obejrzałam po raz enty, nie mogłam się oprzeć Achillesowi o twarzy Brada. Reszta w sumie też warta grzechu ![]()
A tak bardziej serio, macie jakąś metodę na to, aby nie ryczeć na filmach? Kiedyś myślalam, że z tego się wyrasta... Czy już ze mnie niereformowalna beksa?
W domu, żaden problem, ale w kinie przecież nie będę smarkać jak dzieciuch w chusteczkę, bo jakoś mi wstyd tak przy wszystkich... więc powstrzymuję i tak mnie ściska wtedy w gardle, że mało się nie uduszę. Tak więc do kina zmuszona jestem chodzić tylko na komedie.
A jak jest z Wami? Mnie nawet na bajkach dla dzieci oczy się pocą. Ostatnio do łez doprowadził mnie Radek Dekiel. Nie przypuszczałam, że będę płakać przez faceta. Mały, bo mały i w dodatku robot, ale zawsze ![]()
No więc jak jest z Wami? Czy łatwo się wzruszacie i na jakich filmach? Macie jakąś swoją top listę wyciskaczy łez?
Tylko nie piszcie, że płakałyście na Titanicu. Każda płacze, więc się nie liczy ![]()
Moim numerem 1 jest chyba 1900 Człowiek legenda. Normalnie mop i wiaderko... (przy okazji polecam, bo jak dla mnie, arcydzieło pod każdym względem. Uczta dla zmysłów. I ta przepiękna muza...)
2 2017-03-18 07:14:56 Ostatnio edytowany przez _v_ (2017-03-18 07:16:47)
ja tam rycze na kazdym filmie, ktory ma to wpisane w scenariusz.
ostatnio bylam na "chacie" (ha ha, jak to brzmi)
fulm strasznie sekciarski, plytki, zbyt doslowny, jakby reżyser nie wierzyl w inteligencje widzów,zadnej tajemnicy, wszystko wyjasnione i podane na tacy - taki Coehlo w wersji filmowej.
ale splakalam sie strasznie, mimo ze mnie odrzucalo od tych wszystkich "bog jest miloscia" i "nigdy cie nie opuscilam, Mac"
jednak najpiekniejszym dla mnie filmem,na którym rycze od poczatku do konca i to tak, ze sasiedzi slysza jest "miedzy pieklem a niebem" z robinem williamsem. historia o bratnich duszach, milosci i o tym jak maz wyrusza do piekla by ratowac swoja zone. nie jestem w stanie ogladac tego filmu zbyt czesto, ale tak raz na rok go sobie wlaczam.
edit: co do kina i chlipania, od jakiegos czasu bywam w kinie średnio dwa, trzy razy w tygodniu i musze przyznać, ze sa ludzie, którzy nie kryją sie z chlipaniem i chusteczkami ![]()
3 2017-03-18 12:02:30 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2017-03-19 00:40:28)
Idę dziś na "Chatę":).Ale może jednak zmienię zdanie:)
Ja ryczę regularnie przy Pianiście.Zwłaszcza w scenie gdy do opuszczonego domu,w którym ukrywa się Szpilman przychodzi niemiecki kapitan-Wim Hosenfeld i odkrywa, tam Żyda.Scena gdy Szpilman gra nokturn zawsze mnie rozwala.W tej interpretacji jest tyle rozpaczy,emocji,ekspresji,że porywa każdego.
https://www.youtube.com/watch?v=_K-mw4CSfn
Oj tam, płacz jest spoko, oczyszcza zatoki, można przy okazji płakać z innego powodu i nikt nie zauważy, tylko pomyśli, że film wzruszający
serio, czy to, że twoja emocjonalna pojemność jest większa niż innych ludzi, jest powodem do wstydu?
Ja ryczę na filmach, mój brat też. W kinie, w domu, nie ma znaczenia.
A najbardziej ryczę przy "Sa som i Himmelen".
Ja robię to rzadko. Jakieś takie kalectwo uczuciowe
. Za to moja żona płacze na wszystkim. Jakby w jej przypadku zrobić listę wyciskaczy łez, to trzebaby zacząć od niektórych części Bolka i Lolka, przejść przez ok 30% zasobów światowego kina i zakończyć na Biały Bim czarne ucho produkcji radzieckiej, który to film wystarczy jej przypomnieć, to już płacze. Jako typowa ameba uczuciowa, nie rozumiem jej wzruszeń, ale uważam je za urocze (bez żadnych negatywnych podtekstów).
A.I.
