25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 120 z 120 ]

66 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-04-21 15:23:23)

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:

Zostałem w jej oczach kimś, komu nie można ufać.

Jeśli to wszystko z powodu jednej głupoty - napisania do obcej babki wiele lat temu - to przy założeniu, że do niczego nie doszło to twoja baba jedynie szuka pretekstu od lat.

Edit - jeśli żona ma teraz 40 lat (a ty 44), a zaczęliście 25 lat temu to jako 19latek łapałeś się za 15stkę i tak już zostało? LOL. Sam jesteś sobie winny.

Zobacz podobne tematy :
Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Dżaro2026 napisał/a:

Albo autor sobie jaja robi albo dał się wdeptać pantoflem w glebę tak mocno, że kompletnie stracił jakikolwiek szacunek do samego siebie. Co to ma znaczyć, że ona się ubiera dla innych ? No jak, kobieta coś takiego mówi mężczyźnie, a ten stoi jak ta pipa i się głupkowato patrzy bo jest mu przykro ?? Może jeszcze sie popłakał na sam koniec ?

To są jaja jakieś.

On ją po tym na rekolekcje zabiera czaisz?

68

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Pantoflarze też chodzą po tym świecie big_smile

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
wieka napisał/a:

Pantoflarze też chodzą po tym świecie big_smile

A ten tutaj uważa sie za samca alfa

70

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Perwersyjny za to szczupł napisał/a:
wieka napisał/a:

Pantoflarze też chodzą po tym świecie big_smile

A ten tutaj uważa sie za samca alfa



Tego typu komentarze są dla mnie bardzo cenne, ponieważ uświadamiają mnie i pozwalają spojrzeć na pewne rzeczy szerzej. Widzę, jak wielu mężczyzn olewa swoje kobiety, mimo że mają świadomość, że ta druga osoba daje im coś wyjątkowego.

W moim przypadku chodzi o coś, co dotyczy tylko mnie i mojej żony — coś, co już raczej się nie powtórzy, jeżeli dojdzie do rozstania. Dzięki temu ona może kiedyś zrozumieć, że to, co miała, było wyjątkowe, prawdziwe i szczere. I jeśli w przyszłości zwiąże się z kimś innym, być może doceni to, co było między nami.

Nie jestem bajkopisarzem — piszę prawdę o tym, jakim jestem człowiekiem i jakim uczuciem ją darzę. Dla mnie życie w związku to nie tylko kasa, seks, koledzy czy koleżanki. Dla mnie życie z drugą osobą to oddanie i poświęcenie się.

Możecie pisać, co tylko chcecie — że jestem pantoflarzem, że się zatraciłem i tak dalej. To mnie nie krzywdzi. To mnie uświadamia i pokazuje, że to, co robiłem dla niej, było dobre. Nie czuję się w tym wszystkim wyjątkowo, ale na pewno czuję się z tym bardzo dobrze. Ona nie ma mi co zarzucić.

Jeżeli kiedyś opuści ją zazdrość, lęk i różne przekonania, gdy emocje już ochłoną, a mnie nie będzie obok niej, zacznie patrzeć na to zupełnie inaczej. I być może mając obok siebie innego mężczyznę, który nawet w połowie nie będzie dawał jej tego, co ja — zacznie to doceniać.

71

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:
Perwersyjny za to szczupł napisał/a:
wieka napisał/a:

Pantoflarze też chodzą po tym świecie big_smile

A ten tutaj uważa sie za samca alfa



Tego typu komentarze są dla mnie bardzo cenne, ponieważ uświadamiają mnie i pozwalają spojrzeć na pewne rzeczy szerzej. Widzę, jak wielu mężczyzn olewa swoje kobiety, mimo że mają świadomość, że ta druga osoba daje im coś wyjątkowego.

W moim przypadku chodzi o coś, co dotyczy tylko mnie i mojej żony — coś, co już raczej się nie powtórzy, jeżeli dojdzie do rozstania. Dzięki temu ona może kiedyś zrozumieć, że to, co miała, było wyjątkowe, prawdziwe i szczere. I jeśli w przyszłości zwiąże się z kimś innym, być może doceni to, co było między nami.

Nie jestem bajkopisarzem — piszę prawdę o tym, jakim jestem człowiekiem i jakim uczuciem ją darzę. Dla mnie życie w związku to nie tylko kasa, seks, koledzy czy koleżanki. Dla mnie życie z drugą osobą to oddanie i poświęcenie się.

Możecie pisać, co tylko chcecie — że jestem pantoflarzem, że się zatraciłem i tak dalej. To mnie nie krzywdzi. To mnie uświadamia i pokazuje, że to, co robiłem dla niej, było dobre. Nie czuję się w tym wszystkim wyjątkowo, ale na pewno czuję się z tym bardzo dobrze. Ona nie ma mi co zarzucić.

Jeżeli kiedyś opuści ją zazdrość, lęk i różne przekonania, gdy emocje już ochłoną, a mnie nie będzie obok niej, zacznie patrzeć na to zupełnie inaczej. I być może mając obok siebie innego mężczyznę, który nawet w połowie nie będzie dawał jej tego, co ja — zacznie to doceniać.

Dlaczego podpierasz się AI?

Kobiety nie szanują i lekceważą pantoflarzy, manipulują nimi jak chcą, coś jak twoja żona.
Można powiedzieć, że znęca się nad tobą psychicznie, bo na to przyzwalasz, dlatego odejdź bo cię wykończy na amen. Widzę, że terapia tu raczej nie pomoże.

72 Ostatnio edytowany przez Solaris (2026-04-21 17:23:51)

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Ten chatGPT nie jest taki głupi;)
Poczytaj, co on myśli o Twoim postępowaniu:))


Jak taki mężczyzna jest odbierany z czasem
Na początku:
świetnie

czuły
zaangażowany
obecny

„w końcu ktoś, kto się stara”

To daje poczucie bezpieczeństwa.
________________________________________
Po czasie może się zmienić odbiór:
 1. „On daje wszystko… aż za bardzo”

zaczyna być przewidywalny
niczym nie zaskakuje emocjonalnie
wszystko jest „pewne”

 i paradoksalnie… spada napięcie i atrakcyjność
________________________________________
 2. „On się za bardzo dostosowuje”
(np. YouTube bez teledysków, ograniczanie siebie)
 może być odebrane jako:

brak własnych granic
brak „kręgosłupa”
życie pod drugą osobę
A to często:
zabija pociąg
________________________________________
 3. „On chce mnie naprawić”

ciągłe podnoszenie jej samooceny

przekonywanie, jaka jest

 może być odczuwane jako:

presja

brak akceptacji jej stanu

________________________________________
 4. Zmiana dynamiki sił
Na początku:
 ona słabsza → on daje
Potem:
 ona rośnie → zaczyna dominować emocjonalnie
I wtedy pojawia się coś takiego jak:

testowanie granic
prowokacje
podkreślanie swojej wartości wobec innych

________________________________________
 W skrócie:
 taki mężczyzna zaczyna jako „ideał”
 a kończy jako ktoś „za bardzo dostępny i przewidywalny”
________________________________________
 Co powinien zmienić (to jest klucz)
1. Przestać „ratować”
Nie jesteś od naprawiania czyjejś psychiki.
 możesz wspierać — ale nie budować kogoś od zera
2.  Mieć granice

nie dostosowywać się do wszystkiego

nie rezygnować z siebie

 kobiety bardziej szanują:

spokojne „nie” niż ciągłe „dla Ciebie wszystko”
________________________________________
3.  Nie budować wartości na dawaniu
Miłość to nie:
 „zobacz ile zrobiłem”
Tylko:
 „jestem sobą i to wystarcza”
________________________________________
4. Zostawić przestrzeń
Za dużo obecności = brak tęsknoty
________________________________________
5.  Reagować na brak szacunku
To, co ona mówi teraz (o innych facetach):
 powinno spotkać się z granicą, nie z próbą „zrozumienia wszystkiego”
________________________________________
 Najważniejsze zdanie
bycie dobrym partnerem to nie to samo co bycie atrakcyjnym partnerem

73

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:

Widzę, jak wielu mężczyzn olewa swoje kobiety, mimo że mają świadomość, że ta druga osoba daje im coś wyjątkowego.

Nie chłopie. My gnijemy z ciebie. Ciężko uwierzyć, że można być aż taką pizdą jak ty.

Możecie pisać, co tylko chcecie — że jestem pantoflarzem, że się zatraciłem i tak dalej. To mnie nie krzywdzi. To mnie uświadamia i pokazuje, że to, co robiłem dla niej, było dobre.

