Ja staram się jak najczęściej korzystać z tego daru uczestniczenia w Eucharystii, jestem co tydzień w kościele na niedzielnej mszy, jednak cały czas wiem o tym, że muszę nad sobą pracować gdyż czasem wystarcza mały problem a ja się obrażam na kościół. Oczywiście nie jest to częste ale zdarza się oj zdarzą. Wiecie zauważyłam też ,że czasem np. jak jestem chora ( ale nie obłożnie tylko takie zwykłe przeziębienie) i wypada to w niedzielę albo jakieś święto kiedy należałoby iść na mszę to już mi lata taka myśl po głowie- ehh przecież jestem chora, może jednak nie iść ... No i oczywiście czasem wygrywa ta myśl niestety. Działa to mniej więcej na takiej zasadzie, ze do pracy jak jestem chora trochę pójdę, ale już o kościoła nie. A jak jest u was ? Jak często chodzicie na mszę ?
Ostatni raz byłem... nie pamiętam kiedy. Do kościoła nie chodzę od kiedy mam wolną rękę i nie uważam tego za czas zmarnowany.
Pozdrawiam.
ja jestem właśnie w stanie obrażenia na kościół. Kto wie... inny ksiądz i ludzie w parafii to może bym chodziła tak często jak kiedyś.
Też miałam taką fazę kiedyś, ze wcale nie chodziłam. To trwało 3 lata. Człowiek się zadziwiająco szybko przestawia no nie
? Zwłaszcza jak kiedy był mały to musiał chodzić bo starsi chcieli. Też się przestawiłam w miesiąc. Szybko. Ludzie szli do kościoła a ja do kina. Tak było przez trzy lata. Ale potem trafiłam na fantastycznego, starszego księdza. Przypadek. Była zima. Taka jak teraz. Ślisko. Złamałam nogę pędząc na przystanek i on wezwał karetkę, potem mnie odwiedził parę razy w szpitalu. Wtedy mi się wszystko zawaliło. Straciłam pracę, rzucił mnie chłopak, olali znajomi i zawaliłam studia bo to był czas sesji a ja 8 tygodni leżałam w szpitalu. Tylko on przychodził i rodzice. Wtedy sobie pogadaliśmy o Bogu. Oj pogadaliśmy. Wygarnęłam mu wszystko co mi się nie podoba w kościele, powiedziałam mu wprost ,ze msza mnie nudzi i wolę kino
Wtedy on powiedział, żeby przyjść do niego na mszę. No i chodzę do dziś - a to było 5 lat temu hi hi Jest na prawdę fajna ta msza. Ten ksiądz był kiedyś hipsem i ma takie luźne podejście - wiecie potrafi z ambony powiedzieć coś w stylu : hej pani Zosiu proszę nie domawiać paciorków tylko słuchać teraz mojego kazania , albo przyniesie radio i puści jakąś religijna piosenkę reggae mówiąc do wiernych "wiecie dziś mam dość fałszowania, posłuchamy sobie fajnej piosenki "
Więc jest super. Ale mimo to czasem coś mnie od tych mszy odciąga tak jak pisałam...
no moj foch trwa 2 lata juz... i w sumie najbardzij to mi sie odechcialo tam chodzic przez KSM bo ludzi mialam dosc;/
Ok 1-3 razy na rok -przeważnie w formie przymusu okolicznościowego/formalnego.
W Boga wierzę bezgranicznie - w kościół i księży w ogóle.
Nawet w przepowiedniach piszą,że piekło będzie ksieżmi wybrukowane.
Księża jak dla mnie profanują wiarę w każdym calu. Oczywiście zdarzaja się jednostki, choc bardzo sporadycznie, które nie poddają się systemowi i funkjonują z powołania.
Przykładowo sama spowiedź w kościele wygląda jak dziecinada. Ludzie klepią regułkę, wszyscy dostają tę samą litanię w ramach pokuty i są już wielce oczyszczeni. To po prostu paranoja.