7 2017-03-18 15:13:44 Ostatnio edytowany przez adiafora (2017-03-18 15:28:43)
no właśnie, przecież można płakać i na tandetnych kiczach, to w niczym nie przeszkadza, ba, uważam nawet, że na nich płacze się lepiej i rzewniej
Właściwie to nie wiem, dlaczego wstydzę się płakać w kinie przy ludziach. Chyba płacz uważam za zbyt intymny. Nie wiem. A może nie potrafię w ten sposób okazywać publicznie emocji. Chociaż kogo by tam w kinie, pochłoniętego filmem interesowało czy ja wlaśnie płaczę, śpię czy drapię się po du..., sorry, nosie
Zastanawiające jest to, dlaczego płaczemy na filmach, ktore znamy i oglądaliśmy nawet kilka razy. Przecież wiemy co się wydarzy, żadnej zaskoczki nie ma a mimo to nieustannie wzruszają nas te same sceny, które znamy na pamięć. Jakiś automat tu działa czy co? Taki przykładowy i oklepany Titanic który w tv leci co roku (jak na niego trafię, skacząc po kanałach, to pewne jak w banku, że już się nie odkleję) wywołuje u mnie te same odruchy co wtedy, gdy pierwszy raz oglądałam go w kinie. Zastanawialiście się jak kolosalny wpływ na odbiór filmu ma muzyka? To jest psychomanipulacja najwyższego kalibru
Nie zdawałam sobie sprawy, jak to działa kiedy pewnego razu spróbowałam oglądać film na wyłączonym dźwięku. Nic, zero emocji. Przy sluchaniu samej scieżki dźwiękowej było przyjemniej aczkolwiek bez szału. Dopiero dźwięk w połączeniu z obrazem niósł ten niesamowity ładunek emocjonalny i powodował określone reakcje. Niby oczywiste...
Lubię sobie jeszcze pobeczeć na Pożegnaniu z Afryką. To są niewątpliwie moje klimaty. Czasem kiedy mam "odpowiedni" nastrój, odpalam sobie film i funduję takie małe, maciupkie katharsis ![]()
O dziwo, jest jeden film, kultowy nawet, określany najsłynniejszym w dziejach kina, uwielbiany niemalże przez wszystkich po dziś dzień a może i po wsze czasy, który nie wywołuje we mnie żadnych emocji a wręcz mnie nieco nudzi. Aż mi głupio napisać, ale na Przeminęło z wiatrem prawie zasypiam. Zupełnie nie pojmuje fenomentu tego dzieła.
Troll, Twoja żona płacze za Was dwoje. Równowaga zachowana
W sumie, to chyba rzadkość aby facet płakał na filmach. Nawet jeśli, to i tak się nie przyznaje. Nie chce wyjść na mięczaka.
O, nie zauważylam postu Snake'a ![]()
A.I... W mojej klasyfikacji 9/10 ze względu na niesamowity ładunek emocjonalny, jaki niesie. Ten film mnie w takim samym stopniu przeraża co i wzrusza. Maszyna bardziej ludzka, niż człowiek. Mocne.
Ja też pompuję na praktycznie każdym filmie, w którym zagra smutna muzyczka.
Taki typ.
No,właśnie miałam to napisać ale mnie uprzedziłyście.Że ja też generalnie płaczę z powodu muzyki bardziej niż sceny w filmie.
A wyję już regularnie na kawałkach skrzypcowych.
Szczególnie na tych,których pamięć mam "w palcach" ![]()
Czyli znam kawałek,wiem jak go zagrać,pamiętam tempo,jakieś trudności techniczne,mam w głowie nuty.I mimo to,że go tak dobrze znam to-wyję ![]()
Ale uwaga-wyję jak ktoś inny gra.Nie ja ![]()
10 2017-03-18 19:14:00 Ostatnio edytowany przez Iceni (2017-03-18 19:16:17)
Jak ty grasz, to inni wyją
(sorry, nie moglam sie powstrzymać
)
A wiecie, że ja ostatno nawet sama się zastanawiałam, dlaczego moje oczy z wiekiem stają się jakoś bardziej mokre. I co jeszcze zauwazylam, bardziej mnie wzruszają odruchy dobroci niż jakieś tragedie.
Pamiętam jak jakiś czas temu czytałam na Onecie o tym, że gdzieś tam w Turcji ktoś wpuscił w nocy bezdomne psy do supermarketu, żeby nie marzły na mrozie. No i tak sobie pomyslalam, że taka osoba musiala byc naprawde wrazliwa osoba, co oczywiacie sprawiło, ze moje oczy zrobiły sie znow mokre. I nie byloby w tym problemu, gdyby nie fakt, że stalam wtedy w kolejce do kasy. Rozumiem ryczec w kinie, ale w supermarkecie stac ze lzami w oczach to lekkie przegięcie
Tak że tak...
