Witam wszystkich. Od jakiegoś czasu czytam forum i różne wątki szukając odpowiedzi, może podobnej sytuacji w której się znalazłam.
Długo się zastanawiałam czy napisać ten post. Wiem, że pewnie wyleje się na mnie fala hejtu , ale mam też nadzieję, że ktoś pomoże mi zrozumieć to w czym aktualnie tkwię.
Otóż rok temu poznałam mężczyznę. Oboje mamy po 45 lat .
Od razu między nami „zaiskrzyło”
Zaczęło się niewinnie . Rozmowy , wiadomości, kawa itp.
Niestety on jak się okazało był żonaty , ma dwójkę dzieci. Syna i córkę . Ja nie byłam w związku. Do teraz nie wiem jak to się stało, ale zaczęło się między nami budzić uczucie . Zaczęliśmy spędzać ze sobą bardzo dużo czasu. Niemal codziennie.
Oczywiście on twierdził , że nie kocha żony i jego małżeństwo jest od dawna martwe- taki klasyk ( już wiem bo dużo na tym forum na ten temat). Uwierzyłam .
Zaczęły się rozmowy i temat wspólnej przyszłości. Było mnóstwo wątpliwości bo jednak dzieci , ale ustaliliśmy, że jakoś to się poukłada. Byłam na to gotowa. Dodam że nasz romans trwał wtedy już około pół roku może ciut dłużej.
Przyszedł dzień kiedy on powiedział żonie o mnie i tym że chce odejść .
Mieliśmy ustalone że po tym wyprowadzi się z domu i zamieszkamy razem. Ciągle zapewniał mnie o swoim uczuciu do mnie i planował wspólną przyszłość. Mówił że nigdy nikogo tak nie kochał . Że najważniejsze żeby być razem i odchodzi od żony .
Tak się nie stało . Z tego co mówił żona kompletnie się rozkleiła i całą noc rozmawiali i ona płakała .
Rano oznajmił mi że w tym wszystkim jest za dużo cierpienia i on jednak nie da rady. Że bardzo mnie kocha ale wybór rodziny jest jedynym słusznym wyborem. Byli małżeństwem od 15 lat .
Załamałam sie bo moje serce było przygotowane na inny scenariusz.
Jednak nie miałam wyboru musiałam uszanować decyzję. I tu może historia powinna była się skończyć ale tak się nie stało.
Po kilku dniach zaczął znowu do mnie pisać , potem prosić o spotkanie . Mówił mi że jest w tak trudnej sytuacji że nie wie co robić , że jego serce jest rozdarte na milion kawałków , że tak bardzo chce być ze mną ale dzieci są dla niego najważniejsze a żona zagroziła mu że mu je odbierze jak odejdzie . Cała rodzina była przeciwko jemu i jego decyzji. To go przerosło.
Zaczęliśmy się spotykać w tajemnicy. Nie wiem co sobie myślałam . Ale wtedy najważniejsze było dla mnie że jest znowu przy mnie . Ustaliliśmy że jakiś czas poczekamy . Sytuacja się uspokoi i pomyślimy co dalej .
Po pierwszej „ fali „ rozpaczy żony zaczęły się tam rozmowy jak podzielić opiekę nad dziećmi , majątek itp . Jednak żona ciągle chciała żeby został i żeby to wszystko naprawili . On zaczął się wahać . Powtórka ze scenariusza. Decyzja że zostaje i ratuje małżeństwo. Znowu moja rozpacz .
Zaczęłam chodzić na terapię aby to wszystko zrozumieć i jakoś poukładać życie . Minęło kilka miesięcy i znowu nasz kontakt przez wiadomości wrócił do poprzedniego stanu . Potem znowu spotkania . Tym razem on twardo, że zostaje z rodziną dla dzieci i możemy spotkać się tylko w tajemnicy. Zgodziłam się . Nie wiem dlaczego. Chyba ciągle miałam nadzieję że podejmie tą decyzję już na 100%
Pewnego dnia żona „ podpuściła” go że wie że ma ze mną kontakt. On się przyznał .
Dostał ultimatum że albo zostaje i urywa kontakt na 1000% albo koniec małżeństwa i że idą razem na terapię i będą mimo wszystko ratować związek .
Powiedział mi że musimy urwać kontakt bo inaczej straci rodzinę. Płakałam ale przyjęłam to do wiadomości. Jaki miałam wybór .
Minęły może trzy może cztery tygodnie i znowu napisał .
Tym razem że nie możemy się więcej spotykać ale chciał by mieć kontakt . Taki przez wiadomości. Że chce ratować rodzinę i będzie robił wszystko w tym celu .
Jednak kontakt ze mną jest dla niego bardzo ważny.
Ja jestem w rozbiciu totalnym . Staram się żyć normalnie ale moje serce ciągle jest przy nim i liczy na jego powrót .
Myślicie że jest taka szansa ? Czy po czymś takim uda mu się jednak uratować małżeństwo? I po co mu kontakt ze mną? Dlaczego mimo decyzji że zostaje w domu nie potrafi zrezygnować ze mnie ?
Co mam o tym myśleć? Bo już sama nie wiem . Pewnie że chciała bym o nim zapomnieć i żyć dalej ale od wielu miesięcy mi się to nie udaje .
Ciągle liczę na cud ? Czy póki jest kontakt jest nadzieja że podejmie decyzję i będzie ze mną?
Proszę nie piszcie mi że sama wiedziałam co robię wchodząc w związek z żonatym . Wiem że to było złe ale się stało a stało się dlatego że byłam zapewniana że zakończy związek i kocha mnie i będziemy razem bo tylko to się dla niego liczy.
Czy ktoś miał podobną sytuację? Jak się skończyło ?
Desperatka jesteś.
Żonaty chce po prostu poruchać, a nie wchodzić w nowy związek. Zakazany i świeży owoc zawsze w cenie.
Skoro odstawia przedstawienia niełatwo mu znaleźć zamienniczkę ciebie.
