Hej. Opiszę Wam w skrócie moją sytuację licząc na porady. Jestem z facetem 4,5 roku, oboje studiujemy, ale nie mieszkamy razem (chociaż moglibyśmy, bo to to samo miasto). Mieliśmy 3 próby mieszkania razem w wakacje, kiedy razem pracowaliśmy. Na początku było super, bardzo o mnie zabiegał i starał się, widywaliśmy się co 2 dni, wysyłał słodkie smsy i te sprawy. Z biegiem czasu ogień osłabł. Widywaliśmy się co tydzień-dwa tygodnie, nie czułam się już przez niego adorowana i atrakcyjna, przestał mi mówić, że ma na mnie ochotę, seks również był rzadko (co 3-4 tygodnie). Kontakt mamy głównie przez internet, piszemy do siebie codziennie. Zawsze zwraca się do mnie miło i pisze słodkie rzeczy (typu "Kiciu", "kocham Cię"), ale nie ma tego pożądania. Nie ma tekstów, że tęskni za mną i moim ciałem. Tematów seksu po prostu nie ma. Teraz również spotykamy się co 2 tygodnie, chociaż nic nie stoi na przeszkodzie żeby widywać się częściej. On widocznie nie czuje takiej potrzeby. Ja z kolei nie chcę cały czas proponować spotkania, kiedy on raz na 6 tygodni potrafi zaproponować tylko, żebyśmy poszli do kina, bo grają coś, co on chce zobaczyć. Z kolei jak wspomniałam pisze do mnie codziennie i zapewnia jak bardzo mnie kocha.
W każde wakacje od 3 lat, kiedy z powodu pracy dzielimy ze sobą pokój w innym mieście, w ogóle nie spędzamy razem czasu, bo pracujemy codziennie od świtu do nocy żeby zarobić jak najwięcej. On dużo mówi o przyszłym życiu, po skończeniu studiów mamy plany wspólnie wyjechać za granicę i zacząć razem nowe życie. On brak wspólnego mieszkania w tym momencie tłumaczy "bezsensownym wydawaniem pieniędzy, skoro mamy przecież gdzie mieszkać". Jest w tym trochę racji, jednak zanim skończymy tu wszystkie kursy i studia, miną co najmniej 2 lata. Mieszkanie z rodzicami bardzo mnie irytuje, ale nie chcę się wyprowadzać sama, bo on to wykorzysta. Będzie tylko od czasu do czasu przesiadywał u mnie, ale cały czas będzie powtarzał, że doskonale radzę sobie sama i nie będzie później skłonny do ewentualnej pomocy przy naszym przyszłym "mieszkaniu" - bo ja już to robiłam to wszystko umiem, a on nie potrafi (to jest typowy leń, który lubi jak ktoś koło niego skacze).
On od początku mówił, że ma do mnie pełne zaufanie, ode mnie oczekiwał tego samego. Wielokrotnie miała miejsce sytuacja, kiedy wychodziłam na imprezę ze swoimi znajomymi, pytałam czy też ma ochotę iść. Zawsze mówił, że woli iść spać. I że ufa mi, mogę iść i mam się dobrze bawić. Tak jakby był mnie w 100% pewien. Nie pytał nawet dokąd idę i z kim. W ostatnie wakacje taka sytuacja miała miejsce bardzo często. Zaczęłam się zastanawiać, czy to jest aż tak bezgraniczne zaufanie, czy już brak zainteresowania.
Z kolei ja, przez wszystkie sytuacje które zaraz opiszę, mam potrzebę kontrolowania go. Po pierwsze dlatego, że chcę wiedzieć co robi, bo się interesuję, a po drugie czy mówi całą prawdę czy jak zwykle tylko część. Np. wczoraj miała miejsce sytuacja, kiedy koło 17 napisał że jedzie niedługo na siłownię i od tego momentu nie pisaliśmy, bo ja się uczyłam. Niestety w międzyczasie dowiedziałam się, że pisał też z koleżanką, bo ta chciała się dostać do miasta i pytała o podwózkę. Wiem, że bez problemu się zgodził, a nawet zaoferował jej powrót. Koło 22 napisałam do niego smsa czy już wrócił, bo się nie odzywa. Zadzwonił do mnie że właśnie wraca. Spytałam czemu tak późno wraca. Odpowiedział tylko że później wyjechał z domu i że tak jak mówił, był na siłowni. Znałam oczywiście prawdę. Nie widzę nic złego w podwożeniu kogoś, ale jak można zatajać że się zgarnęło po drodze koleżankę do centrum? Podobna sytuacja miała wiele razy miejsce, że mówił mi tylko część tego co się zdarzyło. Kilka razy powiedziałam mu, że wiem że był jeszcze tu i tu. Zawsze odpowiadał "no tak, byłem". Kiedy pytałam czemu nic mi o tym nie wspomniał mówił tylko, że "to mało istotne i po co miał mi to mówić".
Macie już ogół sytuacji.
Teraz do rzeczy:
To jest typ faceta, który ma sto koleżanek i kilku kolegów (nawet nie kumpli). Nie pije, nie pali, nie imprezuje, typowy domator. Z domu wychodzi 3-4 razy w tygodniu, na studia albo na siłownię. Przez to, że na imprezy chodzi może raz w roku, bardzo słabo znam jego znajomych i całe otoczenie. Znam garstkę tylko z opowieści.
Całe dnie zlatują mu w domu na: oglądaniu tv, robieniu sobie jedzenia, sprzątaniu, graniu i siedzeniu przy komputerze. I tutaj zaczyna się problem: w swoim pisaniu do koleżanek jest bardzo "frywolny". Cały czas wysyła buziaczki, serduszka, zwraca się do nich per słoneczko, cukiereczku, moja kochana roszpunko itp. - problem w tym, że to wszystko jest po koleżeńsku, bo większość z tych dziewczyn wie, że on jest w związku. Wielokrotnie robiłam mu o to awanturę, on zawsze się wściekał, że pisanie przez internet nie jest na poważnie i że znalazłam kolejny powód, żeby się czepiać.
