Witam, nie wiem co mam zrobić. Czy jest sens ciągnąć to dalej? Czuję się wypalona. Ale do rzeczy. Jestem już w 3 letnim związku, mieszkamy razem, on ma 27 lat, ja za niecały miesiąc 26. Oboje pracujemy - on w sklepie, ja w żłobku. Niby jest dobrze, ale z pozoru. On jest strasznie uzależniony od gier. Potrafi przyjść z pracy, zjeść i grać tak długo, aż nie trzeba się położyć spać. Mówi, że to relaks dla niego, bo jest padnięty po pracy. Tylko, że jest młody, silny, w tej chwili najbardziej fizyczna rzecz w jego pracy, to roznoszenie towaru. Ja z kolei czuję się zaniedbywana. Mówiłam mu już to wielokrotnie. Na chwilę dobrze, potem powrót.
Nim zamieszkaliśmy razem, to mówił, że obowiązki będą na pół i przez pierwsze miesiące pomagał mi w domowych obowiązkach, to teraz wszystko spoczywa na mnie. Denerwuje mnie to, że potrafi umyć tylko swój kubek, bo garnka po ziemniakach to on nie ubrudził. Ostatnio, jak prosiłam go o odkurzenie, to zamiast to zrobić, to poszedł spać. Zakupów sam nie zrobi, bo nie wie na co będzie miał ochotę jutro, nad piciem w sklepie potrafi zastanawiać się 15 minut. Do mięsnego nie chce wejść, bo musi mówić. I najgorsze, co mnie boli, wynosi wszystko do swojej mamusi. Ja jestem emocjonalna, na samotność z jego strony reaguję często płaczem, choć ostatnio pracuję nad sobą i nie zdażają mi się tak emocjonalne wybuchy - ale jego matka zasugerowała, że powinnam chodzić do psychologa. No po prostu poczułam się zdradzona przez niego. Czy kochający facet nie powinien stać za swoją babą? I to jego nie odzywanie się do mnie, kiedy do niego mówię, że mnie boli to i tamto. Co mam robić? Jestem wykończona udawaniem obojętnej - to nie działa. Nie wiem, wrócić do mamy, do domu rodzinnego na jakiś czas czy jak?
1 2021-01-10 23:11:30 Ostatnio edytowany przez Pysia0202 (2021-01-10 23:14:00)
Opisałaś związek opiekuńczo-wychowawczy, w którym opiekunką/kucharką/zaopatrzeniowcem/sprzątaczką/it.d. jesteś Ty, on zaś jest Twym niepełnosprawnym podopiecznym. Chcesz "na jakiś czas" wrócić do domu rodzinnego. Co zrobisz, gdy "ten" czas minie? Wrócisz, by dalej niańczyć dorosłego człowieka? Myślisz, że on diametralnie i na stałe zmieni swe zachowanie i waszą relację? Naprawdę>
Wymieniłaś powody, dla których zerwanie jest jedynym racjonalnym rozwiązaniem problemu. Nie znalazłam ani jednego, dla którego myślisz o dalszym trwaniu w tym związku. (Hasło "bo go kocham", pomiń.)
Wyobraź sobie waszą relację za 5 lat. Za 10. Za 20.
I?
Myślę, że warto zastanowić się nad tym, czego potrzebujesz od związku i porównać to z tym, co dostajesz.
Ale jeszcze zanim to zrobisz, to sprawdzić tak na serio, poważnie potraktować to pytanie, jakie masz oczekiwania od związku. Co Tobie ma dać? Jakie potrzeby spełniać? Co chcesz, żeby się działo, co sprawi, że poczujesz, że to jest to, to jest relacja partnerska, to jest osoba, z którą chce być. I zostaw te naczynia w spokoju, bo nie chodzi mi o zachowania, które dana osoba przejawia, tylko o postawy. To nie jest pytanie na które można odpowiedzieć "chcę, żeby podzielił się obowiązkami na pół" bo to mit i zawsze ktoś będzie uważał, że zrobił więcej - równia pochyła. Chodzi o to, jak mają wyglądać wasze relacje, jakie postawy i uczucia mają w nich być?
Jest taki cudowny tekst, "Gdy ludzie dobrze ze sobą żyją, naczynia same się zmywają. Ale to rzadkość" polecam go przeczytać i pod tym kątem spojrzeć na swoje potrzeby i na ten związek.
Stawiasz się w pozycji konkurencji z jego komputerem, z jego matką, z jego przyzwyczajeniami, potrzebami snu i odpoczynku. Już na starcie jesteś na straconej pozycji, bo on z grami, matką, swoimi przyzwyczajeniam i potrzebą odpoczynku czy snu jest dłuuuugo więcej niż z Tobą. I Twoje oczekiwanie, że on zmieni te rzeczy, jest po prostu nierealistyczne.
