Bo to nie jest jednoznaczne. Moze tak byc, jak to zrozumialas, ze nie jestes dla niego tak wazna osoba, jak myslalas, ale moze tez byc, ze z jakiegos powodu on czuje ze Ty nie jestes z nim blisko, a moze byc jeszcze tysiac innych opcji. Tylko on wie, co to zdanie znaczylo. To bardzo wazne, co powiedzial. I warto o to zapytac i - wysluchac odpowiedzi.
45 2025-12-09 12:09:13 Ostatnio edytowany przez Legat (2025-12-09 12:10:11)
Mam dziwne wrażenie, że robisz wszystko by pokręcić karuzelą emocji, bo ci się nudzi.
6 lat bez zamieszkania razem, tego nie można nazwać związkiem. Pewnie obojgu wam pasowało, że byliście dla siebie zapchajdziurami i czasoumilaczami.
Co do realnej sytuacji ze śmiercią matki. Pewnie nie chciał twojego kręcenia karuzelą, wypytywania jak się czuje itd., bo sprawa tak jak z tobą i z matką była zapewne dziwaczna, wolał o tym nie rozmawiać.
Mam dziwne wrażenie, że robisz wszystko by pokręcić karuzelą emocji, bo ci się nudzi.
6 lat bez zamieszkania razem, tego nie można nazwać związkiem. Pewnie obojgu wam pasowało, że byliście dla siebie zapchajdziurami i czasoumilaczami.
Co do realnej sytuacji ze śmiercią matki. Pewnie nie chciał twojego kręcenia karuzelą, wypytywania jak się czuje itd., bo sprawa tak jak z tobą i z matką była zapewne dziwaczna, wolał o tym nie rozmawiać.
Złudne jest Twoje wrażenie. Od paru dni jest mi bardzo ciężko, czytam wszystkie odpowiedzi, ale czasem brak sił, by coś sensownego odpisać.
Bardzo trudny czas. Posypało się jak domek z kart.
Autorko, zapytalabym, jak on to rozumie, ze nie byliscie/jestescie wystarczajaco blisko. Bo to nie jest jednoznaczne. Moze tak byc, jak to zrozumialas, ze nie jestes dla niego tak wazna osoba, jak myslalas, ale moze tez byc, ze z jakiegos powodu on czuje ze Ty nie jestes z nim blisko, a moze byc jeszcze tysiac innych opcji. Tylko on wie, co to zdanie znaczylo. To bardzo wazne, co powiedzial. I warto o to zapytac i - wysluchac odpowiedzi.
Dziękuję. Myślę nad tym wszyskim. Próbuję coś sklecić z kawałków wspomnień. Pewnie czas da mi odpowiedź.
Ela210 napisał/a:pewnie było tak, ze ktoś tu się nie czuł zadowolony z długiego zwiazku niezwiązku, ale nic nie mówił. Jak umierała matka, to sobie uświadomił, że jest sam tak naprawdę i w głowie się odciął. A potem opowiadał bajeczki bo nie miał siły na perypetie zrywania znajomości akurat w tym czasie.
jak mi zmarła Mama, a parę miesięcy póżniej Tata, a byłam w związku na odległość, to mimo że mam cudownego partnera, nawet nie chciało mi się z nim gadać i był moment ze mi wszystko zobojętniało. praca, znajomi wszystko. Wtedy ma znaczenie jak się taki partner zachowa. autorka wyjechała z pretensjami, nie kondolencjami- game overŚmierć bliskich przewartościowuje, ale zwróć uwagę, że nawet jak coś się działo w życiu tego partnera, autorka żyła w nieświadomości, dla niej miało być wszystko u niego w porządku czyli od początku nie był z nią szczery. Mógł mieć jakieś inne problemy, a nawet nie dawał o tym znaku.
Ona z nim nie rozmawia - tak wynika z wypowiedzi autorki - nie wyjeżdża z pretensjami.
