Dylemat co do studiów, przyszłości - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Dylemat co do studiów, przyszłości

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

Temat: Dylemat co do studiów, przyszłości

Witam smile Przepraszam za długość mojego posta. Mimo wszystko mam nadzieję, że ktoś przez niego przebrnie, bo w tej chwili naprawdę potrzebuję rady.

Dotąd miałam różne zawirowania, skłonności depresyjne, ale mieszkałam w domu, byłam w liceum, miałam mało znajomych, głównie w szkole, ale zaufanych, i wspaniałego chłopaka, niestety na odległość. Moim celem nr 1 było dostanie się na wymarzone od lat studia - japonistykę. Ciężko pracowałam, bo progi są wysokie, a liczba kandydatów na jedno miejsce spora, no ale udało się. Przeprowadziłam się sama do nowego miasta - i zaczęło się.

Trochę mnie przeraził plan (poza domem od rana do wieczora, bezsensowne okienka), ale uznałam, że ok, na wielu studiach tak jest, zwłaszcza na pierwszym roku. Nie za bardzo dogadałam się z ludźmi z kierunku, mam jedną koleżankę bliższą, parę osób, z którymi zamieniam parę słów, ale to tylko na uczelni, nie integrujemy się raczej poza, na okienka wszyscy wracają do mieszkań, a ja szczerze mówiąc wolę się gdzieś powłóczyć, bo jeśli miałabym jechać 2 godziny by wpaść na godzinę i znowu wieczorem wychodzić, to nie za bardzo mi się chce. Mam paru znajomych spoza kierunku, ale ciężko wygospodarować czas na spotkanie, bardzo fajne współlokatorki, z którymi jednak zwykle się mijam.

Ale to te mniej ważne kwestie. Bardzo, bardzo mocno rozczarowałam się poziomem nauczania i dezorganizacją. Nie wiem, może po prostu miałam za duże oczekiwania, ale większość zajęć moim zdaniem nie wnosiła nic, zapełnianie godzin bez pomysłu. Nieraz sami musieliśmy wykładowców poprawiać, że pomylili prosty znak. Były też wykłady prowadzone chyba z wikipedii i przestarzałej literatury, tak chaotyczne i nic nie wnoszące, że szkoda słów. Zdaję sobie sprawę, że na każdej uczelni są przedmioty prowadzone słabiej, mniej potrzebne (jak u nas np. łacina, na którą kułam chyba więcej, niż większość związanych z moim kierunkiem przedmiotów hmm), ale tutaj ciężko mi było wyłuskać zajęcia, na których czułabym, że intensywnie uczę się języka, poznaję kulturę, czyli robię to, po co poszłam na te studia. I powoli traciłam entuzjazm do nauki, a teraz czuję wręcz niechęć do tego. Samo miejsce, brzydka kamienica, wspinanie się po jej schodach na kolejne zajęcia, zaczęło we mnie budzić jakiś nieokreślony lęk.

Od samego przyjazdu źle spałam, ale potem przestałam sypiać dłużej niż 3 godziny albo nie sypiałam wcale. Kręciłam się całą noc, rozważając to wszystko. Im bliżej było poranka, tym bardziej czułam, że nie dam rady, że nie usnę, a przede mną cały dzień zajęć, od rana do wieczora. I chodziłam na te zajęcia, przysypiałam, niewiele pamiętałam, następnego dnia spałam trochę, bo organizm był już zbyt wyczerpany, ale potem znowu nic... Próbowałam się relaksować przy muzyce, czytać książki, przejść się po mieszkaniu. Brałam jeden, drugi, trzeci ziołowy syrop, tabletki (nie naraz oczywiście). W końcu zaczęłam brać normalne leki nasenne, silne, ale i one sprawiały, że przysypiałam na te parę godzin, żeby funkcjonować normalnie. Miałam ( i mam) napady paniki. Byłam wychowana pod kloszem, więc teraz mam ciągłe obawy, że nie ogarnę wszystkiego, sprzątania, zakupów, prania. Nie umiałam się skupić na niczym innym, tylko rozważaniem, czy 'się wyrobię', zdążę ze wszystkim. Mmo wszystko staram się to ogarniać i całkiem nieźle mi idzie, no bo przecież trzeba to wszystko zrobić, nikt nie będzie tego robił za mnie.

