Cześć dziewczyny :-) Nie spodziewałam się że jest takie fajne forum, w porównaniu z kafeterią itp. to jest na wysokim poziomie.
Mam do was pytanie techniczne. Jestem w 10 tygodniu ciąży i moja Pani doktor dała mi skierowanie na badania prenatalne do przychodni NFZ. Tak że za darmo. Chciałam pójść z moim mężem który bardzo przeżywa moją ciążę ale mamy problem. Jak wygląda pierwsze badanie? Jest przez powłoki brzuszne czy dopochwowe? Moja pani ginekolog powiedziała, że to zależy od lekarza, który będzie robił to badanie. Problem leży w tym, że w tej przychodni są sami panowie, a mój mąż jest z tych zazdrośników i wolę aby to USG przeprowadziła kobieta, jeżeli będzie dopochwowe. Jak u was to wyglądało, brzusznie, czy nie. Jeżeli nie to muszę chyba iść prywatnie i poprosić o Panią doktor. Moja pierwsza ciąża, więc jestem jak dziecko we mgle :-)
2 2018-07-02 14:57:23 Ostatnio edytowany przez Lady Siggy (2018-07-02 15:05:56)
wszystko zależy od Twojej budowy. Jeżeli masz mało "tłuszczyku" na brzuchu to może i coś dojrzy lekarz przez zwykłe USG. Wpływ ma również ułożenie dziecka, aparatura USG. To badanie jest bardzo ważne, bo pozwala wykryć ewentualne wady genetyczne, więc lekarz na pewno bedzie chciał przeprowadzić je dokładnie. Ja miałam takie i takie. Jednak z tego co wiem, to przy dopochwowym nie może być osoby towarzyszące. Jest to badanie dość intymne.
A co jak na porodówce trafisz na lekarza? Mąż każe Ci wstrzymać akcję porodową i czekać, aż na dyżur przyjdzie kobieta? No trochę przesada z tą zazdrością.
Ja jestem szczupła, nie wiedziałam że to ma znaczenie. Dlaczego nie może być osoby towarzyszącej, jak miałam zwykłe USG i swojej pani doktor to mój mąż był. Ale to jest prywatne badanie więc ja decyduję kto może być. Rozumiem że na NFZ może być być problem jak ze wszystkim :-( Czyli może dla pewności lepiej iść prywatnie. 300 zł to nie dużo za spokój w małżeństwie
O porodzie jeszcze nie myślę, bo to jeszcze odległy termin, mam nadzieję że akurat moja prowadząca będzie, bo jej ufam.
4 2018-07-02 15:15:35 Ostatnio edytowany przez Lady Siggy (2018-07-02 15:18:30)
wszystko zależy od przychodni i zwyczajów tam panujących, zgodnie z przepisami prawa ojciec ma prawo być przy wszystkich badaniach. Ja chodzę prywatnie i przy dopochwowym mojego męża nie było. To bardzo ważne badanie, więc lepiej dać się lekarzowi skupić na swojej robocie.
Możesz iść fundusz, raczej Twojego męża nie wyrzucą z gabinetu. A jeżeli nie będziesz zadowolona z przebiegu badania, możesz wtedy pójść prywatnie.
Waszym priorytetem powinno być wybranie najlepszego lekarza, bez względu na jego płeć. A celem badania jest zobaczenie, czy z dzieckiem wszystko OK, a Ty się skupiasz, żeby mąż nie zakłócił spokoju w małżeństwie.
Chcę zabrać męża, bo jak zmajstrował, to niech przechodzi ciążę ze mną :-) Z tego co piszesz, to widzę, że dalej nic nie wiem, czyli może być USG takie i takie, więc może już lepiej zapłacić i umówić się prywatnie do lekarki.
No niestety nie odpowiemy Ci na forum, jaką decyzję podejmie lekarz podczas badania.
Zwracam Ci tylko uwagę, że zazdrość męża o ginekologa - mężczyznę nie jest czymś normalnych.
W takim razie decyzja podjęta, lepiej dmuchać na zimne.
A co do zazdrości męża, to już przed ślubem wiedziałam o tym, że ma problem z tym, więc tłumaczenie mu itd. to jak rzucanie grochem o ścianę. Moje koleżanki dziwią się temu jak im opowiadałam o tej zazdrości. Tłumaczy tym, że jesteśmy dla siebie pierwszymi partnerami seksualnymi i dzięki temu że nie korzystam z usług ginekologów panów to czuje że jestem tylko jego, a nie w trójkącie jakimś. Poza tym, mówi, że w przysiędze małżeńskiej była mowa o wierności. Zaciekawiłaś mnie z tym porodem, muszę z nim o tym na spokojnie porozmawiać.
8 2018-07-02 15:45:47 Ostatnio edytowany przez Lady Siggy (2018-07-02 15:46:57)
Jestem w szoku co tu przeczytałam. Trójkąt z lekarzem? To jest mega niezdrowe.
Po porodzie na oddziale będą Cię badać różni lekarze, zależy kto będzie mial dyżur, być może też i mężczyzna. Oczywiście, obyś nie była w takiej sytuacji, ale możesz pilnie się potrzebować zapisać do lekarza, bo coś Cię zaniepokoi z dzieckiem i co będziesz czekać dwa dni na dyżur kobiety, żeby sprawdziła, czy szyjka się nie skraca.
Naprawdę niepojęte jest to co przeczytałam.
Czyli wizyta u mężczyzny ginekologa łamie przysięgę małżeńską?
Myślę, że jakby nagle coś się stało, to inna sytuacja, ale teraz jak mam wybór to nie będę go drażnić. Teraz to ty mnie przestraszyłaś trochę. Jak wyglądają badania po porodzie? Bo moja kuzynka jak była po cesarskim cięciu to praktycznie nie miała żadnych badań już w szpitalu tylko każdego dnia z rana miała oglądany szew na brzuchu jak się goi, a po wyjściu na wypisie miała, że do ginekologa ma się zgłosić w ciągu 6-ciu tygodni.
Jeżeli chodzi o przysięgę małżeńską, to według niego, wybranie mężczyzny jest złamaniem przysięgi.
Ja miałam USG w I trymestrze czyli tzw badanie genetyczne z testem Pappa z krwi, robione przez powłoki brzuszne, a jestem osobą grubą, wszystko było ładnie widać. Natomiast Pani doktor na wszelki wypadek zajrzała jeszcze dopochwowo- mam inne problemy ginekologiczne. Mąż był ze mną, ale byliśmy prywatnie, usg plus test z krwi pappa kosztowało nas chyba 450 zł plus wizyta 150, ogólnie wykupiłam też wizytę żeby od razu nam lekarz opisał co widzi na usg. Pani Doktor była tak rewelacyjna, ze dalej ciążę prowadziliśmy u niej.
Co do porodu i badań po, to miałam cesarkę i tak jak piszesz na obchodzie miałam tylko oglądany szew i badanie brzucha- lekarz na niego naciskał, do tego oczywiście morfologia, kroplówka to norma. Jak mąż taki zazdrośnik to może i niech będzie przy porodzie, mój był przy cesarce, a potem kangurował małego.
Co do poglądów męża nie będę się wypowiadać, bo jak widać u Was to nie jest problem
Info świeże bo urodziłam w czwartek, a tak serio to nie masz co się stresować ciążą i porodem (ja bardzo się bałam szczególnie znieczulenia w kręgosłup) to bajlandoo w porównaniu z tym co będzie później.
Dużo za te badania zapłaciłaś, bo przeglądam teraz w jednej przychodni prywatnej i wychodzi 250 zł za to badanie. Zaskoczyłaś mnie teraz, bo nie słyszałam jeszcze przypadku że mąż mógłby być przy cesarce. Myślałam, że to jest tak sterylne miejsce że liczba osób musi być do minimum. Tak mi właśnie ta moja kuzynka mówiła, że męża nie chcieli wpuścić, a na sali była tylko Lekarka ginekolog, lekarz chirurg do asysty, położna i później pojawiła się jakaś pediatra. Mąż jej czekał na sali porodowej i po 30 minutach podobno było po wszystkim. Zastrzyk w kręgosłup podobno w ogóle nie boli, ale bardzo szybki trzeba się położyć, tak że nawet nie sciągała koszuli co dostała. Zastanawiam się, czy ta cesarka to nie lepsze rozwiązanie.
12 2018-07-02 18:53:35 Ostatnio edytowany przez Lady Siggy (2018-07-02 18:55:04)
Polecam zajęcia w szkole rodzenia, ale to dopiero po 20 tygodniu. I wtedy podjąć ewentualnie decyzję o cesarce na żądanie.
Apropo cen to testy pappa tyle kosztują, ale lekarz może dac skierowanir na bezpłatne jeżeli spelniasz warunki.
Ja tylko wtrącę, że cesarka na życzenie bez odpowiednich wskazań medycznych jest dobra dla wygody matki, ale ma masę przeciwskazań jeżeli chodzi o rozwój dziecka. Można to wygooglać.
tak czytam ten wątek i się zastanawiam dlaczego Ty wogóle z domu wychodzisz, jakim prawem?? Ty uważaj żeby mąż przy porodzie lekarza nie pobił, bo jak nie będzie na dyżurze żadnej kobiety to kto Twój poród odbierze?? ![]()
Ja tylko wtrącę, że cesarka na życzenie bez odpowiednich wskazań medycznych jest dobra dla wygody matki, ale ma masę przeciwskazań jeżeli chodzi o rozwój dziecka. Można to wygooglać.
Ta wygoda matki też jest złudna. Rzeczywiście sama cesarka trwa 30 min, zaczyna się jazda jak znieczulenie puszcza. Naturalnie wiadomo, że kobieta się męczy czasem i 10 godzin, ale później jest gotowa zajmować się dzieckiem. Można karmić w dowolnej pozycji, a nie na leżąco. Nie ciągnie wielka rana na brzuchu tylko ewentualne rany krocza goja się o wiele szybciej i nie przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu.
16 2018-07-03 10:36:39 Ostatnio edytowany przez Nirvanka87 (2018-07-03 10:37:11)
Lady Loka napisał/a:Ja tylko wtrącę, że cesarka na życzenie bez odpowiednich wskazań medycznych jest dobra dla wygody matki, ale ma masę przeciwskazań jeżeli chodzi o rozwój dziecka. Można to wygooglać.