W tym układzie jesteś piątym kołem u wozu. Miej swiadomość.
3 2026-07-23 01:40:05 Ostatnio edytowany przez Solaris (2026-07-23 01:53:22)
Kochana, jeśli w domu nie ma większych dramatów to żonaty facet im starszy tym bardziej ceni sobie święty spokój niż rewolucje życiowe w postaci opuszczenia rodziny i burzenia swojej wygodnej bańki w jakiej żyje od lat i się urządził, i zapuścił korzenie. No wiesz, rodzina, znajomi, przyjaciele, środowisko w jakim się obraca i ma jakaś opinię, na którą pracował... I rzucić to wszystko z łatką zdradzacza i rozbijacza rodziny trochę ciężko.
Musi mu być w domu naprawdę źle, żeby chciał odejść albo musi mieć pewność, że Ty jesteś tą dla której warto poświęcić dotychczasowe poukładane życie. Na razie wygląda, że nie jest przekonany co do tego;)
Większość kochanek myśli, że są wyjątkowe, lepsze od żony, bo dają facetowi to czego nie ma w domu. A najczęściej prawda jest taka, że żona nie jest gorsza, ale w 15 letnim stażu już więcej rutyny niż emocji a kochanka na boku to ekscytujący dodatek a nie nowa kandydatka na żonę.
Szkoda, że godzisz się na takie coś, czekając łaskawie aż facet podejmie decyzję bo marnujesz lata.
Odpowiadając na Twoje pytanie, czy póki jest kontakt jest nadzieja że podejmie decyzję i będzie z Tobą odpowiem tak - nie sądzę, bo on nie ma żadnego powodu aby cokolwiek zmieniać, ma idealny układ, swoje dotychczasowe życie i Ciebie pod ręką.
Na razie nie wydajesz mu się czymś co może stracić skoro ma Cię na zawołanie.
To on rozdaje karty a Ty nie masz żadnego asa w rękawie.
Ceń się trochę dziewczyno.
4 2026-07-23 13:20:22 Ostatnio edytowany przez Anja80 (2026-07-23 13:21:32)
Desperatka jesteś.
Żonaty chce po prostu poruchać, a nie wchodzić w nowy związek. Zakazany i świeży owoc zawsze w cenie.
Skoro odstawia przedstawienia niełatwo mu znaleźć zamienniczkę ciebie.
W tym układzie jesteś piątym kołem u wozu. Miej swiadomość.
No właśnie nie chce ruchać jak to ładnie napisałeś bo nie chce spotkań na żywo .
Stąd moje wątpliwości o co chodzi
AdamJeden napisał/a:Desperatka jesteś.
Żonaty chce po prostu poruchać, a nie wchodzić w nowy związek. Zakazany i świeży owoc zawsze w cenie.
Skoro odstawia przedstawienia niełatwo mu znaleźć zamienniczkę ciebie.
W tym układzie jesteś piątym kołem u wozu. Miej swiadomość.No właśnie nie chce ruchać jak to ładnie napisałeś bo nie chce spotkań na żywo .
Stąd moje wątpliwości o co chodzi
Przecież napisałem - "Skoro odstawia przedstawienia niełatwo mu znaleźć zamienniczkę ciebie."
Gdyby łatwo znalazł tak bezproblemową jak ty następczynię ciebie to zerwał by z tobą znajomość.
Ale widocznie nie wyszło, dlatego pozostajesz w odwodzie.
W chwilach oczekiwania na jakieś polecenie lub znak od "nie mogącego bez ciebie żyć" męża czyjejś żony zajmij się bądź przez psychologa lub środowisko poprawą własnej samooceny, pozbyciem się kompleksów, otwarciem na świat.
To co masz na pewno cię nie uszczęśliwi. Im prędzej sama to dostrzeżesz tym masz większą szansę na coś co ma ręce i nogi.
A ja nie byłabym taka surowa w ocenie tego mężczyzny.
Tak - zdradził. Tak - okłamywał zonę a Tobie dawał nadzieję.
Ale widać jak bardzo się miota. I moim zdaniem cierpi.
Nie można wszystkich żonatych wrzucać do worka "skurwysyny którzy chcą sobie zamoczyć". Czasami naprawdę dopiero w trakcie małżeństwa spotyka się miłość swojego życia. On zdecydował się dla tej miłości zostawić zonę - ale w ostatniej chwili racjonalne podejście wygrało. Nie chciał rozwalać domu, rodziny swoim dzieciom. Ale też - jak widać - nie potrafi urwać z Tobą kontaktu.
Wierze że Cię kochał/kocha. Wierzę że może naprawdę myślał o życiu z Tobą.
Ale codzienność zweryfikowała jego marzenia. Nie potrafi. Nie oceniam. Wiem że taka decyzja wymaga cholernej odwagi i pewności co do przyszłości.
Moja rada dla Ciebie: przestań się łudzić że będziecie razem. Jak widzisz, on nie zostawi swojej rodziny. Na Twoim miejscu definitywnie urwałabym kontakt. Tylko krzywdzisz samą siebie, ale i jego też, bo przez dostęp do siebie nie pozwalasz mu skupić się na rodzinie i on jest rozdarty (a i tak zony nie zostawi).
Więc albo urwij kontakt raz na zawsze, definitywnie, albo pogódź się z tym że będziesz tylko kochanką.
A ja nie byłabym taka surowa w ocenie tego mężczyzny.
Tak - zdradził. Tak - okłamywał zonę a Tobie dawał nadzieję.
Ale widać jak bardzo się miota. I moim zdaniem cierpi.Nie można wszystkich żonatych wrzucać do worka "skurwysyny którzy chcą sobie zamoczyć". Czasami naprawdę dopiero w trakcie małżeństwa spotyka się miłość swojego życia. On zdecydował się dla tej miłości zostawić zonę - ale w ostatniej chwili racjonalne podejście wygrało. Nie chciał rozwalać domu, rodziny swoim dzieciom. Ale też - jak widać - nie potrafi urwać z Tobą kontaktu.