Podsumujmy. Mając 19 lat zacząłeś umawiać się z 15letnią dziewczynką. Jak ona miała 20-21 to wzięliście ślub. Dzieci pojawiły się chwilkę później. Żona tobą gardzi i ma ciebie dość, związek ci się sypie. Jesteś na tyle zakochany w sobie, że nie dostrzegasz błędów w tej twojej bajce i uważasz siebie za księcia na białym koniu, któremu nie może dorównać żaden inny facet. Realia są takie, że jesteś takim pantoflem bez kręgosłupa i taką męczydupą, że absolutnie nikt nie jest w stanie tego wytrzymać - począwszy od najbliższej ci osoby.

Jeżeli kiedyś opuści ją zazdrość, lęk i różne przekonania, gdy emocje już ochłoną, a mnie nie będzie obok niej, zacznie patrzeć na to zupełnie inaczej.

Obraz jest na razie taki, że zmarnowała 25 lat życia na jakiegoś bluszcza bez smaku i wyrazu. Ja pierdole - youtube bez teledysków w udawanej trosce o uczucia? Jak żałośnie nisko trzeba upaść? Jak odejdzie jedyne czego zazna to odrobina wolności, swobody i oddech ulgi.

74

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jack [quote=Jacek004400 napisał/a:

Widzę, jak wielu mężczyzn olewa swoje kobiety, mimo że mają świadomość, że ta druga osoba daje im coś wyjątkowego.

Nie chłopie. My gnijemy z ciebie. Ciężko uwierzyć, że można być aż taką pizdą jak ty.

Możecie pisać, co tylko chcecie — że jestem pantoflarzem, że się zatraciłem i tak dalej. To mnie nie krzywdzi. To mnie uświadamia i pokazuje, że to, co robiłem dla niej, było dobre.

Podsumujmy. Mając 19 lat zacząłeś umawiać się z 15letnią dziewczynką. Jak ona miała 20-21 to wzięliście ślub. Dzieci pojawiły się chwilkę później. Żona tobą gardzi i ma ciebie dość, związek ci się sypie. Jesteś na tyle zakochany w sobie, że nie dostrzegasz błędów w tej twojej bajce i uważasz siebie za księcia na białym koniu, któremu nie może dorównać żaden inny facet. Realia są takie, że jesteś takim pantoflem bez kręgosłupa i taką męczydupą, że absolutnie nikt nie jest w stanie tego wytrzymać - począwszy od najbliższej ci osoby.

Jeżeli kiedyś opuści ją zazdrość, lęk i różne przekonania, gdy emocje już ochłoną, a mnie nie będzie obok niej, zacznie patrzeć na to zupełnie inaczej.

Obraz jest na razie taki, że zmarnowała 25 lat życia na jakiegoś bluszcza bez smaku i wyrazu. Ja pierdole - youtube bez teledysków w udawanej trosce o uczucia? Jak żałośnie nisko trzeba upaść? Jak odejdzie jedyne czego zazna to odrobina wolności, swobody i oddech ulgi.




Chyba tego mi było trzeba .
Dzieki to było mocne I dociera już coś .

Bęndę to czytał i stawiał się w tym co napisałeś.

75

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

GPT za najbardziej wyważony emocjonalnie komentarz uznał pierwszą odpowiedź Berta a za najgorszy, Jacka. Sparrow, popraw się;)

76

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Solaris napisał/a:

GPT za najbardziej wyważony emocjonalnie komentarz uznał pierwszą odpowiedź Berta a za najgorszy, Jacka. Sparrow, popraw się;)


Solaris ile masz lat ?

77

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:
Solaris napisał/a:

GPT za najbardziej wyważony emocjonalnie komentarz uznał pierwszą odpowiedź Berta a za najgorszy, Jacka. Sparrow, popraw się;)


Solaris ile masz lat ?

W sam raz:)

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Solaris napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:
Solaris napisał/a:

GPT za najbardziej wyważony emocjonalnie komentarz uznał pierwszą odpowiedź Berta a za najgorszy, Jacka. Sparrow, popraw się;)


Solaris ile masz lat ?

W sam raz:)

big_smile dobra odpowiedz... ja tez mam.w sam raz  big_smile

79

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:

Solaris ile masz lat ?

W sam raz:)

big_smile dobra odpowiedz... ja tez mam.w sam raz  big_smile

A nie?:)

Idę stąd, bo cukier mi skoczył. Autor to taki romantyczny słodziak, że pluszowy miś przy nim to pikuś:))
Mając takiego męża, można rzygać tęczą big_smile
Ale dla Ciebie Julka chyba taki byłby dobry, co?;)



PS Jakoś nie wierzę w tę opowieść:)

80

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Solaris napisał/a:

GPT za najbardziej wyważony emocjonalnie komentarz uznał pierwszą odpowiedź Berta a za najgorszy, Jacka. Sparrow, popraw się;)

Głównym (i nadrzędnym) celem AI jest przypodobanie się. Dlatego zwracają uwagę na poprawność emocjonalną bez względu na to czy treść jest prawdziwa czy nie. Jeszcze jakiś czas temu udawało się to obejść odpowiednio zdefiniowanym promptem, ale to już przeszłość.

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:

W sam raz:)

big_smile dobra odpowiedz... ja tez mam.w sam raz  big_smile

A nie?:)

Idę stąd, bo cukier mi skoczył. Autor to taki romantyczny słodziak, że pluszowy miś przy nim to pikuś:))
Mając takiego męża, można rzygać tęczą big_smile
Ale dla Ciebie Julka chyba taki byłby dobry, co?;)



PS Jakoś nie wierzę w tę opowieść:)

Nie ja takiego tez nie chce wogole niewiem czy bede miec meza big_smile

82

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

big_smile dobra odpowiedz... ja tez mam.w sam raz  big_smile

A nie?:)

Idę stąd, bo cukier mi skoczył. Autor to taki romantyczny słodziak, że pluszowy miś przy nim to pikuś:))
Mając takiego męża, można rzygać tęczą big_smile
Ale dla Ciebie Julka chyba taki byłby dobry, co?;)



PS Jakoś nie wierzę w tę opowieść:)

Nie ja takiego tez nie chce wogole niewiem czy bede miec meza big_smile

Spoko, możesz miec żonę, trzeba iść z duchem czasu;)

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Solaris napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Solaris napisał/a:

A nie?:)

Idę stąd, bo cukier mi skoczył. Autor to taki romantyczny słodziak, że pluszowy miś przy nim to pikuś:))
Mając takiego męża, można rzygać tęczą big_smile
Ale dla Ciebie Julka chyba taki byłby dobry, co?;)



PS Jakoś nie wierzę w tę opowieść:)

Nie ja takiego tez nie chce wogole niewiem czy bede miec meza big_smile

Spoko, możesz miec żonę, trzeba iść z duchem czasu;)

big_smile żony to ja wogole nie chce mieć

84 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-04-22 12:07:06)

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Dwoje dzieci i mąż co 2 miesiąc za granicą. Nie wiem gdzie ten książę na koniu nad którym wszyscy się zachwycają, ja tu widzę kobietę która jest zmuszona żyć jak samotna matka przez długie okresy. To mogło się odbić na jej życiu towarzyskim, pracy i może czuć się uwięziona w takim układzie.
Nie ma wysokiej samooceny. Kobieta z wysoką samooceną w tym wieku bookuje sobie wyjazd z koleżankami do Grecji i zostawia męża samego, żeby odpocząć od dzieciaków - tak jak on co miesiąc - a nie podnieca się że jak założyć spódniczkę to random się za nią obejrzy. Brzmi jak straszna pick me, której wybiły zmarszczki, albo PESEL się zaokrąglił i nagle flashbacki z niedoszłej zdrady wracają. Bo rozumiem że ty nie "pisałeś" tylko podrywałeś obce dziewczyny na FB? Zabrakło ci jaj żeby uskutecznić zdradę, ale zamysł chyba dla niej stał się jasny.
Inna opcja to, że ona cię zdradza, bo często jak człowiek sam zdradza i uświadomi sobie jakie to proste nagle zaczyna być podejrzliwy, że partner robi to samo.
Tak czy tak, współczuję zakompleksionej kobiety w domu, która szuka walidacji tam gdzie z oczywistych względów nie może jej dostać.
I ten pomysł że się wyprowadzi. Super zostać z 2 dzieci w 6 i 7 klasie samemu, kiedy mąż i tak jest raz na 2 miesiące w domu smile super przestrzeń dla niej. Jak akurat dzieciaki nie będą miały na WF trampków nowych kupić i nie będzie wywiadówek smile

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jack Sparrow napisał/a:

Edit - jeśli żona ma teraz 40 lat (a ty 44), a zaczęliście 25 lat temu to jako 19latek łapałeś się za 15stkę i tak już zostało? LOL. Sam jesteś sobie winny.