Ta wygoda matki też jest złudna. Rzeczywiście sama cesarka trwa 30 min, zaczyna się jazda jak znieczulenie puszcza. Naturalnie wiadomo, że kobieta się męczy czasem i 10 godzin, ale później jest gotowa zajmować się dzieckiem. Można karmić w dowolnej pozycji, a nie na leżąco. Nie ciągnie wielka rana na brzuchu tylko ewentualne rany krocza goja się o wiele szybciej i nie przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu.
Ja miałam cesarkę z powodów innych problemów ginekologicznych i powiem Wam, że czuję się świetnie, ale ja zawsze byłam odporna na ból zarówno fizyczny jak i psychiczny. W czwartek urodziłam ok 15, miał podawane przeciwbólowe w kroplówce, usiadłam i od razu wstałam ok północy, jeszcze z cewnikiem byłam poczłapałam parę kroków wokół łóżka. Niewygodnie mi było bo miałam wielki podkład między nogami, bo się ze mnie lało.
O 3 w nocy z czwartku na piątek miałam podany ketonal dożylnie, nie wiem, jak mnie trzymał, ale w piątek już nie chciałam żadnych przeciwbólowych, mimo, że pielęgniarka proponowała. I w sumie dzisiaj jest 5 dzień od cesarki, jestesmy w domu od soboty, blizna mnie w ogóle nie ciągnie, bardziej te blizny w środku, jednak trzeba przeciąć kilka warstw tkanek. JAk dłużej leżę, czy siedze i wstaję musze pobyć trocha schylona, ale potem przechodzi po paru krokach.
Nie mam porównania z porodem sn, ale cesarke sobie chwalę. Moim jedynym problemem były wypróżnienia, dopiero wczoraj poszło po czopku, ale topornie.
A co do obecności przy cc partnera to u mnie w mieście jest taka możliwość w prywatnych klinikach, klinikach działających i na nfz i komercyjnie (ja w takiej rodziłam na nfz) i na pewno w jednym szpitalu, ale tam nie jest to pewne bo wcześniej musi wyrazić zgodę lekarz, nie wiem na jakiej podstawie- wyglądu faceta? Tak czy siak mój był obecny, potem poszedł na mierzenie dziecka z lekarzem, a mnie zszywali, potem przytulili mi dziecko do policzka i można było pstryknąć fotkę, a i od razu po wyjęciu też mąż pstryknął zdjęcie.
Mnie zszywali, a mąż kangurował, ale nie długo bo synek od razu miał odruch ssania, położna laktacyjna powiedziała, zeby trochę na nim poćwiczył, coby mnie nie męczyć i w sumie po 20 minutach, od przewiezienia mnie na salę po zszyciu przyszedł mąż z dzieckiem do pierwszego karmienia. Finalnie o godzinie 17 byłam już na sali.
A co do cen usg, to osobno płaci się za usg, a osobno za test z krwi pappa, można zrobić tylko usg, ale z testem z krwi daje większe bo ok 80% prawdopodobieństwo wykrycia wady genetycznej, ale tylko 3 schorzeń. Jak chce się zrobić full wypas badanie to kosztuje 2000 zł i jest na więcej chorób.
A i polecam pobranie przy porodzie krwi pępowinowej i sznura pępowinowego w celu pozyskania komórek macierzystych, gdyby się przywlekła jakaś choroba, ze sznura pępowinowego można uzyskac też komórki dla rodziców dziecka i np leczyć stawy, albo wzrok.
Załatwiłam w innym miejscu już.
Ten rozwój dziecka po cesarce, to jakieś pierdoły, bo sama jestem po cesarce i nie jestem jakaś do tyłu. W internecie należy filtrować informacje.
Bwini81 - Nie rób ze mnie niewolnicy
Nie wiem skąd twój wniosek, że mi z domu nie wolno wychodzić
Poród to siła wyższa więc chyba sobie z tym poradzi, chociaż mam nadzieję że będę miała to CC. My z misiem zawsze sobie idziemy na kompromisy, szkoda by było robić sobie problemy małżeńskie z takiego powodu jak lekarz, tym bardzie, że nie byłam jeszcze u innego jak kobiety i wolę aby tak zostało. Jakby mężczyzna miał mi tam coś robić to dla mnie to takie lekko upokorzające ![]()
Kochana, moje informacje są od ginekologów-położników, nie z internetu ![]()
Dziecku jest lepiej po porodzie sn i tyle. Tak to wymyśliła natura. Jak trzeba cc to trzeba, ale jak to widzimisię matki to tak naprawdę robi się krzywdę dziecku.
Szpital dostaje identyczną kasę za poród naturalny i CC. Poród naturalny, jest łatwiejszy dla lekarza niż CC i mniej odpowiedzialny, więc nie wierzę do końca w ich obiektywizm :-) A pisałaś, abym wygoglowała sobie informacje, więc założyłam, że stamtąd masz informacje :-) Nie pisałaś wcześniej skąd są. Porozmawiam ze swoją lekarką, niech mi powie co i jak :-)
Poród SN jest lepszy dla dziecka pod wieloma względami.
W szoku jestem ze mozna miec poglady podobne do tych Autorki. Co ma bycie pierwszym piatym czy dwunastym partnerem do chodzoenia do ginekologa mezczyzny?? Trzeba miec cos nie halo z glowa zeby kojarzyc to z jakims napieciem seksualnym czy zdrada. To czynnosc ktora poprostu trzeba wykonac dla dobra i zdrowia swojego i ewentualnej ciazy a nie zadna przyjemnosc czy podnieta. Chore jest myslenie ze moze byc inaczej. Ja osobiscie wole chodzic do lekarzy mezczyn bo badaja z duzo wiekszym wyczuciem i delikatnie niz panie ginekolog. Poza tym kieruje sie opinia o lekarzu a nie jego plcia. Maz ktory traktuje zone jak jakas puszczalska ktora idzie do lekarza dawac sie obnazac i dotykac dla przyjemnosci a nie dla zdrowia to jakis debil a nie zazdrosnik.
Pomijam juz fakt ze jesli cos bedzie nie tak i okaze sie w ostatniej chwili ze bedzie konieczne ciecie to i tak nie bedziesz miala wplywu Autorko na to kto bedzie operowal, asystowal i usypial Cie do zabiegu. Rozumiem ze w razie gdy to beda mezczyzni to maz wystapi o rozwod? Bo to bedzie juz nie tylko "trojkat" ale wrecz seks zbiorowy. Masakra.
Nadia sama robisz z siebie niewolnicę bo z Twojego opisu wynika że chodzisz koło męża na paluszkach żeby przypadkiem się nie zdenerwował ![]()
23 2018-07-05 17:55:59 Ostatnio edytowany przez Lady Siggy (2018-07-05 18:29:33)
Nadia sama robisz z siebie niewolnicę bo z Twojego opisu wynika że chodzisz koło męża na paluszkach żeby przypadkiem się nie zdenerwował
To już jest gorsze stadium, bo ma wmówione że wizyta u lekarza ginekologa jest upokazajaca.
Nawet nie chce myśleć, co myślą o zonach ginekologow, to już są haremy ![]()
Patologiczną zazdrość, bo nazywajmy rzeczy po imieniu, należy leczyć zamiast udawać, że to żaden problem. Mogą zdarzyć się takie sytuacje, na które nie będziesz miała wpływu i wtedy co - poddasz się im w poczuciu winy albo panicznego strachu, co pan mąż na to?
Kolejna kwestia, to cesarskie cięcie. To jest operacja jak każda inna i wiąże się z takim samym ryzykiem. Jeśli jest wskazanie ze względów medycznych, to po prostu wybiera się mniejsze zło, natomiast trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że dla organizmu to jest duże obciążenie i nawet po latach możesz mieć problemy, na przykład z powodu zrostów, w tym przypadku z wykonaniem innej operacji.
W szoku jestem ze mozna miec poglady podobne do tych Autorki. Co ma bycie pierwszym piatym czy dwunastym partnerem do chodzoenia do ginekologa mezczyzny?? Trzeba miec cos nie halo z glowa zeby kojarzyc to z jakims napieciem seksualnym czy zdrada. To czynnosc ktora poprostu trzeba wykonac dla dobra i zdrowia swojego i ewentualnej ciazy a nie zadna przyjemnosc czy podnieta. Chore jest myslenie ze moze byc inaczej. Ja osobiscie wole chodzic do lekarzy mezczyn bo badaja z duzo wiekszym wyczuciem i delikatnie niz panie ginekolog. Poza tym kieruje sie opinia o lekarzu a nie jego plcia. Maz ktory traktuje zone jak jakas puszczalska ktora idzie do lekarza dawac sie obnazac i dotykac dla przyjemnosci a nie dla zdrowia to jakis debil a nie zazdrosnik.
Pomijam juz fakt ze jesli cos bedzie nie tak i okaze sie w ostatniej chwili ze bedzie konieczne ciecie to i tak nie bedziesz miala wplywu Autorko na to kto bedzie operowal, asystowal i usypial Cie do zabiegu. Rozumiem ze w razie gdy to beda mezczyzni to maz wystapi o rozwod? Bo to bedzie juz nie tylko "trojkat" ale wrecz seks zbiorowy. Masakra.
Droga koleżanko, rozmawiajmy tylko na poziomie, proszę nie obrażać nikogo. Mój misio ma swoje (delikatnie mówiąc) ekscentryczne poglądy. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale tak jak wspomniałam wcześniej, wiedziałam o tym przed ślubem, więc nie mogę mieć o to pretensji. Np. denerwują go takie opowieści, jak to wiele z nas kobiet między sobą nawet w towarzystwie opowiada np. jak wyglądało ich badanie ginekologiczne na fotelu. Twierdzi, że takie intymnie rzeczy powinno się zachować dla siebie niż opowiadać na forum wśród znajomych. Ma swoje "widzimi się", ok już trudno. Jednak bycie z kimś to nie jest tylko wymaganie od drugiej strony, ale również dawanie coś od siebie. Ja się cieszę, że robię coś dla niego, co sprawi mu radość, za co będzie mnie kochał jeszcze bardziej.
