Witajcie
Od dłuższego już czasu czytam Wasze forum, najczęściej wtedy gdy jest mi źle. Dzisiaj postanowiłam się zarejestrować i napisać coś o sobie.
Mam 38 lat, wspaniałą rodzinę, a jednak od długiego już czasu coś ze mną jest nie tak. Wychowywałam się jako jedynaczka w rodzinie gdzie ojciec był alkoholikiem, matka stale znerwicowana też często sięgała po alkohol, a ja byłam zawsze sama. Na porządku dziennym były awantury, totalna demolka w domu, okropna bieda i brak pieniędzy,nie miałam koleżanek,ponieważ wszyscy wiedzieli co dzieje się u mnie w domu i nikt nie chciał się ze mną przyjaźnić. Najgorsze były święta kiedy rodzice pili, a ja sama siedziałam w oknie i zazdrościłam innym ludziom wspaniałych, rodzinnych świąt. Jednym słowem dzieciństwo miałam totalnie zrypane co siedzi we mnie do dziś i często śni mi się po nocach ( najczęściej kłótnie z pijanymi rodzicami). Gdy miałam 20 lat zmarła moja matka ( zapiła się na amen), rok później ojciec. Wstyd mi o tym pisać ale po ich śmierci odczułam pewną ulgę, że wreszcie będzie spokój i będę mogła żyć normalnie. Miałam spokój tylko miesiąc, a później się zaczęło. Okropne lęki, które pojawiały się nagle bez żadnej przyczyny, uczucie bezwładu całego ciała, nogi jak z waty, takie dziwne wewnętrzne drżenia i uczucie jak bym zaraz miała zemdleć. Najgorszy był ten przerażający lęk, że coś mi się stanie. Bywały dni, że bałam się sama wyjść z domu. Nie poszłam do lekarza, postanowiłam walczyć z tym sama. Miałam przecież dzieci i męża, miałam dla kogo żyć. Po paru latach uporałam się z lękami i już prawie zapomniałam oniepokojących objawach, ale wszystko wróciło 4,5 roku temu. Byłam wtedy w ciąży z bliźniętami, tak bardzo się cieszyłam, nie mogłam się doczekać kiedy je zobaczę i wezmę w ramiona. Ciąża przebiegała wspaniale, czułam się bardzo dobrze, a maluszki pięknie rosły, byłam chyba najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Szczęście skończyło się miesiąc przed porodem, kiedy to okazało się, że jeden maluszek nie żyje. To co przeżyłam to był koszmar, po prostu nie da się tego opisać, nie potrafiłam się nawet cieszyć synkiem który przeżył. Momentalnie powróciły te dziwne objawy i to ze zdwojoną siłą, które trwają do dziś. Nie mogę sobie ze sobą poradzić, ciągle jakieś dolegliwości ( bóle głowy, pleców, wzdęcia, zaparcia), okropne lęki, problemy ze spaniem ( budzę się praktycznie co godzinę, wstaję i jem), nie mogę się na niczym skupić, podjęcie jakiejkolwiek decyzji też jest dla mnie wielkim problemem, unikam ludzi, nie spotykam się nawet z koleżankami, wszystko mnie drażni, łatwo się denerwuję, a nastrój potrafi zmienić mi się cztery razy dziennie. Chciała bym być żyć normalnie, przecież mam dla kogo ale nie wiem czy to jest jeszcze możliwe