Na weekendy uciekałam, albo do chłopaka, albo do domu. W rodzinnym mieście zostawiłam najlepszą przyjaciółkę, ale ona studiuje zaocznie i raz na 2 tygodnie mamy dla siebie 2, może 3 godziny czasu na żywo, a byłyśmy tak zżyte, codziennie razem, wszędzie razem. W domu też nie mam za bardzo z kim się spotkać, bo odkryłam, że mnie i moich znajomych z liceum łączyło właśnie głównie liceum, a teraz kontakty się pourywały.

No i mój chłopak. Jest wspaniały, wspiera mnie, ale jest 5 godzin drogi ode mnie, finanse, organizacja, nie pozwalają się często widzieć. Od tych 5 miesięcy tylko przy nim czuję się w miarę spokojna. Jak mam od niego wracać tutaj, to serce mi pęka. Staram się walczyć, naprawdę - przeżyłam pierwszy semestr, zaliczyłam pierwszą sesję, i to z dobrymi wynikami. Biorę antydepresanty, do tego mam straszną, niezaleczoną od lat nerwicę natręctw. Byłam u psychoterapeutki, ale niestety, ani nie stać mnie na regularne chodzenie na sesje, ani po prostu nie ma w tygodniu gdzie ich wcisnąć.

Nie wiem, co robić. Zawsze myślałam tylko o tej japonistyce, nie rozważałam innego kierunku studiów. Ale jestem już prawie pewna, że to nie to - nawet nie dlatego, że jest supertrudno, że dużo nauki, bo od trudności i zawalenia nauką na studiach nie ucieknę. Ale to co robię, nie przynosi mi satysfakcji.

I nie wiem, co dalej. Nie wyobrażam sobie tak przeżyć tych 3 lat, ale szukam sensownej alternatywy, i nigdzie jej nie widzę. Dotąd widziałam tylko ten jeden kierunek, i nie wiem, gdzie szukać czegoś innego, czym mogłabym się zająć.

Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Dylemat co do studiów, przyszłości

Moim zdaniem powinnaś pomyśleć o zmianie kierunku studniów.
Nie wyobrażam sobie robić w życiu tego co teraz by mnie nie satysfakcjonowało.
Ja w tym roku wybieram się na studia ale zaoczne , chcę się usamodzielnić i sama zarabiać na swoje utrzymanie .

3

Odp: Dylemat co do studiów, przyszłości

ja niestety tez rozczarowałam sie studiami i wielu moich znajomych mówi to samo... że nie było warto, ze na studiach nie nauczyli się przydatnych rzeczy, ze nie było tak jak się spodziewali... więc nie wiem czy zmiana rozwiąże problem. Możesz wpaść z deszczu pod rynnę - trafić na studia, na których kompletnie się nie odnajdziesz. No chyba, że masz jakieś inne zainteresowanie i JESTEŚ PEWNA, że to da Ci satysfakcję.

4

Odp: Dylemat co do studiów, przyszłości

Dziękuję za odpowiedzi smile Zaczełam regularną psychoterapię, biorę leki, żadnej poprawy, mam nadzieję, że kiedyś, przy mojej pracy, ona nastąpi, bo nie wyobrażam sobie tak dalej żyć.

Przy okazji podczytuję forum i zbieram się do odpisania na różne posty, żeby też dać coś od siebie. No bo tak weszłam, powypisywałam swoją historię, i tyle...

