Drogie Kobietki poradźcie co zrobić…
2 lata temu urodziłam skrajne wcześniaki w 26 tygodniu, mama i mąż wspierali mnie aby wyjść z depresji i stanąć na nogi dla dziewczynek. Udało się ja i maluchy wyszłyśmy na prostą. Mama zamieszkała z nami bo chciała być wsparciem, mieliśmy mnóstwo wizyt lekarskich itp. Po półtorej roku postanawiałam wrócić do pracy i zatrudnić nianię, mama była z nami cały czas i zadeklarowała pomoc, nie chciałam żeby czuła że ja wyrzucam więc została z nami i na codzień wspólnie z nianią opiekuje się dziewczynkami. Niestety cały czas wtrąca się w moje małżeństwo, krytykuje i ubliża mężowi, chce nim rządzić . Mówi mu że źle zajmuje się dziećmi, nie robi prac domowych które w jej przekonani u powinien robić itp. Ostatnio coraz częściej wywołuje kłótnie również ze mną : wypomina mi jak to się poświęciła a ja nie potrafię się poświęcić i rzucić pracy dla dziewczynek, że jestem złą matką, że to ona spędza z nimi wiecej czasu itd.
Nasza niania jest ogarnięta babka i poradziłaby sobie z dziewczynkami sama, ale mama na samą myśl robi sceny że chcemy się jej pozbyć, że ją wykorzystaliśmy, że chcemy jej odebrać dziewczynki. Dziewczynki są z nią mocno zżyte. Ja boję się wychodzić na zakupy bo kiedy mnie nie ma wytacza wojny z mężem. Mąż ma dość, stara się nie odzywać ale ona i tak wyrzuca mu i krzyczy przy dzieciach. W międzyczasie zmarł mój tato więc teraz mama musiałaby mieszkać sama. Nie wiem co zrobić… jak rozwiązać konflikt…. Zaczynam być potwornie zmęczona psychicznie i gubię się na tym kto jest tym złym: ona, czy ja, czy mąż
Wspolczuje
Zdecyj z kim chcesz żyć. Nikt z nas nie weźmie matki za rękę i nie wyprowadzi jej z domu bo to Twój dom. W moim odczuciu Matka ma się wyprowadzić albo zmienić nastawienie. Obstawiam że to pierwsze. Ma swoj dom to pakuję jej walizki
Drogie Kobietki poradźcie co zrobić…
2 lata temu urodziłam skrajne wcześniaki w 26 tygodniu, mama i mąż wspierali mnie aby wyjść z depresji i stanąć na nogi dla dziewczynek. Udało się ja i maluchy wyszłyśmy na prostą. Mama zamieszkała z nami bo chciała być wsparciem, mieliśmy mnóstwo wizyt lekarskich itp. Po półtorej roku postanawiałam wrócić do pracy i zatrudnić nianię, mama była z nami cały czas i zadeklarowała pomoc, nie chciałam żeby czuła że ja wyrzucam więc została z nami i na codzień wspólnie z nianią opiekuje się dziewczynkami. Niestety cały czas wtrąca się w moje małżeństwo, krytykuje i ubliża mężowi, chce nim rządzić . Mówi mu że źle zajmuje się dziećmi, nie robi prac domowych które w jej przekonani u powinien robić itp. Ostatnio coraz częściej wywołuje kłótnie również ze mną : wypomina mi jak to się poświęciła a ja nie potrafię się poświęcić i rzucić pracy dla dziewczynek, że jestem złą matką, że to ona spędza z nimi wiecej czasu itd.
Nasza niania jest ogarnięta babka i poradziłaby sobie z dziewczynkami sama, ale mama na samą myśl robi sceny że chcemy się jej pozbyć, że ją wykorzystaliśmy, że chcemy jej odebrać dziewczynki. Dziewczynki są z nią mocno zżyte. Ja boję się wychodzić na zakupy bo kiedy mnie nie ma wytacza wojny z mężem. Mąż ma dość, stara się nie odzywać ale ona i tak wyrzuca mu i krzyczy przy dzieciach. W międzyczasie zmarł mój tato więc teraz mama musiałaby mieszkać sama. Nie wiem co zrobić… jak rozwiązać konflikt…. Zaczynam być potwornie zmęczona psychicznie i gubię się na tym kto jest tym złym: ona, czy ja, czy mąż
Za bardzo zaangażowałaś mamę w opiece nad dziećmi, znając jej charakter, ale mleko się wylało i mama raczej nie odpuści pokojowo.
