Moja historia z lękiem zaczęła się kilka lat temu.Pewnego dnia dostałam ataku paniki.Myślałam wtedy, że umre.Serce waliło jak oszalałe, brakowało powietrza, oblał mnie pot i cała się trzęsłam jak galareta.Nie wiedziałam co się ze mną dzieje.Trwało to kila minut- minęło.Mineło, a może dopiero się zaczeło? Póżniej nawiedzało mnie to coraz częściej i w różnych okolicznościach.Lęk stał się częścią mojego życia.Bałam sie,że mnie dopadnie wszędzie; w sklepie, na ulicy, u znajomych.Z biegiem czasu przestałam wychodzić z domu, zamknełam się w sobie.Nikomu o niczym nie mówiłam, poprostu było mi wstyd.Bo jak wytłumaczyć innym, ze boje się lęku przed lękiem, że boje się szybkiego bicia serca, że co pięć minut sprawdzam puls, mierze ciśnienie itd...To była obsesja, jakieś szaleństwo, nie mogłam już wytrzymać.Wkońcu zaczełam szukać u siebie chorób- wmówiłam sobie chorobe tarczycy, guz na piersi,raka, zawał,udar mózgu i wiele innych.Poszłam do lekarza rodzinnego,bylam pewna,że coś wynajdzie.Ku mojemu zdziwieniu, po wielu badaniach okazało się ,że nic mi nie ma.Wybrałam się do psychiatry, póżniej do psychologa. Długie rozmowy w nadzieji ,że ktoś mnie zrozumie, następnie leki przeciwlękowe postawiły mnie troche na nogi. Trwało to wiele miesięcy, zanim zrozumiałam że jestem zdrowa.Zaczełam wychodzić z domu, odwiedzać znajomych, robić samodzielnie zakupy.Wreszcie żyłam jak inni.Cieszyłam się tą chwilą ,aż trzy i pół roku.W zeszłym roku dopadł mnie znowu lęk, atak paniki, wmawianie sobie że jestem chora.Zaczęło się na nowo- mój koszmar.Czy on mnie nigdy nie opuści?Przez te wszystkie lata nie próżnowałam- czytałam wiele książek na ten temat, uczyłam się jak sobie radzic z atakami paniki.Mam za soba wizyte u psychiatry i psychologa.Jestem więc gotowa na walke z moim koszmarem.Patrze na to troche inaczej jak wtedy,próbuje żyć pomimo wszystko,bo jednak mam nadzieję,że znowu wygram i będę mogła cieszyć się życiem jak inni.Boje się, ale wiem że warto, bo mam przecież dla kogo żyć.Może ktoś z was uporał się z podobnym problemem na zawsze?
1 2010-05-24 12:29:35 Ostatnio edytowany przez victoria32 (2010-05-24 13:13:13)
witaj , mam bardzo podobnie obecnie jak Ty jesli chcesz pogadac , podaje gg 3494265:/
Przede wszystkim nie powinna Pani zostawać sama
Nerwica ma niestety to do siebie, że w kryzysowych/znaczących momentach życia, nasilają się jej objawy.
Ponieważ wiem jak bardzo mogą one uprzykrzyć życie, radziłabym Ci jak najszybciej wybrać się do lekarza psychiatry.
Ale leki to nie wszystko-one tylko łagodzą objawy.
Warto przyjrzeć się co leży u podłoża Twoich lęków i zająć się tym "zapalnikiem" w gabinecie psychoterapeuty.
Zatroszcz się o siebie, viktoria, żebyś mogła w pełni cieszyć się życiem ![]()
Viktoria32 ja mam bardzo podobne problemy.Od półtora roku miewam ataki lęku czy też paniki jak to zwą.Często również mam lęk przed atakiem lęku i w konsekwencji go dostaje.Prawie 9 miesięcy byłam na lekach które też całkowicie nie zniwelowały moich ataków lęku ale stwierdziłam że to nie rozwiąże moich problemów więc odstawiłam leki i od półtorej miesiąca chodzę na indywidualna psychoterapie która mi pomaga i uświadamia że jeszcze tyle w sobie muszę zmienić.Również bardzo skupiam się na odczuciach własnego ciała dlatego że wsłuchuję się czy czasem nie dostane ataku lęku.Trudno jest żyć z tym dziadostwem ale mam ogromną nadzieję że będzie lepiej
Mnie również ciężko się z tym żyje.Pomagam sobie na wiele sposobów,aby to życie sobie trochę ułatwić.Nie jest to proste ,ale sobie radzę.Cieszę się, że nie mam problemu z wychodzeniem z domu,bo kiedyś ani za próg nogi nie postawiłam(chyba ,że z kimś).Napady lęku były tak duże,że bałam się własnego cienia.