5

Odp: Dylemat co do studiów, przyszłości

Witaj rabbithearted. Po 1sze gratuluje Ci, ze dostalas sie na tak oblegany kierunek (wiem cos o nim, bo moja przyjaciolke zawsze fascynowaly te studia).
Troszke Cie rozumiem. Sama mam problem ze soba (ale to w moim topicu...). Anyway:
przez 4 miesiace studiowalam kierunek, ktory myslalam ze bedzie moim ukochanym. Ale nic z tego bo to, czego sie chcialam uczyc to byla zaledwie garstka. Studia okazaly sie niewypalem. Zrezygnowalam. I wyjechalam do innego miasta, zaczelam studiowac to, co naprawde mnie interesowalo. Jednak z Twojego postu wynika, ze japonistyka byla tym wymarzonym, a jak wiadomo nie ma innych studiow z tym zwiazanych... Ja po prostu sie przeliczylam i naiwnie myslalam, ze po inzynierii komp. ze spcjalnoscia grafika zrobia ze mnie artyste grafika smile A to po prostu informatyk z lbem matematycznym, ktory wie, jak poruszac sie w Photoshopie smile
A moze turystyka? No dosc daleko do japonistyki, ale rownie ciekawy kierunek.
Moja rada jest taka: przeczekaj i zobacz co sie bedzie dalej dzialo. Ja na pierwszych studiach wypytalam wykladowcow jak to dalej bedzie i wlasnie jedna z prof. uswiadomila mi, ze to jednak nie to, co chcialam studiowac.... Wiesz, na 1 roku z reguly jest chaos - mnostwo ludzi, ktorzy pozniej sie wykruszaja, sami rezygnuja. Wykadowcy potem zostaja z mniejszoscia zainteresowana kierunkiem i moze wtedy przekazuja inaczej wiedze, widza, ze studentom zalezy, znaja juz ich i moze wtedy jest inaczej...
Tak czy tak dec. nalezy do Ciebie smile Mam nadzieje, ze troszke pomoglam.

6

Odp: Dylemat co do studiów, przyszłości

witam .. Ja miałam podobny problem do Ciebie z tym ,że ja zrezygnowałam ze studiów jeszcze przed pierwszą sesją sad
I niby kierunek mi nie pasował i ludzie też .. W ogóle było dziwnie bo niby na zajęciach gadali próbowali się integrować ale po nich każdy wracał do pokoju. Ewentualnie jakieś spotkanie w klubie gdzie nawet nie ma jak porozmawiać .

Ja studia rzuciłam i trochę żałuję bo już całkiem dostaję świra. Myślałam ,że przez ten czas co jestem w domu odnajdę kierunek na który naprawdę bym chciała iść ale nie. Szukam patrzę na te kierunki i dalej nie mam pojęcia co robić . Co do znajomych to też to się jakoś wszystko popsuło i w efekcie mam jedną koleżankę z którą się widzę sporadycznie . I tak się obawiam co będzie jeżeli na nowym kierunku (bo na jakiś muszę iść) nie poznam ludzi którzy mi przypadną do gustu czy będę samotna do końca życia czy co eh.

W każdym razie ja bym nie radziła rzucać studiów a poczekać skoro dobrze Ci idzie .. może jakoś się zaaklimatyzujesz jeszcze

Ja to nie rozumiem co się dzieje na tych studiach wiele osób jest samych w nowym mieście a zamiast się integrować to każdy siedzi sam w pokoju sad

7

Odp: Dylemat co do studiów, przyszłości

Wiecie co.. to wszystko jest smutne. Zauwazylam, ze coraz czesciej ludzie milkna... Mamy smsy, maile, telefony, skype i inne tego typu rzeczy, a umowic sie z kims na jakies spotkanie kolezenskie jest bardzo trudno! Co prawda stuknelo mi juz 31 lat i w tym wieku jak nie ma sie meza czy chlopaka, to juz  w ogole ciezka sprawa..... Ja pol roku temu przenioslam sie do mojego miasta rodzinnego, szukam teraz czegos na Dolnym Slasku - znaczy sie, pracy smile I znajomi z tamtego miasta coraz rzadziej sie odzywaja... Mam tylko stamtad przyjaciolke, z ktora utrzymuje regularny  kontakt i mam nadzieje, ze tak zostanie... Zbieram sie wlasnie do napisania osobnego postu na temat relacji miedzy ludzmi.. ale wracajac do tematu - jak juz pisalam wczesniej, tez radze autorce nie rezygnowac pochopnie ze studiow. Tak jak wspominalam - teraz pewnie na tym kierunku jest multum ludzi, pozniej polowa sie wykruszy po egzaminach, czesc sama zrezygnuje i kto wie - moze zostanie grupa swietnych ludzi smile Czego Ci zycze smile Powodzenia smile

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Dylemat co do studiów, przyszłości

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024