Prawdziwa spowiedź powinna odbywac się w zaciszu na zasadzie rozmowy, opierajac się szczegółowo na nauce lepszego funkcjonowania. Na to potrzeba min godziny. Kiedyś będąc na międzynarodowym zlocie młodzieży organizowanym przez młodych dominikanów własnie w ten sposób spowiadali. To było niesamowite przeżycie dla każdego uczestnika. Człowiek czuł , że został wysłuchany, czuł obustronne zaangażowanie, niejednokrotnie ludzie płakali po takiej spowiedzi ze wzruszenia. Bycie prawdziwym wysłannikiem/pośrednikiem Boga to całkowite oddanie i ofiarowanie ludziom wszystkiego co ma się najlepszego w sobie.
Ciekawe np. dlaczego niektórzy księża jeżdżą zdezelowanymi maluchami lub rowerami, bo sumienie nie pozwalałoby im na luksus gdy dookoła ludzie nie mają za co dzieci wyżywic, a inni(jakieś 90%) wożą własne 4-litery wypasionymi brykami za ponad 50-100tys każda? Ciekawe, czy gdyby Jezus pojawił się w naszych czasach to też kupiłby sobie BMW z nawigacją satelitarną, klimą i innymi gadżetami?
To tylko dwa z miliona elementów, które w kosciołach umieszczone są daleko od prawdziwej wiary oraz tego co głosił sam Jezus.
Galatea - bardzo trafna wypowiedź. Popieram.
ja jakiś rok nie chodzę i się nie wybieram.
Mhm, no tak zgadzam się nie ma co wierzyć w księży bo ... to ludzie. Tacy jak my. Mają swoje słabostki, mają swoje grzeszki itd. Jedni są fantastyczni tak jak twoi Dominikanie Galatea czy mój ksiądz a inni są bez komentarza. Ale jednak Bóg po coś ten kościół ustanowił, czemuś te msze służą. Przecież mógł nie ustanawiać kościoła, gdyby to nie miało sensu. Na szczęście mamy wybór i możemy chodzić do takich kościołów i księży którzy nam odpowiadają. Możemy szukać swoich kapłanów. To znaczy - ja Was świetnie rozumiem, bo sama byłam przez trzy lata w opozycji, ale powiem wam ,że jakoś teraz nie żałuję powrotu do kościoła Te msze mi dużo dają. Jakoś tak się na nich wewnętrznie wyciszam. Ale - czasem też mam ochotę nie pójść - to we mnie ciągle jest. Jestem tylko biednym grzesznikiem
Ale staram się, staram
Galatea-tez sie zgadzamz tym co napisalas... do kosciola chodze, w kazda niedziele, ale nie robie tego dla ksiezy, cudownego kosciola itp. ale dla samej siebie...pozwala mi to jakos lepiej funkcjonowac i tak jakby pomaga mi wierzyc
czesto tez mam pokusy zeby nie pojsc, byle przeziebienie jest dla mnie czasami super pretekstem ale roznie bywa
przewaznie ide... ![]()
Ja przeważnie chodzę do Kościoła co niedzielę. Piszę przeważnie, ponieważ czasem zdarza mi się nie pójść. Zaczęło mi się to zdarzać dopiero gdy poszłam na studia zaoczne. Czasami po powrocie ze szkoły (około godziny 19) byłam tak zmęczona, że po prostu zasypiałam, i to były sytuacje kiedy zdarzało mi się do Kościoła nie iść.
Zupełnie inna sytuacja wygląda z chodzeniem do komuni. Jakoś nie mogę sobie przypomnieć kiedy ostatnio byłam do spowiedzi.. I jakoś do tej pory nie jestem przekonana co do niej. I jakoś teraz nie wyobrażam sobie iść do spowiedzi po tak długiej przerwie...
ja jzu do jakis 6 lat nie chodze od kosciola
sporadycznie raz na rok jestem w kosciele
Ja już od ponad roku nie byłam w Kościele. Bardzo mi to przeszkadza jednak nie wiedząc czemu nie potrafię na razie wrócić.
