weronikanorge napisał/a:gdyby nie istnialy religie, swiat bylby cudownym miejscem, a wojny wybuchalyby jedynie o zasoby, a nie z nienawisci do kogos kto ma odmienny swiatopoglad. Wszystkie religie w ktorych role glowne gra osobowy bog sa debilne, nielogiczne, oparte na ksiegach spisanych przez nawiedzonych pisarzy/piesniarzy amatorow (chrzescijanstwo) lub psychopatycznych mordercow (islam) lata swietlne temu, niespojne, o tresci w ktorych zdarzenia wykluczaja sie wzajemnie. Nie mam pojecia jak w XXI wieku nadal moze byc na swiecie zaledwie garstka ateistow, skoro dostep do wiedzy, informacji, danych historycznych sa dla wiekszosci dostepne. Ludzka glupota nie zna granic.
CO do istnienia boga czy innej sily stworczej, to nie wiadomo czy istnieje. Moze tak, a moze nie. Skoro nie jestesmy w stanie tego stwierdzic, moze poczekajmy az nauka na to pozwoli, a poki co skupmy sie na tym, co mozemy rzeczywiscie zrobic by wszystkim zylo sie lepiej. Zamiast wyrzynac sie wzajemnie w imie wymyslonych bozkow.
Niewiele wiesz zatem o tym świecie. Religia jako tako nie jest problemem, bo ludzie zawsze znajdą powód, aby się wyrzynać. Czy to w imię klubu którego są kibicami, czy posiadanego koloru skóry, czy wreszcie przekonań politycznych.
Świat nigdy nie będzie cudownym miejscem, bo opanowany został przez jeden wysoce zaawansowany gatunek rozumny, który przejawia autodestrukcyjne zachowania. Znieczulające działanie powszedniości przesłania obraz homo sapiens jako gatunku.
Po ewolucji w spadku mamy m.in. to, że motorem rozwoju współczesnych cywilizacji jest wojna. Kiedyś co najwyżej mogliśmy unicestwić lokalnie inny gatunek poprzez wybicie jego przedstawicieli co do sztuki, ale nie zaburzało to ekosystemu w skali globalnej. Dzisiaj już posiadamy argumenty, które są w stanie rozwalić całą planetę i całe życie na niej, a rozwój technologii wcale się nie zatrzymuje. Biorąc pod uwagę zawiłą i nieprawdopodobną ścieżkę rozwoju inteligencji, niewyobrażalnym marnotrawstwem byłby fakt zagłady rozumnego gatunku, który w przyszłości miał możliwość przetransferowania wypracowanej inteligencji w coś bardziej trwałego niż tkanki biologiczne, a unicestwił się z tak śmiesznych powodów jak odmienne przekonania czy brak porozumienia w pewnych kwestiach.
Mnie aktualnie bardziej dziwi to, że w XXI wieku, mimo powszechnego dostępu do wiedzy, informacji, ludzie nadal toczą wojny na świecie z powodów tak prozaicznych, jak np. zasoby naturalne. W dobie globalnej komunikacji nie można się po prostu dogadać, argument siły jak przed tysiącami lat wśród prymitywnych plemion nadal gra rolę pierwszorzędną.
Czy Bóg istnieje? Teoretycznie tego na chwilę obecną nie wykoncypujemy. A praktycznie? Jak powszechnie wiadomo, jesteśmy więźniami czasu i przestrzeni, gdziekolwiek byśmy się w kosmos nie ruszyli, czeka nas tylko śmierć. Wszechświat nie jest życiu przyjazny. Na dobrą sprawę, gdyby nie ziemska magnetosfera osłaniająca nas przed wiatrem słonecznym, Ziemia podzieliłaby los Marsa, a życia by tu nie było. Życie sprawia wrażenie anomalii. Jednak pomimo osłony, jaką daje nam pole magnetycznie, i tak nie jesteśmy bezpieczni- stale zagrażają nam przelatujące w pobliżu Ziemi mniejsze i większe ciała niebieskie, zmiany klimatyczne, my sami, a finalnie planeta i tak przecież zostanie spalona przez Słońce. Spora liczba nieprawdopodobnych przypadków, jakie składają się na powstanie życia inteligentnego pozwalają nam sądzić, że życie raczej nie zostało stworzone przez Boga, a już na pewno nie w formie, jaką propagują kreacjoniści i im podobni. Problem nabiera rumieńców, bo skoro nie Bóg, to czym jest życie inteligentne i po co powstało?
Tak, tylko nauka może nam dać odpowiedzi na rodzące się pytania.
adiaphora napisał/a:Bog bez religii nie mialby racji bytu. Nie wiem kto stworzyl Boga, ale religie stworzyli ludzie. Po to, aby wlasnie uporzadkowac swoja wiare w niego, nadac jej znaczenie, porzadek, sens, rytual... Rytualy sa istotne w religiach, silnie dzialaja na podswiadomosc. Dlatego religie zawsze beda szly w parze z Bogiem. To sa naczynia polaczone.
