Tydzien juz minął od kad przeżyłam koszmarny ból w szpitalu. I oprocz silnych lekow przeciwbólowych,które wogole mnie nie pomogly nawet, to nie otrzymalam tam żadnej pomocy. Nie zrobili mi nawet USG.
Teraz mam przeblyski pamieci wspomnien tego bolu w szpitalu i to ,ze przed innymi ludzmi w poczekalni kleczalam przy krześle i zwijalam sie z bólu
Boję sie powrotu tego bolu i juz wiem na 100% ze to jest bol od piersi ponieważ nadal mnie boli,ale juz nie tak mocno i nie promieniuje na inne czesci ciala jak na początku... na początku bol byl silny i promieniowal na plecy i gorna czesc brzucha przez to blednie myslalam,ze to cos z ukladem pokarmowym,a nawet cos z sercem... teraz jestem juz przekonana,że ból pochodził od piersi
W dodatku czuje wstyd ogromny i poniżenie i chce wymazać z pamięci te sceny mojego darcia sie z bolu przy innych ludziach
Kompletnie juz straciłam zaufanie do publicznej służby zdrowia. Boję się ich leczenia bardziej od chorób
Jak słyszę karetkę na sygnale to mnie sie przypomina ten dzień w szpitalu.
Po za tym mam stan zapalny w organizmie - wirusy i bakterie zostały wykluczone,a te dzbany po raz kolejny chcieli przepisac mi antybiotyk .Na co się pytam skoro sami wykluczyli obecność bakterii w organizmie? Nie biorę żadnego antybiotyku. Czy oni w tych szpitalach chcą ludzi wykończyć? Obok mnie była starsza kobieta,która czekała kilka godzin na leki na astmę w poczekalni. Za mną facet leżał z bólem brzucha na krzeslach. Innego przywieźli to ręką mu wisiala to zamiast biegiem brać na stół operacyjny to się kłócili na jakim oddziale go operować... mnie w bolu okropnym kazali czekać 2 godziny czasu aż lekarz przepisze mi recepte-to są jacyś psychopaci. Wypisanie recepty zajmuje sekundy. I tak nie zdarzyli mi wypisać tej recepty bo ostatkiem sił wyszłam ze szpitala. Niewiem jakim cudem dotarłam na przystanek,ale dopiero w domu po gorącej kąpieli i po zażyciu sproszkowanego czosnku ból zaczął ustepowac-juz przestał być promieniujący i wyraźnie mogłam go określić,że pochodzi od prawej piersi
Ale w życiu juz nie pojadę do szpitala. Nawet gdyby odpukac miała bym znowu raka to odmawiam wszelkiego leczenia. Oni by mnie tam wykończyli. Widziałam tam kobietę z chemioterapia doczepiona jak spacerowała po korytarzu przez długi czas i czekała na pomoc też w bolu i nikt do niej nie podszedl nawet z personelu tylko jakieś dwie tepe psychopatki co mierzyły ludziom po kolei ciśnienie stały pod ścianą i wszystko obserwowały... sobie wyobraziłam;ze to ja jestem na miejscu tej kobiety-cierpie na różne skutki uboczne,czuje ogromny strach,jestem w miejscu gdzie oczekiwała bym szybkiej pomocy medycznej,a pomóc nie nadchodzi szybko i trzeba na nią długo czekać. Przeraziło mnie to i już wiem,że gdybym miała znowu raka to nie tylko chemioterapii bym odmowila,ale całego leczenia...zreszta juz mnie szlag trafia na sama myśl,że przy moim nowotworze wolnorosnacym mogłabym.zyc lata czasu podczas gdy immunoterapia by mnie wykonczyla w niecale 2 tygodnie,bo dostalam poważnego zakazenia krwi i cudem przeżyłam.... Boję sie ich zasranego leczenia sto razy bardziej od choroby... ja sie predzej u szeptuchy wylecze,bo przy tych dzbanach i slimokach to ja predzej wyjade nogami do przodu
Mam przez tych debili trauma wielką teraz i niewiem kiedy mi to przejdzie i czy wogole
Teraz tylko prywatnie sie bede leczyc. Moze mi to zajmie troche wiecej czekania,bo kase trzeba odlozyc ale to jest kwestia max miesiąca. Natomiast juz raz mialam prywatne USG i to jest po prostu niebo,a ziemia-naprawde sie oplaca,a zdrowie i zycie ceny nie mają
Rowniez dzieki prywatnym badaniom dowiedzialam sie ze mam anemie/niedobór żelaza,bo w szpitalu nawet pobierajac mi krew nawet tego mi nie przekazali w wynikach,tylko to pomineli. Nic kompletnie nie moge liczyc na publiczna służbe zdrowia.... mam wrazenie i tak zapewne jest,ze prywatnie ida leczyc najlepsi lekarze z powolania,a w publicznych szpitalach zostaje najgorszy element co tam pracuje jak za kare-zreszta czytalam opinię o tym szpitalu, to tak wlasnie ludzie pisali "ze tych najlepszych lekarzy przeniesli do prywatnego szpitala na innej dzielnicy"