Witam, jestem tu nie poraz pierwszy. wczesniej bywało roznie ale teraz jest jeszcze gorzej...co mam zrobic nie wiem pytam was bo jutro jade do psychiatry bo juz nie wyrabiam...
Mam faceta...3 lata z nim jestem. dzisiaj nie wydarzyło sie takie cos ze to juz nie jest pierwszy raz (dodam). kłócilismy sie jak zwykle o niego bo...on nic od siebie nie daje. nic nie dokłada do naszego zwiazku poza stresem i nerwami dla mnie. sex na WULGARYZM raz na 2 tygodnie... ciagle wyzywa mnie od nienormalnych szmat od psycholi itd. dzisiaj nie wytrzymałam. ciezko mi opisac co czuje bo nie macie pojecia ile wlozylam milosci w ten zwiazek i jak bardzo sie starałam zeby było mu dobrze ze mna. robiłam co chciał... miał wszystko. mamy małe dziecko jestem wyczerpana fizycznie i psychicznie...nie radze juz sobie obowiazki mnie przytłaczaja... nie chodzi o dziecko tylko o niego. niestety... nigdy nie dotrzymał jeszcze słowa do domu albo sie spoznia długo albo wraca nad ranem jak jedzie na studia to weekendy spedza z kolegami nie dajac znaku zycia gdzie spi i z kim jest wraca to tylko awantury... serce mi peka jak widze inne pary gzie po nawet 6-8 latach facet tuli swoja kobiete i całuje jak najcenniejszy skarb a ja tego nie mam...prosiłam go o miłasc...błagałam zeby był dla mnie dobry... ponizałam sie...ale on wciaz sie nie zmienia. ciagle powtarza ze ma mnie w WULGARYZM ze jestem nikim.... boje sie ze peknie mi serce i nie wytrzymam....ze cos sobie przez niego zrobie...albo jemu...dzisiaj spakowałam graty i wyjechałam do rodzicow...siedze tu teraz w kuchni i rycze...nie mam z kim porozmawiac...komu sie wy zalic...powiedziec co czuje. jemu pisałam miliardy smsow ze ma mnie nie traktowac jak smiecia. ale to nic nie daje. rozmawiac nie chce juz wogole. mam tylko prac sprzatac i zajmowac sie dzieckiem. nigdzie mnie nie zabiera a jak juz pojdziemy razem do baru to wogole jak bym nie istniała dla niego... jestem załamana... czuje ze nie wytrzymam tak zyc...
Na forum nie używamy wulgaryzmów. Proszę o zachowanie elementarnej kultury wypowiedzi.