Jestem po raz I na takim forum.Sama nie wiem czy dobrze robię.Nie poszłam dzisiaj do pracy bo nie miałam siły,czasami tak mam .Udaję,że szykuję sie do wyjścia a jak mój partner wychodzi z domu ja wskakuje do łóżka i chcę spać.
Byłam wesołą energiczną kobietą.Nie ma już tamtej kobiety,ta która jest teraz jest ciagle zmęczona,unika ludzi jestem NIJAKA.
elisek39 a czy to przyszło nagle czy zaczęłaś się tak czuć po jakimś wydarzeniu w Twoim życiu? To co opisujesz jest niepokojące u wielu ludzi tak właśnie zaczyna się depresja.
To stopniowo narastało we mnie po tym jak mój były mąż odsunął się ode mnie lata temu to był 2003/2004rok.Mielismy wtedy kilkuletnią córeczkę .Świat po raz kolejny zaczął się sypać.Jak miałam 21 lat moja mama odebrała sobie życie to ja ją znalazłam.
Później życie toczyło się już drogą dla dorosłych mój najmłodszy brat miał 4 latka.Zostawiłam młodzieńcze zycie stałam się dojrzałą kobietą. Po dwóch latach wyszłam za mąż.Po kolejnych dwóch urodziłam córeczkę.
Gdy mąż mnie zdradzał albo oddalał się nie mogłam się pozbierać.Targnęłam na swoje życie tylko żeby odwrócił się od klawiatury komputera od tej kobiety. Na jego oczach połknęłam garść tabletek. On z zimną krwią zadzwonił po pogotowie.Miałam płukanie żołądka i po kilku godzinach wróciłam do domu. Później już było tylko gorzej. Podtruwałam się powoli lekami ,ale kiedyś stwierdziłam,że to nie ma sensu. Żyliśmy w separacji 5 lat mało kto wiedział o tym.Kiedyś nadszedł moment rozwodu.Oboje mieliśmy juz nowych partnerów ja czułego kochanego mężczyznę On zmienił wiarę przeszedł do Świadków Jehowy.Zawsze miał dobry kontakt z naszą córką,ja byłam załamana,płakałam w poduchę,nie miałam siły na luz.On przeszedł ten rozpad jak grypę i wyzdrowiał.Ja niestety nie.
Nie mam przy sobie córki,chciała mieszkać z tatą,ja wyprowadziłam się do mojego partnera i tęsknie za dzieckiem - nastolatką,która mnie nie szanuje,nie mamy ze sobą dobrego kontaktu bardziej lubi mojego partnera,partnerkę ojca,ale ode mnie tylko oczekuje dawania i nic w zamian.
Od kilku lat choruję na kręgosłup,mam zmiany w głowie podejrzewano u mnie SM ,ale mogą to być zmiany po mini wylewach.
Jestem ogólnie słaba,mimo,że mam tyle miłości,czułości i opieki od partnera to ja miotam się nie mogę cieszyć się chwilą....Mam coraz mniej sił.
WYGLĄDA MI TO NA DEPRESJĘ... POWINNAS PÓJSC DO PSYCHOLOGA - BĄDZ PSYCHIATRY...ZANIM BEDZIE ZA PÓZNO
Byłam u Psychiatry dawno temu sama stwierdziłam,że musi mi ktoś pomóc.Powiedział mi,że jestem silną kobietą i mam się nie poddawać,nawet przepisał mi jakieś leki uspokajające .Ja je zjadłam jak cukierki. Później lata dawałam sobie sama radę. Jak się rozchorowałam i leżałam na oddziałach neurologii zawsze dostawałam leki nasenne-uspokajające a dlaczego? Tego nie wiem.
Byłam u psycholog długo rozmawiałyśmy,płakałam jak dziecko i wiedziałąm wszystko co mi mówiła.Tylko jak wracam do domu sama pakuję się do klatki i rozmyślam o wszystkim,truję się tymi myslami. Przerażają mnie czasami moje przemyślenia.
Porozmawiaj z partnerem, powiedz wszystko co Cię męczy. Jeśli masz w nim wsparcie to powiedz mu o wszystkich poproś o pomoc.
On bardzo chce żebym poszła do lekarza,to ja nie widzę w tym sensu. Obarczyłam się wszystkimi niepowodzeniami i wiem co powie lekarz ......ja niby to wszystko wiem a jednak potrafię się złamać. Naprawdę zbieram siły na ten I krok .Ale to nie rozwiąże moich problemów i tego co straciłam miłości dziecka . Ale każdy mi tłumaczył,że nie mozna tkwić w chorym zwiazku tylko dla dobra dziecka. Ona sama mi kiedyś powiedziała......Mamo przeciez tato juz nie będzie z Tobą więc ułóż sobie zycie. Ale Ona też już nie jest ze mną. A jak jej tato fruwał to ja byłam cały czas przy niej . Wiedziała,że On źle robi,że Nas oszukiwał i robi to do tej pory wciągając dziecko do swoich kłamstw. Mało kto wie,że zmienił wiarę kryje to przed rodziną . A ja jestem ta najgorszą! Nikt nie wiedział o naszych kłopotach kryłam go.
hej wszystkim...Jestem tu pierwszy raz i w sumie ja także nie wiem czy dobrze że zadecydowałam żeby tu napisać ale może choć trochę mi to pomoże... no właśnie ...jak wytłumaczyć sobie to, że czasem nie mamy wpływu na to co się dzieje... Chciałabym wiedzieć czy dalej ktoś zagląda akurat tu i może mógłby odpisać.... ? Czekam z niecierpliwością..
kobietka...
Oj...chyba dopadła Cię jesienna chandra. Też takie miewałam...coś strasznego, myśli samobójcze itd. Na razie jest ok, czasami jak czuję że coś mi źle, kupuję ulubioną czekoladę i lody i jakoś pomaga. Czekolada jakoś dobrze na mnie działa, rozwesela i odpręża:)
(...)jak wytłumaczyć sobie to, że czasem nie mamy wpływu na to co się dzieje... (...)
Może zaakceptować fakt, ze nie jesteś osobą wszechmocną, pogodzić się z rzeczywistością?