Dalej mieszkanie z mamą niczego dobrego nie wróży, nie ma innego wyjścia jak pomału stawiać na swoim, nie zwracać uwagi na to, że się obrazi, może wtedy sama będzie chciała się wyprowadzić.
Ile mama ma lat?
W międzyczasie zmarł mój tato więc teraz mama musiałaby mieszkać sama. Nie wiem co zrobić… jak rozwiązać konflikt…. Zaczynam być potwornie zmęczona psychicznie i gubię się na tym kto jest tym złym: ona, czy ja, czy mąż
Są tu dwie osobne sprawy i zacznę od tej, która może być czynnikiem zmiany. Nie będzie to rada, bo stoję nieodmiennie na stanowisku, że radę to tylko TY możesz sobie dać sama... ze swoimi problemami.
Wygląda na to, że Twoja Mama patologiczne przeżywa żałobę. Może też być tak, że rozkładała swoją wewnętrzną destrukcję (neurotyczność, chęć kontroli i narzucania światu swojej woli) na Was i na Ojca i jak Jego brakło, to teraz doznajecie całej MOCY DESTRUKCJI.
Jeśli Ona chce narzucać, to wyznacz granice. Jak wyznaczenie granic nie pomoże, to wybuduj mur z małymi drzwiami lub furtką. Tak zrobili Chińczycy.
Nasza niania jest ogarnięta babka i poradziłaby sobie z dziewczynkami sama, ale mama na samą myśl robi sceny że chcemy się jej pozbyć, że ją wykorzystaliśmy, że chcemy jej odebrać dziewczynki. Dziewczynki są z nią mocno zżyte.
Dziewczynki nie są Jej. Jeśli rości sobie takie pretensje, to warto jak najszybciej skorzystać z praw rodzicielskich. Wszlkie teksty o "wykorzystaniu" są manipulacją: przecież sama zaproponowała pomoc, więc nie miała nic lepszego do roboty.
"Zżytość" z dziewczynkami to forma zależności. Osoba ze skłonnością do manipulacji uczuciami wprowadza tylko zamieszanie w uczuciach i rozwoju dzieci.
To szkodnik, a nie pomocnik.
6 2025-04-26 14:19:30 Ostatnio edytowany przez Animus (2025-04-26 14:27:29)
W międzyczasie zmarł mój tato więc teraz mama musiałaby mieszkać sama. Nie wiem co zrobić… jak rozwiązać konflikt…. Zaczynam być potwornie zmęczona psychicznie i gubię się na tym kto jest tym złym: ona, czy ja, czy mąż
Są tu dwie osobne sprawy i zacznę od tej, która może być czynnikiem zmiany. Nie będzie to rada, bo stoję nieodmiennie na stanowisku, że radę to tylko TY możesz sobie dać sama... ze swoimi problemami.
Wygląda na to, że Twoja Mama patologiczne przeżywa żałobę. Może też być tak, że rozkładała swoją wewnętrzną destrukcję (neurotyczność, chęć kontroli i narzucania światu swojej woli) na Was i na Ojca i jak Jego brakło, to teraz doznajecie całej MOCY DESTRUKCJI.
Jeśli Ona chce narzucać, to wyznacz granice. Jak wyznaczenie granic nie pomoże, to wybuduj mur z małymi drzwiami lub furtką. Tak zrobili Chińczycy.
Nasza niania jest ogarnięta babka i poradziłaby sobie z dziewczynkami sama, ale mama na samą myśl robi sceny że chcemy się jej pozbyć, że ją wykorzystaliśmy, że chcemy jej odebrać dziewczynki. Dziewczynki są z nią mocno zżyte.
Dziewczynki nie są Jej. Jeśli rości sobie takie pretensje, to warto jak najszybciej skorzystać z praw rodzicielskich. Wszelkie teksty o "wykorzystaniu" są manipulacją: przecież sama zaproponowała pomoc, więc nie miała nic lepszego do roboty.