Ja nigdy nie miałam problemu z wychodzeniem z domu ale z podróżowaniem (zresztą do dzisiaj się tego boję) czy spaniem u kogoś.Jedno i drugie-podróż i obce miejsca są strachem że będę miała atak lęku i że inni to zobaczą albo np. w podróży nikt mi nie pomoże.
Abra czy nadal chodzisz na terapię?Ja kiedyś chodziłam,ale to było już chwile temu.Nie wiem jak to teraz jest,pewnie trochę się zmieniło.Miałaś jakieś skierowanie?Czy teraz terapia jest odpłatna?
Victoria32 ja chodzę od półtorej miesiąca na psychoterapię,dwa razy w tygodniu.Jestem bardzo z tego zadowolona.Chodzę prywatnie więc bez skierowania.Kiedyś pani doktor polecała mi terapię dla nerwicowców(jest bezpłatna).Jest to grupowa terapia 3 miesięczna codziennie od 8 czy 9 do 13.Ja jednak nie mogłam sobie na nią pozwolić bo mam małe dziecko.Podobno daje dobre efekty.W Każdym bądź razie jeszcze się zapisałam na terapię dla DDA ków właśnie bezpłatną(jest raz w tygodniu,po kilka godzin).Głownie zmotywowało mnie to że mój psycholog idzie na 6 tygodni na urlop i bałam się zostać sama z tym swoim choróbskiem a DDA kiem jestem więc mam nadzieje że coś mi ona da.
10 2010-07-09 14:34:04 Ostatnio edytowany przez niesia28 (2010-07-09 14:38:55)
Nerwica ma to do siebie ,ze wraca. Wraca jak nawarstwi sie wiecej problemów, a my nie mam czasu ich rozwiazac tylko dusimy w sobie to wszystko. Nigdy nie myslałam ,ze ona znowu wróci ,a jednak ...od 2 lat znowu lęki mnie przesladuja mniejsze ,większe ale ide do przodu choc jest bardzo ciezko ..czeka mnie terapia dla DDA i boje sie znowu to wszystko wałkowac
Duzo siły dały mi ksiazki , wciaz czytam i dowiaduje sie nowych rzeczy o lękach , problemach itp. miedzy innymi to one postawiły mnie na nogi i takie fora o lękach jak to bo sie przełamałam i poszlam do lekarza z czego jestem mega zadowolona
Podobnie jak victoria32 miałam silne kołatania serca to było nie do wytrzymania , myślałąm ze umre ,cały czas siebie nasłuchiwalam, a o mierzeniu cisnienia to nawet mowy nie ma ! Od razu mam 1000 mysli i sie nakrecam wiec wiem, ze zawsze bedzie podwyzszone z emocji :> Dostałam leki od kardiologa i wszystko wróciło do normy no chyba ,ze mam jakis stres, a zdarza sie czesto bo z wieloma sprawami jeszcze sobie nie radze to wtedy trzese sie jak galareta.
Ja praktycznie od lat mam nerwicę ale coś we mnie pękło gdy się ustatkowałam(małżeństwo,dziecko)
Nigdy wcześniej nie miałam ataków lęku.Dziś mam niestety gorszy dzień . ..
Niesia28 czy ty teraz chodzisz na jakąś psychoterapię?
Niesia28 czy ty teraz chodzisz na jakąś psychoterapię?
Od wrzesnia bede chodzila na terapie dla DDA ,ale mam stracha przed tą terapią ![]()
NIiesia28. Ja również chodzę do kardiologa,tylko,że u mnie stwierdzili tachyarytmie tzn.przyspieszone bicie serca.Tak jak ty biorę leki.Przeważnie jak się zdenerwuję,to wtedy mam straszne kołatanie serca.Z tym jak i z moimi lękami jest róznie.Raz mam lepszy,raz gorszy dzień.W tych gorszych dniach wystarczy niewielki problem,abym się wsłuchała w swoje ciało,nakreciła a pózniej dostała ataku paniki(zwłaszcza wieczorem jak kładę się spać)Szczerze mówiąc mam juz dość ,jestem tym wszystkim zmęczona,ale nic na to nie poradzę.W każdym razie chce iść na jakaś terapię,bo wiem że mi pomoze.Kiedyś nie wychodziłam z domu wogóle tak się bałam.Kilka wizyt u psychologa i nie mam do dzisiaj z tym problemu.Został mi tylko ten okropny lęk,który ciagle wraca.