Niezły cringe. Koleś w klasie maturalnej zarywa do kogoś, kto niedawno oglądał kreskówki przy śniadaniu i ma sprawdzian z polska z kamieni na szaniec na środę. Brzmi jak szybka droga do nierównowagi. Jeszcze zakompleksiona do tego, czyli pewnie z patologii. Przepis na szczęście.

86

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
WesołaDziewczyna007 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Edit - jeśli żona ma teraz 40 lat (a ty 44), a zaczęliście 25 lat temu to jako 19latek łapałeś się za 15stkę i tak już zostało? LOL. Sam jesteś sobie winny.

Niezły cringe. Koleś w klasie maturalnej zarywa do kogoś, kto niedawno oglądał kreskówki przy śniadaniu i ma sprawdzian z polska z kamieni na szaniec na środę. Brzmi jak szybka droga do nierównowagi. Jeszcze zakompleksiona do tego, czyli pewnie z patologii. Przepis na szczęście.

no i wychodzi szczęście po 20 latach

87

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Związek z Narcyzką - mniejsza o przyczyny- nowotwór nic nie ma do rzeczy. Nic nie można poradzić jeśli autor nic dla siebie nie chce zrobić- uwolni się dopiero jak go żona kopnie w d..z całą mocą, jak znajdzie kochanka, co nastąpi za jakieś 5 lat.

88

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Ela210 napisał/a:

Związek z Narcyzką - mniejsza o przyczyny- nowotwór nic nie ma do rzeczy. Nic nie można poradzić jeśli autor nic dla siebie nie chce zrobić- uwolni się dopiero jak go żona kopnie w d..z całą mocą, jak znajdzie kochanka, co nastąpi za jakieś 5 lat.


Raczej narcyzem. To ten sam koleś co zwykle w tych bajkach pisanych na jednym schemacie - super facet (idealny i bez skazy), a taki niedoceniany przez złą kobietę.

89

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
WesołaDziewczyna007 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Edit - jeśli żona ma teraz 40 lat (a ty 44), a zaczęliście 25 lat temu to jako 19latek łapałeś się za 15stkę i tak już zostało? LOL. Sam jesteś sobie winny.

Niezły cringe. Koleś w klasie maturalnej zarywa do kogoś, kto niedawno oglądał kreskówki przy śniadaniu i ma sprawdzian z polska z kamieni na szaniec na środę. Brzmi jak szybka droga do nierównowagi. Jeszcze zakompleksiona do tego, czyli pewnie z patologii. Przepis na szczęście.


To patrz lepiej - w zależności od tego w jakich miesiącach się urodzili (i jak się to tam później zaokrągla w późniejszych opowieściach) to mogło być tak, że student pierwszego roku podrywał gimnazjalistkę lub uczennicę podstawówki (zależnie czy gimbazy wtedy były czy nie).

Włosy dęba stają.

Ale podoba mi się jak to niektórzy lekko weszli w narrację "zła kobieta". To naprawdę uroczę. A jak się doda 2 do 2 to wychodzi na to, że autorem jest hybryda pedofila z bluszczem.

90

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jack Sparrow napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Związek z Narcyzką - mniejsza o przyczyny- nowotwór nic nie ma do rzeczy. Nic nie można poradzić jeśli autor nic dla siebie nie chce zrobić- uwolni się dopiero jak go żona kopnie w d..z całą mocą, jak znajdzie kochanka, co nastąpi za jakieś 5 lat.


Raczej narcyzem. To ten sam koleś co zwykle w tych bajkach pisanych na jednym schemacie - super facet (idealny i bez skazy), a taki niedoceniany przez złą kobietę.

Nie oceniaj zbyt pochopnie.
Nie znasz moich 25 lat .
Otrzymujecie tylko garstkę informacji.
Aby zrozumieć mnie i moją żonę oraz sytuacje w której jesteśmy trzeba by było tu napisać dużo więcej.
W wielu kwestiach się zgodzę ale zauważyłem że temat odbiega od pytania.

Bardziej byłem ciekaw opini kobiet a nie dupków którzy uważają że jak idą do pracy to po powrocie do domu  należy im sięodpoczynek w wygodnym fotelu  z piwem w dłoni czekając aż zostanie podany obiadek.
Cwaniaczki przed kolegami w gronie męskim .
Ja jestem inny bo kocham z ofiarnoscią i wiele lat to funkcjonowało .
A zmieniło się gdy żona dostała trzeci coś od życia i ja chcę jej pomuc bo jest tego warta.

91

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:

Ja jestem inny bo kocham z ofiarnoscią i wiele lat to funkcjonowało .

To nigdy nie funkcjonowało. Będąc maturzystą/studentem uwiązałeś do siebie uczennicę podstawówki/gimnazjum, na której wymusiłeś w taki lub inny sposób manipulacjami emocjonalnymi ślub w super młodym wieku (ile lat miała - 20-21? ), a ostatecznie uwiązałeś dziećmi chwilę później. Po chorobie dotarło do niej ostatecznie, że tkwi w związku z gamoniem, bluszczem bez krzty charakteru, który uwięził ją w złotej klatce. Obudziła się mając 40 lat z poczuciem zmarnowanego życia. I całkiem słusznie, bo to co opisujesz to nie jest zdrowy związek. I to ze względu na to, co odpierdalasz. Pod płaszczykiem troski o małżonkę kryje się manipulacja. Bo tym właśnie jest chwalenie się, że nawet teledysków się nie ogląda.


Ty nie chcesz pomóc jej. Ty chcesz pomóc swojemu wyimaginowanemu wizerunkowi wspaniałego księcia jakim jesteś we własnej głowie. Bo to nie współgra z niezadowoleniem żony i sypiącym się małżeństwem, które od jakiejś dekady z okładem jest martwe tylko wolałeś tego nie widzieć.

92 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2026-04-23 13:46:55)

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:

Wiem, że ona mnie bardzo kocha. Widzę też, że nasza relacja jest dziś w bardzo trudnym miejscu — pełna kłótni i konfliktów, z którymi nie potrafimy sobie poradzić ani dojść do porozumienia.

.

Fajnie, że czujesz się kochany, ale kochasz sam siebie?
Do tego, jeśli żona naprawdę cię kocha, to dlaczego nic nie robi, aby to malżeństwo uratować? I nie tylko przed rozwodem, ale zwyczajnie, przed rozpadem. Aby uratować związek, trzeba czasem wlożyć w to wiele wysiłku, z niektórych rzeczy zrezygnować, odbudować komunikację, przejrzeć na oczy i zrozumieć co robiło się źle i kiedy partnera się raniło. Twoja żona nie chce  się wysilić, nie przyjmuje do wiadomości, że robi cokolwiek źle, myślisz więc że nadal cię kocha tak jak kiedyś?
Pozwalasz jej na wszystko i żeby już zamknąć to zaklęte koło w którym się kręcisz, nie przyjmujesz do wiadomości, że ty też robisz wiele rzeczy źle. Najważniejsze:  kochasz za bardzo... Nie wytyczyłeś granic, dlatego żona czuje się kompletnie bezkarna w karaniu cię za jakieś wyimaginowane bądź prawdziwe krzywdy które jej zrobiłeś i robisz. Znalazła sobie ujście dla frustracji które w niej narosly i jeżdzi  po tobie jak tylko chce,bo po prostu może, nic z tym nie robisz. Zrezygnowałeś z siebie, ale nawet nie zauważyłeś  że twoje życie z nią przeorganizowało się, dopasowało do jej potrzeb (z twojego punktu widzenia).  Liczysz na jej wdzięczność na kompromis, ale jakoś się nie pojawiają, w zamian tylko eskalacja przemocy z jej strony, więc czy aby na pewno wybrałeś dobrą taktykę?

Twoja żona ma wiele nieprzepracowanych traum, w chwili rozpoznania u niej tej cięzkiej choroby, do której doszła pewnie też menopauza i wszystko wybuchło z energią, jakiej nie powstydziłby się wulkan na Islandii...
Jej poczucie bezpieczeństwa, wlasnej wartości zmalało do wartości krytycznych, a jedyną osobą na której może bezkarnie się odgrywać za swoje "nieszczęśliwe" życie jesteś ty, bo jej zawsze na to pozwalaleś i pozwalasz. Nigdy nie powiedzialeś: STOP, basta, tak ci nie wolno ze mną pogrywać, nie pozwolę się tak traktować. W zamian czujesz się winny, kładziesz uszy po sobie z tekstem: Ona tak dużo przeszla, chcę jej to wszystko wynagrodzić i sprawić, żeby ze mną była szczęsliwa. Tylko skutek jest dokładnie odwrotny od tego, jaki sobie załóżyłeś.
Do tego ten czas, gdy ty przebywasz za granicą... Rozłąka rzadko kiedy cementuje związek, zwłaszcza gdy rodzą się dzieci i kobieta sama musi borykać się z codziennością, z obowiązkami za dwoje, a potem zjawia się mąż na kilka dni w miesiącu i spodziewa się sielanki, wspolnych kąpieli w wannie pełnej płatkow róż i spijania sobie z dziubków, żeby potem się zawinąć i zostawić ją znowu z jej codziennym bałaganem który musi sama ogarniać. Wiem, powinna być ci wdzięczna bo zarabiasz na wasz poziom życia, nie wyjezdzasz dla przyjemności, ale nie wiem czy aby na pewno? Kiedy byłbyś w domu przez cały czas, też chciałbyś  codziennie puch, miód i orzeszki zamiast "zwyczajności" i czasem sprzeczki o to, kto dziś z dzieckiem pójdzie do dentysty?