"Zżytość" z dziewczynkami to forma zależności. Osoba ze skłonnością do manipulacji uczuciami wprowadza tylko zamieszanie w uczuciach i rozwoju dzieci.
To szkodnik, a nie pomocnik.
. Zaczynam być potwornie zmęczona psychicznie i gubię się na tym kto jest tym złym: ona, czy ja, czy mąż
Wprowadzasz tu kategorię etyczną, która zwiększa tylko Twoje rozterki. Zamiast się gubić, to się możesz odnaleźć: podejmij decyzję i wprowadź ją w życie.
Szkodnik nie jest zły, jest szkodliwy dla tego, komu szkodzi. On też chce żyć i wyssie tyle, ile mu żywiciel pozwoli.
W życiu inni pozwalają sobie na tyle, na ile im pozwolimy. Z moimi siostrami mamy tę samą Matkę: wtrącała się w wychowanie dzieci najmłodszej mojej Siostry, nie wtrącała się w wychowanie dzieci średniej Siostry (choć cierpiała bardzo, że nie ma wpływu) i miała jasność, że czasami może być poproszona do opieki nad moimi dziećmi, gdy nie mamy innego wyjścia. Bardzo przeżyła to, kiedy Jej powiedziałem tekst "Babcie tylko psują wnuki", a potem użyła tego w sytuacji, kiedy została poproszona do opieki nad moimi dziećmi, ale zaraz usłyszała, że "Czasami nie ma innego wyjścia jak zaryzykować popsucie dzieci."
Taki mi pomysł przyszedł do głowy, gdybym był na Twoim miejscu, to bym powiedział: "Mamo, postanowiliśmy z Mężem, że ja zrezygnuję z pracy, żeby zająć się naszymi Dziewczynkami. Ponieważ wzięliśmy sobie bardzo poważnie do serca Twoje uwagi o wadliwym i złym wychowaniu naszych Dziewczynek, więc podziękujemy za Twoją pomoc, bo trudno nie docenić Twojego wpływu w ten proces wadliwego wychowania. I teraz pytanie: wyprowadzisz się sama, czy my mamy zmienić mieszkanie?" Puść taki tekst, a zobaczysz jaka będzie reakcja.
I ważne: jak wróci do siebie i zostanie sama, to jesteś Jej jedynym dzieckiem? A może jesteś Jej jedynym dzieckiem, które się tym przejmuje, kosztem dobra swojej relacji małżeńskiej i dobra swoich Córek?
Drogie Kobietki poradźcie co zrobić…
2 lata temu urodziłam skrajne wcześniaki w 26 tygodniu, mama i mąż wspierali mnie aby wyjść z depresji i stanąć na nogi dla dziewczynek. Udało się ja i maluchy wyszłyśmy na prostą. Mama zamieszkała z nami bo chciała być wsparciem, mieliśmy mnóstwo wizyt lekarskich itp. Po półtorej roku postanawiałam wrócić do pracy i zatrudnić nianię, mama była z nami cały czas i zadeklarowała pomoc, nie chciałam żeby czuła że ja wyrzucam więc została z nami i na codzień wspólnie z nianią opiekuje się dziewczynkami. Niestety cały czas wtrąca się w moje małżeństwo, krytykuje i ubliża mężowi, chce nim rządzić . Mówi mu że źle zajmuje się dziećmi, nie robi prac domowych które w jej przekonani u powinien robić itp. Ostatnio coraz częściej wywołuje kłótnie również ze mną : wypomina mi jak to się poświęciła a ja nie potrafię się poświęcić i rzucić pracy dla dziewczynek, że jestem złą matką, że to ona spędza z nimi wiecej czasu itd.
