Wyobraźmy sobie, że schodzimy pod ziemię i nagle przed naszymi oczami pojawia się ogromna sala. W równych szeregach stoją żołnierze. Są ich setki. Dalej kolejne rzędy. I kolejne. Każdy stoi nieruchomo, jakby czekał na rozkaz.
Tyle że nie są żywymi żołnierzami.
Są wykonani z terakoty.
I nie zostali stworzeni po to, żeby kiedykolwiek walczyć.
Mieli strzec człowieka, który już nie żył.
To Armia Terakotowa, jeden z najbardziej niezwykłych zespołów rzeźbiarskich w historii świata.
## Cesarz, który chciał zabrać ze sobą całe imperium
Historia zaczyna się od człowieka, którego znamy jako Qin Shi Huanga, pierwszego cesarza zjednoczonych Chin.
Żył w III wieku p.n.e., w okresie, gdy Chiny były podzielone pomiędzy rywalizujące ze sobą państwa. Qin ostatecznie pokonał swoich przeciwników i zjednoczył ogromne terytorium.
Nie przyjął jednak po prostu tytułu króla.
Ogłosił się pierwszym cesarzem Chin.
Był człowiekiem, który myślał w ogromnej skali.
Za jego panowania powstawały wielkie projekty budowlane, rozwijano administrację, standaryzowano między innymi miary, wagi i system pisma, a państwo zostało podporządkowane silnej władzy centralnej.
Ale Qin Shi Huang myślał nie tylko o życiu.
Myślał również o tym, co stanie się po jego śmierci.
I właśnie tutaj zaczyna się historia terakotowej armii.
## Cesarz potrzebował armii również po śmierci
W starożytnych Chinach istniało przekonanie, że śmierć nie oznacza po prostu całkowitego końca istnienia. Zmarły władca potrzebował odpowiedniego otoczenia, przedmiotów i służby także w świecie pośmiertnym.
Jeżeli cesarz był władcą potężnego państwa za życia, logiczne było więc, że również po śmierci powinien posiadać odpowiedni dwór.
Tylko że Qin Shi Huang nie chciał poprzestać na kilku figurkach.
Chciał mieć armię.
I to nie symboliczną armię złożoną z kilku małych figurek.
Chodziło o tysiące naturalnej wielkości postaci.
Żołnierze.
Oficerowie.
Woźnice.
Konie.
Prawdopodobnie również inne postacie i wyposażenie.
Całe podziemne wojsko.
## Najbardziej niezwykłe jest to, że każdy żołnierz wygląda trochę inaczej
Kiedy słyszymy „tysiące glinianych żołnierzy”, łatwo wyobrazić sobie coś w rodzaju fabrycznej produkcji identycznych figurek.
Ale właśnie tutaj Armia Terakotowa zaskakuje.
Postacie różnią się twarzami, fryzurami, zarostem, ubraniami, rangą i szczegółami wyposażenia.
Nie oznacza to koniecznie, że każdą figurę wykonano od początku do końca całkowicie indywidualnie.
Artyści korzystali z powtarzalnych elementów i form, a następnie modyfikowali szczegóły.
Dzięki temu powstało coś niezwykle interesującego:
masowa produkcja, która daje wrażenie indywidualności.
To trochę przypomina współczesną produkcję przemysłową, tylko że mamy do czynienia z III wiekiem p.n.e.
## Twarze
Najbardziej fascynujące są chyba twarze.
Patrząc na niektóre figury, można odnieść wrażenie, że przedstawiają prawdziwych ludzi.
Jeden żołnierz wygląda młodo.
Inny ma bardziej surową twarz.
Jeszcze inny ma zarost.
Niektórzy mają charakterystyczne fryzury.
Nie ma jednego uniwersalnego „chińskiego żołnierza”.
Są konkretne postacie.
Oczywiście nie wiemy, czy rzeczywiście przedstawiają konkretnych historycznych ludzi.
Najbardziej prawdopodobne jest, że artyści tworzyli różnorodne typy twarzy, a nie portretowali każdego żołnierza z osobna.
Ale efekt jest niezwykły.
