Farmer, przyznałam już, że widocznie nie umiem w mężczyzn. Mój błąd, to też przyznałam. Wiem, ze małżeństwo narzuca ograniczenia nam obojgu i mąż sobie radzi z tym świetnie, cieszy się że zalozył rodzinę. Ja też się wbrew pozorom cieszę mimo, że nigdy nie było to moim marzeniem.
Ostatnie zdanie jest najlepsze.
Nie wiem czy to dobrze, że umiem w komplementy. Czytałam, nie wyłapałam. Gdzie niby komplementowałam, jestes w stanie mi powiedzieć? Bo ja nie widzę. Może jestem ślepa.
To przeczytaj kilka razy ![]()
Ciemne włosy, umięśniony itd. Jaki z niego fajny gościu. Może to inaczej odbierasz (:)), ale to komplementy.
Gdybym nie wiedział, że masz męża i dziecko, to bym powiedział, że go delikatnie podrywasz i liczysz na zaproszenie do któregoś z hoteli.
Właśnie nigdy nie miałam luźnego podejścia do mężczyzn. Bardzo stanowczo podchodziłam do relacji, flirtów (nie uskuteczniałam), relacje miałam dwie, byłam zimna dla mężczyzn, nie byłam miła bo bycie miłym traktowali jako zaproszenie.
Luźne podejście, to nie relacje, ale śmiałość w stosunku do mężczyzn.
Jesteś ekstrawertyczką i tak po prostu działasz.
Wszędzie Ciebie pełno i przyciągasz ludzi, w tym mężczyzn.
Nie wiem co mi odwaliło, że uznałam że jawne śmieszki na forum to nic złego. Może dlatego że były jawne, może dlatego że tylko były smieszkami. TYLKO SMIESZKAMI. albo wyszły jakieś braki ktore są do przerobienia na terapii, ja juz podejrzewam o co moglo chodzić.
Ja wiem, że to były śmieszki i naprawdę fajnie się to czytało.
Ale mąż miał prawo nie być zadowolony.
Przeczytałam ten temat ktory podeslaleś i teraz rozumiem jak rozumują mezczyzni, ok. Cóż, jestem w podobnym położeniu co żona autora, dom-córka-dom. Ale ja mam udane pożycie z mężem, bardzo udane. Pisałam to już nie raz, może to przez to że był trudny ostatni czas przez te zwolnienia. Do przerobienia na terapii.
Nie do końca tak postrzegamy świat jak jest to przedstawione w tamtym temacie.
Jesteś na takim etapie życia i zostałaś tak wychowana, że tego nie zrozumiesz do końca.
Lady Loka szybko zrozumiała. Myślę, że bardziej doświadczone forumowiczki, też twoją miłą konwersację inaczej postrzegają niż ty.
mąż (...) nie uznaje rozwodów. Nawet zdrada dla niego to nie powód do rozwodu, bo to da się przerobić. Rodzina jest święta więc jak się ja założyło to jest się za nią odpowiedzialną do końca I się w tym tkwi bo sie kochało i wybralo i podjelo decyzje a decyzja rzecz święta(pomijając przemoc).
Wiesz co dla Ciebie poświęcił i co dla niego znaczysz? On byłby w stanie przeboleć Ci zdradę.
A tobie się nudzi ...
Piszesz, że jestem flirciarą (co najwyżej wyszła że mnie flirciara, bo tego nigdy nie uskutecznialam) ale mój mąż też jest flirciarzem. Nie bez powodu ma przeszłość jaką ma. A jakoś sobie ufamy i wiemy że nic złego nie zrobimy.
Przyznam, że jesteś straszną flirciarą ![]()
Zaufanie to podstawa, a ty troszkę nadkruszyłaś podstawę.
czytałeś Komentarz Shoggies? Jest bardzo mądry.
Nie widziałem w tym temacie. Pokażesz?
Nie bierz naszych uwag za osobisty atak na Ciebie.