Hej,
chciałbym zapytać się na neutralnym gruncie, właściwie to otrzymać obiektywną opinię Pań w mojej kwestii, która od jakiegoś czasu mnie trapi. Otóż:
poznałem dziewczynę przez znajomych, ot zwykła posiadówka. Jeden kolega wspomniał mi, że jest fajna dziewczyna, wolna - pomysłem - dlaczego nie?
Mój pierwszy obraz tej dziewczyny - raczej nie bardzo. Tzn. nie miałem odczucia, że jest jakaś odrażająca czy coś w ten deseń. Po prostu
średnio mi się podobała, trochę za dużo kg, niezbyt ubrana w moim goście, fryzura też bez szału, włosy niezbyt zadbane, sianowate. Jednak miała coś w sobie, uroczy uśmiech,
świetnie nam się rozmawiało, jest naprawdę miłą dziewczyną. I tak spotykaliśmy się, a to na mieście, a to u mnie, potem jakiś wyjazd,
siłą rzeczy doszło do seksu - bez fajerwerków, seks oralny w jej wykonaniu to była porażka, z resztą miała opory przed tym, co mnie też trochę zdziwiło,
bo ja się gimnastykowałem, żeby ona odleciała, a ona kilka minut i dość. Sam seks ok, ale najlepiej 10min, na boczek i spać.
Stwierdziłem - ok, może się dziewczyna trochę otworzy, może potrzebuje czasu. Seks nie jest najważniejszy i można się dopasować.
Większym problemem dla mnie był średni pociąg fizyczny do niej, mimo, że dziewczyna jest cudowna z charakteru, brakowało mi tej chemii, namiętności.
Jestem facetem zadbanym, pewnym siebie, chodzę regularnie na siłownie i pływam od 6 lat. Staram się zawsze dobrze wyglądać, ubrać, uczesać, pachnieć.
Generalnie robię wszystko żeby być najlepszą wersją siebie pod względem wizualnym. Nie mam się za Alvaro, ale powodzenie miałem i mam.
Udało nakłonić mi się trochę moją nową znajomość do zmiany stylu życia, zapisałem ją na basen, zaczęła jeździć na rolkach etc. Chciałem dać jej czas. Widziałem, że chce się zmienić, ale byłem pewny,że na krótki dystans.
W między czasie miałem wyjazd służbowy, pracuję w międzynarodowym korpo (od czasu poznania dziewczyny wszytko trwa raptem kilka tygodni) Tam poznałem dziewczynę, śliczną.. Ideał kobiecości. Doszło do zbliżenia, którego nie zapomnę.
Nie chce się rozpisywać na ten temat, to mniej istotne. Mimo, że dziewczyna - manipulantka, nie byłem w stanie się oprzeć. Aktualnie wypisuje do mnie, chce przyjechać na weekend.
Doszło do takiej absurdalnej sytuacji, że piszą we dwie - jedna i druga chce przyjechać na noc.
W czym problem? Mimo, że krótko się znaliśmy z nowopoznaną dziewczyną, męczą mnie wyrzuty sumienia. Niby nie byliśmy razem, ale w tą stronę miało to iść.
6/7 spotkań i tyle, a jednak czuję się z tym źle. Nie chce jej ranić, nie chce jej o tym mówić, bo to wartościowa dziewczyna.
Zadziałał chyba podświadomy instynkt zdobywcy, którego pod wpływem alkoholu nie byłem w stanie zapanować.
Jak się zachować, żeby wyjść z tego powiedzmy z twarzą? Mam chęć olać jedną i drugą, poszukać następnej. Ta druga jest niesamowicie atrakcyjna, ale nie tylko to się liczy, nie chce z nią być, ani za przeproszeniem jej posuwać.
Ten etap moich znajomosci mam już za sobą, wolałbym poszukać jakiś materiał na przyszłą dziewczynę, może żonę.
Pozdrawiam, Tomek