Piszę żeby wyrzucić nerwy z siebie. Niestety po 5 latach stwierdziłam, że muszę raz na zawsze skończyć dziwną relację. W piątek na weselu miałam już dość jego widoku. Strasznie chciałam być przy nim, ale mam męża a on żonę. Nigdy bym nie chciała nikogo skrzywdzić. Unikam go jak mogłam. Zawsze go starałam się odpychać niestety potem bardzo mi przykro było, że go źle traktuje. Zawsze jak się spotykaliśmy on okazywał mi swoje zainteresowanie. Raz nawet powiedział mojemu mężowi, że chce się zamienić żonami. Uwielbia mojego młodszego syna. Zawsze chce go nosić i mówi do niego kochanie co mnie denerwuje (ale tu akurat to nic dziwnego wiele osób mówi do dzieci kochanie - chyba). Na weselu postanowiłam, że więcej nie chce go widzieć ma to zły wpływ na mnie. Chodzę jak struta. Na pożegnanie chciałam mu wyjaśnić, że nie chciałam mu nigdy przykrości sprawić i powiedziałam, że go kocham. Miałam chyba nadzieje, że powie mi, że jestem walnięta. A on mi powiedział "wiem Kochanie". Czuje się jakbym rozdrapała największą ranę świata. Zawsze mnie wspierał i od kiedy nie pracuje z moim mężem czułam się samotna. W życiu nie przypuszczałam, że mnie coś takiego spotka. Pamiętam jak patrzył na mnie po raz pierwszy nigdy nie zapomnę jak zaczarowani ... Mam nadzieje, że to koniec raz na zawsze
Temat: Mam nadzieje nigdy się nie zobaczymy
Zobacz podobne tematy :