Jak już zaakceptujesz, że wzięłaś sobie takiego człowieka, dla którego ważne są gry, sen, relaks i matka, który ma dziwne rozkminy przy napojach i pewnie jest nieśmiały w sytuacji, kiedy ma o coś poprosić w sklepie (znam to bardzo dobrze!), to wtedy się zastanów, co sprawi, że będziesz przy nim szczęśliwa, bez proszenia go o rezygnację z tego, kim on jest.
Ten związek nie ma szans.
Nie wychowasz go na nowo...
Nie macie dzieci, uciekaj.
Druga opcja... Trwaj w tym dalej, uciekniesz jak poczujesz, że jesteś już całkiem na dnie.
Jak już zaakceptujesz, że wzięłaś sobie takiego człowieka, dla którego ważne są gry, sen, relaks i matka, który ma dziwne rozkminy przy napojach i pewnie jest nieśmiały w sytuacji, kiedy ma o coś poprosić w sklepie (znam to bardzo dobrze!), to wtedy się zastanów, co sprawi, że będziesz przy nim szczęśliwa, bez proszenia go o rezygnację z tego, kim on jest.
Sądzę, że warto wziąć pod uwagę, że ta akceptacja może nigdy nie nastąpić, bo Autorka "wzięła sobie" nie tego konkretnego człowieka, z jego wadami i hierarchią życiowych priorytetów, ale wyobrażenie o nim, a to wyglądało diametralnie inaczej niż pokazała rzeczywistość. W tej sytuacji bycie szczęśliwą może być zwyczajnie niemożliwe.
6 2021-01-11 09:39:21 Ostatnio edytowany przez noben (2021-01-11 09:40:21)
Nie wiem, wrócić do mamy, do domu rodzinnego na jakiś czas czy jak?
Urzekło mnie to zastrzeżenie ''na jakiś czas''...
Jakby opcja rozstania w ogóle nie istniała...
Są dwie opcje:
1. Względnie optymistyczna - to fajny facet, ale jest uzależniony. Zda sobie z tego sprawę, podejmie walkę z nałogiem i jakoś to będzie.
2. Bardziej realistyczna - facet ma Cię w dupie. W takim układzie dalsze rozkminy co/jak/dlaczego są bezprzedmiotowe.
Zastanów się, z którą opcją masz do czynienia.
Myślę, że Twojemu facetowi jest bardzo wygodnie z Tobą. Szczególnie w dzisiejszym świecie, gdzie wiele osób ma spore wymagania wobec związku i to już nie te czasy, że chłopu wystarczy by baba jako tako gotowała, a babie, żeby chłop nie pił i nie bił.
Chłopak ma posprzątane, ugotowane. Może sobie do woli pykać w gierki i nikt mu głowy nie suszy. Ogólnie obowiązków nie ma. Nie musi rozmawiać z ludźmi, nie musi mierzyć się z problemami swojego introwertyzmu (bo introwertykiem ewidentnie jest). Pracę jakąś tam ma, o dziewczynę troszczyć się nie musi, z żalami może zawsze przyjść do mamci. Żyć nie umierać. Pytanie, czego Ty oczekujesz od związku. Jeżeli myślisz o przyszłości, to zapewne wyobrażasz sobie, że on się zmieni. To jest bardzo optymistyczna wersja. A co jeśli się nie zmieni? Pomyśl, że Wasze życie wygląda tak samo, ale Ty masz już 35 czy 40 lat. I jeszcze nie daj Boże macie dziecko, którym zajmujesz się tylko Ty.
Czy wrócić do domu rodzinnego "na jakiś czas"? Oczywiście, że nie. Przecież Ty tam mieszkasz. Dlaczego Ty masz się wynosić? Poza tym, co to da? Wrócisz z nową nadzieją, a potem będzie to samo. Co ma zmienić rozłąka? Spróbuj szczerej rozmowy, może terapii. A jak nic nie przyniesie efektu, to sorry, ale rozwiązaniem nie jest zabawa w kotka i myszkę, ale podjęcie dojrzałej decyzji o rozstaniu.
Denerwuje mnie to, że potrafi umyć tylko swój kubek, bo garnka po ziemniakach to on nie ubrudził. Ostatnio, jak prosiłam go o odkurzenie, to zamiast to zrobić, to poszedł spać. Zakupów sam nie zrobi, bo nie wie na co będzie miał ochotę jutro.
Co zrobić? Kopnąć go w 4 litery. To śmierdzący leń.
Do mięsnego nie chce wejść, bo musi mówić.
Pracuje w sklepie i jest takim mocnym introwertykiem?
