Proponuję Wam dyskusję na temat modlitwy za kogoś. Dokłądniej za kogoś, kto wcale sobie tego nie musi życzyć.
Nie jestem chrześcijanką i dosć często spotykam sie z czymś takim, takze na tym forum, ze ktoś oswiadcza iż bedzie lub juz modli się za mnie a dokłądniej za to bym wróciła na łono Koscioła, lub przyjęła Jezusa itd.
Oczywiście doceniam troskę o moją duszę, ale czy nie jest to przypadkiem spzreciwianie sie Bogu w kwestii daru wolnej woli jaką nam dał? Bo wszak modlitwa to intencja, energia wysłana do kogoś w celu p[ewnej manipulacji jego wiarą, mysleniem, światopoglądem.
Kiedys na jednym z for poganka powiedziala osobie, która modlilą się za jej zagubioną duszę, ze również będzie się modlić do swoich Bóst o to by zrozumiał jak się myli w kwestii wiary chrześcijańskiej. I wtedy wybuchła awantura, ze jak poganka mogłą to zrobić, ze to zsyłanie zła itd. A pzrecież ona też ma swoich bogów w których wierzy i sie do nich modli.
Dlaczego wiec wychodiz na to, że moze to działąć w jedbną strone a w drugą jest czymś nagannym? Pzrecież żadna, ale to żadna religia na świecie nie ma monopolu na prawdę, a sam Bóg (Bogowie, Absolut) obdarzyli nas wolna wolą. Więc czemu ja nie powinnam modlić się by chrzecijan otworzył oczy i zrozumiał jak sie mylił, ale chrześcijan moze o to samo modlić się względem mnie?
I czy taka modlitwa na siłe za tego typu intencję (bo nie mówię tu o modlitwach o zdrowie czy szczęscie dla kogoś) są etyczne i moralne? Tym bardziej, ze ktos może sobie tego nie życić.
Jak myslicie?