Kiedy stoisz przed taką armią, masz wrażenie, że patrzysz na tłum ludzi
Tyle że cały tłum jest z gliny.
## I właśnie dlatego ta armia jest trochę niepokojąca
Jest w niej coś niemal surrealistycznego.
Wyobraźmy sobie tysiące ludzi stojących w absolutnej ciszy.
Nikt nie rozmawia.
Nikt się nie porusza.
Nikt nie mruga.
Wszyscy czekają.
I tak czekają od ponad dwóch tysięcy lat.
To jedna z tych sytuacji, w których archeologia przestaje być czymś abstrakcyjnym. Nie oglądamy tylko fragmentu ceramiki czy napisu na kamieniu.
Widzimy całe społeczeństwo zapisane w postaci przedmiotów.
## Nie tylko żołnierze
Armia Terakotowa jest oczywiście najbardziej znana z żołnierzy, ale kompleks był znacznie bardziej rozbudowany.
Odnaleziono również figury koni, wozy oraz inne postacie związane z funkcjonowaniem cesarskiego świata.
To ważne, ponieważ pokazuje, że nie chodziło tylko o stworzenie „armii”.
Chodziło o stworzenie miniaturowego odpowiednika cesarskiego świata, tyle że w monumentalnej skali.
Cesarz miał otrzymać po śmierci wszystko, czego potrzebował do zachowania swojej pozycji.
Była armia.
Byli urzędnicy.
Były konie.
Były pojazdy.
Było całe zaplecze.
W ten sposób grobowiec stawał się czymś znacznie większym niż miejscem pochówku.
Stawał się drugim cesarskim światem.
## Dlaczego zrobiono je z terakoty?
Terakota to wypalana glina.
Jest stosunkowo łatwa do formowania, ale po wypaleniu staje się twarda i trwała.
W przypadku tak ogromnego projektu miało to ogromne znaczenie.
Kamień byłby ciężki i trudniejszy w obróbce.
Brąz byłby niezwykle kosztowny.
Glina pozwalała stworzyć tysiące postaci.
Nie oznacza to jednak, że wykonanie armii było łatwe.
Trzeba było przygotować surowiec, stworzyć elementy ciał, połączyć je, nadać im szczegóły, wysuszyć, wypalić, pomalować, a następnie ustawić w odpowiednich miejscach.
To był gigantyczny projekt logistyczny.
## To nie była praca jednego artysty
I tutaj pojawia się kolejna różnica w stosunku do Dawida Michała Anioła czy Apollo.
Nie możemy mówić o jednym genialnym artyście, który przez lata pracował nad swoim arcydziełem.
Armia Terakotowa była przedsięwzięciem angażującym ogromną liczbę ludzi.
Rzemieślników.
Robotników.
Budowniczych.
Malarzy.
Organizatorów.
Ludzi odpowiedzialnych za transport.
Ludzi odpowiedzialnych za wypalanie.
To właściwie bardziej przypominało wielką manufakturę niż pracownię pojedynczego rzeźbiarza.
I to jest fascynujące.
Jednym z największych osiągnięć nie było stworzenie jednej perfekcyjnej figury.
Było nim stworzenie tysięcy figur i umieszczenie ich w gigantycznym kompleksie.
## Pierwotnie żołnierze byli kolorowi
Dzisiejsze wyobrażenie o Armii Terakotowej jest trochę mylące.
Większość ludzi zna ją jako armię w kolorze wypalonej gliny.
Pomarańczowobrązową.
Beżową.
Szaroziemistą.
Ale pierwotnie figury były malowane.
I to intensywnie.
Używano różnych pigmentów, dzięki czemu żołnierze mieli kolorowe ubrania i szczegóły wyposażenia.
Problem polega na tym, że po odsłonięciu figur ich pierwotna warstwa malarska zaczynała bardzo szybko niszczeć pod wpływem powietrza i zmian wilgotności.
Dlatego to, co dzisiaj widzimy, jest w dużej mierze pozostałością pierwotnego wyglądu.
Można więc powiedzieć, że Armia Terakotowa była kiedyś znacznie bardziej kolorowa, niż sugerują jej współczesne fotografie.
