Coraz bliżej maj, a wraz z nim kościoły pełne wystrojonych, przejętych dzieci, przyjmujących pierwszy raz Komunię Świętą. To pierwsza Msza Święta, w której dzieci uczestniczą w sposób pełny, przyjmując Ciało Chrystusa po wcześniejszej spowiedzi, ale także czytając czytania, śpiewając psalmy czy modlitwę wiernych. Wcześniej przygotowują się do tego dnia poprzez katechezę oraz często specjalne, kameralne Msze Święte dla nich przeznaczone.
Nie sposób jednak nie zauważyć i tej komercyjnej strony całego wydarzenia. Dzieci dostają wiele, czasem bardzo kosztownych prezentów. Wiele spotkań rodzinnych odbywa się w restauracjach, a liczba gości jest zbliżona do małego wesela. Dzieci długo przed Komunią spekulują między sobą o tym co mogą dostać albo same sobie te prezenty wybierają.
Co myślicie o całej oprawie Komunii Świętej, zarówno tej w kościele jak i po niej?
Czy cała impreza po Komunii nie przesłania dziecku istoty wydarzenia? Czy może właśnie podkreśla co ważnego przeżyło w kościele?
Jak było z wami i z waszymi dziećmi? Jak wspominacie swoją Pierwszą Komunię Świętą? ![]()
Dla mnie jasne jest, ze dzieci, głównie z racji wieku, nie do końca rozumieją, po co przystępują do Komunii, nie dociera do nich wzniosłość tej chwili.
Sa nastawione głównie na prezenty.
Tak było tez w moim przypadku. Dopiero przystępując do bierzmowania, byłam w pełni świadoma tego, co robię.
Druga sprawa, ze bardzo skomercjalizowano Pierwsza Komunie.
Ja, jako ówczesna Katoliczka przystępowałam do Komunii i było to dla mnie hiper ważne wydarzenie: przyjmuję Jezusa, wow... to jest coś! Prezentami się raczej nie zajmowałam, bo ksiądz nam mówił, że nie na prezentach mamy się koncentrować, tylko na Jezusie zatem gdy tylko poruszałyśmy- my, dzieci temat ewentualnych prezentów, zawsze znalazł się mały głos rozsądku, który przypominał o tym, co powiedział ksiądz ![]()
Dla mnie zatem było to przeżycie niezwykle duchowe, byłam całkowicie skupiona na Jezusie tamtego dnia.
Ja, jako ówczesna Katoliczka przystępowałam do Komunii i było to dla mnie hiper ważne wydarzenie: przyjmuję Jezusa, wow... to jest coś! Prezentami się raczej nie zajmowałam, bo ksiądz nam mówił, że nie na prezentach mamy się koncentrować, tylko na Jezusie zatem gdy tylko poruszałyśmy- my, dzieci temat ewentualnych prezentów, zawsze znalazł się mały głos rozsądku, który przypominał o tym, co powiedział ksiądz
Dla mnie zatem było to przeżycie niezwykle duchowe, byłam całkowicie skupiona na Jezusie tamtego dnia.
Ja też to przeżyłam duchowo, jak na takie małe dziecko
Nawet proboszcz był pod wrażeniem mojej skromnej osoby, na tyle, że mi sam kupił prezent i odwiedził. Zresztą pewnie jak Ty przyjmowałaś, nawet jak ja przyjmowałam, to jeszcze nie było takiej otoczki komercyjnej jak teraz. Prezenty były, ale szczerze mówiąc to czułam, że są właśnie dlatego, że przyjęłam Pana Jezusa
Miałam skromną sukieneczkę, fajne przygotowanie. Myślę, że to później procentowało.
Organizacja przyjęcia komunijnego w restauracji, to wygoda. Nie trzeba stać przy garach na 3 dni wstecz, i nie trzeba potem tego wszystkiego zmywać. Zamiast krążyć podczas przyjęcia między kuchnią a salonem, spędza się czas z bliskimi, czyli tak jak powinno być. Mój kuzyn miał organizowane przyjęcie komunijne w mieszkaniu, i tak naprawdę wszyscy się męczyli. Siedzieliśmy ściśnięci, gorąco jak w saunie, babcia zziajana tym całym pichceniem, wieczorem angażowała wszystkie panie do zmywania, bo już nogi odmawiały jej posłuszeństwa.