Dokładnie tak. Podczas tamtej rozmowy, złożyłam mu kondolencje i wyrazy współczucia. Tyle zdołałam. Potem przeprosiłam i skończyłam rozmowę. Żadnych pretensji nie było.
czyli nie wyraziłaś pretensji, tylko złożyłaś kondolencje i się nie odzywacie do siebie?
To On wie że coś się posypało? pisałaś że codziennie rozmawiacie, to o czym teraz?
czyli nie wyraziłaś pretensji, tylko złożyłaś kondolencje i się nie odzywacie do siebie?
To On wie że coś się posypało? pisałaś że codziennie rozmawiacie, to o czym teraz?
Rozmowy utknęły. Skoro padło wprost, że nie jesteśmy sobie bliscy, to mnie się odechciało gadać. Owszem, zapytałam dziś, dlaczego.
Tyrada trwała chyba z godzinę, z wywlekaniem jakiś przedziwnych epizodów sprzed lat, np. że na początku relacji zażartowałam, że może on jest jakimś zakamuflowanym oszustem matrymonialnym. Śmialiśmy się potem z tego wiele razy. Okazuje się, że "jego to boli do dziś".
Padły też słowa, że "mógłby mi przytoczyć dziesiątki przykładów traktowania go jak śmiecia, aż spadłabym z krzesła". A to miałam w rozmowie ton pogardliwy, a to ukrytą agresję, a to synowie przesłaniają mi cały świat, a to zbyt czule odezwałam się do kota, a do niego nigdy tak...Że spojrzałam kiefyś viepło na małą dziewczynkę na ulicy, a niego nie! Jezu! Miałam wrażenie, że głowa mi eksploduje. Zostałam z otwartą gębą i nastało wymowne milczenie...
Napisałam, że mam podejrzenia, że to zaburzony człowiek, bo ja w ogóle takich sytuacji nie pamiętam. Mało tego, do ostatniej chwili przed informacją o mamie, szczebiotał ze mną o wszystkim jak skowronek.
Po tych jego zarzutach poczułam nawet coś w rodzaju radości, że nie rzuciłam domu, pracy, synów i nie zamieszkałam z nim na drugim krańcu Polski.
Wybaczcie, ale mnie to wygląda nienormalnie.
Ela210 napisał/a:czyli nie wyraziłaś pretensji, tylko złożyłaś kondolencje i się nie odzywacie do siebie?
To On wie że coś się posypało? pisałaś że codziennie rozmawiacie, to o czym teraz?Rozmowy utknęły. Skoro padło wprost, że nie jesteśmy sobie bliscy, to mnie się odechciało gadać. Owszem, zapytałam dziś, dlaczego.
Tyrada trwała chyba z godzinę, z wywlekaniem jakiś przedziwnych epizodów sprzed lat, np. że na początku relacji zażartowałam, że może on jest jakimś zakamuflowanym oszustem matrymonialnym. Śmialiśmy się potem z tego wiele razy. Okazuje się, że "jego to boli do dziś".
Padły też słowa, że "mógłby mi przytoczyć dziesiątki przykładów traktowania go jak śmiecia, aż spadłabym z krzesła". A to miałam w rozmowie ton pogardliwy, a to ukrytą agresję, a to synowie przesłaniają mi cały świat, a to zbyt czule odezwałam się do kota, a do niego nigdy tak...Że spojrzałam kiefyś viepło na małą dziewczynkę na ulicy, a niego nie! Jezu! Miałam wrażenie, że głowa mi eksploduje. Zostałam z otwartą gębą i nastało wymowne milczenie...
Napisałam, że mam podejrzenia, że to zaburzony człowiek, bo ja w ogóle takich sytuacji nie pamiętam. Mało tego, do ostatniej chwili przed informacją o mamie, szczebiotał ze mną o wszystkim jak skowronek.