Przypomniała mi się moja znajoma, z którą już mniej mam kontaktu, ale czasami się spotkamy. Powiedziała mi kiedyś, że ona jest kobietą wyzwoloną i dziwi mi się, że ja tak liczę się ze swoim mężem i jej mąż ma w większości spraw "gówno" do gadania. Irytowało ją wręcz, że nie jestem taką feministką jak ona, tylko mam związek partnerski. Ciekawostką był fakt, że rok temu trafiła szpitala z powodu kręgosłupa. Leżała ponad tydzień i jej mąż nie odwiedził jej ani razu, bo stwierdził, że ma tam dobrą opiekę, więc po co on tam ma przyjść. Natomiast wiem, że mój misio by ze mną był cały czas.
Dzisiaj ludzie łatwo się rozstają itd. Dla mnie bycie z nim to coś ważnego na całe życie. A małżeństwo to sztuka kompromisu.
Patologiczną zazdrość, bo nazywajmy rzeczy po imieniu, należy leczyć zamiast udawać, że to żaden problem. Mogą zdarzyć się takie sytuacje, na które nie będziesz miała wpływu i wtedy co - poddasz się im w poczuciu winy albo panicznego strachu, co pan mąż na to?
Kolejna kwestia, to cesarskie cięcie. To jest operacja jak każda inna i wiąże się z takim samym ryzykiem. Jeśli jest wskazanie ze względów medycznych, to po prostu wybiera się mniejsze zło, natomiast trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że dla organizmu to jest duże obciążenie i nawet po latach możesz mieć problemy, na przykład z powodu zrostów, w tym przypadku z wykonaniem innej operacji.
O CC będę rozmawiała jeszcze ze swoją panią doktor. Dowiem się co ona o tym myśli.
Jeżeli chodzi o tą "patologiczną zazdrość" to nie ma u nas z tym problemu, dlatego nie myślę co by było gdyby. To tak jak zakonnica, która chce dziewictwo zachować do śmierci, nie myśli co by było jakby była zgwałcona :-) Jak się coś stanie będziemy się martwić dopiero co dalej, na razie jest ok.
bwini81 napisał/a:Nadia sama robisz z siebie niewolnicę bo z Twojego opisu wynika że chodzisz koło męża na paluszkach żeby przypadkiem się nie zdenerwował
To już jest gorsze stadium, bo ma wmówione że wizyta u lekarza ginekologa jest upokazajaca.
Nawet nie chce myśleć, co myślą o zonach ginekologow, to już są haremy
Widzę, że temat trochę zboczył z głównego toru, ale powiedzcie mi dziewczyny. Ja jak chodzę nawet do swojej Pani doktor czuję się spięta jak mnie bada ginekologicznie, nie jest wyluzowana. Nie wiem jakbym się miała czuć u faceta, jakoś jest to uwłaczające jak sobie myślę że u starego chłopa muszę majtki ściągnąć i się "otworzyć" Bleee. Nie jest to uwłaczające? Dla mnie tak. Znajoma mi mówiła, że na USG dopochwowym lekarz jej powiedział tak: Co ty taka spięta jesteś, seksu nie uprawiasz? Mnie po takim tekscie, jeszcze mówieniu na Ty, to wydaje się, że to jest kompletny brak szacunku dla kobiety pacjentki. Wiem, że to, jest ewenement i nie można uogólniać, ale nie chciałabym aby mnie takie coś się przytrafiło.
To lekarz jak każdy inny i demonizowanie tego jest po prostu głupie.
feniks35 napisał/a:W szoku jestem ze mozna miec poglady podobne do tych Autorki. Co ma bycie pierwszym piatym czy dwunastym partnerem do chodzoenia do ginekologa mezczyzny?? Trzeba miec cos nie halo z glowa zeby kojarzyc to z jakims napieciem seksualnym czy zdrada. To czynnosc ktora poprostu trzeba wykonac dla dobra i zdrowia swojego i ewentualnej ciazy a nie zadna przyjemnosc czy podnieta. Chore jest myslenie ze moze byc inaczej. Ja osobiscie wole chodzic do lekarzy mezczyn bo badaja z duzo wiekszym wyczuciem i delikatnie niz panie ginekolog. Poza tym kieruje sie opinia o lekarzu a nie jego plcia. Maz ktory traktuje zone jak jakas puszczalska ktora idzie do lekarza dawac sie obnazac i dotykac dla przyjemnosci a nie dla zdrowia to jakis debil a nie zazdrosnik.
Pomijam juz fakt ze jesli cos bedzie nie tak i okaze sie w ostatniej chwili ze bedzie konieczne ciecie to i tak nie bedziesz miala wplywu Autorko na to kto bedzie operowal, asystowal i usypial Cie do zabiegu. Rozumiem ze w razie gdy to beda mezczyzni to maz wystapi o rozwod? Bo to bedzie juz nie tylko "trojkat" ale wrecz seks zbiorowy. Masakra.Droga koleżanko, rozmawiajmy tylko na poziomie, proszę nie obrażać nikogo. Mój misio ma swoje (delikatnie mówiąc) ekscentryczne poglądy. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale tak jak wspomniałam wcześniej, wiedziałam o tym przed ślubem, więc nie mogę mieć o to pretensji. Np. denerwują go takie opowieści, jak to wiele z nas kobiet między sobą nawet w towarzystwie opowiada np. jak wyglądało ich badanie ginekologiczne na fotelu. Twierdzi, że takie intymnie rzeczy powinno się zachować dla siebie niż opowiadać na forum wśród znajomych. Ma swoje "widzimi się", ok już trudno. Jednak bycie z kimś to nie jest tylko wymaganie od drugiej strony, ale również dawanie coś od siebie. Ja się cieszę, że robię coś dla niego, co sprawi mu radość, za co będzie mnie kochał jeszcze bardziej.
Przypomniała mi się moja znajoma, z którą już mniej mam kontaktu, ale czasami się spotkamy. Powiedziała mi kiedyś, że ona jest kobietą wyzwoloną i dziwi mi się, że ja tak liczę się ze swoim mężem i jej mąż ma w większości spraw "gówno" do gadania. Irytowało ją wręcz, że nie jestem taką feministką jak ona, tylko mam związek partnerski. Ciekawostką był fakt, że rok temu trafiła szpitala z powodu kręgosłupa. Leżała ponad tydzień i jej mąż nie odwiedził jej ani razu, bo stwierdził, że ma tam dobrą opiekę, więc po co on tam ma przyjść. Natomiast wiem, że mój misio by ze mną był cały czas.
Dzisiaj ludzie łatwo się rozstają itd. Dla mnie bycie z nim to coś ważnego na całe życie. A małżeństwo to sztuka kompromisu.
Wiemy, że w pełni to akceptujesz.
Nie idziecie na kompromisy, tylko Ty mu ulegasz w jakiś dziwnych sprawach. Ja też mam męża zazdrośnika, a w sumie to miałam. Okres studiów to była masakra, wolałam wtedy powiedzieć, że idę spać, a szłam na imprezę. Ale bardzo go kocham i wolałam małe kłamstewko, niż późniejsze fochy. Od kiedy jesteśmy małżeństwem problem się rozwiązał.
Podejście Twojego męża do spraw ginekologa jest jakimś zboczeniem. I mówiąc "Ja się cieszę, że robię coś dla niego, co sprawi mu radość, za co będzie mnie kochał jeszcze bardziej", utwierdzasz go, że jego myślenie jest słuszne. Przyznajesz rację, że kobieta jak idzie do mężczyzny ginekologa to jest to coś bardzo upokarzającego, ma z tego jakąś przyjemność. Nie można kogoś wspierać w błędnym myśleniu.
Wolisz zapłacić 300 zł za wizytę, gdzie lepiej tą kasę odłożyć, bo to kropla przy wydatkach związanych z dzieckiem, w imię czego? Uświadamiania dalszego męża, że na świecie powinny być tylko kobiety ginekolodzy? Twój mąż był zapewne na komisji wojskowej, tam dopiero tyle osób widziało go bez majtek. I co? Są zawody w życiu dla, których nagie ludzkie ciało to normalny widok, w tej grupie są też lekarze.
I ja bardzo lubię sprawiać przyjemności mojemu mężowi i robić coś dla niego, ale żeby później się z nim razem cieszyć jego radością. Nie przyszedł mi nigdy argument, że "będzie mnie bardziej kochał". Natomiast, jeżeli u Ciebie wizyta u lekarza ginekologa może sprawić, że mąż będzie Cię mniej kochał, to jest niepoważne.
Zrozum po prostu, że to "widzi mi się" jak nazwałaś jest chore i robisz błąd wspierając w tym męża.
Lady Siggy napisał/a:bwini81 napisał/a:Nadia sama robisz z siebie niewolnicę bo z Twojego opisu wynika że chodzisz koło męża na paluszkach żeby przypadkiem się nie zdenerwował
To już jest gorsze stadium, bo ma wmówione że wizyta u lekarza ginekologa jest upokazajaca.
Nawet nie chce myśleć, co myślą o zonach ginekologow, to już są haremyWidzę, że temat trochę zboczył z głównego toru, ale powiedzcie mi dziewczyny. Ja jak chodzę nawet do swojej Pani doktor czuję się spięta jak mnie bada ginekologicznie, nie jest wyluzowana. Nie wiem jakbym się miała czuć u faceta, jakoś jest to uwłaczające jak sobie myślę że u starego chłopa muszę majtki ściągnąć i się "otworzyć" Bleee. Nie jest to uwłaczające? Dla mnie tak. Znajoma mi mówiła, że na USG dopochwowym lekarz jej powiedział tak: Co ty taka spięta jesteś, seksu nie uprawiasz? Mnie po takim tekscie, jeszcze mówieniu na Ty, to wydaje się, że to jest kompletny brak szacunku dla kobiety pacjentki. Wiem, że to, jest ewenement i nie można uogólniać, ale nie chciałabym aby mnie takie coś się przytrafiło.
Inna sprawa, w sytuacji kiedy Ty sama nie chcesz, masz prawo się bać czy krępować i w pełni to rozumiem. Dyskusja się zaczęła od stanowiska Twojego męża w tej sprawie.
