Pierwszy dzień kursu.
Rano, tak mnie sie wstac nie chcialo, nawet mnie sie szykowac na ten glupi kurs nie chcialo,no ale sie uszykowalam,zeby wyglądać jak człowiek, a nie postrach na wroble
Rano na dworze jest zimno, wiec na przystanku czekalam na autobus w tym zimnie. Pozniej tam dojechac autobusem to jakby się na drugi koniec swiata wybrać. Wlecze sie to,ludzie,ktorzy nie chcą zapłacic za bilet,sprawiaja,ze kierowca autobusu staje i nie chce jechac dalej, a ja panikuje,ze sie przez to spoznie.
Dojezdzam na miejsce. Wielki hotel, ludzie gromadza sie blisko niego wiec tam poszlam. Mowia mi"ze ida na kurs". Wiec trzymam sie grupy, by sie nie zgubic
W hotelu-pieknie,czysto, obsługa przychodzi,wita nas i prowadzi do duzej sali. Wszyscy tam siedzimy i czekamy. Ja juz zapomnialam o bozym swiecie,bo z rozdziawiona jadaczka podziwialam wielka sale w hotelu
W koncu przyszedl szef i ten,ktory prowadzil kurs.Wszystkich przywitali. No i sie zaczelo. Kurs
Zaczęły się zajęcia wprowadzające do kursu, omówienie tego co będziemy się uczyć. Nudy, prawie zasnęłam
Następnie każdy miał czas na poznanie siebie nawzajem
Oglądaliśmy prezentacje z obsługi klienta. Video trwało z dobra godzine czasu,a mnie w mózgu tylko jedno świtało "moja utracona wolność". Video było nudne i miałam wrazenie, że traktują nas jak przedszkolaków,którzy nie wiedzą jak sie witac z klientem i jak się prezentować. Udawałam, że ogladam, a przeglądałam sobie internet na telefonie, słuchając videa. Na szczęście ten co prowadzil kurs tego nie zauważył. Tylko niektorzy uczestnicy kursu sie na mnie dziwnie patrzeli. Poczulam się jak w szkole,gdzie dzieciaki na siebie nawzajem skarżyli
Na koniec kursu mieliśmy dobrać się w pary i odegrać scene jak prezentować się przy kliencie. Ledwo się powstrzymałam od śmiechu,gdy musiałam udawać poważną." Stan wyprostowana,pewna siebie, usmiechnij się do klienta"- no pewnie myślę sobie-bede się teraz uśmiechać jak małpa w zoo. Przywitanie klienta, zapytanie w czym mogę pomóc itd. No i następnie zamiana ról w tym ćwiczeniu... Jak w przestawieniu dla przedszkolaków. Sobie myślę objechałam pół miasta,żeby uśmiechać się jak małpa w zoo i oglądać video jak należy się przywitać z klientem i dobrze prezentować, czyli np jak być ubranym... no WOW jakbym tego nie wiedziała.
A przerwa też była 20 minutowa. Rozmawiałam z kilkoma uczetnikami kursu. No i się zgubilam, bo postanowilam pozwiedzać sobie hotel. A kiedy skończyła się przerwa to wlazłam nie do tego korytarza co trzeba i doszlam na zaplecze kuchni. Straciłam z dobre 10 minut kursu zanim znalazłam sale. Wlazłam tam spóźniona, a ten,który prowadził kurs patrzył się na mnie jakoś tak dziwnie i zapytał "czy potrzebuje mapy" . No i nagle ha ha hi hi każdy się zaczął śmiać. Myślę sobie- gorzej jak w przedszkolu, dorosle kobiety i kilka dorosłych facetow smieja sie ze mnie jak dzieci - jeszcze trochę i wylaze z tego więzienia... no i tak jakoś mi zleciał pierwszy dzień kursu
W domu najpierw czas spedzilam z córką, następnie zamowilam obiad, bo przeciez nie zamienie czasu wolnego na stanie przy garach. A mnie cos natchnelo ,zeby pojechać na godzine do kumpeli. Corka nie chciała jechac,wiec zostala sama w domu-ma telefon i zawsze moge miec z nia kontakt.
Tak wogole to czytałam że w Anglii dziecko moze zostac samo w domu,gdy ma 12 lat na kilka godzin w ciagu dnia,wiec postanowilam, ze od jutra bede codziennie gdzies wychodzic z domu na godzinke lub max 2 i bede korzystac z wolności,a corka to sie wogole na to.ucieszyla ze będzie miec chate wolna
A na forum bede siedziec wieczorami jak juz wszystko ogarnę małych dzieci nie ma,więc dużo roboty przy sprzątaniu nie mam,tym bardziej,że jakiś czas temu robiłam generalne porzadki