Może gdyby Msze Św. były by takie jak te, w których uczestniczy zosieńka, to pewnie bym chodziła ![]()
Ja chodzę na mszę w niedziele- i święta- jeśli nie jestem wtedy w pracy- z własnej potrzeby,bez oglądania się na księży .Niedziela bez mszy- nie jest dla mnie niedzielą.Tak mam od wielu lat.Dziękuję ...... i proszę. Wiara pozwoliła mi przetwać wszystkie burze,ktore wydarzyły się w moim życiu.Było mi bardzo przykro- gdy moje dzieci w pewnym momencie przestały uczestniczyć we mszy niedzielnej.Nie używałam persfazji.... nie widziałam sensu w zmuszaniu do tego.Czas sprawił,że sami doszli do wniosku,że jednak Bóg jest Im potrzebny w życiu.
Danusiu pięknie to ujełaś ,ja czuję podobnie.Nigdy nie chodziłam do Kościoła dla księży ale tylko dlatego że odczuwałam taką duchową potrzebę.Staram sie uczestniczyć we Mszy Swietej co niedzielę nie wyobrażam sobie tego dnia bez nabożeństwa,czuję sie wtedy spełniona duchowo i jest mi to potrzebne.
16 2009-01-23 12:49:43 Ostatnio edytowany przez JaCzyliOna (2009-01-23 12:50:54)
Gdy miałam 15 lat nie wyobrażałam sobie niedzieli bez pojscia do kosciola, czasem nawet zdarzalo mi sie ze i w tygodniu poszlam. mielismy z moim bratem (ministrantem bylym) wspolnego przyjaciela (rowniez ministranta) i zawsze razem niczym ich troche mykaliśmy do kosciola. Pewnego razu Rafał (nasz przyjaciel) poszedł do szkoly i nie wrocil. dostal zapasci, wtedy zadalam sobie pytanie: gdzie jest bog? dlaczego zabiera dobrego mlodego czlowieka, ktory sluzyl przy oltarzu i muchy by nie skrzywdzil, a pozwala życ narkomanom, mordercom itp? ksiadz mi na to pytanie odpowiedziec nie umial....
i od tamtej pory kosciol dla mnie nie istnieje
Gdy miałam 15 lat nie wyobrażałam sobie niedzieli bez pojscia do kosciola, czasem nawet zdarzalo mi sie ze i w tygodniu poszlam. mielismy z moim bratem (ministrantem bylym) wspolnego przyjaciela (rowniez ministranta) i zawsze razem niczym ich troche mykaliśmy do kosciola. Pewnego razu Rafał (nasz przyjaciel) poszedł do szkoly i nie wrocil. dostal zapasci, wtedy zadalam sobie pytanie: gdzie jest bog? dlaczego zabiera dobrego mlodego czlowieka, ktory sluzyl przy oltarzu i muchy by nie skrzywdzil, a pozwala życ narkomanom, mordercom itp? ksiadz mi na to pytanie odpowiedziec nie umial....
i od tamtej pory kosciol dla mnie nie istnieje
Widzisz.... to jest trochę tak jakby się uważało,że to Bóg jest odpowiedzialny za zło całego świata.Wiele osób traci wiarę w chwilach nieszczęść Ich dopadających .I to nie jest tak,że ja tego nie rozumiem czy potępiam.Każdy robi ..... co i jak mu dyktuje on sam.Dlatego nie tylko trzeba prosić ale i dziękować. Ja to sobie przetłumaczyłam tak.... Kogo Bozia kocha - tego doświadcza.A ile człowiek jest w stanie przeżyć.... filozofom się nie śniło. Jednak do wszystkiego trzeba dojrzeć samemu ..... do utraty wiary- również.