Litości, jak można porównać badanie przez lekarza - mężczyznę do gwałtu zakonnicy?
31 2018-07-06 11:18:28 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-07-06 11:20:27)
feniks35 napisał/a:W szoku jestem ze mozna miec poglady podobne do tych Autorki. Co ma bycie pierwszym piatym czy dwunastym partnerem do chodzoenia do ginekologa mezczyzny?? Trzeba miec cos nie halo z glowa zeby kojarzyc to z jakims napieciem seksualnym czy zdrada. To czynnosc ktora poprostu trzeba wykonac dla dobra i zdrowia swojego i ewentualnej ciazy a nie zadna przyjemnosc czy podnieta. Chore jest myslenie ze moze byc inaczej. Ja osobiscie wole chodzic do lekarzy mezczyn bo badaja z duzo wiekszym wyczuciem i delikatnie niz panie ginekolog. Poza tym kieruje sie opinia o lekarzu a nie jego plcia. Maz ktory traktuje zone jak jakas puszczalska ktora idzie do lekarza dawac sie obnazac i dotykac dla przyjemnosci a nie dla zdrowia to jakis debil a nie zazdrosnik.
Pomijam juz fakt ze jesli cos bedzie nie tak i okaze sie w ostatniej chwili ze bedzie konieczne ciecie to i tak nie bedziesz miala wplywu Autorko na to kto bedzie operowal, asystowal i usypial Cie do zabiegu. Rozumiem ze w razie gdy to beda mezczyzni to maz wystapi o rozwod? Bo to bedzie juz nie tylko "trojkat" ale wrecz seks zbiorowy. Masakra.Droga koleżanko, rozmawiajmy tylko na poziomie, proszę nie obrażać nikogo. Mój misio ma swoje (delikatnie mówiąc) ekscentryczne poglądy. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale tak jak wspomniałam wcześniej, wiedziałam o tym przed ślubem, więc nie mogę mieć o to pretensji. Np. denerwują go takie opowieści, jak to wiele z nas kobiet między sobą nawet w towarzystwie opowiada np. jak wyglądało ich badanie ginekologiczne na fotelu. Twierdzi, że takie intymnie rzeczy powinno się zachować dla siebie niż opowiadać na forum wśród znajomych. Ma swoje "widzimi się", ok już trudno. Jednak bycie z kimś to nie jest tylko wymaganie od drugiej strony, ale również dawanie coś od siebie. Ja się cieszę, że robię coś dla niego, co sprawi mu radość, za co będzie mnie kochał jeszcze bardziej.
Przypomniała mi się moja znajoma, z którą już mniej mam kontaktu, ale czasami się spotkamy. Powiedziała mi kiedyś, że ona jest kobietą wyzwoloną i dziwi mi się, że ja tak liczę się ze swoim mężem i jej mąż ma w większości spraw "gówno" do gadania. Irytowało ją wręcz, że nie jestem taką feministką jak ona, tylko mam związek partnerski. Ciekawostką był fakt, że rok temu trafiła szpitala z powodu kręgosłupa. Leżała ponad tydzień i jej mąż nie odwiedził jej ani razu, bo stwierdził, że ma tam dobrą opiekę, więc po co on tam ma przyjść. Natomiast wiem, że mój misio by ze mną był cały czas.
Dzisiaj ludzie łatwo się rozstają itd. Dla mnie bycie z nim to coś ważnego na całe życie. A małżeństwo to sztuka kompromisu.
Nie pouczaj moja droga mezatki z z ponad 16 letnim stazem malzenskim na czym polega malzenstwo.
To co opisujesz jako partnerstwo nawet kolo tego nie lezy. Dawac cos od siebie? Alez oczywiscie ale w granicach rozsadku. Ja moge pomoc mezowi w naprawie auta albo isc z nim do komisu samochodowego poogladac auta mimo ze mnie to nudzi. Ale unikac lekarza??? Za chwile Twoj szanowny malzonek stwierdzi moze ze masz w burce chodzic bo jakis facet moze pozadliwie na Ciebie spojrzec i w myslach Cie "upokorzyc". Ciekawe czy tez bedziesz taka bezproblemowa. Dzis na to patrzysz przez rozowe okulary bo staz malzenski macie pewnie max 5 letni ale za kilka kolejnych lat mozesz juz nie miec powodow by tak slodkopierdzaco wypowiadac sie o swoim "misiu" gdy postawi Ci kolejne absurdalne warunki typu umyj mi nogi gdy wroce z pracy jako wierna i oddana zona.
Swoja droga naprawde niepokojace jest kojarzenie wizyty u lekarza z seksem. Takie skojarzenia jak dla mnie moze miec ktos kto sam ma zboczone mysli i rajcuja go jakies chore klimaty z filmow porno. Kazdy lekarz ginekolog podchodzi a przynajmniej ma obowiazek podchodzic do zawodu czysto zawodowo. Zreszta przez ich fotel przewijaja sie tysiace kobiet i naprawde oni maja dosc takich widokow a nie marza o tym by sie dobierac w sposob nieprofesjonalny do pacjentek szczegolnie tych z ciazowym brzuchem.
W sumie jednak to Twoje zycie i Twoj problem. Obstawiam jak w banku ze za pare lat zycie pod butem moralnych nakazow misia tak Ci da w kosc ze nie tylko nie bedziesz go chciala sluchac ale zapragniesz sie tak ostro zerwac ze smyczy ze nie jedna feministka bedzie przy Tobie jak zakonnica ![]()
Nadia100 napisał/a:feniks35 napisał/a:W szoku jestem ze mozna miec poglady podobne do tych Autorki. Co ma bycie pierwszym piatym czy dwunastym partnerem do chodzoenia do ginekologa mezczyzny?? Trzeba miec cos nie halo z glowa zeby kojarzyc to z jakims napieciem seksualnym czy zdrada. To czynnosc ktora poprostu trzeba wykonac dla dobra i zdrowia swojego i ewentualnej ciazy a nie zadna przyjemnosc czy podnieta. Chore jest myslenie ze moze byc inaczej. Ja osobiscie wole chodzic do lekarzy mezczyn bo badaja z duzo wiekszym wyczuciem i delikatnie niz panie ginekolog. Poza tym kieruje sie opinia o lekarzu a nie jego plcia. Maz ktory traktuje zone jak jakas puszczalska ktora idzie do lekarza dawac sie obnazac i dotykac dla przyjemnosci a nie dla zdrowia to jakis debil a nie zazdrosnik.
Pomijam juz fakt ze jesli cos bedzie nie tak i okaze sie w ostatniej chwili ze bedzie konieczne ciecie to i tak nie bedziesz miala wplywu Autorko na to kto bedzie operowal, asystowal i usypial Cie do zabiegu. Rozumiem ze w razie gdy to beda mezczyzni to maz wystapi o rozwod? Bo to bedzie juz nie tylko "trojkat" ale wrecz seks zbiorowy. Masakra.Droga koleżanko, rozmawiajmy tylko na poziomie, proszę nie obrażać nikogo. Mój misio ma swoje (delikatnie mówiąc) ekscentryczne poglądy. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale tak jak wspomniałam wcześniej, wiedziałam o tym przed ślubem, więc nie mogę mieć o to pretensji. Np. denerwują go takie opowieści, jak to wiele z nas kobiet między sobą nawet w towarzystwie opowiada np. jak wyglądało ich badanie ginekologiczne na fotelu. Twierdzi, że takie intymnie rzeczy powinno się zachować dla siebie niż opowiadać na forum wśród znajomych. Ma swoje "widzimi się", ok już trudno. Jednak bycie z kimś to nie jest tylko wymaganie od drugiej strony, ale również dawanie coś od siebie. Ja się cieszę, że robię coś dla niego, co sprawi mu radość, za co będzie mnie kochał jeszcze bardziej.
Przypomniała mi się moja znajoma, z którą już mniej mam kontaktu, ale czasami się spotkamy. Powiedziała mi kiedyś, że ona jest kobietą wyzwoloną i dziwi mi się, że ja tak liczę się ze swoim mężem i jej mąż ma w większości spraw "gówno" do gadania. Irytowało ją wręcz, że nie jestem taką feministką jak ona, tylko mam związek partnerski. Ciekawostką był fakt, że rok temu trafiła szpitala z powodu kręgosłupa. Leżała ponad tydzień i jej mąż nie odwiedził jej ani razu, bo stwierdził, że ma tam dobrą opiekę, więc po co on tam ma przyjść. Natomiast wiem, że mój misio by ze mną był cały czas.
Dzisiaj ludzie łatwo się rozstają itd. Dla mnie bycie z nim to coś ważnego na całe życie. A małżeństwo to sztuka kompromisu.Wiemy, że w pełni to akceptujesz.
Nie idziecie na kompromisy, tylko Ty mu ulegasz w jakiś dziwnych sprawach. Ja też mam męża zazdrośnika, a w sumie to miałam. Okres studiów to była masakra, wolałam wtedy powiedzieć, że idę spać, a szłam na imprezę. Ale bardzo go kocham i wolałam małe kłamstewko, niż późniejsze fochy. Od kiedy jesteśmy małżeństwem problem się rozwiązał.Podejście Twojego męża do spraw ginekologa jest jakimś zboczeniem. I mówiąc "Ja się cieszę, że robię coś dla niego, co sprawi mu radość, za co będzie mnie kochał jeszcze bardziej", utwierdzasz go, że jego myślenie jest słuszne. Przyznajesz rację, że kobieta jak idzie do mężczyzny ginekologa to jest to coś bardzo upokarzającego, ma z tego jakąś przyjemność. Nie można kogoś wspierać w błędnym myśleniu.
Wolisz zapłacić 300 zł za wizytę, gdzie lepiej tą kasę odłożyć, bo to kropla przy wydatkach związanych z dzieckiem, w imię czego? Uświadamiania dalszego męża, że na świecie powinny być tylko kobiety ginekolodzy? Twój mąż był zapewne na komisji wojskowej, tam dopiero tyle osób widziało go bez majtek. I co? Są zawody w życiu dla, których nagie ludzkie ciało to normalny widok, w tej grupie są też lekarze.I ja bardzo lubię sprawiać przyjemności mojemu mężowi i robić coś dla niego, ale żeby później się z nim razem cieszyć jego radością. Nie przyszedł mi nigdy argument, że "będzie mnie bardziej kochał". Natomiast, jeżeli u Ciebie wizyta u lekarza ginekologa może sprawić, że mąż będzie Cię mniej kochał, to jest niepoważne.