Dziwna na wasza historia i tyle tu zamętu i niejasności, że naprawdę trudno coś wydedukować nie wysłuchawszy drugiej strony, bo to dopiero byloby naprawdę ciekawe.

93

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Salomonka napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:

Wiem, że ona mnie bardzo kocha. Widzę też, że nasza relacja jest dziś w bardzo trudnym miejscu — pełna kłótni i konfliktów, z którymi nie potrafimy sobie poradzić ani dojść do porozumienia.

.

Fajnie, że czujesz się kochany, ale kochasz sam siebie?
Do tego, jeśli żona naprawdę cię kocha, to dlaczego nic nie robi, aby to malżeństwo uratować? I nie tylko przed rozwodem, ale zwyczajnie, przed rozpadem. Aby uratować związek, trzeba czasem wlożyć w to wiele wysiłku, z niektórych rzeczy zrezygnować, odbudować komunikację, przejrzeć na oczy i zrozumieć co robiło się źle i kiedy partnera się raniło. Twoja żona nie chce  się wysilić, nie przyjmuje do wiadomości, że robi cokolwiek źle, myślisz więc że nadal cię kocha tak jak kiedyś?
Pozwalasz jej na wszystko i żeby już zamknąć to zaklęte koło w którym się kręcisz, nie przyjmujesz do wiadomości, że ty też robisz wiele rzeczy źle. Najważniejsze:  kochasz za bardzo... Nie wytyczyłeś granic, dlatego żona czuje się kompletnie bezkarna w karaniu cię za jakieś wyimaginowane bądź prawdziwe krzywdy które jej zrobiłeś i robisz. Znalazła sobie ujście dla frustracji które w niej narosly i jeżdzi  po tobie jak tylko chce,bo po prostu może, nic z tym nie robisz. Zrezygnowałeś z siebie, ale nawet nie zauważyłeś  że twoje życie z nią przeorganizowało się, dopasowało do jej potrzeb (z twojego punktu widzenia).  Liczysz na jej wdzięczność na kompromis, ale jakoś się nie pojawiają, w zamian tylko eskalacja przemocy z jej strony, więc czy aby na pewno wybrałeś dobrą taktykę?

Twoja żona ma wiele nieprzepracowanych traum, w chwili rozpoznania u niej tej cięzkiej choroby, do której doszła pewnie też menopauza i wszystko wybuchło z energią, jakiej nie powstydziłby się wulkan na Islandii...
Jej poczucie bezpieczeństwa, wlasnej wartości zmalało do wartości krytycznych, a jedyną osobą na której może bezkarnie się odgrywać za swoje "nieszczęśliwe" życie jesteś ty, bo jej zawsze na to pozwalaleś i pozwalasz. Nigdy nie powiedzialeś: STOP, basta, tak ci nie wolno ze mną pogrywać, nie pozwolę się tak traktować. W zamian czujesz się winny, kładziesz uszy po sobie z tekstem: Ona tak dużo przeszla, chcę jej to wszystko wynagrodzić i sprawić, żeby ze mną była szczęsliwa. Tylko skutek jest dokładnie odwrotny od tego, jaki sobie załóżyłeś.
Do tego ten czas, gdy ty przebywasz za granicą... Rozłąka rzadko kiedy cementuje związek, zwłaszcza gdy rodzą się dzieci i kobieta sama musi borykać się z codziennością, z obowiązkami za dwoje, a potem zjawia się mąż na kilka dni w miesiącu i spodziewa się sielanki, wspolnych kąpieli w wannie pełnej płatkow róż i spijania sobie z dziubków, żeby potem się zawinąć i zostawić ją znowu z jej codziennym bałaganem który musi sama ogarniać. Wiem, powinna być ci wdzięczna bo zarabiasz na wasz poziom życia, nie wyjezdzasz dla przyjemności, ale nie wiem czy aby na pewno? Kiedy byłbyś w domu przez cały czas, też chciałbyś  codziennie puch, miód i orzeszki zamiast "zwyczajności" i czasem sprzeczki o to, kto dziś z dzieckiem pójdzie do dentysty?

Dziwna na wasza historia i tyle tu zamętu i niejasności, że naprawdę trudno coś wydedukować nie wysłuchawszy drugiej strony, bo to dopiero byloby naprawdę ciekawe.


To wszystko jest tak zakręcone, że ciężko tak wytłumaczyć. W kilku wiadomościach na forum.
Ale wszystkie komentarze są ważne. Dla mnie.
Z których mogę wyciągnąć wnioski.
Jestem człowiekiem, dla którego Nadzieja umiera jako ostatnia, a walczyć walczy zawsze do samego końca. Prób.
Uję na wszelkie sposoby.
Przedstawić. Mojej żonie. Tą drugą stronę, czyli moją. Problem polega na tym, że ona nie chce słuchać. Uważam, że żyje w swoich przekonaniach i ja to czuję, na własnej skórze. Żadne argumenty nie tłumaczenia nie mają sensu. Bo na zadane pytanie moja żona ma gotową odpowiedź. Jedyne, co mnie przy niej trzyma. Co sprawia, że chce walczyć, to to, że mam świadomość. Już dzieciństwo.
Mój komentarz do tej kobiety. Oraz wiadomość o nowotworze który miała w kolanie. Został usunięty poprzez 2 zabiegi.
Ale ta informacja, którą człowiek otrzymuje od lekarza. Masz nowotwór czymś strasznym.
Jestem świadom tego, że to wszystko. Razem dokupy, spowodowało, iż moja żona jest taka a nie inna dzisiaj. B.
Ronię jej nie będę jej bronił. Ale ona musi być taka musi ponieść też odpowiedzialność za swoje czyny. Bo ona nie jest sama. Dla mnie małżeństwo. Zawsze będzie dawało wynik jeden.
Nie jestem z nią dla korzyści. Nie jestem z nią dla urody. Jestem boże, kocham i prawdziwie kocham. Nie.
Brałem ślubu z przymusu.
Nie był on szybki. Nasza znajomość trwała 6 lat.
A pierwsze dziecko urodzią się 3 lata po ślubie.
Fakt, byliśmy młodzi. Młodo poznałem swoją żonę, ona była bardzo młoda. Ale to nie była znajomość. Po której zaraz przeszło razem do łóżka, szybki seks i jesteśmy razem. My.
Razem. Przegadaliśmy 7 miesięcy. Ja czekałem na nią, aż ona będzie gotowa. Nie wywierałem presji na niej.
Nasz związek przez kupę lat zawsze miał jedną podstawę. Rozmowa. Rozmawialiśmy o wszystkim. Na każdy temat. Na każde. Nie było tematu w tabu..
Zobaczymy, co z tego wszystkiego wyjdzie..
Uważam, że jej bardzo zależy tak samo jak mi. Stąd też nasz wyjazd..

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:
Salomonka napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:

Wiem, że ona mnie bardzo kocha. Widzę też, że nasza relacja jest dziś w bardzo trudnym miejscu — pełna kłótni i konfliktów, z którymi nie potrafimy sobie poradzić ani dojść do porozumienia.

.

