Czy jak się bardzo chce to można do byłego napisać?
to tak skrótem;) wersja dłuższa:
Rozstałam się z byłym miesiąc temu. Poszło szybko, bez jakiś specjalnych rozmów niestety i mam wrażenie, że warto byłoby porozmawiać. Tylko nie wiem czy to racjonalna chęć wyjaśnienia pewnych spraw czy irracjonalna tęsknota i potrzeba kontaktu.
W sumie nie widzę powodu żebym miała go traktować jak powietrze, bo rozstalismy się w zgodzie i nie zrobił mi nic złego.
Uhh, coraz bardziej mnie to męczy zamiast odpuścić.
Czy jak się bardzo chce to można do byłego napisać?
to tak skrótem;) wersja dłuższa:
Rozstałam się z byłym miesiąc temu. Poszło szybko, bez jakiś specjalnych rozmów niestety i mam wrażenie, że warto byłoby porozmawiać. Tylko nie wiem czy to racjonalna chęć wyjaśnienia pewnych spraw czy irracjonalna tęsknota i potrzeba kontaktu.
W sumie nie widzę powodu żebym miała go traktować jak powietrze, bo rozstalismy się w zgodzie i nie zrobił mi nic złego.
Uhh, coraz bardziej mnie to męczy zamiast odpuścić.
Zastanów się czy chciałabyś bardziej mu coś powiedzieć, czy bardziej pragniesz coś od niego usłyszeć?
Obstawiam drugą opcję
Poszukamy głębiej jeśli napiszesz, co chciałabyś usłyszeć od niego.
Nie wiem. Na pewno nie chciałabym żeby stwierdził, że to koniec i nie mamy sobie nic do powiedzenia.
Nie jestem przekonana czy chciałabym też, żeby powiedział, że chce wrócić (czasem tęsknię, czasem dochodzę do wniosku, że to bez sensu). Szczerze to mam czasem ochotę zapytać co słychać, pogadać. Z nim mam jakoś tak, że nie czuję ani niechęci, ani nienawiści.
Nie lubię mieć poczucia, że z całej siły kogoś olewam i się dystansuję gdy nie do końca jestem przekonana, że jest powód. No, zerwanie to dość mocny powód, ale... Dlatego piszę ![]()
Mam podobną sytuację. Ale nie mam pewności, że mnie taki kontakt nie zrani więc chyba wolę nie próbować.
Autorko...a jak długo z sobą byliście?
I jaki był główny powód rozstania?
Niedługo, 5 miesięcy.
Rozstalismy się z powodu kłótni. Narastajaca sterta nierozwiazanych konfliktów. Coraz bardziej się to nakrecalo.
Nie do końca byliśmy do siebie dopasowani chyba (on twierdził odwrotnie). Obydwoje mamy złe schematy - w kłótni on się zamyka, ja trzaskam drzwiami. Ja wolę problem przegadać, on przeczekać. Zerwalismy w kłótni, napisałam później parę miłych słów, odwzajemnil je i kontakt się urwał. Czyli niby w zgodzie ale jakoś tak... dziwnie
Myślałam, że wasz związek był dłuższy, a on zanim się dobrze rozpoczął, to już się zakończył. Przy ty widoczne było wasze niedopasowanie. Twoje wtrącenie w nawiasie o tym, że on twierdził odwrotnie ńiż ty jest też tego potwierdzeniem
Jak rozstanie następuje nagle, bez przemyśleń i bardziej znaczącego powodu, to nic dziwnego, że może mu towarzyszyć poczucie niedokończenia. Ale nie widzę większego sensu, żeby to rozstanie rozstrząsać czy przedłużać. Może warto tylko wyciągnąć wnioski na przyszłość i nie rozstawać się w kłótni, ale powiedzieć sobie, że dajmy sobie na dzisiaj spokój, bo do niczego dobrego kłótnia nie doprowadzi i spróbujmy porozmawiać, gdy emocje opadną?
Może też znaczenie ma też temat kłótni, która stała się przyczyną, miejscem i czasem waszego rozstania. Jeśli to jakaś mało znacząca przyczyna, to może ci teraz towarzyszyć "niesmak" i chęć jego usunięcia.
Jakiś tam miałam od niego sygnał. Nie wiem czy o mnie myśli, czy to po prostu z sympatii. Co by nie było trochę źle czuję się z tym, że zupełnie go ignoruję.