Zrozum po prostu, że to "widzi mi się" jak nazwałaś jest chore i robisz błąd wspierając w tym męża.
Dobrze ale to moja sprawa i nie gadajmy już o tym. Nie mam w życiu z tym specjalnego problemu. Są ważniejsze rzeczy niż pieniądze. Ale mnie rozbawiłaś z tą komisją wojskową
My jako kobiety może nie wiemy jak to jest, dlatego ze śmiechu aż męża się zapytałam. Nie ma tak, że ileś osób ogląda młodego nago, tylko na komisji stoi się w spodenkach do ważenia, mierzenia, postawa itp. Idzie się za parawan z jednym lekarzem i sprawdza czy w majtkach jest wszystko na swoim miejscu
Może 100 lat temu tak było ![]()
33 2018-07-06 11:41:58 Ostatnio edytowany przez Olinka (2018-07-06 13:39:35)
Nadia100 napisał/a:feniks35 napisał/a:W szoku jestem ze mozna miec poglady podobne do tych Autorki. Co ma bycie pierwszym piatym czy dwunastym partnerem do chodzoenia do ginekologa mezczyzny?? Trzeba miec cos nie halo z glowa zeby kojarzyc to z jakims napieciem seksualnym czy zdrada. To czynnosc ktora poprostu trzeba wykonac dla dobra i zdrowia swojego i ewentualnej ciazy a nie zadna przyjemnosc czy podnieta. Chore jest myslenie ze moze byc inaczej. Ja osobiscie wole chodzic do lekarzy mezczyn bo badaja z duzo wiekszym wyczuciem i delikatnie niz panie ginekolog. Poza tym kieruje sie opinia o lekarzu a nie jego plcia. Maz ktory traktuje zone jak jakas puszczalska ktora idzie do lekarza dawac sie obnazac i dotykac dla przyjemnosci a nie dla zdrowia to jakis debil a nie zazdrosnik.
Pomijam juz fakt ze jesli cos bedzie nie tak i okaze sie w ostatniej chwili ze bedzie konieczne ciecie to i tak nie bedziesz miala wplywu Autorko na to kto bedzie operowal, asystowal i usypial Cie do zabiegu. Rozumiem ze w razie gdy to beda mezczyzni to maz wystapi o rozwod? Bo to bedzie juz nie tylko "trojkat" ale wrecz seks zbiorowy. Masakra.Droga koleżanko, rozmawiajmy tylko na poziomie, proszę nie obrażać nikogo. Mój misio ma swoje (delikatnie mówiąc) ekscentryczne poglądy. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale tak jak wspomniałam wcześniej, wiedziałam o tym przed ślubem, więc nie mogę mieć o to pretensji. Np. denerwują go takie opowieści, jak to wiele z nas kobiet między sobą nawet w towarzystwie opowiada np. jak wyglądało ich badanie ginekologiczne na fotelu. Twierdzi, że takie intymnie rzeczy powinno się zachować dla siebie niż opowiadać na forum wśród znajomych. Ma swoje "widzimi się", ok już trudno. Jednak bycie z kimś to nie jest tylko wymaganie od drugiej strony, ale również dawanie coś od siebie. Ja się cieszę, że robię coś dla niego, co sprawi mu radość, za co będzie mnie kochał jeszcze bardziej.
Przypomniała mi się moja znajoma, z którą już mniej mam kontaktu, ale czasami się spotkamy. Powiedziała mi kiedyś, że ona jest kobietą wyzwoloną i dziwi mi się, że ja tak liczę się ze swoim mężem i jej mąż ma w większości spraw "gówno" do gadania. Irytowało ją wręcz, że nie jestem taką feministką jak ona, tylko mam związek partnerski. Ciekawostką był fakt, że rok temu trafiła szpitala z powodu kręgosłupa. Leżała ponad tydzień i jej mąż nie odwiedził jej ani razu, bo stwierdził, że ma tam dobrą opiekę, więc po co on tam ma przyjść. Natomiast wiem, że mój misio by ze mną był cały czas.
Dzisiaj ludzie łatwo się rozstają itd. Dla mnie bycie z nim to coś ważnego na całe życie. A małżeństwo to sztuka kompromisu.Nie pouczaj moja droga mezatki z z ponad 16 letnim stazem malzenskim na czym polega malzenstwo.
To co opisujesz jako partnerstwo nawet kolo tego nie lezy. Dawac cos od siebie? Alez oczywiscie ale w granicach rozsadku. Ja moge pomoc mezowi w naprawie auta albo isc z nim do komisu samochodowego poogladac auta mimo ze mnie to nudzi. Ale unikac lekarza??? Za chwile Twoj szanowny malzonek stwierdzi moze ze masz w burce chodzic bo jakis facet moze pozadliwie na Ciebie spojrzec i w myslach Cie "upokorzyc". Ciekawe czy tez bedziesz taka bezproblemowa. Dzis na to patrzysz przez rozowe okulary bo staz malzenski macie pewnie max 5 letni ale za kilka kolejnych lat mozesz juz nie miec powodow by tak slodkopierdzaco wypowiadac sie o swoim "misiu" gdy postawi Ci kolejne absurdalne warunki typu umyj mi nogi gdy wroce z pracy jako wierna i oddana zona.
Swoja droga naprawde niepokojace jest kojarzenie wizyty u lekarza z seksem. Takie skojarzenia jak dla mnie moze miec ktos kto sam ma zboczone mysli i rajcuja go jakies chore klimaty z filmow porno. Kazdy lekarz ginekolog podchodzi a przynajmniej ma obowiazek podchodzic do zawodu czysto zawodowo. Zreszta przez ich fotel przewijaja sie tysiace kobiet i naprawde oni maja dosc takich widokow a nie marza o tym by sie dobierac w sposob nieprofesjonalny do pacjentek szczegolnie tych z ciazowym brzuchem.
W sumie jednak to Twoje zycie i Twoj problem. Obstawiam jak w banku ze za pare lat zycie pod butem moralnych nakazow misia tak Ci da w kosc ze nie tylko nie bedziesz go chciala sluchac ale zapragniesz sie tak ostro zerwac ze smyczy ze nie jedna feministka bedzie przy Tobie jak zakonnica
Rozumiem że jesteś wróżką i wiesz co mój mąż zrobi w przyszłości. Jesteśmy ze sobą 10 lat, więc jakiś staż już mamy. I stała się rzecz odwrotna, jak był młodszy był badziej zazdrosny, teraz już mało co. Więc litości, bo twoje wróżby mnie nie interesują, może w przyszłości zmieni się jeszcze w wilkołaka, bo lubi las sosnowy. Dzie chce mi się na takim poziomie rozmawiać. Nie narzekam, nie jestem uciśniona i nie zamierzam.
------------
Nie pisz, proszę, postów jeden pod drugim - łamiesz w ten sposób regulamin. Jeśli chcesz coś dopisać, użyj funkcji "edytuj".
Z góry dziękuję i pozdrawiam, Olinka
Jak się coś stanie będziemy się martwić dopiero co dalej, na razie jest ok.
Tyle tylko, że możecie nie mieć czasu na myślenie i zastanawianie się co dalej. Życie niestety pisze różne scenariusze.
Jesteśmy ze sobą 10 lat, więc jakiś staż już mamy. I stała się rzecz odwrotna, jak był młodszy był badziej zazdrosny, teraz już mało co.
Strach sobie wyobrażać co było na początku, jeśli teraz to "już mało co". Ty naprawdę nie widzisz, że to nie jest normalne, a te 10 lat to po prostu był okres Twojej adaptacji do zaistniałych warunków?
35 2018-07-06 14:02:43 Ostatnio edytowany przez Emiliaaa (2018-07-06 14:11:17)
Jak wygląda pierwsze badanie? Jest przez powłoki brzuszne czy dopochwowe?
Pierwsze badanie ginekologiczne? Ja miałam przeprowadzone dopochwowo i mój mąż był przy tym badaniu. Lekarz nie widział problemu, nawet sam zaproponował czy tata chce być obecny przy potwierdzeniu ciąży
Nie wyobrażałam sobie, żeby mojego męża wtedy przy mnie nie było.
Co do badań prenatalnych - miałam robione i tak, i tak. Najpierw lekarz sprawdził wszystko przez USG dopochwowe, a później przez powłoki brzuszne. Myślę, że chyba w oba sposoby lekarze sprawdzają stan zdrowia dziecka i matki.
Mam nadzieję, że Twój mąż zrozumie, że najważniejsze żebyś Ty się czuła dobrze i pewnie, bez skrępowania (to ważne przez całą ciążę), ale najważniejsze jest to, żebyście znaleźli takiego lekarza, który prawidłowo się Wami zajmie i pomoże przejść przez ten czas ciąży, który nie ukrywajmy - raz jest spokojny, a raz pełen dolegliwości i objawów, w którym nie oceniona będzie "dostępność lekarza" (telefoniczna czy osobista wizyta pomiędzy pacjentkami), który uspokoi Was i odpowie na każde Wasze pytanie.
Przypomniał mi się odcinek programu TTV "Dżentelmeni i wieśniacy", w którym występowała rodzina amiszów. Mają swoje zasady, wszystko OK, tzn. nie niech sobie żyją jak chcą. W myśl jednej z tej zasad "dżentelmen" musiał spać w innym domu, u sąsiadów, a "wieśniak' pozdejmował obrazki ze ścian, gdzie były tylko zarysy, kontury kobiety, tłumacząc, że muszą usuwać z otoczenia pokusy. Jaki z tego wniosek? Normalnemu i zdrowemu człowiekowi koleś w pokoju za ścianą by nie przeszkadzał. Amiszka musiała go odseparować, aż do sąsiada, czy to znaczy, że jakby spał za ścianą, to by się na niego rzuciła i zgwałciła, bo by ją kusiło? A Amiszowi, by stawał za każdym razem, gdyby spojrzał na ten obrazek? NORMALNY facet może i popatrzeć na zdjęcie całkiem gołej kobiety i nie zrobi to na nim wrażenia. Dla mnie sytuacja Amiszów, jak ta wyżej jest chora i to jest dopiero zboczenie, widzieć wszędzie jakieś konteksty seksualne.