Fajnie, że czujesz się kochany, ale kochasz sam siebie?
Do tego, jeśli żona naprawdę cię kocha, to dlaczego nic nie robi, aby to malżeństwo uratować? I nie tylko przed rozwodem, ale zwyczajnie, przed rozpadem. Aby uratować związek, trzeba czasem wlożyć w to wiele wysiłku, z niektórych rzeczy zrezygnować, odbudować komunikację, przejrzeć na oczy i zrozumieć co robiło się źle i kiedy partnera się raniło. Twoja żona nie chce  się wysilić, nie przyjmuje do wiadomości, że robi cokolwiek źle, myślisz więc że nadal cię kocha tak jak kiedyś?
Pozwalasz jej na wszystko i żeby już zamknąć to zaklęte koło w którym się kręcisz, nie przyjmujesz do wiadomości, że ty też robisz wiele rzeczy źle. Najważniejsze:  kochasz za bardzo... Nie wytyczyłeś granic, dlatego żona czuje się kompletnie bezkarna w karaniu cię za jakieś wyimaginowane bądź prawdziwe krzywdy które jej zrobiłeś i robisz. Znalazła sobie ujście dla frustracji które w niej narosly i jeżdzi  po tobie jak tylko chce,bo po prostu może, nic z tym nie robisz. Zrezygnowałeś z siebie, ale nawet nie zauważyłeś  że twoje życie z nią przeorganizowało się, dopasowało do jej potrzeb (z twojego punktu widzenia).  Liczysz na jej wdzięczność na kompromis, ale jakoś się nie pojawiają, w zamian tylko eskalacja przemocy z jej strony, więc czy aby na pewno wybrałeś dobrą taktykę?

Twoja żona ma wiele nieprzepracowanych traum, w chwili rozpoznania u niej tej cięzkiej choroby, do której doszła pewnie też menopauza i wszystko wybuchło z energią, jakiej nie powstydziłby się wulkan na Islandii...
Jej poczucie bezpieczeństwa, wlasnej wartości zmalało do wartości krytycznych, a jedyną osobą na której może bezkarnie się odgrywać za swoje "nieszczęśliwe" życie jesteś ty, bo jej zawsze na to pozwalaleś i pozwalasz. Nigdy nie powiedzialeś: STOP, basta, tak ci nie wolno ze mną pogrywać, nie pozwolę się tak traktować. W zamian czujesz się winny, kładziesz uszy po sobie z tekstem: Ona tak dużo przeszla, chcę jej to wszystko wynagrodzić i sprawić, żeby ze mną była szczęsliwa. Tylko skutek jest dokładnie odwrotny od tego, jaki sobie załóżyłeś.
Do tego ten czas, gdy ty przebywasz za granicą... Rozłąka rzadko kiedy cementuje związek, zwłaszcza gdy rodzą się dzieci i kobieta sama musi borykać się z codziennością, z obowiązkami za dwoje, a potem zjawia się mąż na kilka dni w miesiącu i spodziewa się sielanki, wspolnych kąpieli w wannie pełnej płatkow róż i spijania sobie z dziubków, żeby potem się zawinąć i zostawić ją znowu z jej codziennym bałaganem który musi sama ogarniać. Wiem, powinna być ci wdzięczna bo zarabiasz na wasz poziom życia, nie wyjezdzasz dla przyjemności, ale nie wiem czy aby na pewno? Kiedy byłbyś w domu przez cały czas, też chciałbyś  codziennie puch, miód i orzeszki zamiast "zwyczajności" i czasem sprzeczki o to, kto dziś z dzieckiem pójdzie do dentysty?

Dziwna na wasza historia i tyle tu zamętu i niejasności, że naprawdę trudno coś wydedukować nie wysłuchawszy drugiej strony, bo to dopiero byloby naprawdę ciekawe.


To wszystko jest tak zakręcone, że ciężko tak wytłumaczyć. W kilku wiadomościach na forum.
Ale wszystkie komentarze są ważne. Dla mnie.
Z których mogę wyciągnąć wnioski.
Jestem człowiekiem, dla którego Nadzieja umiera jako ostatnia, a walczyć walczy zawsze do samego końca. Prób.
Uję na wszelkie sposoby.
Przedstawić. Mojej żonie. Tą drugą stronę, czyli moją. Problem polega na tym, że ona nie chce słuchać. Uważam, że żyje w swoich przekonaniach i ja to czuję, na własnej skórze. Żadne argumenty nie tłumaczenia nie mają sensu. Bo na zadane pytanie moja żona ma gotową odpowiedź. Jedyne, co mnie przy niej trzyma. Co sprawia, że chce walczyć, to to, że mam świadomość. Już dzieciństwo.
Mój komentarz do tej kobiety. Oraz wiadomość o nowotworze który miała w kolanie. Został usunięty poprzez 2 zabiegi.
Ale ta informacja, którą człowiek otrzymuje od lekarza. Masz nowotwór czymś strasznym.
Jestem świadom tego, że to wszystko. Razem dokupy, spowodowało, iż moja żona jest taka a nie inna dzisiaj. B.
Ronię jej nie będę jej bronił. Ale ona musi być taka musi ponieść też odpowiedzialność za swoje czyny. Bo ona nie jest sama. Dla mnie małżeństwo. Zawsze będzie dawało wynik jeden.
Nie jestem z nią dla korzyści. Nie jestem z nią dla urody. Jestem boże, kocham i prawdziwie kocham. Nie.
Brałem ślubu z przymusu.
Nie był on szybki. Nasza znajomość trwała 6 lat.
A pierwsze dziecko urodzią się 3 lata po ślubie.
Fakt, byliśmy młodzi. Młodo poznałem swoją żonę, ona była bardzo młoda. Ale to nie była znajomość. Po której zaraz przeszło razem do łóżka, szybki seks i jesteśmy razem. My.
Razem. Przegadaliśmy 7 miesięcy. Ja czekałem na nią, aż ona będzie gotowa. Nie wywierałem presji na niej.
Nasz związek przez kupę lat zawsze miał jedną podstawę. Rozmowa. Rozmawialiśmy o wszystkim. Na każdy temat. Na każde. Nie było tematu w tabu..
Zobaczymy, co z tego wszystkiego wyjdzie..
Uważam, że jej bardzo zależy tak samo jak mi. Stąd też nasz wyjazd..

"Brałem ślub z przymusu" to jest akurat najwazniejsze zdanie big_smile

95

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:

Brałem ślubu z przymusu.
Nie był on szybki. Nasza znajomość trwała 6 lat.
A pierwsze dziecko urodzią się 3 lata po ślubie.
Fakt, byliśmy młodzi. Młodo poznałem swoją żonę, ona była bardzo młoda. Ale to nie była znajomość. Po której zaraz przeszło razem do łóżka, szybki seks i jesteśmy razem. My.
Razem. Przegadaliśmy 7 miesięcy. Ja czekałem na nią, aż ona będzie gotowa. Nie wywierałem presji na niej.



Stawiam dolary przeciwko orzechom, że żona autora ma urodziny w drugiej połowie roku. LOL xD

96

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jack Sparrow napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:

Brałem ślubu z przymusu.
Nie był on szybki. Nasza znajomość trwała 6 lat.
A pierwsze dziecko urodzią się 3 lata po ślubie.
Fakt, byliśmy młodzi. Młodo poznałem swoją żonę, ona była bardzo młoda. Ale to nie była znajomość. Po której zaraz przeszło razem do łóżka, szybki seks i jesteśmy razem. My.
Razem. Przegadaliśmy 7 miesięcy. Ja czekałem na nią, aż ona będzie gotowa. Nie wywierałem presji na niej.



Stawiam dolary przeciwko orzechom, że żona autora ma urodziny w drugiej połowie roku. LOL xD

A co to ma do rzeczy?
Jacek pisał, że nie brał ślubu z przymusu. Ale to tak jest jak się nie czyta swojego tekstu i potem wychodzi np. interpunkcja tam gdzie nie powinna itp.
A już taki chaos to nie wiem jak można było opublikować.

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
wieka napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:

Brałem ślubu z przymusu.
Nie był on szybki. Nasza znajomość trwała 6 lat.
A pierwsze dziecko urodzią się 3 lata po ślubie.
Fakt, byliśmy młodzi. Młodo poznałem swoją żonę, ona była bardzo młoda. Ale to nie była znajomość. Po której zaraz przeszło razem do łóżka, szybki seks i jesteśmy razem. My.
Razem. Przegadaliśmy 7 miesięcy. Ja czekałem na nią, aż ona będzie gotowa. Nie wywierałem presji na niej.


Stawiam dolary przeciwko orzechom, że żona autora ma urodziny w drugiej połowie roku. LOL xD

A co to ma do rzeczy?
Jacek pisał, że nie brał ślubu z przymusu. Ale to tak jest jak się nie czyta swojego tekstu i potem wychodzi np. interpunkcja tam gdzie nie powinna itp.
A już taki chaos to nie wiem jak można było opublikować.

To przeczytaj raz jeszcze wyraznie napisal "bralem slub z przymusu"

98

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
wieka napisał/a:

A co to ma do rzeczy?

Zrób matematykę. Czekał aż prokurator z niej zejdzie. xD Bo taki to ma wydźwięk w kontekście "długiego czekania" i "poznawania się". 7 miesięcy przy związku 15stki z 19stolatkiem. No przecież nie od dzisiaj wiadomo, że przy takich historiach, to ludzie zaokrąglają wiek młodszej osoby w górę, aby uniknąć ewentualnych kontrowersji.