Wierze że Cię kochał/kocha. Wierzę że może naprawdę myślał o życiu z Tobą.
Ale codzienność zweryfikowała jego marzenia. Nie potrafi. Nie oceniam. Wiem że taka decyzja wymaga cholernej odwagi i pewności co do przyszłości.Moja rada dla Ciebie: przestań się łudzić że będziecie razem. Jak widzisz, on nie zostawi swojej rodziny. Na Twoim miejscu definitywnie urwałabym kontakt. Tylko krzywdzisz samą siebie, ale i jego też, bo przez dostęp do siebie nie pozwalasz mu skupić się na rodzinie i on jest rozdarty (a i tak zony nie zostawi).
Więc albo urwij kontakt raz na zawsze, definitywnie, albo pogódź się z tym że będziesz tylko kochanką.
Ja zdrajcow wyrzucam wszystkich do jednego worka zarowno kobiety jak i mezczyzn-nie ma usprawiedliwienia dla zdrady
A ja nie byłabym taka surowa w ocenie tego mężczyzny.
Tak - zdradził. Tak - okłamywał zonę a Tobie dawał nadzieję.
Ale widać jak bardzo się miota. I moim zdaniem cierpi.Nie można wszystkich żonatych wrzucać do worka "skurwysyny którzy chcą sobie zamoczyć". Czasami naprawdę dopiero w trakcie małżeństwa spotyka się miłość swojego życia. On zdecydował się dla tej miłości zostawić zonę - ale w ostatniej chwili racjonalne podejście wygrało. Nie chciał rozwalać domu, rodziny swoim dzieciom. Ale też - jak widać - nie potrafi urwać z Tobą kontaktu.
Wierze że Cię kochał/kocha. Wierzę że może naprawdę myślał o życiu z Tobą.
Ale codzienność zweryfikowała jego marzenia. Nie potrafi. Nie oceniam. Wiem że taka decyzja wymaga cholernej odwagi i pewności co do przyszłości.Moja rada dla Ciebie: przestań się łudzić że będziecie razem. Jak widzisz, on nie zostawi swojej rodziny. Na Twoim miejscu definitywnie urwałabym kontakt. Tylko krzywdzisz samą siebie, ale i jego też, bo przez dostęp do siebie nie pozwalasz mu skupić się na rodzinie i on jest rozdarty (a i tak zony nie zostawi).
Więc albo urwij kontakt raz na zawsze, definitywnie, albo pogódź się z tym że będziesz tylko kochanką.
Nic dodać nic ująć
Jeśli nie oglądałaś serialu "Klara", to polecam, główna bohaterka jest w podobnej sytuacji co twoja.
Najważniejsze zostało już powiedziane. Decyzja należy teraz do Autorki. Dobra wiadomość to taka, że ma wybór, natomiast ta zła, że nie ma właściwie czasu do namysłu, bowiem nie ma już na co czekać. No, może jedynie na amnestię, mówiąc pół żartem, pół serio.
11 2026-07-26 16:00:28 Ostatnio edytowany przez Anja80 (2026-07-26 16:01:34)
Anja80 napisał/a:AdamJeden napisał/a:Desperatka jesteś.
Żonaty chce po prostu poruchać, a nie wchodzić w nowy związek. Zakazany i świeży owoc zawsze w cenie.
Skoro odstawia przedstawienia niełatwo mu znaleźć zamienniczkę ciebie.
W tym układzie jesteś piątym kołem u wozu. Miej swiadomość.No właśnie nie chce ruchać jak to ładnie napisałeś bo nie chce spotkań na żywo .
Stąd moje wątpliwości o co chodziPrzecież napisałem - "Skoro odstawia przedstawienia niełatwo mu znaleźć zamienniczkę ciebie."
Gdyby łatwo znalazł tak bezproblemową jak ty następczynię ciebie to zerwał by z tobą znajomość.
Ale widocznie nie wyszło, dlatego pozostajesz w odwodzie.W chwilach oczekiwania na jakieś polecenie lub znak od "nie mogącego bez ciebie żyć" męża czyjejś żony zajmij się bądź przez psychologa lub środowisko poprawą własnej samooceny, pozbyciem się kompleksów, otwarciem na świat.
To co masz na pewno cię nie uszczęśliwi. Im prędzej sama to dostrzeżesz tym masz większą szansę na coś co ma ręce i nogi.
Edytowałam bo nie na ten post chciałam dać odpowiedź
A ja nie byłabym taka surowa w ocenie tego mężczyzny.
Tak - zdradził. Tak - okłamywał zonę a Tobie dawał nadzieję.
Ale widać jak bardzo się miota. I moim zdaniem cierpi.Nie można wszystkich żonatych wrzucać do worka "skurwysyny którzy chcą sobie zamoczyć". Czasami naprawdę dopiero w trakcie małżeństwa spotyka się miłość swojego życia. On zdecydował się dla tej miłości zostawić zonę - ale w ostatniej chwili racjonalne podejście wygrało. Nie chciał rozwalać domu, rodziny swoim dzieciom. Ale też - jak widać - nie potrafi urwać z Tobą kontaktu.
Wierze że Cię kochał/kocha. Wierzę że może naprawdę myślał o życiu z Tobą.
Ale codzienność zweryfikowała jego marzenia. Nie potrafi. Nie oceniam. Wiem że taka decyzja wymaga cholernej odwagi i pewności co do przyszłości.Moja rada dla Ciebie: przestań się łudzić że będziecie razem. Jak widzisz, on nie zostawi swojej rodziny. Na Twoim miejscu definitywnie urwałabym kontakt. Tylko krzywdzisz samą siebie, ale i jego też, bo przez dostęp do siebie nie pozwalasz mu skupić się na rodzinie i on jest rozdarty (a i tak zony nie zostawi).
Więc albo urwij kontakt raz na zawsze, definitywnie, albo pogódź się z tym że będziesz tylko kochanką.