Mam podobne problemy.Nerwica dopadła mnie ok.dwa lata temu,kiedy stałam w markecie w kolejce,tak sobie wtedy pomyślałam,co by było gdyby zrobiło mi się teraz słabo i jak na zawołanie tak się stało myślałam że zemdleje,przykucnęłam przy kasie oczywiście nie zemdlałam ale od tamtej pory co jestem w markecie nie mogę stać normalnie w kolejce ,żeby nie myśleć czy nie zrobi mi się słabo i wtedy często sytuacja się powtarza.Teraz nawet w domu mam jakieś niepokoje od środka serce mi wali.Też biorę leki na serce i wtedy mi się wycisza.Byłam u psychiatry dostałam leki ale bałam się ich brać i kupiłam w aptece leki bez recepty ,,tonisol,,i mi pomógł ale dopiero po dłuższym przyjmowaniu.Teraz znowu od 3 tyg wszystko wróciło i znów byłam u psychiatry dostałam leki ale tak jak poprzednio bałam się ich brać ,chyba znów sięgnę po te bez recepty i zapisałam się na psychoterapię.Mam nadzieję,że uda mi się to pokonać,chociaż na jakiś czas.
Witajcie
Nie wiem czy mam nerwicę czy co to jest. Kiedys leczyłam się na depresje jakieś 6 lat temu, brałam leki na dzień i na noc, chodziłam do psychiatry, wyszłam z tego. wszystko sie ułożyło gdy wyszłam za mąż, znalazłam fajną pracę. Nerwowa zawsze byłam, często się bałam że depresja powróci z tym nie da się żyć, myslałam że oszaleje, ale było dobrze. Teraz mam dwoje dzieci, bardzo je kocham, ale nie kocham mojej teściowej która ciągle do mnie przychodzi i zapomina że jest babcią, chce chyba byc mama dla moich dzieci, oczywiście jest miła, i niby się nie wtraca, ale robi wszystko że by moje dzieci widziała tylko ją i mojego męża, ja to obcy. I zaczęło się właśnie każdego dnia mam lęki że przychodzi i zabiera mi dziecko, nie potrafię zostac sama, gdy ona zabiera go do siebie. jak tylko pojawia się w drzwiach serce mocno mi bije, robi się słabo, chce mi sie płakać, czuje ucisk w klatce piersiowej a nawet jak chciałabym jej zwrócić uwagę bo np. sie wtrąciła to głos mi się trzęsie, nie potrafię zawsze siedzę cicho. A wieczorami bardzo płaczę, i boję się następnego dnia.
Cześć Dziewczyny, ja zaczynam terapię od 10 sierpnia. U mnie to nie lęki ale chyba początki depresji. Tak to bywa gdy nagle wali się cały świat. Noce bez snu, brak apetytu ( - 8 kilogramów przez pięć tygodni ). Spojrzałam na siebie w lusterko i doszłam do wniosku, że postarzałam sie o jakies 20 lat. Tydzień temu naszykowałam sobie całą garść prochów i z myślą, że świat jest wstrętny i okrutny a mnie nie chce się żyć - miałam je połknąć. Nie wiem dlaczego tego nie zrobiłam ? Po krótkim czasie doszłam do wniosku, że zaczynam nie panować nad sobą, nie kontrolować siebie. Tak jakby były w moim ciele dwie różne osoby: jedna spokojna, opanowana z chęcią do życia, a druga ta, która chce zasnąć i nigdy już sie nie obudzić.
ewaewa49, masz racje to na pewno poczatek depresji, ale dobrze że zdecydowałaś się na terapie. Bo ta choroba wyniszcza i nie byłoby lepiej tylko coraz gorzej. Z drugiej jednak strony oprócz pomocy fachowców i grup wsparcia istotną role odgrywasz ty sama, musisz być silna, gdy sił juz brak, i wydaje ci się, że nigdy z tego nie wyjdziesz to nie prawda, wyjdziesz mimo, że jakiś wewnętrzny głos wciąż cię dołuje, a ty nie możesz, już tego słuchać. Na końcu tej drogi jest światło, i prawdziwe szczęście, trzeba tylko odnaleźć tę drogę, to będzie trudne ale na pewno możliwe, POWODZENIA NIE DAJ SIĘ.