Nigdy bym nie chciała jednak dojść do wniosku,że Bóg mi jest potrzebny tylko wtedy- gdy jest źle/.... czyli....... jak trwoga........ to do Boga.
Ja nie wyobrażam sobie niedzieli bez nabożeństwa. Nie rozumiem stwierdzenia: ,,obraziłam/em się na kościół i dlatego nie chodzę,,. Ale to co znaczy? Że co, że obraziłam się na Boga? Bo przecież do kościoła nie chodzę dla ludzi/księdza/ pastora... To powinna być potrzeba mojego serca, spotkania z Bogiem, a nie odbębnienie jakiegoś obowiązku...
Jeśli nie chodzę do Kościoła dla ludzi / księdza / pastora tylko dla Boga, to pomodlić się mogę sama, w domu, w ciszy, skupieniu.
20 2009-06-03 11:53:06 Ostatnio edytowany przez nokia (2009-06-03 11:53:22)
Ja to ostatnio w kościele byłam jakieś pół roku temu i to tylko dlatego że mnie chop wyciągną ![]()
A tak sama bez wyciągania to jakieś 5 lat temu ![]()
Nie czuje potrzeby chodzenia do kościoła ![]()
Last_tear, jeśli ktoś nie wierzy w Boga lub wychodzi z założenia, że ksiądz mu nie jest potrzebny do tego, by wierzyć, to nie chodzi do kościoła. zresztą nasza religia nie jest tak "wymagająca" jak np. islam, więc ludzie z tego korzystaja i nie chodzą do kościoła
No i luz, sprawa każdego:) Odniosłam się tylko do zdania:,,Obraziłam się na kościół,, bo tego nie rozumiem.
Chodzenie do kościoła i modlitwa to jest każdego indywidualna sprawa.I nikogo za to nie potępiam,bo każdy ma swój rozum i swoje zasady,którymi kieruje się w życiu.
Ja staram się uczestniczyć we mszy niedzielnej,co tydzień.Chociaż zdarza się tak,że z przyczyn niezależnych już ode mnie nie moge być,ale jezeli nie pójde z lenistwa{chociaż zdarza sie to bardzo rzadko} to pózniej bardzo żle się z tym czuje.Chodzę do Kościoła dla siebie,bo mam taką wewnetrzną potrzebe,no i tak mnie wychowali rodzice,że Bóg jest nam w życiu potrzebny.I ja staram się przekazywać to swoim dzieciom.
Gorzej wyglada u mnie spowiedż i komunia.Ostatni raz byłam przed Bożym Narodzeniem.Twierdzę,że nie robię nic takiego w swoim życiu z czego musialabym się spowiadać.Dla mnie spowiedż powinna się odbywać inaczej .Powinna być ogólna dla wszystkich.
Bardzo mądre wypowiedzi Danusiu.
24 2009-06-03 12:31:22 Ostatnio edytowany przez Last_tear (2009-06-03 13:04:13)
Jeśli nie chodzę do Kościoła dla ludzi / księdza / pastora tylko dla Boga, to pomodlić się mogę sama, w domu, w ciszy, skupieniu.
Co do tego zgadzam się:) Ale oprócz tego fajnie jest też uwielbiać Boga śpiewając, klaszcząc ,grając na instrumentach czy modląc się z innymi. Chodzę na nabo, bo to dla mnie oderwanie od rzeczywistości. Naładowanie duchowych ,,akumulatorów,, na cały tydzień. Ale np. katolicka msza jest dla mnie dosyć nudna. Bez obrazy, to tylko moje sugestywne odczucia. A każdy robi to, co uważa za słuszne:)
Z tą nudą to masz 100% racji Last_Tear... Porównując ją do mszy w Ameryce, gdzie się śpiewa, rozmawia i wspólnie cieszy... Czemu u nas takich nie ma? Byłoby o wiele ciekawiej i myślę, że więcej ludzi uczęszczałoby wtedy na nabożeństwo.