Dziękuję za te słowa. Wiem że ja nie jestem obiektywna ale on nie jest typem, który szuka atrakcji i przygód .
Dlatego zastanawiam się czy nawet pomimo tego że na ten moment wybrał rodzinę może zmienić decyzję za jakiś czas bo jednak uczucie wygra . Czy po prostu zostanie tam bo tak trzeba.
Zastanawia mnie też kwestia żony . Dowiedziała się o romansie , potem znowu o spotkaniu. Czy coś takiego można wybaczyć i uratować małżeństwo ?
Nie byłam nigdy żoną więc nie wiem ale ja bym nie dała rady. Nawet dla dzieci czy innych jak dla mnie wymówek
madoja napisał/a:A ja nie byłabym taka surowa w ocenie tego mężczyzny.
Tak - zdradził. Tak - okłamywał zonę a Tobie dawał nadzieję.
Ale widać jak bardzo się miota. I moim zdaniem cierpi.Nie można wszystkich żonatych wrzucać do worka "skurwysyny którzy chcą sobie zamoczyć". Czasami naprawdę dopiero w trakcie małżeństwa spotyka się miłość swojego życia. On zdecydował się dla tej miłości zostawić zonę - ale w ostatniej chwili racjonalne podejście wygrało. Nie chciał rozwalać domu, rodziny swoim dzieciom. Ale też - jak widać - nie potrafi urwać z Tobą kontaktu.
Wierze że Cię kochał/kocha. Wierzę że może naprawdę myślał o życiu z Tobą.
Ale codzienność zweryfikowała jego marzenia. Nie potrafi. Nie oceniam. Wiem że taka decyzja wymaga cholernej odwagi i pewności co do przyszłości.Moja rada dla Ciebie: przestań się łudzić że będziecie razem. Jak widzisz, on nie zostawi swojej rodziny. Na Twoim miejscu definitywnie urwałabym kontakt. Tylko krzywdzisz samą siebie, ale i jego też, bo przez dostęp do siebie nie pozwalasz mu skupić się na rodzinie i on jest rozdarty (a i tak zony nie zostawi).
Więc albo urwij kontakt raz na zawsze, definitywnie, albo pogódź się z tym że będziesz tylko kochanką.Dziękuję za te słowa. Wiem że ja nie jestem obiektywna ale on nie jest typem, który szuka atrakcji i przygód .
Dlatego zastanawiam się czy nawet pomimo tego że na ten moment wybrał rodzinę może zmienić decyzję za jakiś czas bo jednak uczucie wygra . Czy po prostu zostanie tam bo tak trzeba.
Zastanawia mnie też kwestia żony . Dowiedziała się o romansie , potem znowu o spotkaniu. Czy coś takiego można wybaczyć i uratować małżeństwo ?
Nie byłam nigdy żoną więc nie wiem ale ja bym nie dała rady. Nawet dla dzieci czy innych jak dla mnie wymówek
Wybaczyć zawsze mozna,ale wybaczenie nie równa się bycie razem. Można się np rozstać na pokojowych warunkach to też jest formą przebaczenia. Ludziom ciężko przebaczać, bo wmówiono im, że przebaczyć to znaczy zrobic z siebie cierpietnice, a to nie tak działa. Ja przebaczyłam ex zdrade, ale nie jesteśmy razem.od lat
madoja napisał/a:A ja nie byłabym taka surowa w ocenie tego mężczyzny.
Tak - zdradził. Tak - okłamywał zonę a Tobie dawał nadzieję.
Ale widać jak bardzo się miota. I moim zdaniem cierpi.Nie można wszystkich żonatych wrzucać do worka "skurwysyny którzy chcą sobie zamoczyć". Czasami naprawdę dopiero w trakcie małżeństwa spotyka się miłość swojego życia. On zdecydował się dla tej miłości zostawić zonę - ale w ostatniej chwili racjonalne podejście wygrało. Nie chciał rozwalać domu, rodziny swoim dzieciom. Ale też - jak widać - nie potrafi urwać z Tobą kontaktu.
Wierze że Cię kochał/kocha. Wierzę że może naprawdę myślał o życiu z Tobą.
Ale codzienność zweryfikowała jego marzenia. Nie potrafi. Nie oceniam. Wiem że taka decyzja wymaga cholernej odwagi i pewności co do przyszłości.Moja rada dla Ciebie: przestań się łudzić że będziecie razem. Jak widzisz, on nie zostawi swojej rodziny. Na Twoim miejscu definitywnie urwałabym kontakt. Tylko krzywdzisz samą siebie, ale i jego też, bo przez dostęp do siebie nie pozwalasz mu skupić się na rodzinie i on jest rozdarty (a i tak zony nie zostawi).
Więc albo urwij kontakt raz na zawsze, definitywnie, albo pogódź się z tym że będziesz tylko kochanką.Dziękuję za te słowa. Wiem że ja nie jestem obiektywna ale on nie jest typem, który szuka atrakcji i przygód .
Dlatego zastanawiam się czy nawet pomimo tego że na ten moment wybrał rodzinę może zmienić decyzję za jakiś czas bo jednak uczucie wygra . Czy po prostu zostanie tam bo tak trzeba.
Zastanawia mnie też kwestia żony . Dowiedziała się o romansie , potem znowu o spotkaniu. Czy coś takiego można wybaczyć i uratować małżeństwo ?
Nie byłam nigdy żoną więc nie wiem ale ja bym nie dała rady. Nawet dla dzieci czy innych jak dla mnie wymówek
Nigdy nie wiemy, jakbyśmy się zachowali w danej sytuacji. Na pewno nie jedno małżeństwo zostało uratowane, bo druga strona wybaczyła, choć raczej już nie jest to co było, choć swego czasu jedna kobieta pisała, że nawet jest lepiej, więc są też takie wyjątki.
