zecydowałam sie wrócić do domu rodzinnego po prawie 7 latach. moja rodzina nie wie że jestem ateistką, chodzi mi o rodziców, brata, dziadków... bo ci beda w pobliżu.... jak mam im o tym powiedziec, czy nie mówić i zachować w tajemnicy..... nie wiem co mam robić... z decyzja zmian niestety pojawiają sie kolejne problemy.... ech takie życie
Najgorzej jeśli zaczniesz sie bać, oszukiwać i ukrywać. Wiem, ze nie jest to łatwe, zwłaszcza jeśli rodzina jest bardzo wierząca, ale uczciwiej dla nich i dla siebie będzie pwoiedzieć prawdę.
Zbierz ich razem i powiedz, ze zdecydowałaś wybrać inną drogę i prosisz aby to uszanowali. Unikniesz dzięki temu np nacisków byś szła do koscioła itp.
Oczywiscie pewnie będą pytania dlaczego i próby pokazania Ci, ze się myslisz, ale mzoesz to krótko uciążć, że wiesz, rozważyłąś wszystkie za i pzreciw i wybrałaś, moze kiedyś cos sie w tym temacie zmienie obecnie prosisz o uszanowanie decyzji.
Ja to pzrerabiałam w domu, ale gozrej bylo jak ukrywałam, a jeszcze gozrej jak potem wdawałam sie w dyskusje na temat wiary i zaczynało sie udowadnianie kto jest blizej prawdy.
Dzis tego nie robie, a moja babcia, która czasem próbuje jeszcze zawrócić mnie na katolicką drogę słyszy tylko: Babciu, bo ja juz wybrałam i dla mnie jest to tak, jakby babci ktos kazał teraz zostać poganką.
Pomaga i to na tyle, ze udalo mi się nie puścić dziecka do komunii, z argumenetm, ze nie idzie on tą samą droga co ja, bo tak faktycznie jest
Zależy od tego, jaka jest Twoja rodzina. Jeśli jest tolerancyjna, to przy najbliższej okazji im o tym powiedz. Powinni zrozumieć Twój wybór i dać sobie spokój z próbami 'nawracania' Ciebie.
Gorzej jeśli mogą zareagować agresywnie... Wtedy lepiej wcale im nie mówić, jeśli jesteś wrażliwa. Wiem, że to kłamstwo, ale niektórzy potrafią zrobić prawdziwe piekło swoim bliskim z takiego powodu.
Ja powiedziałam rodzinie, że nie czuję się Katoliczką, etc., i jakoś nie mieli z tym problemu. Powodzenia. ![]()
nie wiem co mam wam odpowiedzieć.
od 7 lat na te tematy praktycznie nie rozmawiałam... a jestem ateistką od 9 lat...
moze potem jak wróce do nich okaze sie co w trawie piszczy... mam tyle lekow i obaw ale na razie nie mam innego wyjscia jak powrót do rodzinnego domu
Zgodzę się z Liltu...jeżeli twoja rodzina jest tolerancyjna to na pewno Cię zrozumie. Przecież nie jesteś gorsza dlatego, że jesteś ateistką. Każdy ma swoje poglądy ![]()
Jaka by rodzina nie była uważam, ze lepsza jest prawda od kłamstwa.
Tak, powiedzieć, ale przygotuj się na awanture, chyba że wszyscy w domu są tolerancyjni.Ja przeszłam takie zdarzenie gdy córka stała się ateistką.Ja to przeżyłam , ale mąż z dobry rok jak nie więcej komentował lub się awanturował. Teraz jest już jako tako...
Jestem w nieco podobnej sytuacji, nie mam jasno określonego wyznania, ale nie wyznaję katolicyzmu, bliżej mi do filozofii buddyzmu (buddyzm nie jest religią). Rodzice przyzwyczaili się do tego, jednak moi dziadkowie są bardzo wierzący, co prawda wynika to bardziej z tradycji, ale co roku kiedy ich odwiedzam są różne pytania dlaczego nie chodzę do kościoła. Głupio jest uczęszczać na msze i w myślach negować słowa księdza wiedząc, że dziadkowie nie zgodziliby się z tym. jako, że ich kocham nie mówię nic o swoich pokrętnych wierzeniach, filozofii życia itp. aby nie niszczyć naszych relacji omijam ten temat.:)
Zgadzam się z Claire, starsi ludzie nigdy nie zrozumieją, że masz prawo wyboru innej religii/filozofii niz katolicyzm, wiec lepiej omijaj temat. Ja tłumaczylam usilnie moim rodzicom teorię ewolucji i inne rzeczy w czasach licealnych, teraz juz nic nie tłumaczę...bo
niestety nie ma w mojej rodzinie ludzi o otwartym umysle ![]()
NIe do końca się zgodzę. Wszystko zależy od człowieka. Moja 90 letnia babcia coraz bardziej pzrekonuje sie do mojej drogi, choć całe zycie była katoliczką. Dodam, ze to bardzo prosta osoba.
Szept, jeśli Twoja babcia jest otwarta i chce rozmawiac to mozna. Niektorzy ludzie nie potrafia rozmawiac i sluchac argumentow i w takim przypadku nie ma to sensu. Ale jesli ktos chce sluchac to mozna.