Nasza niania jest ogarnięta babka i poradziłaby sobie z dziewczynkami sama, ale mama na samą myśl robi sceny że chcemy się jej pozbyć, że ją wykorzystaliśmy, że chcemy jej odebrać dziewczynki. Dziewczynki są z nią mocno zżyte. Ja boję się wychodzić na zakupy bo kiedy mnie nie ma wytacza wojny z mężem. Mąż ma dość, stara się nie odzywać ale ona i tak wyrzuca mu i krzyczy przy dzieciach. W międzyczasie zmarł mój tato więc teraz mama musiałaby mieszkać sama. Nie wiem co zrobić… jak rozwiązać konflikt…. Zaczynam być potwornie zmęczona psychicznie i gubię się na tym kto jest tym złym: ona, czy ja, czy mąż
Nikt nie jest zły i nikt nie jest dobry. To teraz twoja mama potrzebuje wsparcia po śmierci twojego taty. Ja bym jej zafundowała pobyt w ładnej okolicy, żeby trochę odpoczęła. Trzeba jej łagodnie wytłumaczyć, że wy sobie sami już poradzicie, bo jesteście dorośli oraz podziękować za ten czas kiedy była bardzo potrzebna. Może jakiś inny prezent nie wiem, tak, żeby pomyślała, że już nie musi o was się tak troszczyć, bo najgorszy czas minął. Niech pomyśli teraz o sobie i własnym zdrowiu.
Nikt nie jest zły i nikt nie jest dobry. To teraz twoja mama potrzebuje wsparcia po śmierci twojego taty. Ja bym jej zafundowała pobyt w ładnej okolicy, żeby trochę odpoczęła. Trzeba jej łagodnie wytłumaczyć, że wy sobie sami już poradzicie, bo jesteście dorośli oraz podziękować za ten czas kiedy była bardzo potrzebna. Może jakiś inny prezent nie wiem, tak, żeby pomyślała, że już nie musi o was się tak troszczyć, bo najgorszy czas minął. Niech pomyśli teraz o sobie i własnym zdrowiu.
Hm, pomysł z prezentem jako wyrazem wdzięczności interesujący.
Ja Ciebie kompletnie nie rozumiem.
Jesteś dorosłą a nie potrafisz porozmawiać z własną matką?
Matka ma jakąś siostrę, przyjaciółkę, by ją wsparła?
Jak nie chcesz być rozwódką, to musisz ją kategorycznie wyprowadzić i tyle.
Ja Ciebie kompletnie nie rozumiem.
Tak, to może być prawda...
Jesteś dorosłą a nie potrafisz porozmawiać z własną matką?
Dorosła i pełnoletnia too nie znaczy DOJRZAŁA. Moja definicja dojrzałości zawiera umiejętność dojrzenia rozwiązań, a nie tylko problemów.
Neurotyczność matki (często zamiennie nazywana "niedojrzałością emocjonalną") nie sprzyja dojrzewaniu dziecka takiej matki do dojrzałości emocjonalnej.
Jak nie chcesz być rozwódką, to musisz ją kategorycznie wyprowadzić i tyle.
I to jest właśnie typowa RADA: niby słusznie, ale RADA nie podaje kolejnych kroków służących realizacji wyznaczonego efektu końcowego.
RADA ma więc istotny brak: jest praktycznie niepoRADnA.
Skoro nie udało się do tej pory ułożyć dobrze relacji i nie ma konieczności aby mama mieszkała razem z Wami, to jest chyba najlepsze wyjście. Ustalcie z mamą na jakich zasadach, jak często będziecie się widywać. Przecież nie musicie jej odcinać od dzieci zupełnie. Jeśli czuje się wykorzystana - pytanie dlaczego, czego oczekiwała, że się tak czuje? Kiedy dzieci są malutkie to jest bardzo szczególny czas trudny ale i satysfakcjonujący. Wspomnień z tego okresu nikt jej nie zabierze. Należy jej się wdzięczność, w razie potrzeby jakiś rewanż czy nawet rekompensata finansowa, ale nie może oczekiwać, że będzie Wami rządzić, że macie wszystkie jej zachowania tolerować. Nie jesteście jej małymi dziećmi. Pewnie odegra dramat, ale nie musicie jej ulegać. Powinna zrozumieć swoje miejsce w rodzinie i swoją odpowiedzialność za relacje z Wami.
12 2025-04-26 14:50:55 Ostatnio edytowany przez Animus (2025-04-26 14:55:17)
Nie jesteście jej małymi dziećmi. .
Czasami matki nie zauważają tego, że dzieci to OSOBNE istnienia (OSOBY). Jak się nie odetnie pępowiny psychicznej, to zawsze się ma tylko "małe dzieci".
Pępowina w łonie matki sprzyja wzrostowi, a pępowina psychiczna ogranicza wzrost.