A sytuację z komisją wojskową przytoczyłam dla przykładu, że nasze nagie ciało widziało i zobaczy więcej osób, niż tylko partner. Może też dokładnie nie wiem jak wygląda komisja wojskowa, bo mi mąż żartem powiedział, że się stoi i mówią "Spodnie w dół, ptak w górę". Nie drążyłam tematu, gdyż nie przyszło mi do głowy, wnikać ile osób wówczas widziało mojego męża nago. Po prostu mam zdrowe podejście do sprawy.
Cześć dziewczyny .Czy usg dopochwowe wykonane dwa razy, u dwóch różnych lekarzy może nie wykryć ewentualnej 17 i 20 tygodniowej ciąży ??? Czy dwóch lekarzy może się pomylić ?? Czy któraś z was spotkała się z czymś takim ?? Dziękuje za odpowiedzi
A sytuację z komisją wojskową przytoczyłam dla przykładu, że nasze nagie ciało widziało i zobaczy więcej osób, niż tylko partner. Może też dokładnie nie wiem jak wygląda komisja wojskowa, bo mi mąż żartem powiedział, że się stoi i mówią "Spodnie w dół, ptak w górę". Nie drążyłam tematu, gdyż nie przyszło mi do głowy, wnikać ile osób wówczas widziało mojego męża nago. Po prostu mam zdrowe podejście do sprawy.
Otóż to. Mnie nawet do głowy nie przyszło, by o to pytać, bo to jest oczywista oczywistość, że zdarzają się sytuacje, kiedy z konieczności trzeba się obnażyć.
Są jeszcze kwestie zdrowotne. Przecież mąż Autorki może potrzebować wizyty na przykład u urologa czy proktologa - i co wtedy? Też oboje będą patrzeć na płeć, a nie kompetencje?
Cześć dziewczyny .Czy usg dopochwowe wykonane dwa razy, u dwóch różnych lekarzy może nie wykryć ewentualnej 17 i 20 tygodniowej ciąży ??? Czy dwóch lekarzy może się pomylić ?? Czy któraś z was spotkała się z czymś takim ?? Dziękuje za odpowiedzi
20-tygodniowa ciąża to jest 4 miesiąc. Nie ma opcji żeby 2 lekarzy jej nie wykryło.
Zapewne bardzo chcesz być w ciąży i sobie wkręcasz objawy, albo tak bardzo się jej boisz, że aż masz jej objawy.
Wyszedł Ci chociaż pozytywny test ciążowy, betę robiłaś?
Cześć dziewczyny .Czy usg dopochwowe wykonane dwa razy, u dwóch różnych lekarzy może nie wykryć ewentualnej 17 i 20 tygodniowej ciąży ??? Czy dwóch lekarzy może się pomylić ?? Czy któraś z was spotkała się z czymś takim ?? Dziękuje za odpowiedzi
Nie byłam w takiej sytuacji, ale przychylam się do zdania Cyngli, że to jest bardzo mało prawdopodobne, w zasadzie bliskie zeru, żeby dwóch lekarzy nie potwierdziło 20-to tygodniowej ciąży, gdybyś w niej istotnie była.
Cześć dziewczyny .Czy usg dopochwowe wykonane dwa razy, u dwóch różnych lekarzy może nie wykryć ewentualnej 17 i 20 tygodniowej ciąży ??? Czy dwóch lekarzy może się pomylić ?? Czy któraś z was spotkała się z czymś takim ?? Dziękuje za odpowiedzi
wydaje mi się to niemożliwe. 20 tydzień to połowa ciąży, być może też, że juz jest za późno na dopochwowe i powinno być wykonane przez powłoki brzuszne. Ale i tak lekarz powinien to rozpoznać, nawet po zbadaniu szyjki macicy.
Nadia100 napisał/a:Jak wygląda pierwsze badanie? Jest przez powłoki brzuszne czy dopochwowe?
Pierwsze badanie ginekologiczne? Ja miałam przeprowadzone dopochwowo i mój mąż był przy tym badaniu. Lekarz nie widział problemu, nawet sam zaproponował czy tata chce być obecny przy potwierdzeniu ciąży
Nie wyobrażałam sobie, żeby mojego męża wtedy przy mnie nie było.
Co do badań prenatalnych - miałam robione i tak, i tak. Najpierw lekarz sprawdził wszystko przez USG dopochwowe, a później przez powłoki brzuszne. Myślę, że chyba w oba sposoby lekarze sprawdzają stan zdrowia dziecka i matki.Mam nadzieję, że Twój mąż zrozumie, że najważniejsze żebyś Ty się czuła dobrze i pewnie, bez skrępowania (to ważne przez całą ciążę), ale najważniejsze jest to, żebyście znaleźli takiego lekarza, który prawidłowo się Wami zajmie i pomoże przejść przez ten czas ciąży, który nie ukrywajmy - raz jest spokojny, a raz pełen dolegliwości i objawów, w którym nie oceniona będzie "dostępność lekarza" (telefoniczna czy osobista wizyta pomiędzy pacjentkami), który uspokoi Was i odpowie na każde Wasze pytanie.
Mam swoją Panią doktor i jej ufam. Mój misio strasznie się przejmuje ciążą, dba o mnie, gotuje mi obiady (ma wolny zawód). Niczego mi nie brakuje, jestem szczęśliwa. Napiszę po prenatalnych, bo mam w następnym tygodniu :-)
Strach sobie wyobrażać co było na początku, jeśli teraz to "już mało co". Ty naprawdę nie widzisz, że to nie jest normalne, a te 10 lat to po prostu był okres Twojej adaptacji do zaistniałych warunków?
Napiszę coś na koniec i nie będę już mówiła nic o moim mężu. Co niektóre z was nazwały go "chorym", "debilem" itp. Ja wam coś powiem. Na samym początku jak zaczynaliśmy być ze sobą, mój misio nie do końca akceptował moich znajomych, z którymi spędzałam czas. Nie potrafił się w nich wpasować. Po latach zrozumiałam dlaczego tak było. Oni byli trochę zniewieściali, misio natomiast trenował boks i łatwiej by się chyba dogadał z drwalami niż z tancerzami baletu. On chciał się ze mną raczej sam spotykać, a ja na siłę chciałam go do nas wciągnąć. Bywał o nich zazdrosny... Ja celowo mu robiłam na złość (byłam młoda) jak on był zazdrosny, myślałam, że przez to mu minie ta zazdrość. Nakręciliśmy taką spiralę, że odszedł. I co się stało? Za dwa miesiące umarł mój tata :-( Zostałam sama z mamą, miałam 17 lat. Na domiar złego wyszły na jaw długi jakie zostawił, moja mama i ja nic nie wiedziałyśmy o nich. Dziwnym trafem wtedy gdy kogoś potrzebowałam, moi przyjaciele, jakby o mnie zapomnieli :-( I pojawił się mój misio, był ze mną cały czas, przeszłam ten najtrudniejszy okres w swoim życiu dzięki niemu i jego wsparciu. On jest starszy ode mnie 4 lata. Wtedy on już pracował, ja nie, chodziłam do liceum. Wszystko co zaoszczędził, oddawał mnie. Jego rodzice kupili mu mieszkanie, wprowadziłam się do niego i usamodzielniłam. Wyciągnął mnie z dołka psychicznego, wprowadził w życie, zrozumiałam, że tylko on jest najważniejszy. I pieprzenie, że mnie zniewala, po prostu mnie irytuje. Nie pozwolę go obrażać. Gdyby nie on, nie miałabym tego co mam, a teraz potrzebuję jednego. Mam 26 lat i potrzebuję spokojnego życia. On mi go dał, i razem będziemy mieć dziecko.
44 2018-07-06 18:12:42 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-07-06 18:14:26)
Trzeba było od razu pisać, że on ma pełnić rolę tatusia w tym związku i to nie tylko dla Waszego dziecka, ale również dla Ciebie...
Zawsze mówisz o nim ''misio''?
Jego rodzice kupili mu mieszkanie, wprowadziłam się do niego i usamodzielniłam. Wyciągnął mnie z dołka psychicznego, wprowadził w życie, zrozumiałam, że tylko on jest najważniejszy.
Przykro mi, to nie usamodzielnienie się. To iluzja.
Trzeba było od razu pisać, że on ma pełnić rolę tatusia w tym związku i to nie tylko dla Waszego dziecka, ale również dla Ciebie...
Zawsze mówisz o nim ''misio''?Nadia100 napisał/a:Jego rodzice kupili mu mieszkanie, wprowadziłam się do niego i usamodzielniłam. Wyciągnął mnie z dołka psychicznego, wprowadził w życie, zrozumiałam, że tylko on jest najważniejszy.
Przykro mi, to nie usamodzielnienie się. To iluzja.
Częśto mówię do niego misio, bo lubię to. Nie znasz naszego życia, więc twoja opina jest błędna. Usamodzielniłam się, prowadzę własną małą firmę. Nie szukaj dziury w całym. Mam swoich znajomych, nie siedzę w złotej klatce.
46 2018-07-06 18:22:31 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2018-07-06 18:25:22)
Cyngli napisał/a:Trzeba było od razu pisać, że on ma pełnić rolę tatusia w tym związku i to nie tylko dla Waszego dziecka, ale również dla Ciebie...
Zawsze mówisz o nim ''misio''?Nadia100 napisał/a:Jego rodzice kupili mu mieszkanie, wprowadziłam się do niego i usamodzielniłam. Wyciągnął mnie z dołka psychicznego, wprowadził w życie, zrozumiałam, że tylko on jest najważniejszy.
Przykro mi, to nie usamodzielnienie się. To iluzja.
Częśto mówię do niego misio, bo lubię to. Nie znasz naszego życia, więc twoja opina jest błędna. Usamodzielniłam się, prowadzę własną małą firmę. Nie szukaj dziury w całym. Mam swoich znajomych, nie siedzę w złotej klatce.