Dokłądnie o tym, mówię, dlatego zanegowałam Twoje uogólnienie, ze starsi ludzie nigdy nie zrozumieja ![]()
dziekuje wszystkim za pomoc. znikam jako esmeralda. to juz zamkniety rozdział i nie chce do nie wracać.
nie wiem co mam robić...
To może... pomódl się o łaskę wiary? :-)
Albo natchnienia na lepszą od chrześcijańskiej drogę ![]()
Agni4696
to ja proponuję wierzącym modlitwę o łaskę rozumu. Jeśli się spełni, to będzie ostatnia modlitwa w Waszym życiu.
Agni4696
to ja proponuję wierzącym modlitwę o łaskę rozumu. Jeśli się spełni, to będzie ostatnia modlitwa w Waszym życiu.
A ty, Lupusie, przeciw mnie czy za mną? Wiara i rozum nie wykluczają się przecież, a uzupełniają. Polecam np. monady Leibniza.
18 2011-05-10 21:42:30 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-05-10 21:52:33)
Oczywiście, że się wykluczają. I żadnym dowodem są tu poglądy filozofa sprzed ponad 300 lat.
Jak dla mnie, to ciekawsza, choć też w charakterze jeno rozrywkowym, jest hierarchia bytów Adama Wiśniewskiego-Snerga.
Oczywiście, że się wykluczają. I żadnym dowodem są tu poglądy filozofa sprzed ponad 300 lat.
Zatem poglądy takiego np. Sokratesa czy Platona już dawno powinny być na śmietniku bo są jeszcze starsze niż 300 lat???
20 2011-05-12 21:44:57 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-05-12 21:46:26)
Niektóre tak, te gdzie filozofowie wkraczali na pola właściwe dla innych nauk. Przecież świat nie stoi w miejscu, nasza wiedza się poszerza. Filozofia nie ma kompetencji do udowodnienia istnienia lub nie istnienia Boga. To mogą zrobić najwyżej nauki przyrodnicze, a te są zgodne: istnienia Boga (krasnoludków, elfów, wampirów itd.) udowodnić nie można.
Niektóre tak, te gdzie filozofowie wkraczali na pola właściwe dla innych nauk. Przecież świat nie stoi w miejscu, nasza wiedza się poszerza. Filozofia nie ma kompetencji do udowodnienia istnienia lub nie istnienia Boga. To mogą zrobić najwyżej nauki przyrodnicze, a te są zgodne: istnienia Boga (krasnoludków, elfów, wampirów itd.) udowodnić nie można.
Na razie nie można. Ale czemu to wykluczyc? Tym bardziej, że pewne energie subtelne są juz na dzień dzisiejszy badane i nagle to co okazuje sie bzdurą działa.
Fajny przykład jest w ksiażce "Dawna madrosć na Nowe czasy" von Lupke. Tyczy się co prawda praktyk szamaśńkich ale jednak. Opisane jest przywoływanie deszczu przez szamanów w sposob rytualno magiczny. Zwykle dzis sie z tego smiejemy i pukamy w czoło. Ale na przestrzeni setek lat to się ZAWSZE sprawdzało i deszcz spadał. Czyli co? za każdym razem przypadek? Czy łupanie reumatyczne w kosciach? Bo dla mnie jesli coś działa za każdym razem znaczy, ze staje sie jakimś potwierdzanym faktem. A ile z naukowych doświadczeń jest wynikiem powtarzalności jakiegoś zjawiska za każdym razem? i czy trzeba innego dowodu?
Z tego co gdzieś czytałam energia prożni, sama w sobie bedąca paradoksem istnienia ma jeszcze zdolności kretywne, potrafiace stworzyć coś z niczego w dosłownym tego słowa znaczeniu. I ponoć mozna to już powoli badać w laboratoriach fizyki kwantowej. Czemu więc odrzucic mozliowść, ze to sam Absolut tak sie objawia?
Poza tym jest cos jeszcze, człowiek z jakiegoś powodu od zarania dziejów, potrzebował łaczyć się w jakaś grupę religjną. Dla własnego zdrowia psychicznego tworzył i nadawał imiona bogm, bo po prostu nie umiał wyjaśnć pewnych zjawisk i mial potzrebę obcowania z siłami wyższymi. Jednak zawsze był nad tym wszystkim Wielki Duch (Absolut? Bóg?) a dopiero z czasem prawa społeczne kształtowały tez prawa boskie i doktryny. Nie mniej wciaż mamy potrzebę wiary w coś wyzszego i madrzejszego oraz w sens życia w postaci nagrody w niebie czy mozliwości rozwoju w cyklu reinkranacji.
Wiec mam prośbę do naukowców, nie odbierajcie tego ludziom wierzącym. Byc moze dla nich to jedyny sens życia i nadzieja na coś lepszego.
Tym bardziej ze tak jak naukowcy mówią, wierzący nie są w stanie udowodnić że Bóg istnieje, tak i oni nie są w stanie udowodnić, ze on nie istnieje.
Pozdrawiam.
Proszę o trzymanie się tematu wątku.
Moderatorka-apoteoza