Przeczytalam Wasze argumenty i nadal wydaje mi się że jednak nie macie racji... Moim zdaniem kościół nie miesza się do polityki, tylko ludzie zaangażowani w politykę, będący jednocześnie katolikami uchwalają ustawy itd zgodne ze swoim sumieniem i światopoglądem. To nie wina Kościola de facto,że aborcja jest nielegalna tylko naszej wiary, a dokładnie mówiąc Boga, który ściśle określił ludziom jak powinni żyć i jakimi zasadami się kierować. Ci którzy w niego wierzą, kierują się tymi przykazaniami, trudno by o nich zapominali angażując się w politykę. Polityk nie głosujący za eutanazją, sprzeciwia się jej nie dlatego, że kościół, czy ksiądz naciska, tylko dlatego że takie ma wartości moralne wynikające z wiary.
Przepraszam za uogólnienia co do ateistów, przepraszam Cię November, faktycznie głupio to zabrzmiało z mojej strony, nie myślę że ateiści są za zabijaniem itp, jednak nie wierząc w Boga łatwiej jest przymknąć oko na pewne sytuacje zyciowe, gdzie nie zawsze wszystko jest białe lub czarne. Jak napisałam w którymś poście, mój tata był ateistą, choćby dlatego wiem że ten kto nie wierzy w Boga nie jest jakimś wyzutym z moralności zwyrodnialcem. Nie traktuję ateistów jako wrogów, przepraszam bardzo jeśli kogoś uraziłam.
November, czuję że jesteś bardzo mądrą i fajną dziewczyną, Twoje wypowiedzi są bardzo logiczne, rozsądne i jak już wsppomniałam poprzednio, miło się je czyta i miło się polemizuje, bo jest w twych postach dużo merytorycznych argumentów, bez negatywnych emocji względem siebie nawzajem.
Ja nie jestem bezkrytyczna względem kościoła, wiele zachowań i postaw kleru mi nie odpowiada. Często się zdarza, że ksiądz pięknie mówi na kazaniu, ale żyje całkiem inaczej, burząc autorytet kościoła. Jak ateista ma uwierzyc w Boga, jak ma wysłuchać ksiedza, który mówi o Bogu a żyje sprzecznie z tym co mówi? Żenada. Taki ksiądz jest nieprzekonujący, zniechęca i wręcz odstrasza... czasem myślę, że niektórzy faceci zostają księzmi, nie z powołania, tylko jest to dla nich zawód jak każdy inny, taki wybierają sposób na życie... Niektórzy nie wierzą nawet w Boga, żyją po swojemu, ale mają talent np do pięknych kazań.. Sama w młodości bardzo byłam zaangażowana w kościól, należałam do tzw oazy, a wszystko za sprawą księdza, który porwał mnie swoją charyzmą. Był poprostu niesamowity. Dzięki niemu do kościoła przychodziły tłumy. Potrafił przełożyć znaną, dla niektórych nawet nudną ewangelię na obecne czasy, chciało się wcielać wszystko w życie, ja pod wpływem jego kazań bardzo zmieniłam swoje postępowanie i myślenie,a moja wiara do tej pory stricte tradycjonalna nagle stała się żywa i miała faktyczne przełożenie na to co robię. Ksiadz ten był po studiach,po psychologii, więc po spowiedzi człowiek czuł się wniebowzięty, bo ksiądz potrafił wysłuchać i faktycznie pomóc w słabościach charakteru, w problemach, a nie jak wielu księzy wysłucha odklepanycvh grzechów, rzuci każdemu tą samą gadkę i za pokutę zada 10 razy zdrowaś mario i pięć razy ojcze nasz.... a potem człowiek wracał do tych samych przyzwyczjeń, grzechów... Ten ksiądz, o którym piszę dzięki wymaganiom jakie zadawał jako pokutę, zmieniał człowieka, po każdej spowiedzi stawałam się coraz lepszym człowiekiem i wiele grzechów wyeliminowałam wogóle ze swojego życia. Po 3 latach ksiądz "odszedł do innej parafii" a faktycznie zamieszkał z kochanką i dzieckiem w innej części miasta. Autorytet upadł, a mój światopogląd zatrząsł się w posadach. Wtedy się zbuntowałam. Zaczęłam zyc bezbożnie, ale szybko zrozumiałam że wierzę przecież w Boga a nie w księdza. To Jezus jest dla mnie autorytetem, a nie człowiek, który został księdzem. Wprawdzie od ksiedza człowiek oczekuje szczególnej postawy, świadczenia swoim życiem że to co głosi jest prawdą, dlatego nie dziwię się ze dla ateistów kościół wydaje się mało wiarygodny. Kler a nawet Ci zdeklarowani katolicy żyją nieraz gorzej od tego, kto w Boga nie wierzy. PISowcy szczególnie mnie odstraszają.... Bardziej konfliktowych i zacietrzewionych ludzi nie znam.
Mimo to nie obwiniam kościoła, czyli kleru, za wtrącanie się do polityki. Moim zdaniem ateiści oraz Ci tylko z nazwy "katolicy" powinni skierować raczej swoje pretensje do prawdziwie wierzących polityków i do wierzących wyborców, że ich Bóg takie zasady moralne im wyznaczył.
P.S. Rozumiem że dla nie jednego ateisty czy kogoś innego wyznania jest uciązliwe że czasem nie ma wyboru....że jeśli chciałby dokonać aborcji czy eutanazji, a jest zakazana przez tych, którzy uważają ją jako zabójstwo, musi działać poza prawem. Dla mnie osobiście, jako osoby wierzącej, jest to taka sama sytuacja jakby złodziej lub morderca buntował się że nie może ukraść ani zastrzelić drugiego człowieka, bo prawo mu zabrania....wiem, że to brzmi strasznie, ale tak właśnie to odbieram. Problem krzyży w szkołach potrafię teoretycznie zrozumieć. Moim zdaniem, skoro większośc dzieci jest katolikami, to nie jest to nic złego że wisi w ich klasie. Mniejszośc powinna to uszanować. Przecież krzyż nie jest czymś obraźliwym, niczego sam w sobie nie wymaga od niewierzących, nikt nie musi się na jego widok przeżegnac.
Chciałabym też z ciekawości zapytać niewierzących, które z zasad chrześcijańskich są dla was nie do przyjęcia, przed czym się buntujecie? Rozumiem, że jeśli ktos nie wierzy, to nie będzie chodził do kościola czy spowiedzi, nie weźmie ślubu kościelnego...ale jesli chodzi o zasady międzyludzkie typu "zawsze wybaczaj" "nadstaw drugi policzek" nie kradnij, nie zabijaj, kochaj i szanuj drugiego, nie zdradzaj, nie kłam, nie napalaj sie na cudzą żonę czy męża, szanuj rodziców itd itd Co w tym jest nie do przyjęcia?