Wiesz Nadia 1000 kiedyś miałam przyjaciółkę, która wpadła w depresję po tym jak jej facet odszedł do innej. Na to nałożyła sie śmierć jej matki i jeszcze inne smutne wydarzenia. Nie rozumiałam tego, że mając wokół siebie mnóstwo życzliwych i pomocnych ludzi można doprowadzić sie do tego stanu. Raz udało mi sie ją odratować ( znaczy zdążyłam wezwać karetkę ). Potem było leczenie u psychologa, następnie zajął się nią psychiatra. To było dawno temu. Wtedy ( zresztą tak samo jak dzisiaj ) panowało takie przeświadczenie, że u psychiatry leczą sie tylko wariaci. Znajomi i pseudo-przyjaciele odwrócili się od niej, bo przecież uznana była za wariatkę. Nikogo nie udało mi sie przekonać, że tak naprawdę psychiatra to lekarz, który leczy duszę człowieka, te nasze ego które na chwilę zachorowało. Zostałam z nią tylko ja i jej siostra. Niestety obydwie pracowałyśmy. Pewnego dnia Maja wróciła z pracy i zastała swoją siostrę wiszącą na jakimś uchwycie od pawlacza. Pogotowie które przyjechało stwierdziło zgon. Już nic nie można było zrobić.
I teraz gdy wiem, że moja dusza jest chora wcale się z tym nie kryję. O tym, że idę na terapię mówię bez żadnych ogródek. Nie wstydzę się tego i nie obchodzi mnie to co inni na to powiedzą. Wiem, że muszę to zrobić żeby nie skończyć tak jak moja przyjaciółka.
To straszna i okrutna choroba, po prostu brak słów. Życzę ci wszystkiego najlepszego.
Znowu mam dziś chyba gorszy dzień. Małe niepowodzenia w moich oczach rosną do ogromnych rozmiarów. Jest mi bardzo żle. Siedzę sama w domu i na dobra sprawę nie wiem co ze sobą zrobić. Znowu czarne myśli. Może jutro zaświeci słońce, może jutro będzie lepiej. Ale jest jeszcze dzień dzisiejszy, wstrętny i okropny. Dół, cholerny dół
:(:(
Jeden dzień gorszy od drugiego, dzień bez łez to dzień stracony.:(
Wiesz Nadia, kiedys myślałam, że juz wszystki łzy wypłakałam ale okazało się inaczej. Teraz mam czasmi taką potrzebę żeby w kąciku sobie popłakać. Co mi to daje ? Prawdę powiedziawszy nic
:(:(
Żadnej ulgi.
A dni tak czy tak czasami są gorsze a czasami lepsze. Wiem, ze tych gorszych jest wiecej, ale nic na to nie poradzimy. Trzeba mocno zacisnąć zęby i życ dalej !!!
Doskonale rozumiem co czujesz. Ja mam lęki od dzieciństwa boję się teraz już coraz bardziej i coraz więcej tych leków. Próbuje pokonywać je ale to jest silniejsze. Zastanawiam się nad wizyta u specjalisty może znajdzie się ktoś kto pomoże mi pokonać lęki pozdrawiam ![]()
Ja chyba żle zaczęłam z ta swoja terapią. Poszłam do psychologa, który nic nowego nie powiedział mi ponad to co sama doskonale wiem. Zraziłam się do tego.
Bardzo pomagaja mi dziewczyny z netkafejki 50+.
W zaszdzie to tylko dzięki nim funkcjonuje w miarę normalnie ( przynajmniej próbuję funkcjonować). Piszę im o wszystkim na bieżąco, o tym co robię, jakie mam samopoczucie w danej chwili. Uwierz mi, że to naprawdę pomaga. jest mi chociaż na chwile lżej jak sobie poczytam to co one do mnie piszą.
Spróbuj wejść do takiej właśnie kafejki, odpowiedniej dla Ciebie wiekiem i uwierz, że to pomaga.
Powodzenia
:):)
Ja też dziś wstałam rano z ogromnym dołem, a teraz jest mi jakby lepiej.