Nie ma miłości bezwarunkowej między kobietą i mężczyzną, więc nie licz, że dla miłości zostawi rodzinę, jeśli do tej pory tego nie zrobił. On nie chce też, żeby dzieci go znienawidziły, więc jeśli go kochasz to nie powinnaś oczekiwać rozbicia jego rodziny.
Jaka to jest trauma dla dzieci, szczególnie jeśli mają dobrego ojca, wiedzą tylko ci, kogo to dotyczy i w mniejszym stopniu ci co są empatyczni. On też miałby wyrzuty sumienia, jakby zostawił dzieci, do końca życia, więc wczuj się w jego sytuację, nie do pozazdroszczenia.
Ciężko też jest zrozumieć kochanki, które wplątują się w taki układ i mają w tyle, że on ma żonę i dzieci, do tego liczą, że on zostawi rodzinę i do niej odejdzie. Zostałaś kochanką to zgódź się tą kochanką być dalej i nie oczekuj czegoś więcej, jeśli nie chcesz zerwać.
15 2026-07-26 17:56:01 Ostatnio edytowany przez madoja (2026-07-26 17:57:30)
Dlatego zastanawiam się czy nawet pomimo tego że na ten moment wybrał rodzinę może zmienić decyzję za jakiś czas bo jednak uczucie wygra . Czy po prostu zostanie tam bo tak trzeba.
Zastanawia mnie też kwestia żony . Dowiedziała się o romansie , potem znowu o spotkaniu. Czy coś takiego można wybaczyć i uratować małżeństwo ?
Nie byłam nigdy żoną więc nie wiem ale ja bym nie dała rady. Nawet dla dzieci czy innych jak dla mnie wymówek
Nie wiem.
Można powiedzieć, że skoro nie poszedł za ciosem - to już tego nie zrobi.
Skoro już znalazł w sobie tę odwagę i powiedział jej o Tobie, skoro ona przeżyła swoją dawkę cierpienia - to kiedy miałby zdecydować być z Tobą, jeśli nie właśnie wtedy, w tamtym momencie?
Z drugiej strony - jest oczywiście szansa, że im to godzenie nie wyjdzie. Terapia nic nie da. Ona nie będzie mogła mu wybaczyć i ich uczucie wygaśnie.
Ale zastanów się czy naprawdę chcesz być z nim tylko dlatego, że mu się rozwaliło życie? Czy nie chciałabyś być tą, którą on świadomie i odważnie wybrał?
Czy wiesz że czekając na to aż Wasze uczucie wygra (jak to napisałaś), możesz czekać naprawdę długie lata? Bez żadnej gwarancji powodzenia.
A co do Twojego drugiego pytania - tak, można wybaczyć zdradę. Mnóstwo małżeństw przetrwało zdradę.
I nie pisz proszę "ja bym nie dała rady na jej miejscu, nawet dla dzieci", bo dajesz radę. Wiesz przecież że oni spędzają czas, uprawiają seks, przytulają się, Ty płaczesz - a jednak wciąż go przyjmujesz. Czemu zakładasz że jego zona jest bardziej słaba niż Ty?
16 2026-07-26 18:21:59 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2026-07-26 18:30:12)
Anja80 napisał/a:Dlatego zastanawiam się czy nawet pomimo tego że na ten moment wybrał rodzinę może zmienić decyzję za jakiś czas bo jednak uczucie wygra . Czy po prostu zostanie tam bo tak trzeba.
Zastanawia mnie też kwestia żony . Dowiedziała się o romansie , potem znowu o spotkaniu. Czy coś takiego można wybaczyć i uratować małżeństwo ?
Nie byłam nigdy żoną więc nie wiem ale ja bym nie dała rady. Nawet dla dzieci czy innych jak dla mnie wymówekNie wiem.
Można powiedzieć, że skoro nie poszedł za ciosem - to już tego nie zrobi.
Skoro już znalazł w sobie tę odwagę i powiedział jej o Tobie, skoro ona przeżyła swoją dawkę cierpienia - to kiedy miałby zdecydować być z Tobą, jeśli nie właśnie wtedy, w tamtym momencie?Z drugiej strony - jest oczywiście szansa, że im to godzenie nie wyjdzie. Terapia nic nie da. Ona nie będzie mogła mu wybaczyć i ich uczucie wygaśnie.
Ale zastanów się czy naprawdę chcesz być z nim tylko dlatego, że mu się rozwaliło życie? Czy nie chciałabyś być tą, którą on świadomie i odważnie wybrał?
Czy wiesz że czekając na to aż Wasze uczucie wygra (jak to napisałaś), możesz czekać naprawdę długie lata? Bez żadnej gwarancji powodzenia.A co do Twojego drugiego pytania - tak, można wybaczyć zdradę. Mnóstwo małżeństw przetrwało zdradę.
I nie pisz proszę "ja bym nie dała rady na jej miejscu, nawet dla dzieci", bo dajesz radę. Wiesz przecież że oni spędzają czas, uprawiają seks, przytulają się, Ty płaczesz - a jednak wciąż go przyjmujesz. Czemu zakładasz że jego zona jest bardziej słaba niż Ty?
Budowanie własnego szczęścia na gruzach poprzedniego to kiepski pomysł. Żyjesz iluzją. Lepiej i zdrowiej dla Ciebie będzie, jeśli całkowicie odpuścisz, przepracujesz wszystkie emocje, skupisz się na sobie, na własnych potrzebach i oczekiwaniach. On zaś zachowuje się chcąc jednocześnie zjeść ciastko i mieć ciastko.
Wycofaj sie dla swojego dobra. I poszukaj tam gdzie bezpiecznie i zdrowo.
Moze pomoga Cie dwie mysli:
jak przeskoczyl na inny kwiatek raz to moze i zdzarzyloby sie drugi (tym razem z Twojego kwiatka)
Jestescie kochankami. To proste zycie. Wszystko wokol wzmacnia Wasze uczucia. Ale bycie para na co dzien to inny swiat. Kto wie co byloby wtedy jak wejda bole glowy i skarpetki na podłodze
Wycofaj sie dla swojego dobra. I poszukaj tam gdzie bezpiecznie i zdrowo.