Odnośnie interpunkcji to sama widzisz - jest jak jest.

99

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Julia life in UK napisał/a:
wieka napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że żona autora ma urodziny w drugiej połowie roku. LOL xD

A co to ma do rzeczy?
Jacek pisał, że nie brał ślubu z przymusu. Ale to tak jest jak się nie czyta swojego tekstu i potem wychodzi np. interpunkcja tam gdzie nie powinna itp.
A już taki chaos to nie wiem jak można było opublikować.

To przeczytaj raz jeszcze wyraznie napisal "bralem slub z przymusu"

Ty przeczytaj i nie powtarzaj tego czego Autor nie miał na myśli, trochę myśl.

100

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
wieka napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
wieka napisał/a:

A co to ma do rzeczy?
Jacek pisał, że nie brał ślubu z przymusu. Ale to tak jest jak się nie czyta swojego tekstu i potem wychodzi np. interpunkcja tam gdzie nie powinna itp.
A już taki chaos to nie wiem jak można było opublikować.

To przeczytaj raz jeszcze wyraznie napisal "bralem slub z przymusu"

Ty przeczytaj i nie powtarzaj tego czego Autor nie miał na myśli, trochę myśl.

No właśnie przeczytalam

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jack Sparrow napisał/a:

To patrz lepiej - w zależności od tego w jakich miesiącach się urodzili (i jak się to tam później zaokrągla w późniejszych opowieściach) to mogło być tak, że student pierwszego roku podrywał gimnazjalistkę lub uczennicę podstawówki (zależnie czy gimbazy wtedy były czy nie).

Włosy dęba stają.

Ale podoba mi się jak to niektórzy lekko weszli w narrację "zła kobieta". To naprawdę uroczę. A jak się doda 2 do 2 to wychodzi na to, że autorem jest hybryda pedofila z bluszczem.

Fajnie, że to wychwyciłeś, bo to zmienia kontekst z wyczerpania materiału, na dziwną zależność.

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:

Ja czekałem na nią, aż ona będzie gotowa. Nie wywierałem presji na niej.

Ale czekałeś na co? Ona nie miała obowiązku nigdy być gotowa, ani mieć poczucia, że jest gorsza, bo musisz "czekać" i robisz jej łaske.
Co to jest, że poznajesz kogoś kto nie spełnia twoich kryteriów i czekasz za krzakiem, aż się dostosuje pod ciebie? W tym wieku to jest całkiem normalne, że ludzie po prostu nie uprawiają seksu, nikt na nikogo nie czeka, tylko chodzenie razem na imprezki i kino to już docelowa forma związku. Przewalone jeśli do tego musiała zacząć brać hormony jako 15 latka.
Raz piszesz o rekolekcjach u księdza, za chwilę, że dorosły facet czekał na nastolatkę.

103

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

A moja koleżanka to na Wawelu dach wymienia normalnie.
big_smile big_smile big_smile

104

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

W tym wieku to jest całkiem normalne, że ludzie po prostu nie uprawiają seksu, nikt na nikogo nie czeka, tylko chodzenie razem na imprezki i kino to już docelowa forma związku. Przewalone jeśli do tego musiała zacząć brać hormony jako 15 latka.

IMO nie tak do końca i nie zawsze. Sam wcześnie zacząłem. Połowa moich rówieśników również zaczynała w tym lub nawet młodszym wieku. Tak samo jak w ogólniaku to prawie wszystkie laski brały pigułki ze względu na konieczność uregulowania cyklu i/lub w ramach walki z trądzikiem. Nie jako forma ciągłej antykoncepcji, ale jako farmakologiczne regulowanie rozbujanych w okresie dojrzewania hormonów. Mniejsza o słuszność takiego postępowania - to było 20ścia i więcej lat temu więc to inne standardy. I wbrew obiegowej opinii - żadna z dziewczyn, która szybko dorobiła się dziecka problemów z zajściem w ciążę nie miała. Wręcz odwrotnie. Problem miały tylko te, które o pierwsze dziecko zaczęły się starać dopiero po 30stce.


Tak czy siak, jednak czym innym są relacje rówieśnicze, bez względu na to jak daleko one zachodzą, a czym innym różnica tych 4 lat w takim okresie życia. 15 i 19 - byli na granicy legalności. I z jednej strony ok jeśli faktycznie tej granicy nie przekroczyli. Jak dla mnie jakąś przygodę jakby zaliczyli to jeszcze spoko. Bo życie pisze różne scenariusze. On mógł być niedojrzały - ona aż za bardzo i wakacyjna przygoda gotowa. Ale regularny związek i tak wczesne małżeństwo? To już jest cokolwiek dziwne i wywołuje u mnie reakcję typu "kurwa, co? nie, nie....czekaj....coś tu nie gra....".

I ten motyw z czekaniem. No normalnie jak child predator czekający aż prokurator zejdzie. Bluszcz się owinął wokół zakompleksione, straumatyzowanej i niepewnej dziewczyny - tak obecnie wygląda dla mnie ta historia.

105 Ostatnio edytowany przez Tamiraa (2026-04-24 09:26:35)

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Przestałam wierzyć w tę twoją historię. Tytuł 25 lat razem - z którego wynika, że byliście razem od jej 15 roku życia. Jednocześnie piszesz, że czekałeś na nią. To odkąd na nią czekałeś?
Jeśli to prawda, to ta kobieta, wcześniej 15- letnia dziewczynka, nie mogła być całkiem normalna, bo inaczej rozstalibyście, kiedy żona by wydoroślała. A tymczasem pojawiła się dwójka dzieci.

106

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jack Sparrow napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

W tym wieku to jest całkiem normalne, że ludzie po prostu nie uprawiają seksu, nikt na nikogo nie czeka, tylko chodzenie razem na imprezki i kino to już docelowa forma związku. Przewalone jeśli do tego musiała zacząć brać hormony jako 15 latka.

IMO nie tak do końca i nie zawsze. Sam wcześnie zacząłem. Połowa moich rówieśników również zaczynała w tym lub nawet młodszym wieku. Tak samo jak w ogólniaku to prawie wszystkie laski brały pigułki ze względu na konieczność uregulowania cyklu i/lub w ramach walki z trądzikiem. Nie jako forma ciągłej antykoncepcji, ale jako farmakologiczne regulowanie rozbujanych w okresie dojrzewania hormonów. Mniejsza o słuszność takiego postępowania - to było 20ścia i więcej lat temu więc to inne standardy. I wbrew obiegowej opinii - żadna z dziewczyn, która szybko dorobiła się dziecka problemów z zajściem w ciążę nie miała. Wręcz odwrotnie. Problem miały tylko te, które o pierwsze dziecko zaczęły się starać dopiero po 30stce.


Tak czy siak, jednak czym innym są relacje rówieśnicze, bez względu na to jak daleko one zachodzą, a czym innym różnica tych 4 lat w takim okresie życia. 15 i 19 - byli na granicy legalności. I z jednej strony ok jeśli faktycznie tej granicy nie przekroczyli. Jak dla mnie jakąś przygodę jakby zaliczyli to jeszcze spoko. Bo życie pisze różne scenariusze. On mógł być niedojrzały - ona aż za bardzo i wakacyjna przygoda gotowa. Ale regularny związek i tak wczesne małżeństwo? To już jest cokolwiek dziwne i wywołuje u mnie reakcję typu "kurwa, co? nie, nie....czekaj....coś tu nie gra....".

I ten motyw z czekaniem. No normalnie jak child predator czekający aż prokurator zejdzie. Bluszcz się owinął wokół zakompleksione, straumatyzowanej i niepewnej dziewczyny - tak obecnie wygląda dla mnie ta historia.

Zdarzają się takie przypadki, ślub brali dopiero po sześciu latach, a z tego co pisze wynika, że była to wielka miłość. Nie jeden taki związek ma się dobrze.
Różnica wieku też nie była taka duża, znam przypadek gdzie dziewczyna urodziła w wieku 14 lat, on był kilka lat od niej starszy tylko dokładnie nie wiem ile, na pewno był pełnoletni, po latach się pobrali, dużo później mieli drugie dziecko i dzisiaj już są na emeryturze.
Zawsze najłatwiej kogoś ocenić.
Ich problemy nie wynikają bezpośrednio z wczesnego wieku relacji, a z wielu innych względów, więc nie wiem czemu tak to bardzo podnosisz.

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jack Sparrow napisał/a:
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

W tym wieku to jest całkiem normalne, że ludzie po prostu nie uprawiają seksu, nikt na nikogo nie czeka, tylko chodzenie razem na imprezki i kino to już docelowa forma związku. Przewalone jeśli do tego musiała zacząć brać hormony jako 15 latka.