6 2013-04-20 13:16:39 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-04-20 13:17:17)
Jak to zawsze i wszędzie: było wiadome, które dziecko dostanie coś naprawdę WOW (jak na tamte czasy: rower bmx) czy jakiś wypasiony zegarek, bo miało bogatą rodzinę. Ja prócz złotych rupieci (nie lubię złota, biżuterii nie noszę praktycznie wcale) które dostałam od mamy i kilku osób "na czarną godzinę" (dokładnie tak! Każdy powtarzał: Jak kiedyś nie będziesz mieć pieniędzy, sprzedasz złoto bo złoto zawsze jest w cenie), fikuśnego zegarka od cioci z Niemiec najlepiej wspominam chyba Atlas Ogromnego Świata, na który zresztą patrzę i teraz; tak, przytachałam go do nowego, małżeńskiego domu
. Głupota, ale że uwielbiałam godziny spędzać nad przeróżnymi książkami, godziny spędzałam nad tym atlasem- i słowo daję, rozbudził we mnie pasję podróżowania i zgłębiania jeszcze kolejnych informacji na temat różnych miejsc, narodowości itd.
Aczkolwiek gdybym ja miała dziś wręczyć jakiemuś dziecku prezent na Komunię, byłaby to tylko Biblia: z paginatorem, żeby było łatwiej
Plus atlas ![]()
Z roku na rok widzę, co raz większą paranoję. Rodzicom co raz częściej myli się pierwsza komunia z weselem. Wynajmują co raz wyślniejsze restauracje i nie wiadomo co jeszcze. Potem tylko się dziwią, że dzieci chcą co raz więcej i wymuszają wiele rzeczy. Nie uwierzę że barierą są warunki lokalowe. Moje dwie kuzynki obiad dla rodziny po ich pierwszej komunii miały w mieszkaniu mierzącym 32 metry, a gości było około dwudziestu. Jakoś się dało. Dla mnie to było o wiele normalniejsze.
Wiesz, "za moich czasów" też się robiło takowe przyjęcia w domu
Miało się w tym celu takie coś jak rozkładany stół + barek w meblach
Chociaż pamiętam, że raczej alkoholu się nie pijało podczas Komunii, no....chyba że 'pod stołem' by dziatwa nie widziała ![]()
Pojęcia nie mam jak obecnie wygląda sprawa z sukienkami- gdy ja szłam do komunii, każdy mógł mieć taką sukienkę, jaką chciał, wiem, że jakiś czas później ujednolicano te stroje.
Kiedy przystępowałam do swojej Pierwszej Komunii Świętej, dziwne to były czasy - czas kryzysu, kiedy to z trudem udawało się zakupić materiał na sukienkę, białe buciki, rożaniec czy świecę, a Kościół darował żywność, której w sklepach przecież nie było. Moje przyjęcie było jednak duże, raczej wystawne, w domu, prezenty w normie, bez wielkiego przepychu, ale też nie bardzo skromne. Pamiętam cały dzień dokładnie, różnież chwile spędzone podczas mszy, ale kompletnie nie pamiętam swoich odczuć - tego, czy było to dla mnie wielkiej wagi duże duchowe przeżycie, może stres, czy było mi to raczej obojętne.
Kilka lat temu role się odwróciły i to ja zajmowałam się organizacją i oprawą I Komunii, bo z kolei mój syn przystępował do sakramentu. W tamtym czasie należeliśmy do wspaniałej Parafii Ojców Franciszkanów, którzy mieli do wszystkiego bardzo zdrowe, ludzkie podejście - przyznaję, że zrobili na mnie ogromne wrażenie. Oczywiście nie stanowiło już problemu zakupienie wszystkich potrzebnych rzeczy. Nieduże, bo tylko na 16 najbliższych nam osób, przyjęcie zorganizowaliśmy w góralskiej restauracji, w cichej okolicy, niedaleko stadniny koni - właśnie po to, aby można było wyjść na spacer i zamiast skupiać się na jedzeniu (alkoholu oczywiście nie było), siedząc wyłącznie przy stole, to naprawdę ze sobą trochę pobyć. I to był strzał w dziesiątkę! Zrobiłam wszystko, aby tego dnia syn czuł się wyjątkowo, nie skupiał na prezentach, ale na tym, że te wszystkie osoby i to przyjęcie jest z powodu czegoś, co właśnie się wydarzyło.
Mnie tez czeka Pierwsza Komunia Sw ale to jeszcze 3 lata czasu...troche jest....ale juz wiem ze bedzie ona w restaurcji a nie w domu
Uważam, że takie spotkanie rodzinne w restauracji może być naprawdę udane, jednak to też zależy od miejsca. Ważne, żeby takie spotkanie wciąż miało taki domowy klimat. Ja nadal pamiętam zmęczenie mojej mamy po całej imprezie (mam dużą rodzinę = dużo gości = dużo gotowania).