11 2017-03-18 20:02:25 Ostatnio edytowany przez adiafora (2017-03-18 20:07:10)
jak by mi Gojka zagrała Arię na strunie G to ja bym wyła, ale w tym pozytywnym znaczeniu
Czasem na ulicy dorabiają sobie różne Janki Muzykanty brzdąkajac na tym i owym, najczęściej na gitarze, ale bywa, że na skrzypcach. Jak ktoś gdzieś choćby tylko zarzępoli tę melodię to mnie coś ściska w dołku. No i robię się bardziej hojna ![]()
Iceni, mam tak samo. Potrafię rozmoknąć jak czytam podobne historie, gdy ktoś nie może przejsć obojętnie nad losem tych najsłabszych, że pochyli się choćby nad jeżem czy wiewiórką. No w ogole, że dostrzega, czuje i ma empatię, i taki wewnętrzny imperatyw, że tak trzeba, że inaczej nie można. To mnie wzrusza, rozczula i podnosi na duchu, i jest jak światełko w mroku. Taka bezinteresowna dobroć to jest coś pięknego.
Może z wiekiem docenia się takie proste ludzkie odruchy? Człowiek już nie jest taki skupiony na sobie...
Ja ryczę oglądając film "Gladiator". Dobór muzyki do scen (zwłaszcza tych smutniejszych) jest fenomenalny. Scena gdy główny bohater umiera i spotyka wtedy żonę i synka sprawia, że wyję do napisów końcowych.
13 2017-03-18 20:22:28 Ostatnio edytowany przez adiafora (2017-03-18 20:27:40)
Gladiatora oglądałam i też mi sie łza w oku zakręciła, ale czegoś mi zabrakło na porządne chlipanie. Na Kolorze Purpury miałam zalew
To głownie za ten film pokochałam Spielberga. A Ridley Scott, reżyser Gladiatora ma u mnie ołtarzyk
za Łowcę Androidów.
p.s Chatę odhaczyłam sobie "do obejrzenia". Zrobiłam mały rekonesans w sieci i myślę, że chyba mi się spodoba ![]()
14 2017-03-18 23:03:34 Ostatnio edytowany przez Nataluszek (2017-03-18 23:04:22)
Na mnie strasznie działa ten film.
"Zielona mila"- jeden z tych filmów, których oglądać nie mogę bo ze wzruszenia ściska mi żołądek...
Hm... scena ofiary z "Wikingów" plus ta piosenka...
Oraz "Moj przyjaciel Hachiko" - obie, ja i moja corka chyba wtedy 10-letnia chlipałyśmy na tym filmie
"Kolor purpury" też.
I "Armagedon" kiedy Bruce się żegna ![]()
i oczywiście "Kiwi" z podkładem "Mad world" ... jak pierwszy raz zobaczylam to, to autentycznie mialam swieczki w oczach ;D
16 2017-03-19 00:21:54 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2017-03-19 00:41:20)
Jak ty grasz, to inni wyją
(sorry, nie moglam sie powstrzymać )
To chyba największa nagroda dla muzyka klasycznego jak wyją przy jego interpretacji:)
jak by mi Gojka zagrała Arię na strunie G to ja bym wyła, ale w tym pozytywnym znaczeniu
No tak,to klasyka tzw. "skrzypka chodnikowego -każdy coś wrzuci ![]()
Ja wyję jeszcze przy fragmencie Perlmana z Listy Schindlera.Ale to pewnie każdy wyje ![]()
Tu w wykonaniu Nancy Webb
A tu-też niezwykłe wykonanie-Davida Garreta:
Na Davida Garretta i jego instrument w akcji to ja moge patrzec bez konca, tyle, ze wpuscilas mnie Gojka w maliny, bo Garretta tu ani widu ani slychu, ale wybaczam ![]()
Muza przepiękna. Skrzypce jednak rzadzą. Pieknie brzmia zarowno w wysublimowanych jak mgielka kawalkach jak i mocnych, energetycznych, jak choćby Storm Vivaldiego, który daje mi takiego kopa energetycznego, ze chodze jak nakrecona. Mam słabość i do organow a najslynniejsza Bachowska toccata wprawia mnie w trans. Lubie słuchać przed zasnieciem ![]()