Moze pomoga Cie dwie mysli:
jak przeskoczyl na inny kwiatek raz to moze i zdzarzyloby sie drugi (tym razem z Twojego kwiatka)
Jestescie kochankami. To proste zycie. Wszystko wokol wzmacnia Wasze uczucia. Ale bycie para na co dzien to inny swiat. Kto wie co byloby wtedy jak wejda bole glowy i skarpetki na podłodze
Autorka jak pisze, nie była jeszcze w związku, tym bardziej nie mieszkała z facetem, to nie wie z czym to się je ![]()
W odpowiedzi na powyższe
Nie mam 20 lat więc też patrzę na to bardziej krytycznie. Gdybym nie była zapewniana od samego początku, że odejdzie od żony to pewnie bym w to może nie weszła . Pisze „może” bo tego nie wiem , możliwe że uczucie by wygrało, ale na pewno nie weszła bym w to jakby od początku było jasne, że będę tylko kochanką. Nie chciałam być kochanką i od początku wyraźnie to mówiłam , ale tak jak pisałam wyżej miało być inaczej.
Co do tego że nie mam skrupułów żeby rozwalić komuś rodzinę- to chyba raczej decyzja jego nie moja . To On ma wiedzieć czego chce i to chyba jego odpowiedzialność bo nikt do niczego go nie zmuszał.
Fakt nie mieszkałam z nim i też nie wiem co by było gdyby się tak stało bo nie jestem wróżką. Może było by super a może kompletna klapa. To ryzyko jest w każdym związku.
Jeśli chodzi o skakanie z kwiatka na kwiatek to fakt tu myślę o tym często. Nie wiem czy tak jest ale może faktycznie jak ktoś „skoczył” raz to skoczy znowu.
Szukałam jakiś czas temu nawet statystyk czy pierwsza zdrada powoduje następne , w kontekście, że jak raz spróbujesz to potem jakoś idzie.
Oraz statystyk jak wiele małżeństw zostaje po zdradzie ze sobą na zawsze , a ile w końcu się rozpada nawet jeśli początkowo próbują naprawić relacje .
Niestety nie znalazłam wiarygodnych danych.
W odpowiedzi na powyższe
Nie mam 20 lat więc też patrzę na to bardziej krytycznie. Gdybym nie była zapewniana od samego początku, że odejdzie od żony to pewnie bym w to może nie weszła . Pisze „może” bo tego nie wiem , możliwe że uczucie by wygrało, ale na pewno nie weszła bym w to jakby od początku było jasne, że będę tylko kochanką. Nie chciałam być kochanką i od początku wyraźnie to mówiłam , ale tak jak pisałam wyżej miało być inaczej.
Co do tego że nie mam skrupułów żeby rozwalić komuś rodzinę- to chyba raczej decyzja jego nie moja . To On ma wiedzieć czego chce i to chyba jego odpowiedzialność bo nikt do niczego go nie zmuszał.
Fakt nie mieszkałam z nim i też nie wiem co by było gdyby się tak stało bo nie jestem wróżką. Może było by super a może kompletna klapa. To ryzyko jest w każdym związku.
Jeśli chodzi o skakanie z kwiatka na kwiatek to fakt tu myślę o tym często. Nie wiem czy tak jest ale może faktycznie jak ktoś „skoczył” raz to skoczy znowu.
Szukałam jakiś czas temu nawet statystyk czy pierwsza zdrada powoduje następne , w kontekście, że jak raz spróbujesz to potem jakoś idzie.
Oraz statystyk jak wiele małżeństw zostaje po zdradzie ze sobą na zawsze , a ile w końcu się rozpada nawet jeśli początkowo próbują naprawić relacje .
Niestety nie znalazłam wiarygodnych danych.
Na drugi raz wybieraj sobie wolnych facetów,bo sama widzisz jak na tym wyszlas.
21 2026-07-26 22:22:11 Ostatnio edytowany przez wieka (2026-07-26 22:22:58)
Chyba każdy facet, co zdradza żonę, mówi kochance, że odejdzie, inaczej żadna by się nie zgodziła. Czyli mówi to, czego nawet nie wie, a to co kochanka chce usłyszeć.
To jest wiedza ogólna, więc każdy dorosły powinien o tym wiedzieć.
W takich sytuacjach najbardziej facetowi zależy na seksie, jak ma w domu reglamentację, to szuka na mieście, oczywiście nie każdy.
Błędem było to, że wchodziłaś w tę znajomość wiedząc, że ma rodzinę i wierzyłaś w każde jego słowo. Każdy kochanek wydaje się super, bo musi taki być, choć on widać jest dobrym mężem i ojcem dlatego żona staje na głowie, żeby go chce go stracić, więc jest nawet szansa, że małżeństwo zyska przez ten romans, bo żona zrozumiała co mogła stracić, a miała też w tym udział.
Chyba każdy facet, co zdradza żonę, mówi kochance, że odejdzie, inaczej żadna by się nie zgodziła. Czyli mówi to, czego nawet nie wie, a to co kochanka chce usłyszeć.
To jest wiedza ogólna, więc każdy dorosły powinien o tym wiedzieć.
W takich sytuacjach najbardziej facetowi zależy na seksie, jak ma w domu reglamentację, to szuka na mieście, oczywiście nie każdy.
Błędem było to, że wchodziłaś w tę znajomość wiedząc, że ma rodzinę i wierzyłaś w każde jego słowo. Każdy kochanek wydaje się super, bo musi taki być, choć on widać jest dobrym mężem i ojcem dlatego żona staje na głowie, żeby go chce go stracić, więc jest nawet szansa, że małżeństwo zyska przez ten romans, bo żona zrozumiała co mogła stracić, a miała też w tym udział.
Masz bardzo dziecinne podejście do zdrady. Nie ma czegoś takiego jak "każdy facet..." czy "każda kobieta...".