_jenny_ napisał/a:Nie jesteście jej małymi dziećmi. .
Czasami matki nie zauważają tego, że dzieci to OSOBNE istnienia (OSOBY). Jak się nie odetnie pępowiny psychicznej, to zawsze się ma tylko "małe dzieci".
To niestety prawda
14 2025-04-26 15:57:35 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2025-04-26 15:59:39)
Dziewczynki są z nią mocno zżyte. Ja boję się wychodzić na zakupy bo kiedy mnie nie ma wytacza wojny z mężem. Mąż ma dość, stara się nie odzywać ale ona i tak wyrzuca mu i krzyczy przy dzieciach. W międzyczasie zmarł mój tato więc teraz mama musiałaby mieszkać sama. Nie wiem co zrobić… jak rozwiązać konflikt…. Zaczynam być potwornie zmęczona psychicznie i gubię się na tym kto jest tym złym: ona, czy ja, czy mąż
Nikt nie jest zły, tylko zaszły w waszej rodzinie zmiany które odczuwacie po trosze wszyscy, a w szczególności ty.
Zmarł twój ojciec, mama została sama i z tego co opisujesz, ma jakąś traumę do przeżycia. Twój ojciec nie był chyba bardzo stary i jego śmierć była przedwczesna, więc żaloba po nim może trwać długo, jeśli rodzice byli zgodnym i szanującym się małżeńswem. Z pewnością proces ten jest łatwiejszy, gdy strata była naturalna i w pewien sposób spodziewana z racji podeszłego wieku, czy zaawansowanej, długotrwałej choroby.
Nie piszesz, jak mama to przezyla, jak sobie z tym poradziła, a zapewne nie poradziła sobie do dziś, choć wy zajęci swoimi sprawami pewnie tego nie nawet nie zauważacie.
Myślę, że twoja mama czuje ogromny lęk przed powrotem do pustego domu i stara się na siłę, nawet kosztem kłotni z wami udowodnić wszystkim, że jest na tyle potrzebna aby nie rezygnować z jej pomocy przy dzieciach, aby tylko z wami być. Wylewa dziecko z kąpielą, ale ona tego tak nie widzi.
Nie znam twojej mamy ani waszej sytuacji, ale może powinnaś z nią naprawdę szczerze porozmawiać, zaproponować np. pomoc w odnowieniu mieszkania po śmierci taty, kupnie jakiś nowych mebli, aby mama poczuła że wam na jej komforcie zależy. Zapytaj, co takiego jej potrzeba w jej mieszkaniu aby poczuła się w nim dobrze, może to jakaś błacha rzecz. Zapewnij, że będziecie z dziećmi ją odwiedzać jak często się da, albo zapraszać ją do siebie, ale teraz przyszedł dla niej czas na nowe życie, dzieci już podrosły i powinna pomyśleć o sobie.
Tamiraa ma świetny pomysł; Zaproponujcie jej wyjazd do sanatorium, jakiegoś SPA, albo gdzieś na wakacje, w miejsce które lubi i do którego chętnie by zawitała.
Tylko staraj się nie "wykopywać" matki z domu, przynajmniej jeśli nie wyczerpiesz wszystkich innych możliwości. W końcu poświęciła wam kawał życia i choć mówi się, że to "babciny" obowiązek, to jednak uszanuj to.
Tylko spokojem i dyplomacją załatwisz sprawę, choć rozumiem, że czujesz się zmęczona sytuacją.
Spróbuj, może się uda wszystko załatwić polubownie, w końcu będziesz rozmawiać z matką a nie z wrogiem.
Spróbuj, może się uda wszystko załatwić polubownie, w końcu będziesz rozmawiać z matką a nie z wrogiem.
Wrogów tworzymy sobie sami, bo wrogość to relacja wzajemna.
Gdy jedna ze stron nie odwzajemnia negatywnych emocji, wtedy mamy do czynienia zaledwie z przeciwnikiem, opozycją, adwersarzem.
W tym wątku jest aż kilka momentów zmiany:
1. Ciąża bliźniacza i przedwczesny poród.
2. Przyjęcie propozycji pomocy.
3. Decyzja o pójściu do pracy.
4. Zatrudnienie Niani.
5. Śmierć Ojca.
