Ostatnie 1,5 miesiąca było ciężkie. Jestem na pierwszym roku studiów i wiadomo- Sesja. Ful nauki, stresów...
I wyszło co wyszło że nie zaliczyłam 2 przedmiotów. Muszę przystąpić do egzaminu komisyjnego z jednego a z drugiego wyniki będą dopiero w czwartek(ale myślę że go zaliczyłam). W poniedziałek muszę napisać podanie o komisyjke itp...
Jestem w totalnej rozsypce. Chodzę jak otępiała, płacze.A uczyć nawet mi się nie chce bo stwierdzam że jestem na to za głupia, zresztą nie wiem nawet czy dopuszczą mnie do egzaminu komisyjnego. A jak jeszcze w czwartek okaże się że nie zaliczyłam 2 wykładu to będzie gwóźdź do trumny.
Nie wiem co mam ze sobą zrobić, jak choćby zmusić się do nauki. Mam tak negatywne podejście że żyć mi się w tej chwili nie chce. Nie wiem gdzie mam się podziać...