12 2013-04-21 17:36:40 Ostatnio edytowany przez Catwoman (2013-04-21 17:36:55)
Ja powiem szczerze: nie rozumiem, dlaczego dziecku-"komuniście" daje się jakiekolwiek prezenty.
Byłam świadkiem chrztów w wyznaniach protestanckich (Nie niemowląt. Chrzczeni byli w przeróżnym wieku. Najmłodsza osoba miała 12 lat, inne starsze: 18, 23, 30, 60 .... i nie wiązało się to z absolutnie żadnymi prezentami prócz jakichś wartościowych książek z życzeniami, ewentualnie kwiatów.
Nie jestem Katoliczką, ale byłam i uważam, że jeśli już w jakimś wyznaniu jesteśmy, to znaczy, że centrum wiary chrześcijańskiej powinna być osoba Chrystusa, chęć wewnętrznej przemiany, budowania relacji z Bogiem a sam dzień tego 'wyznania' powinien mieć charakter stricte duchowy, radosny. Nic poza tym.
Ja powiem szczerze: nie rozumiem, dlaczego dziecku-"komuniście" daje się jakiekolwiek prezenty.
Byłam świadkiem chrztów w wyznaniach protestanckich (Nie niemowląt. Chrzczeni byli w przeróżnym wieku. Najmłodsza osoba miała 12 lat, inne starsze: 18, 23, 30, 60 .... i nie wiązało się to z absolutnie żadnymi prezentami prócz jakichś wartościowych książek z życzeniami, ewentualnie kwiatów.Nie jestem Katoliczką, ale byłam i uważam, że jeśli już w jakimś wyznaniu jesteśmy, to znaczy, że centrum wiary chrześcijańskiej powinna być osoba Chrystusa, chęć wewnętrznej przemiany, budowania relacji z Bogiem a sam dzień tego 'wyznania' powinien mieć charakter stricte duchowy, radosny. Nic poza tym.
Wiesz,jakby się tak zastanowić to nie wiem skąd się wzięły takie wypasione prezenty. Na pewno istota wydarzenia to zapoczątkowała, ale skoro teraz na prezenty są laptopy, tablety, skutery, nawet quady i inne gadżety, to już jest lekka przesada...
14 2013-04-22 12:24:55 Ostatnio edytowany przez Ojciecpiotr (2013-04-22 12:25:41)
Po prostu wartość wiary jest odwrotnie proporcjonalna do wartości prezentów.
A mnie, jako "komunistkę", mniej interesowały prezenty. Jednak nie pochwalę się, że przeżywałam to ogromnie duchowo. Takie odczucia miałam bardziej przy spowiedzi. Podczas komunii natomiast najbardziej pochłaniał mnie strój i to nie chodzi o sukienkę - chciałam białej, z satyny czy jakiegoś podobnego, śliskiego materiału, ale większych wymagań nie miałam. Najbardziej przejmowałam się butami. Do dzisiaj mama się ze mnie śmieje, że "mają być białe, stukające i z dwoma paskami!" - podobno powtarzałam to jak mantrę ekspedientkom w każdym kolejnym sklepie. Nie wiem, co mnie tak wzięło na te buty, skoro spod sukienki ich nie było widać, ale po długich trudach znalazły się jakieś białe, stukające, z 2 paskami i na mój rozmiar, więc komunia była uratowana.
Umarłam ze śmiechu gdy przeczytałam "blog" ojca, który wysyłał córkę do Pierwszej Komunii.
Można znaleźć pod tytułem: ,,Przekąski na pierwszą komunię? i wpisać Wysokie Obcasy bo art. ukazał się w tej gazecie ![]()
Też się uśmiałam ![]()
Fakt, można się nieźle ubawić
, niestety tak właśnie wygląda nasza komunijna rzeczywistość.
Dlatego moim zdaniem dzieci nie powinny przystępować do komunii świętej, tak samo jak nie powinno się chrzcić dzieci.
Umarłam ze śmiechu gdy przeczytałam "blog" ojca, który wysyłał córkę do Pierwszej Komunii.
Można znaleźć pod tytułem: ,,Przekąski na pierwszą komunię? i wpisać Wysokie Obcasy bo art. ukazał się w tej gazecie
Przeczytałam, ale się nie uśmiałam.
Wniosek jeden: sami rodzice nakręcają tę spiralę. Tak, rodzice, nie kościół.
