Są Digimony, które wyglądają jak starożytne smoki, rycerze odziani w święte zbroje, demoniczne bestie albo potężne maszyny bojowe. Są też takie, które najwyraźniej powstały w momencie, gdy projektant Digimonów spojrzał na hamburgera z krewetką i pomyślał: **„A gdyby to było żywe?”** Tak właśnie dochodzimy do EbiBurgamona — jednego z najbardziej osobliwych i jednocześnie uroczych Digimonów w całej serii. Jego nazwa pochodzi od japońskiego *ebi*, czyli „krewetka”, oraz *burger*, a cały projekt jest wariacją na temat Burgamona. Oficjalny Digimon Reference Book określa go jako Digimona typu Food, poziomu Rookie/Child i atrybutu Data. Jego ciało powstało z danych żywności, a konkretnie z danych świeżej krewetki.
EbiBurgamon wygląda mniej więcej tak, jak można sobie wyobrazić „krewetkowego burgera Digimona”, choć jego wygląd jest zdecydowanie bardziej sympatyczny niż apetyczny. Jest niewielkim, pulchnym, różowym stworzeniem z elementami przypominającymi krewetkę. Na głowie znajduje się coś przypominającego górną część bułki hamburgerowej, a jego ciało zostało zaprojektowane tak, żeby połączyć motywy owocu morza z fast foodem. Nie jest to jednak zwykły burger z doczepionymi nóżkami. Cała konstrukcja ma przypominać żywe stworzenie, a drobne elementy jego sylwetki sprawiają, że wygląda jak coś pomiędzy maskotką restauracji a cyfrowym zwierzątkiem. Co najważniejsze, jego wygląd nie jest przypadkowym żartem — EbiBurgamon należy do całej rodziny **Burgamonów**, czyli Digimonów opartych na danych związanych z jedzeniem.
I tutaj zaczyna się jedna z najdziwniejszych gałęzi Digimonowego świata. Burgamon i jego odmiany należą do kategorii Food Digimonów, czyli stworzeń, które w pewnym sensie powstały z danych dotyczących jedzenia. W przypadku EbiBurgamona są to dane starannie wyselekcjonowanych składników, a konkretnie świeżej krewetki. Oficjalny profil podkreśla nawet, że być może właśnie dlatego, iż składa się z danych wysokiej jakości składników, EbiBurgamon posiada **czyste serce**. To jest jeden z tych momentów, kiedy trudno nie uśmiechnąć się do sposobu, w jaki Digimony budują swoje lore. W wielu światach czystość charakteru wynikałaby z wychowania, doświadczeń albo jakiegoś magicznego pochodzenia. Tutaj najwyraźniej pomaga dobrej jakości krewetka.
Co ciekawe, EbiBurgamon nie jest całkowicie oderwanym od reszty świata żartem. Jest wariantem Burgamona, czyli istnieje jako konkretna odnoga gatunku. Burgamon sam w sobie jest Digimonem związanym z hamburgerami, a EbiBurgamon można traktować jako jego „wersję krewetkową”. Jest to więc trochę tak, jakby w cyfrowym świecie istniała restauracja, która zaczęła eksperymentować z różnymi składnikami i w pewnym momencie dane jednego z jej dań zaczęły żyć własnym życiem. Zamiast zwykłego burgera otrzymujemy Digimona, który jest jednocześnie stworzeniem, składnikiem i chodzącą reklamą fast foodu.
Jeszcze zabawniejsze jest to, że EbiBurgamon ma ambicje związane właśnie z jedzeniem. Jego profil wskazuje, że jest odmianą Burgamona i posiada cel związany z prowadzeniem pierwszorzędnej restauracji hamburgerowej razem z Burgamonem. To oznacza, że jego istnienie nie sprowadza się do „jestem krewetką i chodzę”. On ma właściwie własną karierę zawodową. Gdzieś w Digital World mogą więc funkcjonować Digimony, które zamiast trenować, zdobywać artefakty albo ratować świat, zastanawiają się nad menu, jakością składników i tym, jak przyciągnąć klientów do restauracji.
I jest to jedna z rzeczy, które odróżniają Digimony od wielu innych serii o potworach. Digital World nie musi być wyłącznie areną walki. Mogą w nim istnieć całe społeczności Digimonów zajmujących się rzeczami zupełnie niezwiązanymi z ratowaniem świata. Jeden Digimon może być wojownikiem, drugi rolnikiem, trzeci mechanikiem, a czwarty… właścicielem restauracji specjalizującej się w hamburgerach. EbiBurgamon jest więc zabawny nie tylko ze względu na swój wygląd, ale także dlatego, że sugeruje istnienie całej „gospodarki cyfrowego świata”.