Zawsze mi się wydawało, że ktoś kto pracuje w sklepie to tym bardziej nim nie może być, bo chcąc niechcąc musi rozmawiać i w końcu to przełamie.
Ewentualnie to tylko taka wymówka. Ja nie pójdę bo się wstydzę. Idź Ty.
I najgorsze, co mnie boli, wynosi wszystko do swojej mamusi
Nie odcięta pępowina od mamusi?
Tutaj chyba nic nie trzeba pisać.
A ja nie radze jak poprzednicy kopniaka dawać. Mówisz, że nie możesz udawać obojętnej. Co świadczy o głębokim uczuciu, jakim dążysz tego człowieka. Uczucia są niestety ślepe.
Postaraj się odłożyć je na bok. Popatrz na niego sprawiedliwie i odpowiedz na pytanie, czy chcesz z kimś takim spędzić resztą swojego życia. To nie jest jego wina, że został tak ukształtowany. Ale też nie możesz tracić swojego życia, na płaczu, domaganiu się jego uwagi, czy pomocy. On tego nie umie dać.
Popatrz na niego sprawiedliwie i odpowiedz na pytanie, czy chcesz z kimś takim spędzić resztą swojego życia.
Zgodze się z powyższym fragmentem.
Akurat w moim poprzednim związku niestety doszło w końcu do zerwania bo zrozumiałam że nie dostaje tego czego chce od tej relacji. Mimo że wiele razy prosilam, rozmawialam, glowilam się nad rozwiązaniami i kompromisami. Trzeba próbować się dogadać ale jak nie idzie to nie ma co walic głowa w mur
Jeśli chodzi o mieszkanie, zaproponował mi je, bo nie chciał, żebym spędzała czas ze swoją matką, która jest wdową i na dzień dzisiejszy mieszka sama w wielkim domu. Moja matka poświęciła na mnie sporo czasu, bo bylam dzieckiem z niedosłuchem (w zasadzie jestem, bo to choroba nieuleczalna) oraz nie mówiłam do 6 roku życia - to, że jestem teraz taka samodzielna zawdzięczam jej, więc kiedy ona potrzebowała rozmowy chciałam być przy niej. Teraz widzę jaka hipokryzja płynie z jego strony, patrząc na jego stosunki z matką. I tak coraz bardziej widzę, jak ma w dupie moją rodzinę. O to miałam żal do niego w Sylwestra, kiedy nie chciał iść ze mną do mojej rodziny, bo on nie ma z nimi tematu. A ja chciałam, żeby było sprawiedliwie, bo większość czasu w święta spędziłam u niego. Na jego zaczepkę odpowiedziałam, że ja chcę, żeby mu było miło, dlatego spędziłam czas w święta z jego rodziną, a tematu z jego siostrami i matką też nie mam, mimo, że sprawiam pozory - wszystko po to, żeby mu było miło. Standardowo odpowiedział mi milczeniem. Kiedy moja mama znalazła się przed świętami w szpitalu, a z naszego mieszkania jest blisko, to żeby mojej matce było miło podeszłam po prostu do okna, żeby jej pomachać, on nigdy nie chciał iść, żeby po prostu się przejść. Widzę, że jest leniem.
Potrafił być śmiały w sprawach łóżkowych bardzo szybko - więc nieśmiały raczej nie jest.
Na dziś czuję się oszukana, gdy go poznawałam udawał zupełnie kogoś innego i w kimś takim się zakochałam. I mimo, że mam w sobie uczucia do niego, jeśli trzeba będzie, odejdę. Napisałam tu o poradę, bo kiedy rozmawiam z siostrą, to nic mi nie radziła, mama radzi, żeby tego nie ciągnąć póki jeszcze mogę, przyjaciółka, żebym ratowała. Czasem warto spytać się jeszcze obcych. Za każdą poradę serdecznie dziękuję. Czeka mnie dziś szczera rozmowa i raczej pakowanie po niej, bo nie ukrywam, skoro to jest jego prawdziwa twarz, to tej twarzy nie uda mi się zaakceptować. Nikt nie jest bez wad, ale szukam kogoś, kto jest jego odwrotnością, w kim będę mieć siłę i oparcie, i najważniejsze dla mnie, żeby nie był leniwy - tego u nikogo nie potrafię zaakceptować. Ja zdaję sobie z tego sprawę, że każdy potrzebuje resetu, ale skoro jest się w związku to można zrelaksować się razem, nic nie robiąc czy oglądając coś na co oboje mamy ochotę (bo ostatnio wybrał taki film, którego nie chciałam, jakby na złość, tak to odebrałam).
(...) skoro to jest jego prawdziwa twarz, to tej twarzy nie uda mi się zaakceptować. (...)