I do tego jeszcze dość tajemnicza i wycofana (pozbawiona inicjatywy) postawa Męża.
16 2025-04-26 17:22:38 Ostatnio edytowany przez madoja (2025-04-26 17:24:26)
Nic samo się nie rozwiąże, a wydaje mi się że na to liczysz. Twoja bierność sprzyja rozpadowi Twojego małżeństwa, ale i będzie przyczyną konfliktów między Wami (rodzicami) a Waszymi dziećmi, bo mama lubi wytykać Wam błędy wychowawcze, więc kiedy dzieci trochę podrosną, będą to wszystko widziały i słyszały. Babcia będzie ta kochana, bo jest dostępna cały dzień, więcej robi i pewnie na więcej pozwala, a Wy będziecie ci źli.
Mama jest jaka jest i nie masz wpływu na to co robi, ale masz wpływ na siebie, więc to Ty musisz działać.
Usiądź kiedyś z mamą na spokojnie, bez męża (żeby nie skupiła na nim złości) i powiedz że choć bardzo ją kochasz i doceniasz za wsparcie, to czas już zamieszkać osobno. Będzie obraza, foch, krzyki, ale to minie, bo kocha wnuczki, więc i tak się pogodzicie. Trzeba przejść tę wojnę.
Bardzo żal mi Twojego męża. Tutaj było wiele tematów kobiet czy mężczyzn, że ich żona/mąż nie potrafi sprzeciwić się mamusi. Zazwyczaj kończyło się rozstaniem lub zdradą.
Może być tak, że Twój mąż będzie szukał spokoju i zrozumienia poza domem. Podczas gdy przecież Twoim obowiązkiem jest zapewnić mu bezpieczną przystań w domu. A nie robisz tego.
Żal mi nawet Twojej niani, bo Twoja mama pewnie ją też poucza i na nią krzyczy. Aż dziwne że babka dalej u Was pracuje.
Sisi77
Masz matkę tyle pomocną co toksyczną. Szkoda ze nie potrafisz zwrócić jej dość wyraźnie uwagi, żeby się nie wtrącała w wasze rodzicielstwo, czego polecam się nauczyć. Poza tym tak, wyślij ją na jakieś wakacje czy gdzieś, zaproponuj pomoc i zainteresowanie, ale bądź też asertywna we własnych sprawach.
18 2025-05-01 02:37:44 Ostatnio edytowany przez KSandraK (2025-05-01 02:39:42)
Zaczynam być potwornie zmęczona psychicznie i gubię się na tym kto jest tym złym: ona, czy ja, czy mąż
No dobra, przeczytaj jeszcze raz pierwszy post i sama sobie odpowiesz ![]()
Mama zamieszkała z nami bo chciała być wsparciem, mieliśmy mnóstwo wizyt lekarskich itp.
(...) zadeklarowała pomoc, nie chciałam żeby czuła że ja wyrzucam więc została z nami
(...) Niestety cały czas wtrąca się w moje małżeństwo, krytykuje i ubliża mężowi, chce nim rządzić . Mówi mu że źle zajmuje się dziećmi, nie robi prac domowych które w jej przekonani u powinien robić itp.
(...) Ostatnio coraz częściej wywołuje kłótnie również ze mną : wypomina mi jak to się poświęciła a ja nie potrafię się poświęcić i rzucić pracy dla dziewczynek, że jestem złą matką, że to ona spędza z nimi wiecej czasu itd.
(...) mama na samą myśl robi sceny że chcemy się jej pozbyć, że ją wykorzystaliśmy, że chcemy jej odebrać dziewczynki.
(...) Ja boję się wychodzić na zakupy bo kiedy mnie nie ma wytacza wojny z mężem.
(...) Mąż ma dość, stara się nie odzywać ale ona i tak wyrzuca mu i krzyczy przy dzieciach.
(...) Nie wiem co zrobić… jak rozwiązać konflikt….
(Jak dla mnie to podręcznikowy przykład toksycznej madki, która nie zauważyła, że córka dorosła i robi sobie z życia autorki "domek dla lalek").
