witam, pisze tutaj ponieważ mam nadzieje ze osoby które są na tym forum podziela się opinia.
Jestem ze swoim chlopakiem we wrześniu będzie 6 lat , ostatnio w moim życiu było pod górkę i ledwo sobie poradzilam ale opowiem skrócie moja historię.
Mam 23 lata on 25 lat, bardzo się kochamy, i nie wyobrażamy sobie życia bez siebie, od kilku miesięcy mieszkamy ze sobą wiadomo czasem jest pod gorke czasem jest cuuudownie, mieszka z nami jego mama, która tez jest w Porządku, jest to kobieta na która zawsze mogę liczyć i wiem ze zawsze mi pomoże, jest jak druga mama. Wiadomo intymność jest bardzo ograniczona, ale jakos nam to nie Przeszkadza zawsze sobie poradzimy
.
Problem jest z tym, ze bardzo długo ok roku jak nie dluzej,on wie ze oczekuje zaręczyn, ślubu, dziecka.. Niestety ciągle stoję w miejscu. Wiele razy była miedzy nami rozmowa na ten temat ale niestety rezultatów brak..
2 tygodnie temu, był wieczór gdzie zadzwonili znajomi żebyśmy wpadli do baru, pojechalismy wszystko było spoko , mój ukochany cały czas dawał mi do zrozumienia jak bardzo mnie kocha, ale niestety na tej imprezie była ruda franca przez która zawaliło sie moje życie. Żegnając się z wszystkimi ona podeszła do niego i się pocalowali, gdyby nie to ze ona lekko odskoczyla bo ktoś ja popchnal pocałunek ciagnalby się dalej. Widząc to wszystko w ciągu kilku minut zawaliło mi się wszystko, jestem osoba bardzo uczuciowa, osoba która nie zakochuje się od tak oraz jestem wierna swojemu partnerowi, do tego momentu myślałam ze on mnie tez.
gdy juz wszystko stało się, wrocilam do domu cala zaplakana on wrócił 3h później , była 4 rano.. Kilka godzin później, zabralam kilka swoich rzeczy i wrocilam do rodziców, dużo pisalismy smsow , tłumaczył przepraszał ale miałam tak rozdarte serce, ze nie bylam w stanie wybaczyć .. Nie byłam w stanie na niego spojrzeć, kiedy byl blisko cala sie trzeslam zranił mnie jak nikt inny, wiele z was na pewno pomyśli ze to tylko pocałunek, ale ja uważam trochę inaczej. Dla mnie to jest w pewnym sensie zdrada..
Za parę dni wyjezdzamy na wakacje, wątpie by On wypalił z zaręczynami ale powiedzcie mi co zrobić , iz : kocham Go ponad życie, wiem ze gdybyśmy się rozstali będzie mi mega ciężko by wrócić do systemu życia jak teraz, ale po co być w związku gdzie tak naprawdę nie jesteś do końca szczęśliwa?
Dużo myslalam o zaręczynach, dziecku. A teraz? Z jednej strony bym Chciała ale z drugiej boje sie ze ta sytuacja która miała miejsce znów się powtórzy albo gorzej, udaje ze wszystko jest w porządku ale tak naprawdę w głębi siebie czuje zał i gorycz, nie umiem mu na nowo zaufać.
Ale z drugiej strony , co z zaręczynami? Czemu on ciągle odwleka to? Boi się odpowiedzialności, brak wolności? Czy ktoś mówił ze po ślubie wolność się kończy! Nie! Ale uważam ze on nie jest ze mną szczęśliwy i ze nie jestem jego jedyna skoro mimo tylu rozmów tłumaczeń dalej jest to samo...
Problem w tym, ze tak bardzo zależy mi na ślubie i dziecku, ze nie potrafie czekać kolejne kilka lat, on nie myśli poważnie , myśli o samochodach, glosnikach do samochodu, ale nie o naszym związku by mnie uszczęśliwić .
Uwaza ze skoro mieszkamy razem, żyjemy razem to po co juz ? ze on uwaza mnie za zone nie jak dziewczynę, ale nie oszukujmy się tak tego nie można nazwać...
Proszę o pomoc.