Jego ataki również są cudownie absurdalne. Oficjalnie posiada dwie charakterystyczne techniki: **Fresh Shrimp** oraz **Hot Cutlet**. I nie, nie są to ataki polegające na rzucaniu przeciwnikiem o ścianę za pomocą ogromnej krewetki. Ich mechanizm jest znacznie bardziej komiczny. EbiBurgamon wytwarza tak apetyczny zapach jedzenia, że przeciwnik zostaje na moment zatrzymany. Innymi słowy, jego bronią nie jest siła fizyczna, ogień ani energia cyfrowa — jego bronią jest **zapach świeżej krewetki**. Oficjalny opis mówi wręcz o aromacie na tyle kuszącym, że może zatrzymać ruch przeciwnika.
Wyobraźmy sobie więc typową scenę z Digimonów. Bohaterowie stoją naprzeciw potężnego przeciwnika. W tle wszystko płonie, muzyka narasta, wróg przygotowuje niszczycielski atak, a bohaterowie są o krok od przegranej. I wtedy pojawia się EbiBurgamon. Nie wyciąga miecza. Nie przywołuje smoka. Nie transformuje się w wojownika. Po prostu uruchamia **Fresh Shrimp**. Nagle przeciwnik przestaje atakować, bo poczuł zapach krewetki. Jest to tak absurdalne, że aż idealnie pasuje do Digimonów.
Jednocześnie jest w tym pewna logika. Zapach jedzenia rzeczywiście może silnie oddziaływać na zachowanie organizmów, a w świecie Digimonów dane cyfrowe mogą być przekształcane w najróżniejsze efekty. EbiBurgamon bierze więc coś zupełnie przyziemnego — aromat jedzenia — i zamienia to w mechanizm walki. To trochę podobne do wielu innych nietypowych Digimonów, których zdolności wynikają bezpośrednio z ich motywu przewodniego. Jeśli jesteś Digimonem-krewetkowym-burgerem, dlaczego nie miałbyś pokonać przeciwnika zapachem krewetkowego burgera?
Co jeszcze bardziej zaskakujące, EbiBurgamon ma **czyste serce**. Nie jest więc przedstawiany jako podstępny drapieżnik, który używa apetycznego zapachu, żeby zwabić przeciwników i ich pożreć. Wręcz przeciwnie — jego charakter ma być pozytywny. To bardzo dobrze współgra z jego wyglądem. EbiBurgamon nie sprawia wrażenia stworzenia, które chce przejąć Digital World. Bardziej wygląda jak sympatyczny pracownik restauracji, który przypadkiem znalazł się na polu bitwy.
Jego historia jest również ciekawa ze względu na to, skąd w ogóle się wziął. EbiBurgamon zadebiutował w 2002 roku i jest związany z urządzeniami z ery *D-Scanner*. Pojawił się także w **Digimon Frontier**, dzięki czemu technicznie rzecz biorąc należy do Digimonów, które miały kontakt z anime. Nie należy jednak do głównej obsady i nie jest jednym z Digimonów, które widz poznaje jako partnerów bohaterów. Dlatego ktoś, kto zna przede wszystkim popularne sezony, może spokojnie nigdy go nie zauważyć.
I tutaj dochodzimy do ciekawego problemu z pytaniem „czy kojarzysz tego Digimona z anime?”. W przypadku EbiBurgamona odpowiedź brzmi: **technicznie tak, ale praktycznie nie**. On rzeczywiście pojawił się w *Frontier*, ale jego obecność nie jest na tyle znacząca, żeby automatycznie zapisać się w pamięci widza. Jeżeli ktoś oglądał serię wiele lat temu, prawdopodobnie zapamiętał Agunimona, Lobomona, Kazemona, Grumblemona czy Mercurymona, a niekoniecznie małego krewetkowego burgera gdzieś stojącego w tle.
EbiBurgamon jest też ciekawym przykładem tego, jak bardzo szeroko Digimony potrafią czerpać inspiracje. Mamy tutaj przecież inspirację konkretnym rodzajem jedzenia, a nawet konkretnym typem produktu spożywczego. Nazwa nawiązuje do **ebi burgera**, czyli burgera z krewetką kojarzonego z japońską siecią Lotteria. To oznacza, że projekt nie powstał po prostu z pomysłu „zróbmy stworka będącego hamburgerem”. Ma za sobą konkretną kulturową inspirację.