Co nie zmienia faktu, że Bóg, czy jak go tam nazwiemy, (o ile istnieje) może być bytem, którego intelekt ludzki nigdy nie będzie w stanie pojąć, bo wykracza to poza nasze zrozumienie (jak wiele innych rzeczy w tym wszechświecie). Także założenie, że obecny wszechświat mógł mieć Pierwszego Poruszyciela, jak głosił Arystoteles, wcale nie implikuje tego, że poruszyciel ten musi, czy chce się z nami kontaktować. Człowiek ma tendencję do traktowania siebie jako gatunku wyjątkowego, bo posiadamy wysoką w naszym mniemaniu inteligencję. Życie na Ziemi ma jednak za sobą kilka miliardów lat, a teoretycznie kolejnych kilka miliardów przed nami, póki planety nie strawi gwiazda, która do tej pory to życie podtrzymywała. Co pomyślimy w kontekście inteligencji, gdy zobaczymy przykładowo jakiegoś owada pełzającego po ziemi? Niektórzy pewnie "Co taki prymitywny byt może wiedzieć o życiu? Ale dla cywilizacji posuniętych technologicznie o całe tysiąclecia w przód my jako ludzie również możemy być takimi bezrozumnymi w ich mniemaniu "robaczkami" o mocno ograniczonej percepcji i wiedzy.
Niewiarygodna liczba nieprawdopodobnych przypadków, jakie składają się na fakt powstania życia inteligentnego przez wielu naukowców uważana jest za argument przeciwko istnieniu wielu zaawansowanych cywilizacji w kosmosie. Może być jednak odwrotnie: setki miliardów galaktyk, a w każdej z nich setki miliardów gwiazd i planet będących siedliskami różnych form życia.
A co jeśli jesteśmy tylko nieudanym eksperymentem biologicznym obdarzonym samoświadomością, skazanym na izolację w Układzie Słonecznym i w konsekwencji na zagładę (ewolucja nie poszła w zakładanym kierunku)? W tym ujęciu zabawnie wyglądają te nasze wszystkie próby zrozumienia rzeczywistości, czy nasze zwyczajne, ludzkie sprawy, jak poświęcanie większości swojego życia na pracę itd.
We wszechświecie mogą też istnieć inne, dużo bardziej zaawansowane cywilizacje, które w jakiś sposób poznawszy proces ewolucji życia ziemskiego skazują nas na stracenie, uznając nas za byty dążące do zniszczenia nie tylko samych siebie, ale i innych. Sytuacja Ziemi wiele o nas mówi tym, którzy mieliby możliwość obserwowania nas. Mimo tego, że mamy zdolność budowania, rozwoju, to opiera się to wszystko na konkurencji nastawionej na zniszczenie. Postronny obserwator mógłby ziemskie życie uznać za zagrożenie.
W świadomości samego Poruszyciela możemy przy innych zaawansowanych bytach być nawet nie tyle w centrum uwagi, co po prostu wyrzuceni na „śmietnik zapomnienia”.
Możemy też być po prostu sami we wszechświecie, co tylko dodaje wyjątkowości naszym bytom na tym pustkowiu i obliguje nas do dążenia do zrozumienia wszechświata i rzeczywistości w jak największym stopniu.
Na chwilę obecną nie wiemy jak powstało życie, choć wiemy co je buduje. Nie wiemy jak powstał wszechświat, choć w niewielkiej części znamy jego strukturę, ale tak na dobrą sprawę wiele jeszcze przed ludzkością do odkrycia. Nie jest to bynajmniej zachęta do tego, aby niewiadome tłumaczyć słowem „Bóg”. To już byłoby intelektualnym lenistwem, na które pozwolić sobie nie powinniśmy. Wszechświat przecież czeka na zrozumienie, i jest to jedyne, czemu warto się w swoim życiu poświęcić.
Cały ten komercyjny syf, który nas otacza, za jakiś czas i tak nie będzie miał znaczenia. Albo opuścimy Ziemię i przetrwamy, albo tu zginiemy, i nie pomogą nam ulubione piosenki, czy zgromadzone pieniądze. Żaden Bóg też nas nie uratuje. Ale to już problem raczej dla przyszłych pokoleń. Mam nadzieję, że nie dożyję też czasów, kiedy rząd kraju który zamieszkuję, będzie losował jednego obywatela na tysiąc, który przetrwa w nowym świecie, bo albo Ziemia nie będzie już zdatna do zamieszkania, albo z jakichś powodów rządy uznają, że ludzi jest zwyczajnie za dużo, a wojny nie zapewniają ich odpowiedniej eliminacji.