Witajcie,
Piszę, ponieważ jestem przemęczona. Od 8 tygodni nie miałam ani jednego dnia wolnego. Nie jest to wina pracodawcy. Przejdę od razu do rzeczy.
Pracuję na etacie. Praca przyjemna, 8 h dziennie, umowa na stałe. Szef trochę nieobliczalny i zmienia zdanie jak w kalejdoskopie, ale ogólnie nie mam mu do zarzucenia jakoś wiele... Jest to jednak praca asystentki, więc jestem od wszystkiego- od zamówień, od organizowania akcji promocyjnych, zajmowanie się reklamą punktów w mieście, marketingiem, umawianiem wizyt z pacjentami, zdobywanie nowych pacjentów, organizacja eventów, praca w punkcie, czyli remanenty, rozliczenia, raportowanie, dbanie o punkty, organizacja pracy dietetyków, grafiki. Nie ma rzeczy, za którą nie jestem odpowiedzialna. Pocieszeniem jest, że jest to praca od pn- pt, często w godzinach do 15. Dwa razy tylko do od 12-20.
W ciągu 3 miesięcy szef chce zamknąć jeden punkt (ma 2) i przenieść wszystkich pacjentów do jednego punktu i zrobić system dwuzmianowy. Zwolnił jedną asystentkę. To oznacza, że to ja mam wszystko tak zorganizować, żeby ludzi nie potracić, przekonać ich do drugiej lokalizacji, zorganizowac transport rzeczy z punktu do punktu. Nie jest to najgorsze w dobie telefonów i internetu.
Mam też drugą "pracę". Nie mogę tego nazwać pracą, gdyż jest to moja pasja i uwielbiam robić to,co robię. W dodatku mam z tego pieniądze. Nieregularnie jednak, bo to zależy, ile i jakie zlecenia złapię. Staram się wszystko robić legalnie, więc z reguły w grę wchodzą umowy o dzieło. Gdybym chciała rozszerzyć swoje pole pracy, muszę założyć działalność gospodarczą, żeby móc się ogłosić, żeby mieć komfort psychiczny i nie musieć się obawiać kontroli Urzędu Skarbowego. Praca pochłania resztę mojego czasu- albo wykonuję ją po pracy na etacie, albo w weekendy.
Jestem tym wykończona. Tym, że mam masę obowiązków. W pracy, drugiej pracy, w domu... bo przecież mam męża i dzieci.
Lubię pracę i jedną i drugą. Nie chciałabym tak do końca rezygnować z tej pierwszej, tym bardziej, że jest bardziej "pewna", ale przy zleceniach weekendowych i popołudniowych z drugiej pracy boję się, że nie uciągnę fizycznie i psychicznie. Tęsknię za dziećmi, za obecnością męża. Jestem w punkcie, w którym muszę podjąć jakąś decyzję i nie wiem nawet, jaka to ma być decyzja. Nie mam sumienia zostawiać szefa z tym wszystkim,z projektami o które się starałam, szkoda mi po prostu mojego wkładu w to wszystko. Ale z drugiej pracy nie chcę rezygnować tym bardziej.
Nie wiem, co zrobić. Żeby rozmawiac z szefem, muszę mieć inne argumenty, niż "jestem zmęczona, bo jest jeszcze moja druga praca" bo to nie jest jego sprawa i nie leży w interesach jego firmy.
Myślę nad przejściem na 3/4 etatu, albo założeniem własnej działalności i współpracę z szefem na innych zasadach. Z drugiej strony byłoby super postarać sie chociaż o dotację na założenie działalności, a do tego muszę być bezrobotna.
I jestem w kropce.