Kilka razy na własne oczy widziałam jego rozmowy. Na pewno każda z Was zagotowałaby się po przeczytaniu czegoś takiego. Pomijając wszechobecne serduszka i buziaczki (jakby wszystkie dziewczyny były jego), ma pewne grono koleżanek, z którymi podczas pisania po prostu się nie hamuje.
W zeszłym roku weszłam w posiadanie jego rozmowy z niejaką Kasią (z miasta na drugim końcu Polski), w której ona żaliła mu się, że musi zaspokoić swoje potrzeby seksualne, ale nie ma chłopaka i nie chce się "dawać byle komu". On jej odpisał, że chętnie przyjedzie i trochę jej w tym pomoże. Opisywał masaż, że wymasowałby jej nogi, potem szedł w górę aż napotkałby szybko fajną przeszkodę na swojej drodze. Że całą by ją wymasował. Aż mnie ścisnęło jak to czytałam. 3 godziny siedziałam obok niego i próbowałam zebrać słowa. Nie mieliśmy za bardzo czasu na kłótnię, ale nawet mi tego nie wyjaśnił. Nawet mnie nie przeprosił. Niestety musiałam mu wtedy wybaczyć, bo mieszkaliśmy razem w wakacje, samochód i praca wspólne, więc nie było sposobności żeby się gniewać (teraz widzę że to błąd).
Przez kolejne 1,5 roku go nie sprawdzałam. Pytałam tylko czy jest wobec mnie fair, odpowiadał że tak. Niestety ostatnio coś mnie tknęło i zajrzałam na jego facebooka (podał mi na samym początku znajomości hasło twierdząc, że nie ma tam nic do ukrycia). Weszłam i zobaczyłam rozmowę z inną koleżanką (NIGDY mi o niej nie opowiadał). Z jej profilu wynika, że jest wolna, a poznał ją rok wcześniej niż mnie).
Pierwsza rozmowa:
- on: "Straszne są teraz mrozy, mam zimno w domu"
- ona: "Zmienisz zdanie jak przyjedziesz do mnie, bo mam stare nieuszczelniane okna i jest Syberia"
- on: "Przecież możemy się grzać nawzajem" (dalej nie znam, bo skasował).
Po kilku dniach kolejna rozmowa:
- on: :**
- ona: "hej"
- on: "też byś czasem poczęstowała buziakiem"
- ona "bardzo proszę :**"
- on: "Ale fajnego buziaka dostałem <3"
- ona: "Nasza rozmowa się wpasowała, bo właśnie oglądam "Niemoralną propozycję", o milionerze który proponuje młodemu małżeństwu noc z Demi Moore za milion dolarów
- on: "Sami możemy sobie taką niemoralną propozycję stworzyć"
- ona: "A wolisz być moim mężem czy milionerem, który chce spędzić ze mną noc?"
- on: "A mogę najpierw spędzić z Tobą noc, a potem zostać Twoim mężem? <3 <3"
- ona: "Haha, ale jesteś sprytny
"
- on: "Sprytny milioner ze mnie <3"
- ona: "Rzadki okaz z Ciebie"
- on: : "Lubię być rzadki. Twardy i rzadki <3"
Kolejna sytuacja:
Wysłałam mu filmik z małym chłopczykiem, który udaje baristę i robi kawę. Napisał mi że "ale słodziak, jest super <3". Filmik rozesłał wszystkim swoim koleżankom, oczywiście z komentarzem "patrz :** jaki słodziak <3". Niestety do kilku koleżanek napisał też "Zróbmy takiego".
Jedna mu odpisała "Idź i poproś swoją dziewczynę". A on do niej: "Do Ciebie mam bliżej".
Druga odpisała (ta od filmu): "Nie pokazuj mi takich rzeczy, bo się we mnie odezwie instynkt macierzyński". A on: "No to jaki problem?
"
Jest tego dużo więcej, niestety przez jego kasowanie wiadomości nie mogę za dotrzeć do poprzednich rozmów. Żałuję, że dopiero teraz to odkryłam.
Ja się czuję zraniona dlatego, że po tamtej akcji 1,5 roku temu (o masażu całego ciała) zapewniał mnie, że po prostu akurat w tamtym momencie zdarzyła się taka wiadomość, że to było pod wpływem impulsu i że nigdy o czymś takim nie rozmawia z koleżankami (typowy "zbieg okoliczności" - żałuję że mu wtedy uwierzyłam).
Niestety takie rozmowy prowadzi bez skrupułów do dziś, mimo że wie jak bardzo mnie to wtedy dotknęło.
Tamtą rozmowę sprzed 1,5 roku przeprowadziłam z nim sam na sam, płakałam, on sobie nic z tego nie zrobił. I nie pomogło, bo pisze sobie tak dalej. Dla mnie to jest obrzydliwe. Też mam wieloletnich znajomych, ale szacunek do siebie, do związku i do niego nie pozwala mi pisać takich rzeczy do znajomych.
On jeszcze nie wie, że ja wiem.
Chcę się na nim odegrać. Wiem, że jeśli szczerze z nim porozmawiam, to wszystkiego się wyprze, powie że wyrwałam fragment z kontekstu i że się czepiam. Zwykła rozmowa nie pomoże.
Dlatego proszę Was o porady, co ja powinnam zrobić? Wiem, że mnie kocha, ale ostro przegina i chcę, żeby przestał tak robić.