Dwójka moich dzieci chodziła do katolickiej szkoły podstawowej, prowadzonej przez siostry. Począwszy od siostry dyrektor, która była na wysokim poziomie, poprzez poziom edukacji, wszystko nam się tam podobało. Nie wiem kiedy były przygotowania do komunii. Wszystko zostało omówione przy okazji zwykłej wywiadówki. Nie było ani jednego dodatkowego spotkania w tym celu. Zero prezentów dla sióstr czy księdza. Żadnego angażowania rodziców w jakieś przygotowania, chyba, że ktoś chciał. Spokojna uroczystość, nastawiona wyłącznie na wymiar duchowy.
Żadnych imprez w lokalach, tylko w domu dla najbliższych.
Nie będę opisywać oczekiwań dzieci na prezenty, bo żadnych oczekiwań nie było. Ale to poprzedzone było naszymi rozmowami z nimi.
I nie są (dzieci) jakieś wyjątkowe. Po prostu są takie, jakie jest nasze (rodziców) podejście i wychowanie.
Rodzina miała zapowiedziane, że nie życzymy sobie żadnych drogich prezentów. Są inne okazje.
Prezenty były symboliczne i związane stricte z uroczystością.
Tak, to rodzice są odpowiedzialni za przebieg tej uroczystości i za stosunek dzieci do niej.
Mnie ten tekst podłamał... Na przykładzie luc widać, że można inaczej
Nawet gdy dzieci nie chodzą do katolickich szkół.
A ja swoją Komunię wspominam z niechęcią.
Nikt mną się nie interesował, dorośli rozmawiali między sobą, o swoich zawodowych sprawach, oraz o przeżyciach wojennych, a ja myślałam tylko o tym, aby po południu, nie trzeba było zakładać tej "głupiej" sukienki, którą moja mama odkupiła od sąsiadki.
Wyglądałam w niej, jak strach na wróble, do dzisiaj pamiętam każdy jej szczegól, chociaż minęlo pół wieku od tego wydarzenia.
Prezenty były więcej niż skromne, tylko Chrzestna dała mi złoty medalik, którego nie pozwalano mi nosić, a później "zaginął'.
Za to pamiętam, że pierwszą, samodzielną książkę, którą przeczytałam jednym tchem, od deski do deski, była "Fizia Pończoszanka", którą dostałam od sąsiadki, razem z bombonierką.
Pani ta nie była zaproszona, ale panował wtedy taki zwyczaj, że sąsiedzi, obdarowywali dzieci komunijne , mieszkające na tej samej klatce schodowej.
No i jeszcze zapamiętałam, że w dniu uroczystości, deszcz lał jak z cebra i była burza, więc chociaż nie było mi żal, że moja sukienka jest ubłocona, bo i tak, nikt jej nie podziwiał.
Księża starali się wytłumaczyć nam dzieciakom, że prezenty to trzeciorzędna sprawa. Najważniejszy jest Pan Jezus, a zaraz po nim My, dzieci przystępujące do Komunii.
Nie słyszałam, aby u jakiegoś dziecka pito alkohol, może wtedy nie było takiej mody?
Hitem komunijnym był wtedy rower lub zegarek, kto dostał taki prezent był "bogaty"
23 2013-05-04 21:14:14 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2013-05-04 21:21:29)
Mimo że mam dopiero niecałe 22 lata, to od czasu mojej Pierwszej Komunii wiele się zmieniło. Wtedy, prezenty raczej nie były tak kosztowne i właśnie wydaje mi się, że oprawa duchowa była ważniejsza, tzn wiadomo, że dla dziecka może nie było to bardzo duchowe wydarzenie, ale jednak swoją wartość miały. Dostałam rower to fakt, ale przecież dzieci dostają teraz dużo droższe prezenty. Oprócz tego dostałam np radio, medalik, nic kosztownego, a i tak byłam zadowolona
Od mamy miałam taki komunijny album, w którym wpisywałam niektóre informacje, np o patronie naszego kościoła, o mojej Komunii, mama, siostra wpisały mi tam bardzo ładne życzenia. No i to jest dla mnie prawdziwa wartość, coś co się pamięta
A nie tak, jak teraz tablety, najdroższe rowery czy laptopy. W tym roku u nas w rodzinie jest komunia i faktycznie rodzice chcą kupić coś droższego, bo wiedzą jakie czasy i nie chcą zawieść dzieci.. ale wiem, że tak nie powinno być. No, ale to nie ja kupuje te prezenty
Kupują rower, a wiadomo jakie teraz rowery drogie.
....uśmiałam się z tego artykułu, ale - niech wyjaśnię - nie z tekstów córeczki, ale z głupoty rodziców, którzy sami sobie tym artykułem laurkę wystawili.