Po tych jego zarzutach poczułam nawet coś w rodzaju radości, że nie rzuciłam domu, pracy, synów i nie zamieszkałam z nim na drugim krańcu Polski.
Wybaczcie, ale mnie to wygląda nienormalnie.
A mnie to teraz jasno wygląda, że poznał inną kobietę.
Do nikogo nie można mieć bezgranicznego zaufania, przynajmniej teraz wiesz, że to wszystko było po to, bo chciał zerwać i kombinował jak z tego wybrnąć.
O
Smuteczek25 napisał/a:Ela210 napisał/a:czyli nie wyraziłaś pretensji, tylko złożyłaś kondolencje i się nie odzywacie do siebie?
To On wie że coś się posypało? pisałaś że codziennie rozmawiacie, to o czym teraz?Rozmowy utknęły. Skoro padło wprost, że nie jesteśmy sobie bliscy, to mnie się odechciało gadać. Owszem, zapytałam dziś, dlaczego.
Tyrada trwała chyba z godzinę, z wywlekaniem jakiś przedziwnych epizodów sprzed lat, np. że na początku relacji zażartowałam, że może on jest jakimś zakamuflowanym oszustem matrymonialnym. Śmialiśmy się potem z tego wiele razy. Okazuje się, że "jego to boli do dziś".
Padły też słowa, że "mógłby mi przytoczyć dziesiątki przykładów traktowania go jak śmiecia, aż spadłabym z krzesła". A to miałam w rozmowie ton pogardliwy, a to ukrytą agresję, a to synowie przesłaniają mi cały świat, a to zbyt czule odezwałam się do kota, a do niego nigdy tak...Że spojrzałam kiefyś viepło na małą dziewczynkę na ulicy, a niego nie! Jezu! Miałam wrażenie, że głowa mi eksploduje. Zostałam z otwartą gębą i nastało wymowne milczenie...
Napisałam, że mam podejrzenia, że to zaburzony człowiek, bo ja w ogóle takich sytuacji nie pamiętam. Mało tego, do ostatniej chwili przed informacją o mamie, szczebiotał ze mną o wszystkim jak skowronek.
Po tych jego zarzutach poczułam nawet coś w rodzaju radości, że nie rzuciłam domu, pracy, synów i nie zamieszkałam z nim na drugim krańcu Polski.
Wybaczcie, ale mnie to wygląda nienormalnie.A mnie to teraz jasno wygląda, że poznał inną kobietę.
Do nikogo nie można mieć bezgranicznego zaufania, przynajmniej teraz wiesz, że to wszystko było po to, bo chciał zerwać i kombinował jak z tego wybrnąć.
Czyli jednak...
Smuteczek - a często widywaliście się osobiście? Spędzaliście razem jakieś urlopy, weekendy? Wyjazdy? Czy może przyjeżdżaliście do siebie do domów na kilka dni? Co jaki czas? Rozumiem, że na co dzień mieszkaliście osobno w innych miastach.
Smuteczek - a często widywaliście się osobiście? Spędzaliście razem jakieś urlopy, weekendy? Wyjazdy? Czy może przyjeżdżaliście do siebie do domów na kilka dni? Co jaki czas? Rozumiem, że na co dzień mieszkaliście osobno w innych miastach.
Tak, mieszkamy na dwóch krańcach Polski. Mamy pracę, synów i stałe miejsce w życiu. Na początku już dogadaliśmy się, że nasza znajomość będzie miała taki właśnie kształt. Jeździliśmy razem na wakacje, ferie, majówki, weekendy. A poza wyjazdami bardzo dużo rozmawialiśmy, właściwie o wszystkim. Nigdy nikt nie stwarzał presji, żeby zmieniać swoje życie temu drugiemu. Każde siedziało w swoich papciach.
55 2025-12-09 22:35:57 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-12-09 22:39:50)
wiesz, jako kobieta której mąż gdy zakochał się w innej opowiadal jej bajeczki, powinnam może iść tym tropem co Wieka, ale nie jestem przekonana.
może Ci się jednak wydawało, że oboje byliście zadowoleni z tego układu.
