Zanim ktoś zacznie mnie oceniać opiszę od początku jak to wyglądało a jak wygląda teraz. Zdaje sobie sprawę, że to ja nie rozdaje teraz feler kart ani dla siebie, ani dla partnera, ani dla drugiej osoby która się pojawiła. Proszę o radę !
Mam 28 lat, od 10 lat jestem w stałym związku partnerskim z panem D, nie było nigdy kolorowo ale od kiedy zamieszkaliśmy razem pomału zaczęło do mnie dochodzić, że to nie jest ten facet. Przed nim nikogo nie miałam i byłam przekonana, że tak właśnie wyglądają związki czyli zawsze mnie kompromitował przed bliskimi, kupuje zdrapki ( teraz próbuje się ograniczać), obrażał mnie, obrażał się jak nie robiłam mu zabiegu (np. pielęgnowałam jego stopy, ręce), wybierał częściej kolegów i z nimi jeździł na weekendy tłumacząc to w taki sposób, że to moja wina i powinnam się zastanowić dlaczego on woli towarzystwo inne niż moje. A w domu, a w domu nie robił niczego...dosłownie. Marzyłam o założeniu rodziny, kupienia mieszkania, wzięcia ślubu on tego nie chciał. Zaczęłam chodzić na terapię i dopiero to chyba mi pomogło uwierzyć, że jestem atrakcyjną kobietą...nagle zauważyłam, że ktoś mnie zaczepia, prosi o numer na ulicy...A najważniejsze przestałam mu usługiwać. Nasz związek rozpadł się i cieszyłam się z tego...miałam marzenia, stwierdziłam, że nie jestem taka stara i dam sobie radę !. Ten miesiąc był fantastyczny...tylko kilka razy płakałam za panem D...ale szybko przypominałam sobie jaki był i trach nie ma go. Miałam czas dla siebie, wróciłam do rodziców, kupiłam gitarę....zawsze marzyłam żeby na niej grać i wróciłam do Boga. Poszłam do spowiedzi i czułam się naprawdę Ok. Przez ten wolny czas zaprzątnęłam sobie głowę małolatem...to był moment...znamy się od małego...problem jednak w tym, że on (Pan A) jest młodszy od mojej osoby o 5 lat !. Ja skończyłam już studia mam dwa dyplomy on je zaczął, ja pracuje, on się uczy. Romansu między nami nie było...to była zabawa w kotka i myszkę, pierwszy raz miałam motylki w brzuchu...zakochałam się. Potem pan A się przestraszył a pod mój dom zaczął nachodzić mnie pan D, miałam nie umawiać się z nim na spacery, bo jestem słaba emocjonalnie to były porady od terapeuty. A on nie dawał za wygraną telefon za telefonem...spotkałam się z nim i znów mu uwierzyłam. Zaczął płakać, obiecywać, przepraszać a ja wróciłam bo było mi go szkoda nie chciałam żeby cierpiał. Zmienił się na tyle, że przestał mnie obrażać, zaczął poważnie o mnie myśleć "Kupujemy mieszkanie, pobieramy się i rodzisz dziecko, zakładamy rodzinę tak jak chciałaś". Jestem na to gotowy ! - dodał. Gdyby to powiedział kilka miesięcy temu byłabym najszczęśliwsza na ziemi a teraz wcale tego nie chciałam ale mimo to weszłam w to. On się starał a ja myślałam o młodszym koledze, on mnie przytulał a ja myślami byłam gdzie indziej. nie chciało mi się wracać do domu, wolałam przebywać u rodziców, mam straszą i schorowaną mamę...martwię się o nią. Ale starałam się znów go pokochać. Pewnego razu oznajmił mi, że bierze kredyt i kupuje mieszkanie w Katowicach, oburzyłam się nie jestem osobą mobilną autobusem jechałabym godzinę czasu do pracy. On wybrał i klamka zapadła ( Co ja się w tym czasie nasłuchałam !, że jak ja tak mogę go traktować, że jak się kogoś kocha nie patrzy się na kilometry). Nie zrezygnuje z pracy bo zarabiam dobrze, mam umowę na stałe i nie będę szukać pracy gdzieindziej bo lubię tą. A w naszym związku zaczęło się psuć podnosił głos, mówił, że jestem głupia i, że nie da się ze mną rozmawiać. Miałam spotkanie w interesach za miastem gdy na nie pojechałam spytałam czy po mnie przyjedzie, zaczęło padać a on siedział w domu i szykował się do kina z przyjaciółmi. Dostałam wiadomość, że jak chce iść do kina to mam być pod naszym domem o 20.16. Miałam ciężkie siaty prosiłam aby podjechał pod rodziców to jest 5 minut samochodem a lało. O 20.18 dzwonię gdzie jest -Pod kinem- zalałam się złością. Pech chciał, że nie dostał kredytu postanowił, że ja go wezmę. Moja terapeutka i przyjaciółka najbliższa odradzali. Ania stwierdziła gdy się razem zobaczyliśmy, że to, że on milczy nie oznacza, że się zmienił. Napisałam mu, że kredytu nie