IMO nie tak do końca i nie zawsze. Sam wcześnie zacząłem. Połowa moich rówieśników również zaczynała w tym lub nawet młodszym wieku. Tak samo jak w ogólniaku to prawie wszystkie laski brały pigułki ze względu na konieczność uregulowania cyklu i/lub w ramach walki z trądzikiem. Nie jako forma ciągłej antykoncepcji, ale jako farmakologiczne regulowanie rozbujanych w okresie dojrzewania hormonów. Mniejsza o słuszność takiego postępowania - to było 20ścia i więcej lat temu więc to inne standardy. I wbrew obiegowej opinii - żadna z dziewczyn, która szybko dorobiła się dziecka problemów z zajściem w ciążę nie miała. Wręcz odwrotnie. Problem miały tylko te, które o pierwsze dziecko zaczęły się starać dopiero po 30stce.


Tak czy siak, jednak czym innym są relacje rówieśnicze, bez względu na to jak daleko one zachodzą, a czym innym różnica tych 4 lat w takim okresie życia. 15 i 19 - byli na granicy legalności. I z jednej strony ok jeśli faktycznie tej granicy nie przekroczyli. Jak dla mnie jakąś przygodę jakby zaliczyli to jeszcze spoko. Bo życie pisze różne scenariusze. On mógł być niedojrzały - ona aż za bardzo i wakacyjna przygoda gotowa. Ale regularny związek i tak wczesne małżeństwo? To już jest cokolwiek dziwne i wywołuje u mnie reakcję typu "kurwa, co? nie, nie....czekaj....coś tu nie gra....".

I ten motyw z czekaniem. No normalnie jak child predator czekający aż prokurator zejdzie. Bluszcz się owinął wokół zakompleksione, straumatyzowanej i niepewnej dziewczyny - tak obecnie wygląda dla mnie ta historia.

Tak, ale zaczynasz z osobą chętną, na podobnym etapie rozwoju. Nie czekasz na medal z kartofla że na kogoś "czekasz". Nie masz też przewagi rozwojowej. Tutaj jest taki wydzwięk zdania, że on właściwie to jej zrobił wielką łaske, że aż 7 miesięcy musiał czekać na 15 latke. 15 latka nawet za bardzo nie może iść do ginekologa sama. 15 latka ma prawo nie uprawiać seksu, może zdecydować się na związek bez tego aspektu i to nie jest jakaś wielka krzywda dla chłopaka. A jak uważa, ze krzywda to przecież to nie jest taki wiek, że wiąże was kredyt i 2 dzieci i nie da się zerwać jak się nie podoba big_smile

Wydawało mi się że pigułka już jest uznawana za kancerogen? Ale może coś pomieszałam.

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
wieka napisał/a:

Różnica wieku też nie była taka duża, znam przypadek gdzie dziewczyna urodziła w wieku 14 lat, on był kilka lat od niej starszy tylko dokładnie nie wiem ile, na pewno był pełnoletni, po latach się pobrali, dużo później mieli drugie dziecko i dzisiaj już są na emeryturze.
Zawsze najłatwiej kogoś ocenić.
Ich problemy nie wynikają bezpośrednio z wczesnego wieku relacji, a z wielu innych względów, więc nie wiem czemu tak to bardzo podnosisz.

Moja babcia też już na emeryturze miała 2 dzieci przed 21 rokiem życia. Norma wtedy. Ale to są mniej więcej rówieśnicy Jacka, więc dlaczego on ma nie oceniać czy to w jego pokoleniu jest normalne?
No dobra przesada z tymi rówieśnikami, ale chyba jednak rozumiesz, że norma kulturowa się zmienia?
Plus oceniamy bo o to prosi autor. W ziązku z różnicą wieku łatwo o nagięcie kogoś pod siebie. Jak autor uważa że tak nie jest i nigdy nie było to fajnie.

109

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
wieka napisał/a:

Zdarzają się takie przypadki, ślub brali dopiero po sześciu latach, a z tego co pisze wynika, że była to wielka miłość. Nie jeden taki związek ma się dobrze.


Widać jak taki niejeden związek ma się dobrze.


Różnica wieku też nie była taka duża, znam przypadek gdzie dziewczyna urodziła w wieku 14 lat, on był kilka lat od niej starszy tylko dokładnie nie wiem ile, na pewno był pełnoletni

Seks z nieletnią  = wyrok. I tyle w temacie. Poza tym podajesz przykład młodości emerytów czyli to działa się w realiach powojennych. To kompletnie inne standardy niż w XXI wieku.


Ich problemy nie wynikają bezpośrednio z wczesnego wieku relacji, a z wielu innych względów, więc nie wiem czemu tak to bardzo podnosisz.

4 lata to ogromna różnica. A mówimy o czasach współczesnych, o XXI wieku i erze internetu. To zupełnie inny proces dojrzewania niż 50-70 lat temu.

110

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Wydawało mi się że pigułka już jest uznawana za kancerogen? Ale może coś pomieszałam.

Raczej profilaktyka antynowotworowa jeśli stosowana w celu uregulowania rozchwianych nowotworów.

111

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Zmniejsza ryzyko wystąpienia jednych nowotworów i zwiększa ryzyko wystąpienia innych.

112

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Muqin napisał/a:

Zmniejsza ryzyko wystąpienia jednych nowotworów i zwiększa ryzyko wystąpienia innych.

Tak to prawda,czytalam o tym

113

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jack Sparrow napisał/a:
wieka napisał/a:

Zdarzają się takie przypadki, ślub brali dopiero po sześciu latach, a z tego co pisze wynika, że była to wielka miłość. Nie jeden taki związek ma się dobrze.


Widać jak taki niejeden związek ma się dobrze.


Różnica wieku też nie była taka duża, znam przypadek gdzie dziewczyna urodziła w wieku 14 lat, on był kilka lat od niej starszy tylko dokładnie nie wiem ile, na pewno był pełnoletni

Seks z nieletnią  = wyrok. I tyle w temacie. Poza tym podajesz przykład młodości emerytów czyli to działa się w realiach powojennych. To kompletnie inne standardy niż w XXI wieku.


Ich problemy nie wynikają bezpośrednio z wczesnego wieku relacji, a z wielu innych względów, więc nie wiem czemu tak to bardzo podnosisz.

4 lata to ogromna różnica. A mówimy o czasach współczesnych, o XXI wieku i erze internetu. To zupełnie inny proces dojrzewania niż 50-70 lat temu.

No teraz wcześniej młodzież dojrzewa i to się nie zmienia od czasu młodości autora, właśnie w tych latach co piszesz to było wielkie zgorszenie, w ostatnich latach to ani ciąża w młodym wieku ani różnica wieku, ani rozwody nikogo nie dziwią.

114

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Autorze, jak tam sytuacja po rekolekcjach?

115

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
GloriaSoul napisał/a:

Autorze, jak tam sytuacja po rekolekcjach?

Tez jestem ciekawa

116

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
wieka napisał/a:

No teraz wcześniej młodzież dojrzewa i to się nie zmienia od czasu młodości autora, właśnie w tych latach co piszesz to było wielkie zgorszenie, w ostatnich latach to ani ciąża w młodym wieku ani różnica wieku, ani rozwody nikogo nie dziwią.

Fizycznie wcześniej dojrzewają dziewczynki. Chłopcy później. A psychicznie to dzisiejszy 25latek ma siano w głowie w porównaniu do pokolenia wcześniejszego.

I tak - ciąże młodociane zdarzają się o wiele, wiele rzadziej. Dlatego średni wiek pierwszego dziecka jest co raz późniejszy.

117

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jack Sparrow napisał/a:
wieka napisał/a:

No teraz wcześniej młodzież dojrzewa i to się nie zmienia od czasu młodości autora, właśnie w tych latach co piszesz to było wielkie zgorszenie, w ostatnich latach to ani ciąża w młodym wieku ani różnica wieku, ani rozwody nikogo nie dziwią.

Fizycznie wcześniej dojrzewają dziewczynki. Chłopcy później. A psychicznie to dzisiejszy 25latek ma siano w głowie w porównaniu do pokolenia wcześniejszego.

I tak - ciąże młodociane zdarzają się o wiele, wiele rzadziej. Dlatego średni wiek pierwszego dziecka jest co raz późniejszy.

Dlatego bo jest dużo większa świadomość, dostępna antykoncepcja, dlatego też mniej dzieci rodzi.
Z dojrzewaniem też bywa różnie, wiadomo,  że dziewczynki wcześniej dojrzewają fizycznie i psychicznie, ale tu pokoleń bym nie mieszała, choć cywilizacja zrobiła swoje. Zawsze byli tacy i będą co nigdy nie dorosną.