Tak- to rodzice sami sobie to robią, nakręcają tę spiralę, jeden przez drugiego. Szkoda, że jeszcze grupowo nie wyszukiwali najtańszego solarium i kosmetyczki dla dzieci ![]()
truskaweczka19, dziś tablet czy konsola, kiedyś: rower i zegarek. A nigdy nie powinno chodzić o prezenty. Jednak to też przecież kwestia dorosłych, którzy wymyślili, że dziecku na Komunię trzeba dać prezent.
Właśnie wróciliśmy z komunii u mnie w rodzinie... Uff... Było nawet miło, myślałam, że będzie gorzej ![]()
ale szczerze, dla mnie te spędy 50-osobowe, imprezy w hotelach ze spa czy drogich restauracjach to jakieś nieporozumienie...
I dla mnie to żaden argument, że "teraz takie czasy i się tak robi". Bzdura. Robi się jak się chce. Wszystko zależy od podejścia rodziców... a od ich podejścia zależy podejście ich dzieci...
Ustaliliśmy z Mężem, że kiedy nasze dziecko będzie miało komunię, to po kościele zapraszamy tylko chrzestnych i dziadków na godzinkę do domu na kawę i tort, potem goście do domu, a my z dzieckiem wsiadamy w samochód i jedziemy na wycieczkę np. do Częstochowy lub w inne podobne miejsce kultu...
Mam nadzieję, że to dla całej naszej trójki będzie super niezapomniana duchowa przygoda i przeżycie...
Myślę, że to o wiele lepszy pomysł (i nawet dużo tańszy) niż fundowanie dziecku takiego samego przyjęcia jakie ma 30 dzieci w klasie i wszystkie te imprezy na jedno kopyto...
A prezenty? ta wycieczka będzie właśnie prezentem od nas, czyli od rodziców... a co od innych gości dostanie (i czy w ogóle coś, bo nie czuję przymusu, że "musi" coś dostać), to już od nich zależy, nie będziemy w to ingerować, ale wolelibyśmy żeby to były prezenty związane z tym dniem, a nie laptop czy komórka...
Ustaliliśmy z Mężem, że kiedy nasze dziecko będzie miało komunię, to po kościele zapraszamy tylko chrzestnych i dziadków na godzinkę do domu na kawę i tort, potem goście do domu, a my z dzieckiem wsiadamy w samochód i jedziemy na wycieczkę np. do Częstochowy lub w inne podobne miejsce kultu...
Dokładnie tak samo chcemy postąpić z córką
Marzy nam się pokazać jej Betlejem, Wieczernik zbudowany przez krzyżowców, Golgotę, studnię Jakubową, ogrody oliwne... Niech się schowają tablety i quady ![]()
Moja komunia również odbyła się w domu, a nie w restauracji i bardzo fajnie wspominam okres przygotowań, ponieważ we wszystkim mogłam uczestniczyć i "pomagać".
Natomiast co do samego pobytu w kościele i przeżycia duchowego - pamiętam jedynie gryzącą albę, ogromny stres przed publicznym wystąpieniem i wielkiego focha na mamę. O prezentach w ogóle nie myślałam. Dwa dni przed Komunią mama wpadła na głupi pomysł, by pomimo braku mojej zgody ściąć mi włosy "na chłopaka" (przez całe dzieciństwo miałam włosy do pasa). Do tego katechetka zmusiła mnie, aby podczas mszy przeczytać czytanie z Księgi Powtórzonego Prawa. Nauczyłam się tego na pamięć i pamiętam całe do dziś.
Przez pół mszy stresowałam się, że mam to jeszcze przed sobą, a kiedy miałam już z głowy, odczułam taką ulgę, że cała reszta była mi obojętna.
Czy cała impreza po Komunii nie przesłania dziecku istoty wydarzenia? Czy może właśnie podkreśla co ważnego przeżyło w kościele?
W tym roku do Komunii przystąpi dwójka dzieci z mojej rodziny, więc sporo na ten temat słyszę i niestety widzę, że impreza oraz wiążące się z nią prezenty przysłaniają wszystko. Syn mojego kuzyna mówi wprost, żeby wkładać do koperty tysiąc złotych. Fantazjuje czego to sobie nie kupi. Ani razu nie usłyszałam od dzieci czegoś, co wiązałoby się z duchowym przeżyciem. Dużo emocji budzą koperty, quady, drony itp.
Z chrzcinami jest jeszcze gorzej, bo też urządza się totalne bale, imprezy, wręcza prezenty kilkumiesięcznemu bobaskowi, który i tak cały czas śpi i je
. Fatalne podejście, ale wina leży po stronie zapraszanych jak i zapraszających.