:):)
Co wieczór cieszę się, że skończył się dzień. A rano zastanawiam się, co dziś się zdarzy co znowu spowoduje łzy.
Jest mi tak strasznie źle, tak okropnie źle. Nie mam sił już płakać, a najgorsze jest to że, w mojej sytuacji nie ma wyjścia, po prostu muszę czekać i mieć nadzieje, że będzie lepiej. A póki co nie światełka nawet w tunelu. Czemu życie pisze takie cholerne scenariusze, to tak boli.
Napisz mi co tak Ciebie gnębi ?
Zawsze dobrze jest się wygadać tym bardziej, że wszystkie tu jesteśmy anonimowe.
Drogie dziewczyny.Dawno mnie nie było.Też raz mam gorsze,raz lepsze dni.Czasem to mam wszystkiego powyżej dziurek w nosie.Pociesza mnie myśl,że nie jestem sama,że sa tacy jak ja.Chętnie czytam wasze historie,lubie jak piszecie, że się nie poddacie.że walczycie o to aby normalnie zyc.Mam nadzieję,ze w dalszym ciagu będziemy się wspierały, bo przecież nikt nas nie zrozumie lepiej jak my same.Każda rada,każda historia jest na wagę złota jeśli tylko może komuś pomóc.
30 2010-08-19 20:28:28 Ostatnio edytowany przez Nadia1000 (2010-08-19 20:31:30)
ewaewa49 pewnie mój problem w obliczu waszych tragedii wypada kiepsko, może dla innych być śmieszny, ale mnie wykańcza, i jest mi naprawdę ciężko. Nie jeden pewnie machnąłby ręką i powiedziałby takimi pierdołami się przejmujesz, ale ja właśnie się przejmuje, i wylałam już tonę łez. Nie chcę powielać tematu wejdź na forum relacje z przyjaciółmi, relacje w rodzinie i "ukochana teściowa". Sama oceń.
Za oknem znowu zrobiło sie ponuro i szaro.Czuję jak znowu dopada mnie ta niechęć do wszystkiego.Nie chce mi sie nigdzie wychodzić,nic mnie nie cieszy.Najlepiej to bym nigdzie nie wychodziła ,nic nie robiła,siedziała przed telewizorem,albo cały dzień spała.Dopada mnie taka pustka,zwykła ,,nicość"Mam tyle pracy,dzieci zaczynają szkołe,a ja zamiast im pomóc siedze w jakimś''psychicznym dole " i boję się tej jesiennej depresji.Zazwyczaj co roku mnie dopada.Próbuje robić wszystko na siłe,bo wiem jak pózniej może to wygladać.Czy macie jakąś receptę na lepsze jutro?
32 2010-08-31 20:54:27 Ostatnio edytowany przez Tajemnicka (2010-08-31 20:55:40)
Cieszę się, że nie mam problemu z wychodzeniem z domu,bo kiedyś ani za próg nogi nie postawiłam(chyba ,że z kimś).Napady lęku były tak duże,że bałam się własnego cienia.
Jakbym siebie sprzed lat widziała... To naprawdę jest problem naszego XXI wieku. Coraz więcej osób, szczególnie kobiet, zapada na nerwicę lękową. "Strach nie wiadomo przed czym", ataki paniki, czasem niemożność w ogóle wyjścia z domu.
Ale dobrze, że teraz jest lepiej, że masz za sobą psychiatrę i psychologa i wiesz, że stawisz temu czoła. Trzymam kciuki!
Próbuje robić wszystko na siłe,bo wiem jak pózniej może to wygladać.Czy macie jakąś receptę na lepsze jutro?
Jedyną receptą jest kolejna wizyta u specjalisty.
Tajemnicka; Piszesz: cyt.jakbym siebie sprzed lat widziała...Czyżbyś też miała to samo co ja? Jeśli tak to proszę napisz jak sobie z tym poradziłaś.Czy uporałaś się z tym na zawsze,czy to problem który powraca.Ja kiedyś się z tym uporałam.Myślałam,że już nie wróci,niestety pomyliłam się, bo zaraz tuż po porodzie dopadły mnie tak potworne lęki i depresja,że od nowa z tym walczę ,a minął już rok.Najgorsze w tym wszystkim jest to, że leczenie trwa długo,bez pewności,że wyjdzie się z tego na dobre.Czasem brakuje mi już sił.