Wnuczki/córki na pewno skorzystają na tych wszystkich scenach, kłótniach, krzykach, nastawianiu rodziców przeciwko (bo babcia najlepsza). No po prostu wzorowa harmonijna rodzina. ![]()
Najprostsze rozwiązanie "konfliktu" to zerwanie tej toksycznej relacji, "wykopanie" toksycznej matki z jej prywatnego domku dla lalek i ułożenie sobie życia bez jej histerii i manipulacji. Założę się, że obecnie jej docelowy plan jest taki, żeby zmęczyć i wygryźć męża córki, to będzie można narzekać na tych złych facetów i jeszcze łatwiej układać życie autorki (będącej na tym etapie już samotną matką, tak NIEODZOWNIE potrzebującą pomocy mamusi).
To niezdrowe, że potrzeby toksycznej matrony są tutaj stawiane na pierwszym miejscu. Mieszkanie samotnie nie jest końcem świata. Prawdopodobnie byłoby jej w tym pustym teraz mieszkaniu dużo wygodniej, niż jest obecnie: autorce, mężowi i córkom z "mamusią" ciągle smażącą ich psychicznie i terroryzującą na co dzień. Naprawdę nie ma co się rozczulać ani poddawać szczuciu. To was wykończy na dłuższą metę.
19 2025-05-01 04:32:55 Ostatnio edytowany przez Animus (2025-05-01 04:34:22)
(...) Ja boję się wychodzić na zakupy bo kiedy mnie nie ma wytacza wojny z mężem.
To może wychodźcie na zakupy wszyscy razem, Ty, mąż i dziewczynki.
A tu filmik instruktażowy, jak unikać konfliktu:
Nie wiem, co jest nie tak z nami, ludźmi, że nie widzimy odpowiedzi tam, gdzie one nasuwają się same :
Jeśli mama ma gdzie mieszkać, niech wróci do siebie.
Problem prawdziwy byłby tylko i wyłącznie wtedy, gdyby nie miała swojego mieszkania własnego.
Swoją drogą doceń swojego męża, to musi być święty człowiek.
Nie wiem, co jest nie tak z nami, ludźmi, że nie widzimy odpowiedzi tam, gdzie one nasuwają się same :
Jeśli mama ma gdzie mieszkać, niech wróci do siebie.
Problem prawdziwy byłby tylko i wyłącznie wtedy, gdyby nie miała swojego mieszkania własnego.Swoją drogą doceń swojego męża, to musi być święty człowiek.
Masz racje swiety człowiek to musi byc tyle świętej cierpliwości mieć- jak bym miala takiego cierpliwego meza to bym go doceniala, bo ja nie mam cierpliwosci
ślad_po_bliźnie napisał/a:Nie wiem, co jest nie tak z nami, ludźmi, że nie widzimy odpowiedzi tam, gdzie one nasuwają się same :
Jeśli mama ma gdzie mieszkać, niech wróci do siebie.
Problem prawdziwy byłby tylko i wyłącznie wtedy, gdyby nie miała swojego mieszkania własnego.Swoją drogą doceń swojego męża, to musi być święty człowiek.
Masz racje swiety człowiek to musi byc tyle świętej cierpliwości mieć- jak bym miala takiego cierpliwego meza to bym go doceniala, bo ja nie mam cierpliwosci
Czasem się okazuje, że mamy więcej cierpliwości, niż myślimy. Sądzę, że gdybyś miała sytuację kryzysową, to byś się nią wykazała.
Mi brakuje najczęściej cierpliwości, do sprzątania, jak sprzątam, muszę mieć włączoną muzykę, albo słuchawki na uszach, i jakoś wtedy lepiej idzie...:P
Julia life in UK napisał/a:ślad_po_bliźnie napisał/a:Nie wiem, co jest nie tak z nami, ludźmi, że nie widzimy odpowiedzi tam, gdzie one nasuwają się same :
Jeśli mama ma gdzie mieszkać, niech wróci do siebie.
Problem prawdziwy byłby tylko i wyłącznie wtedy, gdyby nie miała swojego mieszkania własnego.Swoją drogą doceń swojego męża, to musi być święty człowiek.
