A potem spojrzałam na moje dziecko.
I pomyślałam tylko:
„Już nie wróci.”
To zdanie powtarzałam sobie wiele razy.
Nie wróci.
Nie otworzą się drzwi.
Nie usłyszę jego kroków.
Nie będę musiała zgadywać, w jakim jest nastroju.
Nie będę musiała bać się kolejnego wieczoru.
Do dzisiaj nie wiem, co dokładnie wydarzyło się po jego wyjściu z domu.
Nie wiem, gdzie był.
Nie wiem, z kim się spotkał.
Nie wiem, dlaczego znalazł się w takim stanie.
Nie mam odpowiedzi.
I chyba nie chcę ich szukać.
Wiem tylko, że człowiek, którego bałam się przez większość swojego dorosłego życia, już nie wróci.
Wiwm też, że ludzie z którymi się skontaktowala, mogli mu "pomóc".
Dzisiaj jestem bezpieczna.
Moje dziecko jest bezpieczne.
Jeżeli ktoś chce, mogę prywatnie przekazać kontakt do osób, które pomogły mi znaleźć bezpieczną drogę wyjścia z tej sytuacji