biorę...Fakt dostał szału, weszło w to kupę pieniędzy moich rodziców i Jego...a ja nie biorę kredytu. ! Jego rodzina w mgnieniu oka znienawidziła mnie, kazali mu się spakować i wrócić ale on jak to sam wielokrotnie podkreśla przeciwstawiłem się rodzinie i podaję Ci rękę. Złożyłam wniosek o kredyt na szczęście on dostał w innym banku. I teraz jest tragicznie pojechał po mnie o to, że poprosiłam aby odnosił rzeczy na swoje miejsce, po raz kolejny kupuje nożyczki do paznokci bo on je gdzieś zawieruszy, rzuca ubrania po całym domu. Zamknij mordę - usłyszałam nie raz. Więc postanowiłam porozmawiać na ten temat. Poprosiłam miło i grzecznie żeby tak mnie nie wyzywał powiedział, że będzie i jak mi się coś nie podoba to mam wyperdala*. Wstałam i chciałam wyjść wtedy zaczął teatr. Płakał, że go ranię, że to moja wina, że on się tak stara mi pomóc. Tak mnie to wzruszyło...jego zapłakana twarz, że zostałam. I teraz tak...Mojej przyjaciółce i jej rodzinie mówię, że z nim nie jestem, że utrzymujemy tylko kontakty...ona mnie nie zrozumie. A na domiar złego tydzień temu jej brat Pan A był u niej, my piłyśmy alkohol a on nie bo prowadził. Jak teraz to piszę, mam motyle niesamowite w brzuszku...Ja się tak jeszcze nie czułam, nigdy tak mi nie zależało... Byłam pijana podwiózł auto na parking a sami wracaliśmy w świetle księżyca, on wie, że on mi się podoba i często sobie z tego stroi żarty. W tym momencie nie obchodził mnie Pan D, nie istniał...gdy A zapytał się czy z nim jestem przecząco i wiarygodnie zaprzeczyłam głową i głosem. Zaczepiał mnie butelką, - Co się czerwienisz jak burak hahha, jesteś cała czerwona, na wakacjach sama będziesz się chciała do mnie przytulić -, to były dogryzki, zaczepki małolatów ... Ja 28 letnia kobieta ... brnęłam w to dalej. Złapałam go za rękę, niby w żartach - Sam będziesz czerwony jak burak jak Cię złapię za rękę -. To był moment a ja drżałam na całym ciele. Usiedliśmy na krawężniku rozmawialiśmy prawie godzinę. A na odchodne powiedziałam mu, że gdyby był pijany tak jak ja pocałowałabym go i pobiegłam jak mała dziewczynka do domu. W połowie drogi go zawołałam - Boję się iść, tu jest ciemno- Przyszedł i odprowadził mnie do domu. Pod klatką pocałowałam go w policzek. I zakochałam się, moje serce bije jak szalone. Z jednej strony facet dojrzały, dużo zarabia nie muszę się martwić o pieniądze mi lata lecą on chce ze mną być, wziąć ślub, mieć dzieci a z drugiej chłopaczek niedoświadczony, mega przystojny, każda dziewczyna za nim wodzi wzrokiem mi nie raz powiedział, że jestem za niska dla niego i mam bardzo dziecinną twarz. Przecież i tak wiem, że różnica wieku ogromnie nas dzieli. A wakacje... za pierwszym razem jak zerwałam z panem D, zamówiliśmy wakacje z przyjaciółką i jej mężem. Potem jak wróciłam do niego miał jechać pan D, ale on nie chce jechać i powiedział, że mogę jechać sama. Na jego miejsce wskoczył Pan A...a mój partner o tym nie może się dowiedzieć. Słowa terapeuty - Baw się, bądź z panem D i obserwuj może się zmieni. Jeśli jesteś silna to zabierzesz coś ze znajomości z panem D dla siebie i będziesz szczęśliwa. Jest Ci to potrzebne, masz swoje potrzeby i pragnienia. Jeśli zdecydujesz się na zdradę, weź z niej najwięcej jak możesz, ale przyjmij jej konsekwencję. Raczej nie myślę o zdradzie, pan D był moim pierwszym chłopakiem i w życiu nie całowałam się z nikim innym i nie przytulałam do nikogo innego. Wyrzuty sumienia mnie by zjadły, a w szczególności jego łzy. A z drugiej strony boję się ... Po incydencie z panem A moje emocje sięgnęły zenitu a co jeśli w nocy nikt nie spał i co jeśli ktoś mnie zobaczył...I jak wyglądam w oczach pana A...Jestem na skraju wytrzymałości.
1 2017-06-25 10:12:43 Ostatnio edytowany przez Antonina26 (2017-06-25 10:13:32)
Temat: Zagubiona i niestety zakochana
Zobacz podobne tematy :
Odp: Zagubiona i niestety zakochana
Chyba zrobiłaś literówkę i masz nie 28a 18 lat, co nie?
Jeśli to jednak nie błąd to powinnaś spróbować w jaki sposób podnieść swoją inteligencję. Polecam dużo czytania.
Odp: Zagubiona i niestety zakochana
Bardzo dobrze, że korzystasz z terapii, trzeba poczekać aż da efekty...