I właśnie dlatego z perspektywy europejskiego odbiorcy może wyglądać jeszcze dziwniej. Japoński odbiorca może szybciej zrozumieć skojarzenie z ebi burgerem, natomiast dla Polaka pierwsza myśl może brzmieć: „Dlaczego ta różowa krewetka ma bułkę na głowie?”. Dopiero poznanie źródła pomysłu pozwala zrozumieć, że jest to świadoma gra słów i wizualne połączenie dwóch rzeczy: krewetki oraz hamburgera.
EbiBurgamon jest również dobrym przykładem tego, że Digimony nie zawsze muszą ewoluować w coraz bardziej poważne stworzenia. W wielu liniach możemy obserwować bardzo dziwne przejścia pomiędzy kolejnymi formami, a czasami jeden motyw zostaje rozwinięty w sposób, którego zupełnie się nie spodziewamy. W przypadku EbiBurgamona jego potencjał ewolucyjny jest szczególnie zabawny, bo od razu pojawia się pytanie: **w co właściwie mógłby ewoluować krewetkowy burger?**
W świecie Digimonów odpowiedź może być praktycznie dowolna. Mógłby stać się większym burgerem, kucharzem, restauratorem, gigantycznym szefem kuchni albo czymś kompletnie niezwiązanym z jedzeniem. To właśnie ta nieprzewidywalność sprawia, że projektowanie linii ewolucyjnych jest tak interesujące. W przypadku Agumona możemy intuicyjnie przewidywać, że jego kolejne formy będą coraz bardziej smocze. W przypadku EbiBurgamona trudno przewidzieć cokolwiek.
I chociaż łatwo traktować go wyłącznie jako żart, EbiBurgamon pokazuje również inną stronę Digital World. Digimony nie są tylko „potworami do walki”. Mogą reprezentować idee, przedmioty, zawody, jedzenie, technologie czy całe archetypy kulturowe. W tym sensie EbiBurgamon jest równie prawdziwym przedstawicielem świata Digimonów jak WarGreymon. Po prostu jego domeną nie jest wojna, lecz… gastronomia.
Można wręcz wyobrazić sobie, że gdzieś w Digital World istnieje niewielka restauracja prowadzona przez Burgamony, w której menu jest prawdopodobnie absolutnie absurdalne. Jeden Digimon odpowiada za grilla, drugi za bułki, trzeci za sos, a EbiBurgamon specjalizuje się w krewetkach. Klienci przychodzą nie tylko coś zjeść, ale także dlatego, że jedzenie zawiera dane o tak wysokiej jakości, że powstają z nich nowe Digimony. To byłaby jedna z tych historii pobocznych, które w świecie Digimonów właściwie nikogo już nie powinny dziwić.
I chyba właśnie dlatego EbiBurgamon zasługuje na miejsce w naszej kolekcji dziwnych Digimonów. Nie jest potężnym wojownikiem, nie ma dramatycznej historii, nie jest tragicznym antybohaterem ani starożytnym bogiem. Jest małym, sympatycznym stworzeniem zrobionym z danych świeżej krewetki, którego ambicją jest najwyraźniej rozwój burgerowej gastronomii, a jego supermocą jest sprawienie, że przeciwnik zatrzyma się, bo poczuje wyjątkowo dobry zapach jedzenia.
**To właśnie jest piękno Digimonów.** W jednej serii mogą obok siebie istnieć MetalGarurumon, który wygląda jak uzbrojona po zęby maszyna bojowa, oraz EbiBurgamon, który wygląda jak krewetkowy burger z nogami. I co najlepsze, oba są traktowane całkowicie serio jako element tego samego świata.
EbiBurgamon nie uratuje prawdopodobnie Digital World przed apokalipsą. Nie będzie też pierwszym Digimonem, którego ktoś wymieni podczas rozmowy o najpotężniejszych Mega. Ale jeśli kiedyś ktoś zapyta, jaki Digimon najlepiej pokazuje, że projektanci tej serii mieli **naprawdę szeroką definicję tego, czym może być Digimon**, to EbiBurgamon jest świetną odpowiedzią.
Bo przecież można stworzyć Digimona będącego smokiem.
Można stworzyć Digimona będącego aniołem.
Można stworzyć Digimona będącego robotem.
A można też spojrzeć na **burgera z krewetką i powiedzieć: „Tak. To też będzie Digimon.”**