Codziennie to samo,te same myśli,ten sam płacz,te same problemy.
Każdy powie że trzeba nad soba pracować,tylko po co kiedy nie ma dla kogo?
Mówi się że zawsze po burzy wychodzi słońce,mam nadzieję że dla mnie i innych też kiedyś wyjdzie.
Dlaczego inni mają lepiej?
Po co nad sobą pracować kiedy nie ma dla kogo?
A to akurat proste - dla siebie samego.
Jeśli uzależniamy nasze szczęści od kogo innego - nigdy nie będziemy szczęśliwi.
"W latach 60. dwie wielkie przemiany przekształciły prawo do szczęścia w OBOWIĄZEK (...) awans indywidualizmu. Skoro już nic - Kościół, partia ani klasa społeczna - nie przeszkadza nam w spełnieniu, tylko my odpowiadamy za to, co nam się przydarza. Ciężar okazał się przerażający - jeśli nie jestem szczęśliwy, winić mogę tylko siebie.(...)
Wszystko zależy ode mnie?
Smutek jest chorobą społeczeństwa, które z dobrego samopoczucia uczyniło obowiązek i które karze nieudaczników. Szczęście przestało być szansą czy darem niebios, rzadką łaską, która opromienia monotonne dni. Jesteśmy je winni sobie, mamy je okazywać wszem i wobec"
Fragment artykułu
"Szczęście to piekło" Pascala Brucknera
Osobiście uważam, że należy znaleźć sens życia w samym sobie. Bo wątpię, by codzienna nasza walka polegała na zmaganiu się ze śmiertelną chorobą. To dopiero zmienia punkt widzenia i daje dystans do takich problemów czy bycie z kimś jest najważniejsze. Wtedy dopiero życie jako takie staje się wartością samą w sobie.
Jeśli ktoś nie wie czy warto żyć, to myślę, że powinien udać się z wizytą do hospicjum, najlepiej dla dzieci. I dopiero po takim ekstremalnym doświadczeniu zadać sobie jeszcze raz to pytanie
Pozdrawiam