Witam
Problemy z lękami dopadły mnie po raz pierwszy 8 l;at temu. Wszystko zaczęło się prawdopodobnie po drugiej ciąży. Pamiętam jak dziś,że pierwsze co,to zaczęłam sobie wmawiać różne choroby.Potem łapały mnie stany melancholii,potrafiłam płakać na zawołanie. Na wizytę u psychiatry zdecydowałam się po pół roku od tych wszystkich objawów. Stwierdzono u mnie depresję z stanami lękowymi i hipochondrię. Po pół roku brania leków wszystkie objawy ucichły.Dawałam sobie radę ze wszystkim,mimo tego,że bywały gorsze dni. Bywało tak,że bałam się o własne zdrowie. Miałam 12 lat jak moja mama zmarła na raka a przez 7 lat jej chory widziałam jej walkę o życie. Bałam się że mnie to również spotka,że zostawię jak Ona dwoje dzieci. Jednak takie stany powoli przechodziły.Po 6 latach moja depresja wróciła z wielkim bum. Stało się tak,ponieważ mój kardiolog kazał mi odstawić leki. Wylądowałam znowu u mojego psychiatry. Następne miesiące brania leków były przede mną żeby wrócić do siebie. Jakoś się udało...
Jednak od niedawna znowu wszystko powróciło...Zdaje sobie sprawę z tego,że duży wpływ ma na to stres. Odeszłam od męża i obecnie jestem w separacji.
Dzisiaj w nocy przeżyłam koszmar z lękami. Dopadły mnie niespodziewanie... Zaczęło się od szybkiego bicia serca,potem zawroty głowy,osłabienie,sto myśli na sekundę,drżenie całego ciała i ten straszny lęk... Bałam się,że zwariuję.Często się tego boję...
Ostatnio nie brałam wszystkich leków,ponieważ kiedyś udało mi się normalnie żyć nie biorąc ich wszystkich...Teraz chyba mam gorszy okres i trzeba się nimi wspomagać...
Wiem,że każdy człowiek ma czasami lepsze i gorsze dni...Wiem,że ciągle musimy nad sobą pracować i tłumaczyć sobie,że będzie lepiej...
Też mnie dopadają takie lęki, choć w mniejszym stopniu. Pierwszy raz miałam taki lęk gdy najadłam się jakichs tabletek i położyłam się spać.... obudziłam się po paru godzinach i zaczęłam się bać, tak po prostu niczego, nawet nie byłam sama w domu. serce zaczęło mi szybko bić, robiło mi się czarno przed oczami strasznie panikowałam że coś mi sie stanie choc nie wiedziałam co, że zaraz umrę... chciałam zawołać mamę ale nie mogłam wydusić z siebie słowa bo tak mnie sparaliżowało że tylko się zagłębiałam w tej panice. Jakoś doczołgałam się do pokoju, mama wezwała karetke, miałam płukanie żołądka. Potem trafiłam do psychologa, psychiatry, dostałam tabletki, leczyłam się to niby na depresje... bo do szkoly nie chodzilam, nie mialam ochoty na nic,na jakikolwiek kontakt ze światem... Po jakimś roku z tego wyszłam. Ale po tym zdarzeniu na każdym kroku myślałam tylklo czy zaraz nie dostane ataku paniki.. nie mogłam normalnie żyć, śmiać sie bo non stop miałam "lęk przed lękiem" Pojechałam na weekend ze znajomymi, troszke tam popilismy, jak to młodzi, praktycznie przez cały weekend. Gdy wróciłam do domu położyłam się do łóżka, wydaję mi się że byłam przepita i odwodniona, w końcu balowałam przez równe 3 dni a jadłam jakieś głupie zupki chińskie... Dostałam kolejnego ataku. Spaniakowana poleciałam do sąsiadki, zadzwoniłam do mamy żeby natychmiast przyszła ale nawet nie potrafiłam jej powiedzieć co mi jest. Potem tak strasznie bałam się zostać sama, że przez najbliższe dwa tygodnie rodzina była przy mnie na każdym kroku. Z czasem się uspokoiła. Ale teraz juz bardzo rzadko piję. Tamten weekend dał mi tak w kośc że teraz tylko od czasu do czasu piwko okazjonalnie... Teraz nauczyłam się kontrolować swoje lęki. Mam je owszem codziennie, ale znikają gdy np nie jestem sama, bądź gdy jestem z chłopakiem, znajomymi, ale też sama potrafię sie opanować, po prostu się wewnętrznie uspokajam,... coś tam sobie wmawiam... co mi może się stać?? przecież nie umre... nie dostane zawału...a jak coś to zawsze jest ktoś obok kto mnie uratuje... i takie tam. Ale generalnie staram się bym miala co robić. To też mnie odciąga od myślenia. I od lęku. Jakiekolwiek zajęcie i nie myslę o tym. I tak jakoś z tym żyję... Gorzej jest gdy mam punkt krytyczny np większa kłótnia w związku... Chyba z lęku bycia samą ale wtedy strasznie panikuję i dostaje lęku że zaraz coś się stanie... Po tym nauczeniu się opanowywania jakoś mniejsze są te lęki i rzadziej, ale zawsze....