## Prawdziwe uzbrojenie
Co ciekawe, terakotowi żołnierze nie zawsze mieli całkowicie gliniane wyposażenie.
W kompleksie znaleziono elementy prawdziwej broni, w tym groty strzał, miecze i inne metalowe przedmioty.
Oznacza to, że dla twórców nie chodziło o całkowicie symboliczną armię.
Chciano stworzyć możliwie realistyczny odpowiednik prawdziwego wojska.
Żołnierz miał wyglądać jak żołnierz.
Koń jak koń.
Wóz jak wóz.
Broń jak broń.
To kolejny element, który sprawia, że całość robi takie wrażenie.
## Jak oni to wszystko wykonali?
To pytanie jest chyba najbardziej naturalne.
Jak w III wieku p.n.e. można było stworzyć coś tak ogromnego?
Odpowiedź jest częściowo prosta: organizacją i ogromną liczbą ludzi.
Figury powstawały z wielu elementów. Korpusy, głowy, ręce, nogi i inne części mogły być wykonywane osobno, a następnie łączone.
Stosowano również formy, które pozwalały powtarzać określone elementy.
Ale później dodawano szczegóły.
W ten sposób można było uzyskać zarówno efektywność produkcji, jak i różnorodność.
To rozwiązanie jest bardzo nowoczesne w swojej logice.
Nie robimy wszystkiego od zera.
Tworzymy system.
A potem system pozwala produkować ogromną liczbę elementów.
## Największa armia, która nigdy nie walczyła
Jest w tym wszystkim pewna ironia.
Qin Shi Huang był potężnym władcą wojskowym.
Jego państwo podbiło rywali.
Jego armia naprawdę walczyła.
A jednak armia, którą zbudował sobie na wieczność, nigdy nie miała stoczyć żadnej bitwy.
Jej przeciwnikiem nie był wróg z sąsiedniego państwa.
Jej zadaniem było pilnowanie grobowca.
Była armią przeciwko światu zmarłych.
A może raczej – armią mającą zapewnić, że cesarz również po śmierci pozostanie cesarzem.
## Grobowiec był gigantycznym projektem
Sam kompleks grobowy Qin Shi Huanga jest ogromny.
Nie chodziło o zwykłą komorę wykopaną w ziemi.
Cały teren został zaprojektowany jako monumentalny kompleks związany z cesarskim grobem.
Armia znajdowała się w oddzielnych podziemnych jamach.
To właśnie dlatego odkrycie było tak niezwykłe.
Archeolodzy nie znaleźli jednej wielkiej sali wypełnionej przypadkowymi figurami.
Znaleźli zorganizowane formacje wojskowe.
Żołnierze byli ustawieni w sposób odpowiadający ich funkcjom i pozycjom.
Całość miała strukturę.
Była armia.
## I przez ponad dwa tysiące lat nikt o niej nie wiedział
To chyba najbardziej niesamowita część historii.
Dzisiaj Armia Terakotowa jest jednym z najbardziej znanych zabytków Chin.
Ale przez ponad dwa tysiące lat pozostawała pod ziemią.
Nie była atrakcją turystyczną.
Nie oglądali jej cesarze kolejnych dynastii.
Nie była częścią muzeum.
Po prostu leżała w ziemi.
Aż do XX wieku.
W 1974 roku lokalni rolnicy kopiący studnię natrafili na fragmenty terakoty.
Początkowo oczywiście nie wiedzieli, z czym mają do czynienia.
Późniejsze badania ujawniły skalę odkrycia.
Okazało się, że pod ziemią znajduje się ogromna armia.
## Co się czuje, kiedy widzi się ją pierwszy raz?
Prawdopodobnie coś trudnego do opisania.
Pojedyncza rzeźba może zachwycać detalem.
Tysiące rzeźb działają inaczej.
Nie patrzymy już na pojedynczego człowieka.
Patrzymy na masę.
Na system.
Na cywilizację.
Na państwo, które było zdolne zgromadzić ogromne zasoby i skierować je w stronę jednego celu.
I nagle terakotowy żołnierz przestaje być tylko dziełem sztuki.
