Chyba mam jakas deperesje...ciezka deperesje, nie chce mi sie smiac, wlasciwie to rzadko sie smieje szczerze albo prawie ze wcale. Ukrywam swoje uczucia pod maska sztucznego szczescia.Nie mam sily wstac rano z lozka nie chce mi sie nawet jesc...przewaznie jestem jakby w innym swiecie, choc tak naprawde o niczym nie mysle.Jest mi coraz ciezej ukrywac swoj smutek pod pozorami radosnej dziewczyny. Wiem pewnie kazda z was doradzi "trzeba cos z tym zrobic idz do psychologa, psychiatry, psychoterapeuty" mam wizyte w lipcu u psychiatry mam nadzieje ze on mi pomoze bo psycholog ani psychoterapeuta nic nie zdzialali.chodzilam dlugo wysluchujac jakichs dennych gadek ktore nic nie zmienialy az w koncu zrezygnowalam.Nie wiem co mam ze soba zrobic, popelnim rozne glupstwa.i powoli zaczynam sama siebie niszczyc...
2 2010-06-21 20:01:05 Ostatnio edytowany przez Achch (2010-06-21 20:03:05)
Dobrze zatem, że o tym piszesz. Że wiesz nie zamykasz się w czterech ścianach tylko rozmawiasz o tym, choćby tutaj na forum - zawsze takie wygadanie się to takie oczyszczenie psychiki z jednej ale i lepszy wgląd w siebie z drugiej strony. Łatwej się uporać z myślami, jak o nich napiszemy. Wiem po sobie. Trudno napisać coś sensownego, bo to o czym piszesz to schorzenie zranionej światem , może ludźmi duszy. Dobrze ,że szukasz pomocy u specjalistów. Oby coś pomogli i doradzili. Wiem jednak ,że z własną duszą najczęściej i tak samemu trzeba się uporać. A od kiedy masz taki stan ? Od kiedy się to zaczęło ? Czy to stan po jakimś przykrym wydarzeniu w Twoim życiu, czy po prosty nie widzisz za bardzo co dalej (to zrozumiałe : każdy ciągle się zastanawia co z nim będzie
) co go spotka i jak się życie potoczy ... strach przed życiem jest chyba obecnie czymś bardzo częstym ...
3 2010-06-21 20:09:27 Ostatnio edytowany przez TheBlackMoonLight (2010-06-21 20:11:04)
mialam problemy w rodzinie, potem jak sie uspokoilo to zrobilam glupstwo i zdradzilam chlopaka...ale nie specjalnie...szukalam przyjaciela...kogos kto by mnie zrozumial poniewaz zawsze kiedy mowilam o swoich problemach chlopakowi on mowil "wszystko bedzie dobrze" a nie "cos z tym trzeba zrobic" potem wszystko sie wydalo noi oczywiscie bylam ta najgorsza...bo zdradzilam bo to bo tamto.ale udalo mi sie go odzyskac tylko ze....o moich smutkach musialam mu powiedziec po pijaku.i tu zaczynaja sie schody...zaczelam miec poczucie winy nie do zniesienia mimo ze mi wybaczyl,pozatym na jego rzecz odrzucilam chlopaka ktory sie we mnie zakochal na zaboj...zaczelo sie jakos od stycznia a teraz sie nasila. i jeszcze stanelam w takiej sytuacji....chlopak z ktorym jestes 2 lata i ktory cie kocha czy chlopak ktory cie kocha NAD ZYCIE.zostac na starych smieciach czy rzucic sie na gleboka wode?i nie radze sobie z tym.mam coraz wieksze problemy
4 2010-06-21 20:18:07 Ostatnio edytowany przez Achch (2010-06-21 20:20:39)
Ach kochana, tyle tego ,że nie ma się co dziwić, że sobie nie radzisz. Nikt chyba by tak psychicznie tego nie dał rady wytrzymać ! Nagromadziło ci się sporo no i takie dylematy przed jakimi stoisz potrafią człowiekowi dać w kość - także nic dziwnego. Świat ci się wali a wybory trudne. Myśle, że musisz uporządkować swoje życie. Krok po kroku. Musisz dokonać wyborów ,których tak się boisz i to jak najszybciej bo inaczej rzeczywiście zniszczysz siebie. Wybierz sercem. Na pewno w głębi duszy wiesz kogo wybrać ... Grunt jednak żeby się tego wyboru trzymać już potem i nie zmieniać tego co słuszne. Czasem by się chciało i to i tamto - człowiek myśli że będzie szczęśliwszy mając wszytsko na raz. Ale taka "obfitość" tylko unieszczęśliwia i rani ... Wybierając nie myśl o tym co tracisz. Ale co zyskujesz : spokój duszy.
5 2010-06-21 20:25:05 Ostatnio edytowany przez TheBlackMoonLight (2010-06-21 20:26:13)
jest jeszcze jedna kwestia...widzialam tamtego chlopaka z jakas dziewczyna.nie sadze zeby byli razem.ale co jesli wybiore sercem i zostane sama?bo okaze sie ze jemu juz sie odmienilo?boje sie wlasnie tego...samotnosci
6 2010-06-21 23:38:11 Ostatnio edytowany przez Achch (2010-06-21 23:40:02)
Kazdy się jej boi. Ale widzisz może się zdarzyć milion innych rzeczy i też zotaniesz sama . Nie możesz tak patrzeć na zycie. Może wybierzesz jego , a nie daj Boże jemu coś sie stanie za miesiąc i też będziesz sama mimo że wybrałaś a on Cię kochał ? To drastyczny przykald i niczego takiego Ci oczywiscie nie życzę, niemniej chciałam abyś zwróciła uwagę, że życie jest jakie jest. Na ogól nieprzewidywalne. I choćbyś starała się przewidzieć wszytsko - nie przewidzisz i nie wiemy co czai się za rogiem. Wybierajac jednak sercem żyjesz w zgodzie sama z sobą. Wiesz wewnetrznie ,że postępujesz słusznie nikogo po drodze nie zwodząc i nie krzywdząc - czy to mała nagroda ? Nie , duża. Spokój sumienia to cudowne uczucie. Nie myśl tyle co będzie. Działaj. Jeżeli czegoś pragniemy szczerze i nad życie to wszystkie gwiazdy sa po naszej stronie i trzymają za nas kciuki
Będzie dobrze. I nie frustruj się tyle tymi myślami - mniej myślenia więcej działania, aby uporządkować swoje życie i będzie oki
A jak czasem dół Cie dopadnie to zawsze masz ten wątek i nas tutaj !
w sumie masz racje.ale te wybory sa dla mnie najgorsze.jedna z tych osob napewno skrzywdze.i tego sie boje, jak narazie katuje siebie myslami itd.
8 2010-06-22 21:43:15 Ostatnio edytowany przez TheBlackMoonLight (2010-06-22 21:49:42)
Przejechałam sie niestety....jednak mialam racje.odwidzialo sie tamtemu.nalepiej smakuje zakazane.noi wedle podejrzen zostalam sama...Nie mam co ze soba zrobic.przez ten dlugoletni zwiazek potracilam kolezanki...noi nie mam juz nikogo.Nie mam juz ze soba co zrobic.czekaja mnie cale mnie nudy i smutku.