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
GloriaSoul napisał/a:

Autorze, jak tam sytuacja po rekolekcjach?

Wyruchała wszystkich ojców, a mężowi powiedziała że jest niedojrzały

119

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk
Jacek004400 napisał/a:
Salomonka napisał/a:
Jacek004400 napisał/a:

Wiem, że ona mnie bardzo kocha. Widzę też, że nasza relacja jest dziś w bardzo trudnym miejscu — pełna kłótni i konfliktów, z którymi nie potrafimy sobie poradzić ani dojść do porozumienia.

.

Fajnie, że czujesz się kochany, ale kochasz sam siebie?
Do tego, jeśli żona naprawdę cię kocha, to dlaczego nic nie robi, aby to malżeństwo uratować? I nie tylko przed rozwodem, ale zwyczajnie, przed rozpadem. Aby uratować związek, trzeba czasem wlożyć w to wiele wysiłku, z niektórych rzeczy zrezygnować, odbudować komunikację, przejrzeć na oczy i zrozumieć co robiło się źle i kiedy partnera się raniło. Twoja żona nie chce  się wysilić, nie przyjmuje do wiadomości, że robi cokolwiek źle, myślisz więc że nadal cię kocha tak jak kiedyś?
Pozwalasz jej na wszystko i żeby już zamknąć to zaklęte koło w którym się kręcisz, nie przyjmujesz do wiadomości, że ty też robisz wiele rzeczy źle. Najważniejsze:  kochasz za bardzo... Nie wytyczyłeś granic, dlatego żona czuje się kompletnie bezkarna w karaniu cię za jakieś wyimaginowane bądź prawdziwe krzywdy które jej zrobiłeś i robisz. Znalazła sobie ujście dla frustracji które w niej narosly i jeżdzi  po tobie jak tylko chce,bo po prostu może, nic z tym nie robisz. Zrezygnowałeś z siebie, ale nawet nie zauważyłeś  że twoje życie z nią przeorganizowało się, dopasowało do jej potrzeb (z twojego punktu widzenia).  Liczysz na jej wdzięczność na kompromis, ale jakoś się nie pojawiają, w zamian tylko eskalacja przemocy z jej strony, więc czy aby na pewno wybrałeś dobrą taktykę?

Twoja żona ma wiele nieprzepracowanych traum, w chwili rozpoznania u niej tej cięzkiej choroby, do której doszła pewnie też menopauza i wszystko wybuchło z energią, jakiej nie powstydziłby się wulkan na Islandii...
Jej poczucie bezpieczeństwa, wlasnej wartości zmalało do wartości krytycznych, a jedyną osobą na której może bezkarnie się odgrywać za swoje "nieszczęśliwe" życie jesteś ty, bo jej zawsze na to pozwalaleś i pozwalasz. Nigdy nie powiedzialeś: STOP, basta, tak ci nie wolno ze mną pogrywać, nie pozwolę się tak traktować. W zamian czujesz się winny, kładziesz uszy po sobie z tekstem: Ona tak dużo przeszla, chcę jej to wszystko wynagrodzić i sprawić, żeby ze mną była szczęsliwa. Tylko skutek jest dokładnie odwrotny od tego, jaki sobie załóżyłeś.
Do tego ten czas, gdy ty przebywasz za granicą... Rozłąka rzadko kiedy cementuje związek, zwłaszcza gdy rodzą się dzieci i kobieta sama musi borykać się z codziennością, z obowiązkami za dwoje, a potem zjawia się mąż na kilka dni w miesiącu i spodziewa się sielanki, wspolnych kąpieli w wannie pełnej płatkow róż i spijania sobie z dziubków, żeby potem się zawinąć i zostawić ją znowu z jej codziennym bałaganem który musi sama ogarniać. Wiem, powinna być ci wdzięczna bo zarabiasz na wasz poziom życia, nie wyjezdzasz dla przyjemności, ale nie wiem czy aby na pewno? Kiedy byłbyś w domu przez cały czas, też chciałbyś  codziennie puch, miód i orzeszki zamiast "zwyczajności" i czasem sprzeczki o to, kto dziś z dzieckiem pójdzie do dentysty?

Dziwna na wasza historia i tyle tu zamętu i niejasności, że naprawdę trudno coś wydedukować nie wysłuchawszy drugiej strony, bo to dopiero byloby naprawdę ciekawe.


To wszystko jest tak zakręcone, że ciężko tak wytłumaczyć. W kilku wiadomościach na forum.
Ale wszystkie komentarze są ważne. Dla mnie.
Z których mogę wyciągnąć wnioski.
Jestem człowiekiem, dla którego Nadzieja umiera jako ostatnia, a walczyć walczy zawsze do samego końca. Prób.
Uję na wszelkie sposoby.
Przedstawić. Mojej żonie. Tą drugą stronę, czyli moją. Problem polega na tym, że ona nie chce słuchać. Uważam, że żyje w swoich przekonaniach i ja to czuję, na własnej skórze. Żadne argumenty nie tłumaczenia nie mają sensu. Bo na zadane pytanie moja żona ma gotową odpowiedź. Jedyne, co mnie przy niej trzyma. Co sprawia, że chce walczyć, to to, że mam świadomość. Już dzieciństwo.
Mój komentarz do tej kobiety. Oraz wiadomość o nowotworze który miała w kolanie. Został usunięty poprzez 2 zabiegi.
Ale ta informacja, którą człowiek otrzymuje od lekarza. Masz nowotwór czymś strasznym.
Jestem świadom tego, że to wszystko. Razem dokupy, spowodowało, iż moja żona jest taka a nie inna dzisiaj. B.
Ronię jej nie będę jej bronił. Ale ona musi być taka musi ponieść też odpowiedzialność za swoje czyny. Bo ona nie jest sama. Dla mnie małżeństwo. Zawsze będzie dawało wynik jeden.
Nie jestem z nią dla korzyści. Nie jestem z nią dla urody. Jestem boże, kocham i prawdziwie kocham. Nie.
Brałem ślubu z przymusu.
Nie był on szybki. Nasza znajomość trwała 6 lat.
A pierwsze dziecko urodzią się 3 lata po ślubie.
Fakt, byliśmy młodzi. Młodo poznałem swoją żonę, ona była bardzo młoda. Ale to nie była znajomość. Po której zaraz przeszło razem do łóżka, szybki seks i jesteśmy razem. My.
Razem. Przegadaliśmy 7 miesięcy. Ja czekałem na nią, aż ona będzie gotowa. Nie wywierałem presji na niej.
Nasz związek przez kupę lat zawsze miał jedną podstawę. Rozmowa. Rozmawialiśmy o wszystkim. Na każdy temat. Na każde. Nie było tematu w tabu..
Zobaczymy, co z tego wszystkiego wyjdzie..
Uważam, że jej bardzo zależy tak samo jak mi. Stąd też nasz wyjazd..


Jak dla mnie zobaczysz po powrocie, jak nic się nie zmieni, to skoro do tej pory rozmowy nic nie dawały, bo ona sama już wie lepiej, to będziesz musiał poważnie się zastanowić nad tym czy chcesz dalej tak żyć. Wiadomo, że kochasz ale jeśli masz codziennie czuć się skrzywdzony przez jej wymyślone oskarżenia o wszystko co wiąże się z kobietą, to ja szczerze nie dałabym rady tak funkcjonować. Ona ma problem, którego nie widzi. Wyniszczy cię doszczętnie, tylko pytanie czy ty jesteś w stanie po prostu odejść. Macie dziecko, ale moim zdaniem to co widzi na co dzień między wami nie jest dla niej zdrowe. Może się odbić na jej przyszłe relacje z mężczyznami, ze względu na to jak widzi jak Mama traktuje Tatę. Czyli ciągła podejrzliwość i kłótnie.
Zobaczysz po powrocie, czy to faktycznie zadziała, ale moim zdaniem raczej mało to zmieni. Ona zbyt głęboko z tego co czytam siedzi w tej swojej wizji, że na każdym kroku węszy zdradę, to niestety nie jest normalne.

120

Odp: 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

serio Autorze?
Jak już jesteś wierzący, to nie chodż po żadnych rekolekcjach z żoną na ten moment niezdolną do Miłości, tylko pomódl się do Ducha św o oświecenie Twoje i Żony, abyście zaprzestali siebie dręczyć.
Bóg jest miłośćią, ale człowiek ma wolną wolę.
nikt Cię do małżeństwa nie zmuszał, ale mogłeś poślubić osobę do tego po prostu niezdolną. Czasami rozejście się z Taką osobą jest aktem ..miłości

Posty [ 66 do 120 z 120 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » 25 lat razem i bolesny koniec trauma zazdrość lęk

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024