Msze teraz są dla nas nudne. Gdy jesteśmy dorośli i jeśli ktoś chodzi do Kościoła to tylko dlatego, że sam chce. A pamiętacie jak było jak byliśmy mali i rodzice nas wsadzali w samochód w niedzielę i wieźli na mszę? Jak takie dziecko ma wytrzymać godzinę słuchania o czymś, czego do końca nie rozumie, często gęsto cały ten czas stojąc w grupce innych dzieci przed samym ołtarzem, na środku Kościoła?
Tak moim dzieciom jest bardzo ciężko wytrzymać na mszy,co chwile mnie szturchają kiedy koniec:)
27 2009-06-03 18:01:01 Ostatnio edytowany przez Last_tear (2009-06-03 18:03:48)
Oj pamiętam i koszmarnie to wspominam... Dlatego już jako dorosła osoba poszukując Boga w swoim życiu i szukając odpowiedzi na wiele pytań znalazłam kościół, w którym w końcu odżyłam;D Teraz co niedzielę ładuje swoje duchowe ,,akumulatory,,;) A moje dzieci kiedyś zamiast się nudzić będą brały udział w niedzielnych szkółkach przygotowanych specjalnie dla nich podczas nabożeństwa. Ale to już inna historia i nie na temat tutaj. Przepraszam.
świadomie uczestniczyłam w nabozeństwie w kosciele katolickim, nie pamiętam kiedy. chyba to było z 5-7 lat temu. napisałam świadomie- bo póxniej zdarzało mi sie uczestnuiczyć w mszach, z róznych powodów. moje odejście od wspólnoty kościelnej było bardzo powolne. a kulminacja nastapiła jak mieszkałam za granicą. tam uczzestnicząc w nabożeństwach protestanckich byłam zachwycona. i księżmi i całym kościołem, całą wspólnotą, ludźmi.
nie chodze do kościoła, a właściwie tylko kiedy sa jakieś rodzinne zwykle okazje. i mimo tego że jestem tzw wierzącą niepraktykująca to nie wyobrażam sobie siebie bez ślubu kościelnego takie to juz pokićkane....
A ja kiedyś wierzyłam, chodziłam i do kościoła i na KSM, wszystkie rekolekcje, różańce itp, kolonie też z kościoła, aż w pewnym momencie zaczęłam się nad tym wszystkim baardzo głęboko zastanawiać i stwierdziłam, że to wszystko przestało do mnie przemawiać. Na msze nie chodzę od 4 lat, ślubu kościelnego nie mam zamiaru brać i modlić się też nie modlę. Wychodzę z założenia, że człowiek powinien być zgodny z własnym sumieniem,a jeśli wiem, że coś zrobiłam źle, sama sobie to "odpokutuję", bo wiem, że będę o tym myśleć przez długi czas. Do kościoła wybiorę się za kilka miesięcy, ale tylko dlatego, że moja przyjaciółka bierze ślub i chcę być przy niej.
Najbardziej w całym Kościele (jako wspólnocie) ubodło mnie to, że mnóstwo ludzi, którzy wydają się tacy pobożni i religijni, w życiu codziennym są dwulicowi, robią wszystko na pokaz i są fałszywi. Ci, którzy naprawdę żyją zgodnie ze swoją wiarą jest zdecydowana mniejszość.
Chyba odbiegłam od wątku, przepraszam.
Nie chodze, bo mnie nie interesuje zaden z elementow nabozenstwa. Kosciola jako instytucji nie znosze, zarowno ze wzgledu na jego niechlubna historie jak i poczynania w czasach wspolczesnych.
32 2009-06-15 18:42:01 Ostatnio edytowany przez mala_mi (2011-01-16 22:16:32)
...
Bóg jest jeden - dla wszystkich każdej wiary. Tak myśle i wierze.