Jesteś mu wdzięczna za to, co dla Ciebie zrobił. To jest, według mnie, cały sens Waszego związku.
Przejął nad Tobą pieczę w momencie, gdy tego najbardziej potrzebowałaś. I podporządkowałaś się jak ojcu.
Tak często bywa po stracie ojca...
Mam prawo do swojej opinii, nie jest ważne, ile wiem o Twoim związku.
Sama sobie przeczysz. Z jednej strony samodzielna, z drugiej mieszkanie jego, kupione przez jego rodziców... W razie rozstania zostajesz bez mieszkania.
Dalej: piszesz, że tylko on jest najważniejszy, nawet ginekologa wybierasz pod jego dyktando, a za chwilę, że nie siedzisz w złotej klatce...
Nadia100 napisał/a:Cyngli napisał/a:Trzeba było od razu pisać, że on ma pełnić rolę tatusia w tym związku i to nie tylko dla Waszego dziecka, ale również dla Ciebie...
Zawsze mówisz o nim ''misio''?Przykro mi, to nie usamodzielnienie się. To iluzja.
Częśto mówię do niego misio, bo lubię to. Nie znasz naszego życia, więc twoja opina jest błędna. Usamodzielniłam się, prowadzę własną małą firmę. Nie szukaj dziury w całym. Mam swoich znajomych, nie siedzę w złotej klatce.
Jesteś mu wdzięczna za to, co dla Ciebie zrobił. To jest, według mnie, cały sens Waszego związku.
Przejął nad Tobą pieczę w momencie, gdy tego najbardziej potrzebowałaś. I podporządkowałaś się jak ojcu.
Tak często bywa po stracie ojca...Mam prawo do swojej opinii, nie jest ważne, ile wiem o Twoim związku.
Sens naszego związku to miłość, ja go kocham, on mnie, nie żadne feministyczne potrzeby władzy.
A czy Ty, Autorko, jesteś aby na pewno dla swojego misia najważniejsza, skoro ponad Twoje i dziecka zdrowie ważniejszy jest jego komfort psychiczny (nieważne kompetencje lekarza, tylko żeby to była kobieta)?
Cyngli napisał/a:Nadia100 napisał/a:Częśto mówię do niego misio, bo lubię to. Nie znasz naszego życia, więc twoja opina jest błędna. Usamodzielniłam się, prowadzę własną małą firmę. Nie szukaj dziury w całym. Mam swoich znajomych, nie siedzę w złotej klatce.
Jesteś mu wdzięczna za to, co dla Ciebie zrobił. To jest, według mnie, cały sens Waszego związku.
Przejął nad Tobą pieczę w momencie, gdy tego najbardziej potrzebowałaś. I podporządkowałaś się jak ojcu.
Tak często bywa po stracie ojca...Mam prawo do swojej opinii, nie jest ważne, ile wiem o Twoim związku.
Sens naszego związku to miłość, ja go kocham, on mnie, nie żadne feministyczne potrzeby władzy.
Dobrze, żebyś za parę lat gorzko nie płakała, jak zaczniesz fikać, sprzeciwiać się i się ta wielka miłość skończy...
Nie życzę Ci tego.
50 2018-07-06 19:38:40 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-07-06 19:46:46)
Nadia100 napisał/a:Cyngli napisał/a:Jesteś mu wdzięczna za to, co dla Ciebie zrobił. To jest, według mnie, cały sens Waszego związku.
Przejął nad Tobą pieczę w momencie, gdy tego najbardziej potrzebowałaś. I podporządkowałaś się jak ojcu.
Tak często bywa po stracie ojca...Mam prawo do swojej opinii, nie jest ważne, ile wiem o Twoim związku.
Sens naszego związku to miłość, ja go kocham, on mnie, nie żadne feministyczne potrzeby władzy.
Dobrze, żebyś za parę lat gorzko nie płakała, jak zaczniesz fikać, sprzeciwiać się i się ta wielka miłość skończy...
Nie życzę Ci tego.
Przypominasz mi zabe ktora nie czuje ze zaraz sie ugotuje. Maz toksyk odrobil prace domowa. Odsuniecie od znajomych nie poskutkowalo wiec wykorzystal szanse gdy bylas slaba, zrozpaczona po smierci ojca, z dlugami by otoczyc cie zludna opieka. Ok dal Ci dom stabilnosc finansowwa ale gladko odebral ci cos innego - wolnosc osobista. Pranie mozgu sie udalo elegancko. Jako alternatywe dla swojej sluzalczo - uleglej postawy widzisz jedynie feminizm. Zdrowo i trzezwo myslaca kobieta widzialaby jeszcze inne zdroworozsadkowe postawy jak dbanie o zdrowie wlasne i dziecka nieuwarunkowane plcia lekarza ginekologa.
Wspolczuje Ci bardzo ze tak ci zrobil wode w mozgu i ze za cene pseudoochrony dalas sie ubezwlasnowolnic i wmowic sobie ze ci to pasuje.
Co niektóre z was nazwały go "chorym", "debilem" itp.
Napisałaś to odnosząc się do mojego posta, więc chciałabym tylko zauważyć, że nigdzie nie użyłam takich słów.
I pieprzenie, że mnie zniewala, po prostu mnie irytuje. Nie pozwolę go obrażać. Gdyby nie on, nie miałabym tego co mam, a teraz potrzebuję jednego. Mam 26 lat i potrzebuję spokojnego życia. On mi go dał, i razem będziemy mieć dziecko.
Nie musisz brać pod uwagę tego, co tu przeczytałaś. To Twoje życie i Twoje wybory, nam jest naprawdę wszystko jedno co z tym zrobisz. Chciałabym tylko, abyś wzięła pod uwagę, że czasem z boku widać znacznie więcej niż może Ci się wydawać. To raz, a dwa - ludzie uzależnieni od innych, także, a może przede wszystkim, emocjonalnie, zwykle długo nie zdają sobie z tego sprawy, a kiedy w końcu zaczyna to do nich docierać, siedzą w tym swoim bagienku tak głęboko, że trudno im się z tego wyrwać. I nas naprawdę nie musisz do niczego przekonywać, po prostu przemyśl to, co tutaj przeczytałaś.
Co do tego "debila" to ja uzylam tego okreslenia ale nigdzie nie napisalam ze maz autorki nim jest tylko czlowiek ktory uwaza zone za puszczalska gdy ta idzie do mezczyny ginekologa. Skoro autorka odniosla to osobiscie do meza to potwierdzila tym samym ze tak wlasnie by ja potraktowal gdyby wybrala mezczyzne lekarza. Tymbardziej wspolczuje mezusia.
A czy Ty, Autorko, jesteś aby na pewno dla swojego misia najważniejsza, skoro ponad Twoje i dziecka zdrowie ważniejszy jest jego komfort psychiczny (nieważne kompetencje lekarza, tylko żeby to była kobieta)?
Tak się składa, że tam gdzie ja miałam iść wcześniej, nie było nic o tym lekarzu wiadomo, a tam gdzie idę teraz są świetne opinie o tej lekarce, więc chyba dobrze wyszło.
Nikt nie pamięta, jak pisałam, że sama wolę iść do kobiety ginekologa, ale to że mój mąż mnie prosił o to, to wielka chaja na forum. Jak ona mogła coś zrobić dla męża? Wariatka jakaś, ubezwłasnowolniona! Powinna go zdradzać, robić swingers, to w dzisiejszych czasach jest normalne. Zrobić coś dla męża? Karygodne. Cześć. Napiszę o prenatalnych w następnym tygodniu
54 2018-07-06 20:07:36 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-07-06 20:09:37)
santapietruszka napisał/a:A czy Ty, Autorko, jesteś aby na pewno dla swojego misia najważniejsza, skoro ponad Twoje i dziecka zdrowie ważniejszy jest jego komfort psychiczny (nieważne kompetencje lekarza, tylko żeby to była kobieta)?
Tak się składa, że tam gdzie ja miałam iść wcześniej, nie było nic o tym lekarzu wiadomo, a tam gdzie idę teraz są świetne opinie o tej lekarce, więc chyba dobrze wyszło.
Nikt nie pamięta, jak pisałam, że sama wolę iść do kobiety ginekologa, ale to że mój mąż mnie prosił o to, to wielka chaja na forum. Jak ona mogła coś zrobić dla męża? Wariatka jakaś, ubezwłasnowolniona! Powinna go zdradzać, robić swingers, to w dzisiejszych czasach jest normalne. Zrobić coś dla męża? Karygodne. Cześć. Napiszę o prenatalnych w następnym tygodniu
Nie, to nie o to chodzi. Ale co będzie, jak się okaże, że z ciążą będą problemy - czego Ci absolutnie nie życzę - albo z dzieckiem? Dopiero wtedy będziecie to omawiać?
55 2018-07-06 20:12:03 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2018-07-06 20:22:15)
santapietruszka napisał/a:A czy Ty, Autorko, jesteś aby na pewno dla swojego misia najważniejsza, skoro ponad Twoje i dziecka zdrowie ważniejszy jest jego komfort psychiczny (nieważne kompetencje lekarza, tylko żeby to była kobieta)?
Tak się składa, że tam gdzie ja miałam iść wcześniej, nie było nic o tym lekarzu wiadomo, a tam gdzie idę teraz są świetne opinie o tej lekarce, więc chyba dobrze wyszło.
Nikt nie pamięta, jak pisałam, że sama wolę iść do kobiety ginekologa, ale to że mój mąż mnie prosił o to, to wielka chaja na forum. Jak ona mogła coś zrobić dla męża? Wariatka jakaś, ubezwłasnowolniona! Powinna go zdradzać, robić swingers, to w dzisiejszych czasach jest normalne. Zrobić coś dla męża? Karygodne. Cześć. Napiszę o prenatalnych w następnym tygodniu
o tak pojscie do ginekologa to zdrada. Ja to dopiero jestem puszczalska bo 2 operacje ginekologiczne za mna i uwagaaaaa na jednej podobno byli obecni studenci. Sodoma i gomora.