Chyba nie zdążyłam się tą relacją tak nasycić, żeby mi kompletnie zbrzydła ![]()
9 2017-09-01 21:55:47 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-09-01 21:56:07)
Jakiś tam miałam od niego sygnał. Nie wiem czy o mnie myśli, czy to po prostu z sympatii. Co by nie było trochę źle czuję się z tym, że zupełnie go ignoruję.
Chyba nie zdążyłam się tą relacją tak nasycić, żeby mi kompletnie zbrzydła
Najpierw pisałaś, że to ty napisałaś już po kłótni i rozstaniu parę miłych słów, teraz, że to ty miałaś od niego jakiś sygnał. Jakaś dziecinada. Ile wy w ogóle macie lat?
Najpierw pisałaś, że to ty napisałaś już po kłótni i rozstaniu parę miłych słów, teraz, że to ty miałaś od niego jakiś sygnał. Jakaś dziecinada. Ile wy w ogóle macie lat?
Ok, ale proszę na spokojnie. Miły sms był bezpośrednio po zerwaniu, jakieś 3h może. Koniec rozegrał się podczas kłótni, w niemiłej atmosferze. Źle mi było, że żegnam człowieka w ten sposób- niezależnie od tego jakie znajomości kończę (nie tylko 'romantyczne', ale również ze znajomymi, z którymi coś mnie bardzo poróżni) wolę zrobić to z klasą, a nie pozostawić posmak wyzwisk i wyrzutów. Napisałam mu tylko, że dobrze mu życzę i niech nie ma do mnie żalu. To było jak uściśnięcie ręki na pożegnanie. Po prostu nerwy opadły.
Jego sygnały pojawiły się zaraz po zerwaniu i może z tydzień temu.
11 2017-09-01 22:36:52 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-09-01 22:42:25)
Najpierw pisałaś, że to ty napisałaś już po kłótni i rozstaniu parę miłych słów, teraz, że to ty miałaś od niego jakiś sygnał. Jakaś dziecinada. Ile wy w ogóle macie lat?
Ok, ale proszę na spokojnie. Miły sms był bezpośrednio po zerwaniu, jakieś 3h może. Koniec rozegrał się podczas kłótni, w niemiłej atmosferze. Źle mi było, że żegnam człowieka w ten sposób- niezależnie od tego jakie znajomości kończę (nie tylko 'romantyczne', ale również ze znajomymi, z którymi coś mnie bardzo poróżni) wolę zrobić to z klasą, a nie pozostawić posmak wyzwisk i wyrzutów. Napisałam mu tylko, że dobrze mu życzę i niech nie ma do mnie żalu. To było jak uściśnięcie ręki na pożegnanie. Po prostu nerwy opadły.
Jego sygnały pojawiły się zaraz po zerwaniu i może z tydzień temu.
Czyli najpierw była kłótnia, w której jak mniemam ze strony was obojga padały wyzwiska i zarzuty, a jak już ochłonęłaś, to ruszyłaś z ocieplaniem swojego wizerunku? I jak on na to zareagował? I jak wyglądały te ostatnie "sygnały" od niego i jak je odczytujesz?
Nie było wyzwisk. Było wypominanie sobie. Ocieplanie wizerunku- pewnie, niech i tak się to nazywa.
On napisał mi, że będzie żałować, ale musiało tak chyba być. Były jego nieodebrane telefony, jakiś tam dzwonek niby przypadkiem. Nie wiem jak odczytuję. Pierwsze telefony odebrałam jako pijacka rozpacz. Ale wątpię żeby pił. Coś tam mu się wyraźnie musiało zawidzieć. Cisza. Ostatnio to lekkie zaczepienie z tym dzwonkiem, nie wiadomo dlaczego. Nie wiem czy oczekuje z mojej strony jakiejś reakcji, czy z premedytacją próbuje nie dać mi zapomnieć. Może chce się pochwalić jak mu dobrze beze mnie? Może jest inaczej? Nie wiem co jest. I to mnie wnerwia, bo przez to zastanawianie się jestem w kropce.
13 2017-09-01 22:58:40 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2017-09-01 23:04:20)
Nie było wyzwisk. Było wypominanie sobie. Ocieplanie wizerunku- pewnie, niech i tak się to nazywa.
