Hej wszystkim!
Piszę, ponieważ mam pewną wątpliwość. Nie mam za bardzo z kim o tym pogadać, bo nie mam aż takiego zaufania o ludzi, żeby rozmawiać z nimi o sprawach intymnych. W każdym razie do brzegu.
Byłam z facetem 4 lata. Mieszkaliśmy, poważny związek, byliśmy szczęśliwi przez długi czas.
Długo dojrzewałam do seksu. On cierpliwie czekał. Uprawialiśmy wtedy petting itd. Zaczęliśmy się kochać. Machina ruszyła...
Finał jest taki, że on mnie zostawił. Dla kogoś innego. Jakiś czas po rozstaniu powiedział mi, że to co my robiliśmy, to chociaż w połowie nie był seks. I tu pojawia się moja wątpliwość.
Ja lubię seks. Lubię o nim rozmawiać, żartować. Nie mam problemu z nagością, nie chowam się, nie gaszę światła, wręcz przeciwnie, nie jestem pruderyjna, potrafię otwarcie mówić o swoich fantazjach. Potrafię, jeśli jest odpowiedni nastrój i partner za tym idzie, w pikantny sposób wyrazić czego chce. Lubię grę wstępną. Samymi pieszczotami w czułych miejscach można mnie doprowadzić do dużej przyjemności. Mam swoje ulubione pozycje, zdecydowanie przekroczyliśmy coś, co nazwać można klasyką, robiliśmy to w różnych pozycjach. Lubię lekką dominację, kiedy facet przejmuje inicjatywę, ale potrafię również przejąć kontrolę. Jestem otwarta na nowości, lubię eksperymentować, ale znam też swoje granice i wiem czego nie chcę i czego nie akceptuję. Lubię seks oralny. Zdecydowanie jako strona bierna
Ale do czynnej potrzebowałam czasu, żeby się przełamać, ale zaczęliśmy to robić, to się również pojawiło i zaczynało sprawiać mi to przyjemność tak jak i jemu. Lubię bieliznę, lubię nią grać w czasie seksu. Lubiłam ubierać się np. w jego ulubioną sukienkę, bo mnie to również kręciło i podobało mi się, jako element gry wstępnej. Mogłabym tak dalej wymieniać.
W każdym razie na pewno musieliśmy jeszcze trochę wypracować ale szło to w fajną stronę i uważam, że byliśmy dobrani. Czasem nawet tęsknie za seksem z nim. Ale po tym jak mnie potraktował i z jakim niezrozumieniem i brakiem komunikacji spotkałam się z jego strony to to jest niemożliwe żebyśmy byli kiedykolwiek razem.
Z jego strony, jeśli chodzi o zgrzyty na tym tle, to obijało się oczywiście o częstotliwość. Ja nie ukrywam, miałam z tym kłopot. Był czas kiedy sporo chorowałam, brałam leki, miałam bardzo trudny czas w pracy. Było mi daleko do łóżka. Miałam też źle dobrane tabletki anty. Po jakimś czasie sprawy zaczęły wracać do normy, libido podskoczyło, zaczęło być lepiej. Druga rzecz to to, że chciał ode mnie seksu w pozycjach, które zwyczajnie sprawiały mi fizyczny ból i były dla mnie niewygodne. No i seks oralny. Nie do końca podoba mi się postawienie sprawy (;)) w taki sposób, że mam wstać, podejść, zdjąć mu spodnie i zrobić co trzeba (tutaj padała nazwa w stylu obciągania/robienia laski - mnie to totalnie odpycha, takie chamstwo i prostactwo dla mnie w tym brzmi...). No nie do końca chciałam, żeby wyglądało to w ten sposób. Raczej jako element gry wstępnej. Poza tym w łóżku dla mnie nie ma miejsca na wywieranie jakiejkolwiek presji. A czasem niektóre jego argumenty próbujące mnie do tego przekonać tak trochę wyglądały (w stylu bo kolega to to i to, a ja to to i to... - słabe trochę dla mnie).
I teraz moje pytanie. Bo po rozstaniu, po długim czasie, nazwijmy do rekonwalescencji, ogólnie dobrze się czułam, paradoksalnie. Pewna siebie, w dobrym nastroju itd. Skoro on twierdzi, że to nie był seks.. to co jest? Co to było? Trochę mnie ta rozmowa wyprowadziła z równowagi. Bo ja mam inne zdanie zupełnie. A jednak bardzo zależało mi na tym związku i bardzo przeżyłam to co się wydarzyło, dlatego nie chciałabym w przyszłości mieć obaw, że ktoś mnie zostawi przez takie coś lub zamknąć się na te sprawy. Chciał mi dopiec? Chciał zwalić winę za rozpad tego związku i swoje słabe czyny (zdrada) na mnie? Bo jeśli tak, to mu się zdecydowanie nie udało. Jestem ciekawa waszego zdania.
Ja rozumiem, że seks jest ważny. Ale związek się ani na nim nie kończy, ani na nim nie zaczyna. Jeśli jest wiele punktów stycznych, to bez przesady, ale dla mnie takie argumentowanie zrezygnowania z dobrze rokującego związku jest zwyczajnie niedojrzałe...