Problemy z lękami mam od dawna.Walczę z moją chorobą na wszystkie możliwe sposoby.Kiedy pierwszy raz dopadł mnie atak paniki,myślałam,że umrę.Wstydziłam się o tym z kimkolwiek rozmawiać,bo problem który mi dokuczał był krępujący i niezrozumiały dla wielu osób.Zaczęłam więc szukać tam i ówdzie jakiejkolwiek odpowiedzi na pytanie co mi jest.Przeczytałam kilka książek jak sobie z tym wszystkim poradzić.Korzystałam z wielu źródeł,ale oczywiście bez psychologa się nie obeszło,bez psychiatry i leków przeciw lekowych również.Może ktoś uzna mnie za wariatkę,ale zaczęłam interesować się nerwicą lękową ,co stało dla mnie jakąś obsesją, oczywiście tylko po to, aby jej się pozbyć,a nie udawać eksperta.Przewróciłam moje życie do góry nogami i zaczęłam sama na sobie próbować co może mi pomóc szperając we wszystkich możliwych miejscach.
Nie chce nikogo zanudzać,ani być jakimś doktorem,ale mogę napisać kilka sposobów które mi pomogły i mam nadzieję,że komuś również pomogą.Sama chętnie posłucham innych rad jak sobie pomagacie w tych trudnych chwilach,bo wiem jak trudno się żyje z tymi napadami paniki i jak to wpływa na nasze życie.
Pierwsza rzeczą jest psycholog-trzeba się wygadać,to bardzo pomaga.Drugą rzeczą jest szczera modlitwa i rozmowa z Bogiem.Próbowałam również i nadal korzystam z aromaterapii.Wdychanie olejków zwłaszcza lawendowy,mandarynkowy daje mi dużo korzyści i uspokaja,zwłaszcza gdy nachodzi mnie lęk.Nauczyłam się również technik oddychania, potrzebne mi to było jak dostałam ataku paniki i brakowało mi powietrza.Korzystam również z hydroterapi zwłaszca przed snem polewam ciało chłodnym prysznicem, może to śmiesznie zabrzmi ,ale śpie jak suseł.Jest jeszcze muzyko terapia tzn.słuchanie przed snem muzyki klasycznej,poważnej.mozart bach itd...Teraz pora na ziołolecznictwo- picie herbatki z melisy, w stanach kiedy dopada mnie depresja piję herbatę z dziurawca-super sprawa.Ostatni czytałam o terapii olejem słonecznikowym nie wiem może spróbuję.Zmieniłam również diete,znalazłam dodatkowe zajęcia po to tylko aby nie mieć czasu myślec,że zaraz mi sie coś stanie.Może macie jeszcze jakieś sposoby na lęki ,depresję.To co napisałam może wydawać się skomplikowane,że wymaga dużo czasu, poświęceń,wręcz przeciwnie sprawia mi to przyjemność. Nie jestem wyleczona ,ale pomaga mi chociaż w złagodzeniu mojej choroby.
Witam was dziewczyny.
Też cierpie na zaburzenia lękowe od 2 lat:( nie jem leków zakonczylam niedawno terapie moja psycholog zaleca mi duzo spokoju poniewaz ostatnio bardzo mi go brakuje zauwazylam jakies dziwne niebieskie plamki:P ktore czasami mi sie pokazuja przed oczami jak sie na cos spojrze ... zaczynam sie bac ze to moze byc cos gorszego od zwyklego zdenerwowania lub zmeczenia prosze o pomoc i wasze zdanie. pozdrawiam