Witajcie!
Chciałabym poznac Wasze zdanie na temat trudnosci w okazywaniu uczuc.Jestem w długoletnim związku(dwójka dzieci)bardzo kocham swojego męża,jednak jestem bardzo powściągliwa,jeżeli chodzi o słowa typu"kocham cię'' i ogólne okazywanie czułości.Czy mam to tłumaczyc doświadczeniami z dzieciństwa?Wtedy rzadko słyszałam te słowa i wogóle moja rodzina to sztywniacy(nie składaja życzeń,nie przytulają się itp)Moim dzieciom mówię setki razy,że je kocham,nie chcę,aby miały z tym problem w przyszłości.Ajak to jest u WAS?
Jeśli w dzieciństwie nie przytulano Cię, rodzice nie okazywali uczuć to w tej chwili normalną reakcją jest brak okazywania uczuć z Twojej strony. Rodzice nie mówili, że kochają to musiałaś się tego domyślać lub wierzyć, że rodzice zawsze kochają swoje dzieci (nawet jeśli tego nie mówią).Bo przecież nie pieniądze czy zabawki sprawiają, że dziecko czuje się kochane, a właśnie słowa, gesty, przytulania i spędzony z rodzicami czas.
Ja mam ten problem ze swoim facetem..Jestem z nim od 2,5roku a tez nie jest wylewny w uczuciach,,na poczatku jak wszedzie i u kazdego było miło i namiętnie a od dwóch lat coraz rzadziej słysze jakies czułe czy miłe słowo..Niewiem czym to jest spowodowane ale domyslam się ze chyba musiał byc skrzywdzony przez któras z swoich byłych..Ale boli mnie to ze trafiło na mnie ze on boji sie chyba okazywania uczuc ze wogóle nie lubi o nich gadac..I co mam z tym zrobic??
4 2010-08-05 19:48:32 Ostatnio edytowany przez aspołeczna (2010-08-05 19:50:10)
no u mnie jest tak, że to mi facet wypomina, że nie potrafię okazywać uczuć, że się do niego nie przytulam wystarczająco często, a ja jestem w szoku, bo mi się wydaje, że nie jest aż tak źle; no ale własnie, w jego rodzinie to się ciągle przytulają, mówią sobie, że się kochają (dla mnie to trochę aż dziwne jest); u mnie w domu ojciec był taki, że nie miał problemów z okazywaniem uczuć ale matka zupełne przeciwieństwo, mam wrażenie, że ona wręcz wstydziła się okazywać swoje uczucia;
Lidzia, ucz go cierpliwie, próbuj, może w końcu się przełamie
U mnie w domu nigdy nie było problemów z okazywaniem uczuć, moi rodzice często mnie przytulali i mówili, że mnie kochają.
Za to ja jestem dość powściągliwa, nie lubię rozmawiać o tym co czuję i rzadko okazuję uczucia.A żeby się otworzyć muszę naprawdę komuś zaufać.
6 2010-08-06 22:46:09 Ostatnio edytowany przez młody777 (2010-08-06 22:47:25)
Również uważam,że jest to wina doświadczeń z dzieciństwa;a jeżeli chodzi o rodzinę to u mnie też rzadko kto używa słów kocham Cię itp
7 2010-08-06 22:54:50 Ostatnio edytowany przez judyta33 (2010-08-06 22:55:24)
Nie wiem, czy problemy z okazywaniem czegokolwiek to sprawa genów i wychowania. W mojej rodzinie przeważa na przykład model wylewności. Ja oczywiście jestem pod tym względem "wyrodna", jak mawia moja matka.
Fakt.
Ciekawe jednak, że łatwiej jest nam okazywać uczucia negatywne, prawda? Prędzej nakrzyczysz na skurczybyka, niż przyznasz, że go lubisz, czy kochasz. Pewnie żyłoby nam się jak w niebie, gdybyśmy pałali sympatią z równą łatwością, jak niechęcią i zniecierpliwieniem.
Wygląda jednak na to - i jest to stanowczo smutna konstatacja, że człowiek jest istotą stworzoną do wredoty.
Wg mnie umiejętność okazywania uczuć najczęściej wynika z wychowania, z modelu, jaki zaszczepili nam rodzice, ale niekoniecznie zawsze musi być ta prawidłowość zachowana. W mojej rodzinie jakoś wielkich czułości nie pamiętam, sporo by się natomiast znalazło niewłaściwych rzeczy. A ja stanowię żywą odwrotność tego, co pisze Judyta. Dużo łatwiej jest mi powiedzieć coś miłego, niż wrednego. Czasem nawet zwykłe wypowiedzenie tego, co mi się nie podoba sprawia mi problem. Za nic na świecie nie chcę sprawić przykrości bliskiej osobie.
9 2010-08-09 23:44:47 Ostatnio edytowany przez wiola01 (2010-08-09 23:51:15)
W moim domu jest niestety nie inaczej również nie potrafię okazywać uczuć i dbać o stan emocjonalny rodziny !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! uświadomił mi to małżonek od 12 lat jesteśmy małżeństwem i od 3 lat bardzo staram się to zmienić i uwierzcie mi z mizernym skutkiem!!! mąż mi powtarza że nic z mojej strony się nie zmieniło że nie jestem ciepła, romantyczna i zachęcająca a wręcz przeciwnie . Może powinnam wstydzić się przyznać ale się poddałam i tak jest zle i tak nie dobrze więc zostawiłam tok wydarzeń do rozwiązania przez czas i los!
Ha a najlepsze jest to że gdy zaczęłam mówić i nazywać uczucia zostało mi zarzucone że i tak to wszystko na marne bo mówić to mówić ale zachęcać do miłości to ja nie potrafię, więc wniosek mojemu mężowi nasunął się na myśl tylko jeden że na pewno go nie kocham, a jeśli nawet to ta miłość z mojej strony nie jest zbyt wielka i na pewno nie prawdziwa a raczej rozsądna:)
Wg mnie umiejętność okazywania uczuć najczęściej wynika z wychowania, z modelu, jaki zaszczepili nam rodzice, ale niekoniecznie zawsze musi być ta prawidłowość zachowana. W mojej rodzinie jakoś wielkich czułości nie pamiętam, sporo by się natomiast znalazło niewłaściwych rzeczy. A ja stanowię żywą odwrotność tego, co pisze Judyta. Dużo łatwiej jest mi powiedzieć coś miłego, niż wrednego. Czasem nawet zwykłe wypowiedzenie tego, co mi się nie podoba sprawia mi problem. Za nic na świecie nie chcę sprawić przykrości bliskiej osobie.
Podstawa to dobra komunikacja w rodzinie!to jest najważniejsze- jesli jest ona szczera i otwarta to tylko krok od tego do własciwego okazywania sobie uczuć.Jesli natomiast każdy chodzi swoimi drogami, w relacje często wkrada sie sztywnośc i chłód...wtedy bardzo trudno o jakiekolwiek jasne komunikaty, o okazywaniu uczuc nie wspominając.
ja się boję powiedzieć "kocham cię" bo mam wrażenie że nie usłysze tego z drugiej strony...:( i chociaż bardzo bym chciała bo to czuję to staje mi to w gardle i nie mówię nic...:(