Możliwych powodów, dla których mąż zdradza żonę jest co najmniej kilkanaście.
Możliwych powodów, dla których żona zdradza męża również jest co najmniej kilkanaście.
Nie ma sensu ich wymieniać. Przez portal przewinęły się z pewnością prawie wszystkie. Rozrzucone po tematach i w czasie, bo zasady społeczne zmieniają się.
Natomiast ten temat jest o chyba jednej z najpopularniejszych kombinacji - czyjś mąż ruchacz recydywista natknął się na kobietę zdesperowaną (na związek) z jakiegoś powodu. Wybrał właściwą ofiarę, umiejętnie omotał, tak że kobieta ciągle wierzy, że czarne jest białe. Może nigdy nie przestanie wierzyć ?
wieka napisał/a:Chyba każdy facet, co zdradza żonę, mówi kochance, że odejdzie, inaczej żadna by się nie zgodziła. Czyli mówi to, czego nawet nie wie, a to co kochanka chce usłyszeć.
To jest wiedza ogólna, więc każdy dorosły powinien o tym wiedzieć.
W takich sytuacjach najbardziej facetowi zależy na seksie, jak ma w domu reglamentację, to szuka na mieście, oczywiście nie każdy.
Błędem było to, że wchodziłaś w tę znajomość wiedząc, że ma rodzinę i wierzyłaś w każde jego słowo. Każdy kochanek wydaje się super, bo musi taki być, choć on widać jest dobrym mężem i ojcem dlatego żona staje na głowie, żeby go chce go stracić, więc jest nawet szansa, że małżeństwo zyska przez ten romans, bo żona zrozumiała co mogła stracić, a miała też w tym udział.Masz bardzo dziecinne podejście do zdrady. Nie ma czegoś takiego jak "każdy facet..." czy "każda kobieta...".
Możliwych powodów, dla których mąż zdradza żonę jest co najmniej kilkanaście.
Możliwych powodów, dla których żona zdradza męża również jest co najmniej kilkanaście.
Nie ma sensu ich wymieniać. Przez portal przewinęły się z pewnością prawie wszystkie. Rozrzucone po tematach i w czasie, bo zasady społeczne zmieniają się.Natomiast ten temat jest o chyba jednej z najpopularniejszych kombinacji - czyjś mąż ruchacz recydywista natknął się na kobietę zdesperowaną (na związek) z jakiegoś powodu. Wybrał właściwą ofiarę, umiejętnie omotał, tak że kobieta ciągle wierzy, że czarne jest białe. Może nigdy nie przestanie wierzyć ?
Napisałam chyba, a to jest różnica, akurat mnie nie musisz tłumaczyć.
24 2026-08-09 18:38:39 Ostatnio edytowany przez XFckstar (2026-08-09 18:41:27)
madoja napisał/a:A ja nie byłabym taka surowa w ocenie tego mężczyzny.
Tak - zdradził. Tak - okłamywał zonę a Tobie dawał nadzieję.
Ale widać jak bardzo się miota. I moim zdaniem cierpi.Nie można wszystkich żonatych wrzucać do worka "skurwysyny którzy chcą sobie zamoczyć". Czasami naprawdę dopiero w trakcie małżeństwa spotyka się miłość swojego życia. On zdecydował się dla tej miłości zostawić zonę - ale w ostatniej chwili racjonalne podejście wygrało. Nie chciał rozwalać domu, rodziny swoim dzieciom. Ale też - jak widać - nie potrafi urwać z Tobą kontaktu.
Wierze że Cię kochał/kocha. Wierzę że może naprawdę myślał o życiu z Tobą.
Ale codzienność zweryfikowała jego marzenia. Nie potrafi. Nie oceniam. Wiem że taka decyzja wymaga cholernej odwagi i pewności co do przyszłości.Moja rada dla Ciebie: przestań się łudzić że będziecie razem. Jak widzisz, on nie zostawi swojej rodziny. Na Twoim miejscu definitywnie urwałabym kontakt. Tylko krzywdzisz samą siebie, ale i jego też, bo przez dostęp do siebie nie pozwalasz mu skupić się na rodzinie i on jest rozdarty (a i tak zony nie zostawi).
Więc albo urwij kontakt raz na zawsze, definitywnie, albo pogódź się z tym że będziesz tylko kochanką.Nic dodać nic ująć
Ciekawe czy w odwrotnym przypadku byś tak pisał. Żona głupia że go przyjęła. Taki powinien być sam do końca życia.
Rozbija małżeństwo tylko zdradzający. Jeśli kocha zonę nie zdradzi choćby nie wiem jak kochanka chciała. jeżeli się wahał to nie kocha.
Bert44 napisał/a:madoja napisał/a:A ja nie byłabym taka surowa w ocenie tego mężczyzny.
Tak - zdradził. Tak - okłamywał zonę a Tobie dawał nadzieję.
Ale widać jak bardzo się miota. I moim zdaniem cierpi.Nie można wszystkich żonatych wrzucać do worka "skurwysyny którzy chcą sobie zamoczyć". Czasami naprawdę dopiero w trakcie małżeństwa spotyka się miłość swojego życia. On zdecydował się dla tej miłości zostawić zonę - ale w ostatniej chwili racjonalne podejście wygrało. Nie chciał rozwalać domu, rodziny swoim dzieciom. Ale też - jak widać - nie potrafi urwać z Tobą kontaktu.
Wierze że Cię kochał/kocha. Wierzę że może naprawdę myślał o życiu z Tobą.
Ale codzienność zweryfikowała jego marzenia. Nie potrafi. Nie oceniam. Wiem że taka decyzja wymaga cholernej odwagi i pewności co do przyszłości.Moja rada dla Ciebie: przestań się łudzić że będziecie razem. Jak widzisz, on nie zostawi swojej rodziny. Na Twoim miejscu definitywnie urwałabym kontakt. Tylko krzywdzisz samą siebie, ale i jego też, bo przez dostęp do siebie nie pozwalasz mu skupić się na rodzinie i on jest rozdarty (a i tak zony nie zostawi).