A wcześniej napisałaś:
Źle mi było, że żegnam człowieka w ten sposób- niezależnie od tego jakie znajomości kończę (nie tylko 'romantyczne', ale również ze znajomymi, z którymi coś mnie bardzo poróżni) wolę zrobić to z klasą, a nie pozostawić posmak wyzwisk i wyrzutów.
On napisał mi, że będzie żałować, ale musiało tak chyba być. Były jego nieodebrane telefony, jakiś tam dzwonek niby przypadkiem. Nie wiem jak odczytuję. Pierwsze telefony odebrałam jako pijacka rozpacz. Ale wątpię żeby pił. Coś tam mu się wyraźnie musiało zawidzieć. Cisza. Ostatnio to lekkie zaczepienie z tym dzwonkiem, nie wiadomo dlaczego. Nie wiem czy oczekuje z mojej strony jakiejś reakcji, czy z premedytacją próbuje nie dać mi zapomnieć. Może chce się pochwalić jak mu dobrze beze mnie? Może jest inaczej? Nie wiem co jest. I to mnie wnerwia, bo przez to zastanawianie się jestem w kropce.
A może jest dokładnie tak, jak przedstawia to twój były, czyli wybrał numer przez przypadek a wcześniej zadzwonił po pijaku? Może na trzeźwo nie chce mieć z tobą nic wspólnego. Moźe jesteś echem przeszłości? Krótkim epizodem zakończonym w niefajnych okolicznościach. Albo furiatką, która zrywa w kłótni, a później wysyła sygnały, że ją poniosło i desperacko czeka na jakikolwiek sygnał od byłego?
Nie sądzisz, że jak twój były byłby zainteresowany kontaktem z tobą, to po prostu skontaktowałby się z tobą?
Dzięki za szczerość.
Chciałaś mnie koleżanko zgasić, gratuluję- udało się. Zrobiłaś ze mnie furiatkę, nieszczerą siksę, która tylko siedzi i czeka, aż ten ideał się odezwie. On też nie był święty. Gdybyśmy żyli w bardziej idealnym świecie może mogłabym wierzyć, że zrozumiał jak mnie skrzywdził manipulując i mając w dupie moje łzy. Może mogłabym wierzyć, że w takim razie ruszyło go lekko sumienie i moglibyśmy rozmówić się i mieć relacje, które nie będą zawierały w sobie żalu. Nie interesują mnie jego przeprosiny, ale jestem na tyle dziwna i nieszczera, że nie chcę by ktoś kto był mi bliski myślał, że to co powiedziałam w gniewie było odzwierciedleniem rzeczywistości.
Serio, zawsze myślałam, że dorośli ludzie potrafią zauważyć swój błąd i za niego przeprosić. On też potrafił na koniec spuścić z tonu. Chore, dziecinne zachowanie, masz rację. I tylko z mojej strony, prawda?
Ja serio nie mam nic przeciwko szczerości. Pozwala mi ona, chociaż z pewnym bólem, ale jednak na pewne rzeczy spojrzeć obiektywnie. Tylko nie lubię, gdy ktoś nie znając okoliczności próbuje zrobić ze mnie dzieciaka, który rozwalił związek z kimś kto nie zasłużył na wariackie traktowanie. Gdybyśmy żyli w bardziej idealnym świecie ktoś na forum nie próbowałby mnie sprowadzić do parteru, bo uważa się za kogoś bardziej dojrzałego ode mnie. Ale nie żyjemy w 'bardziej idealnym świecie', więc muszę czytać rzeczy, które z definicji mają mnie zdołować i podkopać poczucie własnej wartości.
Życzę dumy ze szczerości. Pozdrawiam i dziękuję za czas, szczerość i to co miało w sobie pierwiastek pozytywu. Reszta powyżej.
jeśli on zerwał, to prawdopodobnie była to przemyślana decyzja, może uczucie się wypaliło. Na Twoim miejscu dałabym mu zatęsknić. Poza tym zastanów się, bo jeśli nie będzie szans na powrót, to taki kontakt będzie masochistyczny. I to bardzo. Bo nie oszukujmy się, o koleżeństwo Ci nie chodzi. A on, jeśli nie ma już bagażu uczuciowego, to może przystać na koleżeństwo i wyłącznie tak Cię traktować, za to Ty każde słowo/ gest/ uśmiech będziesz odbierać jako nadzieję na powrót, który może nie nastąpić i może to się ciągnąć latami.. nie będziesz mogła zapomnieć i iść do przodu.