On wyglada że nie był.
Nie zasłaniaj się dorosłymi synami, dadzą sobie radę bez Ciebie- nie rozumiem dlaczego nie chciałaś z nim zamieszkać.
widocznie do siebie pasowaliście, skoro wytrwało to tak długo- trzeba było się odważyć.
Powiedziałabym sprawdzam i stanęła u niego w drzwiach z walizką. Jesli jest uczucie, to nie będzie problem.
dlaczego Ty? Bo On chyba już się u Ciebie objaów zaangażowania nażebrał...
chyba że nie jest Ci bliski i tyle
56 2025-12-09 23:14:34 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-12-09 23:19:13)
wiesz, jako kobieta której mąż gdy zakochał się w innej opowiadal jej bajeczki, powinnam może iść tym tropem co Wieka, ale nie jestem przekonana.
może Ci się jednak wydawało, że oboje byliście zadowoleni z tego układu.
On wyglada że nie był.
Nie zasłaniaj się dorosłymi synami, dadzą sobie radę bez Ciebie- nie rozumiem dlaczego nie chciałaś z nim zamieszkać.
widocznie do siebie pasowaliście, skoro wytrwało to tak długo- trzeba było się odważyć.
Powiedziałabym sprawdzam i stanęła u niego w drzwiach z walizką. Jesli jest uczucie, to nie będzie problem.
dlaczego Ty? Bo On chyba już się u Ciebie objaów zaangażowania nażebrał...
chyba że nie jest Ci bliski i tyle
Teraz to już jest po ptokach…Był zadowolony dopóki nie poznał innej, zgodzili się na taki układ, jak by mu wcześniej nie odpowiadało, to powodem zerwania byłby pretekst, że autorka nie chce się do niego przeprowadzić. Nie musiałby kombinować.
Ja widze tego czlowieka jako mezczyzne zbyt wysokiego ryzyka dla autorki. To, co przytoczylas Smuteczek budzi wedlug mnie Twoj sluszny niepokoj. Albo rzeczywiscie jak napisala Wieka, stoi za tym inna kobieta i nieeleganckie konczenie zwiazku, albo facet ma ewidentnie jakies problemy i lepiej niech sam sie nimi zajmuje.
Ja widze tego czlowieka jako mezczyzne zbyt wysokiego ryzyka dla autorki. To, co przytoczylas Smuteczek budzi wedlug mnie Twoj sluszny niepokoj. Albo rzeczywiscie jak napisala Wieka, stoi za tym inna kobieta i nieeleganckie konczenie zwiazku, albo facet ma ewidentnie jakies problemy i lepiej niech sam sie nimi zajmuje.
Co by to nie było - niepokój - to właściwe słowo.
Meralda napisał/a:Ja widze tego czlowieka jako mezczyzne zbyt wysokiego ryzyka dla autorki. To, co przytoczylas Smuteczek budzi wedlug mnie Twoj sluszny niepokoj. Albo rzeczywiscie jak napisala Wieka, stoi za tym inna kobieta i nieeleganckie konczenie zwiazku, albo facet ma ewidentnie jakies problemy i lepiej niech sam sie nimi zajmuje.
Co by to nie było - niepokój - to właściwe słowo.
Ale o co niepokój? Coś się kończy, coś się zaczyna. Bardziej chyba rozczarowanie.
60 2025-12-10 09:15:35 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2025-12-10 09:17:24)
wiesz, jako kobieta której mąż gdy zakochał się w innej opowiadal jej bajeczki, powinnam może iść tym tropem co Wieka, ale nie jestem przekonana.
może Ci się jednak wydawało, że oboje byliście zadowoleni z tego układu.
On wyglada że nie był.