Więc albo urwij kontakt raz na zawsze, definitywnie, albo pogódź się z tym że będziesz tylko kochanką.Nic dodać nic ująć
Ciekawe czy w odwrotnym przypadku byś tak pisał. Żona głupia że go przyjęła. Taki powinien być sam do końca życia.
Rozbija małżeństwo tylko zdradzający. Jeśli kocha zonę nie zdradzi choćby nie wiem jak kochanka chciała. jeżeli się wahał to nie kocha.
Ciekawe dlaczego piszesz do mnie a nie do Madoi z ktora sie po prostu zgodzilem.
26 2026-08-09 23:24:23 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-08-09 23:25:36)
Pewnego dnia żona „ podpuściła” go że wie że ma ze mną kontakt. On się przyznał .
Dostał ultimatum że albo zostaje i urywa kontakt na 1000% albo koniec małżeństwa i że idą razem na terapię i będą mimo wszystko ratować związek .
To się nie spina. Wspomniany "koniec małżeństwa" wyklucza "będą mimo wszystko ratować związek".
O, i tu też wychwyciłam błąd logiczny:
Rozbija małżeństwo tylko zdradzający. Jeśli kocha zonę nie zdradzi choćby nie wiem jak kochanka chciała. jeżeli się wahał to nie kocha.
Mężczyzna, który nie zdradza NIE ma kochanki, a jednak Ci się przyplątała ![]()
27 2026-08-09 23:45:17 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-08-09 23:45:48)
Myślę, że w tej historii warto na chwilę przestać zastanawiać się, czy on Cię kocha, dlaczego nie potrafi z Ciebie zrezygnować i czy jego serce jest rozdarte. Być może rzeczywiście Cię kocha, ale uczucie to jedno, a decyzja i konsekwencje podejmowanych decyzji to drugie, a jego decyzje jak dotąd są dość jednoznaczne. Miał już kilka momentów, w których mógł odejść, a jednak za każdym razem zostawał z żoną i rodziną. Teraz również mówi Ci wprost, że chce ratować małżeństwo i to jest właśnie jego aktualny wybór.
Natomiast jednocześnie nie chce stracić Ciebie i chyba tutaj znajduje się odpowiedź na pytanie, po co mu ten kontakt. Bo jesteś dla niego ważna, daje mu to emocje, bliskość, poczucie bycia kochanym i prawdopodobnie również nadzieję, że ta relacja nadal będzie dostępna. Rzecz w tym, że dla niego kontakt z Tobą może być czymś, co chce po prostu zachować, a dla Ciebie jest podtrzymywaniem nadziei.
I właśnie tego najbardziej bym się obawiała, bo spójrz, co ten kontakt robi z Tobą. Nie pozwala Ci przeżyć rozstania do końca i za każdym razem, kiedy zaczynasz się od niego odsuwać, on wraca, daje Ci kolejną porcję bliskości i nadziei, a Ty znowu zaczynasz czekać. Potem on wraca do żony, a Ty zostajesz z kolejnym załamaniem. I tak do następnego razu.
Czy on może kiedyś odejść? Oczywiście, że może. Ludzie zmieniają decyzje, ale ile swojego życia chcesz przeznaczyć na czekanie na tę możliwość?
Uważam jednak, że jeśli naprawdę chciałby być z Tobą, to już by to zrobił. I właśnie dlatego teraz należałoby postawić mu granicę: skoro wybrał żonę i chce ratować małżeństwo, to uszanuj jego wybór, ale on również powinien uszanować Twój spokój i przestać mącić Ci w emocjach. Mało tego, w moim odczuciu to co robi teraz jest po prostu paskudne.
Jeżeli kiedyś rzeczywiście się rozstanie, będzie wolny i nadal będzie chciał być z Tobą - wtedy będziecie mogli o tym rozmawiać, ale wtedy decyzja będzie musiała być jego decyzją, a nie efektem tego, że przez kolejne miesiące czekałaś obok i podtrzymywałaś jego emocjonalną relację.
Na dziś nie widzę powodu, żebyś czekała na cud. Widzę za to bardzo dużo powodów, żebyś przestała być dla niego jakimś "drugim życiem", dostępnym wtedy, gdy pierwsze zaczyna go uwierać.
I paradoksalnie dopiero kiedy naprawdę się wycofasz, dowiesz się czegoś istotnego - czy on chce mieć Ciebie, czy rzeczywiście chce z Tobą być. Bo to są dwie zupełnie różne rzeczy.
Anja80 napisał/a:Pewnego dnia żona „ podpuściła” go że wie że ma ze mną kontakt. On się przyznał .
Dostał ultimatum że albo zostaje i urywa kontakt na 1000% albo koniec małżeństwa i że idą razem na terapię i będą mimo wszystko ratować związek .To się nie spina. Wspomniany "koniec małżeństwa" wyklucza "będą mimo wszystko ratować związek".
O, i tu też wychwyciłam błąd logiczny:
XFckstar napisał/a:Rozbija małżeństwo tylko zdradzający. Jeśli kocha zonę nie zdradzi choćby nie wiem jak kochanka chciała. jeżeli się wahał to nie kocha.
Mężczyzna, który nie zdradza NIE ma kochanki, a jednak Ci się przyplątała
Kobieta chciała ..
XFckstar napisał/a:Bert44 napisał/a:Nic dodać nic ująć
Ciekawe czy w odwrotnym przypadku byś tak pisał. Żona głupia że go przyjęła. Taki powinien być sam do końca życia.
Rozbija małżeństwo tylko zdradzający. Jeśli kocha zonę nie zdradzi choćby nie wiem jak kochanka chciała. jeżeli się wahał to nie kocha.Ciekawe dlaczego piszesz do mnie a nie do Madoi z ktora sie po prostu zgodzilem.
Pomyłka