Smuci mnie to - jako dorosłego człowieka - że jestem wychowany w takiej wierze,w której ciągle jestem winny i podlegam karze...
Kościół dziś troche nie dostaje do realiów współczesnego swiata - dynamizm,kariera,pęd,czas...itd.
Do tego miesznie w polityce,pedalstwo księży a i odwrotnie...zniechęca niestety.
I to wszystko za nasze pieniadze - dobrowolnie oddawane zreszta..
Kościół jako instytucja ma wiele wspólnego jeżeli chodzi o hierarchię - z mafią..a nawet ją przewyższa .
Między Bogiem a mną pośrednik nie jest mi potrzebny.
Staram sie żyć "jak Bóg przykazał"....
Ja uczęszczam co niedzielę czasami zdarzy mi się ,że nie pójdę.
Szanuję to, co napisały osoby przede mną, ale nie rozumiem, jak można powiedzieć, że pomodlić się, porozmawiać z Bogiem można w domu, bez chodzenia do kościoła? Przecież Msza Święta to nie tylko oklepane regułki, słuchanie Słowa Bożego (które można przecież przeczytać w domu)... Co z przystępowaniem do Eucharystii? W domu chyba nikt nie ma prywatnego księdza, który się tym zajmie...
36 2011-01-03 22:06:00 Ostatnio edytowany przez inkaaa (2011-01-03 22:08:13)
Ja chodzę do kościoła kilka razy w roku.
kotoko jak można porozmawiać z Bogiem w domu bez chodzenia do koscioła? otóż normalnie, Bóg jest wszędzie nie tylko w Kościele.
Ja nie chodzę do kościoła, bo nie odczuwam potrzeby, gdy się taka pojawia wtedy idę. Modlę się czasami.
Eucharystia - moim zdaniem to tylko symbol...
Czy wierze?
W pewien sposób tak, może nie do końca...
Ja uczęszczam do Kościoła w każdą niedzielę i w święta. Nie chodzę tam dla Księży i ludzi tylko dla siebie. Tam mogę się wyciszyć, przeanalizować swoje postępowanie, modlić się w skupieniu. Potrzebuję tego, to daje mi siłę do życia.
Mój mąż najlepiej nie chodziłby wcale do Kościoła, ma złe zdanie o Księżach. Ale ja proszę go, tłumaczę, że jesteśmy razem, że to właśnie w Kościele przed Bogiem wstąpiliśmy w związek małżeński i powinniśmy podziękować Bogu, że nad nami czuwa. Być może go zmuszam do uczęszczania we mszy... . Wiem, że robi to dla mnie.
Ja uczęszczam do Kościoła w każdą niedzielę i w święta. Nie chodzę tam dla Księży i ludzi tylko dla siebie. Tam mogę się wyciszyć, przeanalizować swoje postępowanie, modlić się w skupieniu. Potrzebuję tego, to daje mi siłę do życia.
Mój mąż najlepiej nie chodziłby wcale do Kościoła, ma złe zdanie o Księżach. Ale ja proszę go, tłumaczę, że jesteśmy razem, że to właśnie w Kościele przed Bogiem wstąpiliśmy w związek małżeński i powinniśmy podziękować Bogu, że nad nami czuwa. Być może go zmuszam do uczęszczania we mszy... . Wiem, że robi to dla mnie.
Ja podobnie jak monia - chodzę co niedzielę i w święta. Z identycznych powodów:). Z tą różnicą, że mój chłopak chodzi do kościoła ze mną.Lubię się z nim modlić:) Czasem, gdy wygospodaruję wolny czas w ciągu dnia to idę na mszę, jednak jest to bardzo rzadkie, właśnie z braku czasu. Zdarza mi się wejść do kościoła na 15 minut, żeby zwolnić tempo, skupić się i zatrzymać na chwilę, przemyśleć to, co dzieje się w moim życiu.