Staje się dowodem na możliwości całego społeczeństwa.
## Najbardziej niesamowity jest kontrast z Wenus z Willendorfu
Niedawno mieliśmy Wenus z Willendorfu.
Kilka centymetrów wysokości.
Anonimowa autorka lub anonimowy autor.
Brak pisma.
Brak informacji o przeznaczeniu.
Prawdopodobnie pojedynczy przedmiot wykonany w bardzo odległej epoce.
A teraz mamy coś znajdującego się niemal na przeciwległym końcu historii.
Gigantyczny projekt państwowy.
Tysiące figur.
Znany cesarz.
Zorganizowana produkcja.
Ogromny kompleks grobowy.
A jednak w obu przypadkach pozostaje coś wspólnego.
Człowiek próbował przenieść swój świat do świata niewidzialnego.
Wenus prawdopodobnie reprezentowała jakąś ważną ideę związaną z ludzkim życiem.
Qin Shi Huang chciał natomiast zabrać ze sobą po śmierci cały porządek swojego imperium.
## I tutaj pojawia się pewna smutna ironia
Cesarz chciał być przygotowany na wieczność.
Stworzył monumentalny grobowiec.
Stworzył armię.
Zgromadził ogromne zasoby.
Chciał zachować swoją władzę również po śmierci.
A jednak jego imperium nie przetrwało długo po jego odejściu.
Dynastia Qin upadła zaledwie kilka lat po jego śmierci.
To jeden z wielkich paradoksów historii.
Człowiek stworzył coś z myślą o wieczności, ale jego państwo okazało się znacznie mniej trwałe, niż zakładał.
Natomiast terakotowi żołnierze przetrwali.
I po ponad dwóch tysiącach lat nadal stoją.
## Rzeźba, która opowiada o władzy
Dlatego Armia Terakotowa nie jest tylko ciekawostką archeologiczną.
To również opowieść o władzy.
O tym, jak wielką władzę musiał mieć człowiek, który był w stanie skierować ogromną część zasobów państwa na przygotowanie własnego grobowca.
To opowieść o organizacji.
O hierarchii.
O wojsku.
O religii.
O strachu przed śmiercią.
I o ludzkiej potrzebie pozostawienia po sobie czegoś, co przetrwa.
Qin Shi Huang chciał, żeby jego armia była przy nim nawet po śmierci.
Nie wiedział jednak, że kilka tysięcy lat później jego żołnierze będą przede wszystkim świadectwem życia ludzi, którzy ich stworzyli.
## A każdy z nich nadal stoi
To chyba najbardziej charakterystyczny obraz całego kompleksu.
Długi rząd żołnierzy.
Potem kolejny.
I następny.
Tysiące twarzy.
Tysiące ciał.
Tysiące nieruchomych postaci.
Nie maszerują.
Nie walczą.
Nie krzyczą.
Po prostu stoją.
Tak jakby ktoś zatrzymał w czasie całą armię.
I właściwie dokładnie to się wydarzyło.
Została stworzona armia, która miała służyć cesarzowi po śmierci.
Cesarz umarł.
Dynastia upadła.
Kolejne dynastie przeminęły.
Chiny zmieniały się przez stulecia.
A terakotowi żołnierze nadal stoją pod ziemią.
Można więc spojrzeć na nich jako na pomnik władzy.
Można jako na dzieło sztuki.
Można jako na cud techniki starożytnych rzemieślników.
Ale można też spojrzeć na nich najprościej.
To tysiące ludzi, których nigdy nie było – a mimo to po dwóch tysiącach lat potrafią sprawić, że mamy wrażenie, jakbyśmy właśnie weszli do ich koszar.
I chyba właśnie dlatego Armia Terakotowa jest jednym z najbardziej niezwykłych „dzieł rzeźbiarskich” w historii.
Nie przedstawia jednej osoby.
Przedstawia całe społeczeństwo.
Nie opowiada o jednym zwycięstwie.
Opowiada o potędze imperium.
I nie została stworzona dla żywych.
Została stworzona dla człowieka, który wierzył, że nawet po śmierci będzie potrzebował armii.