Edit:a twoj argument ze ty tez wolisz isc do kobiety lekarza przemawia do mnie jak slowa muzulmanki ze ona lubi chodzic w burce. Tak jak ona byla od urodzenia wychowywana w takim klimacie i nie ma nic do gadania tak i ty Autorko bylas od 17 roku zycia indoktrynowana przez misia co wypada kobiecie a co nie i swoje zdanie stracilas jakos po 16 urodzinach.
Nikt nie pamięta, jak pisałam, że sama wolę iść do kobiety ginekologa, ale to że mój mąż mnie prosił o to, to wielka chaja na forum. Jak ona mogła coś zrobić dla męża? Wariatka jakaś, ubezwłasnowolniona! Powinna go zdradzać, robić swingers, to w dzisiejszych czasach jest normalne. Zrobić coś dla męża? Karygodne. Cześć.
Tu już dramatyzujesz i zupełnie przekręcasz sens tego, co zostało w tym wątku napisane.
57 2018-07-06 20:39:11 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-07-06 20:41:21)
o tak pojscie do ginekologa to zdrada. Ja to dopiero jestem puszczalska bo 2 operacje ginekologiczne za mna i uwagaaaaa na jednej podobno byli obecni studenci. Sodoma i gomora.
Edit:a twoj argument ze ty tez wolisz isc do kobiety lekarza przemawia do mnie jak slowa muzulmanki ze ona lubi chodzic w burce. Tak jak ona byla od urodzenia wychowywana w takim klimacie i nie ma nic do gadania tak i ty Autorko bylas od 17 roku zycia indoktrynowana przez misia co wypada kobiecie a co nie i swoje zdanie stracilas jakos po 16 urodzinach.
To, że kobieta woli iść do lekarza-kobiety jestem w stanie jakoś zrozumieć, też swego czasu wolałam. I mam koleżanki, które urodziły parę dzieci, a dalej wolą. Tylko że ich mężowie w ogóle się w to nie wtrącają, jestem pewna, że gdyby coś było nie tak, to wszyscy stanęliby na głowie, żeby dostać się do najlepszego specjalisty, nie patrząc na jego płeć. I nie musieliby jakoś specjalnie tego omawiać.
P.S. Przy moim porodzie obecnych było 12 studentów. Jakoś mi tak było wszystko jedno
A koleżanka z sali potem opowiadała, że jednemu dali ją nawet zszywać, oczywiście, po wyrażeniu jej zgody
i on, bidok, siedział i patrzał, patrzał, bo lekarz chyba poszedł siku czy coś, a potem mówi - bo ja nie wiem, co z czym ![]()
Do "chorego" przyznaje się ja ![]()
I dalej się upieram przy tym. Widzenie podtekstów seksualnych w wizycie u ginekologa jest chore.
to ja mam perwersyjny i zboczony umysl ale serio nie wpadlabym na to, ze wizyta u ginekologa moze miec cos wspolnego z seksem albo zdrada
jak chory trzeba miec umysl, zeby cos takiego przyszlo do glowy
sorry, za offtop ale właśnie przeczytałam ten watek i deczko jestem oniemiala
feniks35 napisał/a:
o tak pojscie do ginekologa to zdrada. Ja to dopiero jestem puszczalska bo 2 operacje ginekologiczne za mna i uwagaaaaa na jednej podobno byli obecni studenci. Sodoma i gomora.
Edit:a twoj argument ze ty tez wolisz isc do kobiety lekarza przemawia do mnie jak slowa muzulmanki ze ona lubi chodzic w burce. Tak jak ona byla od urodzenia wychowywana w takim klimacie i nie ma nic do gadania tak i ty Autorko bylas od 17 roku zycia indoktrynowana przez misia co wypada kobiecie a co nie i swoje zdanie stracilas jakos po 16 urodzinach.To, że kobieta woli iść do lekarza-kobiety jestem w stanie jakoś zrozumieć, też swego czasu wolałam. I mam koleżanki, które urodziły parę dzieci, a dalej wolą. Tylko że ich mężowie w ogóle się w to nie wtrącają, jestem pewna, że gdyby coś było nie tak, to wszyscy stanęliby na głowie, żeby dostać się do najlepszego specjalisty, nie patrząc na jego płeć. I nie musieliby jakoś specjalnie tego omawiać.
P.S. Przy moim porodzie obecnych było 12 studentów. Jakoś mi tak było wszystko jedno
A koleżanka z sali potem opowiadała, że jednemu dali ją nawet zszywać, oczywiście, po wyrażeniu jej zgody
i on, bidok, siedział i patrzał, patrzał, bo lekarz chyba poszedł siku czy coś, a potem mówi - bo ja nie wiem, co z czym
Santa ja wiem i rozumiem ze moga byc kobiety ktore wola panie ginekolog tyle ze nie wierze ze w przypadku autorki to jej wybor i wola tylko gleboko zakorzeniona indoktrynacja misia pysia. Trzezwo myslaca kobieta pisalaby o skrepowaniu wstydzie a nie jakies brednie o zdradzie i swingowaniu z ginekologiem.
61 2018-07-06 21:20:59 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-07-06 21:24:10)
Santa ja wiem i rozumiem ze moga byc kobiety ktore wola panie ginekolog tyle ze nie wierze ze w przypadku autorki to jej wybor i wola tylko gleboko zakorzeniona indoktrynacja misia pysia. Trzezwo myslaca kobieta pisalaby o skrepowaniu wstydzie a nie jakies brednie o zdradzie i swingowaniu z ginekologiem.
Tak całkiem niedawno był tu odgrzebany temat na forum, Czarny Kot w Butach czy coś w tym guście. I to był gość, który właśnie nie zgadzał się na to, żeby jego żona poszła do ginekologa-mężczyzny. Ja tak w sumie od początku mam wrażenie, że Autorka i ona to ta sama osoba - może inaczej, z początku myślałam, że to jego żona. Ale teraz to sama nie wiem, chociaż to wszystko jedno, skoro żona się poddaje takiemu myśleniu.
Nie wnikam, jak im tak dobrze, to niech se żyją. Ja wolałabym dbać o własne zdrowie i życie. Dziecka tylko szkoda, bo jak okaże się, że potrzebuje jeszcze prenatalnie jakichś dodatkowych badań albo nawet operacji, i będzie mógł to przeprowadzić tylko lekarz-facet?
feniks35 napisał/a:Santa ja wiem i rozumiem ze moga byc kobiety ktore wola panie ginekolog tyle ze nie wierze ze w przypadku autorki to jej wybor i wola tylko gleboko zakorzeniona indoktrynacja misia pysia. Trzezwo myslaca kobieta pisalaby o skrepowaniu wstydzie a nie jakies brednie o zdradzie i swingowaniu z ginekologiem.
Tak całkiem niedawno był tu odgrzebany temat na forum, Czarny Kot w Butach czy coś w tym guście. I to był gość, który właśnie nie zgadzał się na to, żeby jego żona poszła do ginekologa-mężczyzny. Ja tak w sumie od początku mam wrażenie, że Autorka i ona to ta sama osoba - może inaczej, z początku myślałam, że to jego żona. Ale teraz to sama nie wiem, chociaż to wszystko jedno, skoro żona się poddaje takiemu myśleniu.
Nie wnikam, jak im tak dobrze, to niech se żyją. Ja wolałabym dbać o własne zdrowie i życie. Dziecka tylko szkoda, bo jak okaże się, że potrzebuje jeszcze prenatalnie jakichś dodatkowych badań albo nawet operacji, i będzie mógł to przeprowadzić tylko lekarz-facet?
Dziecko to oczywiscie jedna i zasadnicza kwestia ale ja przy okazji smiem watpic w to ze im jest rzeczywiscie tak dobrze. Dla mnie autorka zyje w chorej iluzji jak niektore kobiety ktore uwazaja ze jak maz bije to okazuje w ten sposob zainteresowanie i trza sie cieszyc. A przy tym jawi mi sie jakos skrajnie infantylnie z tym misiem w kazdym zdaniu. Ja rozumiem ze mozna pieszczotliwie sie do siebie odnosic ale przy postronnych osobach misiowanie dziubulkowanie itp brzmi smiesznie i dziecinnie jak ostentacyjne obsciskiwanie sie nastolatkow na przystanku autobusowym pelnym ludzi zeby pokazac swiatu jakie wielkie love ich laczy. Pewnych rzeczy nie trzeba podkreslac bo bronia sie same.
Dla mnie autorka zyje w chorej iluzji jak niektore kobiety ktore uwazaja ze jak maz bije to okazuje w ten sposob zainteresowanie i trza sie cieszyc. A przy tym jawi mi sie jakos skrajnie infantylnie z tym misiem w kazdym zdaniu. Ja rozumiem ze mozna pieszczotliwie sie do siebie odnosic ale przy postronnych osobach misiowanie dziubulkowanie itp brzmi smiesznie i dziecinnie jak ostentacyjne obsciskiwanie sie nastolatkow na przystanku autobusowym pelnym ludzi zeby pokazac swiatu jakie wielkie love ich laczy. Pewnych rzeczy nie trzeba podkreslac bo bronia sie same.
Tu masz rację, ale jak powiedziałam, nie zwracam na to uwagi, bo w sumie nie wiem, kto pisze. Ten Kot czy jego żona. Bardziej by mi pasowało, że żona nic o tym nie wie.
feniks35 napisał/a:Dla mnie autorka zyje w chorej iluzji jak niektore kobiety ktore uwazaja ze jak maz bije to okazuje w ten sposob zainteresowanie i trza sie cieszyc. A przy tym jawi mi sie jakos skrajnie infantylnie z tym misiem w kazdym zdaniu. Ja rozumiem ze mozna pieszczotliwie sie do siebie odnosic ale przy postronnych osobach misiowanie dziubulkowanie itp brzmi smiesznie i dziecinnie jak ostentacyjne obsciskiwanie sie nastolatkow na przystanku autobusowym pelnym ludzi zeby pokazac swiatu jakie wielkie love ich laczy. Pewnych rzeczy nie trzeba podkreslac bo bronia sie same.
Tu masz rację, ale jak powiedziałam, nie zwracam na to uwagi, bo w sumie nie wiem, kto pisze. Ten Kot czy jego żona. Bardziej by mi pasowało, że żona nic o tym nie wie.
Calkiem mozliwe.
Pamiętajcie, że misio jest bokserem. ![]()