Skoro? Masz jeszcze wątpliwości? Teraz założył maskę i udaje, że Ciebie, Twoje uczucia i potrzeby ma w nosie, faktycznie zaś kocha, wielbi i szanuje Ciebie?
(...) Ja zdaję sobie z tego sprawę, że każdy potrzebuje resetu, ale skoro jest się w związku to można zrelaksować się razem, nic nie robiąc czy oglądając coś na co oboje mamy ochotę (...)
Można. Można też odpoczywać obok siebie.
Hmm jak rozumiem w ogóle nie spędzacie ze sobą czasu bo on gra?
Proponowałas może wspólne spedzenie czasu poza kanapa?
Może to jest tak, że on gra bo nie ma co innego ciekawszego do zajęcia, wybacz ale ja też bym nie chciała siedzieć na kanapie by oglądać filmy i seriale. Postaraj się wyjść z inicjatywą by urozmaicić Wasze życie. Jeśli to nie przyniesie efektu, to cóż, sama wiesz już co. Natomiast spróbuj spojrzeć na sprawę z Jego punktu widzenia.
Oczywiście lenistwa nie usprawiedliwiam w ten sposób, ani braku dojrzałości
Hmm jak rozumiem w ogóle nie spędzacie ze sobą czasu bo on gra?
Proponowałas może wspólne spedzenie czasu poza kanapa?
Może to jest tak, że on gra bo nie ma co innego ciekawszego do zajęcia, wybacz ale ja też bym nie chciała siedzieć na kanapie by oglądać filmy i seriale. Postaraj się wyjść z inicjatywą by urozmaicić Wasze życie. Jeśli to nie przyniesie efektu, to cóż, sama wiesz już co. Natomiast spróbuj spojrzeć na sprawę z Jego punktu widzenia.
Ile razy namawiałam go na wyjazd, spacer, czy spotkanie ze znajomymi, granie w planszowki, układanie puzzli itp, tyle razy słyszałam, że mu się nie chce, bo zmęczony czy teraz nie, zaraz.
Rozumiem, czyli po prostu to dzieciak i leń. Daj znać co wynikało z rozmowy ![]()
Ja zdaję sobie z tego sprawę, że każdy potrzebuje resetu, ale skoro jest się w związku to można zrelaksować się razem, nic nie robiąc czy oglądając coś na co oboje mamy ochotę (bo ostatnio wybrał taki film, którego nie chciałam, jakby na złość, tak to odebrałam).
To akurat jest błędne założenie, bo tutaj patrzysz na niego przez pryzmat własnej osoby, a przecież nie każdy w ten sposób wypoczywa. W tym miejscu on mógłby zaproponować, żebyś się do niego przyłączyła - zrobisz to? Prawdą jest natomiast, że wygląda na to, że nie ma nic, co lubicie robić wspólnie.
Pysia0202 napisał/a:Ja zdaję sobie z tego sprawę, że każdy potrzebuje resetu, ale skoro jest się w związku to można zrelaksować się razem, nic nie robiąc czy oglądając coś na co oboje mamy ochotę (bo ostatnio wybrał taki film, którego nie chciałam, jakby na złość, tak to odebrałam).
To akurat jest błędne założenie, bo tutaj patrzysz na niego przez pryzmat własnej osoby, a przecież nie każdy w ten sposób wypoczywa. W tym miejscu on mógłby zaproponować, żebyś się do niego przyłączyła - zrobisz to? Prawdą jest natomiast, że wygląda na to, że nie ma nic, co lubicie robić wspólnie.
Kiedy on proponuje granie na konsoli, bo znalazł grę dla dwóch i chciałby spróbować, to się zgadzam, nawet jeśli nie mam wtedy ochoty na takie spędzenie czasu. Ale tak, już niejednokrotnie mówiłam mu, że Ty nic nie lubisz, co ja lubię i na odwrót. I żebym nie próbowałam nie szukać czegoś wspólnego, bo próbowałam, ale wyszło, jak widać.
Bierzesz pod uwagę, że on naprawdę jest uzależniony, dlatego komputer stał się dla niego priorytetem? Stąd też brak zainteresowania jakąkolwiek inną aktywnością czy dziedziną życia. Zresztą sama spójrz - do pracy chodzić musi (jeszcze), ale już po powrocie nie liczy się nic innego. Ty z kolei ogarniasz wszystkie bytowe sprawy, więc nawet jeśli trochę ponarzekasz, to i tak jest mu z tym wygodnie.
Bez względu jednak na przyczynę, jedynym sposobem, aby się opamiętał, jest potrząśnięcie nim. Tutaj terapia szokowa w postaci odejścia może wywołać całkiem pozytywny skutek. W najgorszym wypadku będziesz mieć pewność, że ten związek już naprawdę nie ma sensu.