Masz racje swiety człowiek to musi byc tyle świętej cierpliwości mieć- jak bym miala takiego cierpliwego meza to bym go doceniala, bo ja nie mam cierpliwosci
Czasem się okazuje, że mamy więcej cierpliwości, niż myślimy. Sądzę, że gdybyś miała sytuację kryzysową, to byś się nią wykazała.
Mi brakuje najczęściej cierpliwości, do sprzątania, jak sprzątam, muszę mieć włączoną muzykę, albo słuchawki na uszach, i jakoś wtedy lepiej idzie...:P
Ja nie lubię sprzatac, ale lubię miec czysto ,wiec mam mieszkanie w stylu.minimalistycznym-gdzie nie ma tysiaca pierdolek, figurek, obrazow jak w muzeum na scianach itd no i sprzątanie jest tak super łatwe. Im mmniej rzeczy w pomieszczeniach tym dom jest czystszy i ma wiecej przestrzeni
ślad_po_bliźnie napisał/a:Julia life in UK napisał/a:Masz racje swiety człowiek to musi byc tyle świętej cierpliwości mieć- jak bym miala takiego cierpliwego meza to bym go doceniala, bo ja nie mam cierpliwosci
Czasem się okazuje, że mamy więcej cierpliwości, niż myślimy. Sądzę, że gdybyś miała sytuację kryzysową, to byś się nią wykazała.
Mi brakuje najczęściej cierpliwości, do sprzątania, jak sprzątam, muszę mieć włączoną muzykę, albo słuchawki na uszach, i jakoś wtedy lepiej idzie...:P
Ja nie lubię sprzatac, ale lubię miec czysto ,wiec mam mieszkanie w stylu.minimalistycznym-gdzie nie ma tysiaca pierdolek, figurek, obrazow jak w muzeum na scianach itd no i sprzątanie jest tak super łatwe. Im mmniej rzeczy w pomieszczeniach tym dom jest czystszy i ma wiecej przestrzeni
No, to jest jakieś wyjście. Ja jestem niezłym bałaganiarzem, potrafię naprawdę z kilku drobnych rzeczy zrobić mega bajzel.. Do tego mam kilka par słuchawek, a że ja nie uznąje bezprzewodowych, to wszędzie są kable, hm, to sobie robie reklame ![]()
Julia life in UK napisał/a:ślad_po_bliźnie napisał/a:Czasem się okazuje, że mamy więcej cierpliwości, niż myślimy. Sądzę, że gdybyś miała sytuację kryzysową, to byś się nią wykazała.
Mi brakuje najczęściej cierpliwości, do sprzątania, jak sprzątam, muszę mieć włączoną muzykę, albo słuchawki na uszach, i jakoś wtedy lepiej idzie...:P
Ja nie lubię sprzatac, ale lubię miec czysto ,wiec mam mieszkanie w stylu.minimalistycznym-gdzie nie ma tysiaca pierdolek, figurek, obrazow jak w muzeum na scianach itd no i sprzątanie jest tak super łatwe. Im mmniej rzeczy w pomieszczeniach tym dom jest czystszy i ma wiecej przestrzeni
No, to jest jakieś wyjście. Ja jestem niezłym bałaganiarzem, potrafię naprawdę z kilku drobnych rzeczy zrobić mega bajzel.. Do tego mam kilka par słuchawek, a że ja nie uznąje bezprzewodowych, to wszędzie są kable, hm, to sobie robie reklame
Po co az tyle sluchawek? A nie jedne max dwie ?
ślad_po_bliźnie napisał/a:Julia life in UK napisał/a:Ja nie lubię sprzatac, ale lubię miec czysto ,wiec mam mieszkanie w stylu.minimalistycznym-gdzie nie ma tysiaca pierdolek, figurek, obrazow jak w muzeum na scianach itd no i sprzątanie jest tak super łatwe. Im mmniej rzeczy w pomieszczeniach tym dom jest czystszy i ma wiecej przestrzeni
No, to jest jakieś wyjście. Ja jestem niezłym bałaganiarzem, potrafię naprawdę z kilku drobnych rzeczy zrobić mega bajzel.. Do tego mam kilka par słuchawek, a że ja nie uznąje bezprzewodowych, to wszędzie są kable, hm, to sobie robie reklame
Po co az tyle sluchawek? A nie jedne max dwie ?
Po prostu z czasem się uzbierało... Tak już mam.