jeśli on zerwał, to prawdopodobnie była to przemyślana decyzja, może uczucie się wypaliło. Na Twoim miejscu dałabym mu zatęsknić. Poza tym zastanów się, bo jeśli nie będzie szans na powrót, to taki kontakt będzie masochistyczny. I to bardzo. Bo nie oszukujmy się, o koleżeństwo Ci nie chodzi. A on, jeśli nie ma już bagażu uczuciowego, to może przystać na koleżeństwo i wyłącznie tak Cię traktować, za to Ty każde słowo/ gest/ uśmiech będziesz odbierać jako nadzieję na powrót, który może nie nastąpić i może to się ciągnąć latami.. nie będziesz mogła zapomnieć i iść do przodu.
To ja zerwałam, ale to nie ma znaczenia.
Masz rację- na pewno próbowałabym się doszukiwać w jego zachowaniu jakiś znaków, że może coś tam jeszcze jest. Przez ostatnie dni sporo o tym myślałam, analizowałam i wyciągnęłam wnioski. To było toksyczne- dopatrzyłam się w nim wielu cech narcyza. Może to, że ciężko mi z tego wyjść definitywnie ma z tym związek. Manipulował mną, wiedziałam o tym- często byłam w stanie to wyłapać i nie dać się podejść, czasem gdy reagowałam złościł się i próbował to obrócić przeciwko mnie. Teraz wiem jednak, że nie zawsze byłam taka czujna. I on nadal jakoś tam na mnie działa. Będzie lepiej jeśli zachowam ten dystans.
Jeśli doszłaś do takich wniosków to pozostaje Ci cieszyć się ,że trwało to tylko 5 miesięcy i obawiać kontaktów z jego strony. Zwykle narcystyczni partnerzy nie pozwalają tak łatwo wydostać się ofierze z toksycznego związku.
Poczytaj na forum o toksycznych relacjach i o tym jak potrafią zniszczyć życie i nie żałuj że tak to sie skończyło.
Jeśli doszłaś do takich wniosków to pozostaje Ci cieszyć się ,że trwało to tylko 5 miesięcy i obawiać kontaktów z jego strony. Zwykle narcystyczni partnerzy nie pozwalają tak łatwo wydostać się ofierze z toksycznego związku.
Poczytaj na forum o toksycznych relacjach i o tym jak potrafią zniszczyć życie i nie żałuj że tak to sie skończyło.
Dużo czytam o toksykach, o narcyzach, głównie po to żeby sobie uświadomić, że nie powinnam niczego żałować i nawet nie myśleć o powrocie. Trochę to dla mnie nierealne- słyszy się przecież o patologiach, ale żeby mnie to miało dotyczyć? Niemożliwe. No ale dużo rzeczy na to wskazuje- próbował wymuszać poczucie winy, bagatelizował moje uczucia, albo poddawał je w wątpliwość ("Jesteś strasznie wrażliwa. Przesadzasz"). Nawet to, że tak szybko chciał się zaangażować i ode mnie tego wymagał okazuje się należeć do spektrum niepokojących zachowań.
Gdy myślę o naszych relacjach to tęsknię do dobrych chwil, złe sprawiają, że pukam się w głowę myśląc o powrocie. Tylko, że ta tęsknota za bliskością czasem wygrywa. Wtedy staram się sobie wyobrażać jak miałoby wyglądać nasze małżeństwo jakbym brnęła w to dalej. To co teraz było złe byłoby spotęgowane. Obiecałam sobie kiedyś, że nie dam się wmanewrować w nieszczęśliwy związek.
Czasem czuję się dumna i silna, że wyszłam z tego i sama to zakończyłam. Czasem wątpię czy to było faktycznie toksyczne- wtedy czytam o wszelkich oznakach i zatrważająco dużo się pokrywa z tym co przeszłam.
I same widzicie jak to wygląda- walczę ze sobą, a za chwilę tworzę taki wątek
To jest chyba to wyszarpywanie się z chorej znajomości. Nie skontaktowałam się z nim i coraz mocniej utwierdzam się w tym, że nie napiszę.