Nie zasłaniaj się dorosłymi synami, dadzą sobie radę bez Ciebie- nie rozumiem dlaczego nie chciałaś z nim zamieszkać.
widocznie do siebie pasowaliście, skoro wytrwało to tak długo- trzeba było się odważyć.
Powiedziałabym sprawdzam i stanęła u niego w drzwiach z walizką. Jesli jest uczucie, to nie będzie problem.
dlaczego Ty? Bo On chyba już się u Ciebie objaów zaangażowania nażebrał...
chyba że nie jest Ci bliski i tyle
Też mi się tak wydawało, że on do końca nie był zadowolony, choć autorka twierdzi, że była to wspólna decyzja. Ale, że aż przez 6 lat i nic nie powiedział?
Może mu na niej zależało, ale uświadomił sobie, że jest tak naprawdę samotny.
Widać facet wygadany, potrafi nawijać, nie ma problemu z poznaniem kobiety.
Ta jego tyrada nie ma za dużo wspólnego z wyjaśnieniem i prawdą, która była dla niego niewygodna, tym samym wbił autorkę w poczucie winy, a on do rany przyłóż, chodzący ideał ![]()
Nie mówiąc, że te jego wywody, to nie był powód do rozstania.
Przeskoczył na drugą gałąź, trzymając się
pierwszej, standard.
Miał prawo zerwać relację, skoro zauroczył się inną, wybrał taki, a nie inny sposób, myśląc tylko o sobie, udawał , że jest wszystko ok, bo musiał się upewnić co do drugiej znajomości.
I zaczął nowe życia od…jestem sam 2 lata…
Nawiązując do innego wątku gdzie było wielkie oburzenie w związku z zerwaniem przez telefon czy SMSem bo to trzeba wyjaśnić…, jednak sprawdza się, że nie ma sensu wyjaśniać jak ktoś nie chce z kimś być bo i tak nie powie prawdy, tylko taką która będzie i tak bolała, może nawet bardziej.
Nie lepiej sobie powiedzieć skoro zrywa to musi mieć swój powód, nie interesuje mnie już to dlaczego. Lepiej żyć w domyśle niż usłyszanym kłamstwie.
63 2025-12-10 15:21:51 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2025-12-10 15:22:34)
A nie dziwi Cię 6 lat na odległość? No chyba że to była jego inicjatywa.
A masz pewność, że dzielił się z Tobą najskrytszymi problemami i codziennym życiem? Jak widać nie do końca się dzielił:)
Ile jeszcze Ci nie powiedział? Kto wie... Takie internetowe związki czasem są pełne niespodzianek...
Z żoną i dziećmi w tle ![]()
8
Widać facet wygadany, potrafi nawijać, nie ma problemu z poznaniem kobiety.
Ta jego tyrada nie ma za dużo wspólnego z wyjaśnieniem i prawdą, która była dla niego niewygodna, tym samym wbił autorkę w poczucie winy, a on do rany przyłóż, chodzący ideał
Nie mówiąc, że te jego wywody, to nie był powód do rozstania.
Przeskoczył na drugą gałąź, trzymając się
pierwszej, standard.
Miał prawo zerwać relację, skoro zauroczył się inną, wybrał taki, a nie inny sposób, myśląc tylko o sobie, udawał , że jest wszystko ok, bo musiał się upewnić co do drugiej znajomości.
I zaczął nowe życia od…jestem sam 2 lata…Nawiązując do innego wątku gdzie było wielkie oburzenie w związku z zerwaniem przez telefon czy SMSem bo to trzeba wyjaśnić…, jednak sprawdza się, że nie ma sensu wyjaśniać jak ktoś nie chce z kimś być bo i tak nie powie prawdy, tylko taką która będzie i tak bolała, może nawet bardziej.
Nie lepiej sobie powiedzieć skoro zrywa to musi mieć swój powód, nie interesuje mnie już to dlaczego. Lepiej żyć w domyśle niż usłyszanym kłamstwie.
Dziękuję za Twój wpis.